Rozdział 13

Nie ma ryzyka, nie ma zabawy


Nie było osoby, która nie patrzyłaby w tym momencie z zainteresowaniem na nieposłusznego niewolnika, wciąż bezskutecznie starającego się wyrwać z rąk ochroniarzy. Zdawali sobie sprawę, że takie zachowanie nie mogło pozostać bez kary i desperacja w jego spojrzeniu oraz zapalczywość w próbie wyswobodzenia się, była jak najbardziej uzasadniona. Rozmowy umilkły, a oczy wszystkich skierowały się na wściekłego mężczyznę idącego w stronę chłopaka. Wyglądał jak gepard, który zaraz miał dogonić swoją ofiarę i rzucić się na nią, by rozszarpać na strzępy i pożreć.
Aki myślał sobie, że ten niewolnik musiał być naprawdę głupi, skoro wydawało mu się, że ucieknie podczas przyjęcia. To było bardzo nierozsądne i nie wiedział, jak chłopak mógł zdecydować się na tak bezsensowne posunięcie. Co on sobie wyobrażał? Że zdoła wymknąć się niepostrzeżenie? Że ci wszyscy liczni ochroniarze niczego nie zauważą? Poza tym, uciekać od swojego pana? „Przecież tak nie można!”krzyczał głos w jego głowie. „Tak nie powinno się robić! Nigdy! Pod żadnym pozorem!”.
Niewolnik wyglądał na jakieś dwadzieścia dwa, może trzy, lata, choć mógł mieć więcej, bo drobna budowa ciała i łagodne rysy twarzy pewnie nieco oszukiwały z jego prawdziwym wiekiem. Za to jasna karnacja i czarne, półdługie włosy przypominały Akiemu kogoś, choć nie potrafił przypomnieć sobie wtedy kogo dokładnie.
Ochroniarze trzymali chłopaka mocno, a ten wciąż nie opadał z sił i starał uwolnić się, nawet pomimo beznadziejności sytuacji. Wściekły, czerwony na twarzy, pulchny mężczyzna, w którym Aki od razu rozpoznał właściciela chłopaka, w końcu dotarł do niego i pierwszym co zrobił, było uderzenie nieposłusznego młodzieńca w twarz. Tuż za mężczyzną stał jego „goryl”, gotowy do działania, jeśli tylko jego szef wydałby mu polecenie.

Rozdział 12

Burza i zły wróż Aki 


Wysoki chłopak w czarnym garniturze nie wyróżniał się na tle innych, mimo to Aki od razu zwrócił na niego uwagę. Doskonale znał jego sylwetkę i mógł rozpoznać ją nawet, jeśli stał odwrócony tyłem. Poza tym, ciemnobrązowy kolor jego włosów i nawet charakterystyczny sposób w jaki stał, zapisał się w pamięci Akiego jako jeden z jego największych koszmarów. Jeden, którego nienawidził najbardziej. Jeden z trójki.
Takumi. To właśnie on okazał się być osobą, przez którą chłopak zbladł jak papier, a serce niemal stanęło mu na moment w piersi. Zaraz jednak Aki zaczął rozglądać się nerwowo, szukając wzrokiem, kogoś, kto w końcu powinien towarzyszyć niewolnikowi. W tamtej chwili chłopak zapomniał nawet o tym, że przecież miał się pilnować, bo pan stał tuż obok.
Nie minęło wiele czasu, dosłownie minuta, kiedy Aki wreszcie zorientował się w sytuacji na tyle, by uspokoić się i zacząć na nowo myśleć racjonalnie.
Ani śladu jego byłego pana, ani śladu Akumy.
Takumi najwidoczniej został sprzedany, choć gdy Aki był jeszcze w tamtym okropnym miejscu, nic nie wskazywało na to, by Akuma to planował. Przynajmniej chłopak nie słyszał żadnych plotek na ten temat. Ale ich pan należał do osób nieprzewidywalnych i nigdy nie było wiadomo, co wymyśli. Teraz jednak, gdy Takumi najpierw dostał w twarz od jakiegoś mężczyzny, a następnie uklęknął przed nim pokornie, Aki domyślił się, że był tutaj ze swoim nowym właścicielem. Ani przez moment nie zrobiło mu się go szkoda, wprost przeciwnie. Czuł satysfakcję.
Kiedy ich spojrzenie skrzyżowały się na moment i chłopak ponownie ujrzał jego oczy, w pamięci przywołując ich ciemnoszary kolor, zadrżał. Nawet z tej odległości był pewien, że Takumi uśmiechał się do niego drwiąco, zapewne przypominając sobie te wszystkie rzeczy, do których zmuszał biednego, bezbronnego chłopaka, gdy jeszcze obaj należeli do jednego pana.

Rozdział 11

Ostrzeżenie, czyli jak zadrzeć z panem


Niewolnik wciąż spał, gdy John obudził się nagle, dzięki okropnemu koszmarowi, przez który z ulgą otworzył oczy. Był już ranek, a dzień zapowiadał się na słoneczny i gorący. Mężczyzna mógł tak przypuszczać, widząc za oknem bezchmurne, błękitne niebo, które wróżyło ładną pogodę. Choć mógł się mylić, w końcu nie był ekspertem, a aura bywała kapryśna.
Nawet kiedy John usiadł na brzegu łóżka i przeciągnął się, chłopak dalej spał spokojnie. Odwrócił się przez ramię i popatrzył na jego senną twarz, która w tej sytuacji wydała się Johnowi jeszcze bardziej urocza. W tym momencie wyglądał na rozluźnionego i zrelaksowanego. Musiał być wczoraj naprawdę zmęczony, pomyślał John. Stwierdził więc, że pozwoli swojemu niewolnikowi pospać jeszcze trochę. Obecnie i tak na nic mu się nie mógł przydać.
Tak też zrobił. Dopiero po ponad godzinie, gdy wrócił do sypialni, obudził chłopaka. Kazał mu się przygotować do wyjścia, po czym dał mu jeszcze chwilę na zjedzenie śniadania. Sam w tym czasie skontaktował się z człowiekiem, który miał coś dla niego załatwić. Nic trudnego, tylko drobna przysługa, jaką było zdobycie informacji o pewnym człowieku. Niestety tym razem John nie otrzymał dobrych wieści. Mężczyzna, o którym chciał dowiedzieć się paru rzeczy, już nie żył. Nie był więc użyteczny w żadnym stopniu. To odrobinę komplikowało sprawy, ale takie sytuacje też się zdarzały. „Trudno” pomyślał. „Trzeba będzie znaleźć kogoś innego”.
Wreszcie, gdy Johnowi nie pozostało już nic do zrobienia, a chłopak był gotowy, wraz z nim wsiadł do jednego ze swoich ulubionych samochodów, czarnego maserati, który wyróżniał się na japońskich drogach.