Rozdział 16

Portret na tle jeziora  


Niewolnicy przebywający u Akumy nie przepadali za sobą i było to najzupełniej normalne. Zawiązywanie przyjaźni nie miało tam sensu, choć nieliczne wyjątki, jak wszędzie, też się zdarzały. Jednak w większości przypadków niewolnicy nie mieli żadnych powodów, by żywić do siebie choćby sympatię. Akuma na każdym kroku skutecznie im to uniemożliwiał. Poza tym, nigdy nie było wiadomo, czy nagłe przyjazne zachowanie „towarzysza niedoli” nie było kolejną grą ich pana, który często poddawał ich różnym, dziwacznym próbom.
Tolerowali się i to wystarczało. Musiało.
Akuma upodobał sobie Akiego już po kilku miesiącach od chwili, gdy tamten znalazł się w jego posiadaniu. Chłopak wiedział, dlaczego to właśnie jego wybrał, bo pan niejednokrotnie, nieraz specjalnie przy innych niewolnikach uzmysławiał mu to. Aki był więc świadomy, że chodziło o jego wygląd, który przypadł panu do gustu oraz, że według pana, był uroczy, z czym chłopak sam się nie zgadzał. Ale nawet to, że stał się „pupilkiem” pana, oczywiście wbrew własnej woli, nie przyniosło mu żadnych korzyści. Wręcz przeciwnie. Zyskał dzięki temu jedynie wrogość sporej części niewolników. Z jakichś powodów uwierzyli oni, że chłopak posiadał przywileje im niedostępne. Nie było to prawdą, bo pan był dla niego o wiele bardziej surowy i zwykł karać go za najmniejsze przewinienia. Akuma wciąż z premedytacją chwalił przy innych Akiego i częściej niż ich „zapraszał” do swojej sypialni, jak gdyby czerpiąc radość z tego, że chłopak stawał się wśród reszty chłopaków coraz bardziej znienawidzony.
Aki ostatecznie przywykł do tego. Nie było to przyjemne, ale przecież nie miał wyboru. Nie mógł też nic zrobić, nie był w stanie choćby wytłumaczyć tego nieporozumienia, bo i tak nikt by mu nie uwierzył. Musiał więc znosić to jakoś i wszelkie problemy z tego wynikające. Nawet jeśli nie było łatwo, powtarzał sobie, że to przecież nie najgorsza z rzeczy, jakie go tu spotykały, a to, w porównaniu do innych, to zwykłe głupstwo. Zazwyczaj działało.
Kiedy Akuma wpadał na nowy pomysł, wszyscy tylko czekali, aż dla któregoś z nich źle się on skończy. To nie był w ich wypadku pesymizm, po prostu zbyt dobrze znali już reguły panujące u ich pana. Zbyt dobrze poznali też już jego samego.
Wszyscy byli zaskoczeni, gdy pewnego dnia w pokoju, w którym sypiał Aki, zawieszono obraz, bo nie wiedzieli, jaki to niosło ze sobą cel. W dodatku Akuma do tej pory raczej nie przejmował się wystrojem ich wnętrza. Na szczęście od Satoshiego dowiedzieli się, że to nie tylko ich spotkało takie wyróżnienie, a dzieło wisi również w sąsiednim pokoju. Trochę im przez to ulżyło, jednak wątpliwości pozostały.
Wystarczyło, by Aki zerknął na obraz, a przypomniał sobie, że widział go już wcześniej. Był to portret Akumy na tle jeziora, który chłopak zapamiętał z dnia, w jakim otrzymał od pana jakże cudowny prezent. Ciężko było mu zapomnieć o niespodziance, jaką mu wtedy zaserwował. Dlatego też początkowo krzywił się za każdym razem, kiedy przypadkowo spojrzał na ten przeklęty portret.
Jakiś czas później, dobre kilka tygodni po tym, kiedy obraz zawisł na ich ścianie, Aki leżał w swoim niezbyt wygodnym łóżku, cały obolały. Znów otrzymał karę, choć nie był pewny, czym tym razem zasłużył na nią. Choć to nie było zbyt ważne, w tamtej chwili liczyło się tylko to, że przy każdym ruchu wszystko go bolało. Miał nadzieję, że następnego dnia da radę przynajmniej wstać z łóżka. Dodawał sobie otuchy myślą, że zawsze mogło być gorzej. W końcu nie było aż tak źle. Nie tak, jak ostatnio. Tym razem jakoś dawał radę. Nie odchodził od zmysłów, nawet nie stracił przytomności...
W pokoju oprócz Akiego znajdowało się wtedy jeszcze trzech niewolników. Jeden z nich spał jak zabity i tylko to, że jego klatka piersiowa unosiła się i opadała przekonywało Akiego, że faktycznie jeszcze żył. Dwójka pozostałych leżała zmęczona, lecz była w zdecydowanie lepszym stanie niż on sam. Yuji, któremu Aki często życzył bardzo źle, przez to, że tamten „zaprzyjaźnił się” z Takumim i nierzadko towarzyszył mu w jego zabawach, również wydawał się, być w świetnej formie.
- Pss! Aki, Aki! - odezwał się Yuji. Jego łóżko znajdowało się naprzeciwko Akiego, po drugiej stronie pokoju, więc tamten patrzył na chłopaka, leżąc na boku. Aki miał ochotę się odwrócić, ale obawiał się, że ból, który na moment pozostawał w uśpieniu, znów mógłby powrócić. - Jak tam? Czyżby pan nie był z ciebie zadowolony? Znowu ci się dostało? Och, biedactwo – westchnął teatralnie. - Mogłeś zrobić mu coś miłego, może by ci się upiekło...
Aki zacisnął zęby, choć miał ochotę odpowiedzieć mu coś niemiłego. Ale nie było sensu. Wiedział, że jeśli da się sprowokować, tamten nigdy nie skończy.
Chłopak znów pomyślał, że to Yujiemu przydałaby się kara. Za cokolwiek. Najlepiej ciężka i bolesna, taka, po której dochodziłby do siebie tygodniami. Nie, najlepiej miesiącami. Powinien cierpieć długo, jak najdłużej.
- W końcu pan tak cię lubi. A ty pewnie wiesz najlepiej, jak sprawić, żeby złagodniał. Co Aki? Wiesz, prawda? - ciągnął dalej, ze swoim paskudnym uśmieszkiem. Aki starał się go ignorować i zamknął oczy, udając, że śpi. Słyszał jak tamten wciąż gadał rzeczy typu: - Może zdradziłbyś nam ten sekret?
Drzwi otworzyły się gwałtownie i Aki natychmiast przestał udawać. Z mieszaniną strachu i zaciekawienia popatrzył w tamtą stronę. Ochroniarz wepchnął do środka wysokiego szatyna, przeklinając pod nosem.
- A żeby cię diabli wzięli! - wrzasnął jeszcze, po czym zatrzasnął drzwi.
Chłopak właśnie podniósł się z podłogi, na którą upadł, kiedy ochroniarz go popchnął. Wyglądał na równie wściekłego. Otrzepał ręce, wytarł je o spodnie, po czym nie zwracając uwagi na wlepione w niego spojrzenia trójki niewolników, bo wcześniej śpiący Akira też zdążył się obudzić, zaczął nerwowo krążyć po niewielkiej, wolnej przestrzeni na środku pokoju. Nie miał zbyt wiele miejsca, a i tak uparcie się nie zatrzymywał. Jego wyrok wyglądał tak, jakby miał zaraz kogoś zabić, więc Aki nie zapytał go, co się stało. Nawet Yuji się nie odważył. Akira z kolei ziewnął przeciągle, a oczy same mu się zamknęły, więc nawet o tym nie pomyślał.
Odkąd Aki trafił do Akumy, nie było nikogo z kim mógłby szczerze porozmawiać. Musiał sobie radzić sam, nawet jeśli miał wrażenie, że nie da już dłużej rady. Nie miał nikogo, komu mógłby się zwierzyć ze swoich uczuć, z tego jak bardzo tęsknił za domem czy jak doskwierała mu samotność. Dopiero niedawno, gdy pojawił się Ryota, sprawy uległy niewielkiej zmianie. Aki nie uważał go za swojego przyjaciela, ale wiedział, że tamten przynajmniej go lubił. Zupełnie nie zwracał uwagi na to, co wiele osób miało Akiemu za złe. Rozmawiał z nim normalnie, jak kumpel z kumplem. Raz nawet uratował go przed Takumim, za co Aki był mu naprawdę wdzięczny. Również go lubił.
Ryota nagle przestał chodzić tam i z powrotem. Zatrzymał się, po czym zrobił coś, czego żaden z nich nigdy by się nie spodziewał. Wykonał kilka dużych kroków i już był przy ścianie, na której wisiał portret dumnego Akumy. Obiema rękami złapał za ramę, mocno szarpnął i już trzymał obraz. Wyglądał na bardzo zadowolonego z siebie. Nim ktokolwiek zdążył zareagować, choć pewnie i tak nikt by tego nie zrobił, rzucił portret na podłogę. Potem z szaleńczym uśmiechem nadepnął na niego. Nic się nie stało, więc ponowił czynność, tym razem z dużo większą siłą. Obraz ustąpił i powstała w nim dziura. Ale to mu nie wystarczyło.
Chwilę później portret Akumy na tle jeziora był doszczętnie zniszczony. Ryota natomiast siedział na łóżku, bawiąc się drewnianą, połamaną ramą.
„Oszalał” pomyślał Aki. „Kompletnie zwariował”.




Przeszłość niewolnika do tej pory nie interesowała Johna. Może i nie chciał zupełnie jej ignorować, ale miał zbyt wiele spraw na głowie, by zawracać sobie ją tą kwestią. Okoliczności też nie pomagały. Nawet jeśli nachodziły go pytania odnośnie chłopaka, szybko zapominał o nich lub odkładał na później, czekając na lepszy moment. A taki wciąż nie nadchodził.
Teraz jednak zaciekawiła go owa nieznana osoba. Ryota, kim on mógł być?
- Kim jest Ryota? - zapytał. Patrzył wprost na chłopaka z poważną miną, choć czuł się nieco rozbawiony nerwową reakcją niewolnika. Puścił go lecz nastolatek tym razem już nie próbował się podnieść. Leżał, nie bardzo wiedząc gdzie podziać wzrok. W końcu zatrzymał go na kołnierzyku koszuli mężczyzny.
- Ryota to... mój kolega, panie – odparł wreszcie. Mogło się wydawać, że zabrzmiało to niepewnie, ale John zdołał zauważyć, że odpowiedź chłopaka była dokładnie przemyślana. Postanowił drążyć dalej, choć tak naprawdę czegokolwiek by się nie dowiedział, nie miałoby to dla niego większego znaczenia. Chodziło wyłącznie o zwykłą ciekawość... i może też o nieco rozrywki. Zdał sobie sprawę z tego, że wprawianie niewolnika w zakłopotanie było całkiem zabawne.
- Twój kolega – powtórzył za nim John. Oparł rękę na łóżku obok chłopaka i pochylił się nad nim. - Czy to jakiś bliski kolega? Skąd się znacie? Od jak dawna?
Mężczyzna nie mógł oderwać wzroku od chłopaka, który nagle spoważniał, skupiając się na odpowiedzi na jego pytania. Obserwował jak tamten myślał intensywnie, pewnie starając się ostrożnie dobierać słowa. Jak na razie nie wyglądało na to, by niewolnik kłamał, ale John zastanawiał się, czy nie próbował w jakiś sprytny sposób trochę minąć się z prawdą. Ciekawiło go, co on sobie myślał. Czyżby starał się mówić to, co John chciałby usłyszeć? Potrafił to, czy jednak nie był aż tak przebiegły?
Swoją drogą, John musiał się powstrzymać, by nie zachichotać. Zdawał sobie sprawę, że zabrzmiał trochę jak gdyby był najzwyczajniej w świecie zazdrosny. Musiał przyznać, że to mu się udało.
- Nie, to nikt ważny, panie. - Chłopak spojrzał przelotnie na twarz Johna, ale szybko uciekł wzrokiem w inne miejsce. - Poznałem go, kiedy przebywałem jeszcze u mojego byłego pana. On też był niewolnikiem.
- Rozumiem, czyli nikt ważny – mruknął John, pochylając się niżej, do twarzy chłopaka. Teraz tamten mógł pewnie poczuć na niej oddech mężczyzny. John dostrzegł w jego oczach niepokój, z którym niewolnik wyraźnie starał się walczyć. - A czy był w twoim życiu ktoś ważny? Kiedykolwiek?
- Nie rozumiem – tym razem wydał się naprawdę zmieszany. - Ty jesteś dla mnie ważny, panie. Jestem twój.
John pochylił się i pocałował go delikatnie w policzek. „Jestem twój” pomyślał sobie John. „Nawet nie wiesz chłopcze, jak przyjemnie i zachęcająco to zabrzmiało”. Chłopak zadrżał, ale nic więcej nie wskazywało na to, by chciał odtrącić Johna.
- Nie, nie to miałem na myśli. Chodzi mi o to, czy miałeś kogoś wcześniej? Byłeś, powiedzmy... w jakimś związku? - Onieśmielony chłopak wyglądał uroczo. John widział jak ten walczył ze swoją słabością, starając się ukryć ją przed panem. Niepotrzebnie. Johnowi ani trochę ona nie przeszkadzała.
- Nie, panie. Nigdy nie miałem nikogo takiego. Tylko- - Niewolnik zamilkł nagle i odwrócił głowę w bok i przygryzł lekko dolną wargę, jakby chciał tym sprawić, że John zapomni o słowach, których nie dokończył i nie każe mu mówić o czymś, o czym nie chciał rozmawiać, a przez przypadek powiedział trochę za dużo.
- Tylko co? - John natomiast nie miał zamiaru mu tego darować. Teraz koniecznie chciał wiedzieć, co tamten próbował ukryć.
- Panie, ale to nic ważnego... - odważnie spróbował wykręcić się od odpowiedzi. Znów odwrócił głowę i spojrzał na pana. W jego oczach mężczyzna ujrzał jakiś tajemniczy blask. Chłopak oblizał wargi, a John przez chwilę zaczął zastanawiać się, czy zrobił to nieświadomie. W każdym razie, ten widok bardzo mu się spodobał. Po raz kolejny pochylił się nad twarzą chłopaka i musnął jego usta swoimi wargami. Na tym jednak zakończył, ale niespodziewanie poczuł jak chłopak wsunął rękę pod jego marynarkę i położył dłoń na jego plecach. Zdziwił się, lecz w żaden sposób na to nie zareagował.
- Co jeszcze chciałeś powiedzieć? - dopytywał się dalej. Oczywiście mógł mu rozkazać, by natychmiast wyjawił cały sekret, ale wtedy ominęłaby go zabawa. A jak widać, gdy nie starał się go nastraszyć, chłopak był bardziej otwarty...
Teraz wiedział, że nie miał wyjścia. Musiał odpowiedzieć. W dalszym ciągu jednak John czuł jego dłoń i zastanawiał się, co to oznaczało. Miał wrażenie, że to wymagało od chłopaka sporo odwagi, ale nie wiedział jeszcze, co skłoniło go do tego. Czyżby jego przypuszczenia były słuszne?
- Bo... panie, bo ja... - plątał się, ale John mu nie przerywał. - Chodzi o to, że... tak naprawdę chyba byłem kiedyś zakochany. Ale ta druga osoba nic o tym nie wiedziała.
Czy to wyznanie wiele go kosztowało? John nie miał pojęcia, mógł jedynie snuć własne domysły. A do głowy napływały mu teraz przeróżne myśli, począwszy od tego, że skoro znajdują się w tak dogodnym położeniu, warto by wykorzystać sytuację, a skończywszy na tym, że chłopak, szczególnie w tamtym momencie, wyglądał tak niewinnie i nie mógł uwierzyć, że ktoś taki znajdował się w jego posiadaniu.
„Nie John, nie możesz” pomyślał, choć czuł, jak jego silna wola łamie się z każdą sekundą.
Nie zastanawiając się dłużej, podniósł się znad swojego niewolnika i wstał z łóżka.
- Idź się umyć. Idziemy spać – oznajmił, patrząc na niego po raz ostatni, po czym wyszedł z sypialni, nim zrobiło się za późno na odwrót.




To było oczywiste, że będą mieli problemy. Coś takiego nie mogło ujść im płazem. Co z tego, że zrobił to tylko Ryota? Ten głupek mógł o tym pomyśleć, zanim rozwalił obraz! Wszyscy za to oberwą!
Akuma wpatrywał się w milczeniu w Akiego klęczącego przed nim. Znajdowali się w jednym z pokoi pana, a on sam, odkąd strażnik przyprowadził tutaj chłopaka, nie odezwał się nawet słowem. To było przerażające, a Aki już miał przed oczami wizję swojej bolesnej śmierci.
- Aki – zaczął Akuma, a chłopak wzdrygnął się. Głos jego pana brzmiał inaczej niż zwykle. Był niemal lodowaty. Aki cieszył się, że przynajmniej może uniknąć jego spojrzenia, podziwiając dywan. - Powiedz mi mały, kto to zrobił – choć słowa wskazywały na coś innego, jego głos wciąż przeszywał Akiego na wskroś.
- Panie? - zapytał. Miał wrażenie, że wszystko mieszało mu się w głowie. Już nie wiedział nawet, o co konkretnie pytał go pan. W jego myślach panował prawdziwy chaos.
- Dobrze wiesz o co mi chodzi! Obraz! - wrzasnął Akuma i kopnął chłopaka, trafiając w brzuch, tuż pod żebrem. Aki skulił się w sobie. Nie z bólu, ze strachu. Najchętniej zniknąłby zupełnie. - Mów! Kto go zniszczył!
- Ryota – chłopak nie zastanawiał się długo. Odpowiedź padła natychmiast. Przez myśl mu nie przeszło, żeby kryć Ryotę. Nawet, jeśli tamten tyle dla niego zrobił. Nawet, jeśli uratował go. Nawet, jeśli miał u niego dług wdzięczności.
Aki nie miał zamiaru cierpieć więcej niż to było konieczne. Widział, że i tak kara nie mogła go ominąć. To, że był niewinny, nie miało znaczenia. Mimo wszystko, musiał dbać o siebie. Najpierw on, później inni. Nigdy w odwrotnej kolejności. Nigdy.




Pan leżał odwrócony do niego plecami. Spał. Gdy wrócił do sypialni, Aki już czekał w łóżku. Pan jednak wziął prysznic i nie mówiąc za wiele, położył się i zasnął. Mimo tego, Aki był spokojny. Nic nie wskazywało na to, by jego właściciel miał mu coś za złe, poza tym, wyglądał raczej na zmęczonego. Nie miał więc powodów do obaw, przynajmniej na razie.
Aki wciąż nie mógł zasnąć, był zbyt podekscytowany. Myślał o tym, co wydarzyło się niedawno. „Poszło dobrze” ocenił, zadowolony z siebie. „Pan się nie zezłościł i nawet był miły” uśmiechnął się i uśmiech ten przez długi czas nie schodził z jego twarzy. Cieszył się, bo choć nie osiągnął za wiele, chyba udało mu się troszkę zwrócić na siebie uwagę pana. Przypomniał sobie jak serce mu biło, kiedy odważył się go dotknąć. Strasznie się bał, ale zrobił to i czuł, że postąpił słusznie. Poza tym widział, że podobał się panu. To było bardzo ważne.
Chłopak wciąż był dobrej myśli i wierzył, że jeśli będzie się starał jeszcze bardziej, wkrótce uda mu się osiągnąć cel. Wiedział też, że musi być ostrożny, bo jeśli przeholuje, uzyska przeciwny skutek i na pewno nie uniknie kary.
Jedynym za co miał do siebie pretensje, to to, że powiedział panu o swojej tajemnicy. O tym, że był kiedyś zakochany. Nigdy nikomu tego nie zdradzi, pan był pierwszą taką osobą. Niby nic wielkiego się nie stało, ale wolałby tę informację zatrzymać dla siebie. Mimo wszystko, cenił sobie akurat te wspomnienia i były dla niego bardzo cenne. W końcu przypominały mu o naprawdę dobrych chwilach. Ale cóż zrobić? Słowa wymknęły mu się z ust tak nagle, a potem już nie mógł okłamać pana. Na pewno miałby spore kłopoty, gdyby przyłapał go na tym, że nie mówił prawdy.
„Następnym razem Aki, w porę ugryź się w język” przeszło mu przez myśl i wziął sobie to do serca.




Nie obyłby się bez kary. Aki przewidział to i jak się okazało, jego przypuszczenia sprawdziły się szybciej, niż myślał, co wydało mu się akurat niezbyt pocieszające. Jeszcze tego samego dnia jego pan wziął się ostro do roboty, by zrealizować swoją nową, wymyślną karę.
Był w tym wszystkim tylko jeden pozytyw. Jeden, ale za to jak ważny! Tym razem to nie jego karano. To było zadziwiające, ale Akuma po raz pierwszy nie skorzystał z okazji i nie ukarał także Akiego, wymyślając, albo i nie, jakiś najbłahszy powód. A tak się złożyło, że przy tej okazji mógł wymyślać je do woli. Mimo tego pominął go, z czego chłopak nie odważył się jeszcze cieszyć.
Wraz z kilkoma niewolnikami, Aki klęczał pod ścianą, lecz dla odmiany ani on, ani inni, nie miał wzroku wbitego w podłogę. Patrzył, tak jak Akuma im kazał, na piątkę nagich niewolników, klęczących po przeciwnej stronie pomieszczenia. To oni znajdowali się w naprawdę kiepskiej sytuacji, a z tego co oznajmić im zdążył pan, ważyło się właśnie ich życie. Aki natomiast i ci, którzy byli obok, robili za widzów, dziękując w myślach za to, że nie znaleźli się po tamtej stronie.
Akuma siedział sobie spokojnie na krześle i obserwował zmagania piątki uczestników jego chorych zawodów. Znów dopisywał mu humor, a powaga, z jaką wcześniej przemawiał do Akiego, zniknęła. Chłopak nie miał pojęcia, czy powinien uznać to za dobry znak, czy wręcz przeciwnie.
Akumie towarzyszył służący, który co jakiś czas dolewał mu szampana. Stał obok, mając przy sobie wózek na kółkach, na którym oprócz butelki drogiego trunku, znajdowały się także drobne przekąski, w tym orzechy, które Akuma ubóstwiał.
- Postarajcie się trochę! - mówił pan do „uczestników” jego konkursu. - Chyba nie chcecie przegrać? To dopiero trzy minuty, przecież stać was na więcej!
Zwycięstwo w zawodach, na które tego popołudnia wpadł Akuma, gwarantowało karę. Nikt, nawet przez moment nie wątpił w to, że pan ją sobie odpuści, choć jak na razie nie wspomniał o tym bezpośrednio. W końcu zebrał tu piątkę niewolników, która w ostatnim czasie podobno naprawdę na nią zasłużyła. Jednak w głowie każdego z chłopaków dudniła jedna myśl – nie przegrać. Bo jak oznajmił im Akuma, tłumacząc zasady tej „wspaniałej zabawy”, przegrana oznaczała już jedynie śmierć.
Pięciu niewolników, w tym także Ryota, klęczało na twardej podłodze, co bynajmniej nie należało tutaj do rzeczy niezwykłych. Robili to w końcu każdego dnia, odkąd trafili pod skrzydła Akumy. Odmienne było natomiast to, że w rękach, wyprostowanych w łokciach i wyciągniętych przed siebie, każdy z nich trzymał prostokątną, drewnianą tackę. Na tacce, dokładnie na środku, stał kieliszek, wypełniony po brzegi czerwonym winem. „Zabawę” jak nazwał to zmaganie ich pan, przegrać miał ten, na którego tackę z postawionego na niej kieliszka, wyleje się, choć kropla wina.
Aki patrzył na niewolników i nawet trochę im współczuł. Początkowo pomyślał, że zadania jakie mieli do wykonania wcale nie było aż takie trudne. Szybko jednak zmienił zdanie, zdając sobie sprawę, jak wiele wysiłku ci biedni chłopcy musieli w nie włożyć. Znajdowali się w okropnie niewygodnej pozycji, a musieli pozostawać praktycznie bez ruchu. Aki dostrzegał na ich twarzach maksymalne skupienie, widział też jak kropelki potu pojawiały się na ich czołach. Stres dodatkowo robił swoje i Aki szybko zauważył, jak chłopakom zaczynają drżeć ręce. Na razie potrafili jeszcze zapanować nad nimi, ale to była kwestia dosłownie chwili, jak któryś z nich trochę bardziej poruszy ręką, zdradzieckie wino wyleje się, a on przegra.
Ryota, gdy jeszcze ich „zawody” się nie rozpoczęły, tylko raz posłał Akiemu pełne rozczarowania spojrzenie. A choć Aki nawet teraz nie miał wyrzutów sumienia z powodu wydania Ryoty, w myślach kibicował mu, by ten jednak nie wyłamał się jako pierwszy. Nie życzył mu śmierci i wcale nie domagał się, by ten został ukarany, ale za nic w świecie nie chciałby być na jego miejscu. Podziwiał ich wszystkich, za to, że tak długo walczyli i wciąż nie poddawali się, mimo że ich ciała, odmawiały im posłuszeństwa.
- No nie! - zawołał Akuma. Odstawił kieliszek na wózek i wstał, podchodząc do chłopców. - Nawet czterech minut nie daliście rady wytrzymać! Jestem wami rozczarowany, moi drodzy, bardzo rozczarowany. Co to miało być?
Właśnie przed chwilą stało się to, o czym myślał Aki. Jeden z niewolników poruszył się lekko, a kilka kropel wina spłynęło po brzegach kieliszka, powoli spływając po szklanej powierzchni i ostatecznie skapując na tacę. Zaraz po tym, gdy Akuma podniósł się, kolejny z niewolników nie dał rady, choć jego kieliszek, w przeciwieństwie do tamtego, od razu przewrócił się i spadł na podłogę. Nie rozbił się, ale całe wino rozlało się po posadzce.
W duchu Aki ucieszył się, że żadna z tych osób nie była Ryotą. Ten poddał się niedługo po nich, bo już trzeci, ale na szczęście nie przegrał.
W oczach niewolników, którzy jako pierwsi wylali wino, malowało się teraz przerażenie.
- Hmm... - zastanawiał się Akuma, stojąc nad nimi. - Niby ty jako pierwszy rozlałeś wino, ale ty – wu wskazał palcem na drugiego niewolnika – Potłukłeś nawet kieliszek. Czy w tym wypadku powinienem ukarać ciebie, Makoto? A może będzie sprawiedliwie, jeśli ukaram was obu? Pomyślmy...
Akuma jeszcze długo stał nad nimi, rozmyślając na głos, jak powinien zareagować w tej sytuacji. Czerpał satysfakcję z coraz większej paniki dwójki niewolników, którzy niemal odchodzili od zmysłów oczekując na swój wyrok. Pozostali „uczestnicy” zawodów zdążyli wtedy już potłuc swoje kieliszki, ale Akuma nawet nie zwrócił na to uwagi. Miał w tamtym momencie lepszą zabawę, a wszystko wskazywało na to, że tego dnia nie miało mu już zabraknąć rozrywek.




Aki jeszcze przez kilkanaście, może kilkadziesiąt minut, miał pozostać w pokoju sam. Sytuacja była wyjątkowa, bo bardzo rzadko zdarzało się, by żaden z niewolników nie znajdował się z nim tam. Tego wieczoru jednak Satoshi towarzyszył Akumie, a Aki nie miał pojęcia, co robiła reszta z jego współlokatorów. Mimo wszystko, nie martwiło go to zbytnio i postanowił po prostu, spokojnie sobie pospać. Ale nawet to nie było mu dane, bo nim zdążył choćby przykryć się kocem, do pokoju wszedł, przyprowadzony przez strażnika, Ryota. Miał już na sobie ubranie, ale po rozcięciu na policzku, Aki domyślał się, że Akuma w jakiś sposób go ukarał. Mimo tego kara nie mogła być zbyt surowa, skoro Ryota wciąż trzymał się na nogach, nie garbił się, nie obejmował brzucha rękoma, czy nie miał choćby cienia grymasu bólu na twarzy.
Aki usiadł na łóżku, czekając na to, co chłopak miał zrobić. Domyślał się, że na pewno nienawidził go po tym, jak go wydał i miał do niego ogromny żal. Poza tym sądził, że Ryota, nie ukrywajmy, będzie teraz pragnął zemsty.
Chłopak szybko podszedł do Akiego z poważną miną, ale nie uderzył go. Usiadł natomiast na łóżku obok niego, patrząc przed siebie. Po dłuższej chwili, dopiero, gdy zebrał myśli, spojrzał na Akiego i odezwał się.
- Wiem, że to ty mnie wydałeś.
Aki nie odpowiedział, tylko pokiwał głową. Wciąż czekał na to, do czego zmierzał Ryota.
- Nie nienawidzę cię za to – powiedział tamten, a Aki popatrzył na niego z nieukrywanym zdziwieniem. - Wiem, że nie miałeś wyjścia. Pewnie też bym tak zrobił.
- Naprawdę? - Aki miał wątpliwości, czy ten sobie przypadkiem z niego nie żartował, planując w tym samym momencie jakąś zemstę.
- Tak, wciąż cię lubię. Ale żebym ci wybaczył, będziesz musiał coś dla mnie zrobić...
Teraz już Aki zupełnie nie wiedział, co miał o tym myśleć. Po pierwsze, nie miał pojęcia co musiałby zrobić dla Ryoty. Po drugie, wcale nie był pewny, czy zależało mu na wybaczeniu chłopaka. W końcu czy to mu było do czegoś potrzebne?
- Nie patrz tak Aki, to nic takiego... - W tym momencie Ryota niespodziewanie go pocałował. Nie trwało to długo. Chłopak nawet nie zdążył zaprotestować, kiedy tamten już skończył i odsunął się.
- Co miałbym zrobić? - zapytał Aki, patrząc podejrzliwie i domyślając się już, czego tamten może od niego żądać.
Ryota zaśmiał się głośno. Tym razem Aki się mylił.




Rano, gdy Aki obudził się, pana nie było już w łóżku. Służąca przyniosła chłopakowi śniadanie, więc zjadł je z apetytem, przy okazji zastanawiając się, czy kobieta niczego mu tam nie dosypała. Miał wrażenie, że nie życzyła mu najlepiej, a gdyby jej wzrok mógł zabijać, już dawno pewnie leżałby martwy. Nie przejmował się nią mimo wszystko.
Po śniadaniu zaczął czytać książkę, bo i tak nie miał nic lepszego do roboty. Zdał sobie sprawę, że minęło już południe, kiedy skończył całą powieść. „Ciekawe, kiedy wróci pan?” myślał i bardzo chciał, by nastąpiło to jak najszybciej. Niby powinien cieszyć się, że miał spokój, pyszne jedzenie i nie musiał jak na razie nic robić, ale nie potrafił.
Zabrał się za kolejną książkę, zmieniając pozycję, tak, by było mu wygodnie. Siedział teraz na łóżku opierając się o poduszki. Po godzinie, czy może nawet dwóch, służąca przyniosła mu obiad. Nie odzywała się do niego, a Aki także nawet nie próbował się z nią porozumieć.
„Zobaczę go jeszcze dzisiaj?” zastanawiał się, patrząc na pysznie wyglądające mięso. Nie był jeszcze głodny, ale jego widok sprawił, że miał ochotę go spróbować. No i ten zapach! „A może wróci dopiero, kiedy będę już spał? Albo w ogóle nie wróci na noc”.
Gdy skończył posiłek, położył się i znów wziął książkę do rąk. Nagle coś zaświtało mu w głowie. „Przecież pan może mieć kogoś! Nie, na pewno kogoś ma!” myślał. Nie towarzyszyły mu przy tym żadne negatywne uczucia. Wydawało mu się to najzupełniej naturalne. „Ciekawe, kim jest ten ktoś? Może to ten nieprzyjemny facet, który przyszedł do niego ostatnio? W sumie był przystojny... No bo pan chyba nie lubi kobiet?”.
Musiała minąć jeszcze dobra godzina, ale pan wreszcie się pojawił. Aki patrząc na niego nie potrafił stwierdzić, w jakimi był nastroju. Jego właściciel także nie mówił za wiele, co nie pomagało. Wyglądał raczej na zamyślonego.
Zabrał go do gabinetu. Aki siedział teraz na kanapie, a pan zajmował się jakimiś papierami, przypuszczalnie dokumentami, czytając je w skupieniu. Chłopak trzymał w rękach książkę, ale nie miał ochoty już czytać. Ukradkiem, tak, by pan się nie zorientował, patrzył na niego i go obserwował, z delikatnym uśmiechem na ustach. Aki miał teraz świetny humor i był jak najlepszej myśli. Od rana pozytywne nastawienie nie opuszczało go i oczekiwał, że tego dnia wydarzy się coś dobrego.
Pan odłożył papiery i popatrzył na niego akurat, gdy Aki odważył się na trochę śmielsze i dłuższe spojrzenie. Nic się jednak nie stało. Mężczyzna nie zwrócił na to uwagi.
- Jak ci minął dzień? - zapytał pan. Akiemu pytanie to wydało się naprawdę dziwne, bo jak mu mógł minąć dzień? Siedział zamknięty w sypialni, więc raczej nie miał wielu atrakcji...
- Bardzo dobrze, panie – odparł.
- Dobrze – mruknął pan i już było jasne, że mało go to obchodziło. - Za dwie godziny wychodzimy – oznajmił mu, po czym zdecydował się z jakiegoś powodu kontynuować. - Pamiętasz faceta o nazwisku Morita? Widziałeś go na przyjęciu.
Aki pomyślał i okazało się, że faktycznie kojarzył kogoś takiego. Pan Takumiego. Mężczyzna, z którym jego pan sporo rozmawiał, kiedy znaleźli się na tamtej imprezie.
- Tak, panie. Pamiętam.
- Co o nim myślisz? - To pytanie już zupełnie zbiło Akiego z tropu. Dlaczego pan pytał się go o takie rzeczy? Co on mógł mu powiedzieć?
- Nie jestem pewny, panie... – Liczył na to, że ta odpowiedź wystarczy, bo sam nie miał pojęcia co sądził o tamtym człowieku. Wcześniej się nad tym nie zastanawiał.
- Śmiało, powiedz, co o nim myślisz? Jakie zrobił na tobie wrażenie? - Pan nie dawał za wygraną, a Aki w dalszym ciągu nic nie wiedział. Patrzył tylko na pana z niepewną miną, starając się wymyślić coś na poczekaniu. - Chodź tu do mnie – powiedział pan nagle, odsuwając się z krzesłem od biurka.
Choć Aki został tym wytrącony ze swojego intensywnego myślenia, od razu zorientował się o co chodziło panu. Podszedł do niego i domyślając się, że tego właśnie oczekiwał, usiadł mu na kolanach, twarzą zwrócony do niego. Mimo że ta sytuacja była mu na rękę, bo w końcu mógł ją wykorzystać w odpowiedni sposób, czuł się skrępowany. Z całych sił starał się o tym nie myśleć. Nie mógł pozwolić, by coś takiego przeszkodziło mu w realizacji planów. Ale pan wyglądał dziś dobrze jak zwykle, a z tak bliskiej odległości Aki mógł dostrzec każdy szczegół jego twarzy. Nawet jeśli starał się nie wpatrywać w niego zbyt nachalnie. No i te jego perfumy...
Pan objął go rękami i zaplótł dłonie na jego plecach, po czym rzekł tylko: - No, słucham.
- Wydawał mi się trochę... - Aki nie mając wyjścia postanowił powiedzieć to, co najprawdopodobniej wtedy myślał. - Niebezpieczny, panie.
- Niebezpieczny, tak? - pan zamyślił się na moment, patrząc gdzieś w przestrzeń. Zastanawiał się nas czymś przez dobrą chwilę, potem jednak znów spojrzał na Akiego.
Chłopak poczuł, jak dłonie pana wsuwają się pod jego bluzę i koszulkę, a następnie przez chwilę błądzą po plecach. Aki wmawiał sobie, że było to naprawdę przyjemne uczucie. Nie było to trudne, bo ręce pana były ciepłe i jego dotyk wcale nie był aż taki zły.
- Niech będzie, że niebezpieczny – Aki po raz kolejny dzisiaj nie zrozumiał o co chodziło panu. Mało go to zresztą obchodziło. Skupiał się teraz na czymś kompletnie innym. Zbliżył swoją twarz do pana, odrobinkę, zupełnie nieznacznie i starał się wyglądać jak najbardziej kusząco. „Gdyby tylko pan mnie pocałował” myślał sobie i ku jego zadowoleniu, już po chwili tak się właśnie stało.
Aki rozchylił delikatnie wargi, by pan mógł pogłębić pocałunek. Przymknął oczy, by skoncentrować się jeszcze bardziej. Objął szyję pana, a serce waliło mu wtedy jak szalone, pewnie ze zdenerwowania. Czuł, że jego właściciel zabrał dłonie z jego pleców, co go na moment zaniepokoiło, jednak szybko okazało się, że niesłusznie. Pan niespodziewanie, za to sprawnie, odpiął guzik spodni Akiego. Potem znowu ułożył ręce na plecach chłopaka, tym razem zsuwając je niżej, pod materiał spodni i bielizny, i dotykając pośladków nastolatka. Nie przerywając pocałunku pan ściskał je lekko, a Aki myślał wtedy tylko „Tak, właśnie tak, panie. Wreszcie jest tak, jak być powinno!” i cieszył się, że tak się działo.
Ale i tym razem nie wszystko poszło po jego myśli. Po kilku minutach pan zaprzestał pieszczot. Kazał Akiemu iść do sypialni i zacząć przygotowywać się do wyjścia. Ten wykonał to polecenie ociągając się, zupełnie nie mając ochoty schodzić z kolan pana.
„Było tak blisko!” myślał i westchnął, szukając jakichś pasujących na siebie ubrań. Uśmiechnął się, przypominając sobie, jak dostrzegł w oczach pana pożądanie, gdy przez przypadek w nie zerknął. A może tylko mu się zdawało?
„Już niedługo. Czuję, że to stanie się szybciej, niż nawet mi się wydaje. Jeszcze tylko trochę i wreszcie będzie normalnie!”.  

-----------------------------------------------------------------------------
Rozdziały będą pojawiać się teraz już oficjalnie co dwa tygodnie (choć będę się starała dodać następny jeszcze w październiku). O ostatnich opóźnieniach nie będę się rozpisywać, choć przepraszam za nie. Nie były planowane. 
W rozdziale 17 wydarzy się sporo, choć pewnie nie to, co możecie przypuszczać ^^ Pominę też pewien nudny wątek, przechodząc od razu do ciekawszych rzeczy. Przy okazji fabuła wkroczy na swój główny tor. Będzie spore zamieszanie, a John bardzo się zdenerwuje. Sporo rzeczy będzie szło natomiast po myśli Akiego ^^

37 komentarzy:

  1. Rozdział :))) doczekać się nie mogłam. Huraaa
    Nieśmiały ani jest słodki. Yeye ciekawe co wydarzy w przyszłym rozdziale
    John mocno się zdenerwuje mhh ciekawe na.kogo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aki zawsze jest słodki. John też jest słodki ^^
      Nie musi się denerwować na kogoś. Może na coś lub o coś. Chyba...

      Usuń
  2. hym.. albo przy poprzednim rozdziale byłam strasznie czepialska, albo tu jest dużo lepiej, bo rzuciło mi się w oczy tylko kilka brakujących przecinków i jedna literówka... i jak patrzę na to, co napisałam przy poprzednim, to skłaniam się raczej ku tej drugiej opcji :)

    jeśli chodzi o Akiego, to trochę spodziewałam się jakiejś takiej historyjki, tylko niekoniecznie myślałam, że to będzie u Akumy. Teraz pytanie, co John zrobi z tą sprawą, ale nie chcę wiedzieć wcześniej!

    Pomogłabym Ci z fejsem, ale gg nie obsługuję już od wieków :p tzn od czasów, kiedy czat na fejsie zaczął dobrze działać :3 masz na tej swojej stronce aktywną opcję wysłania wiadomości, więc jeśli uznajesz taką opcję, to mogę się tam odezwać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. w ogóle usłyszałam jeden tekst na którymś z koncertów Bon Joviego, którego sobie słuchałam i jakoś tak mi przyszło do głowy, że jak znowu będziesz kombinować z wyglądem, czy coś, to może akurat Ci się przyda :)
      "There's one thing that you can always believe in and that's dreams."

      Usuń
    3. W sumie to nie sprawdzałam tego jakoś specjalnie. Może te błędy co były, jakoś bardziej rzuciły mi się w oczy.
      Historyjek u Akumy jeszcze będzie sporo, bo mam jeszcze dużo do opowiedzenia o okresie, kiedy Aki tam przebywał. Ale zamierzam dawkować je rozsądnie.
      Ale z jaką sprawę John miałby coś zrobić, bo nie załapałam?
      Co do tego fejsa, to stwierdziłam, że najlepiej będzie, jak pożyje własnym życiem, bez mojej ingerencji :P
      Ładny tekst :) Faktycznie może się przyda. A to z jakiejś piosenki Bon Joviego? Pamiętam jak kiedyś ich słuchałam ^^

      Usuń
    4. nie z piosenki, z wypowiedzi.
      a chodziło mi o tego Ryotę, bo nie sądzę, żebyś tak po prostu, bez dalszych planów, wrzuciła ten wątek :)

      Usuń
  3. Omgomgomgomgomgomgomgjestrozdziałzarazwracamidęczytać **

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co prawda trochę później, niż chciałam *musiałam zjeść obiadeł*, ale już jestem i się wypowiadam :33
      Rozdział genialny, z resztą, ja każdy poprzedni. Wyłapałam ze 3 literówki, ale nie zaznaczyłam tych miejsc, więc niestety nie wskażę ci, gdzie ;^;
      Pojawił się Akuma *.* Łał, nie cierpię gośćia, ale jestem nim zaintrygowana. Chętnie poczytałabym więcej o pobycie Akiego u niego, choć dziś zaspokoiłaś nieco tę moją żądzę ^^
      Kurczę, Aki zachował się z jednej strony nie fair w stosunku do Ryoty, choć z drugiej... nie mogę go za to obwiniać. Sama pewnie też doniosłabym na Ryote, bojąc się kary ;-;
      Kolejną rzeczą, która chwyciła mnie za serducho jest rozwój relacji John-Aki, który zmierza w bardzo dobrym kierunku hehehe :33
      Już nie mogę doczekać się next'a *.* Serio, po tym co zapowiedziałaś, październik wydaje mi się nagle strasznie długi i zuy ~~
      Trzymam kciuki za Akiego :DD
      Pozdrawiam cieplusio i ściskam! ^^ Weny! :3

      Usuń
    2. Jeszcze wiele razy będą fragmenty z Akim u Akumy, nie martw się :)
      Ich relacje zmierzają w dobrym kierunku? xD Byłaby wielka szkoda, gdyby tak zostało.
      Dziękuję za wenę i pozdrawiam! :)

      Usuń
  4. Mam nadzieję, że Pan nie wykorzysta Akiego.
    Chciałabym także, żeby chłopak przestał powoli myśleć jak rasowy niewolnik, choć zdaję sobie sprawę, że to zapewne łatwe nie będzie.
    Mimo to liczę na miłość pomiędzy nimi.
    Co za do fabuły, to masz już zaplanowaną ilość rozdziałów?
    Czy na razie piszesz, bez wymyślonego zakończenia?

    Weny życzę i czekam na next ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie by było, gdyby Aki kiedyś przestał tak myśleć, ale to trudne dla niego :( Biedny :(
      Nie mam zaplanowanej ilości rozdziałów, mam za to zaplanowane najważniejsze wydarzenia.
      Dziękuję i pozdrawiam! :3

      Usuń
  5. Czekam niecierpliwie na dalszy ciąg historii. Ciekawe jak przebiegnie spotkanie Johna i Mority. Jeżeli John ma się zdenerwować w następnym rozdziale to mógłby się dowiedzieć co wyczyniał jeden z jego ludzi kiedy pilnował Akiego w apartamencie. John na razie własnoręcznie uśmiercił jedynie Kate. Jak na szefa mafii to spokojny z niego gość. Zastanawiam się co kombinuje Andavel ? Mam nadzieję, że do końca opowiadanie jeszcze bardzo daleko :) pozdrawiam Lena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie! Mógłby się wreszcie dowiedzieć o tym! Tylko jak? :P
      Bo John to bardzo spokojny gość. I nudny. I raczej mało go interesuje uśmiercanie innych własnymi rękami. Od brudnej roboty ma masę ludzi ^^ Dla niego ważne, że pieniążki się zgadzają. Gorzej, jak nie będą.
      Do końca opowiadania jeszcze daleko :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Tjaaa... dwa tygodnie czekania i nadal nie w terminie. Rozumiem sytuacje losowe, przypadki, wypadki ale notorycznie? To po co deklaracja terminu???
    Zaraz pewnie nastąpi na mnie wielki atak, jak mogę tak krytykować.
    Otóż opowiadania się nie czepiam, jest świetne i dlatego nie porzucam. Akcja i bohaterowie wciagaja.
    Jednak szacunek należy się nie tylko pisarzowi ale i czytelnikom: no chyba, ze komuś wystarcza pisanie do szuflady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Od teraz już nie będę dawać terminów, których nie mogę dotrzymać.

      Usuń
  8. jak to nie wiesz czy w ogóle będzie? kobieto, co jest? depresja, nawał pracy - okej, ale może bez takich gróźb poprosimy? ;) masz przecież czytelników, którzy bardziej lub mniej cierpliwie, ale czekają na kolejne rozdziały. poczekamy jeszcze trochę, jeśli trzeba, ale po prostu pisz :)

    pozdrawiam i wszystkiego dobrego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie była groźba, tylko zwykła informacja :)
      Ale masz rację, muszę wziąć się w garść. Nie mogę tak teraz porzucić tego bloga, to nie fair. Trzeba go dokończyć, nawet jeśli to nie będzie wyglądało tak, jak się inni tego spodziewają.
      Dziękuję! Postaram się ogarnąć i wrócić do pisania jak najszybciej. Ale tym razem nie podam konkretnej daty, bo nie chcę jej znowu nie dotrzymać. Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Kobieto, nigdy nie piszę komentarzy, bo zwyczajnie nie umiem/nie lubię/nie chcę (wybierz co wolisz), ale proszę cię tylko o jedno: nie porzucaj opowiadania! ;-; Jak dla mnie możesz wrzucić kolejny rozdział nawet za rok. Ja mogę czekać, jestem bardzo cierpliwa i wierna opowiadaniom :) (bo wiele z tych które czytałam, zostało porzuconych - autorzy zrobili sobie przerwę i nigdy nie wrócili do pisania nad czy ubolewam </3 ale i tak co jakiś czas zaglądam z nadzieją, że może jednak xD )
    Wielbię ciebie i to co tworzysz, więc trzymam za ciebie kciuki cokolwiek robisz gdy nie piszesz (taaak, nawet jak się lenisz, też trzymam kciuki XD bo lenienie się to ważna rzecz przecie! :D )
    Życzę ci powodzenia cokolwiek robisz i trzymam kciuki z nadzieją, że dodasz kolejny rozdział, chociażbyś miała dodawać raz na pół roku ^^
    ...
    boże, ale to pogmatwane co napisałam ._.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję <3
      Już się ogarniam, więc rozdział niedługo będzie. Na pewno nie będzie na niego trzeba czekać pół roku.

      Usuń
    2. *fangirlowski pisk radości* DZIĘKUJĘ! Uwielbiam cię! <3

      Usuń
  10. Ja chce rozdział....BŁAGAM!!!!! NIE MOŻESZ NAS TERAZ ZOSTAWIĆ!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wracam. Niedługo. Tak mi się wydaje...

      Usuń
  11. Ile to opowiadanie ma mieć rozdziałów? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem pewna, ile mi ich wyjdzie. Ciągle ta liczba się trochę zmienia. Na początku, tak wstępnie, planowałam 23.

      Usuń
  12. Czemu, czemu, czemu w takim momencie?
    Dużo weny
    Pozdrawiam 😃

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo kiedyś zakończyć trzeba :)
      Pozdrawiam i dziękuję :)

      Usuń
  13. Mój świat ogranicza się do czekania na kolejne rozdziały. Uzależniłam się od twojego opowiadania. Robisz niesamowite opisy przeżyć wewnętrznych, a ogólny przebieg fabuły wychodzi ci doskonale. Życzę weny i niecierpliwie czekam na rozdział 17. Pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że podoba Ci się :) Staram się, żeby to wszystko jakoś było w miarę możliwe. Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Ja również ;)

      Usuń
  14. Ach, nie ma to jak niedziela spędzona na czytaniu genialnego opowiadania. Strasznie się wciągnęłam, nie mogę doczekać się na ciąg dalszy.
    Fabuła jest bardzo fajna, przemyślana i, co ważne, logiczna. No i uwielbiam takie klimaty. Choć, jak dla mnie, mogłoby być nieco brutalniej.
    Wielki szacunek za styl pisania, który już od pierwszej chwili totalnie mnie zauroczył. Brakowało mi już od dawna czytania tak dobrego bloga.
    Życzę weny i jeszcze więcej genialnych pomysłów c:

    OdpowiedzUsuń
  15. Ah... czekamy czekamy... ^^

    ~Hidamisa

    OdpowiedzUsuń
  16. Hej,
    podobały mi się wspomnienia Akiego z pobytu unAkumy, mam jakieś przeczucia, że coś się wydarzy na spotkaniu z Mortą...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń