Rozdział 23

Niewolnicze déjà vu


Milczał osłupiały, wlepiając zdziwiony wzrok w Takumiego. Jak na razie kompletnie nie wiedział, co tamten chłopak miał na myśli. Bardziej skłonny byłby przyznać, że się przesłyszał lub że tamten sobie z niego żartował. Takumi lubił robić sobie z niego równie nieśmieszne żarty w przeszłości. Może stare nawyki powróciły? Choć, patrząc na niego, nie wydawało się, że miałby na to siłę. Był poważny. Może więc chorował? Akiemu przeszło nagle przez myśl, że tamten pewnie majaczył. Bredził w gorączce. To najrozsądniejsze wytłumaczenie. Inne, jakie przychodziło Akiemu na myśl, to to, że jego pan zbyt mocno uderzył niewolnika w głowę i coś mu się pomieszało. 
– On zniknął – zaczął chłopak znowu, a Aki nie miał pojęcia o czym, lub raczej o kim, tamten gadał.
– Nie ma go od kilku dni, a jego rzeczy zniknęły. Nie ma ich już. Pan nawet o nim nie wspomina, nawet słowem. Nie wiem, co się stało, ale się domyślam. 
– O czym ty mówisz? – odważył się zapytać, wcześniej rozglądając się wokół i sprawdzając, czy pan ani nikt, przez kogo mógłby mieć kłopoty, nie nadchodził lub ich nie podsłuchiwał. Bał się, że samo to, że rozmawiał z Takumim, mogło narobić mu poważnych problemów. 
– Subaru. Nie ma go – oznajmił, po czym spojrzał na Akiego smutno. – Wydaje mi się, że pan się go pozbył. Rozumiesz, co mam na myśli? Pozbył się go już na dobre. Pewnie dlatego, że mu się znudził. Słyszałem, że wcześniej już to robił. Subaru opowiadał mi o niewolniku, którego miał przede mną. Tamten też pewnego dnia zniknął bez śladu.
– Takumi, o co ci chodzi? – Aki chyba już zaczynał rozumieć, do czego tamten zmierzał. Na pewno nie wydawało mu się, że chciał po prostu podzielić się swoim smutkiem z powodu odejścia innego niewolnika. To by było bez sensu i nie w stylu chłopaka. Akiemu bardzo nie podobało się także to, czego, jak się domyślał, od niego oczekiwał. Ale wciąż łudził się, że Takumi oszczędzi mu zmartwień i się wreszcie zamknie. 
– Będę następny, wiem to. I to szybciej… – nagle zamilkł i wziął głęboki oddech, zamykając przy tym na chwilę oczy. Wciąż opierał się na oparciu fotela i wyglądał, jakby zaraz miał się osunąć na podłogę. – To stanie się już niedługo. Pan chyba mną też się już znudził. Ostatnio jest jakiś inny… nerwowy. Pomóż mi, proszę.
– Niby jak? Przecież wiesz, że nic nie mogę. Nawet gdybym chciał – „Ale nie chcę” dodał w myślach.
Nie potrzebował wiele czasu do namysłu, by wiedzieć, jaką dać mu odpowiedź. Po opowieści Takumiego zrozumiał już, że tamten obawiał się o własne życie i oczekiwał od niego pomocy. Chłopak nie miał pojęcia, na czym miałaby ona polegać, wiedział za to, że kompletnie nie chciałby się w to mieszać. Był tylko niewolnikiem, jak więc miałby uchronić go przed jego losem? Nie mógł nic zrobić. Nic, co nie wiązałoby się z narażaniem na, być może, jeszcze gorszy los niż Takumiego. To byłoby samobójstwo. Ostatnio zrobił postępy, jeśli chodziło o stosunki z panem. Nie miał zamiaru narażać tego wszystkiego, na co tak ciężko zapracował i czemu poświęcił tyle nerwów dla kogoś, kogo, mówiąc krótko, nienawidził. 
– Wiem, co sobie myślisz – odezwał się nagle. – Że taki skurwiel jak ja, który uprzykrzał ci życie, robiąc z piekła jeszcze coś gorszego, teraz prosi o łaskę.
„Jakbyś zgadł” pomyślał. „Wyjąłeś mi to z ust”.
Usłyszeli kroki na schodach i coraz wyraźniejsze głosy, z których z sekundy na sekundę dało się wychwycić coraz więcej szczegółów pijackiej paplaniny. Stało się jasne, że ich właściciele zbliżali się i że czas na rozmowę szybko dobiegał końca. Poza tym, nietrudno było się domyślić, że tam, na górze, mężczyźni nie oszczędzali ani siebie, ani whisky. 
Aki natomiast cieszył się, że nie będzie musiał dłużej myśleć nad tym, jak nie dać się wplątać w samobójcze pomysły Takumiego. 
– Nic nie mogę zrobić – szepnął jeszcze, by tamten nie miał wątpliwości, co do jego odpowiedzi. Nie robił mu nadziei. Ale Takumi nie wydawał się tym zraniony. 
Nie poczuł satysfakcji, kiedy odmówił, mimo że po wszystkim, czego musiał doświadczać przez Takumiego, pewnie od wielu uzyskałby na to przyzwolenie. Równocześnie nie czuł także współczucia. Nie było mu go ani trochę żal.



Pan dużo wypił. Nie liczył, ile, ale zdawało się, że sporo. Aki nie wiedział, czy już mógł powiedzieć o nim, że był pijany, czy też nie. Patrząc na niego, ciężko było to określić z całą pewnością. Wiedział natomiast, że powinien uważać. Już zrozumiał, że pan pod wpływem alkoholu stawał się nieprzewidywalny i że każdy jego krok musiał być wtedy przemyślany jeszcze dokładniej, niż w zwyczajnych warunkach. Pan i alkohol mogły stanowić wybuchową mieszankę, więc chłopakowi już gdzieś w głowie migała czerwona lampka ostrzegająca, by miał się na baczności.
Takumi, zgodnie z wolą swojego właściciela, został w środku, kiedy Aki podążył za panem na zewnątrz posiadłości. Piękny ogród rozciągał się przed nimi, ale tym razem Aki nie potrafił skupić się, by docenić jego wspaniałość. Nie poświęcił ani chwili, by podziwiać równo skoszoną trawę i bajeczne klomby kolorowych kwiatów. Coś innego zajmowało jego uwagę. Mężczyźni pożegnali się, wspominając o kolejnym spotkaniu, co chłopak zaznaczył w myślach. Był ciekaw, czy jemu też przyjdzie w nim uczestniczyć. Bardzo chciał nie dostąpić tego zaszczytu.
Wsiedli do auta, a chłopak liczył już tylko na to, że zawiezie ich ono prosto do rezydencji pana. Aki znowu znajdował się na tylnym siedzeniu wraz ze swoim właścicielem. Pan jeszcze zanim ruszyli, polecił mu, by usiadł blisko niego. Chłopak oczywiście tak zrobił, a kiedy przysunął się do mężczyzny, ten przygarnął go do siebie. Uwięziony w jego uścisku przez całą drogę cieszył się, że pan nie chciał go pocałować. Wystarczyło tylko, że sporo mówił, a Aki czuł nieprzyjemny zapach alkoholu w jego oddechu. 
Dotarli na miejsce po dosyć długiej przejażdżce. Aki nieco odetchnął w duchu niedługo po tym, jak ruszyli, bo zorientował się, że już nigdzie nie zamierzali dzisiaj jechać. To był ich ostatni przystanek. Pan kazał zawieźć się do domu, a chłopak nie sądził, by gdziekolwiek się jeszcze wybierał. A nawet jeśli, to miał nadzieję, że bez niego. 
Kiedy samochód przekraczał wysoką bramę i wjeżdżał na posesję, Aki przez przyciemniane szyby zobaczył dwójkę ochroniarzy. Wcześniej, gdy jechali do Mority, chłopak także zwrócił na nich uwagę. To byli ci sami mężczyźni. Najwyraźniej to oni pilnowali wejścia na teren pana. Chłopak ciekaw był, jak wielu, oprócz nich, chroniło to miejsce. Był prawie pewien, że na nich się nie kończyło i że to miejsce było doskonale strzeżone. 
Zatrzymali się przed wejściem do rezydencji. Pan jako pierwszy otworzył drzwi i wysiadł z samochodu. Aki nawet nie zdążył zauważyć kiedy pan stracił równowagę. Musiał zamyślić się na moment lub wyłączyć, bo zdał sobie sprawę, co się działo, w chwili, kiedy pan już podtrzymywał się drzwi. Wszystko skończyło się więc dobrze, lecz było oczywistą oznaką tego, w jakim stanie pan się znajdował. „A może dopiero teraz whisky zaczęło działać?” pomyślał.
– Wszystko w porządku, szefie? Może pomóc? – zapytał jeden z ochroniarzy siedzący z przodu, który bez przeszkód zdążył wysiąść już z auta i patrzył na swojego pracodawcę z lekkim powątpiewaniem. Pewnie wiedział, że jego szef nie zwróci na to uwagi, a nawet jeśli, to ujdzie mu to płazem. 
– Nie trzeba, nie trzeba… poradzę sobie – odparł mężczyzna i, jak na zawołanie, przybrał pionową postawę. – Wysiadaj, Aki – rozkazał. – A wy już możecie jechać – zwrócił się do swoich pracowników, którzy niedługo potem odjechali w stronę garażu. 
Chłopak, gdy tylko usłyszał polecenie, wyskoczył szybko z samochodu i dogonił pana. Nie musiał się wysilać, bo jego właściciel zrobił zaledwie kilka kroków. Szedł prosto i pewnie, a Aki zaczął się zastanawiać, czy dobrze go osądził. Patrząc na niego od tyłu, nie dało się poznać, że pan nie był do końca trzeźwy. Przeszło mu przez myśl, że pan mógł wkładać sporo wysiłku w to, by zachować pozory. Tylko po co? Bo raczej nie chodziło o niego, zwykłego, szarego niewolnika. 
Kiedy weszli do rezydencji, poczuł, jak się rozluźnia. Znajomy widok sprawiał, że czuł się lepiej. Z jakiegoś powodu cieszył się, że znowu był tutaj. Przywykł do tego miejsca i, choć wiedział, że nie może być tu bezpieczny, że jego najgorsze koszmary mogą dosięgnąć go także (a może zwłaszcza) w tym domu, wolał pozostawać w miejscu, które choć trochę już poznał. Wolał to, niż wychodzenie z panem, bo wtedy nigdy nie wiedział, czego może się spodziewać. 
– Aki – usłyszał pana i, choć szedł tuż za nim, zbliżył się jeszcze. Zrównał się z panem, a ten podparł się na nim ramieniem. Chłopak zorientował się, że coś musiało być na rzeczy. Chyba pan sam zdał sobie sprawę, że najwyższa pora przestać bezgranicznie ufać własnemu ciału.
Jak się szybko okazało, była to rozsądna decyzja, bo w pewnym momencie, gdy wchodzili po schodach, a pan przenosił stopę na kolejny stopień, mężczyzna zachwiał się. Już po raz drugi tego dnia. Gdyby nie to, że wsparł się na swoim niewolniku, pewnie nie utrzymałby równowagi i runął w dół. A wiadomo, taki upadek mógłby się zakończyć groźnie. Jeśli miałby mniej szczęścia – nawet tragicznie. 
Ale i tym razem pan nie ucierpiał i uniknął wizyty w szpitalu. Wkrótce bezpiecznie, bez żadnych przeszkód i dalszych niespodzianek, dotarli do sypialni. Tam pan puścił Akiego i sam powlókł się do łóżka. Położył się na nim, a może tylko sam tak sądził, bo bardziej wyglądało to, jakby rzucił się na nie. Chłopaka trochę to nawet rozbawiło, lecz wrażenia wolał zatrzymać dla siebie. Zastanawiał się tylko, co teraz z nim będzie i czy pan nie zaśnie, nim zdąży powiedzieć mu, co ma robić. To byłby kłopot, bo trochę nie podobała mu się wizja tego, że musiałby czekać na to, aż jego właściciel obudziłby się. To mogło potrwać. Choć z drugiej strony, czy byłoby to aż takie złe.
Pan jednak nie miał zamiaru zasypiać tak szybko. Widocznie wciąż miał dosyć siły. Podciągnął się na łóżku, by ułożyć głowę na miękkiej poduszce. Wciąż miał otwarte oczy, Aki doskonale to widział. Mężczyzna wyciągnął jeszcze telefon z kieszeni i położył go na szafce nocnej. „Że też o tym pamiętał” pomyślał chłopak. Pan potem jakby przypomniał sobie o niewolniku, bo spojrzał na niego.
– Co tak stoisz, chodź tutaj – zwrócił się do chłopaka, na co ten ostrożnie podszedł do łóżka. Pan milczał chwilę, wpatrując się w niego, a Aki próbował odgadnąć, o czym myślał. Czuł, że to coś związanego z nim i przychodziło mu do głowy nawet parę pomysłów, ale wolałby, by to nie o nie chodziło. Nie tym razem. 
Zobaczył, jak pan uniósł rękę w niezrozumiałym geście, ale zaraz cofnął ją i uśmiechnął się. 
– Jestem zmęczony – oznajmił, po czym nagle wydał mu polecenie, które nieco zbiło chłopaka z tropu – Rozbierz mnie.
Niby był to całkiem normalny rozkaz, ale Aki od razu zaczął myśleć o tym, co on mógł oznaczać. Najbardziej denerwował się tym, co mogło stać się później. Pomimo swojego postanowienia i całego planu, jaki sobie ułożył, bardzo nie chciał, żeby musiał stosować się do niego akurat wtedy. Pan był pijany i Aki bał się tego, do czego mógł być zdolny. Przez głowę nie przechodziło mu, że w razie czego mógłby zaprotestować lub wyrazić niechęć, ale miał nadzieję, że uda mu się tego uniknąć. W końcu pan tak długo to odwlekał. „Nie mógłby poczekać jeszcze trochę? Chociaż do czasu aż wytrzeźwieje?” myślał z nadzieją. 
Denerwował się, ale na razie miał zadanie do wykonania i to na nim się skupił. Pochylił się więc nad panem i na początek zaczął rozwiązywać mu sznurówki butów. Nie wiedział, od czego zacząć, ale to wydało mu się z jakiegoś powodu najważniejsze. 
Zerkając kątem oka, zauważył, że pan cały czas go obserwował. Czyżby już szykował jakieś nowe polecenie?
Ściągnął oba buty i ułożył równo koło łóżka. Nie miał pewności gdzie powinien je postawić. A może należało odnieść je do garderoby? Teraz, a może później? Pan nie mówił nic, co sprawiało, że czuł się niepewnie. Już chyba wolałby, żeby odezwał się, nawet skarcił go za cokolwiek. Choćby za to, że się ociąga. Jak na razie milczał, pozostawiając Akigo z mętlikiem w głowie. W końcu pan raczej nie kazał mu robić takich rzeczy. Nie licząc ich pierwszego spotkania.
Aki zsunął panu skarpetki ze stóp, co, jak do tej pory, było najłatwiejszą czynnością. Ułożył je na podłodze, obok butów. Potem spojrzał na pana, który uśmiechał się do niego.
– Koszula – powiedział tamten. – Teraz koszula.
– Tak panie. 
Chłopak podszedł bliżej i znowu pochylił się nad swoim panem. Ten leżał teraz z rękami pod głową. Powoli i delikatnie, starając się nie okazywać zdenerwowania, zaczął rozpinać guziki białej koszuli. Pan nie pośpieszał go, lecz mimo tego Aki czuł się dziwnie. Coś go niepokoiło i nie wiedział, czy chodziło wyłącznie o to, że pijany pan obdarzał go zagadkowym spojrzeniem. 
Gdy dotarł do ostatniego guzika, nie potrafił odegnać od siebie natrętnych myśli. „Pan naprawdę jest przystojny” mówiły one, a także „To mój pan. Mój pan...”. Aki niejednokrotnie dziękował losowi za to, że trafił akurat na takiego właściciela, ale tym razem znowu sobie o tym przypomniał. Lecz, czy faktycznie było za co dziękować? Chłopak akurat w tej kwestii nie miał żadnych wątpliwości. Pan naprawdę mu się podobał, choć z całych sił starał się nie przyznawać do tego przed sobą. Nie wypadało. Wiedział, że nie powinien i powtarzał to sobie. Mimo wszystko, to ciągle wracało. Nawet jeśli, oprócz tego, czasem tak mocno się go lękał. 
– Wystarczy – powiedział, wyrywając chłopaka z zamyślenia, po czym ziewnął. Aki spojrzał na pana pytająco, jakby nie rozumiał, co ten do niego mówił. Po co było to wszystko, jeśli teraz mu przerwał? Nie zamierzał się jednak nad tym głowić. Nie było sensu zastanawiać się nad decyzją swojego właściciela, dlatego szybko po prostu ją zaakceptował. Nawet jeśli w pewien sposób wydawała mu się nielogiczna. 
Pan sam, z małym wysiłkiem, pozbył się koszuli i, nie przejmując się dłużej jej losem, rzucił ją niedbale na podłogę obok łóżka. Gorzej poszło mu ze spodniami, przy zdejmowaniu których chłopak musiał mu jednak odrobinę pomóc. Dzięki niewolnikowi czynność ta poszła o wiele sprawniej. 
– Ty też powinieneś się rozebrać – stwierdził po wszystkim. – Chyba nie będziesz spać w ubraniach?
– Oczywiście, że nie, panie – odparł. – A czy ja… mam spać dziś z tobą?
– A jak myślisz? – nie czekając na odpowiedź, dodał: - Tak. Pośpiesz się i nie każ mi czekać. Chyba po to tu jesteś?
„Oczywiście, panie” odparł w myślach. „Po to właśnie tutaj jestem”.
Aki zastanawiał się jeszcze nad tym, by nie zapytać pana o to, czy powinien pozbierać jego rzeczy z podłogi i odłożyć je choćby do garderoby, ale porzucił ten pomysł. Gdyby taka była jego wola, pewnie powiedziałby mu o tym. Dlatego też, już nie zastanawiając się niepotrzebnie, zdjął z siebie ubranie, zwinął je byle jak i położył u nóg łóżka tak, by w razie czego nikomu nie przeszkadzało.
Zauważył, że pan odsunął się trochę bliżej środka, pozostawiając dla niego trochę miejsca. Aki przypuszczał, że pewnie tam każe mu się położyć. Upewnił się w tym, kiedy pan poklepał wolne miejsce obok siebie.
– Panie – odezwał się nagle, zdając sobie z czegoś sprawę. – A czy nie powinienem się umyć? Bo...
– Nie – przerwał mu, a zaraz potem dodał zniecierpliwiony i wyraźnie senny: – No, kładź się już, kotku. 
– Tak… panie.
Aki położył się, a pan zaraz przysunął się i przytulił go. Chłopak był lekko oszołomiony, lecz nie tym, co jego właściciel robił. Zapomniał nawet o swoich obawach dotyczących jego „łóżkowych” planów. Zupełnie zaskoczony i skołowany tym, jak pan go nazwał, przestał się tym przejmować. Przez jakiś czas nie zwracał też uwagi na to, co pan w tamtej chwili robił, ani na to, co on robić powinien. Może to i nic nie znaczyło, ale chłopakowi zrobiło się tak jakoś… miło. Nie do końca potrafił określić, co dokładnie czuł, ale miał ochotę się przez to uśmiechnąć, co też zrobił. 
Kiedy spojrzał na pana, niepewny jego reakcji, szybko rozluźnił się. Okazało się, że nie musiał się o to troszczyć. Pan już zdążył zasnąć, więc niczego nie zauważył. „To dobrze” pomyślał. „Tak jest lepiej”.



Papierosowy dym unosił się w powietrzu i, kawałek po kawałku, zajmował przestrzeń, niczym niepowstrzymany najeźdźca. Sprawiał, że jego zapachem nieubłaganie nasiąkało wszystko, co stanęło mu na drodze. 
Renowi nie przeszkadzało, że chłopak palił w jego mieszkaniu, chociaż on sam nie miał na to najmniejszej ochoty. Głowę zaprzątało mu wiele spraw, od których miał uwolnić się dzięki swojemu kochankowi. Niestety, na dłuższą metę nie przyniosło to pożądanego rezultatu. 
Leżeli na łóżku nadzy, z lekka już zmęczeni ich niegrzecznymi zabawami, które ciągnęły się od dłuższego czasu. Wyglądało na to, że ich dzisiejsze spotkanie powoli dobiegało już końca. 
Chłopak w pewnym momencie wstał i podniósł z podłogi leżącą tam kołdrę, która musiała wylądować tam przypadkiem, podczas ich igraszek. Kiedy wrócił do łóżka, nakrył się nią, cały czas nie przestając trzymać w ręku papierosa. Zaraz też znowu zaciągnął się nim, mając przy tym minę, jakby to była najlepsza rzecz, jaka mu się dzisiaj przytrafiła. 
Ren przyglądał mu się z mieszaniną zaciekawienia i frustracji. Izumi, bo tak miał chłopak na imię, był nastolatkiem w wieku Yukio. Tak, jak on miał blond włosy i niemal taką samą fryzurę. Podobny kształt twarzy oraz zbliżony wzrost także przypominały Renowi o tamtym chłopaku. Był również bardzo wesoły i pełen energii. Mężczyzna zauważył, że od czasu do czasu nawet uśmiechał się tak, jak jego partner w zbrodni. Miał za to jedną poważną wadę, której nie dało się w żaden sposób pominąć. Nie był Yukio. Czego by nie zrobił, jak bardzo by się nie starał, nie był nim i nie mógł tego zmienić. 
– Wyrzuć to już – powiedział ostro, ale Izumi zdążył wypalić papierosa prawie do końca i dopiero wtedy wrzucił peta do popielniczki stojącej na szafce nocnej. 
Zastanawiał się, jak to się stało, że znowu go tutaj zaprosił. Nie żałował, tego mógł być pewien. Za każdym razem, kiedy Izumi lądował w jego łóżku, stawało się to dla niego coraz większą zagadką.
Izumiego poznał kilka tygodni temu w pewnym klubie, do którego zaglądał, gdy poszukiwał nowych twarzy. On miał ochotę się zabawić, a chłopak wyglądał na bardzo zainteresowanego nim, lub jego pieniędzmi. Szybko okazało się, że zależało mu na jednym i drugim. Ren nie miał nic przeciwko temu, by mu zapłacić, nawet jeśli niebawem wydało się, że był jego pierwszym klientem. Pierwszym i, jak do tej pory, jedynym, bo, z jakiegoś powodu, Izumi wyznał mu, że po wizycie u niego, skończył z tym na dobre. Ren nie pytał o powody, tak samo, jak nie zapytał, czy za dzisiejszy wieczór z nim także będzie musiał zapłacić. Nie wierzył mu.
– Mogę zostać na noc? – zapytał chłopak, przewracając się na bok i uśmiechając się do mężczyzny promiennie. Wyglądało to, jakby naprawdę cieszył się z tego, że mógł być z nim tutaj, nawet jeśli był potrzebny mężczyźnie jedynie do wiadomych celów. – U ciebie jest fajniej. U mnie jest ciasno, brzydko i nie ma takiego wygodnego łóżka. Poza tym, sąsiedzi obok bez przerwy balują. Nie da się spać – dodał zaraz. 
– Nie możesz – odparł Ren krótko, nie zwracając uwagi na błagalny ton chłopaka. Nie miał zamiaru się litować. Poza tym, mało obchodziło go, co tamten myślał. Dla niego Izumi równie dobrze mógłby spać pod mostem i niewiele by sobie z tego robił. Tak przynajmniej sądził. 
– Prooooszę, chociaż dzisiaj – nie dawał za wygraną. – No weź, nie bądź taki. Myślałem, że ci się podobało!
– Zbieraj się już i wynoś się stąd. Zaczynasz mnie wkurwiać – powiedział ostro, kiedy Izumi przytulił się do niego, ale nie zrobił nic, by odepchnąć go od siebie. Przecież i tak zaraz miał wyjść. Nie pozwoliłby mu nocować u siebie. To nie hotel. 
– Wcześniej byłeś milszy – stwierdził Izumi z wyrzutem. Zaraz jednak uśmiechnął się i nie było widać, by czuł się urażony słowami mężczyzny. – Na pewno nie mogę zostać? – zapytał już nie skamląc jak jakiś mały psiak, wciąż jednak mając nadzieję, że mężczyzna zmieni zdanie. 
– Na pewno nie możesz – głos Rena tym razem nie zabrzmiał chłodno. Nie znaczyło to, że miał zamiar ustąpić. 
– A podwieziesz mnie chociaż? – chłopak próbował po raz ostatni. – Jest już ciemno i, no wiesz, tak niebezpiecznie. Może mi się coś stać. Ktoś, na przykład, może mnie napaść, albo porwać i zrobić mi krzywdę. Wiesz, co się teraz w tym mieście dzieje? Kiedyś było tu spokojnie. Podobno. Tak słyszałem. Ale przestało być. To pewnie musiało być wieki temu... A wiesz, że ostatnio w wiadomościach mówili, że jakaś dziewczyna została napadnięta i zgwałcona, tutaj w parku, niedaleko. A jak teraz trafi na mnie? Co wtedy zrobisz? 
– To ma mnie niby obchodzić?
– Ren! – zawołał. – Jesteś okrutny! Nie lubisz mnie? – uśmiech zniknął nagle z jego twarzy. Chłopak odsunął się od mężczyzny i usiadł na łóżku, patrząc się na niego smutno. Tym razem jego zachowanie wydawało się bardziej autentyczne. 
– Spadaj już – powiedział, ale zauważył, że chłopak nie miał zamiaru się ruszyć. Jego twarz wyrażała determinację. Poza tym, wyglądał, jakby miał się zaraz rozpłakać. To zawsze wkurzało go w tym chłopaku najbardziej. Ale był zbyt leniwy, by się tym zająć. A gdyby go teraz zabił, musiałby wstać i posprzątać… Myśl o tym zwyciężała z irytacją. – No dobra, lubię cię, ale spadaj już i daj mi spokój.
– Reeen! – Izumi rzucił się na niego, obejmując go mocno. Mężczyzna nie protestował. Chociaż denerwowało go zachowanie Izumiego, musiał zgodzić się z tym, że rzeczywiście trochę go polubił. Możliwe, że nawet bardziej niż innych, bo w przeciwieństwie do nich, z tym nastolatkiem spotkał się już kilka razy. Nie ufał sobie jednak na tyle, by z ręką na sercu przyznać, że nie było to spowodowane tym, że przed chwilą chłopak zrobił mu dobrze i że seks z nim naprawdę go zadowalał.
– Zadzwonisz jeszcze? Masz mój numer, prawda? Zadzwoń, dobrze? Od ciebie zawsze odbiorę. O każdej porze. To zadzwonisz, prawda? – Izumi zapytał jeszcze, kiedy już był ubrany i gotowy do wyjścia. 
– Tak, tak… – odpowiedział dla świętego spokoju. Teraz już miał pewność, że chłopak bez dwóch zdań wyobrażał sobie za wiele. Jak na razie, było mu to na rękę, ale z czasem mogło stać się uciążliwe. To jednak także nie było problemem. W końcu zawsze mógł się go pozbyć i uwolnić od niego, gdyby zaczął go za bardzo męczyć. Nie, tym nie musiał się na razie przejmować.
Kiedy został sam, mógł wreszcie bez przeszkód zastanowić się nad tym, co stanowiło prawdziwy problem. Yukio. Jeszcze nie wiedział dokładnie, co powinien zrobić, by zdobyć go. Chciał go mieć dla siebie najlepiej już, teraz, w tej chwili, ale musiał uważać. Yukio nie był naiwnym, bezbronnym Izumim, z którym mógł zrobić, co tylko mu się podobało i skończyć z nim, kiedy tak będzie wygodnie. Potrzebował jakiegoś dobrego planu, bo inaczej chłopak mógł spełnić swoje groźby. Ren nie miał wątpliwości, że byłby do tego zdolny. Zabiłby go bez wahania, gdyby go sprowokował. Wystarczająco napatrzył się na to, co potrafił, by nie być co do tego przekonanym. Ale to właśnie tak bardzo podniecało Rena. Niebezpieczeństwo, jakie wiązało się z jego pragnieniem, sprawiało, że pożądał Yukio jeszcze bardziej. Bardziej, niż czegokolwiek dotychczas.
Wciąż leżąc, odnalazł ręką komórkę, którą wcześniej włożył do szuflady szafki nocnej. Kilka razy stuknął w wyświetlacz i na ekranie ukazała mu się galeria po brzegi wypełniona zdjęciami. Wszystkie ukazywały tę samą osobę, ale tylko kilka z nich zrobionych było z ukrycia bez jej wiedzy.
- Yukio, mój Yukio… - szeptał do siebie, z uwielbieniem wpatrując się w twarz nastolatka.



Pędził najszybciej, jak potrafił, starając się z całych sił przed czymś uciec. Nie wiedział, przed czym. Nie oglądał się za siebie, bo był przekonany, że jeśli to zrobi, coś go dopadnie. Coś naprawdę strasznego, co tylko czekało na chwilę jego nieuwagi, by... Tak właściwie nie potrafił też powiedzieć, co mogło się stać. Ale sądził, że byłoby to coś, czego nie chciał doświadczyć na własnej skórze. Coś, czego wolałby nigdy nie poznać. Zło w czystej postaci. 
Gdy tak biegł, nagle zorientował się, że droga się skończyła. Przed nim znajdowała się przepaść, ale biegł zbyt szybko, by się zatrzymać. Nim zdążył zrobić cokolwiek, już zaczął spadać, a ciemność lepiła się do niego jak smoła i pochłaniała go całego. Coraz bardziej, i bardziej, i…
– Panie? – usłyszał, choć nie wiedział, czy głos dochodził jeszcze ze świata snu, czy już tego realnego. 
Obudził się nagle, czując, że coś nim wstrząsnęło. Nawet przed tym, jak otworzył oczy, już wtedy czuł, że bolała go głowa. Uczucie to nasiliło się, kiedy poraziło go jasne światło poranka. Wtedy już wiedział, że tym razem nie poszczęściło mu się i kac dopadł go w swoje sidła. 
Pamiętał wszystko z poprzedniego wieczora, nawet to, co kazał zrobić niewolnikowi i jak go to bawiło. Przynajmniej wtedy, bo, kiedy teraz o tym myślał, nie wydawało mu się to już takie śmieszne. „Pewnie przez głowę. Zaraz mi ją rozsadzi” myślał. 
Musiał odwołać spotkania, jakie zaplanowane miał na dzisiaj. Sekretarka, słysząc jego głos, kiedy zadzwonił, tym razem nie próbowała nawet przeciągać rozmowy. „I dobrze” pomyślał. Nie miał ochoty się z nią użerać, a dzisiaj nie próbował nawet być dla niej miły. Nie miał na to siły, poza tym, chodziło wyłącznie o te cholerne spotkania. Nie były one wyjątkowo ważne, więc nie miał sobie za złe, że go ominą. 
Odesłał chłopaka do jego pokoju, bo potrzebował ciszy i najzwyczajniej w świecie chciał zostać sam. Wspomógł się natomiast jedną z mikstur swojej służącej, choć miał niewielkie nadzieje na to, że mu pomoże. Warto było spróbować, ale czuł, że przyjdzie mu odcierpieć swoje. Mimo tego, nie żałował ani jednej wypitej kolejki. 
Po południu zaczął czuć się lepiej. Wszystko wskazywało na to, że nawet ta męka nie będzie trwała wiecznie. Nieprzyjemne pobolewanie głowy wciąż nie ustąpiło, ale było już do zniesienia. Do tego stopnia, że wstał z łóżka i zaczął żyć, a nie wegetować. 
Wziął prysznic, wiedząc, że koniecznie musiał się odświeżyć. To dodało mu energii. Potem założył wygodne ubrania i, kiedy wreszcie poczuł się orzeźwiony, zaczął myśleć o tym, co będzie robił przez resztę dnia. Nie sądził, by udało mu się zrobić dzisiaj cokolwiek produktywnego i już się z tym pogodził. Nie było sensu się zmuszać. Po chwili namysłu doszedł do wniosku, że powinien wypocząć, by następnego dnia załatwić wszystkie sprawy odłożone na później.


Wyszedł z sypialni na korytarz z zamiarem udania się do pokoju niewolnika. Już chciał ruszyć we właściwym kierunku, kiedy to zobaczył służącą, właśnie zamykającą drzwi gabinetu. „Złota kobieta!” pomyślał w tamtej chwili, jako że swoje lepsze samopoczucie przypisywał jej niezastąpionej miksturze. Niestety nie zawsze miał o niej tak dobre zdanie.
Kobieta również go dostrzegła. 
– Przyszła poczta. Położyłam wszystko tam, gdzie zwykle, na biurku – poinformowała go, gdy już zrobiła mu małe przesłuchanie na temat tego, czy czuł się lepiej. Kiedy dowiedziała się już wszystkiego, odeszła, wracając do swoich obowiązków.
Coś go tknęło, by najpierw zajrzeć do gabinetu i sprawdzić, czy wśród zapewne wielu zwyczajnych listów, nie znajduje się nic ciekawego. Nie wiedział, skąd wzięło się to przeczucie, ale stwierdził, że powinien to sprawdzić. Nie miał powodów, by nie ufać własnemu instynktowi. Tak też zrobił, a kiedy szedł do gabinetu, powtarzał sobie, że to zajmie tylko chwilę, a zaraz potem będzie mógł już w spokoju wrócić do swoich pierwotnych planów. W końcu niewolnik nigdzie nie ucieknie. 
W gabinecie od razu namierzył stos korespondencji. Leżał dokładnie tam, gdzie miała zostawić go służąca i nie miał żadnych problemów, by ją znaleźć. John usiadł więc w fotelu za biurkiem i zaczął przeglądać kolejne koperty. Sporo z nich, nawet nie otwierając, odrzucał po kolei na biurko, spodziewając się, co pewnie zastałby w środku. Nic interesującego. Do niektórych jednak zaglądał, a upewniwszy się, że ich zawartość nie była niczym szczególnym, robił z nimi to, co z resztą. Kiedy zostało już tylko kilka listów, myślał, że tym razem się pomylił. Aż do momentu, gdy w jego ręce trafiła jedna z kopert. To była jedna z tych, która nie wyglądała na żadną reklamę ani zawiadomienie. Otworzył więc ją, wyjął ze środka jej zawartość i przebiegł wzrokiem po treści zapisanej ozdobną czcionką. Uśmiechnął się pod nosem zdając sobie sprawę z tego, czym był ten list. 
– Bal charytatywny – prychnął. – Już ja wiem, co ty tam za bale sobie urządzasz, stary zboczeńcu.
List ten był w istocie zaproszeniem na wydarzenie o szczytnym celu, jednak miejsce, w którym miał się odbyć, mówiło samo za siebie. Hotel Andavel. To już podsunęło mu pewne podejrzenia. A kiedy przypomniał sobie, że Morita wspominał mu coś o mającej się odbyć niedługo licytacji, nie miał żadnych wątpliwości. Był pewien, że i tym razem bal ten był jedynie przykrywką dla większego przedsięwzięcia. 
Myśląc o Andavelu, od razu przyszła mu do głowy Rinko. „Co też ta kobieta robi?” myślał. Zastanawiał się, czy udało jej się już czegoś dowiedzieć. Jak na razie, Hisato nie wspominał o tym, by się z nim kontaktowała. Był ciekaw, czy może jednak do Hisato dotarły jakieś wieści. Może Rinko usłyszała co nieco o tym balu? John zdecydował, że później musi zadzwonić do swojego przyjaciela i zapytać go, czy w sprawie Andavela poczynili jakieś postępy. 
Przejrzał resztę korespondencji, ale nie znalazł już niczego godnego uwagi. Mimo tego, był zadowolony, bo jego przeczucie potwierdziło się. Jeszcze nie wiedział, jak postąpi. Czuł pewną pokusę by skorzystać z zaproszenia Andavela i przekonać się, czy kolejna licytacja wyglądałaby tak samo, jak pierwsza, w której wziął udział. Ale musiał się jeszcze dłużej nad tym zastanowić, by nie podejmować decyzji pochopnie. Teraz, kiedy skończył przeglądać pocztę, zamierzał wrócić do swoich wcześniejszych planów. A zapowiadały się one nad wyraz dobrze.



Pan wyraźnie odczuwał skutki wczorajszego picia, więc Aki nie zdziwił się, kiedy ten ze skwaszoną miną odprowadził go do pokoju. Wiedział, że chciał odpocząć i byłby dla niego zbędny, poza tym, to zmniejszało szanse na to, że mu podpadnie. Wyobrażał sobie, że w takim stanie pan mógł być bardziej drażliwy, niż zwykle, choć tym razem nic na to nie wskazywało. Odkąd się obudził, może i wyglądał na zmęczonego i trochę cierpiącego, ale nie był dla niego zły. Tak naprawdę, nie odzywał się prawie wcale. Nie robił też nic, czym chłopak mógłby się przejmować.
Dlatego nie przejmował się. Był spokojny, a kiedy pan zamknął go w pokoju, położył się na łóżku i włączył sobie film. Udało mu się nawet trochę odprężyć i chyba pierwszy raz od dłuższego czasu nie rozmyślał o swojej przyszłości i marnym losie. Film go wciągnął i na ponad półtorej godziny zapomniał o całym świecie, skupiając się tylko na tym, co widział na ekranie. Nie był to film, który podarował mu pan. Tych jeszcze nie obejrzał, sam nie wiedział, dlaczego. Za to ten, na jaki trafił przypadkiem, pochłonął go bez reszty. Nic więc dziwnego, że kiedy pojawiły się napisy końcowe, żałował trochę, że nie było dalszego ciągu. Cieszył się natomiast z happy endu, nawet jeśli był do przewidzenia, bo nie wyobrażał sobie innego zakończenia. 
Gdy wstał, rozprostował kości i podszedł do odtwarzacza, by wyjąć płytę. Na jego twarzy wciąż widniał uśmiech. Nie wysilał się, by go ukryć. Tym razem nie czuł takiej potrzeby. 
„Szczęśliwe zakończenie” przyszło mu do głowy, kiedy otworzył opakowanie płyty i umieścił ją na właściwym miejscu. Zaraz potem odłożył ją na półkę. „Ciekawe, jakie będzie moje zakończenie?” myślał dalej „Ciekawe, czy nastąpi szybko?”. Mimo niezbyt optymistycznych odpowiedzi, jakie odnajdował, nie stracił humoru, a uśmiech nie zniknął z jego twarzy. Przypuszczał, że pewnie miał dobry dzień. Może takie zdarzają się nawet niewolnikom?
Usiadł przy biurku, na którym leżało kilka książek ułożonych jedna na drugiej i tworzących niewielki stos. Nie przeczytał ich, jeszcze nie zdążył nawet zacząć. Oparł się łokciami o blat i popatrzył przez okno, którego nie dało się otworzyć. To nie miało znaczenia. Ważne, że dało się przez nie wyjrzeć na zewnątrz. No i nie było w nim krat, więc nie musiał za każdym razem, gdy na nie spojrzy, przypominać sobie, że był w więzieniu. 
Tego dnia słońce świeciło już od rana i tylko co jakiś czas zasłaniały je niewielkie obłoczki. Mimo tego, wydało się, że na zewnątrz nie panował upał. Ale Aki skryty w pokoju, nie mógł wiedzieć tego na pewno. Mógł to jedynie przypuszczać, spoglądając na ogrodnika koszącego trawę, który tym razem wydawał się mniej zmęczony i spocony, niż zwykle. Aki obserwował go czasami i wiedział, że tak zadbany ogród, to jego zasługa. 
Z okna miał doskonały widok na ogród pana, a przynajmniej na sporą jego część. Najbliżej znajdowały się krzewy drobniutkich kwiatów, białych i jasnofioletowych, których nazwy Aki nie znał. Nie przeszkadzało mu to wcale i nie zawracał sobie tym głowy, wpatrując się w nie w zamyśleniu. Gdzieś pośród nich ustawiona była drewniana ławka, a chłopak myślał sobie, że miło byłoby posiedzieć na niej i powygrzewać się w słońcu. Dalej znajdowało się kilka drzew z ciemnozielonymi liśćmi, których również nie rozpoznawał. Musiał to być jakiś specjalny gatunek. Aki przypuszczał natomiast, że to właśnie w ich gałęziach kryły się ptaki, które słyszał często o poranku. Za alejką ogród przeradzał się w prawdziwie magiczne miejsce, za sprawą jeszcze piękniejszych kwiatów i roślin, ale Aki w tamtej chwili już im się nie przyglądał. 
Kwiaty przywiodły mu na myśl matkę, która uwielbiała je hodować i zawsze pilnowała, by w wazonie w kuchni stał piękny, świeży bukiecik. Kiedyś kompletnie nie zwracał na to uwagi. Tak po prostu było, a ten bukiecik traktował jako zwyczajną część wystroju. Taką, która zawsze jest i nigdy się nie zmienia. Lecz teraz wiele się zmieniło i nic już nie było takie same.
„Ciekawe, jak spodobałby się jej ten ogród? Pewnie byłaby zachwycona. Nasz, w porównaniu do tego, wypadał strasznie skromnie” uśmiechnął się na tę myśl. Faktycznie, nawet nie było czego porównywać. Ich niewielki ogródek, znajdujący się przed domem, nawet nie był w stanie pomieścić wszystkich pomysłów jego matki. Miała ich naprawdę dużo. Czasem ciężko było za nią nadążyć, kiedy co rusz wymyślała nowe rzeczy. 
Westchnął ciężko. Odsunął się z krzesłem od biurka i, podpierając się o nie, wstał. Położył się na łóżku, bo nie wiedział, co robić. Zresztą, zbyt wielkiego wyboru nie miał. Nie był też zmęczony. Wspomnienia wprowadziły go jedynie w melancholijny nastrój. Dlatego długo jeszcze wpatrywał się w sufit, myśląc i wspominając.


Poczuł dotyk na policzku. Czuł, jak ktoś bawił się jego włosami. 
Pan. To nie mógł być nikt inny.
Aki powoli otworzył oczy. Nie panikował. Nie był pewien, czy to, że wciąż czuł się zrelaksowany, było sprawką tego, że do końca się nie rozbudził, czy może delikatny dotyk sprawił, że nie denerwował się. A może był przekonany, że to wszystko tylko sen? 
– Nie śpisz już, prawda? – zapytał pan, a Aki spojrzał na niego już całkiem świadomie.
– Nie, panie.
– To dobrze – mówił pan. Chłopak w tym czasie uniósł się na łokciach, a potem usiadł na łóżku obok swojego właściciela. – Masz coś do zrobienia.
Aki słuchał uważnie, czekając, aż pan wyda mu polecenie. Był ciekaw, czego od niego oczekiwał. 
– Muszę się odprężyć, więc mi w tym pomożesz. – Wyobraźnia, która po nagłej pobudce wciąż działała intensywnie, podsuwała Akiemu różne rzeczy. Czasami miał jej już dosyć, lecz była mu przecież bardzo potrzebna. Kolejna wypowiedź pana ukróciła jednak jego zapędy. W dużym stopniu. – Zbieraj się. Zrobisz mi masaż. 
Nie czuł się rozczarowany, choć początkowo myślał, że chodziło o coś innego. „Znowu pudło” pomyślał. Ale nawet jeśli był to tylko masaż, Aki cieszył się, że pan czegoś od niego wymagał. W końcu w ten sposób również mógł mu się przysłużyć i sprawić mu przyjemność. A kto mógł wiedzieć, czy może pan nabierze też odpowiedniego nastroju, by zmienić zdanie i nabrać ochoty na inne uciechy. 
Przeszli do pokoju, w którym miał odbywać się zabieg. Nic się w nim nie zmieniło od ostatniego razu, kiedy go odwiedzał. Wszystko wyglądało tak samo, każda rzecz zajmowała swoje miejsce. Nawet kadzidełka leżały dokładnie tam, gdzie Aki je odłożył. Stół także znajdował się tak, jak poprzednio, na środku pokoju, więc nie musiał tracić czasu i nerwów na rozkładanie go.
Miał wrażenie, że słońce zaczynało zniżać się coraz bardziej i coraz więcej jego promieni wpadało do środka przez szyby. Chłopak przez chwilę zastanawiał się, czy przypadkiem nie obniżyć rolet, ale pan nic nie wspominał na ten temat, więc porzucił ten pomysł. 
Nie minęła chwila, a wszystko było gotowe. Aki uwinął się bardzo szybko, nie pozwalając panu czekać. Tym razem pan nie chciał, by włączał muzykę. Stwierdził, że woli nie ryzykować. Chodziło o jego ból głowy, od którego wreszcie się uwolnił. Wolał, by to się nie zmieniło i by ten nie powrócił. Dla Akiego było to teraz obojętne, bo już nieźle radził sobie z mini wieżą. Przyjął to więc bez żadnych emocji.
Kiedy pan zdejmował przed nim ubrania, czuł ogromną pokusę, by zacząć się na niego gapić. Wiedział, że byłoby to, nie tyle niestosowne, co nawet zakazane, ale ciężko mu było odegnać od siebie myśli o tym, jaki pan był przystojny. Bardzo szanował swojego pana, co do tego nie było wątpliwości. Czuł przed nim ogromny respekt, a mimo to myślał o tym, jak cudowne ciało posiadał pan i jak męski mu się wydawał. A może tylko dlatego, że był jego panem, tak na niego działał?
Musiał nad sobą zapanować, dlatego wlepił wzrok w podłogę, ukradkiem zerkając tylko, by zorientować się, czy pan już skończył i leżał wygodnie na leżance. 
Kiedy ten moment wreszcie nastąpił, Aki, przy przyzwoleniu pana, przystąpił do działania. Czuł w sobie zapał do tego, by i tym razem wypaść jak najlepiej, dlatego od samego początku starał się, jak tylko potrafił. Włożył też wiele wysiłku w to, by zachować spokój. „Dasz sobie radę” powtarzał w myślach. „Przecież już to robiłeś i to nieraz. Dasz radę”. 
Zaczął tak, jak go uczono, powoli, delikatnie. Rozprowadził niewielką ilość oliwki po plecach pana, po czym przeszedł do właściwego masażu. Jak na razie wszystko szło gładko i nie miał powodów do obaw. 
– O, taak. Jesteś w tym dobry – odezwał się pan i Aki uśmiechnął się na tę pochwałę. Podziękował cicho. Ani na moment nie zaprzestał wcześniej wykonywanej czynności. Jedynie jego pewność siebie wzrosła odrobinę. 
– Muszę to robić częściej. Przy tym człowiek naprawdę może się zrelaksować.
„Cieszę się, panie, że ci się podoba”. Nie wypowiedział tych słów na głos. Nie chciał mówić za wiele, by nie przeszkadzać panu. Dopóki wyraźnie nie wyczuwał, że pan nie oczekiwał odpowiedzi, wolał być cicho. Szczególnie teraz, kiedy i on potrzebował odrobiny koncentracji. 
– Dostałem zaproszenie na licytację – mówił, widocznie mając ochotę porozmawiać nieco ze swoim niewolnikiem. – Jeszcze nie wiem, czy się tam wybiorę…
Aki zamienił się w słuch, w tym momencie nie chcąc pominąć żadnego słowa pana. „Na licytację? Czyżby chciał kupić sobie nowego niewolnika?” przeszło mu przez myśl. „Jak to? Nie jest ze mnie zadowolony? Ale przecież… może po prostu chce mieć jeszcze jednego?”. Zaraz też w jego głowie pojawił się obraz Takumiego i Subaru, co nie było raczej pocieszające. Zwłaszcza, gdy wiedział, co działo się u nich ostatnio. Idąc tym tropem, dwójka niewolników pod jednym dachem nie wróżyła niczego dobrego. Chociaż byli właściciele, którzy posiadali ich o wiele więcej i ich własności miały się w miarę dobrze. Podobno. 
– Mam dużo czasu, nie muszę się spieszyć. Zdążę to jeszcze przemyśleć. Najpierw zastanowię się, czy to nie będzie strata czasu. Sam nie wiem, czy mam ochotę znowu pakować się w to wszystko, kiedy mam masę innych spraw na głowie. Z drugiej strony, może będzie interesująco? Może warto?
„Nie, nie warto. Ani trochę. Panie, nie idź tam. Nie idź, proszę” myślał rozpaczliwie, chociaż wiedział, że będzie musiał się pogodzić z decyzją pana, jakakolwiek by ona nie była.
– Cóż, poczekam kilka dni i wtedy do tego wrócę. – Pan wyglądał na odprężonego, dało się to słyszeć także w jego głosie. Z kolei Aki był coraz bardziej spięty i niespokojny, czując, że jego pozycja jest zagrożona. – Swoją drogą, jak wyglądała taka licytacja od drugiej strony? – zapytał nagle, a pytanie to zaskoczyło chłopaka. Nie sądził, że pan kiedykolwiek chciałby dowiedzieć się takich rzeczy.
– Panie, ale… – Cały się już spocił, także z wysiłku. Ostatnimi czasy nie miał zbyt wiele ruchu i przyniosło to niezbyt pożądane efekty. Wyglądało na to, że teraz męczył się znacznie szybciej. Był słabszy, a ciągłe przesiadywanie w pokoju nie pomagało. – Jeśli wolno mi zapytać, co chciałbyś wiedzieć?
– No tak, nie wiesz od czego masz zacząć. No tak. – Milczał chwilę, zastanawiając się. – Powiedz mi, wiedziałeś wcześniej, że będziesz brał udział w licytacji? Czy może zaciągnęli cię tam pewnego dnia i nie miałeś pojęcia, dokąd cię prowadzą?
Aki potrzebował chwili, by przypomnieć sobie wszystko, co się wtedy wydarzyło. Pamiętał, oczywiście, że tak, chociaż wspomnienia z dnia licytacji były trochę mniej wyraźne, niż inne. Być może z powodu stresu, jaki wtedy przeszedł. Strach przed nieznanym, niepewność, co do tego na kogo trafi, potem pierwsze spotkanie z nowym właścicielem… Tego dnia doznał całej mieszanki bardzo silnych emocji. Wcześniej nie chciał do tego wracać, nie myślał więc o tym zbyt wiele. Zaraz jednak poukładał sobie wszystko w głowie i już wiedział, co powinien odpowiedzieć panu.
– Wiedziałem, co się działo, panie. Wiedziałem, że jadę na licytację już kilka dni wcześniej. Mój były pan powiedział nam, dokąd nas zabiera i co mamy robić. Razem ze mną miał być wystawiony jeszcze jeden niewolnik. Potem pokierowali nami tamci ludzie… to jest, ci, którzy nadzorowali wszystkim. Pan kazał nam być im posłusznym i robić to, co każą...



Niepozorna szopa stanowiła świetną kryjówkę. Kto mógłby przypuszczać, że kryła w sobie takie niespodzianki.
Surowe, betonowe schody prowadziły w dół. Szedł za mężczyzną o szerokich barach i gburowatym wyrazie twarzy, której na szczęście nie musiał na razie oglądać. Schody nie były w żaden sposób oświetlone. Musieli ratować się światłem latarek. 
Hisato czuł, jak temperatura wyraźnie zmieniała się w miarę tego, im niżej schodzili. Dzień był ciepły, ale kiedy zeszli na sam dół, czuć było chłód. 
Dalej ruszyli wąskim korytarzem. Dopiero, kiedy przeszli kawałek, zrobiło się jaśniej. Z sufitu, prawie na końcu korytarza, na krótkim kablu zwisała żarówka. Wyłączyli latarki i niedługo potem przez otwarte drzwi weszli do niedużego pomieszczenia. Nie było w nim okien, w końcu znajdowali się pod ziemią. Pod jedną ze ścian stał drewniany stół, pod który wciśnięte były dwa stołki. 
Po przeciwnej stronie na zimnym betonie, siedział chudy mężczyzna. Po czterdziestce, z ciemnymi włosami przeplatanymi gdzieniegdzie lekką siwizną. Był przytomny, ale wyglądał na oszołomionego. Nie był w złym stanie. Na razie zarobił tylko parę siniaków, więc nie mógł narzekać. 
Koło niego na stołku siedział inny mężczyzna. Miał znudzoną minę, ale ożywił się, widząc znajome twarze. Wstał i przeciągnął się. Dało się słyszeć charakterystyczne „strzelanie” w prostowanych kościach. 
– Powiedział coś? – zapytał Hisato, gdy tylko wszedł. Nie zawracał sobie głowy nawet krótkim powitaniem. 
– Nic. W ogóle się nie odzywał.
– Próbowaliście już coś z niego wyciągnąć?
– Nie. Przecież szef zabronił…
– Dobrze – powiedział. – Rokuro, przeszukałeś go? Miał przy sobie dokumenty?
– Przeszukałem, ale nie miał żadnych. Tylko komórkę i jakieś drobne. Żadnych dokumentów, nawet portfela nie znalazłem. Nie wiem, gdzie on się wybierał tak bez niczego...
– Gdzie ją masz? – Tamten spojrzał na niego pytająco. Musiał więc go oświecić. – Komórkę. Masz ją, tak?
– Tutaj. – Podał telefon szefowi. – Przyda się nam?
– Może – odparł zdawkowo. Włączył telefon, a na tapecie ukazało się zdjęcie jakiejś kobiety z małą, może pięcioletnią dziewczynką. Obie uśmiechały się szeroko, a kobieta tuliła do siebie dziecko. Już wiedział, jak bardzo ułatwić miało mu to sprawę. – Dobrze. Zostawcie mnie teraz, chcę z nim pogadać na osobności. – Zazwyczaj nie zajmował się tym sam. W końcu miał ludzi, których mógł wykorzystać. To oni odwalali całą brudną robotę, on najczęściej stał gdzieś z boku, przysłuchiwał się i przyglądał, kontrolując przebieg sytuacji. Tym razem jednak sprawa była zbyt poważna, by pozwolił zająć się nią komuś innemu. Nie chciał, by coś poszło nie tak. Tylko sobie mógł zaufać. 
– Mamy czekać na górze? – zapytał Rokuro, podnosząc z podłogi swoją latarkę, którą wcześniej tam porzucił. 
– Tak. Dam wam znać kiedy skończę.
Wyszli, wcale nie wydając się ani zaskoczeni, ani nawet przejęci tym, że szef nie pozwolił im zostać. Wręcz przeciwnie, wyglądali na zadowolonych.
Odczekał, aż mężczyzna oprzytomnieje na tyle, by mógł sobie z nim porozmawiać. W tym czasie zdążył pogrzebać w jego komórce i odnaleźć w niej wiele przydatnych informacji. 
– Zadziwiające, ile to się człowiek może dowiedzieć z takiego urządzenia – mruknął, kiedy zorientował się, że mężczyzna przyglądał mu się od jakiegoś czasu. Na pierwszy rzut oka wcale nie wyglądał na przerażonego, ale właśnie tego się spodziewał. 
– Czego chcesz? – zapytał tamten zadziornie. Hisato jednak zauważył, że jego odwaga była na pokaz. Potrafił wyczytać z jego twarzy, że tak naprawdę tamten bał się. Hisato uważał, że słusznie. 
Spojrzał na mężczyznę poważnie, tak, by tamten wiedział, że nie żartuje i przybrał groźną minę, by jak najszybciej go złamać. 
– Chcę porozmawiać o kilku sprawach – odparł. – Na początek, powiesz mi, dla kogo pracujesz. Potem pogawędzimy sobie o innych ciekawych rzeczach. Bardzo interesuje mnie na przykład to, dlaczego ty i ten, kto jest twoim szefem, woleliście poinformować policję o naszym transporcie, niż samym go przejąć. Liczę też na to, że powiesz mi, skąd wzięliście w ogóle informacje o naszej małej akcji. Mówiąc prościej, powiesz mi, kto nas zdradził. A kiedy odpowiesz już na wszystkie moje pytania, wtedy porozmawiamy o tym, co z tobą zrobić. Mogę cię zapewnić, że jeżeli będziesz współpracował, wyjdziesz stąd żywy. Ale na razie zacznijmy od początku. 
– O czym ty gadasz? – Jego zdziwienie wyglądało naprawdę naturalnie, ale Hisato nie miał zamiaru dawać za wygraną. Wiedział, że jeśli ten człowiek był tym, za kogo go uważał, na pewno będzie próbował to zataić. 
– Lepiej to ty zacznij gadać. Dobrze ci radzę. 
– Pierdol się!
Hisato przez chwilę patrzył na niego w milczeniu. Widział, jak tamten powoli się łamał i jak coraz usilniej starał się ukryć swój strach. Denerwował się. Emocje coraz bardziej brały nad nim górę. To wzbudziło jego podejrzenia, ale, nawet jeśli nachodziły go wątpliwości, czuł, że ten facet coś wiedział. Musiał to tylko z niego wyciągnąć. 
– Powiem to jeszcze raz. Albo zaczniesz gadać po dobroci, albo zmuszę cię do tego. Wybór należy do ciebie. Ale na twoim miejscu pomyślałbym także o swojej rodzinie. Masz bardzo ładną córeczkę. Nie zależy ci na niej?
Mężczyzna już nic nie powiedział. Patrzył tylko na Hisato nienawistnym wzrokiem. Wyglądało na to, że nie miał zamiaru się poddać. Mocno zacisnął szczęki, sapiąc coraz głośniej. 
Hisato wiedział, że uderzył w jego czuły punkt.
– Jak wolisz…
Nie od razu udało mu się wyciągnąć z mężczyzny jakiekolwiek informacje. Był bardziej wytrwały i uparty, niż na to wyglądało. Długo się opierał, nie podejmując chęci współpracy. Co oczywiście działało na jego niekorzyść. Hisato musiał użyć siły, a nawet innych, brutalnych metod, by facet zaczął gadać. 
Kiedy w końcu mężczyzna poddał się i wygadał mu wszystko jak na spowiedzi, Hisato był zaskoczony informacjami, jakie tamten posiadał. Okazało się, że nie był człowiekiem, którego szukał. Nie posiadał wiedzy, jakiej oczekiwał od niego i nie potrafił wskazać mu zdrajcy, ani powiedzieć czegokolwiek, co dotyczyłoby ich utraconego transportu. Nie miał więc pojęcia o sprawach, jakie Hisato interesowały najbardziej. Nie było możliwości, by kłamał. Hisato był tego pewien, w końcu sam zadawał sobie trud przesłuchania go. Dowiedział się za to czegoś zupełnie innego, co w pełni go usatysfakcjonowało i zrekompensowało stracony czas. Nowe informacje były naprawdę zaskakujące i bardzo przydatne. Wnosiły nowe światło do spraw, jakimi Hisato od dawna zaprzątał sobie głowę. 
Ostatecznie mężczyzna przeżył, ale Hisato nie wiedział jeszcze, co z nim zrobić. Początkowo powstrzymał się od zabicia go. Zastanawiał się, czy nie pozwolić, by porozmawiał jeszcze z jego ludźmi. Może dowiedzieliby się czegoś nowego? Byli głupi, ale mogli zadać mu pytania, o których on zapomniał. Wiedział, że nie był nieomylny i pamiętając o tym, zaszedł tak daleko. Szybko jednak porzucił tę myśl. Nie, nie mógł pozwolić, by rozmawiali z nim. Ani oni, ani nikt inny nie powinni usłyszeć tego, co facet mu powiedział. To musiało pozostać tajemnicą. Przynajmniej dopóki sam nie uzna za stosowne, by to wykorzystać. 
Mężczyzna był już martwy. Jego ciało leżało na betonie bez ruchu, a wokół jego głowy powiększała się kałuża krwi. Wycierając ręce w starą szmatę, Hisato jeszcze raz przetwarzał w głowie nowo nabytą i jakże cenną wiedzę. Zastanawiał się też, co powinien zrobić, kiedy stąd wyjdzie. Jaki powinien być jego pierwszy krok? Czy podzielić się z kimś tym, czego się dowiedział, czy na razie zostawić to dla siebie? Po chwili namysłu, wydawało mu się, że znał już odpowiedź.
„John nie musi o niczym wiedzieć” pomyślał, kiedy wychodził z podziemi. To była jego ostateczna decyzja i wiedział, że była słuszna. Czuł także, jak i w wielu innych chwilach, że to on o wiele lepiej, sprawdziłby się w roli przywódcy ich organizacji. Jakby to było, gdyby to on był szefem? 
„Przede wszystkim skupiłbym się na zniszczeniu Daizo” myślał. „Tego śmiecia trzeba wykończyć, wraz ze wszystkimi jego pupilkami, i to jak najszybciej. Poza tym, starałbym się wzmocnić naszą pozycję. Johna ostatnio rozprasza zbyt wiele rzeczy. Tak nie może dłużej być. Nie poradzimy sobie, jeśli tak to będzie dalej wyglądało. Potrzebujemy prawdziwego lidera. Kogoś takiego...”.
„...Jak ja” dodał głos, wynurzając się jakby z odmętów jego umysłu. 
Przestąpił parę kroków, wpatrując się w podłogę oświetlaną przez latarkę. Wciąż myślał o tym, co należało zrobić. 
Może już nadeszła pora na małe zmiany?

-----------------------------------------------------------------------------
Jak mijają Wam wakacje? Mam nadzieję, że dobrze i że zdążyliście wypocząć :)
Sporo czasu minęło odkąd opublikowałam ostatni rozdział, ale powracam z nowym. Liczę na to, że nie znudziliście się jeszcze Akim.

Miałam duże problemy z napisaniem tego rozdziału. Dopadła mnie jakaś blokada i nie mogłam napisać ani słowa. Myślałam, że w końcu minie, ale im dłużej zwlekałam, tym było jeszcze gorzej. Były momenty, w których chciałam zawiesić tego bloga, a nawet go porzucić i w ogóle do niego nie wracać. Opamiętałam się. Zrozumiałam za to, że jeśli nic się nie zmieni, to faktycznie do tego dojdzie. Bardzo nie chciałabym zostawiać tej historii bez zakończenia, ale jeśli wciąż będę robić to w ten sposób, tak się właśnie stanie.

Zrozumiałam, że jeśli to zajmuje tyle czasu, sama mam problem z wczuciem się w klimat tego opowiadania. Dlatego chcę publikować częściej. Postanowiłam, że rozdziały będą nawet o połowę (albo i więcej) krótsze, za to będą pojawiać się regularnie i nie w tak ogromnych odstępach czasu. Wiem, że już kiedyś to obiecywałam (i to nie raz), ale nie widzę innej opcji, niż spróbować raz jeszcze.

Wiem, że bardzo rozzłościłam niektórych i wiem, że mieli ku temu dobry powód (sama pewnie też byłabym zła). Jest mi głupio, naprawdę. Przyznaję, że powinnam zamieścić jakąś informację, jakąkolwiek, ale nie potrafiłam się na to zdobyć. Przepraszam. Nie napiszę, że następnym razem tak zrobię, bo liczę na to, że następnego razu nie będzie.

Mam nadzieję, że mimo wszystko, wciąż będziecie czytać mojej opowiadanie i dacie mi jeszcze jedną szansę.

Dziękuję wszystkim, którzy wciąż czytają Marzenie Niewolnika. 

48 komentarzy:

  1. awwww
    nie mogłam sie doczekać :) happy
    pijany john :)
    oj takumi.. smutno mi z twojego powodu ...mam nadzieje ze morita ci nic nie zrobi .. bede smutna
    rozbierz mnie i 1000 mysli na minute :)
    oj ren lubisz sie zabawić czo :)
    hehehehe
    izumi pamiętam
    masaż yyyeyeyeyee <33 masaze są fajne
    bieedny akuś znow tyle mysli
    oj hisatek nie podoba mi sie to co ty robisz.
    przecież kochasz johna /... ja to wiem i ty też
    tenshi tęskniłam bardzo
    ale sie doczeekałam
    w takim razie czekam a 31 <33
    zycze weny

    OdpowiedzUsuń
  2. Wakacje niestety już się kończą. Mam nadzieję że nie zawiesisz tego bloga czytam go kilka razy i za każdym razem czekam na więcej i więcej. Nigdy mi się on nie znudzi. Kocham Akiego i ( może to samolubne ale ) chce się dowiedzieć jak się zakończy jego przygoda . Życzę abyś pozbyła się blokady WENY ZDROWIA I WSZYSTKIEGO CO NAJLEPSZE

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zawieszę. Na pewno nie teraz. A jeśli zajdzie taka konieczność, wtedy już nie popełnię tego błędu i na pewno o tym poinformuje :P
      Dzięki! :) I to nie samolubne. Ja też chcę wiedzieć, jak to wszystko się skończy :D

      Usuń
  3. Szczerze? Ciagle tylko przepraszasz i nic wiecej....ja rozumiem brak weny ale kurwa nie spoznilas sie dwa tygodnie...piza tym zadnej informacji nic...
    konczńcze z tym opowiadaniem....jest mi przykro bo polubilam johna i akiego ale jak ma to tak wygladac to juz wole zapomniec.....zycze ci duzo weny ipilnowania terminów ...obys nie stracila wiecej czytelników

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze? nie wiem, czy może sama coś piszesz, ale wena to nie jest coś, co można sobie przywołać, a klimat jest jednak ważny, szczególnie w opowiadaniu tego typu. Więc, okej, minęły 4 msc, ale jest rozdział. Jest długi i jest w porządku, więc nie wiem o co ci chodzi. Autorka miała swoje problemy i zamiast zamknąć to opo postanowiła do niego wrócić, co wcale takie łatwe nie jest. A zamiast to zrozumieć, lepiej po prostu ją zjechać i pożegnać się bo ,,za długo". i bardzo odważnie pojechać z anonima.(nie chce mi się w tej chwili przelogować)

      Usuń
    2. Do 1 anonima: Dziękuję za dobre życzenia. Nie pozdrawiam.

      Do 2 anonima: Cieszę się, że są na świecie tacy ludzie jak Ty, którzy rozumieją :)

      Usuń
  4. Co ten Hisato kombinuje? :o
    Chciałabym żeby wątek 'miłosny' Rena się rozwinął.
    Na razie orientuję się w wydarzeniach.Jest okXDDD
    Jestem za tym żeby rozdziały były krótsze ale pojawiały się regularnie.
    Rozdział super ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wątek z Renem i Yukio będzie się rozwijał, to pewne :D
      To super, że się orientujesz. Czyli jeszcze nie namieszałam tak bardzo :)

      Usuń
  5. nie chce mi się piąty raz czytać tego samego, ale przejrzę, żeby wiedzieć, co chciałam skomentować :D

    po pierwsze, totalnie nie tego się spodziewałam, jeśli chodzi o Takumiego, ale to żadna nowość, że potrafisz zaskakiwać :D jestem bardzo ciekawa, co wymyślisz dalej (jak zwykle: mam kilka domysłów i pewnie wszystkie niewłaściwe :D )
    nie dziwię się natomiast reakcji Akiego - nie ma powodu, żeby pomagać Takumiemu

    John był rozbrajający z udawaniem trzeźwości xD #męskaDuma
    fajne też było to, że poprosił Akiego o pomoc i cała sytuacja w sypialni :) nazwanie Akiego "kotkiem" już w ogóle wymiota <3
    dezorientacja Akiego <3
    w ogóle jeśli chodzi o uśmiech Akiego, to mam nadzieję, że John poruszy kiedyś ten temat, bo szkoda, żeby fajny uśmiech się marnował :D

    do Rena mam jakąś dziwną słabość, nie wiem, dlaczego, ale coś w sobie facet ma :D Izumi natomiast jest nieco irytujący (ale domyślam się, że taki właśnie miał być)
    urocze jest to przeglądanie zdjęć Yukio później :3
    to jest naprawdę ciekawie zapowiadający się wątek :D

    słodkie jest obudzenie Johna z koszmaru przez Akiego <3

    ta służąca jest taką typową gospodynią, nawet jeśli nie jest sympatyczna, to wszystkiego dopilnuje :D i to też jest fajne więc nie dziwię się, że John ją tam trzyma :D
    licytacja? znowu mam pewne podejrzenia i pewnie w dodatku niesłuszne - jestem niezmiernie ciekawa, co tam knujesz :3

    fajnie, że Aki się trochę uspokoił. na pewno bardzo tego potrzebował. cieszę się, że był "melancholijny" a nie smutny :)

    delikatne budzenie Johna <3 dobrze, że Aki był zrelaksowany, ale i tak wszędzie węszy "okazji" :D
    bardzo się cieszę, że sobie porozmawiali, tak "od serca". no i jestem niezmiernie ciekawa reszty opowieści :D

    w pierwszej chwili pomyślałam, że skoro Akiemu brakuje ruchu i lubi patrzyć na pracę w ogrodzie (kto wie - może nawet pomagał kiedyś mamie), to może John pozwoli mu pomagać ogrodnikowi? :D

    jestem ciekawa, co myśli Hisato, ale chyba mi się to nie spodoba (bo brzmi, jakby chciał narobić Johnowi problemów, nie, że nieciekawy wątek :D )

    to tyle. mam nadzieję, że niemoc twórcza przejdzie i będzie tylko lepiej :) trzymam kciuki za Twoje postanowienie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię Ci się. Mnie też by się nie chciało :P

      A wydawało mi się, że to z Takumim akurat będzie łatwe do przewidzenia. Ale jeśli nie, to cieszę się, że udało mi się Ciebie zaskoczyć.

      Dobrze, że nazwał Akiego "kotkiem", bo to, co wymyśliłam w pierwszej wersji, było totalną porażką xD Sporo czasu zajęło mi szukanie odpowiedniego słowa. Ale „kotek” brzmi słodko. I fakt, muszę o tym pamiętać następnym razem. Ten uśmiech nie powinien się marnować :)

      Co kto lubi. Tak, Izumi miał być taki, powiedzmy, że irytujący. Ale i tak go lubię i chyba nawet jest jedną z moich ulubionych postaci tutaj.

      Służąca to taka starsza kobieta, która potrafi o wszystko zadbać i ma głowę na karku. Nie jest głupia, wie co się dzieje, ale wie też, co jest najlepsze dla niej. I robi to, co jej się najbardziej opłaca. Poza tym, wydaje mi się, że ma powody, żeby lubić Johna.

      Licytacje są fajne. Nie mogę się doczekać następnej :D

      Uznałam, że nawet on zasługuje na chwilę spokoju. I już mi się robiło niedobrze, jak myślałam o tym, by po raz kolejny opisywać jego smutki... Na to jeszcze przyjdzie pora.

      Nie wiem, czy to co planuje Hisato Ci się spodoba, czy nie, ale powinno być ciekawie :)

      Też mam taką nadzieję. Pozdrawiam! :)

      Usuń
  6. Hej, Tenshi
    W sumie to mój pierwszy komentarz na tym blogu, mimo że trafiłam na opowiadanie chyba świeżo po tym, jak opublikowałaś drugi rozdział. Jestem w pokroju tych, co to lubią siedzieć i obserwować :)
    Lubię Twoje opowiadanie, podoba mi się, jak prowadzisz fabułę. Tekst lekko się czyta. Dla mnie czytanie kolejnych rozdziałów jest miłą przerwą w codziennych obowiązkach. Takie odlecenie na chwilę, przeczytanie tekstu i powrót do tego, co trzeba zrobić w domu/do szkoły/do pracy.
    Jak pisałam na początku, wcześniej ani razu tu nie napisałam. Nie czułam takiej potrzeby, ale widząc, jaka gównoburza się zrodziła w komentarzach pod poprzednim wpisem, moja miękka wątroba nie pozwala mi tego tak zostawić xD
    Jakiekolwiek hejty skierowane w twoją stronę po prostu olej. Szczerze? Nawet się uśmiałam, gdy ludzie pisali, że czują się olani czy wręcz obrażeni tym, że nie publikujesz. Chyba było też tam coś o braku szacunku? Nie pamiętam, musiałabym zerknąć jeszcze raz w komentarze. Tak czy siak - to naprawdę zabawnie brzmi, jak to się czyta na głos xD Biedna gówniarzeria w przerwie między odrabianiem zadań z przyry zerknęła na bloga i, nie widząc kolejnego rozdziału, musi sobie pomarudzić.
    Przesadzam, wiem, ale tak to widzę. Dziewczyno, robisz coś, rozwijasz się, poświęcasz swój wolny czas na pisanie opowiadań. Mało tego, publikujesz je! I ba! Jeszcze nie bierzesz za to opłat! To, że piszesz tutaj i pokazujesz ludziom swoje opowiadanie i to za darmo, to tylko i wyłącznie twoja dobra wola. To trochę tak jakby rozdawać cukierki na ulicy, a raz, jak wyjdziesz ze słodyczami nie w terminie, ludzie się obrażają i oznajmiają, że jak tak dalej pójdzie, to oni tych cukierków już nigdy nie wezmą! Skandal, prawda?
    Jak dla mnie możesz publikować rozdziały, kiedy ci wygodnie. To ma być dla ciebie sposób spędzania wolnego czasu, masz z tego czerpać przyjemność, a jak innym nie podoba się to, że dalej dostają coś za free, tylko trochę później, to już ich problem.
    I oooooj wiem, jak to jest, gdy wena puściła i spierdoliła pod szafę. Ja tam podchodzę bardziej pod krąg artystyczny, nie pisarski, ale i tu i tu boli tak samo ;) Może pisanie jakiś krótkich opowiadań, bonusów czy fanfików mogłoby pomóc? Myślę też, że ludzie nie obraziliby się na posty z jakimiś zdjęciami fajnych panów xD Np. "rozdział w drodze, ale na poprawę humoru macie Coltona Haynesa" i jeb! gif jak majestatycznie gość rusza brwiami.
    Czekam na kolejne wpisy i życzę od groma weny xD

    Styś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Styś!
      Świetnie Cię rozumiem, ja też nie jestem zbyt dobra w komentowaniu i często mam tak, że robię to dopiero po pewnym czasie. Cieszę sie jednak, że zdecydowałaś się coś napisać. :)
      Muszę przyznać, że Twój komentarz dał mi do myślenia. Masz rację. Nie powinnam się tak tym wszystkim przejmować. To tylko opowiadanie, a ja także posiadam swoje życie. Na pisanie tego opka schodzi mi naprawdę dużo czasu, myślę, że niektórzy nie wyobrażają sobie nawet jak wiele (i bardzo zdenerwowało mnie, że kiedy ktoś napisał, żebym tego nie robiła, skoro nie mam czasu). Nie jestem jakimś pisarzem, tylko zwyczajną amatorką, która robi to także dla własnej przyjemności. A kiedy pisanie staje się dla mnie przykrym obowiązkiem, wtedy nie potrafię wydusić z siebie niczego dobrego, zwłaszcza, kiedy brakuje mi motywacji. Gdyby się przyjrzeć tym wszystkim rozdziałom, myślę, że nawet da się to zauważyć i to bardzo dokładnie. Dlatego masz całkowitą rację i cieszę się, że napisałaś. To mi otworzyło oczy :)
      I z tymi krótkimi opowiadaniami to dobry pomysł. Już ostatnio ktoś mi to proponował i coraz bardziej mi się to podoba. To byłaby fajna odskocznia :)
      (wygooglowałam tego Coltona Haynesa, bo nie miałam pojęcia kto to :P)
      Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam! :)

      Usuń
  7. Ja jestem i będę z pewnością do końca:3 rozdział super i no omg uwielbiam to opowiadanie, okay? Nic dodać nic ująć, bo nie mam niczego do krytykowania. Napięcie rośnie, tylko proszę, żeby Takumi przeżył, bo sadze, ze on w głębi duszy zawsze cierpi. Jest bardzo tragiczna postacia, jeżeli by zrozumieć jego sytuacje.
    Wszystko super, tylko..

    Masz największy wpierdol w kosmosie.
    Ty wiesz, ze ja tu wchodzilam codziennie?!
    Nie często sama komentuje, ale zauważyłam, ze pózniej już nie odpisywalas na komentarze innych.. Ej?!
    Serio, ech.
    Wybaczę pod jednym warunkiem, nigdy nie opuszczaj tego opowiadania okay? Proszę cię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo! Strasznie miło mi to czytać :D No i bardzo ciekawe jest to, w jaki sposób postrzegasz Takumiego. Nie sądziłam, że ktoś będzie o nim myślał w ten sposób :)

      Wybacz :P Tak, później już nie odpisywałam, tak się jakoś złożyło. A teraz to i tak chyba nie ma sensu, chociaż nie wiem...
      Ok, ok. Nie opuszczę. A jeśli tak, napiszę zakończenie specjalnie dla Ciebie xD

      Usuń
  8. Och, kobieto, nawet nie wiesz jak bardzo za Tobą tęskniłam! ;u; Pamiętaj, że obiecałam fanart do Marzenie Niewolnika i z pewnością nie wycofam się z mojego postanowienia. W przerwie pomiędzy ostatnimi rozdziałami zwątpiłam, że już nie wrócisz, a tu taka wspaniała niespodzianka. ;w; Czekam z utęsknieniem na następne rozdziały i życzę duuużo weny do pisania.
    Spróbuję w najbliższym czasie wykombinować coś do rysunku. Obserwuj wiadomości na fp. TuT

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nie :P No cały czas czekam na ten fanart :P I liczę na to, że nie zrezygnujesz, bo jestem straszliwie ciekawa tego.
      Nie, ja zawsze wracam. Prędzej czy później. Czasem bardzo później...
      Dzięki! Będę obserwować :D

      Usuń
  9. W końcu! Rozdział bajeczny, ale ten czas czekania na niego... Jeśli nie czujesz tego czegoś i widzisz, że nie dajesz rady pisać to powinnaś z tym skończyć.Mimo to gdy zobaczyłam ten rozdział wywołał u mnie tak wielki i niekontrolowany uśmiech! Lubię twoją twórczość, co prawda to nie są moje klimaty, ale przyjemnie się czyta. Rozumiem, że nie mogłaś się zdobyć na to aby dodać jakaś notkę, ale to postawiło Cię w złym świetle. Niestety bardzo się na tobie zawiodłam. Będę obserwowała bloga, ale jeśli twoje obietnice okażą się puste to spodziewaj się utraty czytelniczki.
    Ale jak już wspominałam, to tylko twoja dobra wola, że dodajesz rozdziały, więc i tak koniec końców nie powinnam mieć wątów. Zdaję sobie sprawę co oznacza brak weny, ale nie dodając notki zignorowałaś czytelników.

    Pozdrawiam. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie skończę. Będę dręczyć ludzi moim opkiem, dopóki im się nie znudzi i nie wyjdzie bokiem :P Poza tym, bez takiego szantażu proszę! :D
      A teraz poważniej. To, że nie napisałam żadnej notki z informacją, było błędem, którego nie mam zamiaru popełniać ponownie. Jeśli następnym razem zdarzy mi się taki brak weny, na pewno dam o tym znać. Mam jednak nadzieję, że już nie zdarzy mi się taki zastój. Liczę także na to, że dotrzymam swojej obietnicy. Jak na razie jestem zdeterminowana, by to zrobić.
      To, czy czytasz moje opowiadanie, to tylko twoja dobra wola. Ja nie przestanę pisać, jeśli ty przestaniesz czytać, ale będzie mi niezmiernie miło, jeśli pozostaniesz moją czytelniczką :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  10. TAAAAAAAAAAK TEN BLOG TO ŻYCIE

    A tak serio serio. Pamiętaj, że jednak piszesz to opowiadanie z własnej woli, nikt cie do tego nie przymusza, dlatego bez obaw, wszystko jest dobrze. Jestes tylko człowiekiem, oczywiscie z wielkim talentem, nikt nie zaprzeczy xd ale ludzie nie powinni tak spinać dupy. Nie jestes im przeciez niczego winna, ani nie bierzesz odpowiedzialnosci za ich rozrywkę, no kurde. Już 23 rozdziały utrzymujesz przewysoki poziom tego opowiadania, nie ma błędów, nie ma dziur w fabule i wszystko jest 11/10. Mam nadzieję, że sie tym wszystkim nie przejmujesz, bo nie warto. Zycze tez powodzenia w probie dodawania rozdzialow systematycznie i bardzo sie ciesze z tego pomysłu. Jak zwykle czekam na kontynuację i wspieram z całego serca!
    Ja również dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa :) Czytając takie komentarze wiem, że dobrze zrobiłam, nie poddając się i nie opuszczając tego opowiadania. Pozdrawiam! :)

      Usuń
  11. A ja nie mogę się doczekać kiedy między Akim a Johnem wydarzy się coś więcej. Tak bym chciała, żeby Aki wymyślił jakiś podstępny sposób aby usidlić swego Pana i był z tego powodu szczęśliwy zwłaszcza że John zaczął się do niego pieszczotliwie zwracać :D mam nadzieję, że to nie tylko raz po kilku głębszych XD Dzięki za kolejny rozdział i czekam na następne. Życzę spokojnego wieczorku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba wiele osób tego oczekuje. Co do tych kilku głębszych, to może duma nie pozwala Johnowi robić takich rzeczy na trzeźwo? Kto wie :) Poczekajmy jeszcze trochę i zobaczymy, co się wydarzy :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  12. Hej, Tenshi :D Nareszcie rozdział <3
    Męczy mnie takie pytanie... Nie znam się za bardzo na Japonii i jej mieszkańcach, ani genetyce. To pierwsze takie opowiadanie, jakie czytam i coś mnie zastanawia- czy to możliwe, żeby Aki miał blond włosy i zielone oczy? Zawsze myślałam, że ludzie z tamtych stron mają czarne włosy i ciemne oczy. Nie chcę się czepiać, po prostu bardzo mnie intryguje, czy to zwykłe wykorzystanie mocy artysty-pisarza ("Bo mogę";D), czy może rodzice Akiego, o których tak niewiele wiemy, mają zagraniczne korzenie?
    Osobiście uważam, że wygląd Akiego idealnie pasuje do jego postaci i nie dziwiłabym się, gdybyś wykorzystała Moc Autorki, żeby nadać mu takie cechy. Aki to w ogóle taki uroczy "kotek", że na miejscu Johna tuliłabym go całymi dniami XD

    Cieszę się, że ich relacje zaczynają się polepszać. Myślałam, że będzie jakiś dramat w domu Mority i nasz kociak pokaże pazurki (które następnie John mu stępi w wielkim stylu). Cieszę się, że Aki nic nie odwalił.

    Co do nowego systemu dodawania rozdziałów... Boli mnie, że będą one teraz tak krótkie. Chyba jednak wolałam długi rozdział na który czekało się długi czas. Ale cóż... fajnie, że będą częściej. O ile się nie okaże, że mamy króciutki rozdział raz na miesiąc, albo dłużej.
    W każdym razie, jestem z Tobą i Twoimi bohaterami do końca, bo tworzysz coś niesamowitego :')

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ej, podoba mi się to pytanie o wygląd Akiego :D Tenshi, ja też chcę wiedzieć!

      Usuń
    2. Jeśli Aki byłby rodowitym Japończykiem to niemożliwe, by miał blond włosy. W opowiadaniu ma takie, bo początkowo chciałam napisać takie proste opko pan-niewolnik, wszędzie seksy i krew, w dodatku yaoi, to wiadomo - maga i te klimaty :D Ale szybko mi się odwidziało, za to Aki został. Ciężko byłoby go potem zmienić. Mogłabym kombinować, że jego rodzice nie byli azjatami bla, bla, bla... Ale prawda jest taka, że tak jak mówisz, zrobiłam z niego blondyna, bo mogłam. Moje opko nie jest zbyt realistyczne. Niektóre elementy chcę, by tak wyglądały i staram się stwarzać pozory (czasami nieźle mi to wychodzi ^^), ale umówmy się - to tylko opko i nigdy nie twierdziłam, że to coś ambitniejszego.

      Aki za bardzo ceni sobie swoje życie, żeby ryzykować dla kogoś, kogo nawet nie lubi i któremu sam źle życzył :P

      Pozdrawiam!

      Usuń
  13. Odpowiedzi
    1. Tak, wróciłam i mam zamiar pokazywać się częściej :)

      Usuń
  14. No nareszcie ;)
    Nie czekałam może tak długo jak ci, którzy są z tobą od początku ale muszę przyznać, że w pewnym momencie straciłam nadzieję, że jeszcze coś napiszesz.
    Krótsze rozdziały częściej? Podoba mi się. Dłuższe rzadziej też by mi się podobały, ważne żebyś pisała. Powtórzę to samo co inni, pisz dla siebie, to że prowadzisz tego bloga jest tylko twoją dobrą wolą, jeżeli ktoś nie ma cierpliwości no to trudno, jego strata, bo na rozdziały czekać warto.

    Co do tej części, to mam mieszane uczucia, nie była jakoś bardzo emocjonująca, chociaż dość dużo się w niej zdarzyło. Miałam nadzieję, że Aki pomoże Takumiemu, a John po raz drugi upije się i pokaże swoją gorszą stronę, ale niestety (a może i stety, ten kotek był uroczy) znowu zaskakujesz. Bardzo liczę na to, że John skorzysta z zaproszenia i pójdzie na drugą licytację, choć nie wydaje mi się żeby sprawił sobie drugą "zabawkę", to by do niego nie pasowało.
    Masz u mnie oooogromnego plusa za to, że nie zapomniałaś o Rinko jak to się często zdarza różnym autorom.
    Jak mogłaś mi to zrobić z Hisato, już go zdążyłam polubić, a teraz takie coś????

    W każdym razie dobrze, ze wróciłaś, czekam z niecierpliwością do środy :D

    Isirid

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto czekać? Nie kuś mnie, bo dopiero co sobie postanowiłam, że będę dodawać częściej :D
      Ciężko mi było wczuć się w klimat i nie chciałam posuwać się zbyt daleko :) Pewnie dlatego jest taki mało emocjonujący. Za to może w następnym będzie lepiej.
      Nie zapomniałam o Rinko. Co to, to nie! :D O Rokuro też nie zapomniałam :P
      Cóż... tak jakoś wyszło z tym Hisato. Może w tej wersji też zaczniesz go lubić?
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Ooo, czyli jednak będzie krwawa łaźnia?

      W sumie to mam do Ciebie kilka takich mało ważnych pytań, po pierwsze: Czy Aki był homo czy hetero zanim trafił do Akumy, to że teraz podoba mu się John nie musi nic znaczyć. Miałam taką śmieszną wizję, jak spotyka przypadkowo swojego byłego chłopaka (dziewczynę?) kiedy jest z panem.
      Po drugie: Kiedy John i Aki mają urodziny, tak dokładniej jeśli można, jeżeli nie to zadowolę się przynajmniej informacją w jakiej porze roku wypadają Johna.
      Po trzecie, co już pisałam: Czy w rodzinie Akiego ktoś pił, bo wspomniałaś o tym, że ma nieprzyjemne wspomnienia związane z alkoholem, a nie chciał zadzwonić do matki i ojciec podobno nie zwracał na niego żadnej uwagi. Jak coś sobie jeszcze przypomnę, a jest tego sporo, to napiszę.

      Również pozdrawiam

      Isirid

      Usuń
  15. Ja nie mg jaka radość !!! Od tak sb sprawdze przed snem, co tam na tym blogu i widzę że jest rozdział ! WoW ! Jutro zaczynam czytać jest już po północy :))

    OdpowiedzUsuń
  16. Ojejku super rozdział. Czekam na następny TvT

    OdpowiedzUsuń
  17. Zacznę od końca:
    Hisato, NIEEEEEEEEEEEEE!!!!!111!!!111!
    Taka była moja pierwsza reakcja. Dosłownie.
    Ale potem pomyślałam, że hej, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Jeśli Hisato przejmie interes, to John będzie mógł rzucić tę całą mafię w cholerę, zgarnąć Akiego pod pachę i żyć z nim długo i szczęśliwie na jakiejś fajnej, prywatnej wyspie. W końcu i tak jest obrzydliwie bogaty, nie? Przemawia do mnie ta opcja :D
    Prawdopodobnie cokolwiek innego napiszesz też do mnie przemówi, ale fajnie by było, gdyby Hisato nie okazał się takim strasznym dziadem, który to wpakuje przyjacielowi nóż w plecy (czy tam kulkę w łeb), bo zdążyłam go polubić. Nie było go dużo, ale jak już się pojawiał to był fajny, więc nawet jeśli będzie z tego jakaś większa rozpierducha, to mam nadzieję, że na koniec się z Johnem pogodzą. Mam też nieprzyjemne wrażenie, że kogoś w tym opku zamordujesz (nie chcę, ale nastawiam się na to) i będzie mi przykro, jeśli padnie na Hisato. No chyba, że zamierzasz pójść w zakończenie dramatyczne i zamordujesz Johna albo Akiego (albo obu, broń borze), to dopiero byłoby okrutne.

    A jak już przy zakończeniu jesteśmy, to znów się brazylijska telenowela kłania -.- , więc się potem nie dziw, że ludzie mają takie straszne spiny, że nie piszesz.

    I ciekawa jestem czego się Hisato dowiedział. W pewnym momencie pomyślałam, że może ma to jakiś związek z Akim, ale chyba jednak wątpię. I tak jak zwykle mam jakieś tam teorie, co się może okazać, tak w tym przypadku, nic konkretnego nie przychodzi mi do głowy.

    W ogóle podoba mi się ta scena z przesłuchaniem: to że facet, mimo strachu, nie chciał mówić i Hisato musiał się wysilić, żeby wyciągnąć z niego informacje, a na koniec zabił go z zimną krwią. Ja generalnie lubię czytać o złych ludziach :P

    I niech ktoś w końcu zabije Rokuro. Serio. Błagam. On nawet nie musi nic robić, żeby był irytujący.

    Słodka jest ta scena, kiedy John budzi Akiego.
    „– Muszę się odprężyć, więc mi w tym pomożesz. – Wyobraźnia […] podsuwała Akiemu różne rzeczy.” – Taaaa, mi moja też >.> , aczkolwiek nie mogę powiedzieć, żebym się łudziła, o co naprawdę chodzi.

    Fajnie wyszedł tym razem opis masarzu, kompletnie inaczej niż poprzednio (co się chwali). Podobało mi się, jak Aki odpowiadał Johnowi w myślach i już nie mogę się doczekać, kiedy będą toczyli takie konwersacje normalnie, na głos. Z resztą ja już kiedyś chyba pisałam, że nie mogę się doczekać, kiedy Aki zacznie mówić do Johna po imieniu.

    Kolejna rzecz, której nie mogę się doczekać: licytacja. Bo zakładam, że skoro wspominasz o niej już któryś raz, to John się na nią pofatyguje, albo będzie ona w jakiś sposób znacząca. Gdyby to było jakiekolwiek inne opowiadanie w tej tematyce, pewnie bym się trzęsła w nadziei, że „pan” kupi sobie kolejnego niewolnika. Ale to jest John i on nie jest jeszcze przywiązany do Akiego na tyle, żebym ja się czuła bezpiecznie z jakimś drugim człowiekiem kręcącym się po opku za blisko nich. No chyba, że Johnowi coś odwali i kupi „prezent” dla Hisato. To by było wesołe (w tym takim niepokojąco-patologicznym sensie). Albo, że John sobie kupi niewolnika, Aki się wkurzy i tego niewolnika zaciuka. To dopiero byłoby wesołe :D.

    Matko, jak ja się cieszę, że John się Akiemu podoba. To jest milion razy lepsze od tego, że Aki podoba się Johnowi (bo to się jakby samo przez się od początku opka rozumiało).

    I jeszcze raz: jak ja bym chciała, żeby Aki to wszystko, co sobie myślał, powiedział na głos. Poza tym mam takie miłe wrażenie, że John, gdyby go Aki poprosił, nie poszedłby na tę imprezę.

    Mam nadzieję, że pytanie co się działo na aukcji od drugiej strony będzie dużym krokiem w relacjach Johna i Akiego. Jakby nie patrzeć to dość intymne/osobiste (?) pytanie, albo bardziej odpowiedź na nie, bo rozumiem, że John pytał z ciekawości, a nie z troski o Akiego, ale podejrzewam, że dla Akiego takie przeżycie było czymś bardzo traumatycznym i opowiadanie o tym nie pozostanie bez znaczenia.

    OdpowiedzUsuń
  18. Idąc dalej – mam nadzieję, że to „Szczęśliwe zakończenie” to spojler do tego opowiadania ;)
    Wspomnienia o mamie też dobrze poczytać. Przy tym kobieta brzmi raczej normalnie, sympatycznie. Chciałabym strzelać, co z tą rodziną było nie tak, ale kurczę, im więcej (dobra, to brzmi dziwnie, biorąc pod uwagę, że średnio są to trzy zdania na pięć rozdziałów) o nich piszesz, tym mniej mam wrażenie, że cokolwiek o nich wiem.
    W każdym razie dzięki takim wstawkom – z mamą i widokiem na ogród – Aki wydaje się normalniejszy (relatywnie rzecz biorąc, oczywiście) – pokazuje charakter/osobowość, której na przykład nie widać, gdy narracja lepi się do pleców Johna.

    Ren i Izumi – jedna czwarta jednego rozdziału wystarczyła, bym zaczęła ich shipować. Zwłaszcza, że Ren nie jest dla Izumiego podły, gdyby był, łatwiej byłby ich nie parować. A Yukio mógłby być z Hisato :P
    Przy czym moim zdaniem Ren z rozdziału na rozdział robi się coraz bardziej niepokojący. Jego zainteresowanie Yukio wydaje się cokolwiek niezdrowe i w sumie przestałam się dziwić, czemu Yukio nie chce z nim być. Przemyślenia Rena brzmią momentami właśnie jak taka zachcianka rozkapryszonego dziecka, który jak już dostanie czego chce to się pobawi chwilę i zaraz wyrzuci. Ale tak poza tym to Rena lubię – jest ciekawą postacią, niech go tylko Izumi weźmie i naprostuje. W ogóle co do tego chłopaka to mam wrażenie, że on tylko udaje takiego słodkiego cipciripci, a w rzeczywistości ma głowę na karku i stara się po prostu zbliżyć do Rena, bo się w nim nieszczęśliwie zakochał.
    Wiem jednak, że w zależności od tego co napiszesz mój stosunek do tego trójkąta pewnie jeszcze kilka razy się zmieni, ale póki co TeamIzumi :P

    Ulubiony fragment rozdziału: Aki podtrzymujący Johna i rozbierający go :D
    Podobało mi się, że ludzie Johna się o niego martwili i że on sam starał się udawać, że jest mniej pijany niż w rzeczywistości. Jakież to ludzkie :D.

    Jak się świetnie Aki stresował, czy John znów czegoś po pijaku nie odwali. Aż sobie powtórzyłam ostatni raz, kiedy John się spił. Podoba mi się też, że Aki boi się uprawiać seksu z pijanym Johnem, mimo że na trzeźwo co chwila stara się go do tego skłonić. Ciekawi mnie, w jaki sposób w końcu rozegrasz ich pierwszy raz. Ja bym pewnie zrobiła coś absolutnie okropnego, jak zdruzgotanie wszystkich starań Johna: byłby spity w trzy dupy, najpierw nie mógłby poradzić sobie z wsadzenie Akiemu penisa w odbyt, potem w połowie zrzygałby mu się na plecy i zasnął w trakcie. Jestem złą osobą :P

    Na tego „kotaka” pomyślałam, jak cudownie by było, gdyby i Aki kiedyś tak Johnowi słodził raz na jakiś czas. Jak o tym teraz myślę, to to chyba nawet bardziej pasowałoby do Akiego niż do Johna (kotkowanie i kochaniowanie). I zgadzam się z Lex, że Aki mógłby się do Johna normalnie uśmiechać, to by było miłe :)

    OdpowiedzUsuń
  19. No i Takumi. Reakcja Akiego była przewidywalna w pozytywnym tego słowa znaczeniu i swoją drogą lubię te momenty, kiedy Aki pokazuje tę odrobinę wyrachowania. Nie to żeby miał w tym wypadku jakiś realny wybór, ale jemu nawet przez myśl nie przeszło, żeby Takumiemu pomóc. Ależ to musiał być charakterny dzieciak, a jakby wyszedł z tego niewolniczego dołka to założę się, że sam świetnie by się sprawdził jako taki szef mafii ;P (fantazjuję).
    Takumi wydaje się strasznie przeżuty i ciekawi mi czy to co powiedział o Moricie (że jest nerwowy) ma jakieś głębsze znacznie, czy po prostu chodzi o te zatargi między gangami. I mam nadzieję, że jeszcze rozwiniesz wątek Takumiego, bo choć straciłam nadzieję na dobre zakończenie, motyw jest bardzo ciekawy.
    No to tyle o rozdziale. Ja już chyba darowałam sobie pisanie Ci merytorycznych komentarzy, wszystkie konkretne rzeczy już kiedyś napisałam, więc teraz tu tylko fangirling uprawiam :P

    Do tej dłuższej przerwy miałam w sumie nie nawiązywać, ale jak wszyscy o tym piszą, to nie będę gorsza. Zacznę od tego, że (jak na standardy blogów, które czytam) dwa miesiące to wcale nie jest długa przerwa. Serio, ludzie potrafią publikować raz na pół roku i po pięćset razy zaczynają pisać opowiadanie od początku.
    Z tym wkręcaniem się w klimat opowiadania to doskonale wiem o co ci chodzi, bo też tak mam. Z weną bywa różnie, ale szczerze mówiąc, czasem nie opłaca się na nią czekać, lepiej po prostu się zmusić i napisać cokolwiek, nawet jeśli nie wyjdzie, bo później zawsze można to poprawić, a tak przynajmniej coś jest i można z tym pracować, a w międzyczasie może coś styknie i wena przyjdzie sama.

    Ciekawi mnie jak Ci wyjdą te krótsze rozdziały. Ja mam tak, że jak już się wkręcę w jakąś konwencję, to nie potrafię umyślnie nagle pisać części po połowę krótszych/dłuższych. Ale częstszymi rozdziałami nie pogardzę ;)
    Tyle, czekam na kolejny rozdział (jej, już pojutrze :D) i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Tak mi jeszcze przyszło do głowy, że Matrin na "Ucztę dla wron" kazał czekać 6 lat i chyba nikt mu nie zarzucał braku szacunku do czytelników, a kaliber przecież odpowiednio większy ;)
      Poza tym odświeżenie strony raz na jakiś czas zajmuje chwilę, a w między czasie można robić naprawdę dużo różnych innych rzeczy :P

      Usuń
    2. Już opowiadam, chociaż trochę późno :)

      Usuń
    3. (zapomniałaś o "oneoneoneone" xD)
      Hahaha :D Gorzej będzie, jak Hisato będzie musiał najpierw sprzątnąć Johna, żeby ten interes przejąć. Wtedy może już nie być tak kolorowo i nici z romansów.
      Czy kogoś zamorduję? Pozabijam ich wszystkich! xD Nie no, żartuję. Tak na pewno nie będzie. Ale jeszcze zobaczymy, czy jakieś trupy się posypią. Chociaż fajnie byłoby, gdyby Aki na końcu jednak rozprawił się z Johnem. Tak dramatycznie... Wyobrażasz to sobie? Aki stojący z uśmiechem nad ciałem Johna, świętujący swoje zwycięstwo? Ja to widzę wyraźnie! :D
      Wyszło na jaw czego Tenshi się naoglądała, żeby to pisać. Ale ostatnio nie brzylijskie, tylko tureckie są w modzie! Nie jesteś na czasie! xD
      Nie powiem, czego sie dowiedział z wiadomych powodów, ale mogę zapewnić, że to były bardzo ciekawe informacje ^^ (kurcze, aż mam ochotę coś zdradzić, ale wtedy nie byłoby efektu zaskocznia, a tego nie chcę)
      Ale biedny Rokuro przecież teraz nic nie robił! Był tym razem dobrym pracownikiem i robił co szef mu kazał, a Ty od razu chcesz go uśmiercać. Tak nie można!
      Na takie rozmowy na głos chyba jeszcze będzie trzeba poczekać. Nie mówiąc już o tym, by Aki zwracał się do Johna po imieniu. To byłby przecież koniec świata! Ale kiedyś, może...
      Co do licytacji, to jeszcze rozważam różne opcje. Wciąż zastanawiam sie co zrobić i jak to rozegrać (bo mam kilka interesujących pomysłów), więc jeszcze nic nie jest przesądzone. Na pewno John w końcu dotrze na jakąś, ale kiedy, tego nie wiem :)
      Prezent dla Hisato? No nieźle, o tym nie pomyślałam :D To by mogło by ciekawe! Może się nad tym zastanowię!
      No pewnie, że John też musi się Akiemu podobać. Gdyby miało być inaczej, wcisnęłabym go do takiego obelśnego grubasa, jakiego zawsze najbardziej się obawiał. Ale nie chciałam być aż tak podła, poza tym, taki John jest chyba ciekawszy. I lepiej to sobie wyobrażać. Weź, nie dość, że taka różnica wieku, to jeszcze jakiś parszywy typ do tego? Brrr... okropne :)
      Chyba aż tak to nie. Wydaje mi się, że gdyby John usłyszał coś takiego od Akiego, wtedy na przekór poszedłby. Nie wiem, co miałby sobie przez to udowodnić, ale czuję, że tak by właśnie postąpił :)
      Jak pisałam wyżej, w końcu wszytskich pozabijam i będzie szczęśliwie, kiedy nie będzie się miał już kto użalać nad sobą :D Hehehe :D (nie wiem, ale jakieś takie nieśmieszne żarty się mnie ostatnio trzymają).
      Wydaje mi się, że też za wiele o nich nie powiedziałam. Na razie jeśli cokolwiek o rodzicach Akiego pisałam, to jakieś szczątkowe informacje, więc nie da się z nich zbyt wiele wyciągnąć. Ale już niedługo. Zdradzę Ci, że mam już plan i tylko czekam na odpowiedni moment :D
      Jest jeszcze inna opcja: Izumi mógłby być z Yukio. To dopiero byłaby para! Byliby taaacy uroczy! xD No i wiekiem by do siebie pasowali. Chociaż Izumi jak na razie na pewno wolałby Rena :) Z kolei Renowi raczej by się to nie spodobało, bo woli Yukio. Prawdziwy love triangle!
      Ten fragment z rozbieraniem, to napisałam w sumie tylko tak, dla zabawy... Jakoś... bo tak, bo mogłam. Nie potrafiłam go pominąć i strasznie mnie kusiło, żeby go zostawić, więc tak zrobiłam. Chociaż nie za wiele wnosi do opowiadania.

      Usuń
    4. Tak, Aki strasznie się bał. No bo w końcu nie mógł wiedzieć, co taki John po pijaku mógłby wymyślić. Na pewno byłby to gorsze od tego, czego mógłby chcieć normalnie, więc obawy Akiego były uzasadnione. No i widział też w jakim był John stanie. To musiało być dodatkowo odpychające.
      Ich pierwszy raz? Ja widzę to tak. Masa fajerwerek, cukier, słodycz, tęcza, serduszka i amorki latające w powietrzu... Ale to trochę nie pasuje mi do reszty. Gryzie się strasznie z tym co napisałam do tej pory, więc odwlekam to póki nie wymyślę czegoś lepszego lub w miarę znośnego. (no proszę, ujawniłam moją największą tajemnicę. Teraz już wszyscy wiedzą, czemu tyle czekają na seksy! xD)
      Jakoś nie widzę tego. Aki nazywający Johna kotkiem? Niee... niee... tak nie może być. Jeśli już musimy robić coś tak okropnego, to zostańmy chociaż przy misiu. To już bardziej pasuje :D
      Mówiłam! Mówiłam, że wcale nie tak trudno przewidzieć, jak Aki się zachowa! Haha! :D To było bardzo proste, no bo w końcu Aki nie lubi Takumiego. Dlaczgo miałby mu pomagać? To takie ludzkie... Nawet Aki czasem ma ludzkie odruchy.
      (a z tym szefem mafii, to nie zapędzaj się tak. Już ustaliłyśmy, że to Hisato nim będzie jak wszystkich pozabija!)
      W tym momencie nie wiem co zrobić z tym wątkiem (z Moritą). Nie mam co do niego dalszych planów i myślę nawet, czy by go już w jakiś sposób nie zamknąć. Ale jak na razie na myśleniu poprzestaję, bo chcę zająć się czymś innym i rozkręcić inny wątek. Niewykluczone, że do tego kiedyś wrócę :)
      Nie przejmuj się. Twoje komentarze tak naprawdę dają mi sporo do myślenia i zawsze bardzo cieszę się, kiedy je widzę (nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę!) :D
      Pocieszyłaś mnie z tymi rozdziałami. Jeśli inni dodają po pół roku, to u mnie wcale nie jest tak źle. Choć to nie znaczy, że zamierzam iść w ich ślady. A jeśli chodzi o wenę, to zazwyczaj daję sobie pół godzinki. Piszę cokolwiek, a jeśli to co napiszę jest, że tak powiem do dupy, to kasuję i daję sobie spokój, bo wiem, że tego dnia nic już sensownego nie dam rady stworzyć.
      (ten mój komentarz jest strasznie chaotyczny. Mam nadzieję, że cokolwiek z niego zrozumiałaś :D)
      Pozdrawiam cieplutko i dziękuję za kometarz! ^^

      Usuń
  20. UWAGA!!!
    Tenshi jest chora i generalnie umierająca. miała nadzieję, że da radę skończyć, ale się nie udało. w związku z tym może Wam zaoferować co najwyżej nieskończony rozdział, albo dacie jej chwilę na wyzdrowienie :) piszę, żeby znowu nie było, że brak informacji, a ona nie jest w stanie (serio, widzę przy rozmowie, że nie daje rady)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie przekaż jej życzenia szybkiego powrotu do zdrowia, przesyłam mentalnie ciepły kocyk i herbatkę. ;)

      A co do rozdziału to lepszy niedokończony niż żaden.

      Isirid

      Usuń
  21. Chcemy rozdział od razu nie ważne ze niedokończony :) Nie mogę się już doczekać :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Biedna Tenshi ;-; Czy możesz jej przekazać życzenia szybkiego powrotu do zdrowia i informację, że wysłałam jej nutki inspirująco-uzdrawiające na gg? ;) Odbierze je sobie, kiedy tylko będzie mogła. Co do rozdziału - wypowiedziałam się już w rozmowie z autorką, ale powtórzę to jeszcze raz: cud, miód i malina, jest co czytać, Aki bardzo realistyczny, a co do Hisato - mam już swoje podejrzenia! Nie zdradzę jednak, jakie i czy to prawda. Ja osobiście natomiast życzę jej szybkiego wyzdrowienia i nie żałuję, że musiałam czekać. Co więcej, nawet jestem zadowolona, że tak długo trzeba było czekać - im dłużej, tym lepszy rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  23. Kurde, nie wiem, o co chodzi, ale jeszcze nie skomentowałam :/ ale wstyd :D

    Już się poprawiam.

    *Tenshi, zdrówka życzę, kuruj się i zdrowiej szybko.
    *Lex, jak zawsze, świetne betowanie! ;)

    Miałam skomentować już wcześniej, wyszło jak wyszło :D więc chciałam teraz tylko napisać, że szalenie podoba mi się "charakter" Akiego. Chyba coraz bardziej. To znaczy, podobał mi się od samego początku, ale... czy ja wiem. Tak ładnie go kreujesz (ma prawdziwe "niewolnicze" cechy charakteru), że ciągle mnie to zachwyca.

    Dużo zdrowia, czasu i weny życzę!

    KAczucha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki bardzo :) A jakie "niewolnicze" cechy charakteru masz na myśli? Bo jestem strasznie ciekawa :D
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  24. Witam,
    co? niech nie idzie na aukcje, a jak już to niech nie kupuje nowego niewolnika... Aki czuje się zagrożony, nie żal mi Takumiego, czego dowiedział się Haisako, i co? chce zagrozić pozycji Johna....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń