Rozdział 21

Rutyna, nuda i bezużyteczne scenariusze Akiego


- Czy to prawda? Daizo zaatakował Aratę? - Morita wciąż nie mógł wyjść z szoku, choć już dotarły do niego najnowsze wieści, które rozniosły się po mieście lotem błyskawicy. - Słyszałem o tym, ale do teraz nie mogę uwierzyć. Sądziłem, że prędzej sprzymierzy się z nim, niż wypowie mu wojnę. Co ten człowiek sobie wyobraża?
John także nie miał pojęcia, co Daizo kombinował, ale bardzo mu się to nie podobało. Coś musiało się za tym kryć. Czuł to. Jednak do tej pory ich wróg z niczym się nie zdradził, a same przeczucia to stanowczo za mało. Potrzebował czegoś, co pozwoliłoby mu zareagować. Jakiegoś punktu zaczepienia. Czegokolwiek, choćby plotek, które mógłby sprawdzić. Ale nie posiadał nawet tego, co doprowadzało go do coraz większej irytacji.
Gorsze dni rzadko mu się zdarzały, ale John miał wrażenie, że to był właśnie jeden z nich. Był zupełnie rozkojarzony i z trudem myślało mu się o hipotezach na temat motywów postępowania Daizo. Skupiał się za to na innych, nieistotnych sprawach. Choćby patrząc na Moritę, zastanawiał się, ile ten mężczyzna mógł mieć lat? Na pewno był starszy od niego, co do tego nie miał wątpliwości. Ale mimo tego wciąż wyglądał dosyć młodo. John dałby mu na oko czterdzieści, może czterdzieści parę lat, ale nie zdziwiłby się, gdyby bardzo pomylił się w swoim osądzie.
„Skup się” skarcił się w myślach. „Nie myśl o pierdołach, tylko weź się do roboty”.
- Powiedziałbym, że to nierozsądne z jego strony, ale tak naprawdę nie wiem, co o tym myśleć. Co nim kieruje? Może wcale nie jest aż tak szalony jak nam się wydaje? Może ma nad nami przewagę? Może ma nas w garści, tylko my jeszcze o tym nie wiemy? - Taka opcja od dawna krążyła po głowie Johna, ale nie potrafił znaleźć żadnych dowodów na jej prawdziwość. Jeśli Daizo faktycznie miał jakąś tajemnicę, świetnie ją ukrywał.
- Nie mam pojęcia co by to musiało być, ale wypowiadanie wojny nam wszystkim w jednym momencie? To samobójstwo! Sam sobie kopie grób! I to jeszcze w momencie, kiedy zadaliśmy mu tak potężny cios? W głowie mi się to nie mieści! - Morita uderzył pięścią w stół widocznie wzburzmy. Szybko jednak się opanował i przeprosił za swoją porywczość.
Johnowi również nie mieściło się to w głowie. To i nie tylko to. Wiedział też, że ta rozmowa była bardzo ważna, jednak nie mógł się na niej skupić. Wszystko wydawało mu się bardziej absorbujące od tego. Kręcił się na krześle, próbując znaleźć jakąś wygodną pozycję, ale bez skutku. W pewnym momencie aż mu było za siebie wstyd, że zachowywał się w ten sposób, lecz nic nie mógł na to poradzić. Musiał wytrzymać jeszcze trochę, dopóki spotkanie z Moritą nie dobiegnie końca, a był dziś bardzo niecierpliwy. Bolała go głowa, z każdą chwilą coraz bardziej. Czyżby się nie wyspał? A może szklaneczka whisky wypita na dobranoc nagle dawała o sobie znać? W to drugie znacznie ciężej mu było uwierzyć. Prawdę mówiąc, nawet nie dopuszczał do siebie takiej możliwości. Bo niby czemu?
John spojrzał na niewolnika stojącego tuż za plecami Mority. Chłopak sprawiał wrażenie, jakby ledwo trzymał się na nogach. Był cieniem siebie. Mężczyźnie w pewnym momencie wydawało się nawet, że ten za chwilę zemdleje, jednak nic takiego się nie stało.
Chłopak ostrożnie położył dłoń na oparciu krzesła, tak, by jego pan, który tam siedział, nie zorientował się. Mężczyzna spostrzegł, że drugą rękę owiniętą miał bandażem. „Ciekawe czy to wypadek, czy raczej sprawka Mority?” przemknęło mu przez myśl, jednak nawet przez chwilę nie potępił swojego wspólnika. To nie była jego sprawa, co tamten robił ze swoim niewolnikiem. Kierowała nim jedynie zwykła ciekawość.
Chłopak na chwilę zamknął oczy. Gdy je otworzył, zauważył, że John mu się przyglądał. Opuścił wzrok, powoli zabrał rękę z oparcia krzesła. Potem trwał tak, ze spuszczoną głową, aż do końca spotkania.
John, gdy wychodził, zdał sobie sprawę z jednej rzeczy. Morita także zachowywał się tego dnia nie tak, jak zazwyczaj.
Kątem oka spojrzał ostatni raz na chłopaka, który wciąż nie odważył się podnieść na niego wzroku. Morita nie krzyczał, w ogóle nie zwracał na niewolnika uwagi. Poza tym, przez cały ten czas ani razu go nie dotknął, co wcześniej mu się nie zdarzało. „Czyżby i u niego gorzej się działo? Widać nawet Morita ma czasem dość zabaw” pomyślał z przekąsem i zaczął zastanawiać się, co mógł teraz robić jego niewolnik, pozostawiony w rezydencji.



W szkolnym przebraniu, wciąż mając ze sobą torbę z zeszytami, Yukio wraz z innymi ludźmi przeszedł po pasach na drugą stronę jezdni. Teraz wyglądał jak zwyczajny uczeń. Kto by mógł przypuszczać, czym zajmował się w wolnym czasie?
Nie wybierał się do swojego pokoju nad barem. Szedł w kompletnie innym kierunku i wcale mu się to nie podobało. Czasem naprawdę chciał zachowywać się jak zwyczajny nastolatek i w tamtej chwili, też tak było. Wolałby, jak normalny uczeń, wrócić do domu, odpocząć chwilę i pouczyć się, narzekając na to, że niczego nie rozumie, nauczyciele są beznadziejni i że w ogóle za dużo tego wszystkiego. Albo spotkać się z kolegami lub chociaż pooglądać filmy do późna w nocy, jak często mu się zdarzało. Ale nie mógł. Czekały na niego inne rzeczy, których nie dało się porzucić tak po prostu. 
W kolejnych witrynach sklepowych odbijała się jego strapiona mina. Tego dnia nie miał nawet ochoty zagrać w swoją nową grę, a to już musiało coś oznaczać. Gnębiła go wizja tego, dokąd się wybierał. Coś podpowiadało mu, że powinien zawrócić, ale przecież Shouta sam do niego zadzwonił i wyraźnie powiedział, gdzie mają się spotkać. Dwa razy. Yukio zapytał go o to ponownie, licząc na to, że się przesłyszał. Ale nie dał mu niczego po sobie poznać. 
Chłopak włożył sobie słuchawki do uszu, wyjął komórkę i włączył losową piosenkę z playlisty. Ale nawet kiedy zwiększył głośność bardziej niż zazwyczaj, nie pomogło mu to zagłuszyć nachalnych myśli.
Po kilkudziesięciu minutach spaceru dotarł wreszcie na miejsce. Nigdy wcześniej tam nie był. Omijał je szerokim łukiem, póki mógł.
Z zewnątrz wysoki budynek, do którego Yukio wszedł po chwili wahania, wyglądał podobnie jak wszystkie inne w okolicy. Blok jak każdy inny, mógłby powiedzieć. Kiedy chłopak był już w środku stwierdził, że tutaj także niczym się nie wyróżniał. Musiał przyznać, że spodziewał się o wiele więcej.
Minął windy i ruszył schodami na siódme piętro. Pomyślał, że wysiłek dobrze mu zrobi, a i nie przepadał za windami. Nie bał się, ale korzystał z nich tylko jeśli zaszła taka potrzeba. 
Stojąc przed drzwiami mieszkania Rena przez moment miał ochotę stamtąd uciec. Ale wiedział, że i tak nie zrobiłby tego. To byłoby głupie. A on zawsze starał się postępować rozsądnie, chociaż w minimalnym stopniu.
Wcisnął przycisk dzwonka. Zrobił to szybko, by udowodnić sobie, że miał kontrolę nad sytuacją. W tym samym momencie doprowadził się do porządku i ukrył swoje zmartwienia pod maską niewielkiego uśmiechu. Miał jedynie nadzieję, że Shouta był już w środku. To czego najbardziej się obawiał, to zostać z Renem sam na sam w jego własnym mieszkaniu.
Ren otworzył drzwi po dłuższej chwili i zmierzył go wzrokiem. To było coś, czego się spodziewał. 
- Prosto ze szkoły? – powiedział na przywitanie i wpuścił chłopaka do środka. Zamknął za nim drzwi i padły słowa, których Yukio miał nadzieję nie usłyszeć. - Shouty jeszcze nie ma. Będziemy musieli poczekać na niego.
Nie miał wyjścia. Nawet nie wiedział, jak teraz mógłby się wykręcić, więc starał się nie dawać po sobie niczego poznać.
Poprowadził go do salonu. Yukio spostrzegł, że w mieszkaniu Rena panował porządek. Chłopak nie spodziewał się tego. Zakładał, że Ren był raczej bałaganiarzem i że ujrzy tutaj prawdziwy chaos. Przygotował się na widok porozrzucanych wszędzie ubrań, gratów poupychanych w najróżniejszych kątach, a nawet kurzu krzyczącego do niego na powitanie, ale niczego takiego nie ujrzał. Musiał przyznać, że pod tym względem źle ocenił Rena. Ale nie było mu z tego powodu przykro
- Napijesz się czegoś? - zaproponował gospodarz, wpatrując się w niego uważnie. Chłopak miał wrażenie, że nie odrywał on od niego wzroku, odkąd tylko przekroczył próg. Nie lubił tego.
- Nie – odparł, jednak szybko zmienił zdanie. – Albo tak, jeśli to nie kłopot.
- Pewnie, że nie – zapewnił. - To na co masz ochotę? Mam colę, jeśli chcesz, bo za kawą raczej nie przepadasz.
- Wodę? - rzucił, byleby tylko pozbyć się go przynajmniej na chwilę.
Ren zniknął w kuchni, a Yukio, siedzący już w fotelu, wyciągnął z uszu słuchawki i schował je do torby. Potem spojrzał na telefon. Zastanawiał się przy tym, kiedy Shouta wreszcie dotrze. Wciąż poganiał go w myślach, jakby to miało pomóc. 
Mężczyzna wrócił ze szklanką wody dla gościa i kubkiem kawy dla siebie, które to postawił na szklanym stoliku. Yukio sięgnął po szklankę i napił się trochę, choć wcale nie był spragniony. Potem wrócił do swojej pozycji i gapiąc się w ekran telefonu, włączył grę, w którą zaczął grać, jak gdyby nigdy nic. 
- Ciekawe, kiedy przyjdzie Shouta? – Ren zastanawiał się na głos. Siedział w fotelu naprzeciw Yukio, co dla chłopaka stanowiło na razie bezpieczną odległość. - Jesteś u mnie pierwszy raz, prawda? Wreszcie udało mi się tutaj ciebie zaciągnąć – zaśmiał się.
Chłopakowi w ogóle nie było do śmiechu. Uśmiechnął się jednak dla niepoznaki, by ukryć jak spięty był.
- Przyszedłem tutaj tylko dlatego, że Shouta mnie o to poprosił – oznajmił.
- Tak, tak, przecież wiem. 
- Tylko dlatego – powtórzył.
- To i tak sukces.
Zapadła chwila ciszy, którą zakłócały tylko dźwięki z telefonu chłopaka. Yukio z całej siły skupiał się na grze, w którą wcale nie miał ochoty grać. Kątem oka jednak obserwował mężczyznę. Nie wyglądało na to, by Ren zachowywał się podejrzanie. Pił kawę i patrzył na niego może odrobinę intensywniej niż zwykle, ale to i tak nie była żadna nowość. Ren często obserwował go, nawet gdy Shouta czy ktoś inny był w pobliżu i choć Yukio tego nie znosił, przyzwyczaił się. Teraz tylko niepokoiło go to, że był z nim sam na sam w jego mieszkaniu. Czuł się jak zwierzę złapane w klatkę, w dodatku zwabione do niej podstępem. Pocieszał się jedynie tym, że ich kolega zaraz do nich dołączy. Poza tym, przecież chyba potrafiłby poradzić sobie z Renem? 
- Dobrze wyglądasz w mundurku – mężczyzna podjął kolejną próbę nawiązania rozmowy, nawet, jeśli chłopak widocznie nie miał na nią ochoty.
- Dzięki – mruknął tylko, wciąż wlepiając wzrok w komórkę.
Yukio umknęła chwila, w której Ren wstał z fotela. Zorientował się dopiero, kiedy mężczyzna już podchodził do niego. Przez moment nie wiedział jak zareagować, ale postanowił zachować spokój.
Ren stanął nad nim. Oparł się ręką o oparcie fotela i nachylił nad chłopakiem.
- Nowa gra? - zapytał, udając zaciekawienie.
- Nie, już ją widziałeś, bo ci ją pokazywałem. Gram w nią od miesiąca – odparł Yukio zgodnie z prawdą. Tej nowej wciąż nie miał ochoty zaczynać, więc pozostał przy innej, której jeszcze nie zdążył skończyć.
- Aha, a może odłożysz ją na chwilę? - spytał znowu, pochylając się jeszcze bardziej, tak że jego twarz znajdowała się blisko twarzy chłopaka. 
Yukio nie podobało się to. Według niego Ren już przeginał. 
- Odsuń się – powiedział, sam także przesuwając się jak najbliżej drugiej strony fotela. 
W tym samym momencie odezwał się telefon należący do mężczyzny, przez co dał on Yukio spokój. Odebrał go, znów siadając na swoim miejscu, naprzeciwko niego. Yukio, który przysłuchiwał się słowom Rena, domyślał się już, kto dzwonił i co się stało. Dlatego gdy mężczyzna się rozłączył, chłopak już chował telefon do kieszeni.
- Shouta nie przyjedzie. Musiał się czymś zająć – Ren poinformował go spokojnie i uśmiechnął się do niego.
Słysząc to, Yukio natychmiast chwycił swoją torbę i podniósł się z fotela. Nie miał zamiaru pozostawać tam ani chwili dłużej. Przeklinał Shoutę w myślach za to, że nie przyjechał i za to, że wymyślił sobie spotkanie w takim miejscu. Jakby nie mogli się spotkać gdziekolwiek indziej!
- To ja już lecę. Dzięki za wodę – powiedział i ruszył w kierunku wyjścia, nie czekając, aż gospodarz raczy go odprowadzić. Nie musiał.
Ren podążył za nim. Szybko dogonił go i złapał za ramię. 
- Poczekaj – poprosił. Chłopak zatrzymał się i odwracając się do niego, spojrzał pytająco. - Zostań jeszcze.
- Nie mam czasu. Przyszedłem tylko dlatego, że mieliśmy rozmawiać o naszym zleceniu – oświadczył, nawet nie starając się brzmieć uprzejmie. 
- Yukio – Ren powoli tracił cierpliwość, mimo tego starał się opanować. - Tylko na chwilę. Porozmawiajmy, skoro mamy okazję. Mogę cię potem odwieźć, więc nie musisz się martwić – zaproponował.
- Nie trzeba. Jak wyjdę teraz, jeszcze zdążę na autobus. 
- Yukio… - Ren zbliżył się błyskawicznie i objął go. Chłopak początkowo nie reagował zaskoczony jego zachowaniem, a mężczyzna wykorzystał okazję i pocałował go, nim tamten zdążył zaprotestować.
Yukio nie sądził, że Ren się do tego posunie. Kiedy jednak dotarło do niego co się właśnie stało, wyrwał się natychmiast. Ale nie potrafił na tym poprzestać, czując, że tym razem mężczyzna posunął się za daleko. Był wściekły jak nigdy i nie miał zamiaru tak tego zostawić.
Nie namyślając się długo, uderzył Rena prosto w twarz. Włożył w to tyle siły, że mężczyzna zachwiał się i cofnął się o krok. 
- Kurwa mać! - krzyknął tamten i złapał się za nos, w który chłopak trafił, a z którego popłynęła stróżka krwi.
- Zostaw mnie w spokoju! - wrzeszczał Yukio ze złością. Z trudem panował nad sobą, by nie rzucić się na Rena i nie kontynuować tego, co przed chwilą zaczął. Był zły na siebie, że dał się podejść jak jakiś dzieciak. Chociaż jego nienawiść skupiona była w tamtej chwili głównie na mężczyźnie. 
- Yukio, przepraszam – powiedział tamten, trochę niewyraźnie. Widząc, wściekłość chłopaka, starał się go uspokoić. - Wiesz co do ciebie czuję. Ja-
- Mówiłem ci, że nie jestem taki jak ty! - chłopak krzyczał, przerywając mu. Jego pięści wciąż były zaciśnięte, a sam był gotowy do kolejnego ciosu. - Jak mam ci to jeszcze wytłumaczyć?!
- Co masz na myśli? Przecież wiem, że jesteś gejem! Wiem, że ci się podobam! - Ren spojrzał na niego i zobaczył, jak Yukio wpatruje się w niego z mordem w oczach. W takim stanie chłopak wyglądał jeszcze lepiej, według niego, ale cieszył się, że tamten nie miał o tym pojęcia. 
- Co z tego? Nie jestem taki jak ty! Nie szukam kogoś na jedną noc! Nie mam zamiaru dołączać do twojej kolekcji!
- To nie tak… Ty nic nie rozumiesz!
- Zostaw mnie i daj mi spokój! Jeśli jeszcze raz mnie tkniesz, zabiję cię! I tym razem nie żartuję! - czerwony na twarzy wykrzyczał na koniec, prawie zdzierając sobie gardło. Potem, mając wrażenie, że i tak zabawił tam za długo, wyszedł, trzaskając drzwiami. 
Ren nie poszedł za nim. Zastanawiał się, czy chłopak złamał mu nos, bo z bólu już łzy pociekły mu z oczu. Mimo tego czuł, że było warto i w dalszym ciągu nie miał zamiaru się poddać. Czuł, że potrzebował właśnie kogoś takiego jak Yukio. Tylko jego.



Złe rzeczy przytrafiają się zawsze komuś innemu - przeczytał i parsknął śmiechem. Zamknął książkę i rzucił ją gdzieś obok, nie przestając się śmiać. „Ten kto to napisał, chyba troszkę się pomylił” myślał, wciąż chichotając pod nosem. Już nawet nie miał siły użalać się nad sobą i swoim parszywym losem. Pogodził się z tym, że stał się niewolnikiem. Tylko czasami w jego sercu pojawiała się mała iskierka, sprzeciwiająca się temu wszystkiemu. Ale on nigdy nie był buntownikiem, to nie leżało w jego naturze. Łatwo było ją ugasić, poza tym, nie było sensu się sprzeciwiać. Nie mógł tego zmienić, więc lepiej było to zaakceptować i jakoś z tym żyć. Jedyną dobrą rzeczą było to, że jego pan, jak do tej pory, nie okazał się sadystą i traktował go przyzwoicie. Jednak to w każdej chwili mogło się zmienić. Jego położenie było niepewne. Ale teraz już nie smucił się na samą myśl o tym.
Gdy trochę się uspokoił, podniósł swoją lekturę i wstał z łóżka, by odłożyć ją na półkę. Książki, które tam się znajdowały, poukładał najpierw alfabetycznie. Później jednak, chyba wyłącznie dla zabicia czasu, zmienił to ustawienie i wszystkie spoczywały na półce poukładane według kolorów okładek.
Czekając na powrót pana, starał się czymś zająć. Czymkolwiek. Byleby nie myśleć za dużo i nie pozwolić by wątpliwości i obawy zawładnęły jego sercem. Teraz, kiedy już ułożył w swojej głowie pewien plan i był przekonany o tym jak powinien postąpić, nie chciał, by cokolwiek odwiodło go od jego postanowienia. Jak do tej pory szlo mu całkiem dobrze. Oglądał filmy i choć jeszcze nie otrzymał obiecanych przez pana horrorów, wciąż miał sporo innych w zapasie. Oprócz tego głównie czytał. Poza tym, zastanawiał się, w których ubraniach prezentował się najlepiej i jak powinien ułożyć włosy, by spodobać się panu. Jedynie takie zmartwienia do siebie dopuszczał. Tylko te były dozwolone. 
Gdy nadszedł dzień, w którym pan miał wrócić, obudził się bardzo wcześnie. Potem nie mógł zasnąć, będąc zarówno podekscytowanym, jak i zestresowanym. Śniadanie przełknął z trudem, ale wmusił je w siebie, by pan nie skarcił go za to, że nie jadł. Miał tylko nadzieję, że pan wróci przed obiadem, bo nie sądził, żeby będąc w takim napięciu, był w stanie wcisnąć w siebie coś jeszcze.
Z każdą godziną denerwował się bardziej. Nie mógł znaleźć sobie miejsca, co było śmieszne, bo zbyt dużego wyboru w końcu nie miał. Jego pokój nie był aż tak duży. Wreszcie jednak usiadł za biurkiem. Wyciągnął kartkę papieru i ołówek, po czym zaczął bazgrać po kartce. Nie zastanawiał się nad tym co rysuje, a że kompletnie nie posiadał do tego talentu, wychodziły mu wyłącznie niczego nie przypominające gryzmoły.
Kiedy tak mazał sobie koleje kreski i kółka, nagle przypomniał sobie o matce. Jedno ze wspomnień odżyło w nim tak wyraźnie, jak gdyby to było wczoraj. Gdy był małym chłopcem matka zawsze chwaliła jego rysunki, nawet jeśli były okropne. Potem wieszała je na lodówce i wisiały tam, dopóki nie narysował czegoś nowego. Wtedy wystawa była zmieniana. Kiedy podrósł, wraz z nią śmiał się potem z tego, że wieszała je tam tylko po to, by zniechęcić ojca do zbliżania się do jedzenia.
Uśmiechnął się, a jego oczy się zaszkliły. Poczuł, że tęskni. Dlatego też jak najszybciej postarał się pomyśleć o czymś innym „Pan, Aki. Pan może zaraz przyjść. Musisz być gotowy. Nie możesz się teraz rozklejać. To już nie wrócić, nie myśl o tym. Myśl o tym, co przed tobą...”. 
Poskutkowało, gdy dodatkowo wziął głęboki oddech i już zaraz uspokoił się. Odłożył wciąż ściskany w dłoni ołówek na biurko. Już nie miał zamiaru rysować dzisiaj. 
Gdy to zrobił, usłyszał szczęk zamka w drzwiach. „Czyżby służąca już niosła obiad?” myślał niechętnie. Wciąż nie darzył jej sympatią i wątpił, by kiedykolwiek miało się to zmienić. Odwrócił się jednak i po chwili, kiedy drzwi otworzyły się, przekonał się, że to nie służąca.
Pan ubrany był w białą koszulę i jeansy. Aki pomyślał, że już musiał się przebrać, bo rzadko tak opuszczał rezydencję. Najczęściej jego codziennym strojem, w którym wychodził do pracy, był garnitur w najróżniejszych wydaniach. Kiedy zostawał na dłużej w domu, zakładał nieco luźniejsze, a jeśli nie, to przynajmniej mniej eleganckie, ubrania. Aki nie potrafił wybrać, w czym pan wyglądał lepiej. W obu wersjach wydawał mu się bardzo przystojny. 
„Jak dobrze, że wrócił!” przemknęło mu po głowie. Ucieszył się na widok swojego właściciela. 
Nie mógł powstrzymać się od drobnego uśmiechu, jednak to nie miało wtedy znaczenia. Pan wydawał się być w wyśmienitym humorze, co znaczyło, że być może mu to daruje.
- Witaj panie – powiedział Aki i wstał, kiedy pan zbliżał się do niego.
- Wróciłem – rzekł natomiast mężczyzna. Podszedł do chłopaka i zatrzymał się tuż przed nim, a Aki, zdezorientowany, zastanawiał się, co też zamierzał. „Uderzy mnie?” przemknęło mu przez głowę. 
Ku jego zaskoczeniu, ale i uldze, pan objął go i przyciągnął do siebie. To było o wiele lepsze od tego, czego już się spodziewał. 
Choć takie powitania zdarzały się rzadko, bo pan często nie był zbyt wylewny. Czasem nawet nie odzywał się do chłopaka słowem. Akiemu było wtedy przykro, choć uważał, że nie miał do tego prawa. Lubił jednak, kiedy pan zwracał na niego chociaż odrobinę uwagi, wtedy czuł się pewniej. Dlatego też to, co pan zrobił teraz, tak mu się podobało. Poza tym, było doskonałą podstawą, do rozpoczęcia planu chłopaka.
- Przeczytałeś moją wiadomość? - zapytał pan, nie wypuszczając go z objęć. W tym momencie chłopak czuł się naprawdę jak jego własność i to mu bardzo odpowiadało.
- Tak, panie – odparł natychmiast. Nie odważył zapytać się, co ten miał na myśli, każąc mu się „przygotować”, ale liczył na to, że wkrótce się przekona. Strasznie go to ciekawiło i nawet nie mógł się doczekać, by sprawdzić, czy jego przypuszczenia się sprawdzą. W głębi duszy, bardzo na to liczył.
- Świetnie – skomentował pan zdawkowo. 
Potem jednak jego właściciel zrobił to, na co Aki miał nadzieję. Tylko nie do końca chciał, by tak to wyglądało...
Pan złapał go za podbródek może odrobinę zbyt brutalnie, ale to nie miało znaczenia. Uniósł go do góry, a następnie pocałował chłopaka szybko. Dotknął ustami jego ust, zaledwie je muskając, po czym rozluźnił swój uścisk i wypuścił chłopaka z objęć. Aki czuł maleńki zawód, lecz nie pozwolił sobie, by w jakikolwiek sposób było to widoczne. Nie mógł pozwolić sobie na taki luksus. „Znaj swoje miejsce” pomyślał z goryczą, pragnąc jednocześnie, by pan jeszcze zmienił zdanie i zainteresował się nim bardziej. W końcu po to tak starał się wyglądać jak najlepiej. „Może nie trafiłem w jego gust?”.
- Nie jadłeś jeszcze obiadu, prawda? - usłyszał i to wyrwało go z krótkiego zamyślenia. 
- Nie, panie.
- W takim razie zjesz dzisiaj ze mną. – Pan pogłaskał go jeszcze po głowie, nim odwrócił się i zaczął zmierzać w stronę drzwi.
Akiemu zdarzyło się jadać z panem już kilkukrotnie, jednak zawsze traktował to jako ogromne wyróżnienie. Tym razem także tak było i kiedy tylko o tym usłyszał, poczuł przypływ radości. Nie było w tym nic dziwnego, w końcu to było jedną z niewielu nagród, jakie mógł otrzymać. Każdy niewolnik na jego miejscu zareagowałby tak samo. Tak przynajmniej sądził. 
Schodząc po schodach, chłopak ucieszył się, że wreszcie mógł wyjść ze „swojego” pokoju. Lubił go, jednak gdy przebywał w nim dłużej, czuł jakby pan coraz bardziej o nim zapominał. Wolał więc spędzać czas choćby w sypialni pana. Tam miał większe pole manewru i mógł tam zyskać więcej okazji na wcielenie swego planu w życie, nawet jeśli przez tyle czasu, kiedy faktycznie mógł siedzieć tam bez przeszkód, niczego nie osiągnął.
Wkrótce znaleźli się w jadalni, której wystrój w dalszym ciągu robił na Akim spore wrażenie. I tym razem nie powstrzymał się przed rzuceniem okiem na obrazy i rzeźby znajdujące się tam. Za każdym razem, gdy je widział, miał wrażenie, że dostrzega więcej, lub że odbiera je inaczej. To było na swój sposób niesamowite.
Aki poczekał aż pan zajmie miejsce. Trochę się denerwował, także przez to, że wciąż miał w głowie plan, jaki sobie ustalił i czuł presję, by zacząć doprowadzać go do skutku. Postanowił jednak z tym poczekać. W obecnej sytuacji nie czuł się wystarczająco pewnie, by podjąć jakieś działanie. Poza tym, bał się, że pan jednak się rozmyśli i każe mu wracać do pokoju. 
- Usiądź – usłyszał i dopiero wtedy odsunął sobie krzesło, na którym potem ostrożnie zasiadł.
- Dziękuję, panie – odparł grzecznie, po czym zaczął przypatrywać się, jak służąca postawiła na stole dzbanek z wodą. Nawet dzbanek tutaj wydawał się kosztować sporo. Czasem chłopak zastanawiał się, jak dużo pieniędzy może mieć pan, ale jedyny wniosek do jakiego dochodził to to, że był naprawdę bogaty.
Aki widząc jedzenie, które leżało przed nim na talerzu, stwierdził, że apetyt znów mu wrócił. Choć wcześniej ze stresu czuł jakby ucisk w gardle, teraz już nie miał tego problemu. Dodatkowo czując pyszny zapach, ślinka mu ciekła.
Pan już jadł, więc chłopak także zabrał się za swoją porcję.
- Tęskniłeś za mną, gdy mnie nie było? - zapytał nagle pan z wyraźnym rozbawieniem, jakby sobie coś przypominając. Aki zdał sobie sprawę, że widocznie sobie z niego żartował, ale nie poczuł się z tym źle. Cieszył się, bo nie wydawało mu się, by pan był przy tym zły na niego, w dodatku wyglądał, jakby miał świetny humor. A to liczyło się przecież najbardziej.
- Tak, panie. Nie mogłem doczekać się, kiedy wrócisz. – Gdy spojrzał na pana, zobaczył, jak ten uśmiechał się do niego. Znów wyglądało to jednak tak, jakby pan się z niego naśmiewał, może nawet kpił, ale Aki przecież nie mógłby czuć się urażony, cokolwiek pan by nie zrobił, czy nie powiedział. „Pan jest wszystkim i może wszystko”. To była jedna z nauk Akumy, jaką jego były właściciel zakorzenił w nim bardzo głęboko.
- Czyli cieszysz się z mojego powrotu? - spytał, już nieco poważniej. - Nie wolałbyś, żeby nie było mnie dłużej? Miałbyś święty spokój. 
- Nie, panie. Cieszę się, że już wróciłeś – odrzekł chłopak, zastanawiając się, czy jednak nie powiedział czegoś nieodpowiedniego. Szybko pozbył się tej myśli z głowy. Potem znowu zabrał się za jedzenie, do chwili, gdy pan zadał kolejne pytanie. 
- Aki – zaczął pan, a chłopak uniósł głowę znad talerza. Pan używał jego imienia rzadko, raczej bez określonego kontekstu, więc nie wiedział, o co mogło chodzić tym razem. Mimo tego lubił słyszeć swoje imię z jego ust. Tak rzadko ktoś je wypowiadał… - Dobrze się zachowywałeś? Nie ma niczego, za co powinienem cię ukarać?
Tego się nie spodziewał. Poza tym wzrok pana, gdy na niego patrzył, był jakiś inny niż zwykle. Chłopak nie potrafił go rozgryźć i to go martwiło. 
„Pan się o czymś dowiedział?” zastanawiał się, ekspresowo analizując, czy dopuścił się czegoś, co mogło się nie spodobać jego właścicielowi, kiedy tego nie było w domu. Ale nic nie przychodziło mu do głowy. 
- Panie… Będzie jak postanowisz – odpowiedział ulegle, kiedy tylko przełknął przeżuwany powoli kęs. Czuł, jak serce zaczynało mu bić szybciej. Coraz bardziej się stresował. „A co jeśli pan uzna, że należy mi się za coś kara? Co jeśli już coś przyszykował? Może dlatego ma taki dobry humor?”.
Do głowy zaczęły przychodzić mu różne pomysły. Wyobraził sobie nawet to, że może służąca, która wiedział, że go nie lubiła, wymyśliła sobie coś, by go pogrążyć. „Tak, ona mogłaby to zrobić. Nienawidzi mnie. Może chciała się mnie pozbyć?”.
- Jak na razie chciałbym usłyszeć od ciebie, czy jest coś, za co w ogóle powinieneś otrzymać karę – Zdał sobie sprawę, że pan wpatrywał się w niego badawczo, nawet gdy uniósł szklankę do ust i napił się wody. 
Aki nie miał pojęcia, co się właśnie działo. Był totalnie zdezorientowany. Dlaczego pan pytał go o coś, na co nie znał odpowiedzi? Wydawało mu się, że zachowywał się dobrze, bo i pilnował się przez cały ten czas. Myślał, że nie zrobił niczego głupiego, ale skąd mógł mieć pewność? Aki obawiał się zaprzeczyć, by pan nie uznał go za aroganckiego. Może faktycznie było coś, o czym pan dowiedział się i co mu się nie spodobało? Może służąca oskarżyła go o coś, albo nawet sobie coś wymyśliła, a teraz pan wystawiał go na próbę, by zobaczyć, czy ten przyzna się czy też spróbuje skłamać? Nie wiedział co robić. Miał mętlik w głowie, więc tak jak zwykle w takich sytuacjach, milczał, choć wiedział, że to mogło rozgniewać pana jeszcze bardziej.
- Odpowiedz – usłyszał. To już definitywnie był rozkaz, więc chłopak nie mógł próbować go obejść.
- Panie, ja… ja nie wiem – wydusił wreszcie cicho, choć nawet sam uważał, że taka odpowiedź nie była wystarczająca. 
- Jak możesz nie wiedzieć? Chyba wiesz, co robiłeś? - W głosie pana nie słyszał gniewu, jego wzrok nie wydawał się być surowy, a mimo tego czuł się jak w pułapce. 
- Tak panie, wiem – odpowiedział bez grama pewności. Potem opuścił głowę i mówił dalej skruszony. - Przepraszam, panie. Wybacz mi. Przyjmę każdą karę, tylko… tylko nie bądź dla mnie zbyt surowy, proszę – odważył się błagać.
Chłopak zastanawiał się, czy pan zacznie na niego wrzeszczeć. Jeszcze nigdy nie usłyszał od pana żadnych wyzwisk, ale był pewny, że to wreszcie nastąpi i zostanie nimi surowo obsypany. To jak najbardziej mogło zdarzyć się teraz, moment był aż przesadnie odpowiedni. Myślał też, kiedy pan każe mu odejść od stołu i zacznie wytykać mu jego niewdzięczność. Czy zacznie go bić? Szarpać?
Było mu tak potwornie żal, że nie będzie mógł dokończyć posiłku z panem! Nawet jeśli to nie było w tym wszystkim najgorsze, rozczarowanie i tak wkradało się do jego serca. Poza tym gościło tam rozżalenie, gdyż po raz kolejny nie spisał się jako niewolnik. Ono towarzyszyło mu zawsze w takich momentach, nawet jeśli tego nie chciał. Ale co potem? Już czuł się potępiony, choć nie wiedział nawet, za co miałby zostać ukarany.
Niespodziewanie usłyszał westchnięcie i spojrzał na pana niepewnie. Ten pokręcił głową. Chłopak znów początkowo nie wiedział, co ten gest miał oznaczać. Zaraz jednak zorientował się, jak pan patrzy na niego z politowaniem. „To dobrze, czy źle?” zastanawiał się nerwowo. 
- Wiem, że dobrze się sprawowałeś, nie musisz przepraszać – mówił pan spokojnie. - Tylko się z tobą droczę, nie zauważyłeś tego?
„Droczy się?” pomyślał zdziwiony. Tego nie wziął pod uwagę.
- Nie, panie – Odetchnął z ulgą. Wyglądało na to, że niepotrzebnie się tak denerwował. Czuł, jak kamień spadł mu z serca. Nie miał nic przeciwko, by pan się z nim droczył, skoro lubił, jeśli tylko nie chciał go za to karać. 
- Naprawdę? Nie zorientowałeś się? Przecież to oczywiste. 
- Naprawdę, panie – potwierdził. Coś takiego nie przeszło mu nawet przez myśl. - Czy jesteś na mnie zły?
- Nie jestem – zaprzeczył pan. Patrzył na niego z lekkim niedowierzaniem. A może uznał, że jego niewolnik był aż tak głupi? Tego Aki nie wiedział, ale wystarczyła mu świadomość, że pan nie był na niego wściekły.
Pan zamyślił się na moment, po czym znowu przemówił. - Boisz się, że cię ukażę, prawda?
- Tak, panie – przytaknął. 
- W takim razie co zrobiłbyś, żeby uniknąć kary? Do czego byłbyś w stanie się posunąć? - pan zdawał się go przygważdżać pytaniami. 
- Panie, jeśli zadecydujesz, że mam ją otrzymać, przyjmę ją i nie będę uciekał. Zrobię, co każesz. Chcę tylko być posłuszny tobie, panie i służyć ci jak najlepiej. – Chłopak gorączkowo starał się wybrnąć. Mówił więc rzeczy, w które faktycznie wierzył, ale które stanowiły przede wszystkim bezpieczną odpowiedź.
- Czyli nie próbowałbyś się wykręcić? Nie skłamałbyś?
Tym razem Aki musiał się zastanowić chwilę.
- Nie, panie. Nie śmiałbym cię okłamać.
Pan uśmiechnął się tajemniczo. Akiemu wydawało się, jakby tylko czekał, aż chłopak powie coś podobnego. 
- Nie skłamałbyś – powtórzył po nim. - Ale może starałbyś się mówić to, co chciałbym usłyszeć?
Aki powtórnie zaprzeczył, kręcąc przy tym głową. „Czyżby pan dowiedział się o czymś?” przyszło mu do głowy, gdy nagle przypomniał sobie, jak zataił przed panem, to, co wydarzyło się w pewnym mieszkaniu, kiedy to pilnował go ten straszny, obleśny facet. Nie chciał tego pamiętać. 
- Cieszę się – pan uśmiechnął się prawie niedostrzegalnie, lecz Aki zdołał to zauważyć. Wyglądało na to, że znów jakimś cudem udało mu się przypodobać panu. - A teraz jedzmy, bo będzie niesmaczne. Nie ma nic gorszego, niż wystygłe mięso – podsumował pan i kontynuował posiłek.



Wieczorem wszystko wróciło do normy... Jeśli w życiu Akiego, całej tej chorej sytuacji, w jakiej się znajdował, istniała jakaś norma. On starał się w to wierzyć, bo gdy wątpił, źle się to dla niego kończyło.
Chłopak miał nadzieję, że po nieobecności spowodowanej najpewniej pracą, jego właściciel zechce odpocząć, a on będzie mógł mu w tym pomóc. Nawet układał sobie w głowie pewne scenariusze, które mógłby w odpowiednim momencie zrealizować. Specjalnie każdy z nich miał dobre zakończenie, bo chłopak nie chciał się dodatkowo dołować, a dodać sobie trochę wiary. Mimo tego nie były naiwne, a całkiem prawdopodobne, jeśli tylko pan wykazałby trochę chęci.
W wyobraźni Akiego wszystko szło gładko, lecz jak to zwykle bywa, rzeczywistość okazała się inna. Pan nie miał zamiaru rezygnować z pracy i wpadł w jej wir jeszcze po obiedzie. To wszystko komplikowało.
Pan siedział w gabinecie za biurkiem, ze skupieniem wpatrując się w ekran swojego laptopa. Aki wiedział, że z takim zainteresowaniem przyglądał się niczemu innemu, tylko mapie. Posiadł tę wiedzę w banalny sposób, choć przez czysty przypadek. Po prostu zerknął na ekran, kiedy podawał panu teczkę z półki, gdy ten go o to poprosił. Nie miał jednak pojęcia w jakim celu pan z taką zawziętością przypatrywał się jakiejś mapie, choć domyślał się, że pewnie nie z miłości do kartografii.
Do tej pory, tak jak zazwyczaj, Aki spędzał czas siedząc na kanapie i czytając książkę. Chłopak musiał przyznać, że był z tego zadowolony. Już obawiał się, że pan znów zamknie go w pokoju, gdzie nie będzie mógł zrobić zupełnie nic. W ten sposób jego szanse zwiększały się. Wolał więc siedzieć w gabinecie i się nudzić, niż robić cokolwiek innego tam, w zamknięciu.
Tak właściwie Aki nawet nie czytał powieści, którą miał przy sobie. Kusząco brzmiący tytuł „W poświacie księżyca” nie był w stanie go zainteresować. Trzymał ją w rękach, ukradkiem zerkając na pana i podpatrując co tamten w danej chwili robił. Poza tym, zastanawiał się co mógłby zrobić, by jego plan ruszył z miejsca. Chciał zacząć jak najszybciej, najlepiej od razu, lecz nie miał pomysłu jak wykonać pierwszy krok.
„Muszę to zrobić. Nie mam wyjścia… i czasu” przekonywał siebie, by przypadkiem nie stracić motywacji. To było bardzo ważne, bo choć nie minęło wiele czasu, już kilkukrotnie przyłapał się na tym, że zaczynał rezygnować lub próbował odwlekać decyzję o tym, co dalej, w nieskończoność. „Jeśli tego nie zrobię, niedługo może mnie tu nie być. Ani tutaj, ani w ogóle na tym świecie”. Gdy przypominał sobie o tym, wiedział, że to nie zabawa, a stawką było jego życie. To przywracało mu wszelkie chęci.
„Nie mam wyjścia, trzeba coś zrobić. To trwa już za długo. Jeszcze trochę a wszystko przepadnie” pomyślał i nagle zamknął książkę, przestając się kryć z tym, że wcale jej nie czytał. „Muszę jakoś wzbudzić zainteresowanie pana. Muszę! Aki, proszę, postaraj się tym razem i nie spieprz tego!”.
Aki tak pogrążył się w myślach, że nie zauważył, kiedy pan w pewnym momencie zaczął na niego patrzeć. To, że jego niewolnika najwyraźniej przestała interesować lektura, widocznie nie było dla niego istotne. 
- O! Właśnie mi się przypomniało… – zwrócił się do chłopaka, który słysząc głos pana, ocknął się. - Chodź tutaj!
Pan podniósł stojącą na podłodze i opartą o biurko czarną, skórzaną teczkę. Otworzył ją, odpinając zatrzask i zaraz wyciągnął ze środka dwa opakowania. Nowe, jeszcze pokryte folią. Po tym położył teczkę z powrotem na podłodze, dokładnie na miejscu, w którym leżała poprzednio. Przekręcił się w swoim fotelu obrotowym przodem do chłopaka, by widzieć go dokładnie.
Aki za rozkazem pana odłożył książkę i podszedł do niego powoli, wciąż myśląc tylko o „właściwym momencie” i „pierwszym kroku”, gdzieś pomiędzy dopasowując jeden ze swoich pomysłów do sytuacji. Jak na złość żaden nie pasował. „Improwizuj” słyszał w głowie, ale to nie było takie proste.
Stanął przed panem, patrząc z ciekawością na to, co tamten trzymał w dłoni. Powoli nabierał podejrzeń co do tego, co to mogło być. Równie powoli zaczynał obmyślać swoje kolejne posunięcie, ku któremu, jeśli jego fortuna byłaby łaskawa, miałby sposobność.
- Mam dla ciebie obiecane horrory. Nie wiem czy ich nie oglądałeś, ale przypuszczam, że raczej nie. To filmy jeszcze z tego roku. – Pokazał mu okładki płyt. Jedna wyglądała tak, jak mógłby wyobrazić sobie okładkę filmu tego typu – ciemna, mroczna, przerażająca. Druga z kolei odbiegała od tego schematu i miała wesołe, jak na tę tematykę, barwy. Ta druga właśnie najbardziej zaintrygowała chłopaka. - Podobno mają świetne recenzje, przynajmniej jak na horrory. Nie wiedziałeś ich jeszcze, prawda?
- Nie, panie – odparł zgodnie z przewidywaniami właściciela. Nie było szans, by je oglądał. 
- To świetnie. W takim razie możesz je ze sobą zabrać. Jeśli chcesz pozwolę ci już wrócić do pokoju, byś mógł je obejrzeć. Co ty na to? - zaproponował, a Aki doceniał jego wspaniałomyślność. 
- Dziękuję, panie – powiedział z wdzięcznością chłopak, który jednak nie palił się do tego, by opuszczać gabinet.
„Teraz albo nigdy, teraz albo nigdy, teraz albo...”.
Na moment jakby zabrakło mu tchu. Czuł się jak szaleniec. Wydawało mu się, że pobladł, kiedy wreszcie podjął decyzję, ale nie cofnął się. Był zdeterminowany i gotowy na wszystko. „Tylko nie mdlej, Aki. Nie teraz” myślał panicznie, gdy zakręciło mu się w łowie. 
Kiedy chłopak uklęknął przed panem, u jego stóp, ten wyglądał na wyraźnie zaskoczonego. 
- Co ty robisz? - zapytał zdziwiony. 
- Panie, bo ja – mówił nieśmiałym, lecz kuszącym głosem. To była dla niego prawdziwa próba aktorstwa. - Ja chciałbym ci podziękować za te filmy. – Przysunął się bliżej. Położył drżącą dłoń na nodze pana. Ostrożnie, lecz zdecydowanie. Za to pan mógłby go nawet zabić, liczył się z takim ryzykiem. Mimo tego zaraz opanował się i choć wciąż był potwornie zdenerwowany, już się tak nie trząsł. Szybko przypominał sobie wszystkie lekcje, jakich doświadczył u Akumy. Teraz wiedział już, jak cenne były. To dodawało mu odwagi i sprawiało, że czuł się pewniej. Nagle zdał sobie sprawę z tego, że bez nich na pewno by stchórzył. Nie musiał już improwizować, teraz wystarczyło, by robił to, czego go nauczono. - Czy mógłbym? Panie, proszę…
Jego dłonie powoli powędrowały do rozporka spodni pana. To wymagało od niego ogromnej odwagi, ale już było za późno, by cokolwiek zmienić. Wszystko zależało od decyzji jego właściciela. Wszystko, cały los chłopaka był w jego rękach. 
- Panie, czy pozwolisz mi? - zapytał jeszcze i uniósł głowę, by spojrzeć na pana uwodzicielsko. Tak, spojrzenie było bardzo ważne. Można powiedzieć, że kluczowe. Włożył więc w nie wiele wysiłku. Dawno tego nie robił, ale wydawało mu się, wyszło mu to naturalnie. Wcześniej bał się, że przez tak długą przerwę stracił swoje umiejętności, ale nic takiego nie miało miejsca.
Choć oczekiwanie na odpowiedź pana trwała sekundy, Aki miał wrażenie, że minęły lata. To było niczym czekanie na wyrok. 
- Tak – usłyszał wreszcie i w myślach podziękował gorąco za to jedno, krótkie słowo. Odrobinkę zaskoczyło go to, jak jego właściciel łatwo się zgodził, ale uznał, że po prostu udało mu się go uwieść, zaczarować swoim urokiem, a jego metody na reszcie okazały się skuteczne.
Pan położył filmy na biurku. Zsunął się nieco w fotelu i usiadł wygodniej, rozstawiając nogi trochę szerzej i wypychając biodra do przodu, by dać chłopakowi dogodniejszy dostęp. Ręce ułożył na podłokietnikach i powoli rozluźniał się.
Aki zrozumiał, że to jego jedyna szansa i jeśli jej nie wykorzysta, przepadnie na dobre. On sam będzie wtedy zgubiony. Ale nie miał czasu dramatyzować. Musiał przejść do rzeczy. 
„Tak, tak, tak, wreszcie!” rozbrzmiało mu w głowie. Był bardzo zadowolony z takiego obrotu sprawy. „Panie, pokażę ci, że nie jestem do niczego! Zobaczysz, że twój niewolnik nie jest taki beznadziejny! Zobaczysz!” Uśmiechnął się pod nosem, nie mogąc się powstrzymać. Wreszcie mógł się wykazać. Pan na pewno nie pożałuje!
Zaraz jednak skupił się na tym, co miał do zrobienia. Nie mógł popełnić żadnego błędu. Musiał postąpić dokładnie według nauk Akumy. Niczego nie pominąć. Zrobić wszystko tak, jak robił to podczas „ćwiczeń”. Tylko wtedy mógł być pewny, że zadowoli pana i osiągnie swój cel. 
Rozpiął ostatni z guzików koszuli pana, po czym postąpił tak samo z guzikiem jego jeansowych spodni. Delikatnie rozsunął suwak, uważając, by nie uczynić tego za szybko i zbyt gwałtownie. Pan pomógł mu trochę zsunąć spodnie, co wiele ułatwiało. Gdy to zrobił, Akiemu nie pozostało mu już nic innego, jak odsunąć sztywny materiał na bok i dostać się pod bieliznę pana, by wyciągnąć stamtąd to, na czym najbardziej Akiemu zależało. Gdy już trzymał w dłoniach to, czego szukał, pochylił się nad kroczem pana. Widział krótkie włoski na jego podbrzuszu i brzuchu. Zapamiętał ten widok.
Nie zdawał sobie nawet sprawy z tego, że stopniowo cały stres go opuszczał. Działał jak dobrze zaprogramowana maszyna, jednocześnie dostosowując się do reakcji pana. Czuł się teraz jak ryba w wodzie. Przecież tak wiele razy to robił. Jedyną różnicą było to, że teraz miał przed sobą prawdziwego pana, a nie jakiegoś niewolnika czy nieznajomego. 
Chłopak tak naprawdę znał już rozmiar penisa swojego właściciela. Widział go, gdy po raz pierwszy robił panu masaż, a tamten był przy tym zupełnie nagi. Teraz jednak, gdy trzymał go w dłoniach, wydawał mu się większy. Może nie był to największy członek jakiego widział w życiu, ale nie był też całkiem przeciętny. 
Spojrzał na moment do góry i zobaczył, że pan przyglądał mu się pożądliwie i wyczekująco. Aki doskonale znał ten wzrok, widział go tak wiele razy. Wiedział więc, że pan podniecał się bardziej z każda chwilą. 
„Zrobię ci dobrze, panie. Będziesz zadowolony. Tylko poczekaj jeszcze chwilkę” pomyślał. 
Oblizał wargi. Powoli wysunął język z ust, chcąc pobudzić pana jak najbardziej. Dotknął nim napletka penisa, następnie polizał go okrężnym ruchem. Potem przejechał językiem wzdłuż prącia, starając się rozprowadzić przy tym po nim jak najwięcej śliny. Następnie zmienił kierunek, docierając z powrotem do czubka. Lizał całego członka jeszcze przez chwilę, dopóki stwierdził, że już dosyć i że pora przejść dalej. W międzyczasie upewnił się, że pan nie ma nic przeciwko temu.
Ujął dłonią prącie i poruszał nią to w górę, to w dół, parę razy. Zrobił to, by sprawdzić pana, nie by wywołać jakiś efekt. Nie trwało to długo, bo zaraz przymknął oczy i wsuwał go sobie do ust, starając się wyglądać tak, jakby jemu samemu sprawiało to niemałą przyjemność. Gdy włożył go już do ponad połowy, nieśpiesznie otworzył oczy i wydał z siebie ciche westchnięcie.
Aki czuł jak penis pana ostatecznie zesztywniał mu w ustach. Zaczął ssać jego członek, poruszając przy tym głową początkowo powoli, później przyspieszając, a od czasu do czasu zatrzymując się na krótko. Pracował językiem, pieszcząc członek pana, starając się sprawić mu jak największą rozkosz. Jedną dłonią podtrzymywał penisa, drugą zajmował się jego jądrami, masując je i od czasu do czasu delikatnie ugniatając. Kiedy unosił wzrok na pana, widział, że podobało mu się to, co wyczyniał. Słysząc jego sapnięcia i ciche, przytłumione pojękiwania, wiedział, że był na dobrej drodze.
Poczuł jak pan położył dłoń na jego głowie, wsuwając mu palce we włosy. Potem jego właściciel pociągnął za nie, szarpiąc mocno. Aki zaabsorbowany czynnością, której poświęcał się bez reszty, nie poczuł bólu. Zrozumiał za to, że musi wziąć męskość pana głęboko do ust. Tak też zrobił.
Teraz to pan zaczął nadawać rytm jego ruchom. „Idealnie” myślał, ciesząc się, że wszystko szło tak dobrze.
Czas mijał w oszałamiającym tempie. Aki nie wiedział, ile już go upłynęło. Skupiał się tylko na tym, by wypełnić swoje zadanie, do końca nie zawodząc pana. Słyszał jak ten oddychał szybko. Aki wiedział, że to już nie potrwa długo.
W pewnym momencie pan chwycił jego głowę i dosyć brutalnie odsunął go od siebie. 
- Otwórz usta – wydał polecenie. Zabrzmiał przy tym naprawdę władczo i bezwzględnie.
Pan ujął w dłoń swoją erekcję, zbliżył ją do chłopaka, po czym doszedł. Jego sperma spoczęła na twarzy niewolnika, część wylądowała także na jego języku.
Teraz nadszedł najdurniejszy moment, bo chłopak nie wiedział jeszcze, co powinien zrobić. Czekał, obserwując coraz bardziej zwiotczałego i miękkiego członka pana. Nie czuł obrzydzenia. Przywykł do gorszych rzeczy.
Pan odwrócił się i wysunął szufladę. Wyciągnął stamtąd chusteczki, po czym podał kilka Akiemu.
- Wytrzyj się – powiedział i sam także zaczął się wycierać.
Aki zrobił, co pan mu kazał, oczyszczając twarz najdokładniej jak umiał. Wciąż klęczał przed panem, czekając na dalsze rozkazy. 
Choć zakończenie wydawało się być dobre, widząc minę pana, wciąż nie potrafił ocenić, czy tamten był z niego zadowolony. Stresował się, chyba jeszcze bardziej, niż przedtem. Wyrok właśnie miał zapaść.
"Może źle oceniłem pana? Może powinienem zrobić to inaczej?".
W końcu, gdy pan się odezwał, Aki miał wrażenie, że jego serce, które wcześniej biło jak oszalałe, na moment stanęło.

-----------------------------------------------------------------------------
Jak widzicie, wyszłam ze swojego lochu i dodałam nowy rozdział. Trochę to trwało... trochę...

W każdym razie, muszę po raz kolejny podziękować Wam za cierpliwość. Dziękuję też za wszystkie komentarze. Są ogromną motywacją ^^  Pewnie gdyby nie ludzie, którzy wciąż pytali mnie, kiedy nowa część, nigdy bym się nie zebrała. 

A teraz ogłoszenie: oficjalnie poszukuję bety. Wymagania specjalne: stalowe nerwy.

I to chyba tyle na dzisiaj :) Mam nadzieję, że rozdział nie był taki zły (pierwszy raz pisałam coś takiego - chodzi o końcowy fragment - więc proszę o wyrozumiałość ^^). Ale chętnie dowiem się, co o nim sądzicie :)

Do następnego!

81 komentarzy:

  1. Rozdział świetny :)

    Aki się rozkręca choć to trochę niewiarygodne :D no i przyznaję - nie spodziewałam się czegoś takiego :D

    Z jakiegoś powodu ciekawi mnie, co się stało tamtemu niewolnikowi. To był Takumi czy Satoru?

    No i jak zwykle zakończyłaś tak, że nie mogę się doczekać, co będzie dalej :D

    Jednak się przełamałaś z tą betą? Jak nie znajdzie się Ci tu ktoś, to Ci pomogę :) moje czepianie się przynajmniej przestałoby być bezsensowne xD mojego fejsa znasz, także jak chcesz, to pisz :)

    Pozdrawiam cieplutko i wszystkiego dobrego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie pytanko - jak się z Tobą skontaktować? Chyba że już nie chcesz się kontaktować...

      Usuń
    2. masz mojego mejla i fejsa przecież :D

      (wybacz, nie spoglądałam na komentarze z góry)

      Usuń
    3. Właśnie nie mam tej naszej rozmowy (nie wiem co się z nią stało; denerwuje mnie to fb!) i nie mogę znaleźć Twojego maila. No i jak nie mam tej rozmowy, to nie wiem jak Cię znaleźć... Ogólnie to pogubiło mi się wszystko i nie wiem jak się odnaleźć :P Czy raczej Ciebie.
      Dlatego jakbyś mogła napisać do mnie na fejsie czy na mailu, to byłoby super i wiele ułatwiło :D

      Usuń
    4. napisałam Ci na fejsie :)

      Usuń
  2. O kurczę, wiedziałam! :D czułam to. Chciałam, marzyłam i zaklinałam rzeczywistość :D
    AMEN alleluja! Jest!
    Aki dobrze się spisał. Pjęknie to opisałaś. Podobało mi się.
    Oczywiście, końcowka zajebista. Dostałabym zawału, a tak to tylko stan przedzawałowy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ufff, to dobrze, bo to był mój pierwszy raz :D
      Końcówka tym razem średnia, nie? Wychodzę z wprawy ^^

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Co to za wyrok? Co on powie ? I kiedy następna część? ;3
    Super Ci to wyszło. Warto czekać.
    Weny ♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten wyrok to taka metafora... eee... chyba xD

      Usuń
  5. Och mogłaś dopisać jeszcze cztrey zdania i mogłabym znowucekac na nastęny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skończyły mi się pomysły, musiałam przerwać xD

      Usuń
  6. Myślę że mogłabym spróbować swoich sił jako beta, więc gdybyś chciała to możesz do mnie napisać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za propozycję, ale już znalazłam :) Zobaczymy, jak się to w ogóle będzie, bo jeszcze nigdy nie miałam bety. Aż się boję :)

      Usuń
  7. Bardzo mi się podobał i ten rozdział chocasz wolalambym gdybyś regularnie wystawiała rozdziały .... Życzę weny. Tak dalej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Regularnie wstawiać rozdziały? Ale jest regularnie... tak co półtora miesiąca xD
      W każdym razie dziękuję za wenę. Przyda się ♡

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że gdybym wstawiła coś na czas, to chyba świat by się skończył...

      Usuń
  9. Spokojnie :)

    Nie wyszło ci wcale tak źle.

    Oczywiście tradycyjnie:

    emocje 10/10
    kunszt wykonania 10/10
    Spełnienie oczekiwań (nie tradycyjnie :D) 5/10 <-- Tak, zaskakujesz! I jak zwykle pozytywnie!


    No i cóż mogę więcej powiedzieć?

    :3

    Przesyłam ci telepatycznie wenę. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba faktycznie nie tak źle :) Chyba będę musiała się bardziej postarać, żeby spełnić te oczekiwania :P
      Mów co chcesz, chętnie posłucham.
      Również pozdrawiam! ♡

      Usuń
  10. W końcu *.* Wielbię Cię. Mam nadzieje ,że kolejne rozdziały będą dodawane częściej. Powodzenia w pisaniu !

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudo, cudeńko!!!
    Wbijam na bloga raz, drugi, trzeci...i nic! Gdzie te rozdziały? Już miałam popaść w depresję emocjonalną aż tu naglę 5 kwietnia przychodzi moję zbawienie :3
    Długie rozdziały - moje marzenie się spełniło, Rozgałęziona fabuła - jak najbardziej jestem za oraz *Najważniejszę* Bardzo szegułowo opisujesz emocję i przemyślenia bohaterów ;* Naprawdę dawno czegoś tak dobregi nie czytałam *-*
    Tylko jedna uwaga...Jak można skończyć w tak emocjonującym momęcie?! Człowiek może paść na zawał XD...I kolejny miesiąc czejania...(╥﹏╥)...no trudno...

    Pozdrawiam gorąco i weny życzę :3
    Haruś~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Depresja nie jest dobra. To zła rzecz jest :P Dlatego lepiej uważaj.
      Wychodzę z założenia, że jak i tak tak długo trzeba czekać na ten rozdział, to żeby chociaż coś poczytać było. No i nie lubię się ograniczać :P A tych emocji to nawet jak bym nie chciała opisywać, to i tak opisuję. W sumie, chyba wiem czemu...

      Na swoje usprawiedliwienie mam to, że raz mi się udało normalne zakończenie napisać! Nie pamiętam już który to rozdział, ale wydaje mi się, że jakiś początkowy
      :D
      Dziękuję i pozdrawiam! ♡

      Usuń
  12. Ok, dawno nie pisałam (bo, że dawno mnie nie było napisać nie mogę – wchodzę na Twojego bloga prawie codziennie =_=”), a że teraz powinnam cisnąć pracę domową, to idealny czas na rąbnięcie komentarza.
    Tym razem trochę się sprężę (postaram się) i skomentuję tylko ten rozdział. Poprzednie 3 skomentuję, gdy uda mi się sklecić coś konstruktywnego, bo ja przy każdej uwadze, którą Ci piszę, mam wrażenie, że strasznie się powtarzam.
    Poza tym już od kilku rozdziałów mam koszmarne poczucie niedosytu. Głównie dlatego że jak uwielbiam spojlery i kiedy mam w łapie książkę, często pierwsze co robię to, czytam ostatnie zdanie, a w trakcie wertuję do scen, które mnie interesują. I ja bym bardzo chciała mieć Twoje opowiadanie w skończonej wersji i móc sobie przewertować do końca, żeby wiedzieć jak to się skończy, kogo zamordują, czy się rodzice Akiego pojawią, czy John wypruje Akumie flaki, czy Aki trochę znormalnieje, co z tym Rokuro, ile John ma lat (wiem, uczepiłam się, ale to ważne, w tym rozdziale kolejne wskazówka – na 100% mniej niż 40) – niekoniecznie w tej kolejności bym sprawdzała.
    Miałam pisać swobodnym strumieniem myśli, ale kiedy to sczytywałam okazało się, że sama momentami nie wiem o co mi chodzi, więc postanowiłam jednak ubrać moje opinie w mniej spontaniczne słowa.
    Zaczynając od początku:

    Spotkanie Johna z Moritą mi się podoba. Ta sensacyjna odsłona historii zaczyna być coraz bardziej widoczna i z rozdziału na rozdział coraz przyjemniej mi się te fragmenty czyta.

    Miło, że Johnowi nie wszystko wychodzi, ale zachowuje przy tym zimną krew (tę scenę co się wściekł pomijam, każdy by się wkurzył w takiej sytuacji) i analizuje wszystko na spokojnie. Wydaje się przez to trochę socjopatyczny, zwłaszcza w połączeniu z tym jak traktuje Akiego – niby nie chce go skrzywdzić/zgwałcić, ale, gdyby zaszła potrzeba, to mógłby go zabić, nie żałuje też jakoś specjalnie, że go kupił, a jeśli już to przez to, że Aki jest bezużyteczny, trzeba się nim zajmować od czasu do czasu i w ogóle raczej to takie upierdliwe zwierzątko, niż przetrzymywany nielegalnie, nieletni młody człowiek. Co więcej (to raczej daleko posunięta teoria) wydaje się, że granica, którą postawił sobie John, nie wynika do końca z jego przekonań, a wyrachowanej kalkulacji i gdyby do czegoś doszło John nie miałby wyrzutów sumienia. Z drugiej strony nie byłabym wcale zdziwiona, gdyby jednak w kolejnym rozdziale żałował, że pozwolił sobie na skorzystanie z propozycji Akiego. Przy tym ja uwielbiam Johna, bo jest bardzo nieprzewidywalną, a przy tym dobrze napisaną, postacią.

    Piszesz coraz lepsze, bardziej klimatyczne opisy. Nawiązuję tu przede wszystkim do niewolnika Mority. Nie było, zdaje się, powiedziane dokładnie, który to był, a tak czy inaczej było mi chłopaka trochę żal (współczucie to w tym przypadku może za dużo powiedziane), nie ważne czy okazałby się nim Takumi czy ten drugi. Co więcej tym krótkim opisem ładnie dałaś do zrozumienia, że coś jest na rzeczy – Morita na nim odreagowuje stras, jest już znudzony, chłopak coś przeskrobał, no cokolwiek by to nie było, fragment bardzo mi się podoba.

    Największe jednak wrażenie zrobiła na mnie wizyta Yukio w mieszkaniu Rena. Piorunujące przyznam szczerze. Wiedziałam, że Ren Yukio krzywdy nie zrobi (umówmy się – to nie byłoby w Twoim stylu), nawet zdziwiłam się, że go pocałował, ale od momentu, kiedy Yukio przekroczył próg tego mieszkania, napięcie było takie, że nie mogłam pozbyć się wrażenia, że Ren zaraz się na niego rzuci i zgwałci na podłodze. Uff, niesamowita scena. Trochę mi tylko klimat zaburzyły ostatnie dwa zdania. Uważam, że ta urwana kwestia Rena, że Yukio nic nie rozumie w zupełności by wystarczyła.

    OdpowiedzUsuń
  13. No i Aki z Johnem.

    Jakoś mało mam do napisania na ich temat. W zasadzie wszystko co mogłabym napisać o scenach z tego rozdziały (poza orałem, ale o tym zaraz) pisałam już wcześniej.
    To, że Aki przypomniał sobie mamę, było takie słodko-gorzkie. Zdaje się, że miał szczęśliwe dzieciństwo.

    Nie wiem czy wciąż uważam, że Aki ma większe pole do popisu jeśli chodzi o zakochanie się w Johnie. Ostatnio jak czytam to chyba wolę jednak zdać się na Ciebie, bo już sama nie wiem, jak to wszystko się potoczy. Ostatnio w ogóle ciężko mi sobie wyobrazić, że mogliby się w sobie nawzajem zakochać, a jeśli już to chyba jednak wyszłoby to od Johna, albo urodziło się jak już Aki trochę znormalnieje. Kurczę, jestem w stanie wyobrazić sobie mnóstwo możliwości, ale wszystkie wydają się równie prawdopodobne co nierealne.
    Poza tym mam wrażenie, że wątek tych dwóch robi się coraz mroczniejszy. Jeśli chodzi o Johna to to co pisałam na górze, a Aki jest coraz bardziej zdesperowany, przez co zaczyna sam podejmować inicjatywę, co jest miłe, bo dzięki temu nabiera charakteru i wydaje się dojrzalszy. Przy tym wygląda na to, że, by przeżyć, może być wstanie posunąć się dalej niż przypuszczałam.

    W ogóle to, kiedy John zaczął się z nim drażnić, już myślałam, że Aki wsypie Rokuro, a tu na krwawą łaźnię (nie wiem czy będzie, ale liczę na nią XP) trzeba będzie jeszcze poczekać.

    Podoba mi się sposób w jaki w końcu zainicjowałaś ten seks oralny. Naturalnie to wyszło. Jeśli chodzi o opis to na moje oko jest odpowiednio szczegółowy, niezbyt wulgarny czy perwersyjny i na pewno nie przesłodzony.

    Zakończyłaś w okropnym momencie.
    Ja już się wszystkiego po Johnie spodziewam. Od tego, że da Akiemu w twarz i ochrzani z góry na dół, przez totalną obojętność, każe mu iść już do pokoju czy coś, teksty w stylu „odwróć się i ściągaj spodnie”, aż do klepania po główce i stwierdzenia, że dobrze się spisał, ewentualnie w grę wchodzi jakiś moralizatorski wykład o rozumie i godności człowieka.

    Życzę weny (bardzo dużo weny) i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, jak się cieszę, że się odezwałaś! Już się bałam, że zaczęłam pisać tak fatalnie, że dałaś sobie spokój z czytaniem :D Jak dobrze wiedzieć, że to jednak nie to.
      Hahaha! Z tymi spojlerami, to raczej ciężko, zwłaszcza, że wymyślam rozdziały na bieżąco. Co prawda mam ogólny zarys tego co się wydarzy, no, ale musiałabyś włamać mi się do głowy. Chociaż powiem Ci, że aż mam ochotę poodpowiadać trochę na twoje pytania, tyle że wtedy nie byłoby zabawnie, prawda? :)
      „i gdyby do czegoś doszło John nie miałby wyrzutów sumienia” To w pewnym sensie okaże się w kolejnym rozdziale. Przynajmniej w niewielkim stopniu. Co do tego, że jest dobrze napisaną postacią, nie mogę się do końca zgodzić. Popełniłam już parę błędów :) Ale cieszę się, że Ci się podoba.
      Z tym niewolnikiem faktycznie nie napisałam, który to był i to raczej przez przeoczenie. Także mogę zdradzić, że to Takumi. Choć troszkę będzie można dojść do tego w 22 rozdziale :)
      Matko, jak cieszę się, że podoba Ci się ten fragment! Bardzo się przy nim napracowałam, a i tak wciąż nie byłam zadowolona z efektu, dlatego tak strasznie miło mi się czyta, że jednak ktoś to docenił :D Fragmenty z Yukio będą teraz miały coraz większe znaczenie, ale prawda jest taka, że ciężko mi się o nim pisze. Co do samej końcówki, to akurat ostatnie słowa Yukio miały spore znaczenie, więc nie mogłam ich pominąć. Ale rozumiem tę uwagę :)
      Z tym zakochaniem to w ogóle trudna sprawa. W końcu to pan i niewolnik, nawet jeśli John traktuje Akiego w miarę dobrze. Trzeba by się przy tym zastanowić, czy ich relacje kiedykolwiek będą normalne. Ale wszystko przed nami, więc to się jeszcze okaże :)
      Nie rozumiem, czemu wszystkim tak ten biedny Rokuro przeszkadza? I dlaczego w ogóle ktokolwiek myśli, że John się nim przejmie? :P :P :P
      To był pierwszy taki opis w moim życiu. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie pisałam i prawdę mówiąc, nie wiedziałam jak się do tego zabrać. W sensie, w jaki sposób opisać to, by właśnie nie wyszło ani za bardzo wulgarnie, ani zbyt „książkowy”… no, w każdym razie wiesz co mam na myśli :D
      Zawsze kończę w takich momentach… tak jakoś :P
      Dziękuję bardzo za komentarz i pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  14. Ponieważ najpierw wpadłam na Twój profil na Wattpadzie, potem znalazłam tutaj i tak sobie poczytuję po cichu (z ogromną niecierpliwością czekając na kolejny rozdział), to obecnie stwierdzam - jak mogłaś? 4 zdania więcej i nie musiałabym się zastanawiać, co, gdzie, jak dalej :P
    I jako wielka fanka Yukio mam ochotę prosić o więcej, no ale, pisarzowi nie mówi się, co ma robić.

    A w sprawie Twojego poszukiwania bety - gdybyś rzeczywiście się na niego zdecydowała, to napisz albo na gg (9046013 - tak, to jeszcze działa) albo na shadow_tabarka@vp.pl Chętnie się sprawdzę, a w razie wątpliwości, możesz przejrzeć fan ficka podanego w linku ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze, żeby zakończyć w odpowiednim momencie! :D
      Za to na pewno ucieszy Cię wiadomość, że Yukio pojawi się w kolejnym rozdziale :)
      Dziękuje też za propozycje, ale znalazłam już betę :)
      Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  15. Świetne, na pewno nie tego się spodziewałam, ale to jest znacznie lepsze niż moje wyobrażenia ^^ Ale przede wszystkim, jak mogłaś przerwać w takim miejscu??!! ;__; Jeszcze bardziej zależy mi na tym, żeby następny rozdział szybko się pojawił. Czekam, trzymaj się i dużo weny ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czego się spodziewałaś, jeśli mogę spytać? Jestem ciekawa xD
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  16. Zdecydowanie mnie zaskoczyłaś.

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie mogę się powstrzymać - kiedy następny? Mam nadzieję, że już niedługo dodasz kolejny rozdział bo nie mogę się doczekać! Odezwij się do nas bo z strasznie zamilkłaś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ramach mojej nowej strategii zacznę odzywać się częściej xD

      Usuń
  18. Wiem, że może być na to za późno, ale chętnie zgłaszam się na stanowisko twojej bety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za zgłoszenie, ale już znalazłam betę :) Mimo wszystko cieszę się z propozycji :)

      Usuń
  19. Twoje opowiadanie jest super, ciągle czekam na kolejny rozdział i już umieram z niecierpliwości (tym bardziej, że urwane w takim momencie, że muszę wiedzieć, co dalej). Bardzo podoba mi się styl pisania, klimat, bohaterowie, fabuła (słowem: wszystko XD), dlatego mam jeszcze pytanie, masz jeszcze jakieś inne opowiadania?? Żebym miała co czytać, aż nie pojawi się tu kolejny rozdział. ;_;

    XYZ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :)
      Cieszę się, że Ci się podoba, jak i z tego, że czytasz moje opowiadanie. Jeśli chodzi o inne, to obecnie nie piszę nic innego i skupiam się na tym blogu. Jak widać - i tak trochę wolno mi to idzie :P
      Pozdrawiam!

      Usuń
  20. Czekam na kolejny rozdział ;>

    OdpowiedzUsuń
  21. Twoi fani czekają. ;___; I umierają bez nowego rozdziału.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdział pojawi się 7 maja, w moje urodzinki :)

      Usuń
    2. Super :D

      Usuń
    3. Wszyskiego najlepszego Tenshi <3
      jak tam pisanie :)

      Usuń
    4. sto lat :D pisz pisz pisz

      Usuń
    5. Jednak nie da rady xD To nie był dobry pomysł... Ale dziękuję za życzenia! ♥

      TenshiLULU

      Usuń
  22. Najlepszego Moja Droga! Duzio weny, sukcesów w życiu, szczęścia i czego jeszcze Ci życzyć? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pieniędzy i miłości. No i zdrowie by się przydało xD
      I dziękuję! :D


      TenshiLULU

      Usuń
    2. Wypielakaj z miłością, a pieniądze szczęścia nie dają xDD

      Ps. właśnie gwałce Ci odśwież i robie wyświetlenia .___.

      Usuń
    3. Kocham pieniążki, więc dwa w jednym xD
      Hehehe, żartuję ^^

      Ale dzisiaj rozdziału na pewno już nie będzie, więc się nie wysilaj :)

      TenshiLULU

      Usuń
  23. Wszystkiego najlepszego zdrowia, szczęścia, spełnienia marzeń i dużo dużo radości :D czekałam od rana aby złożyć ci życzenia w nowym rozdziale ale nie udało się . życzę weny (tylko się nie przepracowuj)

    OdpowiedzUsuń
  24. A ja życzę weny i wydania całej serii opowiadań - wtedy i pieniądze będą ☺ i zdrowia, żeby się nimi nacieszyć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, tak xD Dziękuję za piękne życzenia! ♡

      Usuń
  25. Kiedy następny, skoro nie dałaś rady na urodzinki? Można się spodziewać w ciągu najbliższych dni?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, będzie w ciągu najbliższych dni :)

      TenshiLULU

      Usuń
  26. Poczekamy jeszcze miesiąc. Jak zawsze;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przecież pisze, że będzie w ciągu najbliższych dni

      Usuń
    2. Nie pisze, tylko jest napisane.

      Usuń
    3. Przecież TenshiLULU PISZE, że będzie w ciągu najbliższych dni. Czemu miałabym używać takiej bezosobowej formy jak "jest napisane", jeżeli mówię o konkretnym poście konkretnej osoby?

      Usuń
    4. Może dlatego że nie użyłeś podmiotu, ani nie wynika on z postu powyżej?

      Usuń
    5. Mogłam równie dobrze napisać: "Przecież napisała, że będzie w ciągu najbliższych dni" i nikt nie poprawiałby mnie na "Przecież było napisane". Pozdro. (A tak przy okazji - Tenshi, fani czekają! XD)

      Usuń
    6. No właśnie napisała (czyli czas przeszły), a nie pisze (czas teraźniejszy). Pod pewnymi względami się to różni.
      Żegnam.

      Usuń
    7. Ciekawe, czy ten drugi anonim nie robi żadnych będów w realu... ;>
      Tutaj się może czepiać najmniejszego słowa...
      Poza tym sprawdź sobie. Uznawane już są obie wersje za poprawne i wiem to z takiego pewnego źródła.
      Do tego nadaje z anonima. Nie podpisze się przecież bo wstyd by było. Kolejny/na z typu: Kozak w necie,pizda w świecie.
      "żegnam" (żebyś myślał/ła że jestem mądrzejszy. XD)

      Usuń
    8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    9. Już troszkę po czasie, ale tak tylko powiem, że nie ma się co wykłócać. Tym bardziej, że to tylko komentarze... :)

      Usuń
  27. Odpowiedzi
    1. Nuu.tenshi czekamy :)) i doczekać się nie możemy :))

      Usuń
    2. Jak to czytam, to czuję się jak jakiś sadysta, każąc ludziom tyle czekać xD

      Usuń
  28. Wpadłam na Twojego bloga przez całkowity przypadek, ale nie żałuję tego *-* Ciekawe czy Renowi uda się uwieść Yukio~~ Życzę weny, bo nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów ^-^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miło, że taki przypadek się zdarzył :) Co do Rena i Yukio, to kto wie? :D Wszystko okaże się niebawem.
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  29. Super opowiadanko, czekam na ciąg dalszy :))

    OdpowiedzUsuń
  30. Ojej, myślałam,że już napisałam komentarz... Przeczytałam jakiś czas temu, oczywiście świetne, zresztą jak zawsze. Akcja nareszcie się rozkręca <3(chociaż taki długi wstęp był zadziwiająco miły).
    Życzę masy weny i czekam na następny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miły wstęp? Nie rozumiem xD Za to na pewno miłe było to, że znalazłaś czas na napisanie komentarza. Teraz mi jest bardzo miło ♡
      Dziękuję i pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  31. Kiedy kolejna część? ;-; lektura mi się skończyła nie mam co robić po nocach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jutro wstawiam kolejną część. Mówię poważnie. Strasznie zagmatwany wyszedł mi ten rozdział, ale mam nadzieję, że nie będzie źle :) Także do jutra!

      TenshiLULU

      Usuń
  32. Hej,
    ciekawe, czy Josh wie o tym co się stało w tamtym mieszkaniu, co powiedział, Aki tak bardzo się postarał... Yukio no ciekawe, Ren jest w nim zakochany, tak mi się wydaje, že to spotkanie było ukartowane...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń