Rozdział 18

Prawdziwy pan. Pierwszy krok.


- John, jest coś jeszcze. Z tym, że ta wiadomość na pewno znacznie bardziej ci się nie spodoba.
- Po prostu powiedz - odrzekł, czując, że faktycznie wiadomość, jaką zaraz usłyszy nie przypadnie mu do gustu. W najlepszym wypadku. Ton głosu Hisato wróżył, że znienawidzi ją od razu. Dlaczego tamten musiał przekazywać złe wiadomości w ten sposób? Wbrew pozorom, John wcale nie był przez to lepiej przygotowany na ich przyjęcie, a jeszcze bardziej spięty.
Wolną ręką nerwowo zastukał w udo. Czekał na nieuniknione mocniej zaciskając palce na trzymanym przy uchu telefonie.
- Chodzi o transport. Ten transport...
- Co z nim? - zapytał, przerywając przyjacielowi w pół zdania, choć tak naprawdę już wyobrażał sobie, co zaraz usłyszy. Złe wieści lubił poznawać szybko.
- Policja go przechwyciła. Ciężarówki wyjechały z portu już załadowane, zgarnęli je niedługo potem. Czekali na nie tuż za miastem.
- Kurwa mać! - zawołał głośno. Na to nie był przygotowany. Nigdy by nie był. - Jakim cudem nas przejrzeli? Kurwa! Przecież wszystko było dopracowane! Nie wierzę, że ci popierdoleńcy byli do tego zdolni! No kurwa, nie wierzę!
Hisato, wydawałoby się, w spokoju wysłuchał do końca wiązanki szefa. John za długo go jednak znał, by nie wiedzieć, że tamten zareagował podobnie na tę wiadomość, a może nawet gorzej. Miał za to czas, żeby oswoić się z nią i zaakceptować taką, jaka była, by teraz przekazać ją dalej w ten sposób.