Rozdział 19

Seks-problem. John poznaje swojego niewolnika… z innej strony


Pan czasem mówił dziwne rzeczy, które wydawały się chłopakowi z jednej strony ważne, a z drugiej zupełnie bez sensu. Aki nie miał wtedy pojęcia, co one oznaczały, a nawet jeśli zastanawiał się nad nimi na długo potem, w dalszym ciągu niczego nie rozumiał. Dawał za wygraną uznając, że przecież nie musiał. To nie było jego zadaniem.
Tak było też i tego poranka. Szary, nieprzyjemny początek dnia stawał się jeszcze bardziej ponury przez dźwięk kropel deszczu uderzających o szybę. Lecz jeszcze przez parę chwil Aki miał tego nie zauważać. Wciąż leżał wraz z panem w łóżku, dzieląc tę samą miękką poduszkę i skupiając się na swojej roli. 
Pan był blisko chłopaka. Obejmował go ręką w pasie, przyciągając do siebie. Później całował go, czasem wodząc dłońmi po jego ciele, aż wreszcie nie stąd, ni zowąd odsuwał się bez żadnego ostrzeżenia. Takie chwile nie zdarzały się często, a gdy miały już miejsce, chłopak jednocześnie odzyskiwał nadzieję w to, że wciąż nie był dla pana tylko zbędnym przedmiotem oraz czuł ogromne rozczarowanie. Sam nie wychodził z inicjatywą. Pan wyglądał wtedy na niezadowolonego, a Aki nie wiedział, co powinien zrobić, by to zmienić.
- Znowu pada – rzekł pan, siedząc na brzegu łóżka i patrząc na okno, w które wciąż bębniły drobne krople. - A już myślałem, że od tego uciekłem – prychnął krótko. - Nic się na to nie poradzi, wszędzie, gdzie by człowiek nie pojechał, pada – odwrócił się jeszcze w stronę chłopaka, by zapytać. - Lubisz deszcz?
- Nie, panie – odparł zgodnie z prawdą. Nie znosił deszczu, choć odkąd stał się niewolnikiem, był mu raczej obojętny.
- To tak jak ja – powiedział, podnosząc się z łóżka, po czym dodał. - Chociaż czasem może się do czegoś przydać.


Dotyk pana, pocałunki… Wszystko to tak różniło się od tego, czego doświadczał u Akumy. Wyglądało inaczej, było zupełnie inne. Nie tak brutalne i wulgarne, choć wolałby przeżywać je w takiej wersji. Dobrze znanej, mniej obcej i nie tak niezręcznej. Ale Aki wciąż wytrwale czekał na rozkaz pana. Na ten jeden, właściwy, który pan powinien wydać mu już wieki temu. Lecz on wciąż nie nadchodził. 
Tylko co z tego? Niewolnik wiedział, że jego pan nie mógł się mylić. To było jego prawo. 
Jak długo musiał jeszcze czekać? Czy pan go w ogóle pożądał? Czasami Akiemu wydawało się, że tak. Chłopak liczył na to i gdy późną nocą leżał z nim w łóżku, a pan obejmował go niespodziewanie, miał nadzieję, że to właśnie ta chwila. Że wreszcie nastąpi tak długo oczekiwany moment. Pragnął tego, inaczej gubił się. Nie przywykł do tego, nie wiedział, co robić. Jak długo jeszcze wytrzyma nim zwariuje? 
Ale nic się nie działo. Pan zasypiał, pozostawiając chłopaka z szybko bijącym sercem i chaosem w głowie. Aki czuł wtedy, że to jego wina. To on zawiódł. To on nie wywiązał się ze swojego obowiązku. 
Po raz kolejny i kolejny, i kolejny...




Mężczyzna był nieprzytomny. Okazało się to łatwe do stwierdzenia. Nie było z nim żadnego kontaktu, nawet przestał błagać ich, by go wypuścili i przypominać, że miał żonę i trójkę dzieci. Pod nosem wciąż zaschnięte miał stróżki krwi, a jego twarz była opuchnięta, posiniaczona i miejscami okaleczona. Poza tym jego ubranie przybrudzone było kurzem i ziemią, a na koszuli znajdowało się parę bordowych plam. 
- Chyba nie walnąłeś go za mocno? - spytał Shouta, przypatrując się krytycznie mężczyźnie leżącemu w bagażniku samochodu. Zmieścił się, choć trochę nasapali się przy wkładaniu go tam. Ważył sporo i to było widać na pierwszy rzut oka, dlatego obaj się nim zajęli. Jednak nawet we dwójkę, w obliczu tak wielu kilogramów, było to trudne.
- Nie, chyba nie – mruknął Ren.
- Hisato chciał go żywego, mimo wszystko...
- Wścieknie się jak dowieziemy mu trupa – odezwał się Yukio, który do tej pory bawił się latarką trzymaną w ręku. - Wolałbym go już nie złościć. Ostatnio i tak ciągle chodzi wkurzony. I wyżywa się na mnie…
- Jak to? - Ren spojrzał na niego zdziwiony.
- No bierzcie go w końcu! - usłyszeli niezadowolony głos Takeru dochodzący z wnętrza auta. - Nie mam czasu. Nie wiem jak wy, ale ja chciałem się dzisiaj wyspać!
- Już, już – Shouta wymamrotał pod nosem niewyraźnie, po czym pochylił się nad bagażnikiem, by w jakiś sposób chwycić mężczyznę.
- A może byś nam pomógł zamiast gadać? Ten facet waży chyba z tonę – warkną Ren, coraz bardziej zirytowany. - Już czuję, że mój kręgosłup jutro wysiądzie. 
- Nie narzekaj jak stara baba, Ren. To wasze zadanie, nic ci nie będzie jak sobie trochę podźwigasz – odparł Takeru. Wysiadł z samochodu i rozejrzał się. Wokół było ciemno, a gdyby nie reflektory samochodu panowałby tam zupełny mrok. Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i poczęstował się jednym, zapalając go szybko.
Znajdowali się za miastem, przy opuszczonej fabryce z której korzystali od czasu do czasu. Najczęściej kiedy musieli zrobić coś „po cichu”. Z zewnątrz nie prezentowała się ona najlepiej. Zniszczona, była w okropnym stanie. Straszyła powybijanymi szybami i zardzewiałą blachą z wyżartymi dziurami. Metalowe schody prowadzące z zewnątrz na piętro, w ogóle nie nadawały się już do użytku. Ale nie o wygląd tutaj chodziło. Teren ten był w ich posiadaniu, więc wiedzieli, że było tu bezpiecznie i że raczej nikt nie powinien im przeszkadzać. Na szczęście przestało też padać i mogli narzekać jedynie na błoto, którego tam nie brakowało. W powietrzu dało się wyczuć jeszcze zapach mokrej ziemi, który akurat był przyjemną odmianą od zapachu spalin, którego nawdychali się stojąc w popołudniowym korku. 
Wreszcie, gdy Ren przestał marudzić, wraz z Shoutą wyciągnęli mężczyznę z samochodu i ułożyli na ziemi. Tak właściwie rzucili go tam, jak worek kartofli, bo nieco przecenili swoje siły, ale to nie miało w tamtym momencie znaczenia. Mężczyzna wciąż pozostawał nieprzytomny, choć wydawało im się, że jęknął coś, gdy go podnosili. Potem dźwignęli go raz jeszcze i starali się zaciągnąć do fabryki. Yukio oświetlał im drogę latarką, podczas gdy Takeru wciąż stał przy samochodzie, opierając się o maskę i paląc papierosa w zamyśleniu. 
Kilka minut później całą czwórka stała już nad związanym i unieruchomionym mężczyzną, który w dalszym ciągu się nie ocknął. Przyglądali mu się, jakby to miało sprawić, że w jakiś czarodziejski sposób ich ofiara oprzytomnieje. Na ich nieszczęście, nic nie wskazywało na to, by miało to nastąpić.
- Która godzina? - zapytał Takeru. - Zostawiłem telefon w samochodzie.
- Za dziesięć dwunasta – oznajmił mu Yukio, który oczywiście nie rozstawał się ze swoją komórką. Natychmiast też powrócił do wpatrywania się w ekran, czy też grania w jedną ze swoich gier. 
- Mam nadzieję, że facet wróci do nas, zanim Hisato z szefem tu dotrą.
- Nie zdążymy… - westchnął Shouta, emanując „optymizmem” i podnosząc wszystkich na duchu. - Znowu spieprzyliśmy sprawę. Może spróbujmy go chociaż oblać zimną wodą, albo coś...
- Daj spokój, będzie dobrze – pocieszał go Ren, klepiąc go po ramieniu. - Poza tym, czemu szef też ma się zjawić? Co to za facet? - mówiąc to, skinął głową w stronę leżącego na podłodze mężczyzny. 
- To ty nie wiesz, Ren? - zdziwił się Takeru. - Ten facet podobno wie, gdzie znajduje się stary Kobayashi. To jakiś jego przyjaciel, czy wspólnik…
- Ahaa, ten Kobayashi co niby chciał rozjechać brata szefa?
- Ten sam.
- To się szef zawziął – stwierdził Ren. - Chociaż w sumie mu się nie dziwię. Tylko skąd on wie, że to na pewno on?
- Nie mam pojęcia i nie interesuje mnie to – oświadczył Takeru obojętnym tonem. 
Na moment zapadła cisza. Wtedy też usłyszeli ciche stęknięcie, zaraz potem kolejne, nieco głośniejsze. Yukio poświecił latarką na mężczyznę, by lepiej oświetlić jego twarz. Stare jarzeniówki, jakie dominowały w fabryce i działały nie bez ich małego wkładu, dawały raczej mdłe i niewyraźne światło. Wszyscy przez chwilę przypatrywali się w skupieniu porwanemu. Jednak tamten znów nie dawał znaku życia i pewnie gdyby nie to, że widać było jak oddycha, uznaliby go prawdziwego trupa. 
- Jest dobrze, powoli zaczyna się budzić – powiedział Ren tonem specjalisty.
- Nie wydaje mi się – odparł Shoutai przykucnął pod ścianą. Przymknął oczy i westchnął. Wyglądał na zmęczonego. 
- Coś ty dzisiaj taki ponury? - zapytał Ren, rozglądając się przy okazji po pomieszczaniu, za czymkolwiek, na czym mógłby usiąść. - Wyglądasz, jakby życie ci się na łeb zawaliło.
- Coś się stało? - zapytał Yukio, na chwilę odrywając wzrok od telefonu i odwracając się, by spojrzeć na mężczyznę. Dziwił się temu, że zazwyczaj wesoły Shouta, dzisiaj był tak przygaszony. Nie niepokoił się tym jednak, był tylko ciekawy.
- Nie, a co miało się stać? - spojrzał na nich, siląc się na uśmiech. - Nie jestem w nastroju i tyle.
- Taa, pewnie – zakpił Ren, wreszcie siadając na starej, drewnianej skrzynce, jaką udało mu się odnaleźć gdzieś w kącie. Nie przejął się tym, że była zakurzona i na pewno ubrudzi sobie przez nią spodnie. - Właśnie, Yukio. A o co chodziło ci wcześniej z tym, że Hisato się na tobie wyżywa? Coś ci zrobił? Na przykład coś, o czym powinienem wiedzieć? - przypomniał sobie i widać było, że ten temat bardziej go zainteresował.
- Nie mam pojęcia co masz na myśli, Ren i pewnie nie chcę wiedzieć, ale tak. Wyżywa się na mnie - marudził chłopak, cały czas patrząc na swoją komórkę i próbując pobić kolejny rekord w grze. - Ciągle jak mnie widzi, to dostaję od niego ochrzan o byle co, albo krzyczy na mnie bez powodu. No i nie daje mi spokoju, bez przerwy czegoś ode mnie chce. Wiem, że ostatnio sytuacja jest napięta, ale przecież muszę chodzić do szkoły, bo mnie wreszcie wywalą… A wcześniej on sam namawiał mnie, żebym jej nie rzucał – wyżalił się. 
- To wszystko? - Ren uśmiechnął się lekko, posyłając chłopakowi rozbawione spojrzenie. 
- To aż tyle – odparł nastolatek. 
- Z tego co wiem, wszystkich tak traktuje więc to nie tak, że wyżywa się tylko na tobie. On chyba po prostu tak ma. Taki typ. 
- Kto, Hisato? - odezwał się Takeru, który moment wcześniej stracił wątek.
- Tak, on.
- Według mnie jest w porządku. Nie raz mi pomógł.
- To chyba mówimy o innej osobie – powiedział Ren i zaśmiał się, na co Takeru tylko westchnął, nie chcąc wdawać się w dyskusję. Wiedział, że tamten nigdy nie przepadał za ich szefem. Z wzajemnością.




Pogoda wreszcie uległa zmianie, choć może nie w sposób, w jaki John sobie to wyobrażał. Po fali upałów, jakie momentami doprowadzały nie tylko jego, ale i wszystkich mieszkańców miasta do szaleństwa, przyszła pora na dosyć silne burze. Zdążyły wyrządzić pewne szkody, na szczęście nie trwały długo. Potem temperatura znacznie się obniżyła, a deszcz, jak na złość, padał już prawie codziennie. Ze słonecznego i gorącego lata pozostały już tylko wspomnienia, choć jeszcze jakieś dwa i pół tygodnia temu nikt nie spodziewałby się tego.
Zapach mocnej kawy unosił się w jego biurze. Rzadko tutaj bywał. Była to jedna z jego legalnych firm, które były tłem, dla jego mniej legalnej działalności. 
John zrobił sobie krótką przerwę, bardzo jej teraz potrzebował. Ostatnio był zbyt zajęty i nie miał nawet chwili, by odetchnąć. Tak wiele rzeczy czekało na to, by się nimi zajął. Teraz jednak siedział w swoim fotelu, popijając gorzki napój i rozmyślając nad wszystkim, co wydarzyło się nie tak dawno. 
Mark już po kilku dniach wyszedł ze szpitala, co było dobrą wiadomością. John odwiedzał go codziennie, jednak brat nie chciał go widzieć. Gdy zaproponował mu, by zatrzymał się jakiś czas w jego rezydencji, odmówił. Wrócił do domu, nie rozmawiając z Johnem więcej. Nie pozwolił nawet odwieźć się na lotnisko, choć John nalegał. Mimo tego John nie żałował, że nie powiedział bratu prawdy. Wolał, by Mark nigdy jej nie poznał i zapomniał o dziewczynie. Liczył na to, że za jakiś czas jego bratu minie złość, będzie mógł z nim spokojnie porozmawiać i pogodzą się.
Niestety, nie udało mu się dorwać Momo Kobayashi. Choć wysłał swoich najlepszych ludzi, by ją znaleźli, ta „suka” pozostawała nieuchwytna. Podobnie zresztą jak jej ojciec. Już następnego dnia ludzie Johna zapukali do drzwi handlarza bronią, jednak nie zastali tam nikogo. Jakiś czas później od wspólnika Kobayashiego dowiedział się, że prawdopodobnie on i jego córka uciekli do Chin, gdzie mieli kontakty i tam się ukrywają. Wysłał więc kogoś za nimi, lecz do tej pory nie udało mu się ich namierzyć. John nie miał zamiaru odpuścić, nawet jeśli nie posiadał dowodów na to, że to właśnie oni stali za wypadkiem Marka. Już to, że stary Kobayashi zniknął tak nagle, dało mu do myślenia. Nie wierzył w takie zbiegi okoliczności. Chciał ich dorwać za wszelką cenę, choćby miał poświęcić na to całe życie. Ktoś, kto próbował zabić jego brata, nie mógł żyć. John musiał się zemścić, bo wiedział, że inaczej nie zazna spokoju.
Jeszcze za wcześnie było, by oceniać jak mają się sprawy związane z Daizo, ale współpraca z Moritą, jak na razie układała mu się świetnie. Kilka dni temu spotkali się ponownie, by omówić kwestie związane z ich planowanymi działaniami. Potem wykonali ruch, kolejny już. Poprzedni okazał się porażką, jednak nie znaczącą. Za to tym razem wszystko miało pójść po ich myśli. 
Także na dzisiaj John i Morita zaplanowali dla „Tygrysków” pewne atrakcje. Dlatego też mężczyzna musiał doprowadzić się do stanu używalności. Był senny i zmęczony, nie spał dobrze ostatniej nocy. Zazwyczaj kawa na niego nie działała, ale tym razem liczył na to, że kofeina może chociaż minimalnie go obudzi. Musiał być czujny i gotowy, by zareagować w odpowiednim momencie, tak jak zaplanowali.
Upił kolejny łyk kawy. Starał się nią delektować, pomimo że nie smakowała mu ona w ogóle. Była stanowczo za mocna, ale sam w końcu o taką poprosił. 
Usłyszał pukanie do drzwi. Spodziewał się kto to, więc od niechcenia kazał wejść kobiecie. Nim odłożył filiżankę na spodek, jego sekretarka już stała przy biurku, patrząc się na niego zalotnie spod długich, ciemnych rzęs. 
- Szefie, pan Okina prosi o spotkanie jutro o czternastej. Czy mam go umówić, czy powiedzieć, żeby przyszedł w innym terminie?
- Umów go.
- Ale prosił szef ostatnio, żeby na czwartek, to jest na jutro, nikogo nie zapisywać – sekretarka wydawała się odrobinę zmieszana, jednak to nie przeszkadzało jej, żeby z premedytacją eksponować przed swoim szefem zbyt głęboki dekolt.
- To już nieaktualne. Po prostu go umów.
- Jak szef sobie życzy…
Kobieta ruszyła powoli w kierunku drzwi, ponętnie kręcąc przy tym tyłkiem. John jednak zupełnie się tym nie zainteresował. Dawno już zauważył jak sekretarka flirtuje z nim, stara mu się przypodobać, czy nawet próbuje go uwieść. Wiedział, że chciałaby, by zwrócił na nią większą uwagę i często nawet wykorzystywał fakt, że tak podobał się kobiecie. Nie pofatygował się także, by powiedzieć jej, że wszystko co robiła nie miało sensu, bo i tak płeć przeciwna go nie interesowała. Niewielu osobom o tym mówił, choć nie robił z tego także jakiejś wielkiej tajemnicy. Za to niewiedza sekretarki była mu jak najbardziej na rękę. 
Jego myśli wraz z kolejnym łykiem kawy, powędrowały w kierunku domu. Choć dokładniej, w kierunku tego kto tam pozostał, czyli jego niewolnika. Przez ostatnie tygodnie zupełnie nie miał dla niego czasu. Znowu. I nawet widywał go rzadko. Może dlatego, że prawie nie odwiedzał rezydencji, traktując ją bardziej jak hotel niż dom? 
Musiał jednak przyznać, że w nowych ubraniach, które krawiec już zdążył mu przysłać, chłopak prezentował się jeszcze lepiej. Nie wiedział jak to było możliwe, ale ten nastolatek robił na nim coraz większe wrażenie. Jakby i tak nie pragnął go już wystarczająco. Choć i tak ochłonął trochę, nie widząc go od kilku dni. 
John oprócz nowych ubrań, sprawił chłopakowi także pokój. Postąpił tak na wzór Mority, który posiadał pomieszczenie przeznaczone specjalnie dla niewolników, a Johnowi ten pomysł bardzo się spodobał. Kazał więc dostosować odpowiednio jeden z mniejszych pokoi gościnnych, by nie znajdowało się tam nic niebezpiecznego. Dał swojemu niewolnikowi parę rzeczy, by tamten się nie nudził, gdy jego całymi dniami nie było. Sądził, że postępuje w ten sposób jak najbardziej właściwie.
Kwestia tego, co począć z chłopakiem, znów zeszła na dalszy plan w natłoku innych, ważniejszych rzeczy. Raz przeszła mu przez głowę myśl o zabiciu chłopaka, ale bezzwłocznie ją porzucił. Choć przecież była jak najbardziej rozsądna. Skoro nie chciał go wykorzystać, powinien go zabić, prawda? Chwilami irytowało go, że on, John, nie potrafił podjąć decyzji w tak prostej sprawie. Coś go powstrzymywało przed wykorzystaniem chłopaka, choć wiedział już, że to to, czego pragnął. Może było mu go szkoda? Ale to byłoby śmieszne. Współczucie nie wchodziła tutaj w grę. Czyżby litość? Żal mu było wydanych pieniędzy? To już lepszy powód.
Czasem wydawało mu się, że po prostu spodobało mu się posiadanie niewolnika. Takiej miłej dla oczu zabawki. Wahał się przed użyciem jej, jakby nie chciał jej popsuć, ale lubił przestawiać ją z miejsca na miejsce i podziwiać. 
Czy to właśnie o to chodziło?




Aki podciągnął błękitną kołdrę pod brodę. Łóżko, na którym leżał, było mniejsze niż to w sypialni pana lecz równie wygodne. Pościel pachnęła przyjemnie świeżym, kwiatowym zapachem. Mimo tego nie czuł się w nim najlepiej.
Jakieś dwa tygodnie temu, choć równie dobrze mogło minąć więcej czasu, Aki coraz mniej zawracał na to uwagę, pan zaprowadził go do nieznanego mu wcześniej pokoju. Oświadczył przy tym, że od tej pory zamiast w jego sypialni, tam będzie spędzał większość dnia. Aki szybko przekonał się, że pan nie żartował. 
Pokój, połączony z malutką łazienką, był spory, w zupełności wystarczający dla jednej osoby, a dla każdego niewolnika, stanowiący wręcz szczyt marzeń. Nie wyglądał także jak więzienna cela, był zwyczajny i całkiem przytulny. Aki najbardziej polubił w nim jasnoniebieską tapetę w kratę, jaką wyłożone były ściany oraz puchaty dywan, znajdujący się na podłodze. 
Pan zadbał także o to, by chłopak nie nudził się tutaj. Przyniósł mu kilka nowych książek, dał parę zeszytów i ołówki oraz, co było dla nastolatka sporym zaskoczeniem, wstawił telewizor z odtwarzaczem, który umieścił na drewnianej komodzie z trzema szufladami. Aki nie mógł oglądać telewizji, jednak z powodzeniem mógł odtwarzać filmy, które pan lub służącą mu przynosili.
Początkowo chłopak cieszył się, że wreszcie będzie miał jakieś nowe zajęcia. Męczyło go strasznie to bezustanne czekanie, które umilać mógł sobie jedynie snem, czytaniem książek lub jedzeniem kolejnych posiłków. Podobało mu się też to, że pan tak się nim zainteresował. Aki otrzymał od niego również nowe ubrania, które nie tylko pasowały na chłopaka idealnie, ale i wyglądał w nich rewelacyjnie. To także sprawiło mu radość. 
Mimo wszystko wolałby być częściej z panem i by ten częściej wydawał mu polecenia. Obojętnie jakie. 
Pierwotna radość minęła w mgnieniu oka, a Aki szybko poczuł się odepchnięty, a nawet zaczął myśleć, że pan wreszcie się nim znudził. Dawne obawy powróciły, a teraz, mając tak wiele czasu na rozmyślanie, nie mógł przestać się zadręczać. 
Wszystko było dobrze, do momentu, kiedy jego właściciel wieczorami pojawiał się w pokoju, gdzie przebywał chłopak i zabierał go do siebie. Aki spał wtedy wraz z nim w jego sypialni, a pan czasem nawet tulił go. Kilka razy zdarzyło się też, że pan go pocałował, co bardzo go uspokajało. O masażu w ogóle nie było mowy, ale to był mniejszy problem. Pan wracał tak zmęczony, że prawie natychmiast kładł się spać. Było widać, że tak wyczerpany na nic nie miał już ochoty. Aki zastanawiał się wtedy, co takiego robił pan i co zajmowało mu tyle czasu.
Ale od kilku dni w ogóle nie widział pana. Nie miał pojęcia, czy ten gdzieś wyjechał, czy po prostu był zbyt zajęty. Wszystko było możliwe. Jednak w głowie cały czas dudniła mu myśl, że pan po prostu stracił nim zainteresowanie. Gdyby chociaż zostawił mu jakąkolwiek wiadomość...
„Chciałbym, żeby pan przyszedł. Albo… może lepiej nie?” myślał, przekręcając się na bok, twarzą do ściany.
Targały nim sprzeczne uczucia. Z jednej strony trochę cieszył się, że miał pana, który był dla niego dobry. Bo nie miał powodów, by uważać inaczej. Powinno mu też odpowiadać fakt, że był sam i nikt go nie wykorzystywał do wiadomych celów. W końcu krzywda mu się nie działa, pan nie kazał mu robić tych wszystkich strasznych rzeczy, do jakich zmuszany był u Akumy, miał sporo spokoju i wszystko, co było mu potrzebne do życia. Wiedział też, że tylko do pana należała decyzja i wyłącznie od niego zależało jak postąpi. Pan był nieomylny. On sam był tylko zwykłym niewolnikiem, bez prawa głosu. Z drugiej strony jednak, właśnie to nie dawało mu spokoju. Pan dawał mu wiele, pozwalał na sporo, ale ani razu nie zażądał tego, co Aki przecież powinien robić przy każdej okazji. Do tego w końcu był stworzony. 
„Dlaczego pan ani razu nie uprawiał ze mną seksu? Dlaczego?” myślał bez przerwy. Czas jaki spędzał w osamotnieniu działał na jego niekorzyść. Miał za dużo wolnych chwil na myślenie, co w jego przypadku nie było dobre, by nie powiedzieć, że wręcz mu szkodziło. Wtedy coraz częściej użalał się nad sobą i snuł najróżniejsze, dramatyczne teorie na temat swojego położenia. „Po co mnie kupił? No po co? Żebym teraz siedział i gapił się w sufit? Coś tu jest nie tak. Coś tu jest bardzo nie tak!”.
Pan mógł z nim zrobić wszystko, dlaczego więc się ograniczał? Akiemu w głowie się to nie mieściło i coraz częściej przyłapywał się na tym, że myśli iż tak nie powinno być. W końcu po co byłby ten cały horror u Akumy? Tyle cierpienia, poświęceń… Po co tamten uczyłby go tych wszystkich paskudnych rzecz? Do tej pory sądził, że kiedy wreszcie będzie miał swojego pana, wykorzysta je, by go zadowolić. Do tego dążył, to go definiowało. To, czego tam się nauczył, miało pomóc mu przetrwać. Ale kiedy pan już go kupił, czas mijał, a on wcale niczego nie żądał, Aki myślał, że być może po prostu musi poczekać. Tylko ile? Czeka już tak długo, a tu nic!
„Co tu się dzieje? Żeby chociaż raz kazał sobie obciągnąć albo wziął mnie w nocy szybko. Cokolwiek!” Aki przekręcił się na drugi bok. Łzy w tamtej chwili napłynęły mu do oczu. Kiedyś rzadko mu się to zdarzało i nie wiedział, czemu ostatnio coraz częściej sobie na to pozwalał. Miał wrażenie, że jego świat się wali i to go przytłaczało. Wszystko, na czym opierały się jego przekonania, zaczynało nie pasować do całości. Słowa Akumy wpajane mu tak długo, tak usilnie i tak boleśnie, nie miały tutaj żadnego odniesienia. Lecz zamiast wątpić w nie, wątpił w siebie. Bo Akuma musiał mieć rację, zawsze miał. Inaczej nic co przeszedł, nie miałoby sensu. Było niepotrzebne. Ale jeśli Akuma miał rację, oznaczało to, że Aki najwyraźniej robił coś źle. 
„Jesteś najgorszym z niewolników, Aki! Jesteś beznadziejny, to dlatego pan cię nie chce! To dlatego woli zamknąć cię tutaj, niż na ciebie patrzeć!”.
W jego głowie odezwał się wtedy inny głos. „Ale przecież pan powiedział, że dobrze mu służę! Że jest zadowolony! I że nie brzydzi się mną! No i wtedy, kiedy mu to zaproponowałem, odmówił...”.
Aki zacisnął palce na brzegach kołdry. Ściskał ją mocno, nerwowo miął palcami.
„No tak” pomyślał. „Pewnie nie jestem wystarczająco dobry. Pewnie pan oczekuje czegoś innego, a ja jestem głupi i tego nie widzę. Tak Aki, idiota z ciebie! Tępak! Kretyn!”.
Chociaż chłopak mocno się przed tym opierał, wreszcie łzy popłynęły na dobre i zmoczyły błękitną poduszkę. Zaczął łkać cicho. To było silniejsze od niego. Myśl, że gdyby rozpłakał się tak u Akumy, tamten z pewnością z zadowoleniem za karę poznęcałby się na nim przez parę godzin, nie poprawiła mu nastroju. 
„A ty co robisz? Leżysz tutaj i płaczesz jak jakiś mazgaj, zamiast działać! Nie dziw się, że pan nie ma ochoty na kogoś takiego! Na takiego nieudacznika! Taką ofiarę losu!”
- Jestem... beznadziejny. To prawda. Jestem... nikim. - Wciąż łkając, przetarł oczy i twarz ręką. Tarł tak długo, aż oczy zrobiły się zaczerwienione i zaczęły go szczypać. Po jakimś czasie jednak udało mu się przestać szlochać. Uspokoił się, choć potworne myśli wciąż krążyły mu po głowie. Były jak narkotyk. Zatruwały jego umysł, ale on już nie mógł się od nich uwolnić. 
Odsunął kołdrę i wstał z łóżka. Poszedł do łazienki, by przemyć sobie twarz zimną wodą. To miało przynieść mu ulgę. 
Gdy stał już nad umywalką, coś sobie uświadomił. 
- Jestem nikim, zawsze byłem. A ciągle żyję i jestem tutaj. Nie mogę tak użalać się nad sobą. Muszę wziąć się w garść – szeptał do siebie. Czuł, jak to dodaje mu otuchy. - Pan mnie kupił. Skoro jestem jego, na pewno mnie chce. Jeszcze. Inaczej by mnie zabił.
Woda lała się z kranu już od jakiegoś czasu, lecz on dopiero teraz ochlapał sobie nią twarz. Krople zaczęły spływać po niej, skapując następnie na umywalkę. 
- Pan jest wyjątkowy. Nie wiem o czym myśli, ale to mój pan. Niewolnik powinien znaleźć sposób, by jego pan był zadowolony. Potrafię to zrobić, na pewno. Tylko co pan może lubić? – szepnął jeszcze, po czym kontynuował w myślach „Jeszcze raz Aki. Spróbuj jeszcze jeden raz, do skutku. Raz nie wyszło, ale to nie znaczy, że to koniec. Znajdź sposób. Jakiś musi być! Albo ci się uda, albo pan cię zabije. Ale jak nie spróbujesz, to…” - I tak nie pożyję tutaj za długo – te słowa wypowiedział już na głos.




Daizo stracił tego dnia, na korzyść Johna i Mority, sporą ilość broni, a także niezły ładunek narkotyków, za które mogli dostać piękną sumkę. To nie była nawet część tego, co w przykry sposób utracił niedawno John, lecz lepszy taki pieniądz w garści, niż żaden. Poza tym, udało im się zlikwidować kilku najlepszych ludzi Daizo i pozbawić go dwóch ważnych kryjówek. Był to spory cios dla tego szczura, którego pewnie on ani trochę się nie spodziewał, przez co John czuł dodatkową satysfakcję.
Mężczyzna wiedział, że to zaledwie czubek góry lodowej, bo wojna wciąż trwała, a by ją wygrać coś takiego nie mogło wystarczyć, jednak John cieszył się, że ich plan się powiódł. Jeszcze wiele przed nimi, ale dawało im tymczasową przewagę. Zwycięstwo zawsze napawało go radością, nawet jeśli zdawał sobie sprawę z tego, że Daizo nie pozostanie im za to dłużny. 
Gdy wchodził po schodach na piętro, pomyślał sobie, że mimo późnej godziny wcale nie miał ochoty na sen. Wpadł za to na inny, świetny pomysł, wpisujący się jak ulał w te przyjemną okazję. W końcu dlaczego nie miałby jakoś uczcić swojej małej wygranej? Co prawda z Hisato i resztą wypił już parę głębszych, ale wciąż nie miał dosyć. No i zdążył już wytrzeźwieć zanim jeszcze dotarł do domu. 
„Tak, to świetny pomysł. Wspaniały!” myślał, wchodząc po schodach na piętro. Pokonanie ich nie okazało się żadnym problemem, więc chyba faktycznie było z nim całkiem dobrze.

Pohukiwanie sów niosło się gdzieś ze skraju lasu. Wtórował im rechot żab i ropuch, zamieszkujących spory staw. Mimo późnej, nocnej pory, wszystko wskazywało na to, że ogród Johna wciąż tętnił życiem. 
Mężczyzna przygotował to, co trzeba, by jego świętowanie było skuteczne. Chłód mu nie przeszkadzał, stwierdził nawet, że nie był taki straszny i że przyjemnie poczuć powiew orzeźwiającego powietrze na twarzy. Do altany znajdującej się na stawie, do której wchodziło się po niedługim molo, na wszelki wypadek przyniósł koce. Całe szczęście, drewniana ławeczka stojąca w środku oraz stolik nie były mokre, jedynie lekko wilgotne. Mimo tego dla pewności przetarł je, a na ławce ułożył gruby kocyk. Włączył też światła, które nadawały tamtemu miejscu tajemniczego, nieco bajkowego, klimatu. 
Oczywiście, nie zapomniał o alkoholu. Zabrał ze sobą dwie nienapoczęte jeszcze butelki whisky oraz swoją ulubioną szklaneczkę. Zabrał też coś jeszcze – niewolnika. Uznał, że ten będzie znakomitym towarzyszem, idealnym do tej roli. Prawdę mówiąc, lubił obecność chłopaka. Bo czemu i nie? Był posłuszny, cichy, zazwyczaj nie robił niczego, co wyprowadzałoby Johna z równowagi i zawsze słuchał tego, co mężczyzna miał do powiedzenia. Nie narzekał, nie marudził, mógł przy nim robić i mówić to, na co miał ochotę – w końcu i tak tamten należał do niego i nie musiał się obawiać, co sobie o nim pomyśli, ani czy wypada mu coś robić, czy nie. Poza tym, John patrząc na niego mógł nacieszyć oczy pięknym widokiem i… tak, dokładnie, jego niewolnik pasował na towarzysza tej małej popijawy jak ulał. 
Pewnie, że nie zapomniał, jak zakończyło się jego ostatnie spotkanie z niewolnikiem, gdy „trochę” sobie popił. Pamiętał wszystko, lecz niczego nie żałował. Tak, uderzył go wtedy. Chłopak zaczął gadać głupoty, John się zdenerwował i… stało się. Nie widział jednak powodu, by się tym przejmować. Tamten sam sobie na to zasłużył, wyprowadzając go z równowagi w nie najlepszym momencie. 
Chłopak stał z boku i patrzył z niepewną miną na pana. Wyrwany z łóżka, kiedy to spał już sobie smacznie, wyglądał na trochę śpiącego. John nie pozwolił mu niczego dotknąć, wolał zrobić wszystko sam. Poza tym, nie było tego wiele i uwinął się szybko. 
Kiedy skończył, usiadł wreszcie na ławeczce zadowolony, a jego usta wyginały się z nieznacznym uśmiechu. Doskonały humor mu nie mijał. Zrelaksowany nalał sobie rozsądną ilość whisky, znacznie więcej, niż wypadało, ale nie miał zamiaru sobie żałować. Potem przywołał chłopaka na właściwe miejsce, czyli swoje kolana. 
- Jak ci się tutaj podoba? - zapytał, obejmując niewolnika jedną ręką. W drugiej trzymał szklankę, którą opróżniał powoli, niewielkimi łykami. - Tej altany nie było, gdy wprowadziłem się do posiadłości. Dopiero kilka lat temu kazałem ją wybudować. Według mnie, wygląda nieźle, zwłaszcza nocą. 
- Jest tu bardzo ładnie, panie – otrzymał w odpowiedzi. W głosie chłopaka pobrzmiewała obawa, ale John już przywykł do tego. Miał wrażenie, że niewolnik prawie zawsze w jego obecności wyglądał na przestrasznego czy spiętego i rzadko zdarzało się, by widział go w innym stanie. Ale uznał, że to zwykła kolej rzeczy. Był jego panem, to naturalne.
Zdarzało się też, że chłopak drżał przy nim, a nawet trząsł się ze strachu. Tym razem jednak widząc jak dygotał siedząc na jego nogach, wiedział, czym było to spowodowane. 
- Zimno ci? - spytał. Nastolatek miał na sobie bluzę, lecz chyba nie przywykł do takich temperatur. W końcu cały czas spędzał w ciepłym pokoju, a tutaj było znacznie chłodniej.
- Troszkę, panie – odparł, unikając jego wzroku, co było na swój sposób urocze. Niewiele uroczych rzeczy John lubił, ale w duchu pomyślał, że tę mógłby zaliczyć do ich grona. 
- Za tobą, na stoliku, leży koc. Sięgnij po niego i się okryj. - Chłopak tak też zrobił. Stolik stał blisko, więc wystarczyło, by odwrócił się, wyciągnął rękę i podniósł, trochę niechlujnie złożony koc. Nie musiał nawet schodzić z kolan pana. Gdy już trzymał koc w rękach, spojrzał na niego z wahaniem, więc John dodał. - Śmiało, jeszcze trochę tu posiedzimy.
Wtedy chłopak zarzucił sobie na plecy ciepły materiał, nakrywając się nim. Mężczyzna wsunął rękę, którą wcześniej obejmował nastolatka, zarówno pod kocyk jak i pod jego bluzę i koszulkę, kontynuując czynność. Poczuł wtedy, że plecy niewolnika wciąż były chłodne.
- Dziękuję, panie – powiedział, a Johnowi wydawało się, że uśmiechnął się przy tym. Nic jednak nie odrzekł, jedynie kiwnął głową. Dokończył swój trunek, wypijając alkohol do dna.
- To teraz jeszcze podaj mi whisky, tylko ostrożnie – polecił, po czym po krótkim zastanowieniu powiedział jeszcze. - W sumie to nalej mi.
Gdy szklanka była znów pełna, a chłopak odstawił butelkę na stolik, John przez chwile wpatrywał się w ciemną taflę stawu, w której odbijały się światła altany. Wtedy przyszła mu na myśl rzecz, zupełnie jednak z wodą niezwiązana. Przypomniał sobie, jak kiedyś, gdy niewolnik dopiero wpadł w jego ręce, pomyślał, że tamten był strasznie chudy. Teraz, gdy chłopak siedział na jego nogach, John musiał przyznać, że faktycznie nie ważył za dużo, bo nie odczuwał jego ciężaru jakoś dotkliwie. 
- Ile ważysz? - zapytał nagle, wypowiadając na głos własne myśli.
- Wybacz, panie. Nie wiem – odpowiedział chłopak, patrząc na Johna spokojnie, swoimi zielonymi oczami.
- Nieważne - John poczuł, jak tamten podsunął się trochę wyżej na jego nogach, ale pominął ten fakt, myśląc o czymś innym. „Prawda jest taka, że nic nie wiem o tym chłopaku” przyszło mu do głowy. „Zupełnie nic. Nawet jeśli to tylko niewolnik, może warto byłoby go trochę poznać?”. Wcześniej nigdy go to zbytnio nie interesowało, ale teraz nabrał ku temu ochoty. Nie wiedział tylko, od czego zacząć. Ani w ogóle, jak zacząć. 
Znów napił się swojego ulubionego alkoholu, co tym razem podsunęło mu nowy pomysł. - Napij się – uniósł szklankę, a chłopak ujął ją w dłoń, drżącą ręką. Niewolnik ponownie zawahał się, ale napił się odrobinę. - Wypij więcej, nawet nic nie poczułeś – Chłopak wykonał polecenie, biorąc większy łyk, jednak skrzywił się nieznacznie, czego John nie skomentował.
- Jak mieszka ci się w nowym pokoju? - zapytał natomiast, wpatrując się w bladą twarz chłopaka.
- Dobrze, panie – odparł krótko.
- A coś więcej? - Niewolnik popatrzył na niego pytająco i John już rozumiał, że nie miał pojęcia jak mu odpowiedzieć na to pytanie. Dał mu jeszcze chwilę, ale gdy chłopak wciąż się nie odzywał, sam to zrobił. Postanowił podpuścić go trochę, by nakłonić go do mówienia. - Mam rozumieć, że nie podoba ci się tam? Jest ci źle w pokoju, który przygotował dla ciebie twój pan?
- Nie panie, skąd! - zaprzeczył natychmiast, a jego oczy jakby otworzyły się nieco szerzej. - Pokój jest wspaniały i naprawdę cieszę się, że pozwoliłeś mi tam mieszkać. Naprawdę, panie! Proszę, uwierz mi, jest cudowny i...
- No już, wierzę ci, wierzę – John uśmiechnął się do niego lekko. To było zabawne.
Pogłaskał chłopaka po głowie, po czym zabrał mu szklankę i dopił jej zawartość. Potem znów kazał niewolnikowi nalać do niej whisky. Znów też polecił mu, by sam się napił i tym razem opróżnił szklankę niemal do połowy. Nastolatek w dalszym ciągu wydawał się nie przepadać za smakiem tego alkoholu, ale to Johna nie obchodziło.
Na pocieszenie złapał chłopaka za tył głowy, wplatając place w jego włosy i przyciągnął nieznacznie do siebie, dając mu znak, by pochylił się w jego stronę. Wtedy też, gdy ich twarze znajdowały się blisko siebie, pocałował niewolnika delikatnie. Trwało to to tylko chwilę, ale miał wrażenie, że tamten naprawdę wczuwał się w swoją rolę. Nie uszło jego uwadze, kiedy chłopak oblizał wargi, robiąc to niby nieświadomie. John musiał przyznać, że kusząco to wyglądało i zadziałało na niego hipnotyzująco. Zdecydowanie wolał tego typu widoki, nawet jeśli jego sekretarka miała spore atuty.
Wrócił jednak do rozmowy, nie pozwalając sobie na zbyt wybujałe wyobrażenia. 
- Ostatnio nie miałem dla ciebie czasu – zaczął, gładząc jego policzek. Wydawało mu się, że w spojrzeniu chłopaka dostrzegał zadowolenie. A może było to tylko złudzenie? - Bardzo nudziło ci się tam samemu? - Zdawał sobie sprawę z tego, że on także nie zapewniał mu raczej żadnej rozrywki, nawet kiedy był w domu, ale to nie miało nic do rzeczy.
- Panie, bo ja… - zrobił króciutką pauzę, a John miał wrażenie, że tylko po to, by skupić na sobie całą jego uwagę. Jakby tak już nie było. „Sprytny chłopak” pomyślał. - Tęskniłem za tobą, panie.
- Tęskniłeś?
- Tak, panie – odpowiedział. Na moment odwrócił wzrok, po czym dodał, znów patrząc wprost na Johna. - Nie mogłem się doczekać, kiedy znowu cię zobaczę.
John nie wytrzymał i zaśmiał się krótko. Rozbawiło go to wyznanie, bo i jak mógłby zareagować inaczej? Spostrzegł wtedy, jak twarz chłopak zmieniła się na moment. Nastolatek wyraźnie się speszył, ale już zaraz powrócił do swojej poprzedniej miny. Ucieszyło to Johna, który przez chwilę z żalem pomyślał, że może przez jego reakcję chłopak zamknie się w sobie. 
- Przepraszam, panie, jeśli powiedziałem coś nie tak – mówił cicho i z wielką ostrożnością. - Ja chciałem tylko...
- Nie, wszystko w porządku. Nie powiedziałeś niczego złego – przerwał mu i pogłaskał po włosach. Chłopak przymknął przy tym oczy, jakby sprawiało mu to wielką przyjemność. - Wypij resztę i nalej nam więcej.
Kolejna pełna whisky szklanka znajdowała się w dłoni chłopaka. John stwierdził, że do twarzy mu z nią.
„O czym myśli ten chłopak?” zastanowił się przez moment, ale uznał wreszcie, że pewnie tak to już jest z niewolnikami i to ich stała kwestia. Nie mógł sobie przypomnieć, ale miał wrażenie, że już kiedyś słyszał podobne słowa z jego ust.
„Spróbujmy zapytać go o coś innego” zdecydował wreszcie. „Tylko o co?”. Myślał jeszcze chwilę, patrząc na piękną twarz chłopaka, który w tym czasie przełożył sobie szklankę do drugiej ręki. John odruchowo chwycił wtedy jego dłoń. Była zimna, więc zaczął ją ogrzewać swoimi dłońmi. 
Pozwolił odłożyć chłopakowi szklankę na stolik. Nim to zrobił, napił się, a niewolnikowi kazał dopić resztę.
- Tak właściwie – postanowił zapytać o rzecz, która nasunęła mu się jako pierwsza. - Skąd masz te wszystkie blizny?
Chłopak popatrzył na niego… smutno. Przynajmniej tak się mężczyźnie wydawało. Czyżby przypomniał mu o czymś, o czym wolałby nie pamiętać?
Minęła dłuższa chwila, nim tamten wreszcie odpowiedział. John miał wrażenie, że chłopak przez moment bił się się z myślami. Uciekał gdzieś wzrokiem, wydawał się zmartwiony i przejęty. John trzymał jego dłoń i czuł, jak chłopak stał się bardziej spięty niż wcześniej.
- Panie, u mojego byłego pana – zaczął powoli i nagle przestał. Znów zamyślił się na chwilę i dopiero potem kontynuował. - Mój były pan czasem karał nas bardzo surowo, gdy byliśmy nieposłuszni. Ale to tylko nasza… moja wina, należało mi się – znów zrobił pauzę i John już miał coś powiedzieć, myśląc, że to koniec, jednak chłopak odezwał się jeszcze. - Poza tym, panie ja… zrobiłem coś bardzo złego.
- Co takiego? - zapytał John, autentycznie zaciekawiony, choć nie wiedział, czy miało to jakiś związek z bliznami niewolnika.
- Bo ja… - wziął głębszy oddech. Teraz był już wyraźnie zdenerwowany. - Bo ja próbowałem się zabić, panie.

-----------------------------------------------------------------------------
W nowym roku pragnę Was gorąco przywitać na moim blogu! Mam dla Was, jak widzicie, rozdział 19, więc nie przychodzę z pustymi rękami.

Chciałabym także bardzo podziękować wszystkim czytelnikom za 100 tyś. wejść! Strasznie się cieszę i nawet jestem w małym szoku, że tego bloga odwiedziło już tyle osób!
Pomyślałam sobie, że należałoby to jakoś uczcić. Zastanawiałam się nad napisaniem jakiegoś speciala, niezwiązanego z fabułą, ale z bohaterami Marzenia Niewolnika (nie opóźniłoby to oczywiście pojawienia się rozdziału 20). Chcielibyście coś takiego przeczytać? A może macie ochotę na coś innego? Może zainteresował Was jakiś wątek, który potraktowałam pobieżnie, a chcielibyście się o nim dowiedzieć więcej? Jeśli macie też jakieś inne pomysły, z przyjemnością o nich przeczytam.

No to już tradycyjnie, napiszę jeszcze, że mam nadzieję, że 19 rozdział Wam się podobał i czekam na Wasze opinie :)

(Mam nadzieję, że nie ucięło mi żadnego fragmentu jak kopiowałam ten rozdział z programu, bo miałam małe problemy techniczne :P)

50 komentarzy:

  1. Aww,, tenshi i jestem pierwsza hehehe :) no no ..yeah aki ma własny pokój .yukio i jego problemy a moze hisatek czuje mięte do yukio haaha:) no no aki próbował sie zabić
    teraz czekam na na dalsząć czesć .. ciekawe co na to john
    ...jak Aki tez tak pił.. to nie bedzie pijany ?
    pomysly na speciał ? moze..hisatel&Ren albo on z yukio

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Udało Ci się ;p
      Yukio to w ogóle ma przerąbane. Trudno jest być tak rozchwytywanym przez wszystkich, nie? To musi być męczące. xD
      Nie, nie będę spojlerować, chociaż mam ochotę ;p

      Usuń
  2. Ja tam pragnę najbardziej 20 rozdzialika <3
    special... Why not? Jeśli jest czas...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 20 rozdział dodam na pewno pierwszy. A special napiszę, tylko muszę znaleźć coś, co będzie pasowało i coś, czego nie miałam zamiaru opisywać w oryginale ;3 A jak na razie nie znalazłam...

      Usuń
  3. * "Woda lała się z kranu już od jakiegoś, lecz on dopiero teraz ochlapał sobie nią twarz." - brakuje słowa "czasu"
    * "nie napoczęte" - bez spacji
    * "Miał wrażenie, że niewolnik prawie że zawsze w jego obecności wyglądał na przestrasznego..." - "prawie zawsze" bez "że" pomiędzy

    wybacz, ale przecinków poprawiać mi się nie chce

    rozdział bardzo super :)

    jak pytasz, czy byśmy chcieli jakiś bonus/wątek poboczny, to ja bym nie wzgardziła całą historyjką Aki-Ryota

    pozdrawiam serdecznie i wszystkiego dobrego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. * "odparł Shoutai przykucnął pod ścianą" - chyba brakuje spacji?
      * "Według mnie jest w porządku. Nie raz mi pomógł." - "nieraz" a nie "nie raz"
      * "Poprzedni okazał się porażką, jednak nie znaczącą" - "nieznaczącą"

      (wczoraj przeczytałam na szybko tylko wątki z Akim)

      przecinków nadal mi się nie chce, za dużo tego

      Usuń
    2. Trochę późno, ale dziękuję za wskazanie błędów. Z przecinkami chyba nigdy się nie nauczę...
      Mam nadzieję, że nawet pomimo tych błędów wciąż Ci się podoba :)

      Usuń
    3. ależ oczywiście! :) i właśnie ze względu na to, że uwielbiam Twoje opowiadanie, Ci je wskazuję - żadna złośliwość, czy coś - zwyczajnie żeby mogło być lepiej :)

      i coraz bardziej niecierpliwie czekam, co będzie dalej!

      (wiesz, za co chyba najbardziej je uwielbiam? za tę nieprzewidywalność - zazwyczaj po przeczytaniu rozdziału, dwóch umiem przewidzieć, jak to się skończy. w przypadku Twojego opcji widzę przynajmniej kilka, a jak już zdążyłam zauważyć, zapewne skończysz je jeszcze inaczej :3 )

      Usuń
  4. Rozdział super czekam na 20 :D
    Oh Ciekawe czy Aki się upije :P
    Pozdrawiam i czkam na bonusik ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ciekawe czy Aki się upije"
      ...
      ...
      ...
      Hehehe. Nie powiem, ale możesz zgadywać ;3

      Usuń
  5. Rozdział spokojny i niezwykle odprężający.
    Jak zwykle czytało się zdecydowanie za szybko.
    Co zaś do Akiego to świetnie przedstawiasz jego umysł, który jest na całkowicie wyniszczeniu.
    A no i jak można przerywać w takim momencie?
    Do tego mam kolejne pytanie, ile rozdziałów masz zaplanowanych? Na ilu się skończy?
    Tymczasem weny i czekam na next! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo... staram się jakoś w miarę prawdopodobnie opisać Akiego, więc cieszę się, że tak uważasz ^^
      Ile rozdziałów? Teraz to już sama nie wiem. Kiedy zaczynam liczyć, ciągle wychodzi mi inaczej. Myślę, że powinnam się zmieścić w 35. Ale równie dobrze to może być mniej lub więcej.
      Dziękuję i pozdrawiam! ;3

      Usuń
  6. Och ^^ jak możesz kończyć w takim ciekawym momencie ;<
    Rozdział super :D
    Czekam na następny!
    Weny! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz mi, mogę xD A nawet muszę, bo jakbym zaczęła pisać dalej, to kolejne 5 stron bym musiała dodać xD Takie życie ^^

      Usuń
  7. kiedy zobaczyłam tutył, to pomyślałam, że w końcu dojdzie do zbliżenia, ale jednak nie...

    Co do "36 godzin" to cóż.. ciągle w trakcie pisania :( ostatnio miałam małą przerwe i na chwile obecną mam sześć pełnych, poprawionych rozdziałów, a to mniej niż pół opowiadania, tak myślę.
    Niestety, trzeba czekać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam na "36 godzin", bo jestem strasznie ciekawa co to będzie :) Będę czekać dalej, tyle, ile będzie trzeba, ale mam nadzieję, że się nie rozmyślisz :)

      Usuń
  8. Kary u Akumy!!!!tylko nie bicie czy katowanie....takie inne kary xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jakie Ci konkretnie kary chodzi? Nie rozumiem, co masz na myśli :P

      Usuń
  9. Och, walić kary u Akumy. Na pewno będą wspomniane w normalnych rozdziałach.
    Mnie najbardziej zaciekawił fragment, gdzie na "niewolniczej imprezce" jeden pan spoliczkował swojego niewolnika.
    Jak dobrze zrozumiałam był on posłuszny swojemu panu, ale miał też własną "duszę" (w sensie, że tam posłał naszemu bohaterowi jakieś spojrzenie i w ogóle. Czyli oczywiście posłuszny, ale nie ślepo zapatrzony).
    Chciałabym przeczytać więcej o nim :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi Ci o Takumiego? Bo to on został wtedy uderzony, z tego co pamiętam...
      Z jednej strony to całkiem dobry pomysł. Muszę o tym pomyśleć i przeanalizować, czy on się jeszcze potem gdzieś nie pojawi. Na pewno wezmę to pod uwagę :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  10. z a k o c h a ł a m
    s i ę
    w t y m
    o p o w i a d a n i u
    e p i c k i e
    k o c h a m
    t o

    Naprawdę to mnie strzeliło tak w czachę :3 Już kiedyś miałam się brać za to opowiadanie, ale byłam zbyt leniwa :< Ostatecznie przeczytałam wszystko w dwie nocki (aj, ogółem cierpię na bezsenność, więc się nie przejmuj, że się nie wysypiam xd)
    Aki taki dobry chłopiec to trafił na niedodupkanego (ale w dobrym sensie) pana to ma dobrze :3 Nie lubił seksu u Akumy, a tu proszę - jaki rozczarowany, że pan nic nie tegesi ^o^
    Czekam na więcej, weny <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz! To dobrze, że w końcu przeczytałaś! :D
      Nie wiem co to bezsenność, śpię zawsze i wszędzie, nawet za dużo :P Ale mam nadzieję, że potem udało Ci się wyspać :)
      Aki to dobry chłopiec! Naprawdę! Dlatego należy mu się trochę spokoju. Taka mała odmiana jest dobra, szkoda tylko, że przez to ciągle się przejmuje. Ale może i u niego kiedyś się coś odmieni :)
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam! ;3

      Usuń
  11. Czekam na kolejny rozdział ;)

    P.S. Ty potrafisz zaskoczyć każdego :D

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaskoczyć? A czymś tym razem zaskoczyłam? :D
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Czym zaskoczyłaś?

      Rzecz jasna całą swoją, dobrze wykorzystaną weną ;)

      No bo jakże by inaczej :D

      Gdybyś nie miała talentu, to bym tego nie czytała. A czytam, więc...

      Resztę dopowiedz sobie sama. ;)


      Miłych ferii. :D

      Usuń
  12. Odpowiedzi
    1. Pojawi się w ciągu kilku najbliższych dni :)

      Usuń
  13. A ja mam do autorki pewną sprawę. Czy mogłabyś może podać tytuły piosenek z playlisty? Bo nie wszystkie potrafię znaleźć, a bardzo mi się podobają. Z góry dziękuję i życzę weny, bo opowiadanie cudowne. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie :) Oto cała playlista:
      1. Gary Jules - Mad World
      2. A Perfect Circle - Weak and Powerless
      3. The Smashing Pumpkins - Disarm
      4. The Cure - LoveSong
      5. Band Of Horses - The Funeral
      6. BIGBANG - Tell Me Goodbye (dodane niedawno)
      Cieszę się, że Ci się podobają, zwłaszcza, że sama bardzo je lubię :)

      Usuń
  14. Nastepny rozdzial teraz'-'¤_¤NOW. Gdzie sie podziala twoja osoba, masz we mnie lojalnego czytelnika, prosze cie o ta sama lojalnosc^-^ plis kocham to opowiadanie i czekam na wiecej/-/^-^

    OdpowiedzUsuń
  15. Prosze o nowy rozdzial, przeczytalam wszystkie w dwa dni i ciagle czekam. Masz cudowny talent, wyszukany jezyk, a o fabule to juz nie wspomne. Prosze nie opuszczaj mnie/-/"-""-"*-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja osoba żyje i ma się dobrze, tak przynajmniej mi się wydaje ;p
      Cieszę się, że podoba Ci się moje opowiadanie. Ale wyszukany język? Niee, nie powiedziałabym ;p
      Nie martw się, nie opuszczę ^^

      Usuń
  16. Odpowiedzi
    1. Sześć najtrudniejszych stron już za mną. Teraz będzie już tylko łatwiej, więc rozdział pojawi się niedługo :)

      Usuń
    2. Yesss - odpowiedziala^-^. Czekam niecierpliwie^-^-^

      Usuń
  17. Mam pytania a zarazem prosbe, czy moglabys napisac w jaki sposob Akuma kupil Akiego- tylko takie opowaiadanie na 1 strone^^ prosze^-^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, raczej nie. To, jak Aki znalazł się u Akumy będzie jeszcze dokładnie opisane w przyszłości :)

      Usuń
  18. O i jeszcze jedno. Gdzie jest nowy rozdzial?! Ja tu codziennie zagladam, ale nie na nic; ( wez sie pospiesz. Prosze

    OdpowiedzUsuń
  19. Kiedy mozna sie spodziewać rozdziału?

    Tęsknimy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 20 rozdział dodam jutro :) Jest już napisany, muszę go tylko sprawdzić, żeby dało się go w ogóle przeczytać :P

      Usuń
  20. O której bd rozdział? Wszyscy czekamy

    OdpowiedzUsuń
  21. Tenshiii :( ??

    OdpowiedzUsuń
  22. Powitaj nową fankę, czytelniczkę, wielbicielkę i stalkerkę :D

    Dziękuję, że piszesz. Dziękuję, ze odnalazłam twojego bloga. Jesteś cudowna. Uwielbiam cię. Zakochałam się w biednym chłopaczku za zabór. I co ja mam teraz począć? :D

    czekam na kolejny rozdział, dodaję cię do swoich blogów VIP i w ogóle... cholera, mówiłam już,że cieszę się, że odnalazłam twego bloga? :D

    kunoichi ze słodkiego świata yaoi

    OdpowiedzUsuń
  23. Będzie jeszcze dzisiaj rozdział ?

    OdpowiedzUsuń
  24. Hej,
    ciekawe co na to Josh, Aki i jego rozsterki, dostał swój własny pokój, może Hisato coś czuje do Yukio...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń