Rozdział 10

Zaproszenie do zabawy


„A to kto znowu?” John nie miał pojęcia kim był elegancki mężczyzna siedzący na sofie w gabinecie. Był natomiast pewien, że widział go po raz pierwszy w życiu i nigdy wcześniej go nie spotkał. Mężczyzna wyglądał młodo, a John ocenił, że mógł być co najwyżej w wieku Marka. Nie miał pojęcia, czego mógł chcieć od niego ktoś taki.
John wszedł do pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi. Gdy zbliżał się do sofy, mężczyzna wstał i uśmiechnął się lekko, witając się z nim. Zanim John zdążył zapytać go, czego chce, ten już odezwał się pierwszy, tłumacząc mu wszystko.
– Przepraszam, że tak nalegałem na spotkanie z panem, ale mam panu coś do przekazania – nieznajomy mówił grzecznie, lecz nie z przesadną uprzejmością. – Nazywam się Motoki Shimakage i przyszedłem tutaj w charakterze posłańca. Przysłał mnie pan Andavel z tym oto zaproszeniem, a moim zadaniem było dostarczyć je panu jeszcze dzisiaj – Shimakage wręczył Johnowi sporą, pięknie zdobioną, białą kopertę. Ten wziął ją do rąk ostrożnie.
„Andavel” John powtórzył nazwisko w myślach. „Czego on tym razem może ode mnie chcieć?” zastanawiał się. Czuł jednak, że nie mogło to być nic, z czego powinien się cieszyć.
– Dziękuję – powiedział John ozięble, po czym zapytał podejrzliwie. – Co to za zaproszenie?
– Proszę wybaczyć, ale nie wiem za wiele, a nie chciałbym udzielić panu błędnych informacji. Jestem tylko posłańcem – wzruszył ramionami, nie przejmując się widocznie tym, że ten gest mógł być odebrany jako niegrzeczny. Od początku zresztą zachowywał się dosyć swobodnie. – A teraz jeśli pan pozwoli, chciałbym pożegnać się i już wracać.
– Dobrze, możesz odejść – odparł John, całkowicie tracąc nim zainteresowanie, skoro nie chciał wyjaśnić mu niczego dokładniej. Bo że posłaniec wiedział coś i to wiele więcej niż skłonny był przyznać, John zauważył od razu. Po prostu stwierdził, że reszty dowie się czytając zaproszenie, które otrzymał.

Rozdział 9

Czas kary, czas nagrody


Idąc korytarzem John był coraz bardziej zdenerwowany. Przez tę krótką chwilę zdążył sprostować swoje przypuszczenia i zdawał już sobie sprawę z tego, co się tam działo. Jego początkowe wyobrażenia były po części słuszne. I bardzo, ale to bardzo nie podobało mu się to. Nienawidził, kiedy ktoś ignorował jego polecenia, tym bardziej, że wyraźnie powiedział czego oczekuje i wymaga od „opiekunów” niewolnika. Takie zachowanie uznawał za brak szacunku, a od swoich pracowników oczekiwał go w pierwszej kolejności. Dlatego już ciekaw był, jak mężczyzna wytłumaczy się z tego
Wszedł do salonu, a jego kroki były głośne, więc przypuszczał, że jego podwładny szybko zorientuje się o jego obecności. Mylił się jednak. Tamten był zbyt pochłonięty swoim zajęciem, by zwrócić na niego uwagę.
– Co ty, kurwa, robisz? – zapytał głośno i wyraźnie, a pracownik, w którym rozpoznał mężczyznę o imieniu Rokuro, odwrócił się wreszcie w jego stronę. Jego mina wyrażała skrajne zaskoczenie.
John stał tuż za kanapą, na której tamten siedział. Nim mężczyzna w pośpiechu wyłączył telewizor, jeszcze przez chwilę John mógł zobaczyć na ekranie dwójkę ludzi uprawiających seks, w dosyć niewybredny sposób oraz chcąc, nie chcąc, usłyszeć dźwięki wydobywające się z głośników.
Rokuro wstał, wcześniej zasuwając swój rozporek i John już nie musiał nawet słuchać jego odpowiedzi, by wiedzieć co tamten tu przed chwilą wyczyniał.
– Szef tutaj? – mężczyzna mówił szybko, wyraźnie zdenerwowany. – A szef nie miał wrócić za kilka dni? Mógł szef uprzedzić, że...

Rozdział 8

Twój wielki dzień!


„Jutro, Aki. Już jutro twój wielki dzień!”
Słowa, które wczoraj wypowiedział na pożegnanie jego pan, Wielki Akuma, wciąż krążyły mu po głowie. Bał się nawet myśleć o tym, co mogły oznaczać. Zwłaszcza, że pan wydawał się nadzwyczaj zadowolony i wprost emanował od niego entuzjazm. Niestety, nie udzielił się on Akiemu, który od tamtego czasu żył obawą o to, co może się wydarzyć. Jedyne czego był pewny to to, że nie zapowiadały dla niego niczego dobrego.
Muskularny ochroniarz o nieprzyjemnym wyrazie twarzy, otworzył mu drzwi i popchnął do środka pokoju, w którym na co dzień przebywał Aki. „Mieszkał” tam z kilkoma innymi niewolnikami. Było to nieduże pomieszczenie, jednak dla każdego z nich starczało miejsca. Każdy też miał osobne, choć wąskie, łóżko. Będąc tam, o tym, że są uwięzieni, przypominały im metalowe kraty w oknach, dokładnie dwóch. Poza tym, w pokoju nie było żadnych luksusów, bo parę desek w drewnianej podłodze odkleiło się i poruszało przy nadepnięciu na nie. Natomiast na jednej ze ścian brakowało kawałka tapety, którą w desperacji zerwał kiedyś jeden z niewolników. Aki widział to i przyglądał się, ale nie zareagował. Jeśli chodzi o meble, w pokoju znajdowała się tylko szafa z ubraniami i jakimiś drobiazgami. Resztę rzeczy, których i tak nie mieli za wiele, trzymali na podłodze, pod łóżkami. Wszystkie z nich, tak jak i oni sami, były oczywiście własnością ich pana.
Aki zorientował się, że oprócz niego w pokoju znajdował się tylko Satoshi. Rozejrzał się jeszcze, by się upewnić, ale tylko potwierdziło się to, co już i tak wiedział.
Satoshi należał do niewolników, którzy byli u Akumy najdłużej. Po cichu reszta mówiła, trochę prześmiewczo, że miał najdłuższy staż. Ale to dawało mu podobno wiele korzyści. Jeśli coś takiego jak „korzyści” dla niewolników istniało w słowniku Akumy.

Rozdział 7

To nie mój pan!


Już na pierwszy rzut oka widać było, że mieszkanie to w niczym nie przypominało domu pana. Nie wyglądało na to, by często tu bywał, bo wszystko było idealnie ułożone, a na wieszaku, który stał tuż obok, Aki zauważył warstwę kurzu. Poza tym, wystrój był nowoczesny i minimalistyczny, a porównując go do wyglądu rezydencji, w której znajdowali się jeszcze niedawno, wypadał raczej nudno i nieciekawie.
W pewnym momencie pan popchnął go na ścianę, na co Aki początkowo zląkł się. Zupełnie nie spodziewał się tego. Akurat zamyślił się, próbując odgadnąć po co pan go tutaj sprowadził i co miał zamiar z nim zrobić. „Czyli po to...” nie musiał już myśleć dłużej, bo wydało mu się to jasne.
Chwilę później pan już go całował. Aki przymknął oczy, by móc się skupić. Miał przy tym nadzieję, że przez to nie narazi się panu. Skoro wreszcie otrzymał szansę by naprawić swój ostatni błąd, chciał teraz spisać się jak najlepiej tylko potrafił. Obiecał sobie już wcześniej, że następnym razem zrobi wszystko, żeby zadowolić pana , a gdy teraz nadarzała się okazja, musiał ją wykorzystać. Bo mogła być jego ostatnią...
Nie do końca wiedział, czego pan od niego oczekiwał. Wciąż nie potrafił domyślić się, co sprawiłoby mu największą radość, bo przez ten krótki czas, jaki z nim spędził, nie udało mu się tego odgadnąć. Postanowił jednak zaryzykować, choć bał się, że to źle się dla niego skończy. Ale wydawało mu się, że i tak nie miał wyboru.