Rozdział 26

Nie tak miało być


Spiskowanie za plecami pana. Próba manipulacji swoim właścicielem. Mieszanie mu w głowie...
Brzmiało to fatalnie, ale w pewnym sensie tak odczuwał to, co próbował zrobić. Nie był z tego dumny. Lecz przecież jego zachowanie było uzasadnione. Gdyby miał wybór, wybrałby inaczej, ale tym razem stracił nadzieję. Nawet Akuma pewnie dopuściłby takie postępowanie. W końcu robił to w słusznym celu. Miał ważny powód, by lekko nagiąć swoje zasady. Tylko trochę, troszeczkę...
„Nie powinienem… przecież to mój pan. To wbrew regułom. Tak nie można...” myślał. Ale wątpliwości pozostały czystą formalnością. Należało je szybko odhaczyć z listy jako wykonane i przejść dalej. Już się nie liczyły. Dawno przegłosował je głownie strach, który pojawiał się zawsze w pierwszej kolejności, a następnie zdrowy rozsądek, kiedy to Aki miał czas, by rozważyć za i przeciw. Smutną prawdą było, że tych drugich prawie wcale nie dostrzegał. Ale to nic, przynajmniej ten jeden raz było mu łatwiej.
„Nie można, trzeba” odpowiedział sobie, także w myślach. Brzmiało to jak jedyna możliwa opcja. Nie było ich wiele, ale ta jedna dawała szanse na przetrwanie. Z tym musiał liczyć się najbardziej. Nie mógł mieć wielkich oczekiwań i nigdy ich nie miał. To było jedynym, czego obecnie mógł pragnąć. Chciał niewiele, tylko przeżyć.
Nie wiedział, kiedy pan miał wrócić. Od swojego powrotu zajrzał do niego tylko na krótką chwilę. Mógł się tylko spodziewać, że niedługo będzie chciał się położyć spać, skoro go przyprowadził do swojej sypialni. Jednak niczego nie mógł być pewnym w stu procentach. 
Wykorzystując to, że i tak zajęty był jedynie oczekiwaniem, zastanawiał się, o czym powinien pamiętać. Lepsze to, niż stresowanie się podczas wyczekiwania powrotu pana i nakręcanie się coraz bardziej i bardziej. To nie było ani dobre, ani zdrowe. 
„Przede wszystkim nie mogę się zawahać. Jak coś pójdzie źle, to po mnie” Ale czuł, że nie będzie się wahał. Był wystarczająco zdecydowany, by działać, nawet w tamtej chwili. Teraz, gdy już sobie wszystko poukładał, nawet chciał, by pan wrócił jak najszybciej i by mógł spróbować. 
„Czas ucieka. Ile ci go jeszcze zostało?” pytał siebie, bo to pytanie dręczyło go od dawna. Podświadomość podsuwała mu odpowiedź na nie. W tej kwestii mógł polegać jedynie na niej i na swojej intuicji. „Mało. Bardzo mało. Coraz mniej. To nie może się ciągnąć w nieskończoność. Pan wreszcie straci cierpliwość, a wtedy po tobie. Będziesz martwy. Może jeszcze ci to przeliterować?”.
- Panie, gdzie jesteś? - westchnął cicho. Chciał, by pan już przyszedł. Czas działał tylko na jego niekorzyść. - Panie...
Po raz kolejny zamyślił się nad swoim planem. Wydawało się, że wszystko z nim było w porządku i jak najbardziej miał sens. Nie był on też zbyt skomplikowany, ale Aki przemyślał go dokładnie wiele razy, nawet wtedy, kiedy już zyskał pewność co do niego. Przez ostatnie dni miał dużo czasu, by myśleć. Nieobecność pana przyczyniała się do tego. Wykorzystał to więc najlepiej jak potrafił. Przeanalizował wszystkie sytuacje, w których zdarzyło mu się być blisko pana. Dosłownie. Wziął pod uwagę także jego zachowania, jakie zaobserwował od momentu, gdy do niego trafił. Jako że do psychologa było mu daleko, tak jak potrafił, kierował się swoimi odczuciami i domysłami. Bazując na tym, co już widział i przeżył, starał się wymyślić, co zrobić, by „zachęcić” pana do siebie i jak najlepiej siebie sprzedać. Nie było to łatwe zadanie. Pan za każdym razem wydawał mu się coraz bardziej skomplikowany i niedostępny. Nie zapomniał przy tym o naukach Akumy, które po raz kolejny bardzo mu się przydały. Aż dreszcz go przechodził na myśl, co by bez nich zrobił.
Wreszcie doszedł do wniosku, że nie powinien szukać daleko. Miał zamiar robić to, co potrafił najlepiej. Tak miało być rozsądnie. Czy było, tego już nie potrafił obiektywnie ocenić. 
Po pierwsze - wiarygodność. Jego zachowanie musiało wyglądać na szczere, nie udawane. Jeśli pan by je za takie uznał, cały plan poszedłby na marne. Poza tym, uważał za konieczne, by jego wygląd i zachowanie nie były zbyt wulgarnie. To mogło zniechęcić pana. Musiał sprawiać pozory niewinności. Zauważył, że pan to lubił… chyba. 
Następną ważną rzeczą było, by to pan wyszedł z inicjatywą i to, by on miał cały czas kontrolę nad wszystkim co miało się wydarzyć. To nie powinno być trudne, bo Aki nawet nie wyobrażał sobie, by był skłonny do najmniejszej próby dominacji. Może i zdarzało mu się to u Akumy, ale w życiu nie odważyłby się nawet pomyśleć tak o swoim właścicielu! Z resztą, nie to przecież miał na celu. Chodziło tu przede wszystkim o początek, pierwszy krok i o to, jak nakłonić pana do, mówiąc prosto, dobrania się do Akiego, by cały czas miał wrażenie, że to on wszystko rozpoczynał. „Muszę go skusić… jakoś” westchnął znowu. 
Ostatnią rzeczą, choć nie mniej istotną, było to wszystko, czego nauczył się u Akumy. Czysta praktyka. Dotyczyło to przede wszystkim samej „akcji” i oznaczało, że musiał wykorzystać swoje umiejętności najlepiej jak potrafił. Postępować, jak na niewolnika przystało. Podporządkować się całkowicie, być na każde skinienie, oddanym aż do granic, a nawet poza nie jeśli to byłoby potrzebne. 
„Pan wyglądał na zmęczonego. To dobrze” przypomniał sobie. To mogło być bardzo pomocne. Zmęczenie pana mogłoby zadziałać na korzyść Akiego i ułatwić mu zadanie. 
Gdy widział go po raz ostatni, pan był trochę milczący. Ale Aki nie brał tego za zły znak, a jedynie za kolejny objaw wyczerpania. Nie uznał też za nic dziwnego to, że pan długo nie wracał. W końcu to nie on ustalał panu godziny powrotów, jego właściciel mógł robić, co chciał. 
Miał tylko nadzieję, że tym razem będą chcieli tego samego. 


Drzwi sypialni otworzyły się powoli, ze zwyczajnym, cichym skrzypnięciem. Usłyszał je od razu, bo był to dźwięk, jaki pragnął usłyszeć. Wcześniej czekając, wyciszył się i starał skupić na krokach które miały dotrzeć do niego z korytarza. 
Był gotowy. 
Zwrócił głowę w kierunku wejścia i tak jak przypuszczał, ujrzał swojego pana. Niewielu innych ludzi mógłby się spodziewać, zwłaszcza o tej godzinie i tylko jeden z nich tej nocy się liczył. Tej i każdej następnej, jeśli miał ich doczekać. 
Jego właściciel zamknął drzwi i przekręcił klucz w zamku. Dźwięk ten chłopak odczuł na swojej skórze.
Pan zbliżał się do niego powoli, bez pośpiechu. Aki w pierwszej chwili odnotował jedynie jego niedbale zapiętą koszulę i dziwny wyraz twarzy. Serce bijące mu w piersi przyspieszyło, choć starał się nad nim zapanować. Uśmiech, jakiego nigdy nie widział u pana, teraz zagościł na jego obliczu. Napięcie. Aki czuł, jak unosiło w powietrzu. Coś się zbliżało. Tylko co?
„Przygotuj się” pouczył siebie. 
Chłopak nie był pewny, co ten uśmiech mógł oznaczać, zwłaszcza połączony z tajemniczym spojrzeniem, którym pan spoglądał wprost na niego. Wiedział, że to właśnie na niego patrzył, ale jednocześnie miał wrażenie, jakby pan potrafił przeniknąć wgłąb niego i odczytać wszystkie jego myśli. Zaniepokoił się, że może pan go przejrzał, ale to przecież było niemożliwe. W tych oczach gościła zagadka, lecz jemu nie było pisane ją poznać. Nie tak, jakby tego pragnął. 
Po karku Akiego przeszedł dreszcz. Wciąż jeszcze uparcie trzymał się swojego postanowienia i starał się myśleć, o tym, co najważniejsze. Zachować spokój. Za wszelką cenę nie panikować i nie wahać się. Nie mógł się zawahać. 
Wciąż próbował wmówić sobie, że się uda. Lecz coraz mniej w to wierzył. Nie ufał już sobie tak, jak kiedyś. Nie ufał już nikomu. W końcu zdradzili go wszyscy, nawet on.
Gdy parę sekund później pan był już blisko, chłopak spuścił wzrok. Tak jak zwykł to robić, nie ze wstydu, ale by okazać szacunek. Pełną uległość. Ale tym razem w geście tym kryło się coś jeszcze – prawdziwe przerażenie. Jego oczy były szeroko rozwarte, gdyż nie mógł uwierzyć w to, co zobaczył. 
Cała jego determinacja i odwaga rozpłynęły się gdzieś, kiedy dostrzegł szczegół, na jaki wcześniej nie zwrócił uwagi. Jakże istotny szczegół. Ale czy była to prawda? Może to jego podświadomość tak bardzo pragnęła go wyprzeć, że do dej pory nie dopuszczał do siebie tej myśli? Teraz już nie mógł zaprzeczać. Musiał pogodzić się z rzeczywistością. 
Broń w ręku pana, którą ten ściskał mocno, budziła grozę samą swoją obecnośćią. Nie miał najmniejszych wątpliwości, że była prawdziwa. Najgorsze było jednak to, że nie pozostawiał sobie złudzeń co do tego, w jakim celu pan ją tutaj przyniósł. Nie był głupi. Wiedział, do czego służy i domyślał się, jak miała zostać wykorzystana tej nocy. Ta broń niosła śmierć. Czy tym razem miał się spotkać z nią twarzą w twarz? 
- Panie… proszę… nie... - powiedział niemal szeptem, bo głos z trudem wydobywał się z jego ściśniętego od strachu gardła. Musiał jednak choć spróbować, nawet jeśli jego błagania miały zdać się na nic.
„Zastrzeli mnie teraz? Strzeli mi w głowę? Umrę od razu? A może specjalnie będzie chciał, żebym cierpiał jak najdłużej?”.
Strach go sparaliżował. Przez moment nie potrafił wykonać żadnego ruchu. Jakby jego układ nerwowy całkowicie zablokował się na parę sekund. Potrafił znieść wiele, ale oczywista wizja śmierci, obezwładniała go. To było zdecydowanie za wcześnie. Był przecież tak młody. Miał jedynie siedemnaście lat, jeszcze całe życie przed nim! Nawet jeśli całe jego życie miałoby tak wyglądać, chciał żyć. 
Nie miał żadnego wyjścia. Z sypialni nie było drogi ucieczki. Drzwi zostały zamknięte na klucz, a ten spoczywał głęboko w kieszeni pana. Był nie do zdobycia. 
„Spóźniłem się. Już za późno. To koniec, koniec, koniec...” zdążył pomyśleć zrozpaczony, ale nie mógł się z tym pogodzić. Zaraz po tym poczuł silny cios w twarz. Pan uderzył go mocno i boleśnie. Miejsce gdzie wylądowała ręka pana, zapiekło okropnie. Syknął z bólu. 
- Ty śmieciu! Idioto!- wrzasnął. - Ty dziwko! - Uderzył raz jeszcze. Tym razem ręką, w której trzymał broń. Trafił niefortunnie. Z rozciętego łuku brwiowego chłopaka popłynęła strużka krwi. 
- P-panie? - udało mu się wydusić, lecz był to tylko niewyraźny bełkot spanikowanego chłopca. Nawet nie zauważył, kiedy kropelki krwi dotarły na jego policzek. 
Mężczyzna uderzył znowu, trafiając w żebra. Wrzasnął. Czyżby jedno z nich się złamało? A może nie jedno? Ból był przeraźliwy. Potem zrzucił chłopaka z łóżka niczym bezwładną lalkę. Aki nie bronił się, nawet nie próbował. Nie mógł. Kiedy wylądował na podłodze, uderzając o nią głową, przez chwilę nie wiedział, gdzie się znajduje. Zamroczyło go. Z tego stanu wyrwało go kolejne uderzenie i fala bólu, jaka rozlała się po całym jego ciele. Wtedy zasłonił twarz rękami. 
Aki nie rozumiał, co się działo, kiedy pan bił go i kopał. Wszystko wydarzyło się zbyt szybko. Wiedział, jak miało się to zakończyć, ale nie to, czym ostatecznie zawinił. Próbował się domyślić. Chciał przynajmniej znać powód, dla którego miał umrzeć. Czyżby to wszystko przez jego plan? Od początku wiedział, że nie powinien tego robić. Od początku!
„Nie chodzi o to, co zrobiłeś. Chodzi o to, czego nie udało ci się zrobić” tłumaczył sobie, przyjmując kolejne ciosy. Po tym, jak pan po raz kolejny trafił w jego klatkę piersiową, z trudem złapał oddech. Ale nic się nie stało. Zaraz znowu oddychał płytko. 
Bolało. Nie tylko jego ciało, ale i dusza. Czuł się upokorzony. Myślał, że całkowicie wyzbył się już dumy, ale w tamtym momencie czuł się gorzej niż gówno. Zawinił, należało mu się. Musiał pokornie ponieść karę. 
Przerażenie nie mijało. Wciąż wzrastało, biorąc nad nim górę. Łzy ciekły z jego oczu samoistnie, nie kontrolował ich. Nie mógł znieść myśli o tym, że pan go nienawidził równie mocno, jak nie umiał pogodzić się z myślą, że jego śmierć była bliska. To było zbyt wiele, nawet dla niego. 
Pan przestał, przez dłuższa chwile nie nadchodził żaden cios. Stał nad nim, dysząc. Może się już zmęczył? Aki starał się opanować. Znosił już większy ból, ale tym razem nie potrafił. 
- Uklęknij – usłyszał.
Z trudem podniósł się. Czuł, jak miejsca, które już przestały boleć, na nowo zaczynają promieniować bólem. Skrzywił się, ale zaraz mocno zacisnął zęby. 
Trochę to trwało, ale wreszcie wykonał polecenie. Klęczał, choć trząsł się przy tym ze strachu, ale i z zimna. Nagle poczuł okropny chłód. 
Pan coś powiedział, ale Aki nie zrozumiał. Nie odważył się odezwać, a tym bardziej prosić, by pan powtórzył.
- Patrz na mnie – powiedział głośno. 
Aki uniósł głowę do góry i spojrzał na pana, jak gdyby patrzył na swoje przeznaczenie. Coś w tym było. W końcu miał w swoich rękach jego życie. 
Mężczyzna stał nad nim niczym posąg i właśnie wyciągał pistolet przed siebie, celując wprost w chłopaka. Widział, że trzymał palec na spuście. A więc to już za chwilę...
- Panie, błagam. Błagam cię, nie zabijaj mnie, panie. Błagam, zrobię wszystko… wszystko… - mówił i płakał jednocześnie. Szlochał jak dziecko, czując niemoc. Błagał najgorliwiej jak potrafił, wyzbywając się tej najmniejszej resztki dumy, jaka mu pozostała. Padłby nawet do jego stóp, gdyby tamten tylko wyraźnie nie rozkazał mu się na niego patrzeć. Co mu po dumie, jeśli umrze? Dlatego nie przestawał korzyć się. - Błagam cię, panie… daj mi szansę, błagam...
Pan patrzył na to niewzruszenie, z kamienną twarzą. Był poważny. Wydawało się, że błagania i płacz chłopaka nie robiły na nim żadnego wrażenia. Jakby zupełnie go nie obchodziły. 
Myśli mu się plątały, ale czuł jedno. Że wszystko na nic. Przegrał. Po tym, co wycierpiał, tak miało się to zakończyć. Najpierw zrobili z niego dziwkę, zabawkę dla bogaczy, którą mogli sobie używać, jak tylko chcieli, by potem, gdy im się znudzi, zabić go. To ten moment, w którym niewolnik miał skończyć swój marny żywot. Tak niewiele znaczył. Był niczym, zawsze, od początku. Czemu nikomu na nim nie zależało? Wiedział o tym, musiał zdawać sobie z tego sprawę, ale teraz, ta świadomość bolała jeszcze mocniej. Całe jego życie nie miało sensu. Dlaczego tak się stało? Czym sobie na to zasłużył? Dlaczego akurat jego to spotkało? Czemu on, a ni ktoś inny? Czy nie istnieli na świecie ludzie gorsi od niego, którzy bardziej zapracowali sobie na takie piekło? 
Nagle coś mu się przypomniało. Ta myśl zaszumiała mu w głowie. Czyż to już kiedyś się nie zdarzyło? Przecież to już kiedyś widział, jakiś czas temu, w swoim śnie. Brakowało jedynie zimnej, marmurowej posadzki i tłumu gapiących się na niego ludzi zebranych wokół. Może był to jakiś proroczy sen, zapowiedź tego, co miało się wydarzyć? Może przegapił jakiś znak? Nie, to brednie. Ale nie mógł się z tym pogodzić. Pamiętał, jak sen się zakończył. Jego właściciel nie zawahał się i strzelił z zimną krwią. Ale to przecież był tylko sen. Tylko sen! 
Nie wytrzymał, strach wziął górę. Zamknął oczy. Jeśli miał umrzeć, nie chciał dłużej patrzeć. To było tylko dodatkową torturą. Zacisnął mocno powieki szykując się na strzał. Ucieczka i tak nie wchodziła w grę. Nie wiedział, czy to będzie bolało. Oby nie. Miał nadzieję, że może tylko przez chwilkę, a potem wszystko cudownie minie. Może odejdzie do lepszego świata, gdzie nie będzie niewolnikiem? Może...




- Wstawaj – powiedział, wolno opuszczając rękę i zdejmując palec ze spustu. - Już, szybko. Słyszysz co do ciebie mówię?
Chwilę to trwało, nim chłopak otworzył oczy. Dezorientacja, jaką ujrzał na jego twarzy, była nawet zabawna. Jego niewolnik nie wiedział, co się działo. Pewnie myślał, że obudzi się gdzieś pośród aniołków, ale nie. To by było za proste, a John przygotował mu jeszcze kilka atrakcji w tym życiu. 
Cała ta sytuacja bawiła go od początku. Bo i jak miała go nie bawić, kiedy wreszcie czuł prawdziwą władzę nad swoim niewolnikiem. Napawał się jego bólem i strachem. Tak w końcu być powinno. Oto kim był naprawdę. Panem i władcą tego śmiecia. 
- Podnoś się. A potem idź do łazienki i doprowadź się do porządku. Wyglądasz jak kupa gówna. Albo i gorzej – stwierdził. 
- Panie? - odezwał się cicho. Wciąż widocznie nie rozumiał co się działo. 
- Chyba wyraziłem się jasno? Szybko! Albo zaraz znowu oberwiesz!
- Panie, ja… dziękuję ci, tak ci dziękuję! - John mógł zobaczyć moment jak wreszcie to do niego dotarło. Tak jakby w głowie zapaliła mu się jakaś lampka. Chyba wreszcie pojął, że nie miał zamiaru go zabić. Choć tak naprawdę mógłby to zrobić. Chłopak wciąż bał się, mógł zobaczyć to wyraźnie, ale jego odrętwienie minęło. „Cud” zakpił. 
- Spieprzaj już do tej łazienki, bo zmienię zdanie i urządzę cię tak, że pożałujesz, że jeszcze żyjesz. 
Chłopak prawie zerwał się na równe nogi. Prawie, bo prawdopodobnie ból mu to uniemożliwiał. Wyglądało to więc dosyć niezgrabnie, ale i zabawnie. Widok ten przypominał mu trochę jakieś ranne zwierzę, starające się umknąć myśliwemu, który podążał jego śladem. 
John nie czuł się winny, nawet jeśli stan, w jakim znajdował się chłopak, był jego sprawką. Nie miał najmniejszych wyrzutów sumienia. Nie uważał swój czyn za nieodpowiedni czy okrutny. Wręcz przeciwnie, był bardzo zadowolony i bawił się wyśmienicie. I już nie mógł doczekać się tego, jak miał bawić się za moment. 
„Należysz do mnie, chłopcze. Jesteś moją własnością”. Te właśnie słowa dźwięczały mu w głowie i ich się trzymał. 
John podszedł do komody i położył na niej pistolet, tuż obok zdjęć. Chłopak wciąż był w łazience, ale wiedział, że tamten wróci lada moment. Za bardzo się bał, żeby odważył się wystawić jego cierpliwość na próbę.
Odsunął szufladę komody i wyciągnął z niej niewielką buteleczkę z żelem. Uśmiechnął się do siebie na myśl, że wreszcie mu się do czegoś przyda. W końcu ostatnio nie miał okazji jej używać. Za dużo pracy. 
Zamyślił się na moment, zastanawiając się, czemu tak długo się wahał? Jaki był tego powód? Nie potrafił odpowiedzieć sobie jednoznacznie, dlatego też szybko przestał się tym przejmować. Liczyło się tu i teraz. Choć bliska przyszłość zapowiadała się znakomicie. 
Chłopak wrócił do sypialni. Zmył z twarzy ślady łez i krew, ale nie udało mu się pozbyć zaczerwienienia na policzku . To nic, Johnowi nie przeszkadzało to zupełnie.
Jego niewolnik wyglądał jak wtedy, gdy patrzył na niego po raz pierwszy w hotelowym pokoju. Przerażony. Czujny. Niespokojny. Spięty. Oraz piękny… Nawet pomimo blizn i bladości. Wciąż podobał mu się tak bardzo, jak wtedy, gdy zobaczył go na licytacji. A może nawet bardziej?
„A więc historia zatacza koło.” myślał, wyobrażając sobie, że los podstawia mu pod nos drugą szansę. Byłby głupcem, gdyby nie skorzystał. „Pora teraz rozegrać to tak, jak należało już na samym początku”.
- Rozbieraj się – nakazał mu krótko i zwięźle, nie zdradzając jeszcze dalszych planów. Żadnych wyjaśnień. Przecież nie należały się one komuś takiemu.
Niewolnik nie miał wiele na sobie, co nie było niezwykłe, ze względu na porę. Jedynie koszulkę i bokserki, w których zwykle sypiał. Lecz tym razem nie dane mu było spokojnie zasnąć. Pan miał co do niego inne plany. 
Ubrań pozbył się błyskawicznie bez cienia wahania czy jakiegokolwiek wstydu. Nie było to niczym nadzwyczajnym. Mężczyźnie przyszło nawet do głowy, że pokazywanie się nago przed obcymi to dla niego norma. „W końcu to zwykła dziwka, czego się spodziewałeś?” pomyślał. 
John także ściągnął swoje ubrania, pozostając w samej bieliźnie. Popatrzył jeszcze chwilę na nagiego chłopaka, rozkoszując się jego niepewnością i lękiem. Podziwiał swoją zdobycz. 
- Właź na łóżko – powiedział władczo. Coraz bardziej mu się to podobało. Rola pana pasowała mu jak ulał. Brzydził się myśląc o tym, że wcześniej był tak miękki w stosunku do tego chłopaka. Co mu odbiło? Odkąd stał się taki dobrotliwy? Przecież to do niego nie pasowało. Ani teraz, ani wcześniej. Nigdy.
Zauważył, że niewolnik unikał jego wzroku. Znowu. Wiedział, że spowodowane było to strachem, jaki w nim wywoływał i z całą pewnością tym, że niedawno groził mu śmiercią. Ale tak być nie mogło. Nie, skoro mu na to nie pozwolił. 
- Masz patrzeć na mnie, ty mała kurwo. - Na reakcję nie musiał długo czekać. 
Chłopak spojrzał na niego, powoli unosząc wzrok. Zielone tęczówki wreszcie spoczęły na nim. Z pewnych względów wydało mu się to niezmiernie kuszące i poczuł, że jego podniecenie narastające do tej pory powoli, wzrosło gwałtownie. Pożądał go tak mocno! 
Podszedł do łóżka nie spuszczając wzroku ze swojej własności. W głowie obrazy pełne różnych fantazji na jego temat, nakładały się na siebie. Ale wiedział już doskonale, co chciał zrobić. 
- Chodź tu bliżej– powiedział, chcąc by chłopak przysunął się bliżej brzegu łóżka. 
John bezceremonialnie wyciągnął penisa z bokserek. Widział, że niewolnik patrzył na niego i że cała jego uwaga skupiona była na nim. To też sprawiało, że był bardziej pobudzony. Chłopak już nie miał wyjścia. Nie mógł spuścić wzroku, a gdyby nawet to zrobił, John już wiedziałby, jakby go za to ukarać. 
Zbliżył się do łóżka, tak, że stał teraz naprzeciwko chłopaka. W niewielkiej odległości, bardzo blisko niego. Jego niewolnik nie miał więc problemów, by wziąć do ust członek swojego właściciela. Nie trzeba go też było do tego zachęcać. Mężczyźnie wydawało się, że zabrał się do tego z ochotą. Pewnie wciąż był mu wdzięczny za to, że go jeszcze nie zabił. Oprócz tego John zauważył, że nastolatek nieco się rozluźnił. 
„Pojętny chłopak” pomyślał z ironią. „Ale cóż. Taka szmata jak on do tego właśnie została stworzona”.
Kiedy niewolnik zajmował się jego penisem, John przyglądał się jak dawał on z siebie wszystko, by zadowolić swojego pana. Widok tego, jak brał go w swoje usta, jak lizał go i ssał, był aż nazbyt seksowny. Chłopak wiedział co robił, a John czuł się tak dobrze, że prawie nie chciał przestać. Powinien to robić częściej i taki też miał zamiar. Od tej pory nie będzie pobłażania tej małej dziwce. 
Przez moment nawet pomyślał, że na tym mógłby zakończyć.
Przez moment. Bo to nie mogło zajść za daleko. Nie tym razem. Nie pozwolił więc na to i szybko się opamiętał.
- Wystarczy – rzekł stanowczo. - Teraz odwróć się i przesuń dalej. Zaczynamy prawdziwą zabawę – dodał zadowolony. 
John zdjął swoje bokserki, rzucił gdzieś na podłogę i sięgnął po żel, który wcześniej odłożył na szafkę. Potem wszedł na łóżko, przyklękając na nim. Chłopak siedział już zwrócony tyłem do swojego pana. Chyba spodziewał się już, co zaraz miało nastąpić, choć trudno to było ocenić. Czasem naprawdę ciężko było odgadnąć, co mu w głowie siedziało. 
John dotknął jego biodra i kazał niewolnikowi przybrać odpowiednią pozycję. Ten zrozumiał go z łatwością, która zaskoczyła mężczyznę i już zaraz pięknie wypinał tyłek w stronę swojego pana. Idealnie. Tak jak oczekiwał. John nie omieszkał tego wykorzystać. Przejechał dłonią po jego pośladkach, podziwiając przy okazji całe jego ciało, które z każdą chwilą podobało mu się coraz bardziej. I podniecało. Chciał posiąść go całego jeszcze mocniej niż wcześniej. Poczuć, że należy do niego. Jest jego własnością. Tylko jego.
Ściskał jego pośladki nakręcając się coraz bardziej, a nawet dał mu klapsa. Przy tym ostatnim uśmiech wypełzł na jego twarz. Zachowywał powagę, dopóki chłopak na niego patrzył. Ale teraz już nic go nie powstrzymywało. Poza tym, nie w głowie było mu obecnie powstrzymywanie się przed czymkolwiek. Koniec z wszelkimi zahamowaniami. 
Przez głowę przeszła mu myśl, by może zrobić coś jeszcze, poznęcać się nad chłopakiem, sprawić mu więcej bólu, ale czuł, że to już dłużej nie wzbudzi w nim przyjemności. Przeszedł więc do działania, nie zapominając o żelu, który w końcu po coś ze sobą przyniósł.
Kilka razy przejechał penisem pomiędzy pośladkami chłopaka, jeszcze na chwilę odwlekając moment, na który czekał najbardziej. To jeszcze nasilało jego żądzę. Czuł, jak tamten starał się rozluźnić, ale nie wychodziło mu to tak, jakby pewnie by chciał. Ale nie miało znaczenia, zupełnie się nim nie przejmował.
Wreszcie nastąpiła upragniona chwila. Czekał na nią tak długo, ale opłaciło się. Wszedł w chłopaka, po czym położył mu ręce na biodrach dla wygody. Było doskonale. 
Mimo że nie obchodziło go co chłopak będzie czuł, zaczął powoli. Może z przyzwyczajenia. Z każda chwilą jednak tracił już wszelkie opory i napierał coraz mocniej, kierując się własną przyjemnością. Tak jak sobie postanowił, nie ograniczał się. 
Chłopak nie krzyczał. Nie płakał. Nie błagał, by przestał. John początkowo nawet nie zwrócił na to uwagi, ale w pewnym momencie chciał, by niewolnik zaznaczył w jakiś sposób swoją obecność.
- Chce cię słyszeć – wysapał.
- Tak, panie – usłyszał w odpowiedzi, co bardzo go zadowoliło. Zaraz też dały mu się słyszeć pojękiwania chłopaka, brzmiące w jego uszach słodko i zachęcająco, niczym muzyka. 
 "Pełen profesjonalizm" pomyślał, ale nie przeszkadzało mu to w niczym. 
Żadnych pieszczot, czułych słówek, pocałunków czy litości. John dał się całkowicie zawładnąć rozkoszy jaką odczuwał. Czuł się zwycięzcą. Miał nawet wrażenie, że nigdy wcześniej nie czuł się lepiej. Po prostu niesamowicie. Tak dobrze, tak błogo...
Nie wiedział jak długo trwało to wszystko. Stracił poczucie czasu, bo i była to ostatnia rzecz, jaka go wtedy obchodziła. Dalsze zabawy wydawały mu się już niepotrzebne. Zrobił to czego pragnął najbardziej i czuł pełną satysfakcję. Nie chciał jednak dojść w chłopaku, dlatego, kiedy poczuł, że nadchodził ten moment, wyszedł z niego i spuścił się na jego pośladki.
"Na pierwszy raz wystarczy" myślał sobie, w głowie planując już nie jedną powtórkę. Na razie jednak miał dosyć. Nasycił się swoją zabaweczką. 
- I co? Podobało ci się? - zapytał z wyraźną ironią w głosie.
- Tak, panie. Dziękuje – usłyszał. Nie, żeby spodziewał się innej odpowiedzi, ale czuł się nią usatysfakcjonowany. Niewolnik spełnił swoją rolę, a więc przydał się na coś. Jak to mawiają „lepiej późno, niż wcale”. Przynajmniej jego pieniądze nie poszły w błoto.
- Teraz idź się doprowadzić do porządku – nakazał chłopakowi, już go nie dotykając. Ten od razu zaczął powoli wycofywać się do łazienki. Widać było, że on w porównaniu do swojego pana, nie czuł się najlepiej. Mimo tego nie chciał pozwolić nastolatkowi na zbytni spokój.
- Daję ci pięć minut. Ani chwili dłużej – zabrzmiało to ostro, nawet on to musiał przyznać. Niewolnik naturalnie wziął to sobie do serca i przyspieszył. Mężczyzna zaraz usłyszał też przez niedomknięte drzwi, jak niewolnik odkręcił wodę. 
John wtedy usiadł na łóżku i spojrzał na broń, spoczywającą na komodzie po przeciwnej stronie pokoju. Uśmiechnął się do siebie. Dobrze wybrał. Teraz pozostało mu już tylko pójść spać, a być może przyśnią mu się kolejne figle ze swoim niewolnikiem. Z tym samym, który zaraz położy się obok niego i znów będzie zdany na jego łaskę. To by było idealne ukoronowanie tej nocy. Był ciekawy, czy chłopak szybko dzisiaj zaśnie. Zastanawiał się też, czy po tym co zrobił, jego zachowanie się zmieni. 
„To dopiero wstęp” myślał sobie. „Część główna jeszcze przede mną”.
Zaśmiał się głośno, niewymuszenie. 
Był teraz prawdziwym panem.

-----------------------------------------------------------------------------
Chyba wspominałam coś o tym, że nie byłabym sobą publikując o normalnej godzinie? To po prostu jest niemożliwe. Nie wiem jak inni ludzie to robią :P

Jak pewnie zauważyliście, ten rozdział jest krótszy od tych, które prezentowałam Wam do tej pory. Miałam dodać tutaj część o pracownikach Johna, ale stwierdziłam, że lepiej pozostawić to tak jak jest i skupić się na najważniejszej kwestii. O nich napiszę następnym razem, bo oczywiście kolejna część się pojawi :)
Możecie się domyślić, że po tym rozdziale parę rzeczy się zmieni u Johna i Akiego ^^ Zastanawiam się też, czy wspomnieć coś o tym, co skłoniło Johna do zmiany nastawienia. Jeszcze pomyślę, bo planuję sporo rzeczy i wydaje mi się, że dalsze rozdziały będą ciekawe.

Na koniec dodam tylko tyle, że mam nadzieję, że nie wyszło mi aż tak źle i że mój powrót jest w miarę udany i będziecie jeszcze tu zaglądać :) Mam wiele wątpliwości co do tej części, ale uznałam, że taki obrót sprawy będzie najlepszy...

Z innych rzeczy - bardzo zdziwiły mnie wyniki ankiety. Naprawdę! Nie sądziłam, że tak polubiliście Takumiego i że zbierze on aż tyle głosów. Jest to dla mnie totalne zaskoczenie :D Ankiety jeszcze nie zamykam, zobaczymy czy coś się jeszcze zmieni po paru rozdziałach.

To chyba tyle. Do zobaczenia wkrótce! :)

63 komentarze:

  1. Ojejku! Sprawdzałam bloga kilka razy po północy. Klikając w jego ikonkę w zakładkach ostatnim razem, myślałam sobie "pewnie nie dodała, doda jutro albo pojutrze. W końcu człowiek ma inne obowiązki, nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem, zrozumiałe." A tu nagle rozdział! Jestem wniebowzięta! <3
    Chociaż szkoda mi Akiego. Tyle się już wycierpiał... Lepiej, gdyby John bł taki od początku, wtedy przynajmniej nie mieszałby mu w głowie i oszczędził codziennej niepewności. No i nie dał nadziei na to, że jego życie będzie mniej bolesne. A tak namieszał mu w głowie, a koniec końców zachował się jak wszyscy. :(
    Ale cóż, czytałam z wypiekami na twarzy. Po prostu czułam emocje biednego Akiego. Trochę też Johna. Mam nadzieję, że mały niewolnik w tym opowiadaniu zyska choć trochę dobroci, bo jak na razie jego życie to pasmo fizycznego i psychicznego cierpienia i poniżeń. Biedny... Ale cóż, to zwyrodnienie odbywa się dla naszej chorej uciechy, jakby nie patrzeć. Agh, czuję się winna! :D
    Rozdział wcale nie gorszy od poprzednich. Pod względem opisu emocji nawet lepszy, bo napięcie naprawdę dało się poczuć. Ale, oczywiście, rozwijaj się i ucz, poprawiaj błędy, bo uczymy się całe życie! :)
    Jeden mogę Ci wskazać. :) Nie ze złośliwości, po prostu mało kto wie, że to błąd, a jak już się wie, to się na to bardzo zwraca uwagę. Gdy nie będziesz go popełniała, tekst będzie brzmiał dojrzalej. W niektórych rozdziałach (nie wiem, czy w tym) zauważyłam, że używasz zwrotów "pytać się" albo "patrzeć się". One są niepoprawne. Się to zaimek zwrotny i oznacza to samo, co siebie. Można więc myć się (bo myć siebie), ale nie patrzeć się na ścianę, tylko patrzeć na ścianę (bo nie patrzysz siebie na ścianę ;)). To samo z pytać. Pytam go, nie pytam się go (a nie siebie go). Mam nadzieję, że dobrze wyjaśniłam. ;) Błąd pokazałam z dobrego serca, nie złośliwości. Sama piszę i wiem, jak ważne jest doskonalenie warsztatu i jak fajnie, gdy ktoś w miły sposób coś pokaże.
    Życzę weny i dobrego Nowego Roku. Oby bł jak najlepszy! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wybacz moje błędy i literówki, jeszcze nie przywykłam do nowej klawiatury i jestem bardzo, bardzo, bardzo zmęczona. Dobranoc! :)

      Usuń
    2. Niestety nie masz racji, forma "patrzeć się na" jest poprawna, jednak uznawana za bardziej potoczną niż "patrzeć na". Nasz język jest bardzo skomplikowany, więc każde słowo może mieć wiele znaczeń, a Ty przytoczyłaś jedynie jedno z nich (wg słownika PWN mamy 6 zastosowań zaimka "się").
      Dla przykładu, że Twoje przykłady są błędne mam: "urodził się wczoraj" czyli dla Ciebie to to samo co "urodził siebie wczoraj" a przecież on nie urodził sam siebie tylko urodziła go matka, więc należy usunąć zaimek tak, jak w przykładzie z patrzeć - uzyskujemy "urodził wczoraj", więc teraz rozumiemy to jako niemowlaka, który w dniu swojego urodzenia rodził dziecko, rozumiesz? :D Podobnie będzie z pytaniem "Wstydzisz się mnie?".
      Przytoczone wyżej "patrzył się" czy "pytał się" opisuje punkt 6 - zaimek tworzący w połączeniu z czasownikiem formy o znaczeniu biernym (patrzył się na ścianę, pytał się o drogę, zgubił się w lesie, wychował się w latach 90, modlił się o pokój na świecie), mam nadzieję, że rozumiesz co chciałam napisać :)

      Sądzę, że autorka powinna dalej pisać tak, jak do tej pory - może tekst brzmi teraz mniej dojrzale, jednak dzięki temu jest łatwiejszy w odbiorze, szczególnie dla osób młodszych (choć ze względu na treść wpisów takich osób nie powinno tu być :D).
      Nie chcę, żebyś przyjęła moją odpowiedź jako ofensywną - również robię to z dobrego serca i nie chcę, żeby Twój komentarz wprowadzał w błąd innych czytelników. Tutaj masz potwierdzenie ze słownika PWN: http://sjp.pwn.pl/szukaj/się.html

      Stała czytelniczka - Monika :*

      Usuń
    3. Muszę dogłębniej zbadać temat w takim razie. Do tej pory jednak profesorowie języka, których znam, zawsze zwracali uwagę na to, szczególnie na "pytać się". Co do patrzeć się, faktycznie mogę się mylić. Jednak wiele przykładów, które przytoczyłaś, mimo wszystko, brzmi logicznie z zaimkiem "się", natomiast "pytać się" jest moim zdaniem zdecydowanie błędne. Absolutnie nie mam zastrzeżeń do stylu autorki, po prostu zauważyłam coś i napisałam o tym, jak mówiłam, nie ma to związku z hejtem. :) Tak czy siak - dziękuję za zwrócenie uwagi, zagłębię się w temat mocniej i tylko na tym zyskam, niezależnie czy, koniec końców, zgodzę się z Tobą czy znajdę potwierdzenie dla swojego poglądu. :) A zwiększanie wiedzy zawsze jest dobre. Chociaż jeśli chodzi o estetykę, to, niezależnie od poprawności, moim zdaniem, "się" dużo ujmuje w wielu przypadkach. No ale to już tylko mój pogląd, który nie ma nic wspólnego ze słownikami. :)
      Miłego dnia, koleżanko, która też lubi labirynty naszego języka! ;) <3

      Usuń
    4. Dodałabym tylko, że "urodził się" jednak odnosi się do siebie. Urodził rozumiemy nie tylko jako został urodzony, ale także on się rodził - sam wobec siebie wykonywał tę czynność. Tak samo ze wstydem. Ja się wstydzę, jest to jakiś stan, który odnosi się do mnie. ;)

      Usuń
    5. EDYTUJĘ: Poczytałam i faktycznie - masz rację, te formy nie są niepoprawne, jedynie bardziej potoczne. Napisałabym, że "zwracam honor", ale w sumie to chyba go nie odebrałam, prawda? ;) Znalazłam jednak także informację, że forma "pytać się" jest bardziej potoczna, więc i tak unikałabym jej w tekstach pisanych. To jednak już kwestia stylu i tutaj (jako że jest to blog) ma niewielkie znaczenie.
      Pozdrawiam! ;)

      Usuń
    6. @Anonimowy1: Cieszę się, że ucieszyło Cię pojawienie się nowego rozdziału ^^ Co do Johna, masz rację. Ale życie Akiego nigdy nie będzie już takie jak wcześniej. Poza tym, Aki był na to przygotowany. Tak jakby...
      Oczywiście, staram się pisać coraz lepiej, ale nie zawsze wszystko idzie po mojej myśli. Czasem na przykład za dużą wagę przywiązuję do opisów, które potem wychodzi na to, że są zbędne. Bałam się, że tak może być i w tym rozdziale :)

      @Monika: Dziękuje za wyjaśnienie. W takim razie chyba to poprawię. Chciałabym, żeby to brzmiało jak najlepiej.

      @Anonimowy1 i Monika: Kurcze, skomplikowane to trochę ^^ Ale dziękuję, że zwróciłyście na to uwagę.

      Usuń
  2. awwwww <333
    rodział
    witam ponowiie tesnhi :)<444
    och akia aki ty to masz z tym johnemm
    albo nie chce albo wpraruje z tym jak burza
    johnn wkurzonyy to jest aić
    chociaz i tak lubie
    ciekawe co bedzie raano
    ja chce juz kolejy rozdział.....
    co bbedzie rano
    jak sie bedą zachowywac
    john z pistoletem to bylo straszne
    biednyy aki ...bedzie mnał siniaiiki ;(
    tulammm
    <3333
    ciesze sie ze wrociłas

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! :)
      Aki nie ma lekko. I nie będzie miał :D
      Rano będzie ciekawie. Tak myślę. W końcu John coś sobie zapanował :D
      Dzięki! :)

      Usuń
  3. Jeny, aż się popłakałam. Co Johnowi odwala? Biedny Aki... Tenshi, proszę, nie każ nam długi czekać na kolejny rozdział, bo odchodzę od zmysłòw. Serio, chyba za bardzo przywiązałam się do Akiego.
    Jak teraz będzie? Mam nadzieję, że może John ochłonie i rano dotrze do niego, jakim był sadystą. Cóż, nadzieja matką głupich... ale kocham tą matkę xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, to było do przewidzenia od początku. Tak myślę...
      Zobaczymy, co będzie teraz :)

      Usuń
  4. a mnie się nie podobało :(
    takie zachowanie tak bardzo nie pasowało to Johna. już nie wspominając o tym, że docierali do siebie, rozumieli, rozwijali, a tu nagle ogromny krok wstecz :/ znów jesteśmy na początku opowiadania, tylko tym razem nie zapowiada się już tak fajnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Marchew Dlatego Ci nie pisałam nic xD
      Mam nadzieję, że mimo wszystko jeszcze dasz mi szansę. Może nie będzie aż tak źle i to co planuję dalej jeszcze Ci się spodoba :)

      Usuń
  5. Super rozdział, ale trochę współczuję Akiemu, że John stał się taki brutalny.Według mnie powinnaś napisać, co skłoniło Johna do zmiany nastawienia do Akiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, postaram się napisać :) Mam nadzieje, że to chociaż trochę wyjaśni, dlaczego zachował się tak, jak się zachował :)

      Usuń
  6. Jestem w szoku do teraz, a czytałam rozdział wczoraj w nocy. Dlaczego John tak nagle stał się sadystą??? Przecież nawet myślał o Akim z sympatią, a tu nagle taki wyskok?! Mam nadzieję, że to jednorazowy incydent spowodowany frustracją, lub czymś, o czym jeszcze nie wiemy.
    Ale żeby tak się wyżywać na biednym Akim? Na takiej bezbronnej kruszynie?
    Gdzie się podział kodeks moralny pana? Przecież posiadał taki! Co prawda - spaczony, ale jednak.
    W kółko zastanawiam się tylko, czy rano się opamięta i więcej tego nie powtórzy. Wmawiam sobie, że to stres i problemy popchnęły go do tego czynu, ale i tak dużo stracił na wartości w moich oczach.
    Nienawidzę tego rozdziału, a jednocześnie cenię Cię za napisanie go, bo w przeciwieństwie do innych opowiadań tego typu, czytając Twoje naprawdę nie wiem, czy kiedykolwiek pojawi się między panem a niewolnikiem jakieś uczucie.
    Nie zrozum mnie źle! Czekam na to jak małpa na banana, ale ta niepewność czyni Twoją historię oryginalną.
    Były już opowiadania, gdzie uczucie się nie pojawiało, ze złymi zakończeniami, na odwrót także się zdarzało, ale zawsze, zawsze dało się przewidzieć, co się stanie. Tutaj naprawdę się nie da.
    Myślałam, że John w ostatniej chwili się wycofa, albo chociaż będzie delikatniejszy, bo to do niego tak niepodobne!
    Z drugiej strony, ludzka natura jest skomplikowana, a ten wybuch, chociaż nie pasuje do Johna, sprawia, że dalej mu do świętych- czyli bliżej do szefa mafii xd
    Nie wiem, czy bardzo się powtarzałam z wątkami w tym komentarzu, ale zostawię tak, ponieważ widać przez to, co to opowiadanie rozpętało w mojej głowie. Nie mogę przestać myśleć i analizować. Heh, psychika Akiego mi się chyba udziela, niedobrze.
    Dla Ciebie to komplement, bo trzeba naprawdę dobrze pisać, żeby wywołać w kimś tyle emocji.
    A ja teraz czuję, jak mocno się przywiązałam do Akiego i Johna. Niedobrze dla mnie, punkt dla Ciebie.
    Czekam z niecierpliwością na kontynuację i błagam, nie każ mi długo czekać :')
    I, kurczę, przepraszam za tak długi i chaotyczny komentarz, ale musiałam to z siebie wyrzucić, bo rozrywa mnie od środka.
    ~ Rebeliousbat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie stało się to bez przyczyny i w kolejnych rozdziałach postaram się wyjaśnić jak najlepiej, co na niego wpłynęło. Co i kto, dla ścisłości :) Masz rację, ta zmiana jest nieoczekiwana, zwłaszcza, że Johnowi tak długo udawało się powstrzymać przed takim wyskokiem i wydawało się, że wszystko zmierza ku lepszemu. Ale chyba to byłoby za pięknie.
      Jeśli chodzi o poranek, szykuję już pewną niespodziankę :D
      Nigdy nic nie wiadomo. To znaczy, ja wiem, ale nie byłoby zabawnie wyjawić tę tajemnicę przed czasem :)
      Czy to do niego takie niepodobne? Można różnie o tym myśleć. Z jednej strony może faktycznie wydawało się, że John zaczął nieco inaczej postrzegać Akiego, ale z drugiej, przecież nigdy nie był święty. I bywa czasem człowiekiem impulsywnym. Tak mi się wydaje...
      W takim razie bardzo cieszę się z tego komplementu :) Rozumiem. Mimo tego bardzo miło było mi przeczytać, co sądzisz o tym rozdziale. Mam nadzieję, że się nie zrazisz i wpadniesz kiedyś poczytać jeszcze kolejny rozdział. Pozdrawiam! :)

      Usuń
  7. Tęskniłaaam <3 wow co za nagła zmiana! Kto by pomyślał że tak to się potoczy. Moim zdaniem lepiej by było wytłumaczyć jak to się stało ale to tylko moja opinia. Rozdział fajniuchny czekam na kolejny :* ~Usagi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS: biedny Aki :c ~Usagi

      Usuń
    2. Dzięki, że czekałaś :)
      Tak, też myślę, że powinnam to zrobić :D

      Usuń
  8. John Ty Chu... !!! Ufałam Ci !! Jak mogłeś tak skrzywdzić Akiego !? Ich relacja tak fajnie sie rozwijała i nagle taki wielki krok wstecz. Podobało mi się że John nie był w stosunku do Akiego takim sadystą jak reszta ����

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, John nieładnie się zachował ^^

      Usuń
  9. Um....
    Hej, jestem tutaj nowa:)
    Trafiłam na twojego bloga raptem wczorajszego dnia i tak mi się spodobał, że właśnie skończyłam czytać tą notkę (przeważnie ogarnięcie danego bloga zajmuję mi więcej czasu). Przyznam szczerze, że pomijając fantastykę moim ulubionym gatunkiem (drugim w kolejności) jest właśnie relacja niewolnik-pan dlatego cieszę się, że udało mi się tutaj trafić.
    Tak sobie czytałam twoje opowiadanie i czasami się zastanawiałam co im wszystkim siedzi w głowie:D. Ale cóż... dowiem się zapewne w kolejnych rozdziałach.
    John oczywiście jako jeden z głównych bohaterów ma w sobie to coś co sprawiło, że go polubiłam, ale...
    no właśnie... ale...
    Nie mogę przeboleć tego jak on traktuje biednego Akiego. Jeszcze żeby on serio zasłużył na takie traktowanie. Inaczej może bym na to patrzyła gdyby traktował go jak "gówno na swojej podeszwie" od samego początku. A nie. Tutajtaki miły, po główce pogłaskał, kupił kilka nowych rzeczy, pozwolił jeść przy jednym stolę by w następnej chwili wyzywać go i katować.
    Tak sobie myślę, ciekawe czy jego stosunek do niewolników by się zmienił gdyby na któreś z kolei licytacji niewolników na podeście dojrzał Marka. No ciekawe czy byłby taki mądry wtedy.
    Co do Akiego trzymam za niego kciuki. Mam nadzieję, że kiedyś odnajdzie prawdziwe szczęści i spokój oraz spełni swoje marzenie (które nadal jest tajemnicą).
    Trzymam kciuki za Yukio i Rena (jakoś tak pasują mi do siebie), a Hisato nie lubię (za bardzo kombinuje). No i mam cichą nadzieję, że pokażesz losy tego idioty ochroniarza (nie zaprzątam sobie głowy jego imieniem), który śmiał ruszyć Akiego.
    Z zapartym tchem czekam na kolejny twój rozdział i dodaje twojego bloga do ulubionych (i często śledzonych przeze mnie blogów) oraz jeżeli będziesz mieć czas i chęci zapraszam do siebie na bloga (chociaż moje opowiadania nie są tak wciągające i zapierające dech w piesi jak twoje) http://swiatyaoi-oczami-gizi.blogspot.com/
    Pozdrawiam i życze dużo weny
    Gizi03031

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie witam na moim blogu! :)
      John trochę przesadził, ale widocznie tak musiało być (no nie musiało być, wiem, ale tak to sobie zaplanowałam :P). Nie zapominajmy o tym, że nigdy nie był on dobrą osobą. Co prawda, nie traktował Akiego źle, ale mogło wpłynąć na niego wiele rzeczy, które mogły w znacznym stopniu zmienić jego zdanie o niewolniku. Bardzo długo też się powstrzymywał z dosyć błahych powodów, dlatego było to tylko kwestią czasu, kiedy stwierdzi, że przecież to nie ma sensu. Co innego, że pewne sytuacje mogły mu w tym pomóc :)
      Myślę, że gdyby zobaczył tam Marka, po pierwsze bardzo by się wściekł. W końcu jego bart dużo dla niego znaczy :)
      Czemu nikt nie lubi Hisato? :D To taka fajna postać. I czemu tak wiele osób głosuje na Takumiego? Nie rozumiem tego ^^
      Dziękuję! Postaram się zajrzeć w wolnej chwili! :) Pozdrawiam! :D

      Usuń
  10. Super rozdział naprawdę czekam z niecierpliwością na następny

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestem dopiero na 16 rozdziale, piszę ten komentarz tutaj, by był bardziej widoczny ;) opowiadanie jest genialne! Jedno z najlepszych jakie czytałam(jeśli nie najlepsze), a było ich naprawdę sporo. Życzę dużo weny, owocnej pracy i radości, którą płynie z pisania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Mam nadzieję, że kolejne rozdziały też Ci się spodobają :)

      Usuń
  12. O cholercia, John, Ty chuju :<
    Mam nadzieję że przemyśli swoje zachowanie i zobaczy w Akim niewinnego człowieka. Opowiadanie jest genialne. Czekam na kolejne rozdziały <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam taką nadzieję ^^
      Dziękuję i pozdrawiam! :)

      Usuń
  13. Stęskniłam się. :3

    Nie wiem co jeszcze napisać, bo powtarzanie tych samych słów z czasem staje się monotonią.

    Już od pierwszych rozdziałów wciągasz czytelnika w ten niebezpieczny świat, sprawiasz, że łaknie więcej.



    :D Hahaha ja łaknę już za dużo...

    Dzięki, że nie odpuszczasz i wciąż piszesz. :)

    A twój styl mimo zmiany, wcale nie stał się gorszy.

    I jeszcze powinnam dodać, że czekałam na ten przełomowy moment w fabule. ;]


    P.S.Myślałam, że będzie bardziej drastyczne. :ooo


    Pozdrawiam, Powder Universe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nie umiem bardziej drastycznie. Jakoś tak... no nie umiem. :/ Poza tym, to nie byłoby dobrze, gdyby John aż tak się rozhulał :P

      Tak, nie odpuszczam. Jak widać bardzo nieregularnie, ale piszę. Naprawdę bardzo chcę ukończyć kiedyś to opowiadanie. Jeszcze nigdy mi się to nie udało. To ma być pierwsze :D

      Cieszę się, że łakniesz więcej i mam nadzieję, że wpadniesz jeszcze kiedyś przeczytać jakiś rozdział :)
      Pozdrawiam! :D

      Usuń
  14. Już od dawna szukałam jakiegoś nowego opowiadania i wreszcie znalazłam! Jest po prostu świetne. Aż dreszcze przechodzą po ciele w niektórych momentach. Życzę weny i czekam na kolejny rozdział! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! :)
      To fajnie, że u kogoś wywołuje taki efekt :)

      Usuń
  15. Kiedy następny rozdział już nie mogę się doczekać proszę pisz szybko i życzę weny pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nowy rozdział będzie już w tym tygodniu :)

      Usuń
  16. Naprawdę to świetnie ale zarombiście, aż się nie mogę doczekać papatki

    OdpowiedzUsuń
  17. Jejku, nie mogę się doczekać nowego rozdziału! ;)
    Poratuj rozdzialikiem studenta w sesji i do tego w chorobie! :)
    Uwielbiam tego bloga, fajnie, że wróciłaś do niego po przerwie. :) Powodzenia Ci życzę i weny. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! :) Rozdział już na pewno będzie jutro. Mam nadzieję, że sesja idzie dobrze :)

      Usuń
  18. Właśnie wrzuć rozdział nie możemy się doczekać

    OdpowiedzUsuń
  19. Jak zwykle spóźniony rozdział xd. Ps i tak Cię kocham hihi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też Cię kocham <3 Rozdział będzie już na 100% w poniedziałek wieczorem. Jeszcze męczę się z Johnem teraz :P

      Usuń
  20. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  21. To super już się nie mogłem doczekać i wchodziłem co chwilę na twój blog.Jesteś najlepsza:).
    Pozdrawiam i życzę weny do Johna
    Oski321

    OdpowiedzUsuń
  22. Szkoda, że nie dodałaś rozdziału.Ale rozumiem i czekam na następny. Pozdrawiam :)
    Oski321

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to jest jakiś powód ze tenshiii nie dała?
      A

      Usuń
    2. Powód jest taki, że dopiero teraz skończyłam pisać. Ale przynajmniej wiem już, co chcę zrobić z Johnem :P Wcześniej miałam mały problem.

      Usuń
  23. Tam dam dam dam a mamy wtorek rano xd czekałaś na Walentynki hihi

    OdpowiedzUsuń
  24. Ten 27 rozdział jest super

    OdpowiedzUsuń
  25. Chyba nie powinnaś się deklarować kiedy dodasz. Pisze że w krótce... :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czas to pojęcie względne. Czasem mam wrażenie, że dla mnie płynie inaczej ^^
      Ale ogólnie masz rację.

      Usuń
    2. Dobrze ze juz skończyłas :)
      Happy

      Usuń
    3. Też się cieszę. Teraz tylko poczekam aż moja beta na to spojrzy i mi powie, czy strasznych głupot nie powypisywałam :P

      Usuń
  26. Tenshi, jak tam rozdział?

    Isirid

    OdpowiedzUsuń
  27. Nowy rozdział naprawdę super polecam 100/10
    Oski321

    OdpowiedzUsuń
  28. Hej,
    świetny rozdział, ojć biedny Aki, zastanawia mnie co powiedział Morita Joshowi i jeszcze te zdjęcia, chciałbym aby Aki otrzymał trochę ciepła...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń