Rozdział 25

Nie tym, kurwa, razem


– Mark? – John wyszedł na korytarz, gdy tylko zobaczył na wyświetlaczu imię brata. Był w trakcie spotkania, ale to nie miało znaczenia. Sytuacja była kłopotliwa, ale nie tragiczna. Poradzą sobie bez niego, w końcu od tego są ci wszyscy dyrektorzy, którym płaci niemałe pieniądze. To głąby, ale musiał dbać o pozory, a dzięki nim jego życie stawało się prostsze.
Stał teraz na końcu korytarza, z dala od natrętnej sekretarki. Tutaj nie powinna być w stanie podsłuchać jego rozmowy, chociaż kto ją tam wie.
Teraz obchodził go jedynie Mark. Lecz nie wiedział, czego powinien się spodziewać. Z jednej strony ogromnie się cieszył, słysząc jego głos, nawet jeśli nie miał mu do powiedzenia niczego dobrego. Z drugiej strony, obawiał się tej rozmowy i miał ku temu dobre powody.
„Już mu przeszło. Zmądrzał i zapomniał o tamtej dziwce”. Tak brzmiała najbardziej optymistyczna wersja, jaką sobie wymyślił, ale intuicja podpowiadała mu, że mogło nie być tak kolorowo.
– Cześć, John – przywitał się tamten. W jego głosie mężczyzna nie wyczuwał zbytniego entuzjazmu, ale Johna to nie martwiło. Bardziej liczyło się dla niego, że brat wreszcie postanowił z nim porozmawiać i przerwał te swoje zawzięte milczenie. Wcześniej, odkąd wrócił do kraju, nie odzywał się i nie odbierał telefonów. Przestał także odpisywać na maile. Gdyby nie Emily, John nie wiedziałby nawet, czy wszystko było z nim w porządku i czy jakoś radził sobie. Wolał nie zwracać się do rodziców w tej sprawie, choć nie obwiniali go o wypadek. To jednak nie zmieniało faktu, że byli upierdliwi i każdy kontakt z nimi kończył się kłótnią.
– Cześć – odpowiedział i zdał sobie sprawę, że nie wie, od czego zacząć, choć tyle rzeczy przychodziło mu do głowy. Mark jednak szybko uwolnił go od tego zmartwienia.
– Pomyślałem, że zadzwonię – oświadczył. Potem nastąpiła chwila wahania. John nie odzywał się, kiedy jego brat zrobił dłuższą przerwę. – Tak naprawdę chciałem z tobą porozmawiać, ale to nie jest rozmowa na telefon.
– Rozumiem. – Nie rozumiał.
– Niedługo przylatuję do Japonii. Wtedy się spotkamy.
– Posłuchaj, Mark  – zaczął ostrożnie. Nie podobało mu się to. Było pewne, że nie miał szans, by przekonać brata do zmiany decyzji, ale musiał spróbować. Postarał się więc zabrzmieć tak  dyplomatycznie, jak tylko potrafił. – Oczywiście, zrobisz, co będziesz chciał. Pomyśl tylko o tym, że to może nie być najlepszy pomysł. Zwłaszcza teraz, kiedy tyle się tutaj dzieje. Wiesz, jaką mamy sytuację...
– Wiem! - krzyknął Mark, a John odruchowo odsunął telefon od ucha. – Wiem co się dzieje, nie jestem głupi. Ty uważasz inaczej, ale powiem ci coś. Nie jestem takim kretynem, za jakiego masz mnie ty i nasi nadęci rodzice!
– Mark, uspokój się – mówił cicho, opanowanym tonem, by go nie prowokować. Ale to miał być jedyny wybuch gniewu Marka podczas ich rozmowy. – Chciałem ci tylko powiedzieć, że tutaj jest niebezpiecznie. Zresztą wiesz, co się stało. Już raz próbowali cię zabić, to chyba powinno wystarczyć, byś zrozumiał, że powinieneś na siebie uważać. Dlatego sądzę, że bezpieczniej byłoby, gdybyś wstrzymał się ze swoją podróżą na jakiś czas. Jeśli chcesz, to ja mogę przylecieć do Anglii, ale dopiero, kiedy sprawy trochę się wyprostują.
– Nic z tego. Już wszystko sobie ustaliłem. Muszę się z tobą spotkać, żeby wyjaśnić parę rzeczy. I nie pytam się ciebie o zdanie, tylko oznajmiam ci, co zamierzam. – Ton głosu Marka zaskoczył Johna. Jego młodszy brat nigdy nie zwracał się do niego w taki sposób. Zawsze go szanował, poza tym, rzadko widział, czy też raczej słyszał, takie zdecydowanie. Może cała ta sprawa jeszcze wyjdzie mu na dobre? Byleby tylko przeszedł mu ten cały bezsensowny gniew, bo on nie wróżył niczego dobrego.
– W porządku. – To nie było w porządku, ale John wiedział już, że nic nie wskóra. Później, choć bardzo niechętnie, porozmawia jeszcze z rodzicami, by spróbowali mu to wyperswadować, ale czuł, że żadna siła nie mogła się teraz równać z uporem Marka. Zawziął się i nic nie mogło go powstrzymać. W końcu domyślał się, o czym brat tak bardzo chciał z nim porozmawiać. – Zadzwonisz, jak już zdecydujesz się, kiedy chcesz wyjechać?
– Zobaczę – odparł wyzywająco.
– Jak się czujesz? Co z twoją ręką? – Starał się zmienić temat, ale coś podpowiadało mu, że ta rozmowa właśnie dobiegała końca.
– Z ręką? Dobrze. W przyszłym tygodniu zdejmują mi gips. – John przypuszczał, że przynajmniej do tego czasu Mark wstrzyma się z wyjazdem. Domyślał się także, że Mark poinformuje go o swoim przybyciu dopiero po fakcie. Typowe, choć tym razem zapewne będzie chciał to zrobić na złość.
– A poza tym? – To pytanie miało dla niego kluczowe znaczenie. Jak do tej pory nie wiedział do końca, w jak dużym stopniu Mark obwiniał go o wszystko i czy wciąż żywił go niego taką urazę, jak na początku.
– Co poza tym?
– Jak się czujesz? To był dla ciebie spory cios, rozumiem to. Mogę sobie wyobrazić, że to było dla ciebie naprawdę trudne…
– Nie, John – przerwał mu. – Nie potrafisz sobie tego wyobrazić – warknął i wtedy rozłączył się. John zdążył wyczuć w jego słowach prawdziwą wrogość. „Czyli jeszcze mu nie przeszło” ocenił.
Nieważne. Liczyło się to, że zadzwonił. To oznaczało spory postęp i John był pewien, że Mark już wkrótce skończy z całym tym cyrkiem. Jeszcze trochę się podąsa, pomarudzi, ale w końcu zrozumie, że powinien przestać rozpamiętywać swoją wyimaginowaną miłość i powinien zająć się tym, co tu i teraz. Kto wie, może z czasem wreszcie zda sobie sprawę z tego, że ta dziwka próbowała go wykorzystać i przestanie się zadręczać? Mężczyzna pragnął głęboko w to wierzyć.
Mimo wszystko, John martwił się o niego. Obawiał się, że prędzej czy później jego lekkomyślny brat może wpakować się w kłopoty. Miał do tego talent, a teraz, kiedy dodatkowo przestał słuchać kogokolwiek i kierować się zdrowym rozsądkiem, uznając, że wszyscy bliscy sprzysięgli się przeciwko niemu, nie wiadomo, jakie głupoty mogły mu wpaść do głowy.
John wolał nawet o tym nie myśleć.




Hisato nie znał litości. Nie, żeby Yukio kiedykolwiek w to wątpił, ale liczył na łut szczęścia i odrobinę jego dobrej woli. Tyle. Nic więcej, może poza cieniem zrozumieniem dla tej nieprzyjemnej sytuacji w jakiej się znalazł (nie z własnej woli i bez jakiejkolwiek winy). Niestety, widocznie bawiła ona szefa i nie miał on zamiaru brać sobie do serca tej malutkiej prośby swego lojalnego podwładnego. Utwierdziło to Yukio w przekonaniu o tym, że plotki były prawdziwe. Hisato serca nie miał. A nawet jeśli coś tam biło w jego piersi, używał tego wyłącznie jako narzędzia do pompowania krwi. Jak maszyna, nie człowiek.
Chłopak miał pretensje do szefa, ale ostatecznie nie był głupi. Rozumiał, na czym ten świat stoi i wiedział, że praca to praca, a „pierdołami”, jak często mawiał Takeru, należało się zająć dopiero, kiedy robota będzie wykonana. Nie było sensu się wykłócać, czy narzekać, bo niczego by to nie zmieniło. Hisato mógłby się jedynie bardziej zirytować i w przypływie czystej sympatii zapewnić mu jeszcze więcej rozrywki z jego ulubionym partnerem. Jedynym plusem całej sytuacji było to, że tego wieczoru nie musiał pracować z Renem w duecie, bo w całej zabawie miał barć udział także Shouta. To sprawiało, że ze złej stawała się znośna i Yukio był w stanie jakoś ją przełknąć.
Odkąd dołączył do tej organizacji, zdecydowana większość akcji, w których brał udział, odbywała się nocą lub tuż po zapadnięciu zmierzchu. Można było to uzasadnić wieloma powodami, które w odczuciu Yukio faktycznie miały sens. Tak było też i tym razem, choć przyczyna była bardziej prozaiczna, niż mogłoby się wydawać. Jedynie o tej porze mogli zastać gospodarza w jego domu, a na tym im zależało.
Kiedy Ren zaparkował samochód, w którym znajdowała się cała ich trójka, na poboczu, na zewnątrz było ciemno, a latarnie uliczne świeciły w najlepsze. Okolica wydawała się spokojna. Wokół nie widzieli żywej duszy. Tylko w jednym z domów zauważyli czyjąś obecność. Jasny punkt w oknie wskazywał, że ktoś tam był i być może urządził sobie dłuższy seans przed telewizorem. Reszta mieszkańców widocznie spała.
Zatrzymali się niedaleko domu mężczyzny, z którym mieli się spotkać. Ze swojego miejsca mieli dobry widok na bramę i front domu tak bardzo podobnego do wszystkich innych na tym osiedlu. Niedługo obserwowali posesję mężczyzny i, gdy uznali, że nic podejrzanego nie miało miejsca, zdecydowali się rozpocząć swoje zadanie.
– Wiecie co? Zostanę w samochodzie – oznajmił Yukio obojętnym tonem, kiedy dwójka jego towarzyszy siedząca z przodu już otwierała drzwi. Spodziewał się, że nic z tego nie będzie i jednak każą mu iść. Dlatego nie nastawiał się na to, że mu się poszczęści.
– Ale po co? – spytał Shouta. Odwrócił się i wyjrzał zza fotela, spoglądając na niego pytająco.
– Nie ma sensu, żebyśmy tam szli wszyscy naraz. Poczekam tutaj, popilnuję auta... – Widząc, że mina tamtego wyrażała jedynie powątpiewanie, zmienił taktykę, starając się zabrzmieć jak najbardziej szczerze. – Tak naprawdę to trochę mi się nie chce. Nie spałem całą noc, bo zakuwałem do testu.
– Pewnie, pewnie – zaczął marudzić. - Jak nie ma kogo zabić, to nigdy ci się nie chce. To nie zabawa, dzieciaku. To nie ty tutaj decydujesz.
Shouta czasem nazywał go „dzieciakiem”, myśląc, że przez to czuje się dotknięty, ale Yukio to nie złościło. Tak naprawdę w ogóle go to nie ruszało, mimo tego zrobił nieco obrażoną minę, by nie wyprowadzać starszego z błędu.
– Przecież wiem.
Shouta już miał coś powiedzieć, ale uprzedził go Ren.
– Niech zostanie, jeśli tak chce. Poradzimy sobie bez niego. – To go odrobinę zaskoczyło. Nie spodziewał się, że Ren się za nim wstawi, ale to niczego nie zmieniało w tym, co o nim sądził.
– Ale… – chciał zaprotestować, ale Ren znów mu na to nie pozwolił.
– Co nam tam po nim?
Wreszcie Shouta wzruszył ramionami, na znak, że wszystko mu jedno.
– No to chodźmy, Ren. Załatwmy to i spadajmy.
Yukio odczekał chwilę, już nie zatrzymując ich, i pozwolił im w spokoju wysiąść, posyłając przy tym Shoucie przepraszający uśmiech. Gdy zniknęli wewnątrz budynku, chłopak przesiadł się z tylnego siedzenia do przodu. Nie zajął jednak miejsca kierowcy, tylko rozsiadł się na fotelu pasażera. Rozejrzał się jeszcze po okolicy. Nie zauważył niczego niepokojącego, więc zabrał się do roboty. W końcu nie został tutaj dla przyjemności, a w konkretnym celu.
W jednym nie mijał się tak bardzo z prawdą. Spędził długie, bezsenne godziny, leżąc w łóżku i starając się wymyślić sposób, w jaki miałby poradzić sobie z Renem. Ale im bardziej próbował znaleźć jakieś rozwiązanie, tym bardziej nie wiedział, co mógłby zrobić. No bo jak niby miałby mu jeszcze dosadniej wytłumaczyć, że nie jest nim zainteresowany? Jak skutecznie wyjaśnić mu, żeby się odczepił i zostawił go w spokoju? Chyba musiałby go zabić, żeby ten dał za wygraną, a to była ostateczność i nie chciał się do niej posuwać.
Nic nie przychodziło mu do głowy, która zawsze na końcu takich rozmyślań pękała mu z bólu. W końcu jednak trud się opłacił. Yukio zrozumiał bardzo ważną, wręcz kluczową rzecz – prawie nic nie wiedział o sowim prześladowcy, jak określał go w myślach (w zanadrzu miał jeszcze parę ciekawych nazw, ale ta była najłagodniejsza). Oczywiście, nie było też tak, że Ren był dla niego jedną wielką niewiadomą. Co to, to nie. Yukio wiedział tyle, co wszyscy, ale żeby mógł zrobić cokolwiek, musiał poznać go bardziej, czy tego chciał, czy wręcz przeciwnie. Bezpośrednia rozmowa z Renem nie wchodziła w grę, przynajmniej na razie, bo chłopak nie chciał przebywać z nim dłużej, niż to było konieczne. Wpadł więc na inny pomysł. Jego plan na razie był mglisty i Yukio dopiero zaczynał go kreślić myślami, ale miał już pewne punkty. A jako że Hisato zlecił im to zadanie akurat tego dnia, chłopak postanowił to wykorzystać.
Ich zadanie nie było trudne i wiedział, że Ren z Shoutą poradzą sobie świetnie i bez niego. Mieli tylko porozmawiać z pewnym mężczyzną i dowiedzieć się kilku rzeczy. W grę wchodził też jakiś niewielki interes, którym Yukio nie zawracał sobie głowy, tym bardziej, że szef rozmawiał na ten temat głównie z Shoutą i to jemu powierzył pieczę nad całym przedsięwzięciem. Podsumowując, misja ta była prosta, tym bardziej, że już kiedyś mieli do czynienia z tym mężczyzną i wtedy nie stwarzał on żadnych problemów.
Właśnie dlatego Yukio zdecydował się zostać w aucie. Pierwszym punktem jego planu miało być przeszukanie samochodu Rena, by znaleźć coś, co pomogłoby mu i dostarczyło nowych pomysłów. Nie szukał niczego konkretnego. To mogło być cokolwiek.
Już, gdy jechali, a on siedział z tyłu, rzucił nieco okiem na wnętrze auta. Niemiłą niespodzianką było to, że w samochodzie panował względny porządek. Wcześniej nigdy nie zwrócił na to uwagi, ale wizyta w mieszkaniu Rena, a teraz i obserwacja wnętrza jego auta, utwierdziły go w przekonaniu, że Ren nie należał do bałaganiarzy i widocznie dbał o swoje otoczenie. Mógł też przypuszczać, że nie przepadał za żadnymi kiczowatymi ozdóbkami, bo nie było tutaj maskotek wiszących przy lusterku, czy innych tego typu śmieci.
Na desce rozdzielczej nie znajdowało się wiele. Nie było na niej nawet kurzu. Przy szybie leżała za to pewnie zapomniana wizytówka warsztatu samochodowego „Super Serwis”. Yukio zerknął na adres i tak, jak się spodziewał, znajdował się on w okolicy, w której mieszkał Ren. Nieważne, to niewiele mu mówiło, musiał szukać dalej. Zajrzał do schowka . Znalazł tam kilka płyt, między innymi Pink Floyd, Deep Purple, czy The Doors. Wiedział, że Ren lubił zachodnią muzykę. Często włączał właśnie te płyty, gdy gdzieś jechali. Ale, czy mówił, jaki jest jego ulubiony wykonawca? Albo piosenka? Yukio musiał chwilę pomyśleć, ale zaraz z zadowoleniem przypomniał sobie, że Ren nieraz powtarzał, jak to uwielbia „nieśmiertelnych Doorsów”. Sam również lubił ich niektóre piosenki, chociaż miał innych ulubionych wykonawców.
Płyty położył na fotelu kierowcy, by móc bez przeszkód grzebać dalej. Zaraz też ze schowka wyciągnął pistolet. Browning, 9 milimetrów. Nie zdziwił się, odnajdując broń w aucie Rena. Zdziwiłby się, gdyby żadnej tutaj nie było. Ze schowka wygrzebał także paczkę papierosów (prawie pustą), chusteczki higieniczne, pudełko prezerwatyw (jeszcze nieotwarte, co bardzo zaskoczyło Yukio), płyn do dezynfekcji rąk, scyzoryk, niezapisany notes z wyrywanymi kartkami, kilka długopisów, skórzane rękawiczki, mapę drogową, kilka żarówek, jakieś perfumy (których zapach kompletnie nie podobał się Yukio, poza tym, nigdy nie czuł ich od Rena), torebkę cukierków, garść różnych wizytówek, parę śmieci i jakieś zdjęcie. Przyjrzał mu się uważnie. Był na nim jakiś młody chłopak, uśmiechnięty blondyn. Pewnie jeden z tych, z którymi kręcił Ren. Ale to go nie obchodziło. Niech sobie sypia z kim chce, byleby jego w to nie mieszał.
Ostatecznie nie było tam nic, co by go interesowało.
Wrzucił wszystko do środka, nieszczególnie starając się odkładać przedmioty na swoje miejsca. Jedynie wszystkie płyty poukładał tak, jak leżały.
W schowku nad drążkiem zmiany biegów znajdowały się okulary. Spod nich wyciągnął dokumenty samochodowe, w tym dowód rejestracyjny w skórzanym futerale.
Schylił się i zaczął szukać w szparach wokół siedzeń. Kiedy z przodu nic nie znalazł, przesiadł się do tyłu, nie wychodząc z samochodu. Już wcześniej, gdy jechali, dyskretnie przeszukał jedyny schowek jaki się tam znajdował. Teraz jeszcze tylko sięgnął pod fotele. Jedyne, co udało mu się znaleźć to w połowie pusta butelka wody wciśnięta głęboko pod przedni fotel pasażera.
Rozejrzał się jeszcze raz po całym wnętrzu. Jedyne, czego nie sprawdził, to schowki przy drzwiach. No tak, zapomniał o nich wcześniej. Musiał ponownie przecisnąć się do przodu, by je sprawdzić, ale na na niewiele się to zdało. Znalazł tam taśmę izolacyjną, mały gwiazdkowy śrubokręt, kilka śrubek i parę śmieci, głównie papierków po czekoladowych batonikach.
Bagażnik. To była kolejna myśl, jaka przyszła mu do głowy. Tam mógłby znaleźć coś ciekawego i niezwykle pomocnego, dlatego nie mógł pominąć i jego.
Ren zostawił mu kluczyki, więc Yukio wyciągnął je ze stacyjki. Nim wyszedł z samochodu, zwrócił uwagę na okolicę. Musiał uważać, w końcu tak, jak mówił Shouta, to nie żadna zabawa, a oni mogli być na celowniku, nawet o tym nie wiedząc. Od początku brali pod uwagę fakt, że to mogła być pułapka. Uwzględnili to.
Na zewnątrz wciąż było cicho i spokojnie. Zauważył, jak bury kot przemknął ulicą i zniknął w gąszczu krzaków po przeciwnej stronie drogi. Pewnie polował na coś, pomyślał chłopak.
Gdy uchylał drzwi, poczuł na twarzy powiew chłodnego, nocnego powietrza. Zostawił je niedomknięte i ruszył na tyły auta. Z łatwością uniósł klapę bagażnika. Otwarcie go nie przysporzyło mu problemów, robił to już wiele razy.
Pomimo światła, jakie dawały latarnie, w środku było ciemno. Co prawda, w bagażniku auta Rena teoretycznie znajdowały się jakieś lampki. Ale to było dawno. Mężczyzna zdążył już rozbić je, a widocznie nie spieszyło mu się, by je wymienić. Na szczęście, to nie był problem. Yukio poświecił sobie latarką z komórki, co w zupełności wystarczało. Zawiódł się jednak, bowiem w środku było prawie pusto. A przynajmniej nie wyglądało na to, by znajdowało się tam coś interesującego. Mimo tego, postanowił się nie poddawać i zaczął przeszukiwanie. Pierwsza rzecz, jaka rzuciła mu się w oczy, była łopatą. Yukio pamiętał, jak wiele razy przydała im się, zwłaszcza, kiedy musieli jeździć w czasie deszczów po niepewnych drogach. Uśmiechnął się na to wspomnienie. Dalej odnalazł apteczkę, wciśniętą pod skrzynkę z narzędziami. Otworzył tę drugą, ale zawierała jedynie różnego rodzaju klucze, śrubokręty, szczypce, śrubki i inne tego typu rzeczy. Apteczka prócz swojego standardowego wyposażenia miała parę leków, których Yukio nie znał, ale nie wyglądały one podejrzanie. Poza tym, nie znał się na lekach, więc i tak niewiele mu one mówiły.
Podniósł dywanik. Pod nim znajdowało się koło zapasowe. Sprawdził, czy Ren przypadkiem nie ukrył tam czegoś jeszcze, ale i tutaj się rozczarował. Czysto. Z powrotem nasunął dywanik na jego miejsce i zajął się poszukiwaniem w bagażniku skrytek lub innych miejsc, w które Ren mógłby coś wcisnąć. Niestety, nie znalazł niczego.
Westchnął. Jak widać miał pecha, bo jego dzisiejsze poszukiwania nie przyniosły żadnych rezultatów.
Wrócił do samochodu zniecierpliwiony, czując ogromny zawód. Ale mógł się tego spodziewać. Ren był sprytny, wiedział to. Zbyt spryty i przebiegły. Jak widać, świetnie strzegł swoich sekretów, więc to nie mogło być takie proste. Jeśli Ren nie chciał, by ludzie wiedzieli o nim więcej, niż na to pozwolił, powinien się spodziewać, że nie wszystko pójdzie jak z płatka. Yukio musiał pogodzić się z tym, że tym razem mu się nie udało, a następnym mogło wcale nie być lepiej. Mimo wszystko, nie zamierzał się poddawać. Już nawet wiedział, jaki będzie jego następny krok. Myśląc o tym, czuł jeszcze większą determinację, niż gdy rozpoczynał przeszukiwanie. Nie mógł pozwolić, by Ren wygrał. Nie da mu tej satysfakcji.
„Po moim trupie” pomyślał, machinalnie wpatrując się w bramę domu, w którym jakiś czas temu zniknęli Shouta i Ren.
– Coś długo ich nie ma – burknął sam do siebie pod nosem. Sprawdził na telefonie godzinę i stwierdził, że powinni już wrócić. Rewizja samochodu Rena zajęła mu dłużej, niż początkowo założył, a po jego towarzyszach wciąż nie było śladu. A sami mówili, że chcą to załatwić szybko!
– Zgubili się, czy co? – prychnął niezadowolony.
Włączył pierwszą lepszą grę na komórce, by choć trochę umilić sobie czekanie i czymś się zająć. Denerwował się coraz bardziej. W dalszym ciągu zerkał na wjazd, by zobaczyć, czy mężczyźni nie wracali. Ale minuty mijały nieubłaganie, a ich wciąż nie było.
Wreszcie nie wytrzymał i postanowił pójść tam i sprawdzić, czy aby na pewno nie potrzebują jego pomocy. Nie sądził, by coś tam się wydarzyło. Nic z tych rzeczy. Bardziej skłonny byłby uwierzyć w to, że facet miał im do powiedzenia więcej niż przypuszczali. A może po prostu poczęstował ich czymś w ramach gościny i teraz urządzili sobie tam małą popijawę? Ta myśl zdecydowanie nie podobała się Yukio, choćby dlatego, że wtedy on musiałby prowadzić. Potrafił i zdarzyło mu się to robić już wielokrotnie, ale nie miał jeszcze prawa jazdy. Jedyne, czego tej nocy potrzebował, to problemy z policją.
Wyciągnął kluczyki ze stacyjki. Wcześniej już zdążył je tam odłożyć, ale teraz wolał zabrać je ze sobą. Nie zamierzał jednak zamykać samochodu. Wokół nie było żywej duszy, a na wszelki wypadek wolał zostawić otwarte.
Przeszedł na drugą stronę jezdni i w mgnieniu oka dotarł do bramy. Spieszył się, ale uważnie rozglądał się w poszukiwaniu ewentualnego zagrożenia. Niczego takiego nie widział, ale jego brak zaufania był uzasadniony. Brama była otwarta, więc minął ją i znalazł się na podjeździe. Widział, że w domu paliło się światło, ale przez zasłony w oknach nie mógł zobaczyć, co tam się działo.
Strzały usłyszał w tym samym momencie, w którym wdepnął w jakąś rabatkę. Nie była niczym ogrodzona i nie zauważył jej, gdy nie patrzył pod nogi. Zatrzymał się, w dalszym ciągu depcząc biedne roślinki, które teraz były jego najmniejszym zmartwieniem. Rozejrzał się, by ocenić, czy ruszać dalej, czy uciekać. Gdy usłyszał krzyki, zdecydował się wejść do środka.
Gdy będąc jeż wewnątrz, odnalazł właściwy pokój, okazało się, że Shouta i Ren byli cali. Nie obyło się za to bez ofiar. Yukio od razu zauważył dwa ciała leżące na podłodze. Gdy przyjrzał im się lepiej, zauważył, że mężczyźni wciąż żyli i pewnie wyjdą z tego, jeśli nie będą mieli pecha, a ktoś się nimi zajmie. Jeden z nich nawet próbował usiąść, choć jego jęki i wyraz twarzy, wskazywały na to, że ból mógł mu na to nie pozwolić.
Oprócz nich w pokoju obecny był też mężczyzna, z którym mieli rozmawiać, a do którego Shouta i Ren właśnie celowali.
– Co się dzieje? – zapytał Yukio, podchodząc do znajomej dwójki.
– Nic takiego – odparł Ren. Chłopak nie musiał się trudzić, by zauważyć, że był wkurzony. – Małe nieporozumienie. Ale teraz już się rozumiemy, prawda? Rozumiemy się?! – Ostatnie zdanie, skierowane do mężczyzny, niemal wykrzyczał.
– Tak, tak, tak, oczywiście. Tak – mówił tamten spanikowany, podnosząc ręce, jak gdyby to miało powstrzymać jego dręczycieli od strzału. Mógł się nie obawiać. Jego kolej jeszcze nie nadeszła i ten dzień nie miał być dla niego ostatnim.
Yukio miał zapytać, czy już kończą, ale zdecydował się milczeć. Atmosfera i tak już była napięta, a wszystko wskazywało na to, że faktycznie ich spotkanie dobiegało końca.
Shouta zdążył już schować broń, kiedy Ren zrobił to dopiero teraz.
– Tak, jak ustaliliśmy, masz czas do przyszłego tygodnia. I wtedy też będziemy na ciebie czekać. Damy ci znać, gdzie i kiedy się spotkamy. A ty masz już niczego nie kombinować.
– Tak, oczywiście. Oczywiście – mówił z głupkowatym uśmiechem na twarzy. Opuścił już ręce, ale teraz nie wiedział, co z nimi zrobić, więc zaplótł je na piersiach.
Yukio przyglądał się jego spanikowanemu wzrokowi, kiedy to usłyszał kolejny strzał tej nocy. Zdążył poczuć ogromną falę bólu i mimowolnie upaść na ziemię, kiedy to reszta odbyła się już bez jego udziału.
Ren zareagował natychmiast. Mężczyzna, którego wcześniej postrzelił, a który ostatkiem sił próbował się zemścić i strzelić ponownie, by tym razem trafić w odpowiednią osobę, teraz otrzymał kulkę w głowę i padł martwy. Ren dobił także drugiego leżącego, choć tamten nawet się nie ruszał. Gdyby nie Shouta, trupem padłby nawet facet, z którym właśnie dobili targu, lecz w ostatniej chwili powstrzymał Rena.
Yukio czuł ból, tak ogromny, że prawie nie docierało do niego nic więcej. Wydawało mu się, że krzyczy, ale nie był tego pewien. Nie trwało to jednak długo, bo już przed oczami zobaczył mgłę. Widok zamazywał mu się tak, jakby ktoś powoli wyłączał ostrość w obrazie. Wszystko zaczęło się zamazywać, a dźwięki dochodziły do niego z coraz większej odległości. Coraz szybciej też cichły, a słowa, które słyszał, nie miały już sensu.
Czuł, że umiera, ale nie miał czasu, by pożegnać się z tym światem, bo zaraz wszystko zniknęło.
Odpłynął.




Przewidział to i wiedział, że nie będzie lekko, ale spodziewał się tego, co go czekało. Po dniu, w którym z powodu nieplanowanego kaca urządził sobie wolne, John miał wiele zaległości do nadrobienia. Ale nie chodziło tu tylko o kilka zaległych spotkań, które nagromadziły mu się przez tak krótki czas. Z nimi nie miał większych problemów, poza tym, w wielu przypadkach zawsze mógł uzgodnić terminy, które lepiej by mu pasowały. Na głowę zwaliło mu się wiele innych spraw, w tym nieprzewidziana kontrola jednej z jego firm, która nie wypadła najlepiej, śmierć ich najważniejszego informatora, jaki dostarczał im wieści na temat poczynań Araty, a którego na razie nie mieli kim i jak zastąpić, oraz, co było znacznie gorsze, ostatnie aktywności Daizo, niewróżące niczego dobrego.
Dlatego też odkąd obudził się kolejnego ranka, działał jak nakręcony. Do rezydencji wracał późno lub też wcale, całkowicie pogrążając się w pracy. Role, jakie odrywał jednocześnie, biznesmena i szefa mafii, pochłonęły go i długo nie wypuszczały ze swoich sideł. Nie pomagał również fakt, że nie wiedział, kiedy miałby spodziewać się wizyty Marka oraz brak jakichkolwiek nowych informacji na temat Kobayashiego i jego przeklętej córki. Dodatkowo, rozmowa z ojcem zakończyła się tym, że John rozłączył się wściekły, znowu przeklinając staruszka. Tak było zawsze, kiedy ten zaczynał mu wypominać sprawy z przeszłości. Krew się w nim gotowała i nie potrafił powstrzymać się, by nie powiedzieć paru słów więcej, niż powinien.
Był piekielnie zmęczony, zestresowany i wściekły. Presja, jaką odczuwał przez te kilka dni, odcisnęła na nim swoje piętno. O dziwo, nie chciało mu się spać, nawet pomimo wyczerpania. Czuł się jednocześnie znużony i zirytowany wszystkim, co wydarzyło się w ostatnim czasie. Górę brała także frustracja, bo obecnie w wielu kwestiach, choćby nawet chciał zacząć działać, nie mógł zrobić niczego. Kompletnie. To wkurzało go najbardziej.
Chciałby zabić Kobayashiego, wypruć flaki jemu i i tej jego małej dziwce, ale nie mógł, bo zapadli się pod pieprzoną ziemię. Myśl o Daizo również doprowadzała go do szaleństwa. Był jednym wielkim wrzodem na dupie, ale nie mógł się go ot, tak pozbyć. Ten skurwysyn robił, co chciał, ale nie było mowy o tym, by go dopaść. Musiał czekać, trzymać się planu i być cierpliwym, bo inaczej to on mógłby go sprzątnąć jako pierwszy. Skurwiel.
A Morita? Musiał przyznać, że współpraca z nim układała mu się dobrze, ale wczorajsza rozmowa, jaką odbyli, wyprowadziła go z równowagi. Nie dosłownie. Nie dał się tak ponieść na tyle, by tamten mógł coś po nim poznać, ale, gdy wychodził, był wściekły i wszystko się w nim gotowało. Jebany kutas. Nie powinien wtykać nosa w nieswoje sprawy.
Wreszcie był w domu, w swoim gabinecie, w którym mógł się po tym wszystkim uspokoić i wyciszyć, ale to niewiele pomagało. Siedział w fotelu, przed nim stała szklanka whisky, jeszcze nietknięta, a tuż obok leżał pistolet, który wyciągnął z teczki. Dziś nie przydał mu się na wiele.
Jeszcze.
Patrzył to na jedno, to na drugie, lecz jego myśli gnały gdzieś, daleko, uparcie krążąc wobec wszystkich trudności i problemów, od których ciągle nie potrafił się uwolnić. Wpadł w ich sidła i znikąd nie było widać ratunku. Bagno wciągało go coraz głębiej i głębiej. Tylko patrzeć, a nie będzie mógł złapać oddechu.
Ale nic nie mogło trwać wiecznie. Wiedział to, a jednak tego wieczora pesymizm brał górę. Pozytywne prognozy nic nie znaczyły, jeśli czarny umysł odczytywał je na swój sposób.
„Może pora pozbyć się problemów?” myślał. Otarł twarz dłonią. „Nic nie poradzę na jebanego Kobayashiego, ale są inne rzeczy, na które mógłby znaleźć się jakiś sposób”.
Rzeczy te widział teraz bardzo wyraźnie. Sposób też nie wydawał się tajemnicą, tym bardziej, że coraz bardziej go to kusiło. Mógłby w końcu pozbyć się paru zmartwień i skończyć z problemami, które tak go dręczą. To przyniosłoby mu ulgę. Niewielką, ale i tak znaczącą wiele w tym trudnym okresie. Mógłby odetchnąć, poczuć się lepiej, uwolnić się...
„Może ten pedał jebany, Morita, miał rację?” pomyślał znowu. „Nikt nie będzie mówił mi, co mam robić. To trwa za długo. Koniec z wahaniem. Zrobię to, co chcę. To ja tu ustalam zasady”.
John objął dłonią szklankę i szybkim ruchem podniósł ją do ust. Wypił whisky jednym haustem i odłożył szklankę na blat ze sporą siłą. Nie potłukła się.
Wytarł usta wierzchem dłoni, po czym wstał i chwycił pistolet.
„Tak będzie najlepiej” przekonywał sam siebie. „To właśnie powinienem zrobić. Skończyć z tym pierdoleniem się. Albo w jedną stronę, albo w drugą. Kim ja w końcu jestem, do chuja?”.
Ale to nie miało już znaczenia. Podjął decyzję znacznie wcześniej, choć nie zdawał sobie z tego sprawy. Podświadomie wiedział, co zrobi, choć świadomość musiała poczekać na swoją kolej. Teraz i ona otrzymała niezbędne informacje, lecz na linii rozum-emocje, były małe zakłócenia. To zaburzało fale, komunikat dochodził z opóźnieniem, sygnał przerywał, drżał i falował. Rodziło to pewne problemy w odbiorze. Jak w zepsutym radio.
„Załatwię to tak, jak należało już dawno” myślał, idąc do drzwi. Broń, którą miał w ręku, ściskał mocno. „Nie cofnę się. Nie tym, kurwa, razem”.
Jego niewolnik znajdował się w sypialni. 

-----------------------------------------------------------------------------
Można powiedzieć, że tytuł tego rozdziału powiedział już wszystko ^^

Zaplanowałam coś zupełnie innego na 25 część tego opowiadania, ale plany się zmieniły. Cóż, tak już bywa. Mam nadzieję, że w takiej formie też Wam się spodoba.
Jak tak teraz patrzę to tylko coś mi Akiego zabrakło. Musiałam pominąć fragment z nim, bo już nie zdążyłam go napisać. Choć i tak niewiele by wnosił, więc nie a czego żałować. Ale nie martwcie się tym, w kolejnym rozdziale już go nie pominę. W sensie, że Akiego :)

Trochę minut po północy, ale można powiedzieć, że zdążyłam :P

EDIT: Rozdział jest już zbetowany. Dzięki Lex! :)

17 komentarzy:

  1. Bosz
    John co ty chcesz zrobić z tym pistoletem i idziesz jeszcze z nim w kierunku ta gdzie jest akis
    Tenshi jak można kończyc w takim momencie :(
    I tak milion scenariuszy mam w głowie
    Akis oby ci się nic nie stało :(((
    Biedactwo

    Wogle ciekawe co mark chce powiediec johonowi :( wątpię żeby to była miła rozmowa (
    Czyli John pochodzi z Anglii :)
    Och yukio. Wiadomo hisato serce z kamienia. On wogle ma serce?
    Może niech yukio pójdzie z tym do Johna?
    Yey ciesze się ze udało się dodać rodział :)))
    Ayamij

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, John idzie dokładnie w tamtym kierunku. Hehehe :D
      Przecież wiesz, że zawsze kończę w takich momentach. Byłoby smutno, gdybym skończyła w innym...
      Jeśli Akiemu coś się stanie, to pewnie będzie ostatni rozdział. No, chyba, że nie tak poważnie :>

      Też mi się wydaje, że ta rozmowa z Markiem będzie dosyć trudna. Ta, tak.
      Ma serce, bo inaczej byłby zombie.
      On za bardzo nie rozmawia z szefem Johnem. Poza tym, John by go wyśmiał :>
      Cieszę się, że przeczytałaś i się odezwałaś :D
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
    2. ojejjj ..:) co on mu zrobi ... jej nie moge sie doczeekac kolejnego rozdziału <333333
      chyba, że nie tak poważnie : ta .. pare razy w twarz coś tak kop w brzuch coś tam haha
      ehh ta rozmowa z markiem cos czuje ze po niej John tez humoru nie bedzie mniał
      Hahaha :) a kto tam wiem :)
      Moze humor mu sie poprawił jakby yukio z tym przyszedł.
      ciekawe czy john sie przejmie jak sie dowie ze yukio został postrzelony <333333

      Usuń
    3. Kto wie? Może Mark pogodzi się z Johnem i będzie happy end... przynajmniej jeśli chodzi o ten wątek :D

      Czy John się przejmie Yukio? Nie sądzę. Raczej będzie mu to obojętne :D

      Usuń
    4. Mam nadzieje ze miedzy nimi będzie happy end <333
      Albo bedzie zły ..jakich debili on ma ..ze dają sie postrzelić .
      hahaha :)
      nie moge sie doczekać 26 :)<33333

      Usuń
  2. no, to teraz w końcu mogę skomentować :D

    mało Akiego, a szkoda. no ale nie było na co narzekać, chociaż może trochę na zachowanie Johna :(
    nie krzywdź Akiego! nie krzywdź Yukia!

    spodziewam się, że reakcja Rena była wywołana uczuciami do Yukio?

    co poza tym...
    mam nadzieję, że Mark za bardzo nie namiesza :( bo to się dla Akiego nigdy dobrze nie kończy

    Hisato jest dupkiem! #standard
    Shouta jest dla mnie nadal nijaki
    Rena kocham <3 i Yukio też <3

    tych nazwisk wrogów to ja nie ogarniam, ale to też standard xD

    no i czekam, co dalej! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie sama ubolewam nad tym, że tak mało Akiego jest. Ale to się niedługo zmieni, bo już za nim tęsknię:)
      Czemu nie? Trochę brutalności się przyda xD

      Zobaczymy, co ten Mark. Na pewno jeszcze chwila minie zanim się pojawi.

      Hisato nie jest dupkiem! To porządny mężczyzna :D :D :D
      Tak szczerze, to Shouta trochę taki miał być. Ale spróbuję jeszcze coś z nim zrobić.

      To jest tak. Jest jakby 4 przywódców: Joohn, Morita, Daizo i Arata. Daizo to ten, co wkurza Johna i wysadził jego samochodzik. Moritę na pewno kojarzysz, to ten od Takumiego. A o Aracie prawie że nic nie było, raz chyba tylko coś wspomniałam w którymś rozdziale.
      <3

      Usuń
  3. John, co ci się w główce dzieje? Tenshi,interweniuj, niech on nie krzywdzi Akiego :'(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba będę musiała troszkę wyjaśnić, co ten John tak nagle :>
      Ja tutaj nic nie mogę xD Jego los jest już ustalony xD

      Usuń
  4. Nie zdążyłam skomentować ostatniego rozdziału, no dobra nie chciało mi się ale o tym ciii, więc teraz nadrabiam braki.

    Co do poprzedniej części to w oczy rzucił mi się jeden fakt, mianowicie: Aki rozmawia z Johnem już prawie normalnie!!! Gdyby nie fakt, że dodaje od czasu do czasu to swoje "panie" to można by uznać tą wymianę zdań za pogawędkę między dwoma znajomymi, z których jeden ma do drugiego duży szacunek. Jeżeli porównać to do ich pierwszych rozmów to różnica jest ogromna. Zaskoczyłaś mnie rozwojem sytuacji pomiędzy tymi dwoma chociaż muszę przyznać, ze w głębi duszy oczekiwałam czegoś takiego.

    Jeżeli chodzi o 25 rozdział to mam wrażenie, ze jest on napisany trochę inaczej, tak bardziej chaotycznie i emocjonalnie. Liczę na to, że sytuacja z Markiem się wkrótce rozwiąże, bo żal mi go, szczególnie ze opisałaś go jako chyba jedynego jaśniejszego bohatera. Niech Yuiko coś znajdzie, cokolwiek, co pozwoli mu trochę uwolnić się od Rena, to miły chłopak, a jak na razie ma strasznie pod górkę.
    Ostatnie, najważniejsze na koniec, John, nie zabijaj Akiego! Proszę, Tenshi nie rób nam tego, to nie jest dobry moment żeby z nim skończyć.
    Pozdrawiam

    Isirid

    OdpowiedzUsuń
  5. Nadrabiaj, bo już następny się niedługo szykuje :P

    Na pewno Aki teraz obawia się Johna mniej niż na początku. No i zdążył się już trochę przyzwyczaić. Ale czy ja wiem, czy tak normalnie? Do normalności jeszcze temu sporo brakuje. Za to na pewno są postępy :)

    Ostatni fragment faktycznie taki jest ^^
    Na pewno nie nastąpi to od razu, ale Mark w końcu przyjedzie i tę rozmowę z Johnem odbędzie. To mogę obiecać. Co się wydarzy później, to już tajemnica :)

    Na razie żeby coś znaleźć, to Yukio musiałby przeżyć :P

    Nie no, Akiego chyba nie uśmiercę jeszcze. O kim bym wtedy pisała? :D

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chociaż z drugiej strony zawsze jakiś inny niewolnik mógłby zająć jego miejsce :D Byłoby zabawnie :P

      Usuń
    2. Nie, Aki musing zostać ale inny niewolnik też może się pojawić.
      I co z tą krwawa łaźnią?

      Isirid

      Usuń
  6. Jeny, Tenshi, wiesz jakie teraz mam nerwy w oczekiwaniu na kolejny rozdział?! John, ty hipokryto... Aki za bardzo go rozpuścił. Za dużo lodów. Cukier uderzył Panu do głowy.
    Rozdział jak zwykle świetny, może bardziej chaotyczny niż zwykle, ale to dobrze, bo wyraźnie odczuwa się stan emocjonalny Johna.
    Szkoda tylko, że zabrakło Akiego. Dlaczego teraz nie zniknie? Niech akurat siedzi na kiblu, niech znowu głupkowaty brat Johna coś odwali, cokolwiek!
    Tenshi, błagam, powiesz chociaż kiedy mniej-więcej spodziewać się rozdziału, bo zwariować można z tej niepewności.
    Akurat z tym Aki ma lepiej, że nie wie jeszcze, co go czeka, i się nie denerwuje :')

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam,

    Zawsze komentuje w superlatywach ale dzisiaj nie mogę, nie zwrócić uwagi, że akcja się trochę za bardzo rozciągnęła, w sensie że nie wydarzyło się nic przełomowego i trochę mi się rozdział dłużył. Przeszukiwał to auto tyle czasu, sądziłam że coś znajdzie :P ta scena była nudnawa. Lepiej by było opisać bardziej szczegółowo tą strzelaninę, to taka tylko drobna uwaga, nie mam zamiaru się czepiać. Następny rozdział będzie zawierał Akiego więc mam nadzieję, że szybko się pojawi i wyjaśni, po co mu do chol***y ta broń:). WildMind

    OdpowiedzUsuń
  8. Więc tak, opowiadanie czytam jakoś od kwietnia, ale komentuję (chyba) pierwszy raz ^^.
    Powiem Ci, że czekam na każdy odcinek bardziej niż na nowych "Piratów z Karaibów", a to spory komplement.
    Ja również zajmuję się pisaniem różnych opowiadań (baaaardzo często yaoi, ale nie tylko) i mam nadzieję, że kiedyś dojdę do podobnego poziomu.
    Właściwie to tyle (wiem, krótko, ale nie mam natchnienia na komentarz). Życzę weny ;).
    A.iks, obgryzająca paznokcie w oczekiwaniu na rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam,
    rozdział świetny, ta rozmowa z Markiem będzie bardzo trudna, co Jash chce zrobić, aż się boję o Akiego...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń