Rozdział 17

Niewolnik i inne brzydkie słowa


Towarzyszyło im dwóch ochroniarzy. Uzbrojonych, Akiemu udało się zauważyć u nich broń już wcześniej, gdy wysiadali z samochodów. Nie zdziwiło go to, w końcu ochrona ich szefa, a pana Akiego, była ich obowiązkiem. Prawdopodobnie jedynym i najważniejszym, jak sądził chłopak, ale do tej pory spotykał ich wyłącznie w tego typu sytuacjach. Nie miał więc większego porównania.
Rezydencja Mority, pięknie oświetlona, tak jak i cały ogród, wyglądała imponująco, choć na Akim i tak największe wrażenie wywarła wielka fontanna znajdująca się przed budynkiem. Z chęcią zatrzymałby się przy niej i przyjrzał dokładniej rzeźbie kobiety z dzbanem, usytuowanej dokładnie na środku, ale wiedział, że jego chęci liczyły się tutaj tyle, co nic. Nie miał co do tego żadnych pretensji. Myśl o tym, że takie już jest życie, ulotniła mu z głowy równie szybko, jak do niej wleciała.
Wszedł za panem po kilku betonowych schodkach, niemal czując za sobą oddech jednego z ochroniarzy. Nie przestraszyło go to, choć poczuł się nieco niekomfortowo. W myślach nieproszenie pojawił mu się obraz Rokuro, ale odegnał go jakoś. To nie był powód do zmartwień. Nie teraz. Nie w tym momencie.
Denerwował się natomiast z innego powodu. Wiedział, że niewolnikiem Mority był Takumi i niepokoiło go to, co mogło się wydarzyć, kiedy przestąpi próg i znajdzie się, prawdopodobnie, w jego pobliżu. Nie miał pomysłu na to co konkretnie Takumi mógłby wykombinować, w końcu również musiał uważać na swojego pana, ale Aki miał złe przeczucia co do ich ponownego spotkania.
„A może w ogóle się z nim nie zobaczę?”. Taka opcja także była możliwa, ale skoro pan zaciągnął go tutaj ze sobą, czuł, że nie był to przypadek. Nie zabierałby go bez konkretnej przyczyny. Dlatego też Aki, choć nie wiedział za dużo o spotkaniu pana z Moritą, był pełen obaw.
Powitał ich wąsaty kamerdyner, kłaniając się panu i uprzejmie, niemal do przesady, zaprosił go do salonu. Jednak ani pan, ani Aki nie dotarli tam, gdyż po krótkiej chwili zjawił się Morita. Zatrzymali się więc jeszcze w korytarzu, a po dosyć formalnym przywitaniu pana z gospodarzem domu, na twarzy tego drugiego pojawił się skromny uśmiech.
- Zapraszam teraz do mojego gabinetu – mówił Morita, a Aki ukradkiem rozglądał się za Takumim. Na razie nie było po nim śladu, ale po prostu czuł, że spotkanie z nim dzisiejszego wieczoru, było im pisane. Westchnąłby, ale powstrzymał się w porę. Morita za to mówił dalej. - Sądzę, powinniśmy od razu zająć się tą sprawą. Im szybciej przejdziemy do rzeczy, tym lepiej.
- Racja, też tak uważam – zgodził się z nim pan. Aki zastanawiał się, o jakiej sprawie mówią. Niby pamiętał ich rozmowę odbytą na przyjęciu, a kiedy dowiedział się, że udadzą się tutaj, zastanawiał się nad tym jeszcze trochę, lecz nie do końca wszystko rozumiał. Mimo tego nie był tak ślepy, żeby nie zorientować się w oczywistych faktach. Pan był szefem jakiejś grupy, ewentualnie kimś wysoko postawionym, a w głowie świtało Akiemu, że raczej nie zajmuje się niczym, czym Aki wolałby, by się zajmował. Zgadywał, że prawo często nie było po jego stronie. Był bogaty i wpływowy. No i miał kłopoty. Morita także je miał, dlatego chcieli zawrzeć rozejm. Prawdopodobnie wcześniej byli rywalami. Tyle w temacie. Gdzieś wokół krążyły też jakieś gangi, mafie i inne nie za ciekawie brzmiące rzeczy, ale na razie nie wiedział za wiele na ich temat, a nie chciał wyprzedzać faktów, ani snuć własnych teorii. Wolał się w to nie mieszać. Miał dosyć własnych problemów, a te wszystkie rzeczy brzmiały niebezpiecznie i niepokojąco.
- Proszę za mną – odezwał się kulturalnie Morita, ale nie zdążył zrobić dwóch kroków, nim zatrzymał się i znów spojrzał na pana. Potem przeniósł wzrok na Akiego i chłopak już wyraźnie czuł, że to nie wróżyło niczego dobrego. - Tak sobie myślę, że może dobrze byłoby, żeby nic nas nie rozpraszało podczas negocjacji. – Zrobił krótką przerwę i z powrotem popatrzył na pana. - Proponuję, żeby zostawił pan na razie swojego niewolnika. Mógłby dołączyć do moich. – Znów krótka przerwa. - Pilnuje ich jeden z moich zaufanych ludzi, więc zapewniam, że byłby pod doskonałą opieką. My w tym czasie w spokoju przedyskutowalibyśmy sytuację.
Aki dostrzegł, jak ochroniarz pana skrzywił się na słowo „niewolnik”. Szybko na jego twarz powróciła poważna i groźna mina, ale chłopakowi udało się zanotować tamten moment. Był ciekawy, co sobie pomyślał. Lecz kiedy dotarło do niego, co właśnie zaproponował panu Morita, początkowo osłupiał, a potem przeraził się momentalnie. Jego obawy się potwierdziły, a sytuacja wyglądała gorzej, niż mógłby się spodziewać. Nie chciał się zbliżać do Takumiego, a już na pewno nie wtedy, gdy pana nie było obok! Miał wrażenie, że jeśli pan się zgodzi, stanie się coś strasznego. Nie wiedział co, ale właśnie tak o tym myślał: „coś strasznego”. Takumi był zdolny do wszystkiego, nieobliczalny i Aki sądził, że zwłaszcza teraz nie przepuściłby okazji, żeby wpakować go w kłopoty. Nie ważne jak. Ktoś taki jak on na pewno już znał sposób.
Odważył się spojrzeć na pana błagalnym wzrokiem, ale ten nawet na niego nie popatrzył.
- Zgoda – odparł pan i dopiero wtedy obdarzył spojrzeniem swojego niewolnika. Morita wydał polecenie jednemu ze swoich ochroniarzy. Aki już wtedy stracił nadzieję i czekał tylko, aż wyrok się dopełni. - Idź z nim i zachowuj się jak należy. Nie przynieś mi wstydu – nakazał pan, nim odszedł z Moritą w głąb korytarza, by zająć się swoimi interesami.
Cóż Aki miał zrobić? Nie mając wyjścia, poczłapał za obcym mężczyzną, starając się uspokoić. Bał się, ale przecież nie mógł tak po prostu pokazać tego Takumiemu. Nawet jeśli nie miał żadnej pewności, wiedział, że zaraz miał stanąć z nim twarzą w twarz. Wiedział też, że nic nie przyjdzie mu z tego, że będzie się trząsł jak osika. Musiał jakoś stawić mu czoła. Tylko nie był pewny jak to „jakoś” miałoby wyglądać. Wydawało mu się, że to co w przeszłości zrobił mu Takumi, mógł już zostawić za sobą. Już nawet o tym nie myślał. Na przyjęciu także miał wrażenie, że wcale nie bał się go aż tak bardzo. Teraz jednak serce łomotało mu ze strachu i wiedział, że się mylił. Oj, tak bardzo się mylił!
Kiedy jednak mężczyzna otworzył drzwi, kazał mu wejść do środka i czekać spokojnie, Aki z ulgą przyznał, że udało mu się zapanować nad nerwami. Lęk wciąż w nim tkwił, nawet nie oszukiwał się, że potrafiłby się go pozbyć, ale teraz to on panował nad nim, nie odwrotnie. I nawet kiedy dostrzegł Takumiego siedzące na łóżku, i nawet kiedy uśmiechnął się do niego w ten sam paskudny sposób jak wcześniej, kiedy spotykał go u Akumy, Aki nie spanikował. Wziął głęboki oddech i pod czujnym wzrokiem mężczyzny, który faktycznie został w pokoju i go pilnował, usiadł na drugim końcu łóżka Takumiego, gdy ten mu to zaproponował.
- Hahaha! - zaśmiał się tamten i odłożył duży, gruby zeszyt wraz z ołówkiem na szafkę przy łóżku. - Aki, Aki, Aki… Znowu się spotykamy! I to jak szybko! - zaśmiał się jeszcze, po czym mówił już nieco spokojniej. - Prawie tak jak dawniej, prawda?
Chłopak nie zrozumiał i spojrzał na niego pytająco. „Spokojnie” powtarzał sobie. „Spokojnie, nic się nie dzieje. Wszystko w porządku. Nic ci nie zrobi...”.
- No, jest tak jak dawniej. Nie widzisz tego? Ja i ty, dwaj żałośni niewolnicy, jak zawsze zamknięci, obserwowani i bez grama prywatności.
- Nigdy nie mieszkaliśmy w jednym pokoju – wypalił Aki bez zastanowienia, nim zdążył ugryźć się w język, nie do końca rozumiejąc, co tamten miał na myśli.
- Nieważne. Nawet jeśli, to i tak spędziliśmy razem sporo czasu. Chyba nie zaprzeczysz? - zachichotał, a Aki teraz już rozumiejąc doskonale, stwierdził, że najlepiej zrobi, jeśli na razie zamilknie. Właściwie, nie miał niczego do powiedzenia w tej sprawie.
- Znacie się? - zapytał chłopak siedzący na łóżku pod ścianą. Aki zerknął na niego przez ramię. Zauważył go już gdy wchodził, ale w ogóle nie był nim zainteresowany. Myślał jedynie o Takumim.
- Tak, znamy się i to bardzo dobrze. Można powiedzieć, że nawet za dobrze – odpowiedział Takumi. - Subaru, poznaj Akiego. Aki, to jest Subaru – przedstawił ich sobie.
Aki nie uznał za konieczne, by witać się z tamtym w jakikolwiek sposób. Chłopak o imieniu Subaru, również. Popatrzył na niego przez chwilę, po czym wrócił do czytania książki.
Aki rozejrzał się po pokoju. Nie był duży, ale też nie nazwałby go ciasnym. Bez problemu mieściły się w nim trzy łóżka, z których jedno, na przeciwko niego, było puste. Oprócz łóżek z których przy każdym stała szafka nocna z lampką, nie było tam zbyt wiele mebli. Spora szafa koło drzwi, półka, na której stały książki i kartonowe pudełka, jedno krzesło, gdzieś pomiędzy łóżkami i nieduże biurko w rogu pokoju – to wszystko co Aki dojrzał. Mimo tego, musiał przyznać, że pokój wyglądał ładnie i schludnie, i na pewno nie mógł powiedzieć, że Morita nie dbał o swoich niewolników.
- Pewnie trochę to potrwa… - zaczął Takumi i Aki przypomniał sobie, że przecież tamten w dalszym ciągu siedział koło niego. Zdziwił się, że potrafił się tak zamyślić, gdy Takumi był obok, ale z jakiegoś powodu czuł się o wiele spokojniejszy, niż gdy wchodził do środka. Może obecność pilnującego ich mężczyzny, tak na niego działała? W każdym razie, jego obawy gdzieś zniknęły, choć patrząc na Takumiego, ani trochę mu nie ufał. - Twój pan mówił ci coś o tym spotkaniu?
Aki pokręcił przecząco głową, po czym odparł – Nie i nie obchodzi mnie to.
- A powinno – uznał Takumi. Nie miał już na twarzy swojego uśmieszku, co wcale nie sprawiło, że Aki poczuł do niego choć cień sympatii.
- Interesy to nic ciekawego, zwłaszcza kiedy nie masz na nie wpływu – odezwał się Subaru niespodziewanie i obaj niewolnicy znów spojrzeli na niego. Ten czytał dalej, ale wyglądało na to, że miał podzielną uwagę.
Takumi nie ciągnął dalej tego tematu, zmieniając go, zapewne w jego mniemaniu, na ciekawszy.
- Chyba dobrze trafiłeś, co Aki? - mówił teraz. - Miałeś szczęście. Twój pan wygląda nieźle, chociaż zawsze myślałem, że trafisz do jakiego starego, grubego zboka. Z twoją buźką nadawałbyś się dla takich jak ulał. Nie zrozum mnie źle, to raczej komplement. Po prostu zazwyczaj tacy faceci lubią chłopców ze słodkimi twarzyczkami jak twoja – wyjaśnił. - Ale tu taka niespodzianka! Nigdy bym nie pomyślał. Powiedz, jak ci jest u niego? - uśmieszek powrócił, a teraz dodatkowo wpatrywał się w chłopaka, jakby chciał go przejrzeć na wylot.
- Bardzo dobrze – odparł Aki prędko.
- Tak dobrze jak u Akumy? - Takumi zapytał znowu, ale tym razem Aki uznał to za naprawdę wredne.
- Nawet lepiej – odciął się, bo nie potrafił się powstrzymać. - A jak tam u ciebie?
Ku zdziwieniu chłopaka, Takumi nie odpowiedział nic, za to trochę spochmurniał. Aki czekał cierpliwie aż się odezwie, bo i wcale nie śpieszyło mu się do ponownego rozpoczęcia rozmowy. Ciszę przerwał jednak Subaru.
- Ahaa… Czyli obaj byliście u Akumy?
Aki ze zdziwieniem zauważył, że Takumi był widocznie zadowolony z tego, że dzięki Subaru wybrnął z sytuacji. Znów stał się tym samym Takumim, jakiego znał od dawna i na to pytanie odpowiedział już bez żadnych oporów.
- Tak, Subaru. Właśnie tak – mówił, gdy jego pewność siebie wróciła. - I świetnie się razem bawiliśmy, prawda Aki?




Dwie, może dwie i pół godziny zajęło mężczyznom omawianie sytuacji w jakiej się znajdują i zawieranie tymczasowej współpracy. Morita przystał na większość warunków, jakie postawił mu John, jedynie kilka z nich odrzucił. Po długiej dyskusji doszli do kompromisu, jednak i tak John był zadowolony z obrotu sprawy. Morita nie był głupi – nie zgadzałby się tak łatwo, gdyby zaproponowano mu coś rażąco niekorzystnego, ale John podszedł do tego rozsądnie i udało mu się uzyskać maksymalne korzyści. Dawały one solidne podstawy do porozumienia. Poszło o niebo lepiej niż się spodziewał i ostatecznie zawarł rozejm z Moritą. Co prawa wciąż pozostawało parę kwestii do przedyskutowania w przyszłości, bo nie wszystko dało się ustalić w jeden wieczór. Było też wiele rzeczy niemożliwych do przewidzenia, które dopiero miały wyjść w miarę rozwoju zdarzeń, w ciągu najbliższych tygodni. Ale wstępnie udało im się ustalić to, co było najważniejsze i opracowali wyjściowy plan działania.
Gdy było już po wszystkim, Morita zaprosił Johna do salonu. Kazał komuś przyprowadzić niewolników i oznajmił, że pora się nieco odprężyć.
John zastanawiał się, co Morita przez to rozumiał i czy w tym co mówił nie było żadnego ukrytego znaczenia. Jakiś czas później, gdy siedzieli w salonie i popijali whisky, którą, jak się okazało, obaj lubili, uznał, że mężczyzna, na szczęście, nie miał na myśli niczego, o co John go podejrzewał.
Salon był przestronny i gustownie urządzony. Dominował styl klasyczny, a John musiał przyznać, że podobało mu się tutaj. Siedział w fotelu naprzeciwko Mority. Nieopodal nich znajdował się kominek, ale z racji tego, że wciąż trwało lato, a na zewnątrz było co najmniej ciepło, nie palił się w nim ogień.
Jeden z niewolników pana domu – ciemnowłosy, dobrze zbudowany chłopak z masą kolczyków w uszach - przez cały czas obsługiwał ich, nalewając im trunku, kiedy ich szklaneczki się opróżniały. Drugi natomiast, bo okazało się, że Morita faktycznie miał jeszcze jednego, siedział na podłokietniku fotela swojego pana, który wolną ręką, od czasu do czasu, głaskał jego udo. Niewolnik Johna stał przy nim, bo jak na razie John, zajęty rozmową, nawet nie myślał o nim. Lecz zmieniało się to z każdą chwilą i z każdym kolejnym łykiem whisky.
- Zamierza pan iść na następną licytację? - zapytał Morita. Wtedy już zaciągnął niewolnika na swoje kolana. John przypomniał sobie, że widział chłopaka na przyjęciu.
- Nie zastanawiałem się nad tym, muszę to przemyśleć – odparł wymijająco. Spojrzał ukradkiem na swojego niewolnika, siedzącego obok, na podłodze. Chłopak zachowywał się bez zarzutów, tak jak zwykle. - A kiedy ma się odbyć?
- W przyszłym miesiącu. Jeszcze nie ma konkretnej daty. Jak zawsze, dowiemy się dopiero, kiedy otrzymamy zaproszenia – oznajmił, po czym wypił solidny łyk alkoholu, tym samym opróżniając szklankę do dna. Usługujący im niewolnik niezwłocznie ją uzupełnił. - A zamierza pan w najbliższym czasie sprawić sobie kolejnego niewolnika?
- Może – znów się wykręcał. - Przez ostatnie wydarzenia nie miałem czasu na myślenie o tym – przyznał i było to po części zgodne z prawdą. W końcu wiele się działo.
John popatrzył na swojego wspólnika. Jego uwagę zwrócił pożądliwy wzrok, jakim tamten obdarzał siedzącego mu na kolanach niewolnika. Domyślał się, na co tamten miał ochotę, zastanawiał się jedynie, czy w jego towarzystwie posunąłby się do czegoś takiego. Czy może zaproponowałby mu jakąś „zabawę”, jedną z tych, jakie lubili właściciele swoich pupilków z przyjęcia? Czy jednak nie przepadał za takimi rzeczami? Może wcale nie preferował tego typu gier? Istniało wiele opcji, a John znów pomyślał, czy po którymś drinku z kolei nie zgodziłby się wziąć udziału w jednej z nich.
Niewolnik Mority uzupełnił tym razem szklankę Johna. Wyglądał spokojnie, podejrzanie spokojnie. Mężczyzna spojrzał to na niego, to na whisky, ale uznał, że nie ma się czego obawiać. Zresztą, to i tak nie miałoby sensu. - Panie Morita, a czy uważa pan, że warto? Opłaca się?
- Widzi pan – zaczął i uśmiechnął się szeroko. - Dwóch niewolników, to dwa razy więcej przyjemności.
Zaśmiał się i John roześmiał się razem z nim. Z jakiegoś powodu jego również to stwierdzenie rozbawiło.
Nie minęło wiele czasu, kiedy mężczyźni przedyskutowali także nurtujące Johna kwestie. Uznał wtedy, że Morita to naprawdę ciekawy człowiek, mający bardzo interesujące spojrzenie na wiele rzeczy. Gdzieś w środku John poczuł nawet, że polubił tego drania.


Wyszedł, gdy stwierdził, że zaczyna być zbyt pijany. W końcu, nawet w takich okolicznościach, a może i zwłaszcza w takich, nie mógł ufać Moricie. To byłoby z jego strony zbyt nierozsądne i niebezpieczne. Nawet jeśli tymczasowo zawiesili broń, nie mógł być pewny, że tamten czegoś nie kombinował. Już podczas negocjacji zdążył się przekonać, że to inteligentny i sprytny facet. Istniała możliwość, że planował coś za jego plecami i John jak najbardziej brał to pod uwagę. Musiał być przygotowany na każdy jego ruch, choć wiedział, że w w sytuacji w jakiej obaj się znajdowali, było to niezwykle trudne. Z niepokojem musiał przyznać, że jak na razie nie miał żadnego wyjścia awaryjnego, ale postanowił sobie, jak najszybciej się o takie postarać.
„Może zapytam o nie Andavela?” zaśmiał się w duchu kpiąco.
Mimo pewnych obaw, widząc Moritę wyglądającego na znacznie bardziej wstawionego niż on sam, wątpił, by w tamtej chwili cokolwiek miało się wydarzyć. Lecz nawet jeśli było to prawdą, nie miał ochoty zabawiać u niego ani chwili dłużej.
Siedząc już w samochodzie, odsunął nieco szybę, by chłodne, nocne powietrze owiało mu twarz. Nie zwracał uwagi na swojego niewolnika siedzącego obok, na wyciągnięcie ręki. Zamiast tego próbował odgadnąć co sprawiło, że jego dobry nastrój gdzieś się ulotnił. Był zadowolony po tym, jak wraz z Moritą doszli do porozumienia i wtedy, gdy prawie swobodnie rozmawiali w salonie, popijając whisky. Co się więc stało? Dlaczego teraz czuł się tak paskudnie?
Miał wrażenie, że zaczyna być coraz bardziej wściekły. Przez to także coraz bardziej szumiało mu w głowie. Gdy zdał sobie z tego sprawę, szybko zasunął szybę. Nie wiedział, że podczas swoich rozmyślań przebyli znaczną część drogi i już zbliżali się do jego rezydencji.
Spojrzał na niewolnika, wcześniej przez chwilę zastanawiając się, czy on aby na pewno wciąż tam był, bo zrobiło się strasznie cicho. Chłopak jednak siedział spokojnie, z głową zwróconą w kierunku szyby po jego lewej stronie. Wpatrywał się w skupieniu, w widok za nią. Po chwili Johna zaczęło to drażnić, chociaż nie wiedział dlaczego. W końcu to nie był dobry powód do zdenerwowania.
John przysunął się bliżej. Chłopak zauważył to w ostatniej chwili, odwrócił się i popatrzył na niego z niepokojem. Widział niepewność w jego oczach.
Mężczyzna brutalnie przyciągnął go do siebie. Pocałował. Czy John miał na to ochotę? Niekoniecznie.
Jego niewolnik nawet nie pisnął.
Chwilę później wjeżdżali już na teren posiadłości.




Najbardziej bolał go lewy bark. Ból promieniował także na plecy, zwłaszcza pod łopatkę. A może plecy bolały go całe, bez wyjątku? To także było możliwe, choć nie był co do tego przekonany.
„Nie rozumiem. Nic nie rozumiem…” myślał. „Co się właściwie stało? Co takiego zrobiłem?”.
Siedział na podłodze z podkulonymi nogami. Opierał się o łóżko, ale nie chciał usiąść na nim. Tak było lepiej, wygodniej, przynajmniej w tamtej chwili tak sądził.
Próbował zebrać myśli i poukładać sobie wszystko, co wydarzyło się od wczorajszego wieczoru. Wizyta u Mority, spotkanie z Takumim, pan i Morita piją… Wciąż nie potrafił odgadnąć, czym tak zdenerwował pana. Wiedział, że musiał zrobić coś nie tak. Nie wiedział jednak co, nawet jeśli zastanawiał się nad tym przez pół nocy. Z trudem zasnął.
Czuł się źle. Nie, nie chodziło już nawet o obolałe plecy. Jego ciało potrafiło znieść o wiele więcej, o czym najlepiej przekonał się u Akumy. Ciążyło mu coś innego i to znajdowało się o wiele głębiej. Miał wrażenie, jakby jakiś kamień zawisł na jego duszy, ściskał ją i ugniatał, i nie pozwalał, by odetchnął spokojnie. Nie potrafił przestać myśleć. Był przekonany, że czymś zawinił, że to wszystko przez niego. W końcu pan nie zachowywałby się tak, gdyby nie dał mu ku temu powodów.
„Tylko co zrobiłem? Co takiego zrobiłem? No co, Aki? CO?”
Poczochrał sobie włosy czując ogromną bezsilność. Przez moment prawie się rozpłakał, ale powstrzymał się w porę uznając to za głupie. Płacz w niczym by mu nie pomógł.
Przetarł ręką suche oczy.
„Pomyśl jeszcze raz, coś musiało się stać. Na pewno...” wciąż nie dawał za wygraną.
Wyciągnął nogi przed siebie, prostując je, co sprawiło, że ból znów dał o sobie znać. Zignorował to. Patrzył na ścianę wzrokiem obłąkanego. Myślami był już gdzies indziej, cofając się do wczorajszej nocy, do momentu, w którym zorientował się, że coś było nie w porządku...


Gdy wracali do posiadłości, pan wydawał się trochę nieswój. Cały czas był zamyślony, patrzył przez szybę z nieodgadnionym wyrazem twarzy, jego wzrok był jakby zimny, beznamiętny i według Akiego, naprawdę nieprzyjemny... Chłopak podświadomie czuł, że coś było nie tak, że pan zazwyczaj zachowywał się inaczej, a teraz coś się zmieniło. Chociaż czy na pewno miał prawo tak sądzić? W końcu nie spędzał z panem aż tak wiele czasu. Nie znał go dobrze.
Aki nie wiedząc co o tym myśleć, doszedł do wniosku, że to pewnie przez alkohol. W końcu zmieniał on ludzi nie do poznania. Aki wiedział o tym doskonale. Może tak właśnie działał na pana? W końcu u Mority wypili sporo, a chłopak jeszcze nigdy nie widział go pijanego. Aki pamiętał, że pan na przyjęciu pił raczej niewiele. Próbował przypomnieć sobie, czy jeszcze kiedykolwiek pan wypił przy nim więcej, ale nic takiego nie przychodziło mu do głowy.
Mając złe przeczucia, stwierdził, że najlepiej będzie, jeśli po prostu postara się robić wszystko, by nie zdenerwować pana i prowokować go w żaden sposób. Siedział cicho i spokojnie, patrzył w szybę. Miał nadzieję, że to wystarczy i wkrótce bez problemów dotrą do rezydencji.
Przestraszył się trochę, gdy pan nagle przysunął się i objął go, przyciągając do siebie i trochę za mocno ściskając jego ramiona. Aki miał wrażenie, że pan już w tamtym momencie złościł się, choć nie wiedział dlaczego. I to go najbardziej martwiło. Pan pocałował go, ale ten pocałunek był inny niż wszystkie inne do tej pory. Był znacznie bardziej zaborczy i agresywny. Aki czuł też nieprzyjemny smak alkoholu w swoich ustach. Ale nic nie mógł na to poradzić. Pan mógł robić to, na co miał ochotę. Aki nigdy by nie zaprotestował. A w tamtym momencie bał się tego szczególnie. Tym razem już nie myślał o kuszeniu pana. Wprost przeciwnie. Miał nadzieję, że znów zakończy się tylko na pocałunku i pan nie będzie chciał więcej.
I skończyło się, bo w porę dojechali na miejsce. Aki odetchnął, gdy pan go puścił.
- No proszę, już jesteśmy w domu – stwierdził pan, otwierając drzwi auta nim szofer zdążył to zrobić. - Szybko zleciało.
Pan stał przez chwilę przed samochodem. Patrzył na rezydencję milcząc. Aki zastanawiał się, o czym pan mógł w tamtej chwili myśleć. Trochę ulżyło mu jednak, bo wyglądało na to, że pan powoli wracał do siebie. Przynajmniej Aki miał taką nadzieję.
- Długo jeszcze będziesz tam siedzieć? Wyłaź. - Chłopak usłyszał to polecenie i pośpiesznie wysiadł z samochodu. Na bezchmurnym niebie zobaczył gwiazdy. Ale to go nie uspokoiło.
Aki mylił się. Pan wcale nie przestał zachowywać się dziwnie, jak to określał w myślach.
Jego głos brzmiał nieprzyjemnie jak nigdy.


Znaleźli się w gabinecie. Pan kazał mu usiąść na sofie, co Aki zrobił, starając się przy tym nie myśleć o nieprzyjemnych rzeczach, jakie napływały mu do głowy. Wbił wzrok w podłogę, nie chcąc kusić losu. Żałował, że pan nie zdecydował się już położyć.
Nie widział co pan robił, ale słyszał, że chodził po gabinecie. Mimo wcześniejszego postanowienia zdecydował się trochę popatrzeć, bo czuł się jeszcze bardziej niepewnie nie wiedząc, co działo się wokół. Ostrożnie uniósł wzrok, ale tylko na tyle, na ile było to konieczne. Zobaczył pana idącego w stronę fotela z butelką w jednej ręce, a szklanką w drugiej. Po kolorze domyślał się, że butelka zawierała alkohol. Z tego, co zdążył dowiedzieć się już o panu, zgadywał, że najpewniej było to whisky. Słyszał już kilka razy, jak pan mówił, że uwielbia ten trunek.
Pan rozsiadł się w fotelu i bez pośpiechu napełnił szklankę alkoholem do połowy. Butelkę postawił na podłodze, w zasięgu swojej ręki. Potem zaczął pić, początkowo rozglądając się po gabinecie, jak gdyby poszukując czegoś wzrokiem. Następnie wpatrywał się w jakiś nieokreślony punkt przez dłuższą chwilę. Później, gdy wypił zawartość szklanki, napełnił ją sobie ponownie, ale nie zaczął pić od razu. Oparł rękę na podłokietniku, trzymając w niej szklankę.
Tym razem skupił wzrok na Akim. Chłopak od razu spojrzał w dół, unikając go i bojąc się, że rozgniewa pana, jeśli tego nie zrobi. Miał wrażenie, że teraz cokolwiek, nawet najbłahszy powód, mógł wyprowadzić go z równowagi.
- Patrz na mnie – odezwał się pan. Jego surowy głos sprawił, że Aki mimowolnie zadrżał. - Patrz przez cały czas. Słyszysz co do ciebie mówię?
- Tak panie – powiedział cicho, powoli i z obawą wykonując polecenie. Przez moment przeszło mu przez myśl, że kiedy tylko spojrzy na pana, stanie się coś złego. Ale nic takiego nie miało miejsca. Świat się nie zawalił.
Pan pił dalej, bez pośpiechu, wyglądając przy tym na zamyślonego. Czasem wpatrywał się w Akiego bez słowa. Wtedy chłopak starał się nawet nie oddychać zbyt głośno. Bał się tego, co mogło chodzić panu po głowie. Był jednak pewny, że wolał tego nie wiedzieć, na wszelki wypadek, ani nie przekonać się o tym na własnej skórze. Od czasu do czasu pan zadawał mu jakieś pytania, na które chłopak powściągliwie odpowiadał. Dotyczyły ich wizyty w domu Mority, ale nie wydawały się zbyt ważne. Aki nie wyczuwał w nich także drugiego dna. Pan pytał, jak podobał mu się dom tamtego, czy zwrócił uwagę na obrazy, rzeźby, meble… W pewnym momencie zaczął nawet opowiadać o tym, jak zdobył jeden z obrazów wiszący w gabinecie, w którym teraz się znajdowali. Aki słuchał, czekając aż pan skończy i niemal modlił się, by jak najszybciej poszedł spać. Obawiał się, że jeśli tak dalej pójdzie i pan upije się jeszcze bardziej, będzie to miało bardzo niemiłe konsekwencje, które najdotkliwiej odczuje on sam.
- Co robiłeś, kiedy zostawiłem cię z jego niewolnikami? - zapytał pan w pewnym momencie. Tym razem Aki zdał sobie sprawę z tego, że to pytanie miało zupełnie inny charakter niż poprzednie i że powinien uważać.
- Byłem w ich pokoju. Ktoś cały czas nas pilnował – odparł. Wydawało mu się, że zabrzmiało to całkiem dobrze.
- To wiem. Zapytałem cię, co tam robiłeś? - To zbiło Akiego z tropu. Nie wiedział, co powinien odpowiedzieć tym razem. W dodatku pan teraz nie spuszczał go z oczu. Obserwował każdy jego ruch. Wpatrywał się w niego intensywnie, a chłopak miał wrażenie, że jego wzrok, choć już lekko przyćmiony przez alkohol, wydawał się przeszywać go na wskroś.
Postanowił powiedzieć prawdę. Nie widział innej opcji.
Wziął nieco głębszy wdech, by się trochę uspokoić i by głos mu nie zadrżał. Denerwował się.
- Siedziałem na łóżku Takumiego, ale z dala od niego, panie - „O nie, to nie zabrzmiało dobrze” martwił się. „Nie, to zabrzmiało okropnie! Aki, ty idioto! Skup się!”. - Bo on mnie zaprosił… to znaczy… ten ochroniarz cały czas na nas patrzył, pilnował. Nic się nie stało, zupełnie nic – Aki zaczynał się plątać, więc postanowił przejść dalej. - Trochę rozmawiałem z Takumim i z drugim niewolnikiem, który tam był. Miał na imię Subaru. I… i to wszystko. Tylko rozmawialiśmy. Czekałem aż skończysz panie i mnie wezwiesz…
Nie wiedział już co mówić dalej, czuł za to, że z każdym kolejnym słowem coraz bardziej się pogrążał. Zakończył więc na tym.
Pan przez dłuższą chwilę nie odezwał się. Patrzył na Akiego, pijąc swoją whisky. Chłopak czuł jak w środku aż trzęsie się ze strachu, ale starał się nad sobą panować. „Pewnie myśli nad tym, co teraz ze mną zrobić. Ukaże mnie. Zabije!” po głowie chodziły mu straszne rzeczy. „Po co o tym mówiłeś? Jesteś głupi, to cierp! Ty kretynie! Mogłeś jakoś to pominąć. Jesteś skończonym idiotą Aki! Masz za swoje, zaraz zobaczysz! Zdechniesz na własne życzenie!” wyrzucał sobie.
- O czym rozmawialiście? - Aki zdziwił się, że pan zadał to pytanie stosunkowo spokojnie, ale zaraz przyszło mu do głowy, że to cisza przed burzą.
- O przeszłości, panie – odparł chłopak zrezygnowany. Czuł, że cokolwiek by teraz nie powiedział, było już za późno. - Bo… bo my kiedyś mieliśmy tego samego pana. Rozmawialiśmy o tym, jak to wtedy było, panie.
- No tak - pan napił się po raz kolejny. Założył nogę na nogę, ale zaraz ściągnął ją, widocznie uznając to za niezbyt wygodną pozycję. - Mówiłeś coś o tym, że się znacie. Pamiętam. - Opróżnił szklankę z ostatnim łykiem. Aki patrzył, jak pan znowu nalał sobie alkoholu i odstawił butelkę na podłogę, koło fotela. - I jak wtedy było?
- Wtedy, panie? - Chłopak nie zrozumiał, co pan miał na myśli. Poczuł jak zaschło mu w gardle i z trudem przełknął ślinę.
- Jak było wtedy, kiedy mieliście tego samego pana? - zapytał znowu.
„O nie, o nie, o nie...” panikował w myślach, co sprawiało, że jeszcze trudniej było mu znaleźć odpowiednie słowa. Czas mijał, a on miał pustkę w głowie. Każda odpowiedź, jaką sobie wymyślił, wydawała się gorsza od drugiej. „Powiem, że było źle, to uzna, że jestem niewdzięczny. Powiem, że było dobrze – stwierdzi, że teraz, u niego mi się nie podoba i też będzie wściekły. Co mam robić?”.
- Było… - zaczął, ale pan przerwał mu zniecierpliwiony.
- No jak było? Gadaj wreszcie! - zawołał.
Ale Aki choć chciał wybrnąć z tego w jakikolwiek sposób, miał wrażenie, że wszystko miesza mu się w głowie. Nie potrafił nic wymyślić. Próbował, ale nie mógł.
- No mów!
Łzy popłynęły mu po twarzy. Były to łzy bezradności.
- Było strasznie, panie – wydusił w końcu.
Pan znowu zamilkł i patrzył się na niego poważnie. Opróżnił kolejną szklankę.
Aki w tym czasie przetarł twarz rękawem, ścierając łzy. Nowe już się nie pojawiały, zdołał nad nimi zapanować. Nie miał pojęcia, co jego pan miał teraz zamiar zrobić. Serce waliło mu w piersiach, bał się potwornie.
Czekał.
- Ten Takumi… - zaczął pan, a Aki spojrzał na niego, zdezorientowany zmianą tematu. – Podoba ci się?
- Nie, panie – tym razem odpowiedź przyszła mu łatwo. Takumi wzbudzał w nim wyłącznie obrzydzenie i nigdy coś takiego nawet nie przeszło mu przez myśl.
- Na pewno? Ciągle na niego patrzyłeś. Widziałem, jak bez przerwy na niego zerkałeś – pan odstawił szklankę na podłogę, koło butelki.
- Panie, mówię prawdę – powiedział z przekonaniem. Miał wrażenie, że w tym momencie jego życie wisiało na włosku.
Pan machnął ręką. Chłopak nie wiedział jak zinterpretować ten gest, dopóki jego właściciel się nie odezwał.
- Zresztą, nieważne. Podejdź tu – rozkazał.
Aki wstał. Z każdym krokiem, z którym zbliżał się do pana, miał wrażenie, że jego serce przyspiesza coraz bardziej i oddycha mu się z coraz większym trudem. Jego stopy stały się nagle takie ciężkie, jak gdyby ważyły tonę. Był przerażony.
Stanął przed panem, nie wiedząc gdzie podziać wzrok.
Pan niespodziewanie także wstał, po czym zachwiał się lekko. Szybko odzyskał równowagę i okrążył chłopaka. Stanął za nim. Aki odwrócił się w jego stronę.
Widział, że pan był wściekły. Miał to wymalowane na twarzy. Patrzył na niego z nienawiścią w oczach.
- Uważasz mnie za głupca? – wysyczał, przez zaciśnięte zęby.
- Nie, panie. Oczywiście, że n- – nie zdążył dokończyć. Pan zamachnął się, po czym z całej siły uderzył chłopaka w twarz.
Aki stracił równowagę. Nie dotarło do niego jeszcze co się stało, kiedy przewrócił się. Upadł niefortunnie, na fotel, na jego podłokietnik, który okazał się twardszy, niż na to wyglądało. Dopiero wtedy chłopak poczuł ból. Z grymasem na twarzy i cichym jęknięciem osunął się na podłogę.
Podniósł się zaraz, choć sprawiło mu to wiele trudu.
Pan patrzył na niego z obrzydzeniem. Wciąż był wściekły, ale nie uderzył go już więcej.
Akiemu po raz kolejny łzy stanęły w oczach. Później tłumaczył sobie, że to tylko z powodu bólu.


Gdy Aki wyszedł z łazienki, pan leżał już w łóżku. Tym razem to on pierwszy poszedł się umyć, choć Aki wątpił, by ostatecznie to zrobił. Jego właściciel był wyraźnie pijany, a chłopak nie słyszał nawet, by napuszczał wody do wanny, czy korzystał z prysznica. Widać, nie czuł się na siłach.
Kiedy jednak Aki nieśmiało podszedł do łóżka, okazało się, że pan jeszcze nie spał. Lampka stojąca na szafce nocnej wciąż się paliła.
- Śpisz na podłodze – powiedział pan cicho.
Aki rozejrzał się po sypialni, nie wiedząc, gdzie się ulokować.
- Tam – pan wyciągnął rękę i wskazał miejsce przy końcu łóżka.
Chłopak podszedł „tam”.
- Tutaj, panie? - zapytał niepewnie.
- Tak. Śpisz tam – odezwał się pan po raz ostatni, po czym zgasił lampkę.
„Nie jest tak źle” myślał Aki, kładąc się na podłodze i zwijając się w kłębek. Tak naprawdę, nie musiał spać na gołych deskach, bo tam, gdzie pan kazał spędzić mu noc, znajdował się gruby dywan. „To lepsze niż nic”.
Chłopak nie narzekał ani trochę, choć odrobinę brakowało mu czegoś do nakrycia się. Na szczęście nie było zbyt zimno. Nawet ból, który teraz odczuwał silniej niż na początku, nie wydawał mu się aż taki zły. Nie wiedział, co teraz będzie, ani jak pan będzie go od tej pory traktował. Miał jednak wrażenie, że już otrzymał swoją karę i to dodawało mu nadziei.


Aki ocknął się z zamyślenia. Zdał sobie sprawę z tego, że wciąż patrzył w to samo miejsce na ścianie. Uśmiechnął się leciutko, choć nie czuł się szczęśliwy. Uśmiech miał jedynie nastawić go pozytywniej do nadchodzącego dnia i odrobinę rozwiać obawy. Trochę pomogło.
Wciąż nie wiedział, co się stało. „Zasłużyłem na karę” stwierdził. „Gadałem głupoty, więc powinienem się cieszyć, że pan tylko tak mnie ukarał” myślał. „Ale co się stało, że już od początku był taki zły? Już wtedy, w samochodzie. Tak, to zaczęło się, kiedy wyszliśmy od Mority”. Westchnął, odchylając głowę do tyłu. Spojrzał na sufit, zupełnie bez celu. Udało mu się znaleźć moment, w którym pan zaczął zachowywać się dziwnie, ale wciąż nie wiedział dlaczego. To nie dawało mu spokoju. „To przeze mnie? Ale przecież nie zrobiłem nic, co mogłoby...”. Popatrzył na okno. Słońce świeciło pięknie. Jak dobrze, że w posiadłości nie było ta gorąco, jak na dworze. „A może...” pomyślał nieśmiało. „Może to nie przeze mnie?”.
Drzwi otworzyły się nagle, wyrywając go z zamyślenia. Przewidywał ujrzeć w nich służącą, tak jak zazwyczaj, ale stanął w nich pan. Nie spodziewał się tego, myślał, że pana nie było w posiadłości, bo nie widział go, odkąd się obudził.
Aki zerwał się i wstał gwałtownie. Zacisnął mocno zęby, bo ból odezwał się w jego plecach z podwójną siłą.
- Dobrze, że już nie śpisz. Chodź – powiedział pan tylko i wyszedł z sypialni.
Aki uśmiechnął się. Pan wyglądał jak zwykle. Mówił jak zwykle. Nie patrzył na niego z nienawiścią, nie wydawał się nawet zły. Czyżby wszystko wróciło do normy?
Szybko ruszył za panem. Znosił doskwierający mu ból, zaciskając mocniej zęby. Powtarzał sobie, że to nic w porównaniu do tego, co przeszedł u Akumy i o dziwo, trochę mu to pomagało.
Dogonił pana i zeszli razem na dół, do salonu. Tam Aki zauważył obcego mężczyznę. Już zaczął się zastanawiać, kto to taki, ale pan szybko rozwiał jego wątpliwości.
- Krawiec zmierzy cię teraz. Nie stwarzaj problemów – pan mówił to spokojnie, Aki więc także uspokoił się. Nie wiedział po co krawiec miał go mierzyć. Czyżby pan chciał sprawić mu nowe ubrania? Ale po co? W końcu był tylko jego niewolnikiem.
Posłusznie robił to, co mężczyzna mu polecał. Poszło szybko. Pan w tym czasie siedział na kanapie i przyglądał się im. Trochę rozmawiał z mężczyzną, żartowali. Aki zauważył, że pan chyba dobrze zna tego człowieka i stwierdził, że pewnie nie pierwszy raz się widzą.
- A pan niczego nie potrzebuje? - zapytał krawiec, chowając miarę do swojej skórzanej torby.
- Nie, tym razem nie. Wystarczy to, o czym rozmawialiśmy wcześniej.
- No dobrze. A materiały? Mam pokazać próbki?
- Nie trzeba, jak zwykle zdam się na pana gust.
- Może chociaż kolory?
- Ufam, że pan zaskoczy mnie jak zawsze – stwierdził tylko.
Krawiec westchnął zrezygnowany.
- Wiele pan ode mnie wymaga – zaśmiał się.
- Aki – chłopak zakładał właśnie bluzę, którą wcześniej musiał ściągnąć. Odwrócił się natychmiast w stronę pana.
- Tak, panie? - zapytał zaskoczony. Nieczęsto zdarzało się, by pan zwracał się do niego po imieniu. Poczuł się przez to jakoś… dobrze. Jak zresztą zawsze, kiedy to się działo.
Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że nazwał pana „panem” przy obcym człowieku. To było nierozsądne, ale jego właściciel zdawał się tym zupełnie nie przejmować.
- Jakie kolory lubisz?
- Takie, jakie ty, panie – odparł, uważnie przyglądając się, czy jego właściciel na pewno nie ma mu za złe tego, że tak się do niego zwracał. Wyglądało na to, że wszystko było w porządku.
- Daj spokój. Powiedz jakie lubisz – krawiec przysłuchujący się ich rozmowie tylko uśmiechnął się lekko, spoglądając na chłopaka z rozbawieniem.
- Tak naprawdę… lubię wszystkie, panie.
- A konkretnie? Albo inaczej. Ubrania w jakich kolorach chciałbyś nosić?
- To może… w ciemnych – zdecydował, rzucając pierwszy lepszy pomysł. Tak naprawdę było mu wszystko jedno jakiego koloru ubrania nosił, dopóki podobałby się w nich panu.
- Ech, ciężko coś z tobą ustalić – westchnął pan.
- Przepraszam, panie – Aki zląkł się trochę, że posunął się za daleko. Szybko przekonał się jednak, że pan nie miał mu tego za złe.
Krawiec pozbierał jeszcze resztę swoich rzeczy i wyszedł, pożegnawszy się wcześniej ze swoim klientem.
Pan i Aki zostali sami w salonie. Chłopak wciąż stał tam, gdzie mężczyzna mierzył go od góry do dołu, jeszcze parę chwil temu. Spodziewał się, że pan zaraz przemówi i tak też się stało.
- Zdecydowałem, że potrzebne ci nowe ubrania – zaczął pan. - Te, które masz, nie leżą na tobie za dobrze, dlatego wezwałem krawca. Zmierzył cię i od tej pory nie powinno już być problemu. Musisz się jakoś prezentować, skoro masz nie przynosić mi wstydu.
- Dziękuję, panie – Aki ucieszył się trochę. To, że pan o niego dbał, sprawiało mu radość.
- A tak poza tym, nie jest ci gorąco w tej bluzie? - pan przyjrzał mu się podejrzliwie, jakby chciał sprawdzić, czy chłopak przypadkiem nie próbował ukryć prawdy.
- Nie, panie – zaprzeczył, kręcąc głową. - Nie jest.
- Wiem, o twoich bliznach, więc nie rozumiem, dlaczego wciąż je zakrywasz – mówił pan spokojnie. - Wyjaśnisz mi, dlaczego to robisz? Nie mam nic przeciwko temu, nie przeszkadza mi to jakoś specjalnie. Po prostu mnie to dziwi.
Chłopak spuścił głowę, tym razem nieświadomie.
- Ja, panie… nie lubię na nie patrzeć – powiedział nieśmiało, widocznie wstydząc się nawet o nich rozmawiać. - Ale zrobię, co tylko każesz – dodał natychmiast.
- Wszystko mi jedno. Jeśli chcesz, chowaj je. – W tym momencie pan uśmiechnął się nieznacznie. - Ale dzisiaj chcę, żebyś ściągnął bluzę i nie zakładał jej do końca dnia. Rozumiesz?
- Tak, panie. Jak sobie życzysz. – Ledwo zdążył wypowiedzieć te słowa, a odezwał się dobrze już znany mu dzwonek telefonu pana. Świetnie znał jej początek, zastanawiał się tylko, czy kiedyś będzie mu dane, wysłuchać tej melodii do końca.
Aki powoli, bez pośpiechu, zdejmował bluzę. Wolałby w niej pozostać, bo naprawdę nie lubił widoku blizn, jakie rozciągały się na jego przedramionach i to znacznie bardziej od tych, jakie posiadał w innych miejscach. Wyglądały okropnie. Szpeciły go. Aki brzydził się ich i żałował, że posiada coś tak paskudnego na swoim ciele. Ale nic nie mógł z nimi zrobić, dlatego zakrywanie ich było jedynym wyjściem. Nocą, kiedy kładł się do łóżka i nie mógł tego robić, starał się nie patrzeć na nie. Najczęściej chował ręce pod kołdrę lub pod poduszkę i w ten sposób próbował uporać się z problemem.
„Może one nie przeszkadzają panu tak bardzo?” Aki miał nadzieję, że tak właśnie było. Że pan nie brzydził się ich tak mocno, jak on sam.
Aki zerkał na pana, kiedy ten odebrał telefon. Przysłuchiwał się jego słowom, starając się coś z nich zrozumieć, ale średnio mu to wychodziło.




- Mam dobrą i złą wiadomość, John – mówił Hisato poważnie. Jego ton nie wskazywał jednak na to, że powinien się szczególnie obawiać. - Którą chcesz pierwszą?
- Mów po kolei – odrzekł tylko. Chciał jak najszybciej usłyszeć, co tamten miał mu do powiedzenia.
- Momo Kobayashi uciekła.
- Kto? - Nie przypominał sobie, by kiedykolwiek słyszał o kimś takim.
- Córka handlarza bronią, który nam podpadł.
- Ach, tak… - Teraz już pamiętał. - Trzeba ją w takim razie złapać. Tak w ogóle, jak to się stało, że uciekła? Domyślam się, że to nie był przypadek.
- Jeszcze nie wiem, ale dowiem się – zapewnił. - Poza tym, tak naprawdę nie sądzę, że powinniśmy jej szukać – Hisato mówiąc to, wydawał się być bardzo zadowolony, co nie tyle zdziwiło Johna, jak zaciekawiło.
- Co masz na myśli?
- Kobayashi zapłacił nam dziś rano.
John zamyślił się na moment. Coś było nie tak i szybko wpadł na pomysł, co mu się w tym wszystkim nie podobało.
- Zaraz, zaraz. Coś mi tutaj nie pasuje – mówił, czując, że przyjaciel zaraz wyjawi mu swoją tajemnicę. - Nie żądał wymiany? Nie chciał najpierw zobaczyć córki?
- Pewnie, że chciał – John niemal widział oczyma wyobraźni, jak Hisato uśmiechał się podstępnie. - Ale przekonałem go, by lepiej odpuścił sobie stawianie warunków i załatwił to po naszej myśli.
- Brawo – pochwalił go John. - Czasami aż trudno uwierzyć, jak bardzo przekonujący potrafisz być. Straszne.
- Zdaję sobie z tego sprawę.
- Ale dobrze. Mamy pieniądze i tak naprawdę dla nas sprawa jest już zakończona. Tylko co z dziewczyną? - pytał, sam zastanawiając się nad tym. - Przypuszczam, że ktoś musiał pomóc jej w ucieczce. Musimy dowiedzieć się kto to zrobił i w jakim celu. Poza tym, myślisz, że sama trafi do domu, czy może będziemy mieli na głowie zemstę jej tatuśka?
- Nie mam pojęcia co z nią będzie. Mam za to pewne podejrzenia co do tego, jak udało jej się wymknąć. Na razie pozwolisz, że zachowam to dla siebie. Muszę najpierw coś sprawdzić, a nie chcę wprowadzać zamieszania.
- Jak chcesz. Daję ci wolną rękę.
- Dzięki – John myślał, że Hisato pożegna się już i rozłączy, lecz ten niespodziewanie kontynuował. - John, jest coś jeszcze. Z tym, że ta wiadomość na pewno znacznie bardziej ci się nie spodoba...

-----------------------------------------------------------------------------
Wróciłam. Udało się.
Chciałabym bardzo podziękować Lexi D. i Niko, dzięki którym ponownie odzyskałam motywację do pisania. Dzięki wielkie! :)

Dziękuję także wszystkim komentującym oraz tym, którzy czekali na nawy rozdział, nawet po takim czasie :)

Ktoś może uznać, że rozdział ten nie do końca zgadza się z zapowiedzią, jaką zawarłam na końcu poprzedniego rozdziału. Bo nie zgadza się :) Prawda jest taka, że zmieniłam plan i postanowiłam pozamieniać trochę niektóre wydarzenia. Przez to szybciej dobrnę do tych najważniejszych i tak na przykład w 18 rozdziale będzie miało miejsce coś, co planowałam od dawna. 

Poza tym, jestem niemal pewna, że pełno w nim błędów. Sprawdzam go i sprawdzam, ale mam wrażenie, że chowają mi się one i nie mogę ich złapać. Za to czuję, że wciąż się tam czają.

Jeśli chodzi o rozdział 18 - nie będzie trzeba na niego czekać już tak długo. Nie wskażę konkretnej daty, ale zapewniam, że wstawię go szybciej niż ten. 

Jeśli ktoś miałby do mnie jakieś pytania, zachęcam do zaglądania na mojego aska: http://ask.fm/TenshiLULU :) Zawsze chętnie odpowiadam na każde (no, może prawie każde :P).

I to chyba tyle na dzisiaj:) Dajcie znać jak spodobał wam się rozdział :)

39 komentarzy:

  1. Zaglądanie tu codziennie się opłaciło ^^ W końcu roździał czekam na więcej :) Dużo weny :D Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio codziennie? :P Nie wierzę, że Ci się chciało :P W każdym razie, miło mi to czytać. Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Wow rozdział hurra. Yey John pokazał swoją inna stronę hehehhe. Mhhh ciekawe co hisatek mnial na myśli. Ehh kończyć w takim momencie
    Ciesze się ze wróciłas :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To był najlepszy moment, żeby zakończyć! :D
      Cieszę się, że czekałaś ^^

      Usuń
  3. Ha! Wiedziałam, że wrócisz ^^ Cały czas w to wierzyłam :33 Aktualnie nie śpię już od x godzin (w każdym razie, dużo), a przez to, że opiłam się kawy jakoś jeszcze żyję xD Dlatego proszę, bądź wyrozumiała, jeśli wspomnę tu oparu moich dziwnych skojarzeniach, które nawiedziły mnie podczas czytania x'D
    Dobra, to jedziemy po kolei.
    Wyobrażam sobie rezydencje Mority jako mój przyszły dom B| Też bym chciała mieć fontannę w ogródku...
    ,,Myśl o tym, że takie już jest życie, ulotniła mu z głowy równie szybko, jak do niej wleciała." - ja naprawdę sobie wyobraziłam, jak ta myśl wlatuje i ulatnia się z głowy Akiego xD Dosłownie :'D
    ,,Takumi był zdolny do wszystkiego, nieobliczalny i Aki sądził, że zwłaszcza teraz nie przepuściłby okazji, żeby wpakować go w kłopoty." - mniej więcej ten moment. Opisałaś go tak, że naprawdę zaczęłam się niepokoić! John nie zgadzaj się, plz, plz, plz. ,,Zgoda" - no kurde x.x
    Takumi - matko, jak ja go nie lubię. Zachowuje się, jakby był nie wiadomo kim. Rozumiem, że nie ma za dobrze u Mority, skoro go zatkało? Oby xd
    W sumie myślałam, że w rezydencji stanie się coś gorszego, ale na szczęście nic takiego się nie stało. Odetchnęłam wtedy głęboko, ale tylko do czasu.
    Nie mam pojęcia, jak to zrobiłaś, ale autentycznie zaczęłam się trochę bać, kiedy Aki przedstawiał swój punkt widzenia sytuacji. Podpity John - to już samo w sobie nie brzmi zbyt dobrze,a on jeszcze poprawił sobie tą whysky. Rzeczywiście, alkohol zmienia ludzi i tak też było w tym przypadku. Miałam wrażenie, że John to zupełnie inna osoba. Ueh, jak on mógł tak potraktować Akiego? Nie zgłaszam jednak reklamacji, sama jestem doskonale świadoma konsekwencji wtajemniczania się w świat niewolników ~
    ,,Wciąż nie wiedział, co się stało." - ja też nie ;---;
    Najbardziej chyba rozwaliła mnie sytuacja z tym krawcem. W sensie, kiedy John kazał Akiemu zdecydować o kolorze ubrania - tak, jakby chłopak nie miał innych zmartwień, tylko najnowsza moda :'DD
    Na koniec wisienka na torcie. O co chodzi Hisato? Nie mogę przestać się nad tym zastanawiać, ale nie mam żadnego pomysłu!
    ___________________________________________________________
    Podsumowując! Rozdział czytało mi się bardzo... wciągająco. Nie powiem, że przyjemnie, bo niemal cały czas towarzyszyło mi napięcie i niepewność. Ale to dobrze! :D Takie emocje zdecydowanie tu pasują ^^
    Ehh znam ten ból, kiedy jest się pewnym istnienia błędów w swojej pracy, ale za nic nie można ich odnaleźć... ;-; Ah, jeszcze jedno! Bo zapomnę! Jakoś wcześniej nie zwróciłam uwagi na #3 piosenkę, ale dzisiaj totalnie mnie ona oczarowała. Mogłabym prosić o tytuł? ^^
    Na koniec przepraszam, że to ^ wszystko jest takie nieskładne, ale jest obecnie 5 rano, a mi się zebrało na komentowanie... ♥
    No nic, pozdrawiam i ściskam! Czekam wiernie na next! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że we mnie wierzyłaś, bo ja już sama zwątpiłam :P
      A z tą kawą to uważaj lepiej, bo to takie niezdrowe itd... lepiej nie przesadzać xD
      Jakie tam dziwne skojarzenia? Normalne przecież. No, może prawie ^^ Ale i co tam, to nic takiego przecież.
      A ja chyba trochę lubię Takumiego. Sama nie wiem czemu...
      Eee... to chyba przez tę kawę :D Chociaż Aki miał dobry powód do obaw. W sumie, to dwa.
      Jak John mógł tak potraktować Akiego? No... mógł. John nie jest taki fajny w końcu ^^
      No przecież Aki nie ma innych zmartwień, a to najważniejszy problem jego życia! Jaki kolor koszuli wybrać? - no przecież nie ma ważniejszych rzecz na głowie xD
      O co chodzi z Hisato, tego dowiesz się już w rozdziale 18 :)
      Hehehe, ale to dobrze, że jakieś ta emocje Ci towarzyszyły, cieszę się.
      Z tymi błędami to zawsze tak jest. Człowiek szuka, a im bardziej szuka, tym bardziej ich nie widzi.
      Piosenk numer 3 to The Smashing Pumpkins - Disarm. Jedna z moich ulubionych piosenek :) Polecam!
      Nie ma za co przepraszać. Bardzo ładny komentarz. Pięknie za niego dziękuję i pozdrawiam cieplutko! ;3

      Usuń
  4. Strasznie się stesknialm za twoim opowiadaniem ♥
    Witaj więc z powrotem!
    Rozdział jest świetny :3
    Tylko nie rozumiem zachowania John'a. Mam nadzieję, że już nigdy nie zrobi czegoś podobnego ;-;
    Życzę ceny i czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ♥
      Też mam nadzieję, że John nie zrobi nigdy czegoś takiego. Zły John! Co on sobie myślał w ogóle? ;)
      Pozdrawiam! ;3

      Usuń
  5. ale zagmatwałaś... ileś razy zastanawiałam się, o co tak właściwie chodzi i czy nie uciekł mi żaden wątek xD

    ♪♫♪ John był zazdrosny ♪♫♪

    a co do błędów, to wyłapałam dosłownie kilka. jedną literówkę (m zamiast ma), a reszta to przecinki, więc luz ;)

    pozdrawiam i czekam, co będzie dalej :3 więcej w siebie nie wątp

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż tak bardzo? Ale chyba jednak można jakoś się połapać? :D Następnym razem postaram się tak nie mieszać. W sumie, to nie będzie potrzeby nawet, bo nie będzie tam takich momentów.
      To dobrze, że nie ma tych błędów aż tyle. Ulżyło mi ^^
      Pozdrawiam! ;3

      Usuń
  6. Super, w końcu, extra!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. No... trochę się czekało. Ale wróciłaś i to się liczy! Dziękuję za rewelacyjny sposób na nudę i czekam na kolejne rozdziały ;) Zaskocz mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę bardzo :) W sumie to ja dziękuję, że wciąż czytasz, mimo że trzeba było tyle czekać na ten rozdział.
      Liczę na to, że w następnym Cie zaskoczę chociaż trochę ^^
      Pozdrawiam! ;3

      Usuń
  8. Super rozdzial :) Przyznam ze wstydem ze nie zagladalam codziennie tylko raz na kilka dni. Ale w koncu sie doczekalam i to nawet niedlugo po publikacji :) Jestem ciekawa co bedzie dalej. Jak sie rozwinie sytuacja. Czy beda jakies odsnienia do tego ze John uderzyl Akiego, albo czy w koncu do czegos miedzy nimi dojdzie?

    Wilga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jakim wstydem? To i tak dużo! :D
      Tak sobie myślę, że chyba wypadałoby napisać, dlaczego John uderzył Akiego. Chociaż z drugiej strony wciąż zastanawiam się czy to zrobić. Niby można się tak trochę tego domyślić, ale raczej nikt nie podejrzewa o co Johnowi faktycznie chodziło... A dobrze by było, żeby jednak to było wiadome.
      Hmm... no nie wiem. Muszę to dobrze przemyśleć.
      Co do tego drugiego, jedno mogę Ci obiecać - tak, w końcu dojdzie, ale kiedy? Tego nie powiem :P
      Pozdrawiam! ;3

      Usuń
  9. Opłacało się czekać. Rozdział jak zawsze trzymał w napięciu, jestem ciekawa, co wydarzy się dalej. Szkoda mi było Akiego, jak został wygoniony na podłogę. Oby nie musiał już więcej spać na dywanie obok łóżka :)
    Życzę duużo weny i z niecierpliwością oczekuję kolejnego rozdziału :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff... obawiałam się trochę, że jednak nie opłacało się, ale czytając to co napisałaś, cieszę się, że jest inaczej :)
      Oj tam, nic mu się nie stało ^^ Odeśpi to sobie wkrótce :P
      Dziękuję i pozdrawiam! ;3

      Usuń
  10. no wreszcie się doczekałam kolejnego rozdziału! *w*

    OdpowiedzUsuń
  11. No wreszcie. Boskie 😃
    Dużo weny
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. W końcu!!!*w* aaaaaaa mam kisiel *.*

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie komentowałam dwóch poprzednich rozdziałów, więc wszystkie trzy skomentowałam już razem. Tyle że tak trochę wyszedł mi z tego spory esej, toteż uznałam, że nie ma co wklejać tego w siedem komentarzy i posłałam Ci maila ^^
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! Podziwiam to, że Ci się chciało. W każdym razie, wysłałam Ci już odpowiedź :)

      Usuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  15. Kiedy następny? ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nauczę się kilku nowych przekleństw, bo brakuje mi pomysłów na nie :P
      A tak na poważnie, już wkrótce. Już bliżej niż dalej :)

      Usuń
  16. kociaczku, czy prowadzisz cos takiego jak powiadamianie mailowe?
    Twój blog jest swietny! Zamiast spac, jesc, uczyc sie - tylko go czytam i czytam. Łyknęłam wszystkie rozdzialy na razi wciaz jestem glodna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamiast spać? Ja bym wolała pospać sobie, więc uznam to za spory komplement xD
      Nie, nie prowadzę takiego sposobu powiadamiania. Mogę spróbować, ale... znając siebie, szybko zapomnę, że miałam kogoś powiadomić xD Tak było z powiadamianiem na gg... Ale tak jak napisałam, spróbować mogę. Zobaczymy jak to będzie.
      Jesteś zainteresowana? :)

      Usuń
  17. strasznie! Rzadko kiedy trafiam na opowiadanie, które idealnie trafia w moje gusta, jest logiczne i nie koli w oczy brakiem interpunkcji. Jesteś wielka!
    GG nie posiadam, ale mam maila: ratownik133@gmail.com. Byłabym bardzo wdzięczna.
    Sama próbowałam coś pisać, ale mój zapał skończył się po dwóch opublikowanych fickach, więc podziwiam cię za wytrwałość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Postaram się nie zapomnieć i wysyłać powiadomienia, jak tylko pojawią się nowe rozdziały.
      A co do fanficków - nigdy nie potrafiłam ich pisać i podziwiam ludzi, którzy umieją :P
      Może powinnaś spróbować jeszcze raz? Nie ma co się poddawać :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  18. To nade mną mnie zaraziło i zamiast uczyć się na kolokwium zaliczeniowe, przeczytałam twoje opowiadanie w jedną noc. Bardzo zaintrygowała mnie postać samego Johna. Jest on z jednej strony bardzo trzeźwo myślącą postacią, mającą pod kontrolą otaczająca go rzeczywistość jednak z drugiej strony w wielu sytuacjach jest bardzo pogubiony. Proszę nie każ nam długo czekać na jego kolejne poczynania! Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo i dziękuję za tak miły komentarz :) Mam nadzieję, że mimo tego kolokwium zaliczyłaś, bo nie chciałabym mieć Cię na sumieniu :)
      Pozdrawiam!
      PS Robię co w mojej mocy.

      Usuń
  19. Hej,
    czy było coś w tej wiskey? ze John tak się zachowywał, biedny Aki...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń