Rozdział 20

To, co pan lubi


Nie brzmiało to najlepiej. John spojrzał poważnie na chłopaka, który w napięciu wyczekiwał jego reakcji. „Pewnie czeka, aż go ukarzę” pomyślał. Mężczyzna milczał, a niewolnik nie mówił nic więcej. Zapanowała między nimi nieprzyjemna cisza. Tylko oczy chłopaka wskazywały na to, że tym razem miałby naprawdę wiele do powiedzenia. Niestety, tego John już nie zauważył.
„Próbował się zabić” powtórzył w myślach i przez moment analizował sens tych słów. Nie był nimi zszokowany. Musiał tylko zastanowić się, co dokładnie mogły oznaczać w przypadku jego niewolnika. Gdy to już do niego dotarło, nie poczuł, by odkrył jakąś tajemnicę. Tak naprawdę już wcześniej po głowie chodziły mu podobne przypuszczenia, bo blizny chłopaka nasuwały jednoznaczne domysły. Poza tym mógł się tego spodziewać. Kto będąc w jego położeniu nie próbowałby odebrać sobie życia? Możliwe, że nawet on sam by tak postąpił. Jeśli to byłaby jedyna droga ucieczki, wykorzystałby ją bez wahania. Wolałby śmierć, niż los niewolnika. 
„Ale wciąż żyje” pomyślał mężczyzna. Pohamował uśmiech, który nawet on sam uważał za nie na miejscu, kiedy nasunęła mu się kolejna myśl. „Widać, coś musiało pójść nie tak. Ciekawe co?”.
- Rozumiem – odezwał się wreszcie, po czym nie mogąc się powstrzymać, zadał kolejne pytanie, choć miał świadomość, że było po prostu głupie. Za bardzo jednak go kusiło, by go sobie odmówić. Chciał zobaczyć, jak chłopak zachowa się tym razem. - Ale chyba nie chcesz już tego zrobić? Nie masz zamiaru znowu spróbować.
- Nie, nie panie! Teraz należę do ciebie! - zawołał, trochę zbyt głośno, a jego oczy zapłonęły nagłą stanowczością. - Nigdy już tego nie zrobię! Przysięgam!
- To bardzo dobrze – John uśmiechnął się i zaczął głaskać jego policzek wierzchem dłoni. Czuł, że ten był gorący, a gdy się przyjrzał, zauważył także, że blada twarz chłopaka zaróżowiła się. Czyżby to przez emocje? Widocznie musiał mocno przejąć się tym wszystkim. - Cieszę się, nie próbuj już nigdy.
- Tak, panie – odparł już spokojniej. 
John uznał nagle, że nie miał ochoty poruszać tego tematu. Denerwowanie niewolnika, choć wcześniej mu się podobało, znudziło mu się. Przynajmniej na razie. Wolał teraz wypytać go o parę innych rzeczy, które w przebłysku natchnienia przyszły mu do głowy.
Lecz przedtem przypomniał sobie o czymś innym.
- Napijmy się jeszcze – zakomenderował. 
John miał wrażenie, że chłopak przez moment, gdy odwracał się w kierunku stolika, naprawdę pięknie się uśmiechnął. Równie dobrze mogło mu się tylko wydawać, więc nie skupiał się na tym. Mimo tego z przyjemnością oglądał jak nastolatek ponownie napełniał szklankę jego ulubionym alkoholem, robiąc to już pewniej i z większą wprawą. Widać, szybko się uczył.
Specyficzny zapach wody niósł się od stawu i choć często John uważał go za odrażający, tym razem nie miał nic przeciwko niemu. Wydawał mu się nawet orzeźwiający, tak samo jak coraz chłodniejsze powietrze, które wbrew wszelkim prawom odczuwał słabiej, niż jeszcze chwilę temu. Ta noc bardzo mu się podobała, poza tym, bawił się doskonale. Miał nawet wrażenie, że z każdą chwilą lepiej. Wiedział, kogo to była zasługa. 
Wypił solidny łyk whisky, po czym oddał szklankę chłopakowi. Kazał mu się napić, po raz kolejny odkąd zaczął swoje małe święto. Z uwagą przyglądał się jak nastolatek starający się ukryć początkową niechęć, powoli sączył alkohol. John go nie pospieszał. Nie było potrzeby tego robić. Po prostu delektował się widokiem, jaki miał okazję oglądać. 
Mężczyzna położył dłoń na udzie nastolatka, gładząc je powoli. 
- Oglądałeś już któryś z filmów, jaki ci przyniosłem? - zapytał.
- Tak, panie – odpowiedział, zaraz kontynuując picie. Wcześniej jego niepewne spojrzenie poskutkowało tym, że John tylko zachęcał go, mówiąc: „pij, śmiało”. Chłopak więc robił to, co pan mu kazał, choć mężczyzna sądził, że wreszcie zaczęło mu smakować i był z tego naprawdę zadowolony. 
- Który?
- Nie pamiętam tytułu, panie – odparł i zastanowił się jeszcze chwilkę. John poczuł, jak przy tym podsuwał się bliżej niego. Lubił, gdy chłopak siedział mu na kolanach. Ta bliskość była bardzo przyjemna. - Ale pamiętam, że to był chyba indyjski film, bardzo długi. Dużo tam tańczyli, śpiewali, mieli kolorowe stroje... 
- Naprawdę? - zdziwił się. Nie sądził, że posiadał coś takiego w swojej kolekcji. - Nie przypominam sobie niczego takiego – powiedział, po czym zdał sobie sprawę, że film wcale nie musiał do niego należeć. W końcu poprosił służącą, żeby także przyniosła coś odpowiedniego. - Nie, to możliwe – poprawił się, na co chłopak tym razem już na pewno uśmiechnął się do niego. Oprócz tego, pochylił się też trochę bliżej, a mężczyźnie wydawało się, że wreszcie się naprawdę rozluźnił.
- Podobał ci się?
- Tak, panie – powiedział, ale zaraz dodał ostrożnie. - Chociaż pod koniec był trochę nudny…
- Wyobrażam sobie. 
John musiał przyznać, że nastolatek posiadał urok, który przyciągał go do niego i sprawiał, że tak bardzo lubił na niego patrzeć. Nie wiedział, co to było konkretnie. Czy chodziło tylko o jego wygląd? Uległość? Czy też niewinne spojrzenie, tak niepasujące do tego, kim był chłopak? Nie wiedział. Za to w chwilach takich jak ta, nie miało to znaczenia. 
- A tak poza tym, jakie filmy lubisz oglądać? - spytał. - Lubisz komedie? A może wolisz coś innego? Powiedz, to może następnym razem przyniosę ci coś dla odmiany – zachęcał go, gdy chłopak się namyślał.
- Panie, bo wiesz... – zaczął nieco nieśmiało. - Horrory.
- Horrory? - John musiał przyznać, że to go zaskoczyło. Myślał, że chłopak wybierze komedie, no, może jakieś filmy akcji czy nawet fantasy, ale nie przypuszczałby, że usłyszy coś takiego. Nie sądził, by ten nastolatek, który tak często w jego obecności stresował się i bał, miał ochotę przeżywać podobne emocje także podczas filmu.
- Tak, panie. Bo ja zawsze je lubiłem… to znaczy, przedtem, teraz chyba już ich nie lubię tak bardzo – zaczął się tłumaczyć. - Bo niektóre były zabawne, a inne takie tajemnicze, ale nigdy się ich nie bałem i… Pomyślałem sobie, że mógłbym zobaczyć je jeszcze, jeśli byś mi pozwolił… Jeśli chciałbyś… - zaczął się plątać, choć tym razem nie wydawał się zbyt zdenerwowany. Wyglądało to tak, jakby po prostu nie mógł znaleźć odpowiednich słów, a bardzo chciał wyjaśnić panu swój wybór. John musiał przyznać, że to także zaczęło go w pewnym momencie bawić. - Panie, czy jesteś zły? Ja mogę lubić to, co będziesz chciał...
- Nie, skąd. Nie jestem zły – zaprzeczył, w duchu śmiejąc się z ostatniego zdania, jakie wypowiedział chłopak. Przez moment wyobraził sobie, co mógłby kazać mu polubić. Ciekawe, czy to by się sprawdziło? - Po prostu nie spodziewałem się, że lubisz takie rzeczy. Nie mam nic przeciwko horrorom, ale myślałem, że wolałbyś raczej coś innego – oznajmił. - Ale dobrze, jeśli chcesz, niech będzie. Dobrze się sprawowałeś, zasłużyłeś na nagrodę.
- Dziękuję, panie.
Zorientował się, że chłopak jeszcze przed swoją długą wypowiedzią wypił wszystko, co miał w szklance, więc, bez najmniejszych oporów, kazał mu uzupełnić braki. 
- Jak ci smakuje? - zapytał, gdy niewolnik nalewał alkoholu, a dłoń trochę mu przy tym drżała. Starał się nie rozlać nawet kropelki i ostatecznie udało mu się temu zapobiec. 
- Jest dobre, panie. Pierwszy raz coś takiego piję, ale jest dobre...
Niewolnik podał mu szklankę, ale odmówił, każąc na razie pić samemu. Chłopak nie sprzeciwił się, wręcz przeciwnie, zabrał się za whisky nad wyraz chętnie. 
- Nigdy wcześniej nie piłeś whisky?
- Tak, panie – odpowiedział, po czym dodał jeszcze. – Prawie nigdy nie piłem żadnego alkoholu. 
- Czyli zdarzyło ci się wcześniej spróbować? - chłopak zaskoczył go po raz kolejny tej nocy. Jak widać, naprawdę niewiele o nim wiedział. - Skoro twierdzisz, że prawie.
- Tak, panie. Gdy byłem dzieckiem spróbowałem odrobinę i bardzo mi nie smakowało, bo było obrzydliwe – zaśmiał się krótko. - A potem nie chciałem.
- Dlaczego nie chciałeś?
- Bo myślałem, że będzie takie niedobre, panie – Ta odpowiedź, tak infantylna, już rozbroiła Johna i nawet nie starał się powstrzymać śmiechu. Chłopak zachichotał, ale zaraz zamilkł, wciąż uśmiechając się jednak. 
- Skąd pochodzisz? - zapytał John nagle. Strasznie go to ciekawiło. Nie wiedział, czy to był dobry moment, ale uznał że lepszego nie będzie. Dopiero, gdy wypowiedział te słowa, uświadomił sobie, że mogą być fatalne w skutkach. Nie chciał, by chłopak stał się na nowo przerażony i nieśmiały, zwłaszcza teraz, kiedy spodobała mu się rozmowa z nim.
- Z Nagoji, panie – chłopak jednak odrzekł spokojnie i nie wyglądało na to, by pytanie jakoś szczególnie go zasmuciło. Nawet jeśli go to dotknęło, w ogóle nie dał tego po sobie poznać.
Poza tym, potwierdziła się teoria Johna, że jego niewolnik nie był stąd. Cały czas wydawało mu się, że mieszkał wcześniej w jakimś innym mieście. Miał co do tego przeczucie. Jak widać, słuszne.
- A wiesz, gdzie teraz jesteś?
- U mojego pana – odparł bez zastanowienia.
- Ale wiesz gdzie dokładnie? Wiesz co to za miasto, w którym byliśmy parę razy?
- Nie jestem pewny, panie. Nie jestem pewny... – powiedział. John postanowił go nie uświadamiać, choć nawet gdyby chłopak wiedział, nic by to nie zmieniło.
Mężczyzna krótko martwił się, że może jego niewolnik przez pytania, które w końcu mogły przypominać mu o wolności, zaraz się rozklei. To byłby bardzo niepożądane. John zdawał sobie też sprawę z tego, że chłopak był coraz bardziej pijany. A wiedział, że wielu osobom po alkoholu „spadają morale”, jak wraz z Hisato zwykł prześmiewczo nazywać ten stan, kiedy znajdowali się w towarzystwie takich właśnie delikwentów. Nie chciał, żeby nastolatek psuł mu humor płaczem, szlochem czy też nawet wpadaniem w przysłowiowy dołek. Zwłaszcza teraz, kiedy sam był w tak świetnym nastroju. Cała ta sytuacja miała być przyjemną rozrywką i wszystko, co mogło wyprowadzić go z równowagi, było niewskazane. 
Niepokój Johna trwał dosłownie sekundy, bo już zaraz porzucił go całkowicie, widząc, że nie miał ku niemu podstaw. Tym bardziej, że zaczynało się robić interesująco. 
W pewnym momencie chłopak przełożył sobie szklankę, w której zostało już niewiele whisky, do lewej ręki. Zrobił to niezdarnie, bo prawie wyślizgnęła mu się z palców. W ostatniej chwili złapał za jej brzeg, tym samym ochraniając przed stłuczeniem ulubioną szklankę Johna. Nawet nie wiedział, jak dużo miał szczęścia. Prawą, wolną teraz dłoń, położył na dłoni swojego pana, tej samej, która od jakiegoś czasu spoczywała na jego udzie. Pogłaskał ją lekko. Mężczyznę gest ten zaskoczył, ale w pozytywny sposób. Popatrzył na nastolatka pytająco, ten jednak odpowiedział tajemniczym uśmiechem, nie odwracając wzroku. Wtedy John zorientował się, że jego spojrzenie było inne niż zazwyczaj. Wiedział, że chłopak był pijany, ale żeby aż tak? Jak widać, poszło strasznie szybko. To wyjaśniałoby dlaczego zachowywał się w sposób, w jaki nie zwykł tego robić. Gdy John pomyślał nad tym, musiał przyznać, że już od jakiegoś czasu coś mu nie pasowało. Ale nie było to teraz ważne. To niczego nie zmieniało. 
John wyciągnął mu szklankę z ręki i postawił na ławce. Nie strącił jego dłoni. Wciąż tkwiła tam, gdzie przedtem. 
- Co robisz? - zapytał spokojnie, tak, by go nie speszyć. Nie miał nic przeciwko temu, ale gest był bardzo śmiały i niepodobny do chłopaka. Raczej tak się nie zachowywał, a John nie wiedział, czego powinien się spodziewać. Czuł natomiast, że bardzo mu się to podobało i chciał zachęcić go do dalszego działania. Cokolwiek jego niewolnik planował zrobić. 
- Panie… - zaczął nastolatek, ale zaraz zamknął usta, nie dokończywszy wypowiedzi. Uśmiechnął się natomiast ponownie w nieco dziwny, niepokojący sposób. „Co on próbuje zrobić?” pomyślał John.
- O co chodzi? - pytał dalej, coraz bardziej ciekawy. John choć chciał, nie potrafił rozszyfrować jego zachowania, a z minuty na minuty wydawało mu się bardziej zabawne i urocze. Nigdy nie przepadał za słowem „urocze”, ale pasowało ono obecnie najlepiej do jego niewolnika. 
Nieoczekiwanie chłopak pochylił się do Johna. Kocyk, którym okrywał się do tej pory, spadł na deski altany. Nastolatek objął szyję mężczyzny i przytulił się do niego. John czuł teraz jak gorący policzek dotykał jego twarzy. To zbiło mężczyznę z tropu. Poczuł się dziwnie, trochę niezręcznie. Mimo tego zaplótł ręce na plecach chłopaka, obejmując go. Czekał. Parę minut minęło, nim chłopak odezwał się. 
- Panie... – zaczął cicho, mówiąc tuż przy uchu Johna. - Bo ja bardzo chciałbym ciebie o coś zapytać. Bardzo.
- Słucham. Pytaj – polecił rozbawiony. 
- Bo wiesz, panie… - Już po głosie dało się poznać, że chłopakowi alkohol uderzył do głowy. Oczywiste było więc, skąd ta nagła odwaga. - Bo ty jesteś moim panem i jesteś wspaniały. I ja bardzo się cieszę, że jesteś moim panem.
- Też się cieszę, też – John poklepał go lekko po plecach.
- Jesteś wspaniały i taki dobry dla mnie – mówił dalej. - A ja nie zasłużyłem na to. W ogóle nie zasłużyłem, panie.
- Tak myślisz?
- Yhm – mruknął, po czym zaraz dodał. – Panie. 
- Podobam ci się? - wymsknęło się Johnowi. Ale i tak założył, że chłopak nie będzie wiele pamiętał, a ciekawiło go, co chłopak odpowie. Nie, żeby uważał to, co tamten teraz paplał za prawdę, ale zabawnie było go słuchać. 
- Panie, jesteś strasznie przystojny! - stwierdził chłopak wesoło i przytulił się mocniej. - Jesteś bardzo, bardzo przystojny i bardzo, bardzo mi się podobasz, panie.
John nie wytrzymał i zachichotał. Rozbrajało go nie tylko to, w jaki chłopak się teraz zachowywał i mówił, ale głupoty, które paplał były prześmieszne. Ta nagła zmiana także przyczyniła się do tego. 
- Panie?
- Słucham cię, mów.
- Bo ja chciałbym zasłużyć na to, żeby być twój. 
- Zasłużyć?
- Tak, panie. Tylko ty jeszcze w ogóle nie chciałeś, żebym coś dla ciebie zrobił.
- Jak to nie chciałem, żebyś coś dla mnie zrobił? - John zapytał, nie wiedząc, co chłopak miał na myśli. Początkowo przyszedł mu na myśl masaż, ale to nie mogło być to. Masaż nie pasował. Wtedy domyślił się, o co mogło chodzić. „No tak, nie tak trudno było zgadnąć”.
- No bo panie, jeszcze nigdy nie chciałeś. Odkąd mnie kupiłeś, jeszcze ani razu… ani razu… - Słychać było zmartwienie w jego głosie, ale zaraz ono minęło. - A przecież mógłbym zrobić dla ciebie coś, co lubisz. Tylko nie wiem co. Gdybym się dowiedział, mógłbym to zrobić, kiedy tylko byś chciał. Panie, proszę, powiesz mi co lubisz?
- Co masz na myśli? - droczył się z nim.
- Nie rozumiem, panie – odezwał się natomiast chłopak. Uniósł się troszkę, odrywając się od Johna i teraz patrząc mu w oczy zagubionym wzorkiem. Jego twarz znajdowała się bardzo blisko twarzy mężczyzny. 
- Chodzi ci o seks? - zapytał John wreszcie.
- Yhm – mruknął, a John dostrzegł błysk radości w oczach chłopaka. - Tak, panie. Powiesz mi co lubisz? Co mógłbym dla ciebie zrobić? Obiecuję, że się przyłożę. Cokolwiek by to było. Nie będziesz żałował. Obiecuję!
John nie wiedział, co na to odpowiedzieć. Entuzjazm chłopaka wyglądał na prawdziwy, co było jednocześnie trochę odpychające, ale i podniecało go, z powodu czego miał mieszane uczucia. Mężczyzna powtarzał sobie, że przecież chłopak był pijany. To wszystko przez whisky. Wiedział też, że tamten był niewolnikiem. „Dla tego chłopaka to przecież normalne” pomyślał. Z drugiej strony, kiedy nastolatek zaczynał o tym mówić, nie potrafił przejść wobec jego słów obojętnie. „Nawet jeśli jest pijany, widać, że tego chce. Chce tego! Dlaczego więc nie miałbym tego zrobić?” coś w nim krzyczało, ale tłumił ten głos.
W tamtym momencie miał olbrzymią ochotę wreszcie zająć się swoim niewolnikiem. I zrobiłby to, gdyby nie pot wstrzymały go potworne myśli, które pojawiły się w jego głowie.
„On jest pijany. Tylko po to go upiłeś? John, nie bądź żałosny”. To nieco ochłodziło jego zapał. Wykorzystanie pijanego nastolatka, który w dodatku był jego niewolnikiem, gotowym zrobić dla niego wszystko, na pewno nie było powodem do dumy. „Jesteś takim tchórzem, że musiałeś go upić, by go przelecieć? Naprawdę John? Tego właśnie pragniesz?”.
Nie. John wiedział, że nie tego chciałby. 
- Jesteś pijany – powiedział, a chłopak popatrzył na niego i zaprzeczył.
- Nie jestem, panie.
- Nie kłóć się ze swoim panem – odparł John twardo, na co chłopak przeprosił ze łzami w oczach i znów wtulił się w niego.
John westchnął. Nagle poczuł, że był już tym zmęczony i że chciało mu się spać. Poza tym stwierdził, niewolnik zdecydowanie powinien już się położyć. Z każdą chwilą widać było, że alkohol działał na niego coraz gorzej. Pewnie niewiele musiałby czekać, kiedy tamten odpłynąłby zupełnie. „Koniec zabawy” pomyślał John. „Pora wracać do domu”.
Już miał mówić chłopakowi, żeby zszedł z niego, kiedy ten odezwał się pierwszy.
- Panie, mogę spać dzisiaj z tobą?
- Możesz – odparł John. Lepiej byłoby, gdyby zaprowadził chłopaka do jego pokoju, zamknął i miał święty spokój. Z jakiegoś powodu jednak, wolał tej nocy trzymać go blisko siebie. Coś podpowiadało mu, że tak będzie lepiej. Oprócz tego, był za niego odpowiedzialny. Nie tylko dlatego, że go rozpił, ale też w końcu należał do niego. Nie mógł mieć pewności, czy chłopak nie wymyśliłby czegoś. A po jego wyznaniu o próbie samobójstwa… „Lepiej, jeśli będę miał go na oku”. 
- Panie, jesteś najlepszy… - wymamrotał chłopak.
- Wiem, a teraz schodź już ze mnie. Idziemy do domu.
Chłopak powoli, jakby niechętnie, odkleił się od Johna. Zsunął się z jego kolan i wstał, po czym od razu oparł się o stolik. Wyglądał na trochę zaniepokojonego, jakby nie wiedział, dlaczego tak się działo. Mężczyzna widział już, że to nie będzie takie proste. Nastolatek ledwo trzymał się na nogach.
- Dasz radę iść? - zapytał licząc na cud.
- Panie, bo tak jakoś dziwnie kręci mi się w głowie – usłyszał i już wiedział, że cud nie nastąpił. - Tak wszystko wiruje…
Na początku mężczyzna próbował po prostu poprowadzić chłopaka, podtrzymując go w pasie i zabezpieczając od upadku. Bezskutecznie. Po kilku krokach okazało się, że to nie wystarczało, a jego pijany niewolnik miał większe kłopoty z równowagą, niż założył. Kiedy już po chwili John musiał mocno złapać go, bo chłopak prawie wylądowałby na ziemi, plątając się wcześniej o własne nogi, postanowił zmienić strategię. Innym wyjściem było zostawienie go tutaj, ale szybko porzucił tę kuszącą myśl. 
W końcu John po prostu podniósł chłopaka i wziął go na ręce. Uznał, że tak będzie najszybciej. Tamten miał na szczęście jeszcze tyle siły, by objąć jego szyję, co trochę ułatwiało sprawę. Mężczyzna tym razem jednak odczuł, ile chłopak ważył, ale John był uparty i postanowił sobie, że doniesie go na miejsce. Ruszył przez ogród niosąc niewolnika i starając się przy tym o nic nie potknąć. Cieszył się, że przynajmniej ścieżka była oświetlona, bo inaczej pewnie nie udałoby mu się dotrzeć do celu bez szwanku.
O dziwo, dotarł bez większych problemów. Nawet jeśli chłopak nie ważył dużo, przejście z nim na rękach taki kawałek, dało się Johnowi we znaki. Wszedł do sypialni zasapany, ale z uśmiechem tryumfu na twarzy. Pot spływał mu po czole i czuł, jak koszula, wilgotna teraz, kleiła mu się do pleców. Odczuwał satysfakcję, a to było najważniejsze. Zadowolił własne ego. Lecz na wszelki wypadek przysiągł sobie, że niedługo ponownie odwiedzi siłownię, którą omijał już kilka miesięcy.
Gdy stanął przy łóżku, rzucił na nie chłopka. Tamten miał miękkie lądowanie, więc nie była to żadna brutalność z jego strony. Potem John z ulgą przysiadł na brzegu. Musiał chwilę odpocząć. 
Niewolnik podsunął się do poduszki i ułożył na niej głowę. Miał zamknięte oczy. 
- Jak się czujesz? - zapytał John. - Ciągle kręci ci się w głowie?
- Yhmm… - chłopak wymruczał tylko. Potem wyglądał, jakby próbował podeprzeć się na rękach, ale z marnym skutkiem. Otworzył oczy i spojrzał zamglonym wzrokiem. - Muszę się umyć – powiedział, a przynajmniej John tak to zrozumiał, bo chłopak mamrotał niewyraźnie.
- Idź spać. Jutro się umyjesz – powiedział John surowo, w razie gdyby tamten coś sobie ubzdurał. - Teraz po prostu idź już spać.
- Yhmm… - dostał w odpowiedzi. Chłopak znów zamknął oczy. - Panie…
- Śpij.
- Panie, a ty?
- Zaraz też się kładę.
- Yhmm… - wymruczał. - Panie…
- Co jeszcze? - udał zniecierpliwienie. 
- Panie… jesteś cudowny… - mruczał pod nosem chłopak. - Najlepszy pan… najlepszy...
John z trudem rozumiał jego słowa. „Chyba trochę przesadziłem” zaśmiał się, słysząc od niewolnika takie wyznania. Nie brał ich do siebie. Wiedział, że to tylko pijacka paplanina, a nastolatek nawet już nie wiedział, co gadał.
Nie minęło wiele czasu, a John zobaczył, że chłopak zasnął. Odetchnął z ulgą. Obawiał się, że przez to, że kręciło mu się w głowie, mógł mieć z tym większe problemy. Wszystko jednak ułożyło się według najbardziej optymistycznego scenariusza.
„Co za chłopak” - pomyślał John i przyłapał się na tym, że wcale nie był na niego wściekły, a wręcz przeciwnie. Myślał o nim z sympatią. W końcu niewolnik dostarczył mu dzisiaj sporo rozrywki i dzięki niemu całkiem dobrze się bawił. Oprócz tego, jakoś nie potrafił złościć się na niego teraz, kiedy wyglądał tak spokojnie i wciąż miał na twarzy lekki uśmiech. „Jak aniołek” coś szeptało mu w głowie. John zaraz jednak pomyślał, usprawiedliwiając się: „Czyżbym i ja wypił za dużo?”.
Przysunął się bliżej niewolnika i zaczął ściągać mu bluzę. W domu było ciepło, poza tym, nie wyobrażał sobie, że miałby zostawić go w swoim łóżku w pełnym ubraniu. Gdy wreszcie uporał się z bluzą, tamten został w koszulce, ale nawet się nie obudził. Potem zdjął chłopakowi buty. Musiał pochylić się, bo coś zauważył. Zupełnie nie spodziewał się zobaczyć na jednej ze stóp chłopaka dziwnego tatuażu. Prawie by go przegapił, bo był niewielki, ale ciemny kształt na jasnej skórze niewolnika, przykuł jego uwagę. Nie trudno było odgadnąć, że chłopak otrzymał go u Akumy, skoro japoński znak, który składał się na tatuaż, właśnie to oznaczał. 
John nie rozmyślał nad tym dłużej. Obecnie nie widział w tym problemu. Przeszedł za to dalej do działania. Uznał, że powinien ściągnąć chłopakowi także spodnie. Zrobił to z niemałą przyjemnością, ale na tym zakończył. Popatrzył na niego przez chwilę, przypominając sobie jak nastolatek zaczął mówić, że John mu się podobał i prawić mu komplementy. 
Wreszcie poszedł wziąć prysznic. Myśląc o chłopaku, ulżył sobie, jak to wcześniej już zdarzało mu się robić wiele razy. Pozwolił ponieść się fantazji i poszło bardzo szybko. 
Gdy niedługo później zasypiał, zastanawiał się, co tak właściwie „lubił”, jak to określił jego niewolnik. Nie musiał szukać daleko. Odpowiedź na to pytanie, była jasna i jak najbardziej oczywista.





Kiedy obudził się, od razu uznał, że coś było nie w porządku. Nim jeszcze otworzył oczy, poczuł straszliwy ból głowy, rozsadzający mu czaszkę. Z obawą podniósł powieki i natychmiast je zamknął. Nie wiedział czemu ból był jeszcze gorszy, kiedy miał otwarte oczy, ale nie był na siłach, by się nad tym zastanawiać. 
Nie był pewien, co się z nim działo. Jedyne co wiedział to to, że był w sypialni pana, a jego właściciel spał obok. Pamiętał wszystko jak przez mgłę, ale nie starał się przypomnieć sobie dokładnie, co działo się wcześniej. Zostawił to na bliżej nieokreślone „potem”, kiedy poczuje się lepiej. Miał zamiar postarać się usnąć, albo chociaż przeleżeć i przeczekać aż ból głowy nie ustąpi.
Ale nie było mu to pisane. Jego zdradziecki organizm pokrzyżował mu plany. W pewnym momencie poczuł okropne nudności. Było mu niedobrze i wiedział co się zaraz stanie. Nie mógł dopuścić, by nastąpiło to tutaj, w łóżku pana. To było wykluczone.
Pomimo wrażenia że głowa mu zaraz pęknie, dziwnych mroczków przed oczami, gdy wstawał z łóżka i chwiejnego kroku, jakimś cudem dotarł do łazienki na czas. Zdążył nawet zamknąć za sobą drzwi, bo nie chciał zbudzić pana.
Opadł na kolana przed toaletą, dosłownie w ostatniej chwili i zwymiotował. Cuchnący zapach i widok brązowawych wymiocin sprawiały, że było mu jeszcze bardziej niedobrze. Zawsze uważał to za obrzydliwe i nie potrafił do tego przywyknąć. Była to jedna z niewielu rzeczy jakich się brzydził i dziękował w duchu, że z różnych ohydnych rzeczy, Akuma nigdy nie kazał mu robić niczego, co byłoby z tym powiązane. Torsje męczyły go, dopóki cała zawartość żołądka nie znalazła się w muszli klozetowej, ale nawet gdy tak się stało, jeszcze przez jakiś czas pojawiał się nieprzyjemny odruch. Wreszcie zrobiło mu się trochę lepiej, ale był zbyt wyczerpany i za bardzo obawiał się, że mdłości mogą powrócić, żeby położyć się do łóżka. Z drugiej strony, jeśli pan obudziłby się, a Aki zbyt długo nie wychodziłby z łazienki, pan mógłby być zły...
Wreszcie Aki zdecydował. Spuścił wodę parę razy, opuścił pokrywę sedesu. Położył się na nim. Musiał odpocząć, bo nie miał nawet siły, by wstać. Nie wiedział, kiedy zasnął.
Otworzył oczy i poczuł się okropnie zdezorientowany. Wciąż czuł potworny ból głowy i był słaby jak nigdy. Jakby ktoś wypompował z niego całą energię. Dodatkowo przestraszył się, bo nie wiedział, ile czasu minęło. Czy pan wciąż spał? Czy już wiedział, co się z nim działo?
Wstał powoli i z ulgą stwierdził, że już nie było mu niedobrze, przynajmniej na razie. Poczłapał do sypialni, starając się przy tym nie wysilać za bardzo i nie upaść. Wcześniej jeszcze przepłukał usta wodą i umył zęby, by pozbyć się z nich obrzydliwego smaku.
W sypialni odetchnął spokojniej, bo pan wciąż spał. Aki położył się ostrożnie do łóżka i wślizgnął się pod kołdrę, bo nagle zrobiło mu się okropnie zimno.
Starał się zasnąć, ale tym razem przyszło mu to z trudem. Powoli napływały do niego wspomnienia minionej nocy. Na szczęście po jakimś czasie, wykończony, oddał się w objęcia Morfeusza.





John wstał jeszcze przed południem. Musiał przygotować się do wyjścia i spakować najpotrzebniejsze rzeczy. Z lekką irytacją zdał sobie sprawę z tego, że nie zdąży na spotkanie z Okiną, nawet gdyby miało potrwać dosłownie pięć minut. Cóż, będzie musiał zadzwonić do sekretarki i powiedzieć jej, by się tym zajęła. W końcu po to ją zatrudniał. Niech coś wymyśli. 
Chłopak spał mocno i nie obudził się, nawet kiedy mężczyzna krążył po sypialni w poszukiwaniu swojego telefonu. Nie mógł przypomnieć sobie, gdzie go wczoraj rzucił, a nie było go na szafce obok łóżka. Wreszcie udało mu się odnaleźć komórkę tuż za nią. Widocznie musiał ją przez przypadek strącić.
Wiedział, co działo się z jego niewolnikiem rano. Przebudził się, kiedy ten wychodził z łóżka i szedł do łazienki. Z odgłosów dochodzących stamtąd później, zdawał sobie też sprawę, że chłopak nie czuł się najlepiej. Zapowiadało się, że tego dnia jego niewolnik zdecydowanie nie będzie w stanie używalności. „Nic mu nie będzie” pomyślał jednak John i poszedł spać dalej. Nie martwił się tym w tamtym momencie. 
W żadnym wypadku nie czuł się winny i wciąż dobrze wspominał wczorajszą zabawę. Rozpił go, ale przecież nic mu się nie stało. Nawet sam przyniósł go do domu, za co tamten powinien być mu wdzięczny. Mimo tego nie miał zamiaru go męczyć i pozwolił mu spać do woli. Przekazał nawet służącej, żeby dziś raczej nie spieszyła się z obiadem, miała oko na chłopaka i dopóki tamten nie poczuje się lepiej, nie zabierała go z sypialni. Kobieta zgodziła się, choć widział, że wciąż nie podobała jej się obecność niewolnika w tym domu. To była kolejna z rzeczy, którą John się nie przejmował. 
Miał na dzisiaj zaplanowane ważne spotkanie i jak na złość, zapomniał o nim wcześniej. Za wiele spraw znajdowało się na jego głowie. Spotkanie to, w przeciwieństwie do tego z Okiną, nie miało go ominąć, a to było najważniejsze. Dużo mogło od niego zależeć, więc musiało się odbyć i John musiał być na nim obecny. 
Próba zdobycia przydatnych informacji o Andavelu, jak do tej pory, nie przyniosła żadnych rezultatów. Dowiedział się za to, jak wielkie wpływy miał ten niepozorny staruszek i jak mógł być niebezpieczny. Andavel wiedział, jak pilnować swoich sekretów i trzymał je przy sobie. Mógłby się od niego uczyć. John musiał przyznać, że zaskoczyło go to. Sądził, że mimo trudności, w końcu uda mu się wyciągnąć na wierzch cokolwiek z jego brudnych interesów, które z całą pewnością prowadził, ale nikt nic nie wiedział. Albo nie chciał powiedzieć. To również brał pod uwagę.
Hisato podsunął mu nowy sposób, do którego John podchodził nieco sceptycznie. Prawdę mówiąc, nie sądził, że to, co proponował mu przyjaciel, wypali. Ale nie miał nic do stracenia, a jeśli nadarzała się choć mała szansa, chciał ją wykorzystać. Czuł, że Andavel coś szykował i że to coś, było coraz bliżej. Czuł, że to nic dobrego, zwłaszcza dla niego. I bał się, że kiedy w końcu to odkryje, może być już za późno. Miał jednak nadzieję, że przesadzał z podejrzeniami i mylił się co do tego człowieka. Może staruszek faktycznie miał przyjacielskie zamiary? Może potrzebował towarzystwa albo po prostu szukał klientów do jego tajnych spotkań? A może powoli bzikował na starość?
Wszystko to było możliwe, lecz niestety, John skłaniał się ku tej najbardziej pesymistycznej wizji. Mówiła ona tylko tyle, że Andavel planował go pogrążyć lub wykorzystać do własnych celów, by następnie pozbyć się go, kiedy stanie się bezużyteczny. Jeśli tak, John chciał poznać jakie to mogły być cele.
Zasunął suwak niewielkiej torby podróżnej, do której włożył kilka rzeczy. Po spotkaniu musiał załatwić jeszcze parę spraw, a jutro, z samego rana czekało go spotkanie z Moritą. Postanowił więc, że przenocuje w hotelu lub u Hisato. Tak zaoszczędzi trochę czasu i będzie mógł odpocząć. 
Miał już wyjść, kiedy znów zerknął na śpiącego chłopka. Uśmiechnął się nieznacznie. Wczoraj chyba po raz pierwszy nie miał do siebie żalu o to, że go kupił. Nawet cieszył się z tego powodu. Ale co z tego, jeśli wciąż nie potrafił wykorzystać swojego niewolnika? To musiało się wreszcie zmienić.
Mógł wyjść bez słowa, jak często to robił, ale postanowił zostawić mu wiadomość. Tylko co mógłby napisać? Myślał przez chwilę, aż w końcu postawił torbę na podłodze. Stwierdził, że to powinno być coś, co nie umniejszałoby jego pozycji. Musiał pamiętać, że to wciąż jego niewolnik. W tej kwestii nic się nie zmieniło, nawet jeśli trochę go polubił. 
John wyrwał kartkę z notesu schowanego w szafce nocnej i zaczął pisać na niej szybko i niedbale.





- Jesteś pewna, że to odpowiednie miejsce na nasze spotkanie? - zapytał Histao, rozglądając się bez entuzjazmu po kawiarni.
- Oczywiście – kobieta odpowiedziała spokojnie. - To idealne miejsce, zaufaj mi – dodała, po czym z delikatnym uśmiechem na twarzy uniosła filiżankę parującej kawy do ust. Upiła łyk i tym razem to ona zadała pytanie. - Kiedy przyjdzie?
- Powinien już być – HIsato spojrzał na zegarek. - Na pewno zaraz dotrze.
- Zobaczymy – powiedziała, a mężczyzna dopiero po chwili zorientował się, że to miał być żart. Czasem nie potrafił nadążyć za jej humorem.
Kawiarnia, w której właśnie się znajdowali była jasna i słoneczna, mimo tego zupełnie nie przypadła Hisato do gustu. Nie podobało mu się to miejsce, a wystrój, którego motywem przewodnim były słoneczniki, zupełnie do niego nie przemawiał. Prawdę mówiąc, drażnił go. Najchętniej wyszedłby stąd i nigdy nie wracał. Albo jeszcze lepiej, wolałby tutaj nigdy nie wchodzić. 
Odruchowo położył rękę na kieszeni i wyczuł, że pudełko papierosów wciąż tam tkwiło. Upewniwszy się co do tego, szybko zabrał dłoń. Podniósł filiżankę, by napić się kawy. Na razie nie było czasu, by zapalić. Musiał wytrzymać. 
- Szkoda, że jesteś tak zajęty. Fajnie byłby spotkać się częściej i pogadać, tak jak kiedyś – kobieta uśmiechnęła się do niego i odgarnęła kosmyk swoich pięknych, ciemnych włosów za ucho. 
- I kto to mówi – Hisato odwzajemnił uśmiech. - Żeby dodzwonić się do ciebie trzeba mieć prawdziwe szczęście. A o umówieniu się na spotkanie już nawet nie wspomnę.
- Ostatnio zajmowałam się czymś poważnym. Wiesz jak to jest. Jak czasem wpadnie coś trudniejszego, muszę się na tym bardziej skupić. Czasami nawet odciąć się od wszystkiego. Z resztą, co ja tobie będę tłumaczyć. Na pewno wiesz, co mam na myśli. – Kelner postawił przed nią pucharek z lodami. Podziękowała i od razu zabrała się za jedzenie. - Hisato, może chcesz trochę?
- Nie, dzięki.
- I tak bym ci nie dała – wyszczerzyła się do niego. - A tak poza tym, co u ciebie słychać? Znalazłeś sobie wreszcie kogoś? – Przez chwilę przyglądała mu się mrużąc oczy. - Niech zgadnę: nie.
- Rinko, czemu zawsze, gdy mnie widzisz, zaczynasz o tym gadać?
- Bo ciągle uważam, że tamten chłopak, którego ci znalazłam na studiach, pasował do ciebie doskonale! Ale oczywiście musiałeś go do siebie zrazić. Jak wszystkich. – Widząc zirytowaną minę, zachichotała. - No dobra, żartowałam. Już milczę. Naprawdę, jak grób.
- Nie mam na to czasu, tak po prostu… - mruknął i aby więcej o tym nie mówić, nagle z ochotą zaczął popijać kawę. Przynajmniej była smaczna. To był chyba jedyny plus tej kawiarni, bo na pewno cerata w słoneczniki, przykrywająca każdy ze stolików, do nich nie należała. 
- Pewnie, wmawiaj to sobie, a na zawsze pozostaniesz sam jak palec! - mówiąc to, wskazała na niego łyżką do lodów. - Jak palec, zapamiętaj to sobie.
- Zapamiętam. Ale założę się, że nie tylko ja jestem teraz sam. – Posłał jej wymowne spojrzenie. 
- Nie zmieniaj tematu. Teraz mówimy o tobie! Ale faktycznie, z Ginem mi nie wyszło, przyznaję. – Nie wyglądała z tego powodu na zasmuconą. - Tak już bywa. Widocznie, nie zasłużył na mnie. 
Oboje usłyszeli, kiedy drzwi kawiarni otworzyły się. Dzwoneczek przy drzwiach był naprawdę hałaśliwy. Dla Hisato był to kolejny powód, żeby znienawidzić tę kawiarnię. 
- No jest wreszcie! - ucieszyła się i pomachała do wysokiego mężczyzny. Podszedł do stolika, przy którym siedziała wraz z Hisato i usiadł na jednym z wolnych krzeseł.
- Spóźniłeś się, John – powiedziała z wyrzutem. Mężczyzna opanował się, by nie obdarzyć jej lekceważącym wzrokiem.
- Tak wyszło… - starał się zabrzmieć uprzejmie.
- Dobra, już dobra – machnęła ręką. - To powiedzcie mi wreszcie o co chodzi, a potem powspominamy sobie dawne czasy. Tylko najpierw, John co zamawiasz? Polecam lody. Są świetne. A Hisato niech żałuje, że nie chce.
- Nie, dziękuję, może później.
- No to mówcie wreszcie, bo umieram z ciekawości! - Nie przestawała się uśmiechać i wyglądała w tamtej chwili bardziej jak rozemocjonowana nastolatka, niż dorosła kobieta. A już z całą pewnością nikt nie pomyślałby, że ktoś taki jak ona mógłby być szpiegiem, w dodatku dobrym w swojej roli.
John nie wierzył, że naprawdę była w stanie im pomóc. Wiedział, czym się zajmowała, ale nie był pewien co do jej umiejętności. Nie potrafił pojąć, jak ktoś taki mógłby zająć się tak poważną i delikatną sprawą. Od początku podchodził sceptycznie do pomysłu, by ją zaangażować, ale wreszcie uległ namowom Hisato. Wszystko inne zawiodło, teraz nie miał nic do stracenia. 
Mężczyzna wraz z przyjacielem wymienili porozumiewawcze spojrzenia, po czym to na Johna spadł obowiązek przedstawienia sytuacji. Dawno już zauważył, że Hisato miał co do tej kobiety pewną słabość. Co więcej, zazwyczaj trudno mu było ją przegadać, co Johnowi nie mieściło się w głowie. Zwykle to jego przyjaciel potrafił omotać każdego pięknymi słówkami. Przypuszczał, że ta zażyłość wynikała z tego, że ta dwójka znała się dosyć długo i przyjaźniła jeszcze od czasów szkolnych. John znał ją o wiele krócej. A jeśli miał być szczery, ta kobieta irytowała go na każdym kroku. Ciężko mu było wytrzymać jej wieczną paplaninę, a już szczególnie trudno było mu znieść jej zbyt lekkie podejście do życia.
- Rinko, znasz może człowieka o nazwisku Andavel? - zapytał cicho, wcześniej upewniając się, że nikt ich nie podsłuchiwał. Podobnie jak Hisato, również nie uważał, by spotykanie się w takim miejscu, było najlepszym pomysłem.
Kobieta nie namyślała się długo nad odpowiedzią.
- Osobiście go nie spotkałam, ale wiem o nim co nieco. To ten od hoteli, prawda? Prowadzi jakieś ciemne interesy, ale nie wnikałam w to nigdy głębiej. Nie było potrzeby. Ale o co chodzi?
- Chciałbym, żebyś dowiedziała się o nim trochę więcej. Prawdę mówiąc, ile tylko zdołasz. 
- Rozumiem, że nie za darmo? Niby dla przyjaciół – tutaj spojrzała na Hisato - mogłabym zrobić to i tamto, ale ostatnio wpadłam w długi… Sami rozumiecie – zaśmiała się zakłopotana. 
- Nie ma sprawy. Zapłacę ile będzie trzeba – Rinko pokiwała głową usatysfakcjonowana taką odpowiedzią. John mówił dalej. - Myślałem o tym, żebyś zbliżyła się do niego i dowiedziała dla mnie paru rzeczy.
- Spokojnie, wystarczy, że powiesz mi, czego dokładnie chciałbyś się dowiedzieć, a ja już wymyślę sposób. To jak, o co konkretnie chodzi?
John wtajemniczył ją w szczegóły, nie pomijając niczego. Kobieta słuchała w skupieniu, wyraźnie notując wszystko w myślach. Choć zazwyczaj lubiła dużo mówić, teraz powstrzymała się od komentowania. Nie przerywała mu słowem. Po raz pierwszy John pomyślał, że może osądził ją zbyt pochopnie. Może faktycznie potrafiła więcej, niż mógłby się spodziewać?
- Dasz radę? Obawiam się, że to może być niebezpieczne – uprzedził ją.
- Spokojnie. Nie takimi rzeczami się zajmowałam – odrzekła wesoło, pewna siebie. - To jak będzie John? Truskawkowe czy czekoladowe?





- Obudź się – usłyszał i leniwie otworzył oczy. Od razu poczuł, że ból głowy nie ustąpił i wciąż mu towarzyszył. Nie ucieszyło go to. Miał nadzieję, że gdy się obudzi, wszystko minie. Niestety, po raz kolejny naiwnie sądził, że sen był lekiem na wszystko.
Głos nie należał do pana, więc nie spieszył się z odpowiedzią. Powoli usiadł na łóżku i popatrzył na starą służącą. Miała kwaśną minę, ale to było u niej normalne. Zawsze tak wyglądała. W rękach trzymała tacę, jednak nie znajdował się na niej żaden posiłek, a szklanka z jakimś zielonkawym płynem w środku. 
„Co to ma być?” pomyślał, ale nie zapytał. Czekał aż sama mu to wyjaśni.
- Nie mam pojęcia czemu szef ciągle cię tu trzyma – prychnęła. Wyglądało na to, że wbrew przypuszczeniom chłopaka, była w gorszym humorze niż zwykle. Zazwyczaj nie odzywała się do niego więcej, niż to było konieczne. Tylko parę razy nieźle mu dopiekła. Widocznie dzisiejszego dnia też tak miało być. - Zamiast iść jak normalny chłop na dziwki, to sobie ciebie sprowadził. Ja tego nigdy nie zrozumiem – mówiła. Jej zmarszczki stawały się przy tym jeszcze bardziej widoczne. - To, że nie lubi kobiet, to jeszcze mogę pojąć. Znam kilku takich, co też tak mają. Nawet pracowałam wcześniej u jednego. Ale żeby sprowadzać sobie do domu jakiegoś małolata. Czemu akurat ty? Ani ty ładny, ani… - tutaj zatrzymała się i westchnęła. - Z resztą, niech sobie robi co chce. Póki płaci, mnie nic do tego.
Aki słuchał jej, ale to co mówiła, nie robiło na nim wrażenia. Słyszał w swoim życiu już takie obelgi, że to co gadała sobie jakaś stara baba, było przy nich prawie że komplementem. Poza tym, głowa go bolała i starał się sprawić jakoś, by jej głos jeszcze tego nie pogorszył. Miał nadzieję, że przejdzie wreszcie do tego, po co tu przyszła i jak najszybciej zostawi go samego. 
- Jak się czujesz? - spytała, co zdziwiło chłopaka. Nie było w jej pytaniu nawet cienia troski, ale i tak zaskoczyła go.
- Boli mnie głowa – postanowił tego przed nią nie ukrywać.
- Tylko tyle? Mdli cię? Brzuch boli?
- Nie.
Pokiwała głową, jakby tego się spodziewała. 
- Przyniosłam ci coś, co pomoże. - Zdjęła z tacy szklankę i podała ją chłopakowi. Ten spojrzał na jej zawartość podejrzliwie. Bo i miał powód, nie wyglądała ona najlepiej, ani też nie pachniała. Skrzywił się, czując nieprzyjemną woń. - Nie patrz tak, jakby to była jakaś trucizna! - oburzyła się - To na kaca. Same zioła. Przepis jeszcze od mojej babki. Ona znała się na tym, oj znała – wyjaśniła.
- Na pewno nic mi po tym nie będzie? - zapytał, wciąż nie będąc przekonanym do podejrzanie wyglądającej mikstury.
- Na pewno. Zawsze podawałam to mojemu mężowi. A on nieraz lubił sobie wypić – Aki miał wrażenie, że gdyby na jego miejscu znalazł się ktoś inny, z pewnością dowiedziałby się teraz czegoś jeszcze. - No, pij już. Szybko! Mam jeszcze dużo roboty. Nie będę tu cały dzień nad tobą stała!
Aki zwątpił w jakąkolwiek próbę protestu. Mina kobiety mówiła, że gdyby spróbował, pewnie własnoręcznie wlałaby mu te zioła do gardła. 
Zaczął pić małymi łyczkami. Zawartość szklanki była ciepła, choć gdy kobieta wspomniała o ziołach, wyobraził sobie jakiś wrzący napar czy coś podobnego. Nie było to też zbyt smaczne, ale dało się przełknąć. Musiał przyznać, że pachniało zdecydowanie gorzej niż smakowało. Przynajmniej nie wywoływało to u niego odruchów wymiotnych, a tego najbardziej się obawiał. 
Wypił wszystko i zniecierpliwiona służąca zabrała od niego szklankę.
- Dzisiaj nie będzie obiadu. Dopiero wieczorem coś dostaniesz. A jak ci trochę przejdzie, wracasz do swojego pokoju – rzuciła, nim wyszła z sypialni.
Gdy kobieta sobie poszła, Aki zwlókł się z łóżka. Wciąż był słaby i zmęczony. Powlókł się do łazienki i przepłukał sobie usta wodą. Potem stwierdził, że powinien się umyć, bo najzwyczajniej w świecie śmierdział, a tego nienawidził. Rzeczy, których używał do higieny, wciąż znajdowały się w łazience pana, co było mu na rękę. W końcu bywał tutaj jeszcze czasem, a pan widocznie na razie nie miał zamiaru się ich pozbywać. 
Pamiętał już prawie wszystko, co wydarzyło się w nocy. Nie obawiał się, że pan mógłby być na niego zły. Wydawało mu się, że był nawet zadowolony. „Nie Aki, on był zadowolony! Naprawdę!” przekonywał siebie. Aki jednak wstydził się, że tak zachowywał się w stosunku do swojego właściciela. Nawet jeśli był pijany i to po raz pierwszy w życiu, miał wrażenie, że pozwolił sobie na zbyt wiele i wykazał się brakiem szacunku wobec pana. Zasady Akumy tkwiły w nim zbyt głęboko, by mógł o nich nie myśleć, nawet jeśli wiedział, że to co zrobił, wcale nie było dla pana obrazą. Akiemu było z tym źle i strasznie nieswojo. Czuł się rozczarowany samym sobą, choć wiedział też, że nie powinien. W końcu to nie zależało od niego… tak jakby.
Nie mógł przypomnieć sobie dokładnie, co działo się, kiedy już trafił do łóżka. Te wspomnienia wciąż znajdowały się za mgłą. Pamiętał, że coś mówił, ale nie miał pojęcia co. Miał tylko nadzieję, że nic co zdenerwowałoby pana. Zastanawiał się też, czy sam ściągnął swoje ubrania czy pan to zrobił. Coś podpowiadało mu tę drugą opcję i skrycie strasznie się z tego cieszył, licząc na to, że to nie był tylko sen.
Odświeżył się szybko i wrócił do sypialni. Chciał położyć się i czekać aż ten okropny ból głowy wreszcie zniknie. Aki miał nadzieję, że nie będzie musiał męczyć się za długo i ból ustąpi przynajmniej do wieczora. To i tak wydawało się męką, ale kiedy pomyślał sobie, że znów obudzi się i znów będzie go czuł, miał wrażenie, że chyba się wykończy. Już wolałby, by bolała go ręka, noga czy cokolwiek innego, bo ból głowy, znosił źle.
Podchodząc do łóżka, zastanawiał się, kiedy wróci pan. Nagle dostrzegł jakąś kartkę na szafce nocnej. „Że też wcześniej jej nie zauważyłem” pomyślał zdziwiony.
Kartka była złożona na pół i Aki czuł się strasznie podekscytowany, gdy wziął ją do ręki. Miał nadzieję, że była to wiadomość od pana. To by było coś. Znaczyłoby, że pan o nim pomyślał. 
Widząc podpis na końcu, Aki uśmiechnął się szeroko. Wyglądał tak samo jak kiedyś: „Twój Pan”.
Dopiero teraz chłopak zaczął czytać wiadomość od początku. Były to zaledwie trzy zdania, a Aki miał wrażenie, że zalewała go fala szczęścia. Wstyd nagle zniknął i chłopak tylko cieszył się, czytając wiadomość od początku i znów od początku…

„Wrócę pojutrze. Zachowuj się jak należy i nie sprawiaj problemów.
Pamiętaj, żeby przygotować się na mój powrót.
Twój Pan"

„Przygotować się” odczytał w myślał. „Czyżby pan w końcu…?” Aki zaśmiał się i zapomniał nawet o bólu głowy. To nie mogło oznaczać niczego innego. Na pewno nie!
Rzucił się na łóżko, wciąż trzymając kartkę w dłoni. Przyglądał się jej, jak gdyby to był skarb, a nie zwykły kawałek papieru.
„Panie, przysięgam, że nie pożałujesz!” myślał gorąco. Ale w pewnej chwili targnęły nim wątpliwości, które sprawiły, że jego zapał nieco ostygł. Może mylił się? Może pan znów miał coś zupełnie innego na myśli? Może chciał go gdzieś zabrać i po to Aki miał się przygotować?
Chłopak zaczął zastanawiać się, czy aby nie pośpieszył się zanadto ze swoją radością. Dotarło do niego, jak bardzo naiwnie się zachowywał. Jak głupio…
„Aki, musisz się opanować” powtarzał sobie. Znów popatrzył na pismo pana i uśmiechnął się. „To nic. To nic...”.
Przekręcił się na plecy i rozłożył na łóżku. Spojrzał na sufit. Skrzywił się, czując, że ból przez te emocje stawał się silniejszy. Ale to nie popsuło mu humoru. Tym bardziej, że w głowie zaświtał mu doskonały pomysł.
Już wiedział, co powinien zrobić. Może i wycierpiał sporo przez alkohol, ale miniona noc mogła okazać się dla niego wybawieniem. Póki jeszcze nie był za bardzo pijany, zdołał zauważyć kilka rzeczy. Niby nic, niby nie znaczyły dużo, ale chłopak chyba już wiedział, jak je wykorzystać. 
„Może i pan nie miał tego na myśli, ale wciąż może mi się udać. To nic, że pan tego nie wymaga. Teraz już wiem, jak powinienem się zachować!”.
Usiadł na łóżku i jeszcze raz prześledził wzrokiem kilka zdań zapisanych na kartce.
„Tym razem sprawię, że będzie chciał” obiecał sobie. „Pan nie odtrąci mnie, nie tym razem”.
- Panie, już chyba wiem, co lubisz – szepnął cicho i poczuł, że już nie może doczekać się, kiedy znów zobaczy swojego właściciela.





Wiatr wzmógł się i targał gałęziami drzew, które niespokojnie szumiały liśćmi. Nie zapowiadało to niczego dobrego. Chmury burzowe, jak na razie, nie pokazały się na niebie i wszyscy liczyli na to, że tak pozostanie. 
Wieczór miał nadejść dopiero za parę godzin, więc wciąż było jasno. To nie przeszkadzało dwójce ludzi, która w oczach innych nie miała ze sobą nic wspólnego, spotkać się na obrzeżach miasta. Ulica była pusta. Jedynie jakiś bezdomny kot, śmiało przebiegł koło nich i zniknął za wysokim płotem.
Wiedzieli, że właśnie tutaj byli bezpieczni. Nikt niepożądany nie mieszkał w pobliżu.
- Bardzo dobrze, jak na razie wszystko idzie po naszej myśli – mówił mężczyzna, który opierał się o maskę samochodu. Wpatrywał się z uznaniem w stojącą przed nim osobę. Spisała się świetnie, nawet on był pod wrażeniem. Bez niej, jego plan by się nie powiódł. 
Ochroniarz znajdujący się w pobliżu, nie wykazywał takiego samego zadowolenia, bo uważnie śledził każdy krok obcego. Trzymał rękę w pobliżu broni, którą gotowy był wyciągnąć w każdej chwili, gdyby tamten zrobił coś podejrzanego. Zupełnie nie ufał obcemu i miał ku temu własne powody.
- Ile to jeszcze potrwa? Mam nadzieję, że nie skończą, zanim nie przygotujemy się na następny etap. To mogłoby być… kłopotliwe. 
- Nie za długo, ale spokojnie zdążymy – odparła tajemnicza osoba, wkładając sporą kopertę do swojego plecaka. Wydawała się rozczarowana. - Rozumiem, że to tylko zaliczka?
- Oczywiście, tak jak się umawialiśmy. Reszta po fakcie. – Mężczyzna postukał palcami w maskę auta, przez chwilę nucąc pod nosem jakąś melodię. To spotkanie wprawiło go w wyjątkowo świetny nastrój. - Chyba ci to nie przeszkadza? Nie masz zamiaru się wycofać? Nawet przez myśl to ci nie przechodzi, prawda? - uśmiechnął się chytrze. Wiedział, że osoba, która teraz już z nieskrywaną wrogością patrzyła na niego, nie miała innego wyjścia. I to nie tylko dlatego, że wtedy nie otrzymałaby zapłaty. 
- Nie – usłyszał w odpowiedzi. Osoba, z którą rozmawiał, pewnie wyciągnęła plecak przed siebie, pokazując mu go. - Ale następnym razem spodziewam się, że będzie tego więcej.
Mężczyzna pokiwał głową. W tamtym momencie ich spotkanie dobiegło końca.

-----------------------------------------------------------------------------
Dziękuję wszystkim, którzy czekali na ten rozdział. Dziękuję też komentującym oraz zaglądającym na bloga :) To miłe widzieć, że jest tyle osób, które czekają na ciąg dalszy tego opowiadania. Przez to wszystkie myśli o porzucaniu go, gdzieś się chowaj xD

20 rozdział! To nieźle wygląda, prawda? Cieszę się, że tyle już udało mi się napisać i że powoli zmierzam do końca. W ogóle, ten rozdział wydaje się być jakimś kamieniem milowym, chociaż wiem też, że mógłby być lepszy. (no niespecjalnie go lubię, przynajmniej część)

Jeśli chodzi o special, stoję w martwym punkcie. Nie wiem, o czym miałabym go napisać. Byłam nawet zdesperowana do tego stopnia, żeby zacząć myśleć o jakimś walentynkowym rozdziale (nie lubię walentynkowych rozdziałów), ale szybko się opamiętałam. Także special napiszę, jak tylko wpadnę na jakiś rozsądny pomysł, bo zapewniam Was, że o amorkach i serduszkach czytać nie chcecie :P Przynajmniej w moim wykonaniu...

Na koniec jeszcze mam pytanie. Może ktoś wie, czemu, gdy kopiuję rozdział z programu, tekst wygląda na taki strasznie ściśnięty? Bo za każdym razem muszę go potem poprawiać, a to męczące...

No, to teraz możecie mnie zmieszać z błotem, bo wiem, że długo kazałam Wam czekać xD Ale oprócz tego nie zapomnijcie też wspomnieć, co Wam się podobało/nie podobało i co muszę poprawić :)

+ Dodałam nową piosenkę do playlisty, gdyby ktoś chciał przesłuchać :D

64 komentarze:

  1. Kurcze, dopiero komentowałam poprzedni rozdział, a już widzę, że jest nowy!
    Radość spłynęła na serce me :D
    Dziękuję, dziękuję, dziękuję!
    podniecam się jak głupia. te urocze odpowiedzi Akiego mnie rozczulają.

    co do ściśnięcia tekstu to pewnie chodzi o ustawienia programu albo edytor blogspota. Sama jak kopiuję z worda, a potem edytuję wpis, to mi się rozwarstwia i robią się duże odstępy, więc mam odwrotnie.
    Podgląd wygląda ok, a jak wrzucam notkę, to się rozjeżdża. wiem, że powinnam to zredagować, ale nie brak mi cierpliwości.

    co do tekstu, to cieszę się, że rozdziały masz dość długie i jest co poczytać.
    nie wiem, czy tylko ja odnoszę takie wrażenie, ale mała uwaga - czytałam to teraz w nocy, przy lampie nocnej, i to czarne tło tekstu jest mocno męczące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe, myślę, że w takim razie cel został osiągnięty ^^ Chciałam, żeby zrobiło się troszkę uroczo i tak... sympatycznie? Coś w tym stylu :)
      Pewnie masz rację z tym edytorem. Cóż, po prostu będę musiała się trochę pomęczyć. Jakoś dałam radę do tej pory, więc dam radę dalej.
      To, że są długie to jeszcze nic, ale zawsze obawiam się, że będą za nudne i zanudzę wszystkich na śmierć xD
      A co do czcionki... może zmienię jak zrobię nowy szablon :) Na razie nie pasuje tutaj jasna, ale jak będę zmieniać wygląd, to to uwzględnię.
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  2. cudny!!! trochę czegoś takiego się spodziewałam, ale w żadnym razie nie jestem rozczarowana. pijany, tulaśny Aki :3 fajnie, że im tak wyszło. dobrze, że nie zapomniał zwracać się do Johna per "panie" przez ten alkohol xD

    "Były to zaledwie trzy zdania" - ja się nie znam ale IMO to tam są 2 zdania xD

    ja kopiuję z libre i używam divów żeby jakoś to wszystko wyglądało. z tego, co pamiętam, to w open też się robił syf, więc zapewne kwestia programu :)

    zawsze możesz pisać bezpośrednio w bloggerze i zostawiać jako szkice do ukończenia ;)

    jakoś muszę się z Tobą zgodzić, że tutaj serduszka i amorki nie pasują xD może to i lepiej

    "- Jesteś pijany – powiedział, a chłopak popatrzył na niego i zaprzeczył. - Nie jestem, panie." - entera Ci wcięło :v

    no i czekamy na powrót Johna w takim razie :3 obyś nie kazała nam zbyt długo czekać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przepraszam, faktycznie 3. moja wpadka

      Usuń
    2. Zawsze sobie mówię, że odpowiem od razu, a potem i tak milion rzeczy mi przeszkadza i odpowiadam jak zwykle po czasie ^^
      Aki nigdy nie zapomniałby zwracać się do Johna na "pan". Tak mi się wydaje :P No, może istnieje kilka takich sytuacji, ale w tej raczej nie.
      To z tym divem wydaje się trochę skomplikowane... Muszę się jeszcze temu przyjrzeć, ale dzięki :) Bo w bloggerze nie lubię pisać, jakoś niewygodnie :P I boję się, że czasem mogłoby mi zniknąć. Albo mógłby jakiś błąd być. Albo nie miałabym akurat internetu, a to też się zdarza...
      No! Właśnie! Uwierz mi, że to było naprawdę dziwne, kiedy zaczęłam o tym myśleć. John zwracający się do Akiego w taki sposób... Nie! Spróbujmy po prostu wymazać to z pamięci xD
      Pozdrawiam! ^^

      Usuń
  3. No długo, długo wchodziłem ns tego bloga przez ostatni tydzień chyba codziennie, ale w końcu!
    Rozdział świetny, zresztą jak wszystkie. Mam nadzieję że szybko pojawi się następny bo jestem ciekawa.
    Weny! I bd dalej czekać ^-^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję w takim razie ^^ Wena się przyda na pewno xD

      Usuń
  4. Na taki rozdział warto było poczekać! Uwielbiam sceny z Akim i Panem. Młody ma tak spaczoną psychikę, a Jhon podobnie wykrzywione poczucie moralności, że są przezabawnym duetem. Świetnie kreujesz ich relacje. Pierwszy raz czytam tak dobre opowiadanie pan-niewolnik. Zawsze spotykałam się z pyskującymi, i niedającymi się złamać niewolnikami z syndromem Sztokholmskim i Panam będącymi niewyżytymi sadystami, którzy po wielokrotnym zgwałceniu swojego niewolnika, z za przeproszeniem, z dupy się w nim zakochują, a na koniec wszyscy żyją razem i szczęśliwie. A tu w końcu wszystko jest na miejscu. ^-^ Aki jest przesłodki. Nie mogę doczekać się tego jego planu. Nie mam pojęcia co zrobi, a po nim wszystkiego można się spodziewać. .-.
    Życzę masy weny! Pamiętaj, że piszesz tak dobrze, że warto czekać! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało mi się Ciebie nie rozczarować :)
      Ci pyskujący niewolnicy zawsze trochę mi nie pasowali, dlatego postanowiłam stworzyć własną wersję xD No bo tamci to tacy trochę masochiści, nie? Życie im niemiłe XD Ok, nieważne, nieważne...
      A Aki jest przesłodki, przynajmniej mam nadzieję, że udało mi się go teraz tak przedstawić. Chociaż nawet on kiedyś pokaże pazurki. Może nie do końca w taki oczywisty sposób, ale i na niego przyjdzie pora. Musi mieć tylko warunki ^^
      Właśnie z każdym rozdziałem mam wrażenie, że idzie mi coraz gorzej i jest coraz nudniej...
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam! ;3

      Usuń
  5. Jak zwykle cudowny rozdział i cieszę się niezmiernie, że masz już je w całości wypracowane i to nie będzie niekończąca się opowieść, ostatecznie porzucona!
    Rozdział jak już mówiłam dopracowany i wymuskany!
    Akcja się rozwija i kręci, ale mam nadzieję, że nasz niewolnik zmieni się trochę w końcu.
    No, bo John coś zaczyna już tam czuć. Znaczy lubi go troszeczkę, ale to już coś!
    Czekam na next i weny! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będzie porzucona. Najwyżej uśmiercę wszystkich jakąś piękną śmiercią... Nie no, nie zrobię tak, chyba że w ostateczności xD
      Jak fajnie, że Ci się podoba ^^ Dużo czasu nad nim spędziłam i wiele razy go zmieniałam, więc bałam się, że nie będzie dobry.
      No w sumie John zaczyna go troszkę lubić. Zobaczymy tylko czy nie zmieni zdania jak Aki teraz zacznie kombinować xD
      Pozdrawiam! ;3

      Usuń
  6. Cuuudooo kocham to opoqiadanie i modle sie by bylo jak najdluzsze to moje klimaty a takic jest niestety mało duuzo weny i czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :D No jeszcze trochę do końca zostało, aż tak szybko się nie zakończy :) Pozdrawiam! :)

      Usuń
  7. To chyba najlepsze opowiadanie jakie czytałam, mam nadzieję, że uda ci się doprowadzić je do końca i nie porzucisz swoich czytelników. Jeśli chodzi o speciala to ja osobiście wolałabym żebyś ten czas przeznaczyła na główne opowiadanie i np wcześniej wstawiła kolejny rozdział. Kiedy można się spodziewać kolejnego wpisu? Bo ja jak szalona sprawdzam bloga codziennie z ogromną nadzieją...
    PS: gdyby to opowiadanie ukazało się w formie książki to z pewnością bym kupiła, trzymaj tak dalej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie porzucę :) To mogę zagwarantować.
      Może to i dobry pomysł, ale już go obiecałam, więc muszę go wymyślić ^^ Ale póki tego nie zrobię, będę normalnie dodawała rozdziały.
      Oj, lepiej żeby takie książki się nie ukazywały. Uwierz mi ^^ Tak jest lepiej dla wszystkich ^^
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  8. Ale się będzie działo! Strasznie mnie ciekawi, co knuje Andavel. Bo chociaż moja wyobraźnia podsuwa mi obraz zwariowanego, aczkolwiek nieszkodliwego staruszka, to pewnie okaże się całkiem inaczej :)
    I śmiać mi się chciało, jak Aki się upił i przystawiał się do Johna. Czo ten alkohol robi z ludźmi... :D
    W każdym razie dziękuję za kolejny, wspaniały rozdział i przyjemność, jaką sprawiło mi jego czytanie. Życzę weny!
    Ps. Mam nadzieję, że trochę jeszcze pociągniesz to opowiadanie i koniec nie nadejdzie tak szybko. Chociaż z drugiej strony chętnie dowiedziałabym się już, jak to się wszystko potoczy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Huehuehue. Z Andavelem jest bardzo ciekawa sytuacja. Zobaczymy, co Rinko uda się dowiedzieć :)
      Tak, alkohol zmienia ludzi... oj, zmienia. Chociaż z jednej strony to nie było to zbyt groźne, więc może i dobrze, że Aki coś takiego zrobił xD
      To ja dziękuję ^^
      Do końca jeszcze trochę zostało. Jeszcze wiele się wydarzy :)
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  9. świetny rozdział!

    mam nadzieję że niedługo będzie więcej: )

    nic dodać nic ująć..
    no można jadynie spotkań Aki'ego z panem <3
    WENy x10

    -Kuronokenshi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W następnym rozdziale także będzie spotkanie Akiego z panem :) I gwarantuję, że to nie będzie tylko końcowy fragment.
      Dzięki ^^ Pozdrawiam! :)

      Usuń
  10. Hehe z blotem tak? Ja to bym nawet zrobila z ciebiekaluze, bylebys dodawala rozdzialy czesciej¤_¤ poza ty tekst tej pokojowki~A nie jak normalny chlop do dziwki idzie, tylko ciebie sobie sprowadzil~leze kwicze i nie wstajeXDD a co do bonusa to ja poprosze coś o tym w jaki sposob (dokladnie) Aki znalazl sie u Akumy《`~`》Rozdzial cuuudny jak zawsze. Czekam na nastepny, a jak go ptzynajmniej za poltora tygodnia nie bedzie to obiecuje ze cie znajde i dostaniesz chloste recznikiem(czyt. Pobawie sie w Akumę>~<) Powodzenia. Czekam na cd.^^*ekscytacja*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie daję rady częściej. Ale staram się, naprawdę! :D
      Co Ty chcesz? Pokojówka jest tu najlepsza! Hehehe xD xD xD
      Pomysł dobry, ale w bonusie nie napisze o tym, bo to będzie na sto procent w jednym z rozdziałów :) Ech, nie tak łatwo znaleźć coś na ten bonus :P
      Nie bij... mam gorączkę xD Chorych się nie bije! xD
      Pozdrawiam! ;3

      Usuń
  11. Witam,
    autorko stwierdziłam, ze coś napiszę, bo jestem strasznie z tyłu jeśli chodzi o czytanie, niestety nie mam kiedy, ale nie martw się nie porzucam czytania, jedynie czytam bardzo wolno, w zasadzie to po akapicie....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  12. Dam tu o sb znać ;-;
    Ze wchodzę codziennie i sprawdzam czy czegoś nie dodasz ^-^
    Ale jeszcze czekam, bo nima.
    WENYY ♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Już mi niewiele zostało do końca, ale dopiero w przyszły weekend będzie.
      Ale za wenę dziękuję! :)

      Usuń
  13. Kocham to opowiadanie i pewnie mowie to już kolejny raz *w*
    Powiedz mi proszę kiedy będzie kolejny rozdział;-; kiedy John dobierze sie w końcu do Akiego??!!za każdym rozdziałem nowie sobie"w następnym rozdziale cos będzie! musi byc...bedzie na pewno!!" ale nie ma ;-; JOHN JESTEŚ FACETEM CZY KRZAKIEM??!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz mi mówić to częściej, nie obrażę się :P Żartuję oczywiście.
      To z Johnem to już niedługo. Niedługo...
      Eee, nie krzakiem na pewno nie :D

      Usuń
    2. Powiedz mi proszę kiedy zapowiadasz kolejny rozdział *w*

      Usuń
  14. Świetnie piszesz :D Przeczytałam wszystkie rozdziały w jeden dzień, haha, chyba to będzie moje nowe uzależnienie <3 Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy :3
    weny *m*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? :D No nieźle. W każdym razie, miło mi ^^
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  15. Kocham. Jeden z lepszych blogów które czytałam nie mogę się doczekać na więcej <3 KOCHAM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :D Tyle miłości <3 Mam nadzieję, że poczekasz jeszcze do przyszłego weekendu :)

      Usuń
  16. Ty to masz talent...

    Tylko ty potrafisz tak wpływać na czytelników, by z niecierpliwością, z niemalże identyczną ekscytacją, jaką przejawia w rozdziałach Aki, wyczekiwali na sceny +18.

    Gratuluję już chyba trzeci, może piąty raz.

    Po prostu zachwycasz swoim opowiadaniem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, ale nie uważam tak. Ale to miłe czytać coś takiego. Naprawdę miło :)
      Te sceny +18 kiedyś na pewno się pojawią. Może nawet szybciej, niż można by się spodziewać. Ale trzeba podejść do tego rozsądnie, tak sądzę. Jednak i tak myślę, że już niedługo :D
      Pozdrawiam! ^^

      Usuń
    2. Tak, racja. Nie można postępować pochopnie :)

      Krok po kroczku, do celu.

      Bo jeśli zrobi się za duży krok, to można stracić równowagę.

      ;) Trzeba z wyczuciem.

      Usuń
  17. Kiedy next??? Proszę dodaj nastepny rozdział%% Czekam z niecierpliwością|||

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej prawdopodobny termin to przyszły weekend. Teraz jestem chora i niestety na razie nie dam rady dokończyć rozdziału :(

      Usuń
    2. Ojeej... Przykro ze się pochorowalas. Cóż taki czas... to wiesz; ciepła herbata i pod kołdrę ;) zdrowiej.

      Usuń
    3. Dokladnie. Jak nie masz sil to nic nie dodawaj, bo nie da to nic dobrego ani tobie a w drugiej kolejnosci opowiadaniu. Zrowia zycze i wyspania:)

      Usuń
    4. Będzie dzisiaj rozdział :)???

      Usuń
  18. Czekam na następny rozdział !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja rownież

      Usuń
    2. Czuję się już trochę lepiej, więc postaram się skończyć 21 rozdział jak tylko będę mogła najszybciej :)

      Usuń
    3. Dobrze, że już jesteś zdrowa. :)
      Oczekuję na kolejną część ^^
      Weny.

      Usuń
    4. hurej! :D czekamy z niecierpliwością :)

      Usuń
  19. Jak tylko będę mogła najszybciej- czyli poczekajcie kolejny miesiąc xd

    OdpowiedzUsuń
  20. kiedy następny rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  21. Czekamy z niecierpliwością :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Czytałam wczoraj pół nocy a dziś skończyłam. Uwielbiam takie historie. Twoja mnie wciągnęła przez co bie mogę się doczekać następnego rozdziału. *.* Czekaniem chyba nas karasz ;P

    OdpowiedzUsuń
  23. Kiedy następny rozdział ?

    OdpowiedzUsuń
  24. Mam nadzieję, ze wkrótce pojawi się Nowy rozdział :) już tęsknię aż flaki skręca >_<

    OdpowiedzUsuń
  25. Oh, błagam... ile następny rozdział ma stron? 50? Czekam z utęsknieniem <3

    OdpowiedzUsuń
  26. Można wiedzieć kiedy następny rozdział ?????

    OdpowiedzUsuń
  27. Uwielbiam Twoje opowiadanie, ale niestety ta nieregularność psuje radość z czytania :-(
    O ile ostatnio rozdziały były z mniej więcej miesięczną przerwą to teraz naprawdę musimy się wyczekać.
    No ale trudno, jest to moje ulubione opowiadanie, więc chyba muszę przeżyć.
    Pozdrawiam i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
  28. Kiedy nowy rozdział??

    OdpowiedzUsuń
  29. Będzie nowy rozdział w tym tygodniu?

    OdpowiedzUsuń
  30. Hej,
    ciekawe czy czegoś się dowie, Antrosa jest taką tajemniczą postacią, Josh upiłmAkiego, ciekawe na jaki pomysł wpadł Aki, czyli służąca nie wie jaka jest rola Akiego tutaj...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń