Rozdział 24

Największe kłamstwa


Z dedykacją dla PółCichy Wilczur, za bardzo miły gest, który wiele dla mnie znaczył :)


Wiedział, co go czeka. Pan już kilka dni wcześniej zapoznał go ze „wspaniałą nowiną”, później przypominając mu o niej wielokrotnie. Tak naprawdę nie pozwalał zapomnieć mu o tym nawet na moment. Bardzo w swoim stylu, stylu Akumy, dawał mu do zrozumienia, że dzień licytacji nadciągał nieubłaganie. Aki wiedział, że im większy niepokój udało się wywołać jego panu w młodym niewolniku, tym bardziej był zadowolony. A tym razem nie musiał się wysilać, bo chłopak nawet bez tego obawiał się samej myśli o tym ważnym dniu, mającym postawić na głowie jego życie.
Ze skrzyżowanymi nogami siedział na łóżku, opierając się plecami o zimną ścianę. Nie przeszkadzał mu chłód bijący od niej. Przyjemnie koił jego nerwy. Na łóżku po przeciwnej stronie pokoju leżał Ryota zwrócony twarzą do niego. Byli sami. Przynajmniej na tę krótką chwilę. Rzadko zdarzał im się taki luksus, a jeśli nawet, to nie trwał długo.
– Poradzisz sobie – mówił Ryota. - Nie bój się tak. Wszystko będzie dobrze.
Próbował go pocieszyć, dodać otuchy. Ale Aki i tak był przerażony. Spędził tutaj tyle czasu, że już prawie nie pamiętał, jak wyglądał normalny świat i inni ludzie. Wszystko to, co znajdowało się poza murami jego „więzienia”, było dla niego zagadką. Nie wiedział, gdzie się znajdowali, choć to i tak nie miałoby dużego znaczenia. Po prostu bał się tego, że będzie musiał radzić sobie sam w obcym miejscu, z obcymi osobami i nowymi regułami. Nowa rzeczywistość, jak ją nazywał, wprawiała go w odrętwienie. To wystarczyło, by go przestraszyć.
– Pomyśl o tym – mówił dalej. – W końcu, gdzie mogłoby być gorzej niż tutaj?
Aki przyjął jego słowa z gorzkim uśmiechem.
– Ty tutaj panikujesz, a przecież każdy z nas ci teraz zazdrości. Każdy chciałby być teraz na twoim miejscu, nawet ja. Uciec stąd to więcej niż szczęście.
– Ale ja nie uciekam – odezwał się w końcu. – Po prostu ktoś mnie kupi i wszystko będzie tak samo, tylko z nowym właścicielem. Będę miał nowego pana. - Nie miał co do tego złudzeń. Pogodził się z myślą, że już na zawsze pozostanie niewolnikiem. Przez większość czasu nawet mu to nie przeszkadzało, co więcej, czasem myśli o nowym panu cieszyły go. Lecz nie tym razem. – A jeśli on będzie jeszcze gorszy?
– Na pewno nie będzie. Ciężko mi sobie wyobrazić kogoś gorszego.
– A jeśli mój nowy pan będzie okropny? No wiesz, taki gruby, obrzydliwy z mokrymi od potu plamami na koszuli… wiesz, co mam na myśli?
– Wiem, ale nie trafisz na kogoś takiego.
– A jeśli nikt nie będzie mnie chciał? Może nikomu się nie spodobam? Może nikt nie będzie chciał na mnie marnować pieniędzy? – Na myśl o tym oczy zaszkliły mu się. Im dłużej o tym rozmyślał, tym bardziej obawiał się, że nikt może go nie zechcieć.
– Stop. Daj spokój. Nie nakręcaj się na zapas.
– Ale tak może być.
– Ale nie musi. Przecież jeszcze jakiś czas temu tak się cieszyłeś, że będziesz miał własnego pana. Powinieneś przy tym pozostać.
– Sam nie wiem… – bąknął, spuszczając głowę. – Chciałbym, żeby mój nowy właściciel mnie polubił…
– Aki, jestem pewny, że twój nowy właściciel będzie cię uwielbiał i nie będzie dla ciebie zbyt surowy. W końcu jesteś świetny w tym, co robisz, no i mam wrażenie, że nawet Akuma jest z ciebie zadowolony. „Pupilek Akumy”, pamiętasz?
Tym razem uśmiechnął się lekko, niewymuszenie.
Usłyszeli kroki na korytarzu. Drzwi otworzyły się i do pokoju wszedł chłopak. Mieszkał z nimi od jakiegoś czasu. Był jednym z nowych, ale zdążył się już zaaklimatyzować i coraz mniej ryczał (jak zwykł mówić pogardliwie Ryota) po nocach. Teraz bardzo blady i prawie nagi, nie wzbudzał ich współczucia. Jedynie długa koszula, która była na niego o kilka rozmiarów za duża, przysłaniała nieco jego chude ciało. Musiał być wyczerpany po „ćwiczeniach” pod okiem Akumy, bo, zupełnie nie zwracając na nich uwagi, poczłapał do łóżka. Gdy położył się na nim, zasnął niemal natychmiast, nie obdarzając ich nawet spojrzeniem.
Aki i Ryota nie przejęli się chłopakiem. Taki widok był dla nich codziennością, a sami czasem wracali w o wiele gorszym stanie. Jeśli mógł sam dojść do łóżka, znaczyło to, że nie było z nim wcale tak źle.
– Ale wiesz, będzie mi ciebie trochę brakować – powiedział Ryota, kiedy ich współlokator spał już smacznie. – Oprócz ciebie nie ma tutaj nikogo, z kim można by pogadać. Sami idioci. – Teatralnie przewrócił oczami, a uśmiech Akiego zdecydowanie się poszerzył.
Wtedy też Ryota podniósł się ze swojego posłania i usiadł koło Akiego, tak, jak on, opierając się o ścianę. Skrzywił się, czując zimno na plecach, ale nie zmienił pozycji. W ostatnim czasie często zdarzało im się tak siedzieć. Może dlatego, że Akuma nie katował ich już tak, jak kiedyś. Przynajmniej dopóki nie wymyślił kolejnego powodu, by ich ukarać, ale ostatnio nie zdarzało mu się to często. Ryota sądził, że oszczędzał Akiego przed licytacją, by wyciągnąć za niego jak największą sumkę. Ale dlaczego odpuszczał jemu? To była zagadka.
– Może ty też niedługo zostaniesz sprzedany? – zagadnął go Aki. – A jeśli nie, to może pan zrobi z ciebie uprzywilejowanego?
– Ooo, nie – zaśmiał się. – Może i w końcu będzie chciał mnie się pozbyć, ale to drugie na pewno mi nie grozi.
– Dlaczego? Ostatnio wydawało mi się, że zaczął cię traktować inaczej.
– A mnie się wydaje, że to przez tych nowych. Ma się z kim zabawiać, to trochę mi odpuścił. Nie ma czasu, żeby poznęcać się nad wszystkimi. Tylko tyle.
– Nie mów tak. Przecież jest nieźle. No i dobrze, że już nie zachowujesz się tak jak kiedyś. Byłeś okropny! Ciągle tylko się wściekałeś i byłeś jak taki pies spuszczony ze smyczy, który szaleje, gryzie wszystkich, którzy próbują go dotknąć, i ciężko go okiełznać. Krzyczałeś, nie mogłeś usiedzieć na miejscu i niszczyłeś wszystko, co miałeś pod ręką. Zupełnie, jakby wstąpił w ciebie jakiś demon! Ciężko było z tobą wytrzymać.
– Tak, to było… – zawahał się przez moment, nim dokończył – nierozsądne.
– To było głupie. Po prostu głupie. W końcu nie powinieneś sprzeciwiać się panu. Musisz go słuchać i robić, co każe. Obiecaj mi, że nie będziesz, dobrze?
Ryota westchnął. Aki zauważył, że robił to zawsze, kiedy próbował mu coś wytłumaczyć, albo przekonać, do lepszego zachowania. Chłopak sądził, że, będąc tak niepokornym, daleko nie zajdzie, dlatego wciąż próbował go zmienić.
– Dobrze, Aki, dobrze…
– I lepiej weź to sobie do serca. Naprawdę musisz być posłuszny swojemu panu i go szanować. Nieważne, co się stanie. – Czuł, że trochę okłamuje swojego towarzysza niedoli, bo sam nie potrafił do końca szanować Akumy, ale chciał, by ten nie robił już niczego głupiego i nie denerwował ich pana. Chciał też, by i on przeżył i opuścił to miejsce, już na zawsze. – Temu, który będzie następny też. No i musisz w końcu pogodzić się z tym, kim jesteś. Nie zmienisz tego, dlatego nie powinieneś już próbować, bo to się źle skończy. Wiesz o tym. Ja wiem, że ty wiesz.
– Oczywiście – powiedział i objął Akiego ramieniem. Chłopak przytulił się do niego, czując bijące od niego ciepło. Przez dłuższą chwilę siedzieli w milczeniu, wpatrując się w przeciwległą ścianę. Każdy z nich zatopiony był we własnych myślach.
– Poradzisz sobie – szepnął Ryota. – Kto jak kto, ale ty na pewno sobie poradzisz. To, co z tobą zrobił… Jesteś idealny, Aki. Udałeś mu się. Akuma tak cię wyszkolił, że to mnie aż przeraża.
– Jak to? Co ty mówisz? To bardzo dobrze, że mnie wyszkolił. To przecież konieczne, inaczej bym niczego nie potrafił.
Aki wyprostował się i spojrzał na Ryotę zdziwiony. Miał wrażenie, że widział smutek w jego oczach. Czuł, że był spowodowany nie tylko jego odejściem, ale czymś jeszcze. Kompletnie nie rozumiał, dlaczego tak sądził i to go martwiło.
– Jutro wyjeżdżacie z samego rana? - spytał Ryota, wyraźnie chcąc zmienić temat.
– Nie, pan mówił, że po południu. Wcześniej ma mnie jeszcze jakoś przygotować, ale nie powiedział, w jaki sposób. No i nie bardzo wiem, co miał na myśli.
– Może ubierze was lepiej i sprawi, że będziecie wyglądać jak ludzie – zażartował. – Znasz tego, co jedzie z wami?
– Nie. Widziałem go kilka razy, ale chyba nie jest tutaj za długo. No i nigdy nie ćwiczyłem z nim.
– Dziwne. – Ryota pokręcił głową. - Wydaje mi się, że był tutaj z pół roku, a Akuma już chce go sprzedać. Nie wiem, o co chodzi, zazwyczaj chyba dłużej mu to zajmuje. Zresztą, kto wie, co naszemu panu chodzi po głowie? – Ostatnie zdanie wypowiedział z przekąsem. Aki tego nie skomentował, by nie drażnić Ryoty.
– Już raz miałeś własnego pana – zaczął Aki nieśmiało. Wiedział, że chłopak nie lubił o tym rozmawiać. – Może dasz mi jakieś wskazówki?
– Po prostu rób to, czego nauczył cię Akuma. Tak będzie dla ciebie najlepiej.
Znów milczeli przez chwilę. Mieli sobie tyle do powiedzenia, ale żaden z nich nie potrafił znaleźć odpowiednich słów. Cieszyli się za to tym, że przynajmniej na koniec mogli być blisko siebie. Zwłaszcza Akiemu to pomagało. Bliskość Ryoty sprawiała, że nie denerwował się tak bardzo i myślał nieco pozytywniej. Ten chłopak zawsze tak na niego działał, chociaż obaj tkwili w tak podłym miejscu. Nie potrafił zliczyć, jak wiele razy go pocieszał, dodawał otuchy. Odkąd się poznali, czuł, że wreszcie ma w kimś oparcie. Choć nie od początku mu ufał. Aż dziwił się, że Akuma nie zdecydował się ich rozdzielić. Bo na pewno wiedział, że zbliżyli się do siebie. Ryota pomagał mu wielokrotnie, wspierał go i bronił przed innymi. Tylko, co on zrobił dla niego?
– Myślisz, że się jeszcze kiedyś spotkamy? – zapytał nagle, choć doskonale znał odpowiedź. Teraz jednak pragnął usłyszeć od Ryoty to największe kłamstwo.
– Mam nadzieję, że tak, Aki. Na pewno jeszcze kiedyś się spotkamy.




– Pan kazał nam być posłusznymi i robić to, co każą – powiedział spokojnie, starając się ostrożnie dobierać słowa i uważać, by nie pominąć rzeczy, które mogły być ważne dla pana. – Dlatego robiliśmy wszystko, czego chcieli. Ale tak naprawdę, nie oczekiwali od nas wiele. Mieliśmy jedynie oczekiwać spokojnie na swoją kolej. Najpierw czekaliśmy wszyscy razem w takiej dużej sali. Było tam sporo foteli, szafek, wieszaków, ubrań... no, dużo rzeczy. Niektóre wyglądały jak jakieś rekwizyty w teatrze… to znaczy, panie, przepraszam. Tak tylko sobie pomyślałem, nie wiem, czy to były rekwizyty. – Zatrzymał się na moment, ale pan się nie odezwał. Uznał, że w takim razie nie powiedział niczego złego, dlatego mówił dalej. – Później zabierali nas po kilku, w takiej kolejności, w jakiej mieliśmy być licytowani. Staliśmy w przedsionku, zanim nie wyprowadzili nas pojedynczo na scenę. Stamtąd jeszcze nic nie było widać, bo ten przedsionek znajdował się za grubą zasłoną. Było tam dosyć ciasno i duszno, ale słyszeliśmy już, co się działo na scenie.
– Wasz pan był z wami?
– Tak, panie. Przynajmniej na początku – mówił. – Siedział razem z innymi, niedaleko. Obserwował nas, rozmawiał z innymi właścicielami, oglądał, co się działo na scenie. Mieli tam ekran, dosyć spory, ale my nie mogliśmy na niego patrzeć. Telewizor nie miał za to dźwięku, chyba że były, tylko wyłączone. Przynajmniej dopóki nie zabrali nas dalej, do przedsionka, nasi właściciele mieli jeszcze na nas oko. Potem zostaliśmy już sami. To znaczy, z tamtymi ludźmi. Byli uzbrojeni.
– Ten drugi niewolnik musiał być wystawiony wcześniej, prawda? Nie pamiętam, żeby oprócz ciebie licytowali kogoś od Akumy.
– Ten drugi niewolnik… pan w końcu nie zdecydował się go sprzedać.
– Jak to? Dlaczego? – W głosie pana usłyszał zainteresowanie i wiedział już, że musi mu o tym opowiedzieć.
– Zrobił coś nie tak, nie wiem, co. To musiało być coś naprawdę złego, bo pan krzyczał coś o tym, że „splamił jego honor”. Pan się zdenerwował i go ukarał. No i… nie mógł pokazać go w takim stanie.
– W jakim stanie? Co mu zrobił?
Przygryzł wargę. Przypomniał sobie coś, czego wolałby nie pamiętać. To, co się wtedy wydarzyło, wstrząsnęło nim, choć nie powinno. Normalnie pewnie nie przejąłby się tym. W końcu widział już, jak takie rzeczy zdarzały się setki razy, ale wtedy okoliczności sprawiły, że bardzo go to zestresowało.
– Ukarał go, panie. – Dla Akiego była to już wystarczająca odpowiedź, wyrażająca wszystkie okrucieństwa, jakie spotkały tamtego chłopaka.
– Co to znaczy, że go ukarał? Co dokładnie mu zrobił?
Chłopak nie odpowiedział od razu. Nie wiedział, czy mógł powiedzieć o tym panu. Nie wiedział też, czy powinien. Nie chciał go okłamywać, ale były sprawy związane z Akumą, o których zabroniono mu mówić. Choć teraz pewnie, gdyby wyznał którąś z tych rzeczy, nikt by go nie ukarał. Nie jego były pan. Jego władza nie sięgała tutaj i Aki czuł to. Mimo tego, nie odważyłby się na zdradzenie swojemu obecnemu panu największych tajemnic jego tresera. Wciąż traktował to jako zdradę, nawet jeśli teraz posiadał innego właściciela. I niczego nie zmieniało to, że poprzedniego nienawidził z całego serca.
Uznał jednak, że to nie był jeden z sekretów. Tak naprawdę to nie było nic takiego. Prosta sprawa. Akuma tylko po raz kolejny ukarał swojego niewolnika. A to, że zrobił to, gdy tamten miał zostać sprzedany? W końcu i tak nic by to nie zmieniło, gdyby trafił do kogoś innego. Nowy właściciel mógłby traktować go lepiej lub gorzej, ale on sam wciąż pozostałby tym samym.
Po chwili namysłu opowiedział więc panu pokrótce co się wydarzyło. Przynajmniej tyle, ile potrafił.
– Pan wpadł w szał. Zdenerwował się naprawdę mocno. Zaczął go bić, kopać… Odciągnął go gdzieś na bok, nie widziałem dokładnie, ale słyszałem, że jeszcze trochę to trwało zanim przestał. Nie patrzyłem, nie chciałem – wyznał. – Bałem się spojrzeć – dodał cicho po krótkiej pauzie.
– Co się z nim stało potem?
– Zabrali go stamtąd.
– Przeżył?
– Nie wiem, panie.
Pan nie skomentował tego. Może się zamyślił? Aki był odrobinę ciekawy, co pan o tym myślał. Nie sądził, by zrobiło mu się szkoda jakiegoś nieznanego niewolnika. Za to strasznie chciałby wiedzieć, co pan sądził o Akumie. Czy to było niewłaściwe? Może i tak, ale ciekawość tym razem była silniejsza. Nie znaczyło to jednak, że odważy się zapytać.
Aki, gdy jego były pan wpadł w szał, naprawdę bał się. Nie wiedział, co się działo, poza tym, martwił się tym, że będzie następny. Że ta mała nadzieja, jaka pojawiła się w jego sercu, że po licytacji jego życie mogło być choć trochę lepsze, zgaśnie w jednej chwili. Pragnął, by go sprzedano. Nie chciał wracać. No i oczywiście, nie chciał umierać. Przestraszył się, że, będąc tak blisko końca, Akuma po raz kolejny odbierze mu wszystko, na co liczył. Gdyby to się stało i jego marzenia znów zostały pogrzebane, był pewny, że poddałby się już ostatecznie.
Chłopak kontynuował masaż, wypierając z głowy przykre wspominania. Nie było sensu teraz rozpamiętywać tego, co się stało. To już przeszłość. Miał swoje zadanie i musiał sprawić, by pan był zadowolony. To było najważniejsze.
Rozkojarzył się. Przez moment zapomniał, jaki kolejny chwyt powinien wykonać, i o mały włos nie popełniłby błędu. Na szczęście w porę oprzytomniał i wrócił do pracy, przypominając sobie całą sekwencję. Teraz miał ją przed oczami, niczym planszę, czy plakat z rysunkami, tyle, że ruchomymi.
– Podawali wam jakiś narkotyk, zanim wyszliście na scenę? – Głos pana zabrzmiał obco. Aki skupił się tak mocno, że ledwo do niego dotarł.
– Och, no tak! – wzdrygnął się, zdając sobie sprawę z tego, że zapomniał o tym wspomnieć. – Tak, panie. Niektórym dawano coś wcześniej, ale ja nic nie dostałem. Byli przez to spokojniejsi. To chyba zależało od tego, czy pan pozwolił. Mój chyba się nie zgodził… – „Niestety” pomyślał z goryczą. W końcu, o ile byłoby mu łatwiej, gdyby był choć trochę otumaniony przez leki czy cokolwiek innego. „Nawet na końcu chciał widzieć mój strach. Nawet wtedy nie potrafił odpuścić.”
Przed oczami pojawił mu się obraz Akumy. Zawsze wydawał mu się taki wielki, taki potężny, kiedy patrzył na niego, klęcząc u jego stóp. I takim właśnie go zapamiętał. Jako niepokonanego, strasznego, który posiadał w swoich rękach największą władzę – mógł odebrać mu życie, kiedy tylko chciał, bez żadnego konkretnego powodu i żadnych konsekwencji.
Nie chciał teraz o nim myśleć. Tak naprawdę, nie chciał o nim myśleć już nigdy więcej. O jego naukach, owszem, bo były mu wciąż potrzebne, ale nie o jego osobie. „Tutaj jest twój prawdziwy pan” powtarzał sobie. „Teraz tylko on się liczy. Nikt inny. Teraz on ma twoje życie w garści, więc skup się i masuj jego piękne, seksowne plecy, jak należy, a może w końcu doznasz tego zaszczytu i pan cię przeleci”.
– Wiele razy to robiłeś? - usłyszał. Pomimo tego, że teraz słuchał pana uważnie, nie wiedział, co tamten ma na myśli. Oprócz tego, że pan zmienił nagle temat, niczego nie rozumiał.
– Słucham, panie?
– Masaż. Chyba dużo ćwiczyłeś? Tam cię tego nauczono, prawda? Bo nie wydaje mi się, żebyś zajmował się tym, zanim tam trafiłeś. A może się mylę?
– Tak, panie. Tam się tego nauczyłem. Wcześniej nigdy tego nie robiłem.
– Swojego byłego pana też masowałeś? Akumę? – Nie wiedział, co miało oznaczać to pytanie, ale czuł, że nie doprowadzi go do niczego dobrego. To stanowczo zmierzało w złą stronę.
– Tak, panie. – Poczuł się skrępowany, mówiąc to, ale cóż innego mógł zrobić? Poza tym, pan już nie wydawał się taki rozluźniony, jak wcześniej. Martwił się, że go zdenerwował. Czyżby znowu popsuł wszystko? Myślał już nawet, że chyba wisiało nad nim jakieś fatum, bo, jak bardzo by się nie starał, wciąż przydarzało mu się najgorsze.
Oczyma wyobraźni widział, jak pan pytał go o to, co jeszcze robił z Akumą. Co wtedy by mu odpowiedział? Przecież pan wściekłby się pewnie, słysząc prawdę, nawet jeśli sam mógł sobie to wyobrazić. Choć słowa i tak nie potrafiłyby wyrazić, do jak bardzo obrzydliwych rzeczy był zmuszany. Nikt nie chciałby tego wysłuchiwać. Pan po tym pewnie brzydziłby się go nawet dotknąć, a gdzie tu mówić o czymś więcej? A gdyby skłamał? Pan na pewno od razu to wyczuje. Zwłaszcza teraz, kiedy już widać było, że strasznie się tym przejął. „Co robić, Aki? Co robić? Lepiej coś wymyśl i to już!”
Jego obawy były jednak niesłuszne. Aki szybko przekonał się, że pan nie miał zamiaru zapędzać się w tak niebezpieczne tematy. I nawet, jeśli był odrobinkę zdenerwowany, to tym razem miało mu wyjść to na dobre.
– Koniec masażu – oznajmił pan, a Aki natychmiast, jak poparzony, zabrał z jego pleców ręce.
Myślał, że pan pozwoli mu się chociaż wytrzeć, bo jego skóra wciąż była tłusta od oliwki, ale jak zwykle nic nie poszło po jego myśli.
– Podaj mi poduszkę, tam leży – usłyszał. Natychmiast zabrał się za wykonywanie tego rozkazu, choć nie wiedział, czemu pan go o to prosił. Ale w końcu nie po to tu był, żeby zadawać pytania. Zabrał niewielką poduszkę leżącą na szafce, którą pan mu wskazywał i podał mu ją. Pan w tamtym momencie już przekręcił się na plecy.
Aki mógł oglądać go w całej okazałości i tym razem nie miał zamiaru przegapić takiej okazji. Nie mógł się jedynie zdecydować, czy woli podziwiać miejsce poniżej pasa, czy zająć się czymś innym. Poza tym, był zbyt zaskoczony, żeby myśleć nad tym, jak aktualnie powinien się zachować.
– Mówiłem ci, że muszę się odprężyć – zaczął pan, uśmiechając się. Aki uznał, że był to raczej złośliwy uśmieszek, ale i tak pan wyglądał z nim świetnie. „Chce mnie ukarać?” odezwał się głos w jego głowie, ale nie przejął się nim. Coś podpowiadało mu, że pan zmierza do czegoś zupełnie innego. Nawet jeśli przez moment pan przypominał mu Akumę, tym razem odbierał to jako dobry znak. – Masaż był świetny, ale chyba potrzebuję czegoś jeszcze.
Aki początkowo myślał, że się przesłyszał. Czyżby pan coś sugerował? „Proszę, błagam, żeby tym razem to było to. Żeby to było to! Panie, proszę!”.
– Oczywiście, panie. Oczywiście – mówił, patrząc na niego jak zahipnotyzowany. Nie wiedział o tym, ale sam uśmiechnął się delikatnie. Myśli przelatywały mu przez głowę z prędkością błyskawicy, ale mówiły tylko o jednym. Był coraz bardziej podekscytowany. – Zrobię, wszystko, co tylko każesz – zapewniał gorąco. – Wszystko.
– Cieszę się. Bo widzisz, potrzebuję czegoś jeszcze. Czegoś trochę innego. – Mówiąc to, ujął swojego penisa w dłoń. Aki widział to dokładnie, patrząc szeroko otwartymi oczami. Na moment nawet wstrzymał oddech, czekając na dalsze słowa pana. Czuł, że nie zniósłby teraz żadnego rozczarowania. Jeśli pan znowu miał coś innego na myśli, w co bardzo wątpił, chyba zacząłby go błagać na kolanach, by pozwolił mu zrobić sobie loda. – A, jako mój niewolnik, chyba mi nie odmówisz? -–W głosie pana słyszał nutkę rozbawienia. Tak, pan wyglądał na wesołego i skorego do żartów. Ale z całą pewnością nie żartował.
To było Akiemu na rękę. Już wiedział, że pan tym razem sobie z niego nie kpił i sam zaproponował to, na czym mu tak zależało.
– Nie śmiałbym odmówić ci, panie – powiedział z szacunkiem.
– Świetnie. W takim razie podejdź tutaj i obciągnij mi. Wiem, że wychodzi ci to równie dobrze, co masaż – powiedział, a po namyśle dodał - A może nawet i lepiej.
– Tak, panie. Jak sobie życzysz.
Chłopak nie wiedział, gdzie zniknęło jego zdenerwowanie, ale to go nie obchodziło, bo myślał teraz tylko o jednym. Podszedł do pana powoli, ale już zaraz zabrał się do roboty bardzo zdecydowanie. Pamiętał, jak robił to ostatnim razem, i wiedział, na co powinien zwrócić uwagę. Dlatego, pomimo całej swojej ekscytacji, starał się jej zanadto nie okazywać. Pan musiał widzieć, że robił to chętnie, ale nie, że aż tak bardzo. Ciężko było tego dokonać, gdy był tak pełen zapału.
Z miną, jak gdyby miał w ustach coś najlepszego na świecie, Aki starał się sprawić, by pan odczuł jak największą przyjemność. Myśl, że dzięki temu jego życie mogło być dłuższe nawet o kilka dni, była jednocześnie bardzo zabawna i przerażająca.
Ale Aki przestał o tym myśleć. Penis pana, którego właśnie trzymał w dłoni i lizał bezwstydnie, oraz wyraźnie wydany rozkaz, wciąż krzyczący mu w głowie, stały się dla chłopaka całym światem. Przybierając beztroską minę, robił to, co umiał najlepiej. Umiejętności, jakie nabył w potwornych mękach, wykorzystywał do wprawiania w błogi stan swojego pana.
Jeśli była w tym jakakolwiek ironia, chłopak wciąż nie wyczuwał jej, nawet w nieznacznym stopniu.




Z całą pewnością był zrelaksowany. Nawet nie sądził, że ten dzień zakończy się tak dobrze. Nigdy także nie przypuszczałby, że posunie się do tego, co zrobił. Początkowo była to jedynie fantazja, której nie zamierzał wcielać w życie. W stosunku do chłopaka planował coś innego. Ale nagle zmienił zdanie. Teraz w końcu naprawdę czuł się „panem” i był z tego powodu dumny.
To była dobra decyzja z jego strony. Nie miał zamiaru rozkładać jej na czynniki, bo nie widział ku temu powodu. Po prostu wiedział, co musiał i czego chciał. Wciąż mając przed oczami minę niewolnika, kiedy zasugerował mu, by mu obciągnął, ani trochę nie żałował. Choć nawet jeśli chłopak nie wyglądałby na chętnego i tak zmusiłby go, by to zrobił. Dobrze, że nie było takiej potrzeby.
Stanął przy oknie i odsunął firankę. Patrzył przez okno, trzymając telefon przy uchu. Na zewnątrz było ciemno, widział jednak ogród, który oświetlały latarnie. Nie podziwiał widoku. Skupiony był na sygnale oczekiwania i mało interesowało go w tej chwili piękno przyrody. Wiedział za to, że jego przyjaciel na pewno nie spał o tej porze i że nie było mowy o tym, by go obudził.
– Halo? John?
W końcu usłyszał znajomy głos po przeciwnej stronie. Brzmiał trochę inaczej niż zwykle, jak gdyby mężczyzna był z jakiegoś powodu bardzo zadowolony. John stwierdził jednak, że to nic takiego. Nie zawracał sobie tym głowy. Przywitał się i szybko przeszedł do rzeczy.
– Hisato, czy Rinko dzwoniła do ciebie?
– Nie. Nie dzwoniła – odparł krótko, po czym zaraz dodał wesoło - I całe szczęście. Mam już dosyć tej baby. Ciągle zawraca mi głowę jakimiś bzdurami.
John wiedział, że to żart, bo w końcu obaj oczekiwali wiadomości od niej. Poza tym, Hisato raczej nie miał nic przeciwko swojej znajomej.
– I nie kontaktowała się z tobą jeszcze?
– Nie, John. Jest jeszcze za wcześnie – powiedział tym razem poważniej. – Musimy poczekać, w końcu mówimy tutaj o nie byle kim, a o Andavelu. To zajmie sporo czasu, zanim uda jej się czegokolwiek dowiedzieć. Facet na pewno świetnie ukrywa wszystkie swoje tajemnice, w przeciwnym razie sami byśmy do nich dotarli.
– No tak, masz rację – zamyślił się na chwilę. W oddali dostrzegł błysk latarki i zarys sylwetki. To jeden z ochroniarzy przechadzał się wzdłuż ogrodzenia. – A tak poza tym, wszystko w porządku? Nic się dzisiaj nie działo? Żadnych niespodzianek?
– Nie – zaprzeczył. – Dziś było spokojnie. Jak nigdy.
– Hisato, a może zdradzisz mi, skąd u takiego gbura, jak ty, taki świetny humor?
Po drugiej stronie usłyszał śmiech przyjaciela. Nie trwało to długo, bo tamten zaraz odezwał się.
– To nic takiego. Widzisz, nawet ktoś taki, jak ja, ma czasem lepszy dzień. I spory zapas alkoholu w barku – dodał jeszcze.
– W porządku. Tylko nie przesadź, bo jutro będziesz mi potrzebny. A pewnie nie będzie mi się chciało wozić twoich zwłok po całym mieście.
– Bardzo śmieszne, mój przyjacielu. Zapewniam cię, że nic takiego nie będzie miało miejsca. A teraz wybacz, wracam do swojego kieliszka.
– Jak tam chcesz, Do jutra!
Pożegnali się, ale coś nie dawało Johnowi spokoju. Nie, żeby bronił Hisato mieć lepszy humor i cieszyć się życiem, zwłaszcza wtedy, kiedy sam był w świetnym nastroju. Po prostu jakieś złe przeczucia chodziły mu po głowie.
„Może nie był sam?” pomyślał w końcu i rozluźnił się. „Pewnie dlatego było mu tak wesoło. Tak, na pewno o to chodziło. Ciekawe tylko, czy to ktoś jednorazowy, czy może Hisato sobie kogoś znalazł?”. Od dawna mu tego życzył, więc ucieszyłby się, gdyby tak się stało.
Takie wytłumaczenie jak najbardziej mu wystarczało, dlatego postanowił dłużej o tym nie myśleć. W końcu, dlaczego miałby się tym przejmować? Hisato był jego przyjacielem od bardzo dawna. Ufał mu, jak nikomu innemu. Nawet bardziej niż sobie. 

-----------------------------------------------------------------------------
Tak jak była mowa. Rozdział jest krótszy, ale pojawił się szybciej :)

Jak wiecie, zachorowałam i to dosyć ciężko, dlatego nie pojawił się na czas (a było tak blisko, bo w środę był już prawie gotowy). Już czuję się lepiej, chociaż wciąż jestem słaba i muszę przestrzegać diety  :( (oczywiście teraz tak strasznie mam ochotę na pizzę i innych rzeczy, których mi nie wolno).

Muszę tutaj podziękować Lex, za przekazanie informacji o tym, co się działo. Jesteś wspaniała! :)

W 25 chyba powrócimy do wątku Rena i Yukio. Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko. Oczywiście, Aki i John także się pojawią. :)
To tyle zapowiedzi :P

EDIT: Rozdział zbetowany przez Lex. Dzięki jak zawsze! :)

17 komentarzy:

  1. Aww :) rodział
    Ciesze się ze jest lepiej Tenshi <3333
    ehhh choroby są wkurząjące
    Biedny Akuś.. :( tuklammmm
    ciekawe ciekawe czy kiedyś jeszcze spotka Ryote.. moze na jakims Balu albo moze to bedzie nowy niewolnik Mority
    och John lubimy relaxiki .. ja tez lubie hahaha <33
    aww jakie to było zabawne
    pasja Akiego.
    poprawiłaś mi Tenshi humor <33
    yeyy niedługo juz kolejny <3333
    aw ten Hisatek
    John dobrze myślisz. coś jest nie tak...
    zycze weny i zdrowiaa <3333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3
      Tak, choroby są straszne. Człowiek się dobrze czuje, a tu z dnia na dzień gorączka i wszystko się sypie.
      Zobaczymy jeszcze co z tym Ryotą. Może kiedyś chłopki się spotkają :)
      Bardzo się cieszę, że udało mi się poprawić Ci humor :) Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Aki i Ryota... shipowałabym ^^ Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkają.
    Taka fajna scena ze wspomnieniami z licytacji! Tak, wiem, że smutna, ale świetna :)
    Aki, spokojnie! Hisato nie zrobi ci krzywdy! W ogóle Aki jest taki mrau i miau i cukier ♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i oczywiście życzę Ci bardzo dużo weny, i żebyś zjadła dużą pizzę twojego ulubionego rodzaju i inne smaczne jedzonka, których na razie nie możesz! ♥

      Usuń
    2. aaa.... pomyliłam Johna z Hisato... wstyd xD

      Usuń
    3. Nic się nie stało. Zdarza się nawet najlepszym :D
      (mnie też często się chrzanią te wszystkie imiona)
      Aki to słodziak. I niech wszyscy mówią co chcą, to się nie zmieni xD
      Dziękuję za życzenia! :) Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Rozdział nawet bardzo ciekawy :D Lepiej, byś odpoczywała. Scena z Ryotą była bardzo smutna - może obaj się oszukiwali, że się kiedyś spotkają...
    Aki musiał być cały w skowronkach resztę dnia :D Ja na miejscu Johna zaczęłabym już coś podejrzewać - i przyjaciele potrafią nas nieraz wykiwać. Sama ta relacja Aki-John jest bardzo fajnie przedstawiona, podoba mi się :D Chociaż dialog Hisato i Johna wyszedł nieco...nieco dziwnie i jakby zepsuł całość :( Ale poza tym nie mam zastrzeżeń! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może tak, ale może kiedyś jeszcze faktycznie będzie im dane się spotkać. Choćby na krótko :)
      Pewnie tak, w końcu o to mu od dawna chodziło xD
      Z tym Johnem to nie taka prosta sprawa. Może gdyby to była rozmowa na żywo, zacząłby coś podejrzewać. Przez telefon nie zawsze można wszystko wyczuć :)
      Jest mi niezmiernie miło, że Ci się podoba. Ta relacja jest w końcu najważniejsza :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. uwielbiam Ryotę! <3
    bardzo fajna, uczuciowa scenka, choć fakt, że smutna :)
    to, że Ryota miał już właściciela, było dla mnie chyba największym zaskoczeniem

    nie spodziewałam się takiego rozwoju wydarzeń między Johnem a Akim :D w ogóle nie spodziewałam się takiej odwagi po Johnie

    czyżby John zauważał, że z Hisato coś się dzieje? tylko dlaczego tak łatwo odpuścił :/

    mnie tam zawsze mało więc się nie przejmuj, jak marudzę, że krótkie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłam :D
      Skoro się wydało, to nie mogę już kręcić. Ryota miał właściciela jeszcze przed Akumą. To prawda. :D
      Oj no, dlaczego? John nie jest aż tak wielkim tchórzem :)
      Jak na razie jeszcze nie zauważył. A nawet jeśli, to niczego nie podejrzewa. W końcu to jego przyjaciel i ufa mu. Taka rozmowa z, być może, pijanym Hisato tak od razu nie sprawi, że nabierze podejrzeń :) W końcu słyszał tylko, że Hisato się z czegoś cieszył. To niekoniecznie musi być czymś złym, nawet u niego xD
      Ok, nie będę się w takim razie przejmować.
      Nie przejmuję się.
      Nie :P

      Usuń
  5. Dzięki za rozdział. Bardzo fajny, aż mi się buzia uśmiechnęła. Nie mogę się doczekać co ten Hisato kombinuje. Tylko nie skrzywdź Johna za bardzo! Bardzo mi się podobało, w sam raz do przeczytania na udane zakończenie dnia :D życzę zdrówka, obyś po tej zakończonej głodówce dostała podwójną dawkę energii :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :) Na szczęście moja głodówka się już zakończyła. To dobrze, bo już patrzeć nie mogłam na kleiki i inne paskudne rzeczy xD
      Postaram się nie skrzywdzić Johna aż tak bardzo. No, ale nie wiadomo jeszcze, co ten Hisato planuje :P

      Usuń
  6. Świetny czekam na jeszcze więcej 😍

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudo.! Nie wiem czemu, ale mam dziwne wrażenie, że Hisato coś kombinuje... Pozostaje czekać i się dowiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :D
      Hisato to sprytny człowiek i na pewno bardzo inteligentny. Zobaczymy, co tam sobie umyślił :D

      Usuń
  8. Hej,
    świetne, może jeszcze kiedyś Aki spotka Ryote, na jakimś balu czy w inmym miejscu... ale w pewien sposób to chciałabym, że jeśli już John aby go kupił, ale też chciałbym aby Aki miał większe prawa, zastanawia mnie czy niewolnicy mogą być wtedy obok pana na licytacji, Hisako mnie niepokoi, ciekawe co innego miał na myśli...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń