Rozdział 4

Niewolnik czy wciąż... Człowiek?


Leżał w przyciemnionym pokoju. Leniwe promienie poranka nie zdążyły jeszcze w całości przebić się przez stylowe lecz cienkie zasłony. Jak się okazuje, nawet luksus ma swoje wady.
Ze snu wybudził go koszmar, którego teraz za nic nie potrafił sobie odtworzyć w głowie. Chwilę wpatrywał się w sufit, zaraz jednak przypominając sobie, że przecież nie był w łóżku sam. Po ostatniej nocy, ktoś jeszcze powinien mu towarzyszyć. Choć w nieco innym charakterze niż mógłby się tego spodziewać.
Przekręcił się na bok i zobaczył go. Spał odwrócony do niego plecami, oddychając równo. Na pierwszy rzut oka wydawał się taki zrelaksowany. John uniósł się na łokciach, by móc przyjrzeć się dokładniej jego twarzy. Chłopak miał delikatne rysy, nieco kobiece. Jego cera była blada, jak domyślał się mężczyzna, pewnie przez to, że rzadko bywał na słońcu. Jeśli w ogóle wychodził na zewnątrz.
Przesunął się jeszcze nieco w jego stronę. Ostrożnie, tak, by go nie zbudzić. Przydługa blond grzywka opadała chłopakowi na oczy. Wyglądało to pociesznie. Przyglądając mu się dokładniej, John jednak coś zauważył. Jego różowe usta był ściśnięte mocno, a na czole, pod grzywką, dało się zobaczyć wyraźną zmarszczkę. Chyba jednak chłopak nie był tak odprężony jak założył na początku. John stwierdził teraz, że nastolatek był spięty, a jego sen nie tak spokojny jak sądził.

Rozdział 3

Witamy w piekle

Leżał na starym, brudnym i dziurawym materacu, na którym gdzieniegdzie dostrzec można było zaschnięte plamki krwi. Parę poduszek, znajdujących się obok, było zakurzone i pogryzione przez szczury. Nie miał na sobie ubrań. Ktoś musiał rozebrać go, gdy jeszcze był nieprzytomny. Nagość sprawiała, że drżał z zimna, ale i to, że czuł wstyd, potworne upokorzenie, jak również strach, podsycany niepewnością. Nie miał pojęcia, co się tutaj działo i co wydarzy się, po tym, jak jakiś obcy chłopak wyszedł stąd bez słowa, gdy tylko się obudził, pozostawiając go zupełnie samego.
Aki miał na szyi metalową obrożę, którą otworzyć można było wyłącznie za pomocą klucza. Próbował ją za wszelką cenę ściągnąć i uwolnić się, ale obręcz ani drgnęła. Co więcej, przyczepiony był do niej gruby, dosyć ciężki łańcuch, przytwierdzony z kolei do zaczepu w podłodze. Mógł przez to zrobić co najwyżej parę kroków. Jak mocno by nie próbował, nie było możliwości, by się wyrwał.
Znajdował się w jakimś sporym pomieszczeniu. Niestety nie był to pokój w pięciogwiazdkowym hotelu, bo i w żaden sposób nie przywodził na myśl luksusów. Bardziej przypominał zwykłą piwnicę, w której śmierdziało stęchlizną, a na skórze czuć było wilgoć. Gołe mury, betonowa podłoga, żarówki tlące się mdłym światłem bez żadnego klosza, schody i dwa małe okna prawie pod sufitem, w których dostrzegł kraty. To wszystko nie wróżyło najlepiej i napawało chłopaka jeszcze większym lękiem.