Rozdział 27

Krok w tył?

Leżał przykryty miękką kołdrą. Otulała go ona ciepło i pewnie byłoby mu nawet wygodnie, gdyby nie czuł się tak obolały. Miał wrażenie, że każdy punkt na ciele, który musiał zmierzyć się wcześniej z ciosami pana, nagle się ocknął i bardzo nie chciał dać mu o sobie zapomnieć. Wręcz przeciwnie, przypominał o swojej obecności pulsującym bólem. Aki zastanawiał się, czy doznał jakichś większych obrażeń, czy udało mu się wyjść z tego cało, z samymi stłuczeniami. Liczył na to, że mimo wszystko szybko z tego wyjdzie. 
Lecz w końcu nie mógł narzekać. Przeżył. Musiał tylko jakoś przetrzymać ten ból. Zacisnąć zęby, jak to robił wiele razy, i czekać aż najgorsze minie. To przecież niewielka cena za to, że wciąż mógł tu być i miał przed sobą jakąś przyszłość. Nawet jeśli nie wiedział, co ona przyniesie. 
Pan znajdował się za jego plecami, chłopak czuł jego obecność. Nie obejmował go, nie dotykał, ale był blisko. Prawdopodobnie spał, ale Aki nie był tego stuprocentowo pewny. Nie miał zamiaru także tego sprawdzać, bo nie wiedział, jak jego obolałe ciało zareagowałoby teraz na kolejny ruch. Nie chciał dodawać sobie niepotrzebnego cierpienia. Poza tym, skłamałby, gdyby przyznał, że się nie bał.
Aki od momentu, w którym pan pozwolił mu się położyć, jeszcze nie zasnął. I nie była to nawet sprawa bólu, jaki czuł. Emocje opuszczały go bardzo powoli, tak naprawdę, wciąż kotłowały się w jego wnętrzu. Sam nie wiedział, co czuje i myśli o tym, co się wydarzyło się niedawno. To stało się tak nagle… Był rozdarty, w głowie miał chaos i próbował powolutku wszystko sobie poukładać, ale było to trudne.
Długo leżał prawie bez ruchu, przypominając sobie raz po raz, od początku, co się stało i jak to wyglądało. Z biegiem czasu potrafił spojrzeć na wszystko nieco chłodniej, bez ogromnego przerażenia, które wreszcie ustąpiło, choć i tak było jeszcze dużo za wcześnie na to, by zapomniał o swoich lękach i uczuciach, jakie wtedy nim rządziły. Ciągle miał wrażenie, że może przypomnieć sobie każdą sekundę z tamtych wydarzeń po kolei.  Czuł, że zapamięta to do końca życia. 
Po wielogodzinnych rozmyślaniach, gdy zaczynał być już nimi znużony, zadał sobie najważniejsze pytanie. To ono nie dawało spokoju od początku, bo kłóciło się z tym, co od dawna wyznawał. Czy nienawidził pana za to, co tamten zrobił? 
Odpowiedź pojawiła się niespodziewanie szybko. Już wiedział, tak nie było. Nie nienawidził go. Ogromnie bał się, to prawda. Do tego stopnia, że prawie mógł umrzeć od tego strachu, ale przecież pan darował mu życie. Zlitował się nad nim, wybaczył mu i dał jeszcze jedną szansę. Dzięki temu wciąż mógł żyć. To było najważniejsze. 
Jednak coś sprawiało, że Akiemu było okropnie wstyd. Męczyło go to, ściskało w środku. Nie potrafił pozbyć się wrażenia, że czuł do pana żal. Za to, że bił go, że zadał mu tyle bólu. Nie podobało mu się to uczucie, bo przecież to, co zrobił pan, na pewno było konieczne. To była kara, na którą musiał sobie zapracować swoim przewinieniem. Jakim? Nie wiedział, ale na pewno było na to rozsądne wytłumaczenie. Jedynie gdzieś w głębi serca czuł, że nie zasłużył na nią. Mimo tego tłumaczył sobie, że czymś zawinił, bardzo mocno, i dlatego pan tak go potraktował. W końcu był tylko niewolnikiem i należał do niego. Mógł z nim robić, co mu się żywnie podobało. On zawsze wiedział najlepiej… 
Tłumił w sobie zdradliwy głosik, tak usilnie, jak potrafił. Nie chciał go słyszeć. Nie chciał. Pragnął o tym zapomnieć. I choć nie udało mu się to do końca, po jakimś czasie przestało to mieć aż takie znaczenie. Zwłaszcza, kiedy zaczął zastanawiać się nad inną rzeczą, ważniejszą, która pojawiła się nagle i dodała mu otuchy. 
Ostatnia myśl, która przyszła mu do głowy, ostatecznie poprawiła mu nieco humor. Zdał sobie sprawę, że choć trwało to długo, wreszcie osiągnął swój cel. Nawet jeśli nie wyglądało to tak, jak sobie zaplanował, i najpierw musiał przejść niezłą męczarnię, w końcu pan zrobił to z nim. Udało mu się!
„Może teraz będę znaczył dla pana troszkę więcej?” pomyślał, ale szybko wyrzucił tę myśl z głowy.  Niewolnikowi nie przystoi tak myśleć. Dlatego szybko odpędził ją od siebie. „Nie, nie, nie! To niemożliwe”.
Aki uśmiechał się, gdy zasypiał, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. 


Otworzył oczy. Miał wrażenie, że zamknął je zaledwie przed sekundą, ale delikatne promienie słońca wypełniające sypialnię, dały mu do zrozumienia, że musiało minąć więcej czasu. 
Był wczesny poranek. Chwilę później, kiedy zaczęło docierać do niego więcej informacji, nie miał już co do tego wątpliwości. Zdał sobie sprawę także z innej rzeczy, ważniejszej, lecz tak zwyczajnej, która sprawiła, że się obudził. Musiał do toalety.
Normalnie pewnie nie sprawiłoby mu to kłopotów, nawet odkąd posiadł nowego pana, jednak po strachu, jakiego najadł się niedawno, wciąż czuł się trochę niepewnie. Wiedział za to, że z takimi sprawami nie można czekać w nieskończoność. 
Powoli, ostrożnie, uniósł kołdrę i wynurzył się spod niej na podłogę. Gdy już wstał, spojrzał na pana. Zobaczył, że ten spał, zwrócony do niego plecami. To sprawiło, że jego niepokój zelżał. Zamierzał szybciutko skoczyć do toalety i po cichu wrócić, nie budząc swojego właściciela.
Przeszedł koło łóżka i ruszył w stronę toalety. Dotarłby tam bez trudu, lecz tym razem coś miało mu przeszkodzić. Zatrzymał się. Przed nim znajdowała się komoda, na którą zdążył się już napatrzeć aż do przesady podczas długich godzin, jakie spędził w sypialni w oczekiwaniu na pana. Na niej leżał przedmiot, z pozoru wyglądający zupełnie niewinnie. Nie sposób jednak opisać, jak bardzo nie pasował do pozostałych.
Akiego przeszedł dreszcz. Wspomnienie paniki, jaką odczuwał na myśl, że jego życie właśnie miało się skończyć, na moment powróciły. Jak zahipnotyzowany patrzył na pistolet – źródło jego największych lęków, które teraz znajdowało się tak zaskakująco blisko. Ogarnęło go dziwne uczucie. Zapragnął go dotknąć. Potrzymać to narzędzie, którego sam widok budził taką grozę. Choć przez chwilę poczuć, że on także może posiąść tę władzę...
Nie wiedząc czemu, uniósł rękę, jak gdyby kierowała nim jakaś tajemnicza siła, której nie mógł się oprzeć. Już wyciągał dłoń, by chwycić broń i poczuć jej ciężar. Już prawie jej dotknął, kiedy to odezwał się w nim głos. Nie nazwałby go sumieniem, raczej rozsądkiem. 
„Nie możesz” podpowiedział mu głos w jego głowie. „To złe, Aki. I bardzo niebezpieczne”.
Cofnął rękę. Zrezygnował. 
Potem już nie rozmyślał o tym w ogóle. Przypomniał sobie, że przecież koniecznie musiał udać się do toalety, a obecnie ta potrzeba była jeszcze silniejsza. Poszedł więc do łazienki, a następnie wrócił do łóżka jak gdyby nigdy nic. Jedynie, nim wreszcie udało mu się zasnąć, zastanowił się, czy ktoś taki, jak on, potrafiłby użyć czegoś podobnego. 




Tak naprawdę, gdy jego niewolnik wstawał z łóżka, John nie spał. Może i wcześniej przysnęło mu się na chwilkę, ale teraz był całkowicie świadomy tego, co się działo. Udawał, czekając na właśnie taki obrót zdarzeń. 
Idealnie. Wszystko szło po jego myśli.
Chłopak nie wiedział o tym, że go obserwował. John był tego niemal pewien, bo gdyby chłopak zorientował się, że on nie śpi, nie ruszyłby się z łóżka bez pytania. 
Kiedy niewolnik wstał, John już tylko czekał na to, co tamten zrobi. Tak, jak przypuszczał, ruszył w stronę komody. Pistolet leżał na niej na wierzchu i doskonale rzucał się w oczy. Nie było w tym niczego przypadkowego. Specjalnie pozostawił go w tak widocznym miejscu, by tamten był w stanie go zauważyć. „I zadziałać” dodał w myślach.
Jego plan był prosty. Chciał wystawić chłopaka na próbę, sprawdzając, czy ten, mając w zasięgu broń, spróbuje jej użyć. Czy po tym, jak go potraktował w nocy, chłopak weźmie pistolet do ręki? Czy odważy się go choćby podnieść? Posłuży się nim? A może będzie chciał zastrzelić swojego pana lub choćby zagrozić mu? Zemsta nie byłaby niczym niezwykłym po tym,  co mu zrobił, ale John chciał się przekonać, czy jego niewolnik tym razem posunie się tak daleko. Nie musiał się obawiać. Tą bronią nie mógł w końcu zrobić mu krzywdy. Już sam o to zadbał. Inną sprawą było, że on także nie zrobiłby nią krzywdy swojemu niewolnikowi. Nie zastrzeliłby go bez naboi, ale to nie miało znaczenia, kiedy udało mu się wcześniej wywołać efekt, jakiego pragnął. Chciał jedynie zobaczyć przerażenie w jego oczach...
Obserwował, jak chłopak stał przed komodą i wiedział, że zobaczył „prezent”, który mu pozostawił. Widział, jak ten wpatrywał się w pistolet, choć niewolnik stał odwrócony do niego plecami. Rzadko się to zdarzało, ale w tamtym momencie John naprawdę chciał wiedzieć, o czym tamten myślał. To mogłoby być naprawdę ciekawe. Może już knuł przeciwko niemu jakiś spisek?
Mężczyzna nie wiedział, czego oczekiwał. Chyba niczego nie założył z góry. Po prostu chciał go sprawdzić. Zobaczyć, czy wciąż był mu posłuszny tak, jak wcześniej. Lecz teraz, kiedy jego mały podstęp zaczynał działać, coraz bardziej pragnął, by chłopak jednak się odważył i zrobił coś tak niedopuszczalnego. Zastanawiał się, czy po tym także potrafiłby spojrzeć na niego tak samo. Może wtedy wydawałby mu się bardziej interesujący? Poza tym, jeśli przyłapałby chłopaka na tym, że bierze jego pistolet, musiałby go ukarać. W obecnej sytuacji musiałaby być to dosyć poważna kara, więc mógłby wymyślić coś, czego do tej pory nie próbował. 
Niewolnik wyciągnął rękę w kierunku broni i John był już pewien, że jednak się skusi i ją weźmie. Już nawet uśmiechnął się, zastanawiając się, czy tamten szybko się zorientuje, że z pistoletem jest coś nie tak. Dlatego to, że chłopak się powstrzymał, było dla niego dużym zaskoczeniem. 
„Zauważył mnie? Nie, na pewno nie” myślał. To musiało być coś innego. „Może się przestraszył?”.
Kiedy jego niewolnik zniknął w łazience, Johna dopadło bardzo nieprzyjemne uczucie. Nie potrafił określić, co ono oznaczało, ani czego dotyczyło. Nie chodziło na pewno o żaden zawód. Zachowanie chłopaka może i było niespodzianką, ale nie rozczarowało go. No, może trochę. W końcu jego reakcja musiałaby być bezcenna, kiedy John oznajmiłby mu, że to był zwyczajny podstęp. 
Gdy chłopak z powrotem wkradł się do łóżka i okrył kołdrą, John jednak doszedł do wniosku, że dobrze się stało. Przynajmniej wciąż miał go pod kontrolą.




„Krzyki? Ktoś kłóci się z kimś? Może na dole znowu wybuchła jakaś awantura? To pewnie ci pijacy, oby tylko znowu nie narobili bałaganu...”.
Wszystko dobiegało z oddali, z bardzo daleka. Głosy były niewyraźne, ale... znajome. A może tak mu się tylko wydawało? Nie miał pewności. „Czy to sen?”.
Nie rozróżniał pojedynczych słów, ale miał wrażenie, że głosy te wyrażały zdenerwowanie. Zwłaszcza jednej z osób. Coś musiało się jej wyjątkowo nie spodobać. 
Nie wiedział, gdzie się znajduje. Nic nie widział, jedynie ciemność. Czuł jednak, że nie ma dość sił, by otworzyć oczy. Zresztą, po co miałby to robić? To przecież nieważne. Nic nie jest ważne. Było mu dobrze, lekko i tylko to się liczyło. Nie chciał, by to się kończyło. Tutaj, gdzie było przyjemnie, to wystarczyło. 
Po chwili wszystko zaczęło znikać. Głosy powoli cichły, rozpływały się, aż wreszcie umilkły zupełnie. Jego myśli jeszcze szybciej stały się zupełnie nieskładne, po czym przestały do niego docierać tak, jak cała reszta. Zasnął. Jeśli oczywiście to, co działo się wcześniej, nie było snem. 
Jakiś czas później ocknął się i tym razem wiedział już na pewno, gdzie się znajduje. Był w swoim pokoju nad barem, w swoim łóżku. Kolor ścian, sufitu, lampa, a nawet poduszka – nie pomyliłby tego z żadnym innym miejscem. 
Odwrócił głowę, by spojrzeć w stronę drzwi. Były zamknięte, poza tym żadne krzyki nie dobiegały z korytarza ani z dołu. Wręcz przeciwnie, było całkiem cicho i spokojnie. Nie zdziwiło go to, w końcu jedno spojrzenie na okno wyjaśniło mu, że był środek dnia. Wszelkie awantury zaczynały się zazwyczaj z nadejściem wieczora, kiedy bar wypełniał się klientami. 
Zaskakujący był natomiast widok szefa wchodzącego do pokoju. Początkowo pomyślał, że pewnie znowu ma dla niego jakieś nudne i męczące zadania. Ale wtedy przypomniał sobie ostatnią misję i wszystko to, co się tam wydarzyło. To sprawiło, że jeszcze bardziej zainteresował się celem jego wizyty. Nie przypuszczał, by szef przyszedł do niego jedynie po to, by sprawdzić jak się czuł. Sądził, że w ogóle go to nie obchodziło. 
– Dobrze, że już się obudziłeś – powiedział Hisato, biorąc krzesło stojące przy biurku i stawiając je koło łóżka. – Zakładam, że pamiętasz, co się stało? - Chłopak potrząsnął głową, a szef kontynuował. – To dobrze. Zastanawiasz się pewnie, co wydarzyło się później, kiedy straciłeś przytomność?
Yukio uznał, że faktycznie byłoby miło dowiedzieć się, co się stało. Shouta i Ren okazali się być w porządku, skoro nie zostawili go tam. Nigdy wcześniej nie miał okazji tego sprawdzić, ale ucieszył się, że jego los nie wydał się im obojętny. Zastanawiał się też, kto mu pomógł. Nie sądził, by zabrano go do szpitala, skoro był teraz u siebie. Jednak opatrunek wskazywał na to, że ktoś się nim zajął. Miał pewne przypuszczenia, ale chciał to usłyszeć...
– Shouta z Renem zabrali cię stamtąd i przywieźli do naszego doktora. Kojarzysz go, prawda? – Ponownie przytaknął. Znał lekarza, który z nimi współpracował, więc przynajmniej udało mu się wyjaśnić tę kwestię. – Nie było z tobą aż tak źle, chociaż powiedział, że straciłeś trochę krwi. Miałeś sporo szczęścia, że zareagowali szybko. W każdym razie lekarz zaglądał do ciebie jeszcze. I ma przyjść znowu, dziś wieczorem albo jutro. 
Yukio spróbował się odezwać, ale za pierwszym razem nie wyszło mu to zbyt dobrze. Odchrząknął i spróbował ponownie. Hisato w tym czasie podał mu butelkę wody. 
– Dziękuję za pomoc. Ale dlaczego ty tutaj jesteś, szefie? – zapytał, powątpiewając w jego dobre intencje i doszukując się w tym drugiego dna. 
– Przyszedłem sprawdzić, co z tobą. Wcześniej Shouta posiedział przy tobie trochę, także jemu też powinieneś podziękować. Wyglądał, jakby się o ciebie martwił. – Hisato wykrzywił usta w lekkim grymasie, przypominającym uśmiech. Z jakiegoś powodu wydawało mu się, że zachowywał się nieco inaczej. Był dziwnie odmieniony. Chłopak nie potrafił powiedzieć, na czym ta zmiana polegała, lecz na pierwszy rzut oka wyglądał mniej ponuro i wyniośle. Pomyślał, że to pewnie dlatego, że jest ranny. Szef pewnie się nad nim lituje i na jakiś czas wstrzymuje się ze swoimi przytykami. Ale na jak długo? To pewnie tylko kwestia czasu, nim powróci do dawnych zwyczajów. 
Mimo tego Yukio nie do końca mu uwierzył. Teraz nie wątpił w to, że Shouta mógł się o niego martwić. Wciąż jednak ciężko mu było przyjąć do wiadomości to, że szef odwiedził go bez dodatkowego celu. Zastanawiał się także, co z innym towarzyszem, który powinie tutaj być. 
– A co z Renem? – zapytał, nim zdążył ugryźć się w język. Był jednak ciekaw, czy mężczyzna chociaż go odwiedził. Po tym, jak nie dawał mu spokoju i nie potrafił się odczepić, wydawało mu się najbardziej prawdopodobne, że to jego mógłby tutaj zastać. Lecz nie było go tutaj. Czyżby stracił swoje zainteresowanie? Yukio na pewno odetchnąłby z ulgą. 
– Był tutaj, ale go wyrzuciłem. Przypomniało mi się to, co wcześniej mówiłeś, i uznałem, że nie byłbyś zachwycony, gdybyś obudził się i go zobaczył. Muszę przyznać, że nie łatwo było się go pozbyć. Ale jeśli chcesz, powiem mu, że bardzo chcesz go widzieć i na pewno zjawi się lada chwila. – Ostatnie zdanie wypowiedziane przez Hisato w tak pasujący do niego, złośliwy sposób, sprawiło, że Yukio poczuł się mniej nieswojo. 
– O, nie. Nie chcę – odparł i uśmiechnął się. – Zastanawiam się jeszcze nad jednym. Naprawdę przyszedłeś tutaj tylko mnie odwiedzić, szefie?
Hisato wyglądał na rozbawionego tym pytaniem. 
– Prawdę mówiąc, mam się spotkać z kimś niedaleko, więc wpadłem po drodze.
– Randka? – zażartował i wygodniej zagłębił się w poduszce. Choć dopiero co się obudził, czuł się coraz bardziej zmęczony. 
– Nie. Nie tym razem – powiedział poważnie, więc Yukio zakładał, że chodziło o interesy.
Przez chwilę miał ochotę zapytać się, o co chodzi, ale stwierdził, że przecież na razie to jego nie dotyczy. I bardzo dobrze. Wyglądało na to, że przez jakiś czas wreszcie będzie mógł odpocząć. Takie wakacje bardzo mu się przydadzą. 




Gdyby teraz ktoś spróbował go wkurzyć, zabiłby go bez mrugnięcia okiem i to gołymi rękami. Ten cholerny Hisato musiał się wtrącić teraz, w tak ważnym momencie, kiedy powinien być z Yukio. Na szczęście, a może i wręcz przeciwnie, nikt taki nie stanął mu na drodze, do czasu, aż dotarł na swoje piętro. Wysiadł z windy i gdy tylko skręcił w swój korytarz, zauważył go. Blondyn dosłownie siedział pod drzwiami jego mieszkania. Opierał się o ścianę, zaplecionymi rękami obejmował kolana. Opuszczoną twarz opierał na rękach i Ren nie musiał być detektywem, by zorientować się, że wyglądał na zmartwionego. A może i gorzej. Lecz nawet jeśli, przecież niewiele go to obchodziło. Miał teraz swoje problemy. 
Chłopak zauważył go, gdy zbliżał się do drzwi. Spojrzał na Rena, ale nie odezwał się. Zaczerwienione oczy wskazywały na to, że płakał. No pewnie. Bo i czego mógłby się spodziewać po tym gówniarzu? Że choć raz zachowa się jak facet, a nie będzie beczał jak baba? 
Mężczyzna miał to jednak gdzieś, jak i cała resztę. Wyjął klucz i jak gdyby nigdy nic, włożył go do zamka. Postanowił zignorować blondyna, szczególnie dlatego, że nie miał ochoty wysłuchiwać jego skomlenia. Za to z chęcią porozmawiałby z Yukio, który być może wreszcie odzyskał przytomność, jednak ten prostak Hisato wyrzucił go, jak gdyby miał do tego prawo!
Izumi podniósł się z podłogi i stanął obok niego. Wyglądał drobniej niż zwykle, jak cień siebie.
Gdy Ren już otwierał drzwi i miał zamiar wejść do środka, licząc na to, że zatrzaśnie mu drzwi przed nosem, chłopak wreszcie odezwał się.
– Mogę wejść? – zapytał. 
Ren dalej nie odezwał się, kontynuując swój wcześniejszy plan, jednak chłopak jak zwykle nie potrafił się zamknąć.
– Proszę – powiedział jeszcze cicho, błagalnym, płaczliwym głosem.
Akurat wtedy z windy wysiadł jego sąsiad. Spojrzał się przenikliwym wzrokiem to na niego, to na chłopaka i gapił się tak cały czas, kiedy szedł w ich kierunku. Minął ich, idąc w stronę swojego mieszkania, ale widać było, że zdecydowanie lubił wtykać nos w nieswoje sprawy. To z kolei była jedna z tych rzeczy, która bardzo drażniła Rena. 
– Chodź – westchnął i wpuścił go, nie chcąc, by chłopak zaczął robić sceny. Nie znaczyło to jednak, że miał zamiar go ugościć. Liczył na to, że szybko go spławi.
– Czego chcesz? Nie zapraszałem cię. Nie mam teraz czasu – oznajmił prosto z mostu, kiedy już zamknął drzwi i nie musiał martwić się o wścibskich sąsiadów.
Widział, że chłopak był roztrzęsiony, ale nawet nie zastawiał się, jaki mógł być tego powód. Zupełnie go to nie obchodziło. Nawet jeśli obecnie Izumi niczym nie przypominał żywiołowego, energicznego chłopaka, jakim zawsze był, kiedy się z nim spotykał. To nie była jego sprawa. Pozostał więc niewzruszony. Nic tu po nim. Miał teraz ważniejsze rzeczy do roboty. No i liczył na to, że za jakiś czas znów pójdzie odwiedzić Yukio. Jeśli nie będzie tam Hisato, a pewnie nie będzie, bo przecież nie może przesiadywać tam cały dzień, wtedy spotka się z rannym chłopakiem.
– Czego chcesz? – zapytał ponownie, kiedy długo nie otrzymywał odpowiedzi.
– Mam prośbę… – zaczął nieśmiało. Widać było, że krępuje go ta sytuacja i nie wie, jak powinien dobrać słowa. – Czy pożyczyłbyś mi trochę pieniędzy? Nie mam nikogo innego. Obiecuję, oddam ci wszystko. Co do grosza! – Ostatnie dwa zdania wypowiedział natychmiast.
Ren uśmiechnął się z przekąsem.
– A więc przeszedłeś tu tylko po to? Po pieniądze? Z tego co pamiętam,  nie jestem ci nic winien – mówił złośliwie. – Jeśli chcesz pieniędzy, musisz je zarobić.
– Jestem na to gotowy – odparł bez zastanowienia, uśmiechając się delikatnie. Jednak ten uśmiech nie pasował do jego zaczerwienionych i opuchniętych od płaczu oczu, w których dodatkowo tkwił jedynie smutek. Ren zauważył, że przemawiała przez niego desperacja i wreszcie trochę go to zainteresowało. 
– Nie mam czasu. Już ci mówiłem, że mam teraz dużo na głowie. Znajdź sobie innego klienta. – Był bezlitosny, wiedząc, że te słowa go zranią.
Wtedy chłopak nie wytrzymał. Zaczął płakać, choć Ren widział, że próbuje to powstrzymać, raz po raz przecierając oczy rękawem.
– Ale… przecież wiesz… że  z tym skończyłem! – mówił, pociągając nosem. – Ja nie mogę robić tego z nikim innym niż z tobą.
– To już twój problem – uśmiechnął się z ironią.
– Ale… – Izumi chciał coś powiedzieć, ale, nim mu się to udało, wybuchnął płaczem. Zakrył twarz ręką, by Ren nie widział, ale na niewiele to się zdało. 
Mężczyzna zdał sobie sprawę z tego, że tylko marnuje czas, wdając się z nim w rozmowę. Już miał wyrzucić go za drzwi i zastanawiał się, dlaczego tego jeszcze nie zrobił, kiedy zobaczył, że to Izumi położył dłoń na klamce. Zaraz potem zorientował się, że chłopak sam ma zamiar wyjść i to go bardzo zaskoczyło. Nie spodziewał się po chłopaku niczego dobrego, zwłaszcza tego, że posiadał chociaż odrobinę godności.
Nim otworzył drzwi, Ren położył rękę na jego ramieniu.
– Czekaj – powiedział. Izumi wtedy puścił klamkę. Otarł ręką oczy i spojrzał na niego, niepewny tego, co mężczyzna miał zamiar zrobić. Chyba był przygotowany na dodatkową porcję pogardy wymierzoną w jego stronę, jednak Ren na razie już nie miał zamiaru go obrażać. - Na co ci te pieniądze?
– Ja naprawdę wszystko oddam… Znajdę pracę i oddam. Normalną pracę – podkreślił.
– Ale po co ci one? Do czego są ci potrzebne? – Był ciekaw. Chociaż chłopak zawsze mówił dużo, prawie nic o nim nie wiedział, bo rzadko go słuchał. Zazwyczaj, gdy zaczynał gadać, wyłączał się. Zresztą, kto by go słuchał, kiedy ciągle pieprzył jakieś głupoty?
Nie było to dla niego łatwe. Izumi wahał się, ale wreszcie się przełamał i postanowił opowiedzieć mu, co się stało. To podkreślało tylko, jak zdruzgotany i zdesperowany był, by wyjawić mu tę tajemnicę.
– Muszę oddać… Naoto. Wkurzył się, kiedy powiedziałem mu, że rezygnuję i odchodzę, i nie chcę tego robić już nigdy więcej. Mówił, że tak się nie robi. Że nie mogę sobie jednego dnia przychodzić, a drugiego rezygnować, kiedy on się już mną zajął i znalazł mi klientów. Kazał mi zapłacić. Wcześniej myślałem, że tylko żartował, ale ostatnio przyszli do mnie jacyś ludzie od niego i… i powiedzieli, że mnie zabiją, jeśli nie oddam mu tych pieniędzy. Kazali nawet przynieść jeszcze więcej, niż Naoto na początku. Ale ja nie mam tyle. Nawet części. I… termin mija pojutrze… i oni chyba nie żartowali. Chyba na pewno. Mieli ze sobą broń. Było strasznie.
– Ile jesteś im winien? - zapytał, a kiedy Izumi wymienił kwotę, Ren otworzył szeroko oczy. Kupa kasy, jak dla takiego gówniarza.
– Jeszcze raz, powtórz, jak nazywał się ten facet?
– Naoto Yagi- odparł smutno Izumi. Mężczyzna natomiast pokiwał głową. Znał go i doskonale wiedział, o kogo chodziło. 
Ren sam zastanawiał się później, skąd wzięła się jego chęć pomocy. Może chodziło o to, że w spojrzeniu Izumiego ujrzał nagle Yukio? W każdym razie, pomyślał, że przecież mógłby mu pomóc, skoro dobrze znał tego faceta i nie byłby to dla niego problem, tym bardziej, że z nimi współpracuje. Poza tym, z tego, co pamiętał, Yagi wisiał mu jeszcze przysługę.
Izumi nic go nie obchodził, ale przecież seks z nim był niezły. A dopóki nie może mieć Yukio, ktoś musi mu go zastąpić. Ten chłopak, choć wkurzający, dobrze się do tego nadawał. 
– Nie dam ci pieniędzy. Ale załatwię to.




Gabinet wydawał się wyjątkowo pusty, a John czuł, że z zewnątrz otaczał go spokój. Nie mógł niestety powiedzieć tego samego o swoim wnętrzu, bo ilość zdarzeń powoli go przytłaczała. Musiał się z tego jakoś wygrzebać i pracował nad tym. Nadal jednak miały miejsce rzeczy, które tylko pomnażały jego problemy. W chwilach zwątpienia odnosił wrażenie, że koniec jednych był zaledwie początkiem dla kolejnych, znacznie gorszych. 
Cisza panowała już od dobrej godziny, co było nieczęstym zjawiskiem tutaj, bo przeważnie ktoś zawsze mu przeszkadzał. Nie było w tym niczego dziwnego, w końcu jako szef, to on tutaj rządził. To jasne, że ludzie chcieli się z nim widzieć, gdy wreszcie pojawiał się w gabinecie. 
Niełatwo było zorganizować tę chwilę dla siebie. Po wielu próbach do sekretarki wreszcie dotarło, że niczego nie potrzebował, nawet proponowanego mu przez nią po raz setny kubka kawy i, przyswoiła sobie, że, oprócz wcześniej ustalonych ważnych spotkań, nikogo nie przyjmie. Na ten moment naprawdę nie miał ochoty nikogo oglądać, ale nie mógł wymigać się od tego całkowicie. Miał swoje obowiązki. Nawet jeśli czuł się zmęczony, musiał je spełnić. 
Gdy nikt mu nie przeszkadzał, mógł pomyśleć, a teraz najbardziej tego potrzebował. Początkowo zajął się nowym planem, nad którym pracowali z Moritą. Dotyczył on Daizo i był o tyle ważny, że miał zapewnić im na jakiś czas względne bezpieczeństwo. Ponadto, wiązał się on z zamachem na samego szefa wrogiej im szajki i był bardzo ryzykowny. Z tego powodu wciąż rozważali za i przeciw, lecz one ostatecznie miały wypłynąć na wierzch dopiero podczas gruntownego wywiadu. Problemem tutaj było to, że aktualnie nie posiadali żadnego szpiega o wyższej pozycji w tamtej mafii. Rozważali przekupienie kogoś, lecz na to potrzebowali czasu. 
John podparł głowę ręką i oparł ją łokciem o biurko. Jeśli chodziło o sam plan, wiedział, że będzie musiał jeszcze skontaktować się z Hisato. Miał zamiar zadzwonić do niego później, chyba że do tej pory zdążyłby wrócić. Nie wiedział, gdzie teraz był, ale przyjaciel mówił mu, że miał coś ważnego do załatwienia. 
Rozmyślenia o nowym posunięciu względem Daizo przywiodły Johnowi na myśl jego wczorajsze  spotkanie z Moritą. Nie mógł zaprzeczyć, że współpraca z mężczyzną układała mu się bardzo dobrze. Morita, mimo pewnych wad, miał głowę na karku, potrafił znaleźć rozwiązanie nawet w trudnych sytuacjach, poza tym, był całkiem niezłym strategiem, co John zauważył podczas ich dotychczasowych działań. Była jednak rzecz, która dawała mu się we znaki. Im lepiej John poznawał tego mężczyznę, coraz bardziej drażniło go jego gadanie o niewolnikach i opowieści związane z nowymi, osobliwymi zabawami, jakich mu nie oszczędzał. Po ostatniej rozmowie John poważnie zastanowił się, czy nawiązanie nieco bardziej towarzyskich relacji z Moritą było dobrym pomysłem. Jednak co się stało, to się nie odstanie i wiedział, że musiał to ciągnąć przynajmniej dopóki nie rozprawią się z Daizo, a ich rozejm wciąż trwa. 

– … To nie tak, że jestem wybredny. Mam jedynie swoje wymagania, pewne preferencje. Podczas licytacji zawsze zwracam uwagę na zachowanie niewolników. Najczęściej są odurzeni narkotykami czy innymi środkami i nie wiedzą, co się wokół nich dzieje, ale czasem zdarzają się wyjątki. Szkoda, że tak rzadko. W każdym razie, szukam takich, którzy nie wyglądają jak potulne baranki, nie są z natury bierni. Rozumiesz, John? Wybieram tych, którzy mają w sobie pewną iskrę. Wtedy wiem, że nie będę się z nimi nudził. Najwięcej rozrywki sprawia mi późniejsze temperowanie ich. 
– A czy twój niewolnik nie pochodził od Akumy? – zapytał, próbując jakoś przerwać tę rozmowę i brzmieć w miarę swobodnie. Dobrze, że gospodarz nie żałował mu whisky. Gorzej, że dziś nie mógł wypić jej tyle, ile chciał, i musiał stosować umiar. Mimo tego, uważał, że bez niej życie byłoby o wiele cięższe. – Słyszałem, że spod jego ręki nigdy nie wychodzi trefny towar, więc mam rozumieć, że trafił ci się jakiś wyjątek? Poza tym, ostatnio, gdy widziałem jednego z twoich niewolników, wyglądał, jakbyś go nie oszczędzał. Czyżby był aż tak niesforny, że musiałeś zadziałać? 
– Oh, masz na myśli Takumiego? – Morita westchnął. Coś w nim sprawiało, że John czuł, jakby mówiąc o nim, mężczyzna popadał w pewną nostalgię. – Cóż, nie mogę powiedzieć, że był niesforny. Masz rację. Pochodził od Akumy i od początku spisywał się świetnie. Przyznam, że Akuma, mówiąc kolokwialnie, odwalił za mnie całą robotę i nie miałem na tej płaszczyźnie zbyt dużego pola działania. Miało to i swoje zalety, nie mogę zaprzeczyć. Ale Takumi po pewnym czasie znudził mi się, to było nieuniknione. Co jakiś czas człowiek potrzebuje pewnej odmiany. Ostatnio próbowałem wydobyć z niego coś więcej, wskrzesić w nim tę iskrę, o której wcześniej ci wspominałem, wydobyć pazur, ale to było wszystko, na co go stać. Dlatego musiałem się go pozbyć. Jak to mówią, rutyna zabija – powiedział i roześmiał się głośno, choć jego śmiech wydawał się być niezupełnie szczery.
John także zaśmiał się z grzeczności. Potem wziął niewielki łyk whisky. Jej smak był doskonały i pieścił jego podniebienie. 
– Wspomniałeś, że pozbyłeś się go – zaczął, lekko zaintrygowany tą kwestią, z racji tego, że sam zastanawiał się nad takim posunięciem, jeśli chodziło o jego niewolnika. – Rozumiem, że masz na myśli ostateczne pozbycie się?
– Nie, nie do końca – stwierdził. – Mój dobry znajomy był nim zainteresowany od dawna. Nieraz pytał mnie o niego, wiedząc, że niewolnicy nie za długo zagrzewają u mnie miejsce. Dlatego w drodze wyjątku, nie rozprawiłem się z nim definitywnie tak, jak masz to na myśli. Sprzedałem go, za symboliczną kwotę, w ramach przyjaźni.
John milczał chwilę, analizując w myślach to, czego właśnie dowiedział się od Mority. Nie musiał od razu  zabijać niewolnika, jeśli nie chciał. Nie było mu go szkoda, ale wcześniej sądził, że jedynie taka opcja wchodziła w grę, jeśli miał się z nim rozstać. Teraz wziął pod uwagę również sprzedaż, oczywiście, jeśli wreszcie podjąłby jakąś decyzję. Na imprezie zorganizowanej przez Andavela jego niewolnik przykuł sporą uwagę części gości, więc nie miałby problemów ze znalezieniem chętnego na jego kupno. Jak widać, w świecie panów i ich osobliwych własności, taka alternatywa była jak najbardziej dopuszczalna. Postanowił, że po powrocie rozważy ją wnikliwie.
Wtedy powróciła jednak myśl, jaka męczyła go od dawna. Czy warto pozbywać się niewolnika, nie sprawdziwszy najpierw dokładnie, co ten potrafił? Czy nie warto najpierw upewnić się, by później nie żałować? A nuż, może zaskoczyłby go i sprawił, że definitywnie zmieniłby plany w stosunku do niego?
Zamyślił się i nie od razu dotarło do niego, że Morita znowu zaczął mówić. 
– … ale wybieram na nadchodzącą licytację. Liczę na to, że będę miał szczęście i pojawi się jakiś godny uwagi. Wtedy nie zawaham się ani chwili. – Mężczyzna uśmiechnął się i wypił spory łyk alkoholu, po czym odstawił szklankę i usadowił się wygodniej w fotelu. – John, może pomówmy teraz trochę o tobie. Czy zastanowiłeś się już nad kupnem kolejnego niewolnika?
– Tak. Tym razem nie wybieram się na licytację. Może kiedyś, w przyszłości – odparł. Czuł, że ta rozmowa zmierzała w złym kierunku. Zaczął myśleć intensywnie, jak zmienić temat, ale w tamtej chili nic nie przychodziło mu na myśl. 
– Rozumiem – Morita pokiwał głową. – Choć jeśli mam być szczery, myślę, że przydałby ci się nowy okaz. Oczywiście, nie mam zamiaru wtrącać się w nieswoje sprawy, dlatego nie obraź się, że to mówię. 
– Nie szkodzi – powiedział, choć tak naprawdę nie był zachwycony, słysząc coś takiego. W tamtym momencie po raz pierwszy miał prawdziwą ochotę stamtąd wyjść. – Ale dlaczego tak uważasz?
– Twój niewolnik wygląda… – John zorientował się, że tamten szukał odpowiedniego słowa. Zajęło mu to krótką chwilę. – Urzekająco. Z tego, co mi jednak powiedziałeś, jest to twój pierwszy nabytek. I mogę oczywiście się mylić, ale patrząc na niego, mam wrażenie, że zalicza się do kategorii tych biernych. Jego pochodzenie także mówi samo za siebie – stwierdził. – Ale przejdę do rzeczy. Myślę, że powinieneś sprawić sobie niewolnika o odmiennym temperamencie. Spróbować czegoś innego. Jestem pewien, że gdybyś choć raz miał okazję zająć się jednym z takich osobników, przypadłoby ci do gustu, to o czym wcześniej opowiadałem. Ujarzmianie ich to prawdziwa przyjemność. A jeśli chodzi o to, gdzie powinieneś ich szukać, polecam zwracać uwagę na najmniej znanych treserów. Nie mają oni takiej wprawy, jak ci pokroju Akumy, dlatego u nich łatwiej wypatrzeć wciąż nieposkromione sztuki. Uwierz mi, warto!
John starał się zachować spokój, jednak gadanie Mority z każdą minutą coraz bardziej działało mu na nerwy. Czuł, że wzbierała w nim złość. Bo i jakim prawem ten człowiek próbował mówić mu, co powinien robić? Przecież sam doskonale wiedział, co dla niego najlepsze. Poza tym, jak on śmiał mieszać się do tego, co lubił robić w łóżku ze swoim niewolnikiem. Co prawda, może i nie działał za wiele, ale to było tylko jego sprawą. Nikt inny nie powinien się w to mieszać!
– Przemyślę to i wezmę pod uwagę – odpowiedział spokojnie, tłumiąc w sobie narastający gniew. To nie była odpowiednia chwila na kłótnię. Musiał dbać o to, by zachować dobre stosunki z tym człowiekiem, nieważne, jak bardzo irytowałoby go to, co mówił.
Nie wiedział jednak, że Morita nie miał zamiaru tak łatwo dawać za wygraną. Ten temat wyraźnie mu się spodobał. Od początku ich spotkania wypił także znacznie więcej niż John, który tym razem starał się ograniczać ilość wypitego alkoholu, by zachować zdrowy rozsądek. Gospodarzowi za to znacznie poprawił się humor i John miał wrażenie, że zaczynał gadać, co mu ślina na język przyniosła. 
– A tak poza tym, skoro mówimy już o twoim niewolniku, nazywasz go Aki, jeśli dobrze pamiętam? 
– Tak – starał się odpowiadać zdawkowo, by nie zachęcać Mority do kontynuowania tematu, ale ten wydawał się nie zrażać. John próbował się nie denerwować, podchodzić do niego ze spokojem i już szukał okazji, by jak najszybciej opuścić to miejsce. 
– To bardzo ładny chłopak. Niezupełnie w moim typie, ale jest w nim coś, co sprawia, że człowiek ma ochotę spróbować pewnych rzeczy. – John pomyślał, że jeśli tamten zacząłby wymieniać, jakie to rzeczy, nie wytrzymałby i powiedział, co o nim sądzi. Na szczęście tamten darował sobie szczegóły, zaskoczył go natomiast czymś innym. – John, a może pomimo tej niewinnej buźki, sprawdza się on również w bardziej sprośnych igraszkach? Jestem strasznie ciekaw, więc może uchylisz rąbka tej tajemnicy? Chyba że należysz do osób, które preferują nieco subtelniejsze zabawy i nie próbowałeś jeszcze niczego… agresywnego, że tak to ujmę? 
Naprawdę starał się trzymać emocje na wodzy. Wiedział, że nie może wybuchnąć, bo to skomplikowałoby wiele spraw. Mimo tego czuł, że jego wściekłość paliła go w środku. Jak mogło obchodzić go to, co lubił robić ze swoim niewolnikiem? W głowie huczała mu myśl, że to, czy i jak pieprzy się w wolnym czasie, nie powinno go obchodzić. A z całą pewnością nie powinien go już to pytać!
Do Johna w ułamku sekundy coś dotarło. To był swego rodzaju przebłysk. Zrozumiał nagle, że wcale nie drażniły go rozmowy o seksie, nawet tym najbardziej wyuzdanym. Tak naprawdę nie denerwował się z powodu opowieści Mority o jego fantazjach, czy nawet to, kiedy zdradzał mu, czego nowego próbował na swoich niewolnikach. W gruncie rzeczy nawet same pytania nie stanowiły źródła jego złości. Powód był inny i jak zwykle tak prosty, że początkowo nawet nie zdawał sobie z niego sprawy. Tym, co wywoływało w nim wściekłość, był on sam i teraz dobrze o tym wiedział. Jego wzburzenie wywoływał fakt, że przez tak długi czas nie wykorzystał swojego niewolnika tak, jak miał na to ochotę. Denerwowało go, że bawił się w jakieś podchody, jakby to miało znaczenie. Doszło do tego, że zaczął widzieć w niewolniku kogoś więcej, niż swoją własność. Bał się przed sobą do tego przyznać, ale zaczynał go lubić. To mijało się z celem i odczuwał przez to jedynie frustrację.
Zasady były niczym. Był taki sam, jak ci wszyscy właściciele, którzy momentami wprawiali go w obrzydzenie. Pragnął tego samego. Nie robił tego jedynie dlatego, bo obawiał się, że zacznie odczuwać pogardę w stosunku do siebie. Reguły, jakie sobie ustalił, to tylko wymówka, by poczuć się lepiej. Nie były trwałe, nie były nawet ważne. Stanowiły jedynie wybieg, który zwalniał go od podjęcia decyzji, od działania, pretekst dla jego słabości
Zrozumiał, że wykorzystanie chłopaka nie byłoby niczym niedopuszczalnym. Morita od dawna to wiedział i dlatego posiadał punkt widzenia, którym zawsze, nawet nieproszenie, się z nim dzielił. Niewolnicy nie byli jak zwykli ludzie. Po to właśnie ich tresowano. Akuma „przetwarzał” ich, by nadawali się do jednego celu. Nie odczuwali tak samo, jak on. Stawali się rzeczą posłuszną swojemu panu. Jak zaprogramowane roboty. Zanikało ich poczucie moralności, kierowali się jedynie wpojonymi zasadami, wyuczonymi zachowaniami, jakie wdrażał im treser. A największym szczęściem dla nich było sprawianie przyjemności właścicielowi i jego późniejsza pochwała. Chcieli tego. Dążyli do tego, bo to była ich misja, cel ich istnienia. Nie musiał czekać na to, aż jego niewolnik sam tego zechce, aż da mu sygnał czy pretekst. Mógł zrobić to w każdej chwili, bo tamten był na to gotowy i uznawał to za coś normalnego… 
„O czym jak myślę? Czyżby Morita już do reszty wyprał mi mózg? Może w tej whisky jednak coś było?”.
Zrozumiał, że musi jak najszybciej stamtąd wyjść. Wynieść się z jego domu, nim zupełnie przestanie myśleć logicznie i podejmie decyzję, której będzie żałował. Czuł, że jeszcze chwila, a naprawdę uwierzy w to, że jego postępowanie nie było słuszne. To, co robił, przecież miało sens. Morita po prostu uraził jego dumę. To wszystko. 
W tamtym momencie po prostu nienawidził człowieka siedzącego naprzeciw niego. Miał ochotę zrobić mu krzywdę. Złapać mocno za gardło i ścisnąć je tak, że… Nie, musiał przestać. Zakończyć to, nim zabrnie za daleko i nie będzie potrafił się powstrzymać. 
Wziął głęboki oddech i powoli wypuścił powietrze. Morita nie zwrócił na to uwagi, bo właśnie sięgał po swoją szklankę. Pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo rozjuszył swojego towarzysza. Zastanawiał się, czy był czerwony na twarzy, ale od tego zawsze mógł się wymigać działaniem alkoholu. 
Nie zwracał już uwagi na to, co tamten mówił. Miał dosyć. 
– Wybacz, ale zasiedziałem się. Mam jeszcze coś do załatwienia, więc niestety muszę już wyjść. – Włożył w to wiele wysiłku, ale udało mu się nie pokazać swojej złości. 
– Tak szybko? No tak, rozumiem. - Podniósł się z fotela i, mimo przypuszczeń Johna, trzymał się całkiem nieźle. Spojrzał na jego twarz i dostrzegł na niej pewne zakłopotanie, co zdziwiło go. – Chyba nie uraziłem cię i nie odebrałeś jako obrazę tego, co mówiłem? Jeśli tak, wybacz. Czasem zdarza mi się być zbyt ciekawskim. Przepraszam za to i mam nadzieję, że to nie wpłynie na naszą współpracę.
– Oczywiście, że nie. – Zdobył się wtedy na uprzejmy uśmiech. Wyglądał przy tym na opanowanego, więc można powiedzieć, że odniósł małe zwycięstwo. Ale wychodząc, w myślach wciąż ciskał gromy na tego człowieka. Wściekłość nie minęła, aż dotarł do swojej rezydencji, a tam wreszcie mógł się spokojnie i bez obaw napić. 

Usłyszał pukanie do drzwi. Poczuł się, jak gdyby ktoś wyrwał go tym z transu. Gdy przypomniał sobie cała rozmową z Moritą, uznał, że nie wywołuje ona w nim już tych samych emocji, co wcześniej. Złość minęła i, patrząc na całą sytuacje trzeźwo, zareagował wtedy zbyt emocjonalnie. Wciąż uważał jego gadanie za irytujące, a wtrącanie się w nieswoje sprawy za co najmniej niestosowne, lecz gdyby sytuacja się powtórzyła, na pewno to nie wyprowadziłoby go z równowagi ponownie. Całe szczęście, że nie pozwolił, by stracił nad sobą kontrolę i udało mu się wyjść z tego z twarzą. 
Spojrzał na zegarek i ze zdumieniem zobaczył jak wiele czasu minęło. 
– Proszę – powiedział, przy okazji zastanawiając się, czy pukanie trwało od dawna, czy może dopiero się rozpoczęło.
W drzwiach pojawiła się jego sekretarka. Wyglądała na zmieszaną, ale nie miał jej za złe, że mu przerwała. 
– Przepraszam szefie, że przeszkadzam, ale przyszedł pan Okimasa i czeka na korytarzu – powiedziała, po czym dodała szybko. – Był umówiony.
– W porządku, zaraz go przyjmę. Daj mi jeszcze pięć minut, a potem go zaproś do środka.
– Dobrze, szefie.
Spojrzał na biurko, ale nie znajdowało się na nim nic, co nie powinno być widoczne dla postronnych osób. Wyciągnął z szuflady lusterko i przejrzał się w nim sprawdzać, czy dobrze wyglądał. Bez zarzutów, tak, jak oczekiwał.
Poprawił marynarkę, by wyglądać jak na osobę o swojej pozycji przystało, i pomyślał jeszcze raz o tym, co miało miejsce.
Był pewien, że o tym, co wreszcie zrobił ze swoim niewolnikiem, nie zadecydowała wizyta u Mority. Telefon od Andavela ani kłótnia ze swoim ojcem także nie miały na nią wpływu. Nie był również na tyle pijany, by alkohol przyćmił mu umysł. Chciał udowodnić sobie, że jest prawdziwym panem i zrobił to. Po prostu miał taką potrzebę, nic więcej. Teraz nie musiał wstydzić się przed sobą, że obawiał się wykorzystania niewolnika i utraty szacunku do siebie. Nie, żeby kiedykolwiek się bał, ale teraz był tego pewien. Potrafił to zrobić tak, jak przypuszczał od początku. Chodziło tylko o to, że chciał wybrać odpowiedni moment. Pożądał tego chłopaka, odkąd tylko się u niego pojawił, więc spełnił swoją zachciankę. I zrobił to w taki sposób, na jaki miał ochotę. Taki, który sprawił mu przyjemność. Postąpił właściwie tak, jak każdy na jego miejscu. W dodatku wreszcie czuł, że posiadał pełną władzę nad nim. Całkowitą.
To była tylko jego decyzja i uważał ją za słuszną.
Do czasu, gdy nie pojawiły się wątpliwości...

-----------------------------------------------------------------------------
Witam Was pod 27 rozdziałem!
Jak zwykle nie wiem co tutaj napisać, więc możecie to spokojnie pominąć.
Udało się i tym razem to nie żart  :D 
Z Johnem tym razem szło mi ciężko i musiałam przemyśleć dokładnie wiele spraw. W końcu jednak wiem, jak rozegrać wątek z nim i Akim, bo trochę odeszłam od mojego pierwotnej koncepcji. Także ogólnie jest dobrze.

Podziękowania należą się Marchwi, dzięki której ten rozdział nie ma tylu błędów i jest dwa razy dłuższy :) (poza tym, jeśli jeszcze tego nie robiłam, zachęcam do zajrzenia na jej bloga, bo ma tam naprawdę świetne opowiadania i pisze zdecydowanie częściej niż ja. Jak ona to robi? :))

Ta ankieta wciąż mnie zadziwia. Stawiałabym na kogokolwiek, ale Takumi? Serio, Takumi? Ktoś potrafi to wyjaśnić? :P Cały czas zastanawiam się, dlaczego tak go lubicie.

Do zobaczenia!

75 komentarzy:

  1. Super rozdział:)
    Cały miesiąc na niego czekałem i sprawdzałem, czy nie dodałaś kolejnego rozdziału. Bardzo mi się podoba. Cieszę się, że marchewka Ci pomaga,bo ona też ma super bloga i też czytam jej opowiadania.
    Dzięki za rozdział, naprawdę super się go czytało :)
    Życzę dużo weny i serdecznie pozdrawiam.
    Oski321

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tak sobie myślę, to mnie też się ten rozdział podoba. Jak nigdy :P
      Tak, to prawda :)
      Dzięki i pozdrawiam!

      Usuń
  2. Praktycznie jednym tchem przeczytałam wszystkie rozdziały, jak trafiłam na twojego bloga.

    Z niecierpliwością czekałam na dzisiejszy rozdział i muszę powiedzieć, że warto było.

    John zaczyna zachowywać się jak Pan, ciekawe jak długo będzie tak dalej postępował.

    Weny życzę i czekam na kolejne rozdziały :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie gratuluję. Trochę już ich jest ^^ Poza tym, bardzo cieszę się z kolejnego czytelnika! Mam nadzieję, że następne rozdziały też będą Ci się podobać :D
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Jej! W końcu się doczekałam! ;)
    Student pozdrawia, donosi, że sesja poszła super (o ile nie zawaliłam ostatniej pracy :D) i dziękuje za rozdzialik! Jak dobrze było przeczytać o tym, co się działo w głowie Johna. Przyznam, że jestem z tych niedobrych, którzy lubią bardziej brutalne akcje, ale też zawsze chcę, żeby koniec końców wszystko było dobrze. Mam nadzieję, że i tu się ułoży i w końcu John będzie żałował swoich błędów i nauczy niewolnika szczęścia. :) No ale to moja utopia, a wszystko zależy od Ciebie! :D
    Liczę, że w następnym rozdziale będzie więcej Akiego i Johna razem, ale nie naciskam, oczywiście, tylko nieśmiało podnoszę dwa paluszki i cichutko proszę. ;) Cokolwiek byś nie napisała, połknę to, wstrzymując oddech.
    A Tobie weny, spokoju i powodzenia! :) Pisz dla nas jak najwięcej! Miłego dnia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie, Tobie też gratuluję! :D A na którym roku jesteś?
      Stwierdziłam, że muszę o tym napisać, bo wszystko trochę niespodziewanie się stało i wyjaśnienia były konieczne. Tak sądzę...
      W sumie ja najbardziej lubię jak jest tak ślicznie, różowo, cukierkowo i wszystko się układa. Taką sielankę :D Ale chyba tego nie widać po tym opowiadaniu :(
      Będzie więcej Akiego i Johna. Właśnie nad tym pracuję, żeby tym razem było ich jak najwięcej.
      Dziękuję i pozdrawiam! :)
      Tobie też miłego dnia życzę!

      Usuń
  4. Powiem tak... uwielbiam to opowiadanie ale wydaje mi się że yen rozdział to rzeczywiście krok w tył... akcja posuwala się w tym opowiadaniu bardzo wolno i nagle trach była scena seksu bez żadnych wyjaśnień. Rozdziały dawa poprzednie się nie kleiły. A ten rozdział niczego nie wyjaśnia, jest nudny. Odpowiadanie to będę czytać bo dobrze piszesz i jest to jedno z niewielu opowiadań na którego rozdział mogę czekać miesiącami i nie zapominam o nim. Droga autorko rozumiem że czasami nie ma weny i wstawiasz tak często jak możesz,ale to jest za rzadko i rozdziały przestały się kleić. Musisz płynniej przechodzić. Mój najdłuższy komentarz w życiu. Życzę weny i jak najszybciej wstawienia nowego rozdziału. Zaskocz nas i wstaw raz dwa :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten rozdział nic nie wyjaśnia? Jak Ty czytasz, skoro tak uważasz? Akcja posuwa się wolno, ale to adekwatne do relacji Johna z Akim, no i stanowi miłą odmianę od innych opowiadać tego typu,gdzie pan i niewolnik przechodzą z nienawiści do miłości w ciągu pięciu rozdziałów. Tempo, które obrała sobie Tenshi jest po prostu bardzo realistyczne i moim zdaniem- idealne.
      Nie klei się? Niby dlaczego?
      Ehh, żeby nie było, że jestem psychofanką i tylko się zachwycam- rozdział wydaje mi się słaby pod tym względem, że nie wnosi wiele do relacji Johna z Akim, tylko wyjaśnia motywy działań tego pierwszego, a to (jak na tyle czekania) trochę za mało.
      Ale wierz mi, coś jednak
      W y j a ś n i a :)

      Usuń
    2. Do pierwszego Anonimka:
      Masz prawo uważać, że ten rozdział jest nudny. A to że akcja posuwa się powoli, to prawda i nie będę zaprzeczać. Scena seksu także pojawiła się bez żadnych wyjaśnień, z tym też się zgodzę. Ale to właśnie dlatego powstał ten rozdział. I jeśli z tym co napisałeś/łaś wcześniej nie mogę dyskutować, to nie zgodzę się, że ten rozdział nic nie wyjaśnił, bo już jaśniej tego napisać nie mogłam xD
      Może i faktycznie rozdziały momentami przestał się kleić. Wezmę sobie tę uwagę do serca i postaram się coś z tym zrobić. Jednak na razie nie dam rady pisać częściej, bo to jest dla mnie nawet fizycznie niemożliwe :)
      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz! :)

      Usuń
    3. Do drugiego Anonimka:
      Też mi się wydaje, że jednak coś tam wyjaśniłam :D I właśnie na tym chciałam się najbardziej skupić w tym rozdziale (w sumie to w następnym, ale chyba nawet lepiej, że stało się to już w tym).
      W następnym będzie dużo Johna i Akiego razem, także obiecuję poprawę pod tym względem.
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  5. Właśnie według mnie też coś wyjaśnia. Niektórzy potrafią tylko krytykować.
    Ja się bardzo cieszę, że Tenshi tak fajnie wolno piszę i rozwija fabułę oraz relacje Johna z Akim. A nawet jeśli jest krok w tył, to ja się bardzo cieszę, bo przynajmniej będzie więcej rozdziałów i opowiadanie się szybko nie skończy.
    Pozdrawiam
    Oski321

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejny głos za. Chyba nie jest tak źle w takim razie :)

      Usuń
  6. Ja tam mogę czekać na rozdziały długo,bo Tenshi piszę świetnie. Przeżyłem jak Tenshi zawiesiła na trochę bloga,to tym bardziej mogę poczekać miesiąc na rozdział.Wy też byście mogli spokojnie czekać, a nie tylko poganiać:)
    Oski321

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak naprawdę, to dobrze, że mnie poganiają, bo jeśli widzę, że ktoś czeka, czuję się bardziej zobowiązana dodać szybciej rozdział :P

      Usuń
  7. Świetny rozdział, warto było czekać! I skończony w takim momencie... Ugh, mam nadzieję, że dalej będziesz pisać i rozwijać akcję, życzę weny. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę dalej pisać, spokojnie :D
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  8. uważam, że po ostatnim rozdziale, w którym w sumie nie było wiadomo, skąd się wzięły takie zachowania Johna, które były do niego bardzo niepodobne, taki rozdział był bardzo potrzebny. trochę jak niektóre odcinki seriali, gdzie najpierw masz końcówkę, a dopiero potem się dowiadujesz, co było wcześniej i do tego doprowadziło i o co w ogóle w tym wszystkim chodzi :) w tej roli rozdział bardzo się sprawdził. co więcej, pokazał również co nieco z tego, co się działo potem, nie zakończył akcji w tym momencie, choć nie było jej wiele (przynajmniej jeśli chodzi o wątek Aki-John)

    mogę się mylić, ale myślę, że Aki i John wybrną z tej sytuacji, muszą się pozbierać po tej sytuacji. obydwaj. w dużej mierze, jak widać, mamy tu wpływ Mority, a nawet powiedziałabym, że Johna chęć wyładowania się po spotkaniu z Moritą, udowodnienia, nawet tak naprawdę samemu sobie, że to, co mówił Morita, to jak się przez niego poczuł, jest nieprawdziwe. John się boi, że zawali jako właściciel - to widać, i Morita też to widzi. musi na pewno nabrać pewności siebie, nie jestem pewna, czy to, co zrobił, finalnie mu pomoże. spodziewam się, że tylko na chwilę

    Aki pewnie dojdzie do siebie sam, wystarczy, że John znów będzie się zachowywał jak John :) cieszę się, że nie okazał się na tyle głupi, żeby złapać ten pistolet. zuch chłopak <3 to wspomnienie, że "może będzie znaczył dla pana więcej" daje już pewną nadzieję na jego dojście do siebie :)

    całe Twoje szczęście, że nie zabiłaś Yukio!
    też mnie trochę zaskoczył Hisato, niemniej sprawia wrażenie rozsądnego szefa, a taki raczej ogarnia swoich podwładnych :)
    że wygonił Rena - w sumie to dobrze, że o tym pomyślał
    teraz pytanie - Hisato jest po prostu dobrym szefem, czy zbiera sobie własną ekipę, która będzie wobec niego tylko lojalna? bo i tak przecież może być

    sprawa z Izumim trochę mnie zaskoczyła, ale raczej nie jestem zawiedziona. możesz to rozwinąć na kilka różnych sposobów i jestem ciekawa, co zrobisz :D cieszę się, że Ren koniec końców zdecydował się mu pomóc. pytanie, co będzie dalej? nie pogniewałabym się chyba, gdybyś dała go więcej :D

    ciekawe, jaką teraz "zabaweczkę" zorganizuje sobie Morita :D bo nie wierzę, żeby dał radę żyć w abstynencji :D no i ciekawe, gdzie wylądował Takumi :D
    znów wiele wyjaśnień - dlaczego Takumi w ostatnim czasie tak źle wyglądał. fajnie, że o tym wspomniałaś, bo i mnie to zastanawiało :D

    cóż poza tym... dziękuję niezmiernie za reklamę <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli, kurcze, jednak coś wyjaśnia xD
      Myślę, że wytłumaczyłam to najlepiej jak mogłam, dlaczego John tak postąpił. Morita miał na niego wpływ, ale i nie tylko on.

      Czy Aki i John wybrną z tej sytuacji, można się domyślać. Zobaczymy tylko kto tak naprawdę gorzej na niej ucierpiał :) John na pewno będzie musiał zmierzyć się z konsekwencjami, a Aki... No właśnie. :D :D

      Aki mimo wszystko nie wydaje mi się tak głupi, by wziął ten pistolet. No chyba nauczył się czegoś po sytuacji z telefonem. Teraz już bardziej uważa na to, czego dotyka, zwłaszcza jeśli nie są to rzeczy, których pan pozwolił mu używać.

      Tym razem go nie zabiłam. Poza tym, wciąż tak mało wiadomo o Yukio, że aż szkoda byłoby, żeby spotkał go taki koniec :P Ale kiedyś w końcu posypią się trupy, na pewno. Wtedy zobaczymy kto zginie, a kto przetrwa!
      Hisato jest super, kochajcie go, dopiero potem znienawidźcie :D Ale nie mogę zdradzić co planuje, bo nie byłoby zabawy...
      Jeśli chodzi o Izumiego, to troszkę on jeszcze namiesza. Dopiero się z nim rozkręcam.

      W sumie masz rację, przydałby mu się ktoś nowy. Pewnie szybko zorganizuje sobie kogoś, zwłaszcza, że ma okazję.
      Chyba mogę zdradzić tyle, że Takumi jeszcze kiedyś się pojawi. Została mu jeszcze niewielka rola do odegrania, więc kiedyś wpadnie na chwilę ^^

      Proszę bardzo! :D

      Usuń
  9. Kiedy kolejny rozdział? :-> Świetne opowiadanie i świetna postać Johna! Życzę dużo weny!

    OdpowiedzUsuń
  10. :) Świetny rozdział! Czekam na kolejny i serdecznie dziękuję!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak dla mnie rozdział jest świetny. Potrzebny nam był taki ;) Czekam na więcej! Uwielbiam Twój styl! ;)
    PS Czy pole "Nowy rozdział (...) - data" będzie aktualizowane? ;) Oczywiście przesyłam mnóóóóstwo pozytywnej energii i uścisków! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na razie nie będzie, bo i tak nie dotrzymuję tych dat. Przynajmniej nikt nie może mi potem tego wypominać :P
      Dziękuję i pozdrawiam! :D

      Usuń
  12. Ten moment z bronią... Ahhh, genialny! Uwielbiam twoje opowiadanie, czekam na więcej. Pozdrawiam!!! :->

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że Ci się podobało :D
      Pozdrawiam! :D

      Usuń
  13. Kiedy kolejny rozdział? :->

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, hej! Pracuję nad nowym rozdziałem, ale jeszcze nie wiem, kiedy się pojawi.

      Usuń
  14. Mam nadzieję, że nie długo

    OdpowiedzUsuń
  15. Wszystkiego najlepszego z okazji dnia kobiet Tenshi.I Love You.

    OdpowiedzUsuń
  16. OMG! Nie mogę uwierzyć, że znowu powróciłaś do pisania - z czego się oczywiście bardzo ciesze. Jedno z moich "muszę zaglądać na stronę codziennie, bo może będzie rozdział". Mam nadzieję, że wena dopisze i przeciwności w Twoim życiu się nie pojawią. Pozdrawiam i dzięki za rozdział.
    Ile rozdziałów planujesz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już to mówiłam, ale mam zamiar skończyć to opowiadanie, niezależnie od tego, ile czasu mi to zajmie.
      Dzięki, dzięki :)
      Ile rozdziałów planuję? Coraz więcej. :P
      Pozdrawiam!

      Usuń
  17. Kiedy kolejny rozdział? :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Kiedy kolejny rozdział? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Końcówka marca/początek kwietnia. Tak mi się wydaje...

      Usuń
  19. Dzień dobry! :)
    Oto mały komentarz, by Ci dodać weny, otuchy i motywacji! :D Opowiadanie jest świetne. Tak mi się tylko marzy... trochę więcej naszej głównej dwójki w następnym rozdziale! Uwielbiam wszystkie akcje z nimi! :) Moim Zdaniem taki rozdział dużo nam dał, a pewnie także i Tobie, bo zmusił do poukładania sobie pewnych rzeczy w głowie. A jako osoba, która też czasem pisze, wiem, jakie to ważne, by czasem się tak "przycisnąć" i przeanalizować wszystko. Bo niby na początku ma się plany, ale jednak w pewnym sensie bohaterowie z czasem zaczynają żyć własnym życiem i niekiedy po prostu nie możemy im odmówić! :D
    No cóż, życzę Ci dużo weny! Mam nadzieję, że rozdział pojawi się niebawem, ale traktuj to jako komplement, a nie jako ponaglenie. To drugie często przynosi efekt odwrotny do zamierzonego, czego wiele osób nie rozumie. Ja sama, gdy ktoś ciągle mi się o coś upomina, całkowicie tracę ochotę, by to zrobić. Z drugiej strony czasem taki kop w cztery litery się człowiekowi przydaje. No, ale ja nie o tym! :D Wszystko zależy od człowieka. Wracając do bloga, to zamierzam nadal sprawdzać go codziennie z nadzieją, że coś się pojawiło. Albo żeby poczytać komentarze! ;)
    Baw się dobrze przy Tworzeniu nowego rozdziału! Powodzenia! Jak dotąd opowiadanie jest świetne, Aki skradł moje serduszko i mam nadzieję, że będzie z nim lepiej... Moje małe biedactwo... Przytuliłabym go. No, ale jedyne, co mogę zrobić, to czekać cierpliwie i śledzić jego losy. ;)
    Pozdrawiam cieplutko! :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Czekamy na kolejny rozdział Tenshi :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Wooow! :)
    Przeczytałam rozdział ze strasznym opóźnieniem! :D Ale przeczytałam i jestem w szoku! Zdecydowanie był nam potrzebny. Byłam ciekawa, jak to wszystko wygląda ze strony Johna i muszę przyznać, że się nie zawiodłam. Nie podałaś jakichś banalnych powodów, które przychodzą do głowy jako pierwsze. Zauważyłam to już wiele razy, że w tym opowiadaniu idziesz często z emocjami, powodami działań i domysłami nieco w inną stronę, niż ta "logiczna" na pierwszy rzut oka. To daje świetny efekt, jest o wiele bardziej oryginalnie i wciąż trzyma w niepewności! :)
    Szkoda mi w tym wszystkim tylko naszego biednego maluszka... Mam nadzieję, że będzie z nim lepiej. :( On zasługuje na więcej... No ale to wszystko zależy od Ciebie.
    Pozdrawiam i weny życzę! :) Buźka!

    OdpowiedzUsuń
  22. Masz niesamowity talent pisarski, historia wciągnęła mnie już po kilku rozdziałach, a teraz czekam na więcej. Rzadko kiedy jestem tak zainteresowany blogiem. Gratuluję i proszę...wstawiaj rozdziały szybciej :*

    OdpowiedzUsuń
  23. Tenshi !!! Kiedy dodasz rozdział ? :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Tenshi!
    Studentka pozdrawia i życzy wesołych Świąt! Smacznych jajek, mokrego Dyngusa! A jeżeli nie obchodzisz, to chociaż miłego wypoczynku! :)
    I, to już nie świątecznie, tylko tak ogólnie, dużo weny na teraz i na przyszłość. Rozwijaj swoje umiejętności (najlepiej na tym blogu)! :D
    Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział! ;)
    Całusy! :*

    OdpowiedzUsuń
  25. Wesołych Świąt, Tenshi!
    Nie umiem składać życzeń, ale wiesz, o co chodzi... świętego spokoju, smacznego jajka i miłej atmosfery podczas świąt :)
    Mam nadzieję, że radośnie spędzisz ten czas, niezależnie od wyznania <3
    ~Rebeliousbat

    OdpowiedzUsuń
  26. Cześć, Tenshi! :)
    Chciałam zapytać, czy możemy liczyć na jakąś informację z Twojej strony? Od miesiąca się nie odzywasz... :( Nie porzucasz bloga, prawda? Nie chodzi mi o nowy rozdział, tylko cierpliwie będę czekać na jakieś słówko otuchy, że o nas pamiętasz... Tęsknimy! :)
    Mam nadzieję, że miałaś miłe święta. ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Dołączam sie do pytania powyżej :-) co tam u cb Tenshi i czy masz zamiar jeszcze pisać? ( żywię nadzieję, że tak)

    OdpowiedzUsuń
  28. Właśnie i ja też. Co u ciebie i proszę odezwij się do nas. Proszę

    OdpowiedzUsuń
  29. ostatnio jak z nią rozmawiałam, to odgrażała się sporym dołem, więc obawiam się, że będziemy musieli jeszcze trochę poczekać na rozdział

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej :(
      W takim razie pozdrów ją cieplutko i powiedz, że wysyłamy uściski! Zdrowie (także to emocjonalne) jest najważniejsze! :)

      Usuń
  30. Kiedy kolejny rozdział ?

    OdpowiedzUsuń
  31. Z tego co widze to odpowiadasz czyteljikom. <3
    Ogromny plus dla Ciebie ( co z tego, że i tak już straciłem rachbę ;D)
    Chciałbym zapytać: jak często wrzucasz opowiadania? Są świetne, a ja po jednym dniu ciągłego czytania mało się nie załamałem widząc że to tyle 0,o.
    Jeśli chcesz w przyszłości połączyć miłością Johna i Akiego (na co osobiścię ogromnie liczę) to moim zdaniem troszkę za wolno się do tego zabierasz (oczywiście opowiadania takich wymiarów mają swoje plusy).
    Od dzisiaj obserwuję i pozdrawiam gorąco! Multum weny!

    OdpowiedzUsuń
  32. Tęsknimy... :(
    Wracaj do nas jak najszybciej. Mam nadzieję, że niedługo wszystko Ci się dobrze ułoży.
    Buziaczki! :*

    OdpowiedzUsuń
  33. Proszę wracaj już do nas. Stęskniłem się. Codziennie sprawdzam, czy nie ma może nowego rozdziału. Czuję, że długo niewytrzymam bez kolejnego rozdziału. Błagam cię wracaj do nas. Rozumiem, że masz doła i wogóle. Naprawdę rozumiem to, ale wkrótce to będzie, jeśli dobrze liczę 3 miesiąc bez nowego rozdziału.
    Proszę więc po raz kolejny wracaj do nas i pisz moje ulubione opowiadanie. Oczywiście trzymam kciuki, za twoje wyjście z doła. Życzę Ci duuuużo weny i bardzo serdecznie i cieplutko pozdrawiam. :)
    Twój wierny czytelnik!

    OdpowiedzUsuń
  34. Moi Drodzy, chcę, żebyście wiedzieli, że nie zapomniałam o tym blogu. Obecnie jednak pisanie nie idzie mi najlepiej (a chyba nie chcielibyście czytać o Akim i Johnie w wiecznej depresji, a do tego to się sprowadza).
    Przeżywam teraz ciężki okres, sporo rzeczy się dzieje. Nie będę wdawać się w szczegóły, ale boję się, że wszystko na co pracowałam od kilku lat pójdzie na marne. Żyję w ciągłym stresie i coraz gorzej to wytrzymuję. Niedługo mam egzamin, chyba najważniejszy w moim życiu. Wiele od niego zależy. Na pewno odezwę się po nim i dam znać, co dalej.
    Pozdrawiam Was i dziękuję wszystkim, którzy wciąż zaglądają na bloga!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko będzie lepiej! Życie nigdy, nigdy nie kończy się na jednym egzaminie. Teraz to ważne, ale za dziesięć lat okaże się błahostką. Co nie znaczy, że bagatelizuję Twój problem! Rozumiem, że przechodzisz ciężki okres. I Twoje problemy są trudne. Ale pamiętaj, że one nie są ostateczne. :)
      Pozdrawiam, jako osoba, która jako-tako z deprechy się wykaraskała. Tobie życzę tego samego. Całuję i zdrowiej!

      Usuń
  35. Zdrowiej aniołku! Twoje zdrowie jest ważniejsze od bloga! Dziękujemy za odzew będziemy cierpliwie czekać aż tobie wszystko się ułoży

    OdpowiedzUsuń
  36. Zdrowiej aniołku! Twoje zdrowie jest ważniejsze od bloga! Dziękujemy za odzew będziemy cierpliwie czekać aż tobie wszystko się ułoży

    OdpowiedzUsuń
  37. Tenshi proszę cię dodaj rozdział.
    Już normalnie wyczymać nie mogę. Ciekawy jestem co będzie w następnym rozdziale i wogóle. Mam nadzieję, że rozdział mojego ulubionego opowiadania pojawi się niebawem. Mam też nadzieję, że już wszystko okej z tobą, albo chociaż trochę lepiej :). Jeśli możesz to odpisz ok.?
    Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia u weny na kolejne super rozdziały :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Ps. nie u tylko "i" w ostatnim zdaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Tęsknimi za Tobą!
    Oby było coraz lepiej... :( Życzę Ci wszystkiego dobrego, walcz o swoje szczęście i zdrowie.
    Przesyłam uściski!
    Twoją wierna czytelniczka - studentka :*

    OdpowiedzUsuń
  40. Jejku... Czy wszystko okej? Odezwij się jeszcze. :(

    OdpowiedzUsuń
  41. K*rwa mać! Napisz coś, bo świra dostanę! Nie musi to być rozdział (ale najlepiej jakby był), ale przynajmniej się odezwij! Codziennie sprawdzam czy nie dodałaś nowego rozdziału! No!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ile ty masz lat? Tak serio, bo moja 15 letnia siostra ma więcej kultury i zastanawiam się, czy mamy tu młodego gniewnego czy mentalnego dzieciaka. Po pierwsze - może tak grzeczniej? Po drugie - proszę się nie zachowywać jak rozpuszczony gówniarz, któremu mama nie chce kupić zabawki (patrz "łaskawe" rządanie rozdziału). Rozumiem, że dla ciebie darmowe pisanie opowiadań na netach jest obowiązkiem? A jak się martwisz (chociaż nie widać tego po twojej wypowiedzi), to napisz to zrozumiale i z sensem. I po trzecie - jak chcesz przeklinać, bo ponoszą cię emocje, miej odwagę napisać pełne "kurwa". Bo takie passive aggressive wygląda śmiesznie w zestawieniu do całej reszty.

      Usuń
  42. Właśnie błagam odezwij się.
    Plissssssss. Tęsknię

    OdpowiedzUsuń
  43. Czyżby trzeba było się powoli pogodzić z końcem kolejnego fajnego bloga?
    Tenshi, miałaś dać znać po egzaminie, a milczysz... Czy to znaczy, że coś poszło nie po Twojej myśli i jesteś załamana? Czy może właśnie wszystko poszło świetnie i jesteś teraz zajęta swoim życiem? Liczę, że to drugie. Mam nadzieję, że wszystko okej... Trzymam za Ciebie kciuki.
    Jednak już przestaję liczyć, że blog będzie kontynuowany. Już prawie pół roku bez rozdziału, a z doświadczenia wiem, że po takiej przerwie, to rozdział albo już zwykle wcale się nie pojawia, albo pojawia się jeden, dwa i znowu długie przerwy. A potem koniec. Byłoby wspaniale, gdyby w tym wypadku było inaczej, ale urwało mi się w ten sposób już zbyt wiele ulubionych blogów, żebym miała jakieś wielkie nadzieje.
    Cóż... bardzo szkoda, bo od dawna to było jedyne opowiadanie, jakie śledziłam. Najwyraźniej trzeba się z nim pożegnać...
    Trzymam za Ciebie kciuki i mam nadzieję, że wszystko w Twoim życiu jest dobrze. Pozdrawiam i chyba się żegnam... Jak mówiłam, trzymam kciuki za Ciebie i za to, żeby wszystko było tak, jak chcesz.

    Stała czytelniczka.

    OdpowiedzUsuń
  44. Szkoda, że nie dodajesz już rozdziałów ani nawet nie dajesz znaku życia :c naprawdę mnie wciągnęła historia Aki'ego i John'a, polubiłam ich i strasznie chciałabym poznać ich dalsze losy oraz to jak rozwinęłyby się jeszcze ich relacje (a także innych bohaterów), no ale cóż.. Mam jednak nadzieje, że kiedyś jeszcze tu zawitasz i nawet jeśli nie zamierzasz kontynuować ich histori, opowiesz nam chociaż jak planowałaś ją zakończyć, bo chyba wszyscy są tego ciekawi. I jakbyś zamierzała pisać coś innego, to też daj znać, bo masz świetny styl i chętnie przeczytam wszystko co stworzysz. To chyba najlepsze blogowe opowiadanie tego typu jakie czytałam, dlatego ubolewam nad tym że tak nagle stanęło w miejscu.. :(

    OdpowiedzUsuń
  45. Wiesz... To opowiadanie, jest najlepszym, jakie czytałem. Nie ma drugiego tak zajebistego. Fajny pomysł, ciekawa fabuła... Aki, John - w jakimś stopniu przywiązałem się do nich. Chyba nie przeżyłbym, gdybym niepoznał ich dalszych losów. Więc proszę Cię, odezwij się... Daj nam znać. Ja rozumiem, życie prywatne i wogóle... Naprawdę, rozumiem. Mogłabyś się jednak odezwać, powiedzieć kiedy będzie kolejny rozdział, bo mam nadzieję, że będzie. Stęskniłem się. Więc błagam odezwij się i pisz to WSPANIAŁE opowiadanie :)

    OdpowiedzUsuń
  46. Blog został już tak na amen zawieszony? Tenshi odezwij sie :-(

    OdpowiedzUsuń
  47. Witam,
    Tenshi, kochana autorko, cóż choć mam kilka jeszcze rozdziałów zaległych w czytaniu (co nadrobię, jedynie jest potrzebny czas do tego – co u mnie krucho z nim), ale chciałam zapytać co z opowiadaniem, tak dawno już nie ma rozdziału, co u Ciebie? Bo podejrzewam, że jest ciężko, jak taki zastój, jednak bardzo bym chciała jakąś informację, typu żyję...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  48. Czyli nie ma co liczyć na jakąś informację? :( Szkoda, bo łudziłam się, że ten blog nie umrze...
    Cóż, pozostaje tylko trzymać kciuki, żeby dobrze Ci się ułożyło w życiu. Mam nadzieję, że wszystkie problemy już za Tobą. :)
    A z blogiem się żegnam... :( Papa...

    OdpowiedzUsuń
  49. Wciąż będziemy czekać, Tenshi <3
    Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie w porządku i do nas wrócisz (choćby po to, żeby dać jakikolwiek znak życia).
    Ja sama wpadam tutaj co jakiś czas, żeby sprawdzić czy nie ma jakiejś informacji. Na pewno nie zapomnę o Twoim opowiadaniu, bo było jednym z najlepszych jakie w życiu czytałam ^^. I dopóki nie napiszesz "Wszystko skończone. Już nic nie napiszę", będę raz na jakiś czas sprawdzać czy nie ma czegoś nowego <3
    Weny, poukładania wszystkiego w życiu i ogólnie samych dobrych rzeczy <3
    Aja

    OdpowiedzUsuń