Rozdział 15

Ładniutki chłopczyk, grzeczny chłopczyk


– W schowku jest stół – zaczął pan. Wszedł do pokoju tuż za Akim lecz zatrzymał się przy drzwiach. – Wyjmij go i rozłóż tutaj. Chyba potrafisz?
– Tak panie – odparł chłopak. „Powinienem sobie poradzić” pomyślał. „To raczej nie będzie zbyt trudne... chyba”.
Ruszył, by wykonać polecenie, ale przystanął, słysząc, że pan nie skończył. Zrobiło mu się głupio, ale jego właściciel był zupełnie obojętny. Kontynuował, z tym samym wyrazem twarzy i nawet nie zganił chłopaka, więc ten odetchnął z ulgą. Znów mu się upiekło.
„Uważaj” ostrzegł się w myślach. „Ostatnio jesteś strasznie nieostrożny, Aki. To może się źle skończyć, przecież wiesz”.
– Inne rzeczy też tu powinny być. Poszukaj w szafkach. Jestem pewny, że gdzieś tu są... – mówił spokojnie. – Przygotuj się, ja w tym czasie pójdę wziąć prysznic.
– Tak, panie.
– Zostawię cię samego. Nie zamykam drzwi, ale chyba nie muszę ci przypominać, czego masz nie robić? – pytanie to wypowiedział żartobliwym tonem, ale Aki potraktował je całkowicie poważnie.
– Oczywiście. Nie zrobię niczego nieodpowiedniego, panie – „O nie! Nigdzie się nie wybieram. Zwłaszcza teraz, kiedy mam taką wspaniałą okazję przypodobać się panu” myślał.
Jego właściciel wyszedł a Aki włączył światło i otworzył schowek. Lecz nim to zrobił, zajrzał szybko za drzwi, znajdujące się tuż obok. Tak jak się domyślił, była tam łazienka. Przypuszczał, że wszystkie pokoje tutaj, a przynajmniej na tym piętrze, miały podobny układ. Ta informacja była mu zbędna, ale przynajmniej zaspokoił ciekawość. Czasem nawet on nie mógł się powstrzymać.
Podczas rozmowy w gabinecie, Aki przeżył małą chwilę grozy. Już myślał, że tym razem mu się oberwie i to poważnie, bo zdawał sobie sprawę, za jak wielką zniewagę pan mógł uznać jego zachowanie. Gdyby zrobił coś takiego będąc u Akumy, ten na pewno nie przepuściłby tak świetnej okazji i ukarał go z uśmiechem na ustach. Ale pan znów go zaskoczył. Nie ukarał go, pochwalił i rozwiał jego obawy. Aki wierzył, że pan mówił prawdę i faktycznie był z niego zadowolony. W końcu to pan. Należy mu ufać. Tylko ten cichy, nieznośny głosik, którego chłopak tak nie lubił, szeptał Akiemu, żeby nie cieszył się za szybko.
Ściągnął zakurzoną folię nałożoną na leżący pod ścianą stół do masażu. Zwinął ją ładnie i położył na podłodze, a sam stanął przed złożoną leżanką. Wyglądała solidnie i chwilę wpatrując się w nią, oceniał, czy zdoła ją udźwignąć.
Zaryzykował. Złapał ją i przygotowując się na spory ciężar, powoli uniósł. Miał rację – stół był ciężki. Z trudem, męcząc się przy tym okropnie i obawiając się, by nie upuścić go sobie na stopy, Aki wyniósł go wreszcie ze schowka. Tuż za drzwiami położył go na podłodze. Musiał chwilę odpocząć, bo czuł, jak ciężar wysuwał mu się z rąk. Przypomniał sobie nagle, jak kiedyś, jeszcze będąc wolnym, próbował przenieść ciężki, stary telewizor znajdujący się w szopie do swojego pokoju. Nie skończyło się to wtedy za dobrze, ale przynajmniej ojciec nic nie zauważył. Zresztą, on nigdy nic nie zauważał...
Złapał oddech i ponownie podniósł leżankę, tym razem donosząc ją mniej więcej na środek pokoju.
„Ciekawe ile panu zajmie ten prysznic?” pomyślał i natychmiast zaczął rozkładać stół. Choć ten różnił się od tych, z którymi miał do czynienia u Akumy, bez problemu poradził sobie z poskładaniem go.
– Gotowe – szepnął pod nosem.
Uśmiechnął się, kiedy skończył, na chwilkę zawieszając wzrok na obrazie wiszącym na ścianie, przedstawiającym rozległy, gęsty las. Obrazów oraz ozdób było tutaj wiele, ale chłopak nie miał czasu, by je wszystkie oglądać. Nie miał też na to chęci. Myśli zaprzątało mu to, że będzie robił masaż swojemu panu i że powinien się przygotować, by spisać się jak najlepiej. Nie przysiadł więc, by odpocząć. Musiał jeszcze znaleźć potrzebne mu rzeczy. Zaczął więc przeszukiwać szafki. Tym razem robił to spokojnie, wiedząc, że miał pozwolenie.
Podczas poszukiwań Aki przypominał sobie wszystko, czego o masażu nauczył się u Akumy. Nie denerwował się prawie wcale, bo wiedział, że to była jedna z niewielu rzeczy, w której był dobry. W końcu często mu się zdarzało wykonywać masaż nawet jego byłemu panu. Akuma był zadowolony, a Aki obecnie był niezwykle zdeterminowany, by zrobić wszystko, aby jego teraźniejszy pan również był zachwycony. „Panu na pewno się spodoba. Zrobię wszystko tak, jak zwykle. Może wtedy pan nabierze też ochoty na coś innego?”.
Znów się uśmiechnął. Był dobrej myśli. W końcu miał okazję się wykazać i bardzo chciał, by pan zauważył, że nie jest wcale bezużyteczny i też może się na coś przydać.
Olejki, ręcznik, talk, świeczki zapachowe oraz kadzidełka, które znalazł w sporych szufladach komody, położył na niedużym stoliku, wcześniej zdejmując z niego wazon i kładąc na jedną z półek, a stolik ustawiając bliżej leżanki. Ani świeczek, ani kadzidełek nie zapalał, bo nie wiedział, czy pan je lubił lub czy dziś chciał z nich skorzystać.
Rozejrzał się po pokoju. Co jeszcze powinien zrobić?
Podszedł do okna i opuścił nieco rolety, które pewnie z tego powodu tam się znajdowały. Popołudniowe słońce choć mniej ostre niż jeszcze kilka godzin wcześniej, wciąż nie było zbyt przyjemne. A Aki chciał, by pan mógł się w pełni zrelaksować. Wydawało mu się, że teraz w pomieszczeniu było idealnie oświetlenie. Pokój był lekko zaciemniony, ale nie panował w nim mrok. „Teraz już powinno być dobrze” pomyślał z zadowoleniem.
Pana wciąż nie było, ale chłopak czuł, że ten lada chwila wróci. Zazwyczaj, z tego co zdążył zauważyć, właśnie tyle czasu poświęcał na prysznic. Postanowił wykorzystać ten, który mu został, robiąc proste ćwiczenia i rozgrzewając nadgarstki. Był coraz bardziej podekscytowany.
„Trochę tu gorąco” stwierdził. Na zewnątrz był upał, a on miał na sobie bluzę z długim rękawem i długie jeansy. Panu nie przeszkadzało, że tak się ubierał, przynajmniej do tej pory nie powiedział nic na ten temat. Aki uznał to za zgodę. Było mu to też na rękę, bo nie lubił oglądać swoich blizn i nie chciał, by pan na nie patrzył. Wiedział, że bardzo szpeciły jego ciało, ale nic nie mógł na to poradzić. Mógł je wyłącznie ukrywać.
Postanowił, że tym razem zdejmie bluzę. Tak też zrobił i już po chwili został w białym, prostym t-shircie. Wiedział, że podczas masażu na pewno będzie mu jeszcze bardziej gorąco, a nie chciał ugotować się przez swoje ubranie i zapocić na śmierć. Aki liczył na to, że gdy pan się położy, nie będzie przecież patrzył na jego ręce, a kiedy skończy, szybko znowu założy bluzę i wszystko będzie w porządku.
Przez ten drobiazg humor Akiego popsuł się, bo zaczął się obawiać, że coś może pójść nie tak. Przecież panu niekoniecznie musiało się podobać! Nim jednak zaczął panikować na dobre, usłyszał kroki na korytarzu i zaraz jego właściciel wszedł do pokoju.
– Widzę, że sobie poradziłeś. Świetnie – powiedział, uśmiechając się lekko. Aki spojrzał na niego. Pan miał na sobie swój długi, czarny szlafrok.
– Panie, czy mogę jeszcze umyć ręce? – chłopak widząc go, przypomniał sobie z tego wszystkiego zapomniał o podstawowej rzeczy. Poczuł, że przez stres jeszcze się zwiększył.
– Idź, idź.
Chłopak od razu, gdy tylko usłyszał pozwolenie, szybkim krokiem wszedł do łazienki. Błyskawicznie lecz dokładnie umył ręce i wytarł je do sucha puchatym ręcznikiem. Gdy wrócił do pokoju, pan już leżał na stole, z rękoma na podłokietniku. Aki podchodząc do niego spostrzegł spoczywający na podłodze szlafrok i dotarło do niego, że pan leżał tam zupełnie nagi. To nie była żadna nowość. W końcu Akuma czy inne osoby, którym robił masaż, też zawsze rozbierały się całkowicie, ale tym razem to był pan. Jego pan!
Zbliżył się powoli, nie mogąc oderwać oczu od swojego właściciela. Mógł podziwiać w całej okazałości jego plecy, pośladki, nogi... Coś bardzo dziwnego przeszło mu jednak przez myśl: „Ciekawe, czy pan ma dużego? Może jeszcze uda mi się zobaczyć”. Przez chwilę Aki pożałował nawet, że wcześniej zapomniał o umyciu rąk. Gdyby nie to, miałby szansę obejrzeć pana całego, kiedy ten się rozbierał. Nagle wielkość penisa pana wydała mu się ogromnie istotna, jakby to była najważniejsza rzecz na świecie. „W końcu muszę wiedzieć! Mógłbym się wtedy przygotować. To ważne!” myślał, nawet nie starając się przestać. „Ale przecież jeszcze nic straconego. Jeśli tylko pan będzie chciał, żebym zrobił mu...”.
– Już? – pan pierwszy odezwał się, ściągając Akiego na ziemię.
– Tak, panie. Jestem gotowy.
– Dobrze. Dzisiaj pomasujesz mi tylko plecy – oznajmił pan, nawet nie odwracając głowy, którą wygodnie ułożył na podgłówku, w stronę chłopaka. Aki poczuł małe rozczarowanie, ale skupił się na wykonaniu swojego zdania, na którym bardzo mu zależało.
– Tak, panie – odparł. – Czy mam zapalić świeczki albo kadzidełka?
– Nie. Możesz za to włączyć muzykę – Aki odwrócił się. Już wcześniej zauważył na jednej z półek mini wieżę, ale nie pomyślał o włączeniu muzyki. – Płyta powinna być w środku. Zresztą, sprawdź.
Chłopak podszedł do mini wieży. Przyjrzał się dokładniej wszystkim przyciskom i pokrętłom. Z ulgą stwierdził, że nie wygląda na zbyt skomplikowaną. Wcisnął guzik podpisany jako „open” i ujrzał jak z odtwarzacza wysuwa się płyta.
– Jest płyta, panie.
– W takim razie włącz ją. Tylko nie za głośno.
„Nie za głośno czyli jak?” zastanawiał się nerwowo, ale już wcisnął „close”, a potem, drżącą ręką, „play”. Akurat gdzie ustawiało się głośność nie miał zielonego pojęcia, a nie chciał zawracać tym głowy panu. Jeszcze zdenerwowałby go swoją nieporadnością, a w tym momencie nie było to wskazane. Przecież chciał się wykazać!
Miał wrażenie, że serce stanęło mu na moment. „A co jeśli będzie bardzo głośno i pan się wścieknie? Co ja zrobię? Co on mi zrobi?”. Ale z głośników popłynęła, całe szczęście, cicha, relaksująca muzyka. Bezmyślność uszła mu płazem. Znowu.
– Tak jest dobrze, możesz zostawić – usłyszał od swojego właściciela, na co odetchnął. – Zaczynaj.
– Panie, bo... – teraz, kiedy pan powiedział już, by zaczynał, czuł się niepewnie znów go o coś pytając. – Wolisz, żebym użył oliwki czy...
– Tak, weź tę w zielonej buteleczce. Jest tam taka?
– Tak, panie. Jest – Aki szybko odnalazł odpowiednią buteleczkę i odkręcił ją. Poczuł przyjemny, świeży zapach, w którym rozpoznał zieloną herbatę. – To... to już zaczynam, panie.
– Yhm... – mruknął jego właściciel w odpowiedzi.
Aki uznał to za potwierdzenie i postanowił przejść do dzieła. Ręce wciąż trochę mu drżały, gdy wylewał sobie na nie olejek. Wprawnym ruchem rozgrzał go w dłoniach i już nie zwlekając dłużej zaczął masować pana, całą swoją uwagę skupiając na tym, by wykonać swoje zadanie jak należy i by pan był z niego jak najbardziej zadowolony. Zdenerwowanie minęło, a ręce już mu nie drżały. Był pochłonięty swoją czynnością i tym, że po raz pierwszy mógł dotykać pana w taki sposób. To zajmowało wszystkie jego myśli.
Jednak była jedna, która zdołała się w nie wedrzeć. „Gdyby pan się odwrócił, mógłbym sprawić mu nawet więcej przyjemności, w inny sposób. Mógłbym pokazać mu, co jeszcze potrafię...”.




Otwierając drzwi zastanawiał się, czy chłopak jednak nie wykorzystał okazji i nie spróbował zwiać. Ale szybko okazało się, że wciąż znajdował się tam, gdzie go zostawił. Nigdzie się nie ulotnił. To wprawiło Johna w lepszy nastrój i miał nawet wrażenie, że poczuł do swojego niewolnika niewielką sympatię. „Bardzo ładnie” myślał. „Grzeczny chłopczyk”.
John uwielbiał masaż, choć w ostatnich tygodniach nie miał czasu na tę formę relaksu. Przeznaczył pokój specjalnie do tego celu, urządził tak, by móc się w nim całkowicie odprężyć i liczył, że gdy tylko sytuacja się ustabilizuje, będzie mógł znów spokojnie do tego powrócić. Wcześniej często zapraszał do siebie zaufanego masażystę, ale nawał pracy i niedawne wydarzenia uniemożliwiały mu to. Cieszył się więc, że nadarzała się okazja na chwilę masażu.
Jedno spojrzenie wystarczyło, by zauważył, że jego niewolnik nie miał na sobie bluzy. Nie spostrzegł za to blizn, bo chłopak szybko uciekł do łazienki. Jego zachowanie było według Johna zbyt nerwowe, ale w końcu to u niego nic dziwnego. Mężczyzna uznał, że tamten po prostu czasem tak miał.
John zdążył położyć się na leżance, wcześniej niedbale rzucając szlafrok na podłogę. Nie chciało mu się szukać dla niego innego miejsca (powinien w końcu kazać wstawić tu jakiś wieszak), ale przede wszystkim, nie mógł się doczekać masażu. Był bardzo ciekawy, jak spisze się jego niewolnik. Wierzył, że to nie ostatni raz, kiedy spotykał się z nim w tym miejscu.
Ułożył się wygodnie, pozwalając nowemu masażyście przejść do działania, oddając się w jego ręce. Miał nadzieję, że chłopak nie zawiedzie jego oczekiwań. Nie chciał nawet myśleć o tak nieprzyjemnych rzeczach, jak to, co by mu zrobił, gdyby sprawił mu zawód.
Wreszcie poczuł dotyk dłoni na swoich plecach. Myślał, że może będą one chłodne, ale było wręcz przeciwnie. Dłonie chłopaka okazały się przyjemnie ciepłe, na co John z zadowoleniem uśmiechnął się nieznacznie, zamykając oczy.
Początkowo niewolnik dotykał jego pleców delikatnie, niemal głaskając jego skórę, ale to szybko się zmieniło. Jego ruchy stały się pewne i John nie musiał patrzeć, by wiedzieć, że tamten wiedział co robił. Wystarczyło, że czuł to.
By się zrelaksować, starał wsłuchiwać się w kojące, niskie dźwięki saksofonu, wydobywające się cichutko z głośników. Próbował przy tym zupełnie wyłączyć umysł i nie myśleć o niczym. Chciał zostawić wszystkie troski i choć na chwilę odpłynąć, nie przejmując się tym co normalnie zawracało mu głowę. Próbował.
Na nic zdawały się jego wysiłki, bo zdradzieckie myśli wciąż krążyły wokół osoby wykonującej masaż. „Nie sądziłem, że w tym wychudzonym ciele znajdzie się tyle siły” myślał, kiedy chłopak po kilkunastu minutach wciąż się nie zmęczył i z takim samym zapałem kontynuował masaż. „Ciekawe na co jeszcze by jej wystarczyło...”. John czuł jak niewolnik teraz uciskał mocno jego plecy od pasa ku górze. Mimo wszystko, nie było w tym niczego nieprzyjemnego, wprost przeciwnie. Johnowi bardzo się podobało.
Zauważył parę różnic lecz i tak rozpoznawał ruchy, jakie chłopak wykonywał. Musiał przyznać, że jego niewolnik był świetny i czuł się w pełni zadowolony z jego „usług”. Ale na razie nie odzywał się nawet słowem, nie chcąc rozpraszać ani jego, ani siebie. Choć sam i tak był już rozproszony, bo nawet jeśli próbował nie myśleć o tym, że młody, apetycznie wyglądający chłopak właśnie zajmował się jego plecami, nie mógł przestać. Przypominał sobie swojego niewolnika we wszystkich sytuacjach, w jakich do tej pory mógł go oglądać i to, jakie wrażenie na nim sprawiał. Najgorsze jednak było to, że jego myśli podążały w niebezpiecznym kierunku, podsuwając najróżniejsze, bardzo kuszące wyobrażenia. Zwłaszcza te, w których układał sobie w głowie kolejne scenariusze dotyczące przebiegu masażu, kiedy to on, John, zmienia nagle plany i robi z chłopakiem zupełnie coś innego, bawiąc się przy tym doskonale. Oczywiście, miał też wizje, w których wykorzystuje okoliczności i masaż najpierw zamienia się w ten czysto erotyczny, by następnie, krok po kroku, przerodzić się w dziki seks, w którym to daje upust swoim wszelkim żądzom.
„Stop” pomyślał. „Pohamuj się trochę”.
Wziął głęboki oddech i udało mu się wrócić ze świata fantazji. Zdał sobie przy tym sprawę, że znów słyszał utwór z początku płyty. Chłopak natomiast ponownie głaskał go delikatnie, nic nie mówiąc.
„No tak” dotarło do niego. „Przecież sam z siebie nie przestanie. Czeka na moje polecenie”.
Odczekał jeszcze parę sekund. Tak naprawdę nie miał ochoty przerywać, było mu zdecydowanie za dobrze. Ale nie mógł poświęcić na to całego dnia.
– Wystarczy. Możesz przestać – odezwał się, a chłopak od razu zabrał dłonie z pleców swojego pana, po czym wytarł je czystym ręcznikiem leżącym na stoliku.
John powoli zdjął ręce z podłokietników. Nie podniósł się od razu. Poczekał chwilę, dopiero wtedy usiadł na leżance.
– Podaj mi szlafrok – polecił niewolnikowi. Ten schylił się i podniósł ubranie z podłogi. Podał go panu, wcześniej nieco otrzepując.
John wstał, wsunął stopy w kapcie i założył na siebie szlafrok. Wykonując te czynności kątem oka obserwował chłopaka. Wyglądał on jak gdyby bardzo chciał spojrzeć na Johna, ale bał się i w związku z tym wciąż kierował swój wzrok na podłogę, zaraz jednak podnosząc go i ponownie zerkając na swojego właściciela. Johnowi natomiast nie przeszkadzało to, że chłopak widział go nago. Nawet jeśli nie zachowywał się jak typowy pan, osoba przed nim stojąca ciągle była jego niewolnikiem. Nie sądził więc, by musiał się specjalnie krępować, poza tym, nie miał się czego wstydzić. Przynajmniej tak uważał.
Zakłopotanie nastolatka było według Johna niezwykle urocze. Aż nie mógł powstrzymać się, żeby nie unieść kącików ust w nieznacznym uśmiechu. Podejrzewał, że tamten nie wstydził się jego nagości, bo ta na pewno przestała go dziwić już dawno temu, skoro był kim był. Raczej nie wiedział jak się zachować z racji tego, że John do tej pory nigdy nie pokazywał mu się w pełnej krasie. Pewnie obawiał się, że jego pan nie życzył sobie, by ten się na niego gapił lub wręcz przeciwnie, tego właśnie chciał, lecz ostatecznie nie potrafił odgadnąć jaka była wola pana. „Ha!” pomyślał John. „Zaczynam go rozgryzać. To wcale nie takie trudne”.
Zawiązał szlafrok, zakrywając się i stanął przed chłopakiem, patrząc wprost na niego. Ten sterczał z lekko pochyloną głową i rękami złączonymi za sobą.
– Bardzo dobrze ci poszło – mówił. Zbliżył się do niewolnika i wyciągnął dłoń, by pogłaskać go po policzku. Chłopak automatycznie zamknął oczy, jak gdyby się przestraszył, ale zaraz znów je otworzył i podziękował panu. – Od tej pory będziesz to robił częściej. To będzie twoje zadanie, rozumiesz?
– Tak, panie.
– Liczę na to, że będziesz się starał i podejdziesz do tego poważnie. – Nie przykładał zbyt wielkiej uwagi do swoich słów, wpatrzony w nieco zlęknione, ale piękne oczy chłopaka. Wciąż głaskał go po policzku, ale nie trwało to długo.
W jednej chwili pochylił się nad niewolnikiem i bez żadnych oporów pocałował go. Zbliżył się jeszcze bardziej, po czym objął go ręką w pasie, jednocześnie łapczywie smakując jego usta. Chłopak oddawał pocałunek, jednak to John miał nad nim pełną kontrolę. Wolną rękę wsunął nastolatkowi pod koszulkę, tuż nad biodrem i przesunął w górę, po jego chudym ciele. Miał ochotę zrealizować jedno ze swoich wyobrażeń, ale wiedział, że nie odważy się na to. Mimo tego, kontynuował swój namiętny pocałunek jeszcze dobrych parę chwil, starając się chociaż w małym stopniu zaspokoić swoje pragnienie i nie pozwalając, by pożądanie całkowicie nim zawładnęło .
Przestał, odsuwając twarz od twarzy chłopaka, ale wciąż nie wypuszczając go z rąk. Jego młody niewolnik powoli podniósł powieki, a John miał wrażenie, że patrzył na niego wyczekująco. Z całą pewnością w tamtym momencie chłopak nie błagał go, by przestał, ani też nie był niezadowolony czy zobojętniony tym, co się stało.
Przypuszczenia Johna znów zadudniły mu w głowie.
Mężczyzna uśmiechnął się.
– Mała nagroda – tymi słowami podsumował to, co przed chwilą zrobił, choć nie był do końca pewny, czy dla niewolnika coś takiego nie było raczej torturą. Szybko uznał, że tym razem mógł założyć coś innego.
Odpowiedź go nie zaskoczyła, zdziwił go natomiast uśmiech chłopaka, którego tamten nie zdołał pohamować.
– Dziękuję panie.
John pocałował go. I co z tego? Ktoś mógłby mu zabronić? Oczywiście, że nie. To był jego niewolnik. Jego własność. Nie miał zamiaru posuwać się za daleko, ale niewinny pocałunek nie był przecież niczym złym. W końcu nie robił mu żadnej krzywdy. A John uważał, że ma pełne prawo sprawić sobie chociaż małą przyjemność z pomocą tego chłopaka.
„Podobało mu się. Jak nic, podobało mu się” myślał. „Może faktycznie chciałby więcej? Kto wie... Może nawet dałbym mu się przekonać, gdyby poprosił...”.


Przeglądał nowe wiadomości, wpatrując się w ekran laptopa i siedząc przy biurku w swoim gabinecie. Był już wieczór, choć wciąż wczesny. Niewolnik zajmował sofę i czytał jedną z kilku książek, jakie John pozwolił mu wybrać sobie z pokaźnej biblioteczki. Teraz już nie wydawał się tak nerwowy. Siedział spokojnie, z podkulonymi nogami i wyglądał na pochłoniętego lekturą. Jego obecność zupełnie więc Johnowi nie przeszkadzała. Chłopak zachowywał się cicho, jakby go nie było.
Sielankę tego wieczoru przerwało nagłe pukanie. John nie był nim zdziwiony. Spodziewał się gościa, który wszedł po chwili, nawet nie czekając na zaproszenie, jakie mimo tego nadeszło, gdy ten już otwierał drzwi.
Hisato wkroczył śmiało do gabinetu. Przywitał się z Johnem i już zaraz rozsiadł się w fotelu, który sam przysunął sobie tak, by siedzieć po przeciwnej stronie biurka. Uważnie przyjrzał się nastolatkowi, obrzucając go nieprzyjemnym spojrzeniem.
– Poczekaj chwilę – powiedział John, nie przejmując się. Nie widział żadnego problemu ani w tym, że mężczyzna zobaczył jego niewolnika, ani w tym, że niechęć wisząca w powietrzu i skierowana do nastolatka, była wręcz namacalna.
Bez zbędnego pośpiechu podszedł do niewolnika, który już nie czytał, tylko czekał na polecenie.
– Chodź za mną – zwrócił się John do niego, po czym dodał jeszcze, mając na myśli kilka książek, leżących na sofie. – Weź je.
Chłopak błyskawicznie zebrał wszystkie książki, przycisnął je do piersi i ruszył za panem, który już wychodził z gabinetu. Nie ośmielił się, odchodząc, jeszcze raz zerknąć na nieprzychylnego mu przybysza.
John zaprowadził swojego niewolnika do sypialni, by nie przeszkadzał w ważnej rozmowie, jaka czekała go za moment. Musiał omówić z Hisato wiele spraw, a nie chciał, by cokolwiek go rozpraszało. Mimo wszystko, wolał też, by chłopak nie znał ich największych sekretów i strategii.
– Jeśli jesteś zmęczony, możesz się przespać. To trochę potrwa – poinformował go, a następnie wyszedł na korytarz i przekręcił klucz w zamku.
Wrócił do gabinetu z poważną miną, od razu zajmując swoje miejsce. Był gotowy, jednak wiedział, że nim przejdą do omawiania ważniejszych kwestii, nie obędzie się bez poruszenia innego tematu. Tak naprawdę nawet chciał, by tak się stało.
– Czyli to jest ten twój niewolnik? – Hisato zapytał, uśmiechając się ironicznie. – Chociaż teraz rozumiem, czemu wciąż go tu trzymasz. Ładny chłopaczek. Przynajmniej spisuje się w swojej roli?
– A jak myślisz? – odparł John spokojnie.
Hisato westchnął, po czym odezwał się już z pełną powagą.
– Już ci to mówiłem, ale powtórzę jeszcze raz: jesteś idiotą. Ten chłopak sprowadzi na ciebie nic innego, tylko kłopoty. Ludzie już zaczynają rozsiewać plotki. Powinieneś się zastanowić, czy nie lepiej byłoby się go pozbyć. To zbyt niebezpieczna zachcianka, John. Pomyśl nad tym jeszcze i to szybko.
– W dupie mam plotki – mimo tego co usłyszał od przyjaciela, wciąż się nie wściekł. – A kłopoty i tak już mamy, i to o wiele poważniejsze, więc zajmijmy się nimi wreszcie.
Hisato wzruszył tylko ramionami. Wiedział, że nic nie wskóra, więc nie miał zamiaru więcej dyskutować z Johnem na ten temat, czy próbować go przekonywać. Ostrzegł go, więc odegrał swoją rolę i spełnił obowiązek. Więcej nie mógł zrobić. Ale znał go na tyle, by wiedzieć, że tamten uparł się i nie miał zamiaru zmieniać zdania.
– Patrz, to ten list – podał przyjacielowi kartkę, którą wyciągnął z szuflady, po czym odblokował komórkę, nacisnął coś i podał mu również ten przedmiot. – A tu masz wiadomość, o której wspominałem ci przez telefon.
Jego gość przyglądał się w ciszy obu rzeczom. Zastanawiał się nad czymś chwilę w skupieniu.
– Czyli to już pewne, że to „Tygryski” Daizo – powiedział w końcu.
– Wszystko na to wskazuje – stwierdził John. Zamknął laptop i odsunął go na bok, by nie zasłaniał mu jego rozmówcy. – Przynajmniej wiemy, których skurwysynów musimy zlikwidować. To zawsze lepsze, niż walka na ślepo, z jakimś cholernym cieniem.
– Tak, tak jest lepiej – zgodził się Hisato. Przy okazji przypomniał sobie, o czym powinien wspomnieć szefowi. – John, dzisiaj zamordowano naszego informatora... –zaczął, po czym opowiedział mu to, co przekazał mu wcześniej Yukio, pomijając mniej istotne rzeczy. – Wydaje mi się, że w tej sytuacji możemy założyć, że to był ktoś od Daizo.
– Bardzo możliwe. Ale to i tak niczego nie zmienia. Niewielka strata – ocenił. – Poza tym, skoro już o Moricie mowa, myślę, że jednak z nim porozmawiam.
– Jesteś pewny? – zapytał Hisato, ale wyglądało na to, że popiera tę decyzję.
– Tak – potwierdził. – Jutro skontaktuję się z nim i umówię na spotkanie. Zobaczymy co będzie miał do powiedzenia. Jeśli zaproponuje jakiś korzystny układ, zgodzę się. Ale jeśli zacznie coś kombinować, dam sobie spokój. Chociaż wydaje mi się, że w tej sytuacji dla niego też byłoby lepiej połączyć siły.
– Masz rację. Jeśli Daizo zacznie grać na poważnie, Morita będzie w o większym gównie niż my. Pewnie dlatego chce gadać. Wie, że nie ma wyjścia. – Hisato założył nogę na nogę, opierając się wygodnie. – Mam pójść tam z tobą?
– Jak chcesz – John uśmiechnął się. – Chociaż pewnie będziesz próbował się wykręcić.
– Tak. Jeśli nie będę ci potrzebny, to odpuszczę. Mam coś innego do załatwienia...
– Właśnie o tym mówiłem – zaśmiał się, a Hisato zaraz do niego dołączył.




„Udało się, udało!” cieszył się Aki, oczywiście w myślach, bo nie odważyłby się krzyczeć tak w domu pana. Ale w jego głowie aż huczało. „Wreszcie pokazałem panu, że mogę się do czegoś przydać! Wreszcie zrobiłem coś dobrze!”. Chłopak był z siebie szalenie dumny i odczuwał ogromną satysfakcję z tego, że sprostał swojemu zadaniu. Teraz, kiedy był sam, nie musiał powstrzymywać swoich emocji tak jak przy panu. Nie oznaczało to jednak, że mógł robić, co mu się podobało.
Leżał teraz na brzegu łóżka, nogami wciąż dotykając podłogi. Szczerzył się do siebie i musiał dłońmi zakrywać usta, żeby nie zacząć się śmiać, ani chichotać jak opętany.
„Pan był zadowolony. To było widać! Nawet pocałował mnie w nagrodę!” Aki czuł jak radość go rozpiera od środka. Może i pocałunek sam w sobie nie cieszył go tak bardzo, chociaż nie miał nic przeciwko niemu, za to doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co oznaczał.
„Na pewno niedługo pan wreszcie będzie miał ochotę na seks! Drugi raz nie przepuszczę takiej szansy. Pokażę mu, co potrafię! Sprawię, że będzie zachwycony tak, jak dzisiaj!”. Aki był zdecydowany zadowolić pana za wszelką cenę. Czuł, że da radę. Po tym, co dzisiaj zaszło, jak wykazał się w roli masażysty, był przekonany, że podoła także swojemu głównemu obowiązkowi. Wierzył, że był teraz na dobrej drodze do osiągnięcia celu. A cel miał prosty. Chciał tylko sprawić, by pan był tak zadowolony, że ani myślałby o pozbyciu się go. Po prostu, choć mogło to wymagać sporo pracy i wysiłku, zamierzał postarać się, oczarować pana i nie znudzić go. No, może „oczarować” to zbyt wielkie słowo. Na pewno chciał wzbudzić w panu przychylność, zaskarbić sobie jego względy, ale przede wszystkim zagwarantować sobie bezpieczeństwo... na jakiś czas. To było najważniejsze. Aki bardzo optymistycznie liczył na to, że może pan przywiąże się do niego na tyle, by nie chcieć go zabić. Będzie służył panu najlepiej jak potrafił, by nie skończyć jak tamten niewolnik na przyjęciu...
„Ale musisz uważać! Nie zrób znowu czegoś głupiego!” myślał. Zdjął buty i położył nogi na łóżku. „Tak, muszę uważać, by nie zdenerwować pana... W sumie, on nie jest taki zły. Mam nadzieję, że pozostanie taki, jaki jest... Obym tylko później nie żałował, że tak pomyślałem”.
Pan pozwolił mu się położyć, więc Aki chciał z tego skorzystać i odpocząć chwilę. Podłożył sobie rękę pod głowę i podkulił nogi. Teraz było mu wygodnie.
„Ciekawe, jak to będzie z panem? Jak do tej pory był dla mnie dobry. Wiem, że może zrobić ze mną co chce... wiem...” przymknął oczy i ziewnął. Nagle poczuł się senny. Nadmiar wrażeń po raz kolejny dał o sobie znać. „Zrobię, co tylko zechce. Będę mu służyć i zrobię wszystko, co każe. Nawet jak... nie, nie myślmy o tym”. Nawet światło lampki stojącej na szafce obok przestało mu przeszkadzać. „Chciałbym już mieć to za sobą. Trochę się boję, ale chciałbym już to zrobić. Może wtedy byłoby łatwiej?”.
Czuł, że zasypiał, ale gdy był już bliski przekroczenia bram krainy snów, nagle wspomnienia, zupełnie nieproszone, zaczęły mu napływać do głowy. Nie wiedział, czemu akurat w tamtej chwili przypomniało mu się to wszystko. Dlaczego nagle powrócił w myślach do czasu, gdy był jeszcze u Akumy. To nigdy nie było przyjemne, ale nic nie mógł na to poradzić. Przed oczami stanęła mu twarz z przeszłości, ale nie należała do tego, kogo mógłby się spodziewać. Tym razem to nie jego były pan, a czarnowłosy chłopak o szarych oczach i rozbrajającym uśmiechu pojawił się, by przypomnieć mu bolesne chwile. Choć sam chłopak nie był niczemu winny. Co więcej, był chyba jedyną osobą wśród tych wszystkich niewolników, która nie nienawidziła go, nawet po tym, co mu zrobił.
Doskonale go pamiętał. Miał na imię...




John otworzył drzwi i wszedł do sypialni. Wewnątrz było jasno. Lampka stojąca na szafce nocnej świeciła się, choć chłopak już spał. Wciąż miał na sobie to samo ubranie, które nosił przez cały dzień. Widocznie nie kąpał się jeszcze.
Rozmowa z Hisato poszła świetnie i udało im się nawet opracować wstępny plan postępowania w związku z Daizo i jego mafią. Wiedział, że najbliższe tygodnie, a nawet miesiące będą bardzo trudne, ale teraz był już zbyt zmęczony by o tym myśleć.
Podszedł do łóżka i usiadł na jego brzegu. Patrzył na wyraz twarzy śpiącego nastolatka, który z otwartymi ustami wyglądał zabawnie. John uśmiechnął się widząc go takim. Delikatnie położył dłoń na głowie niewolnika i pogłaskał go powoli. Potem palcami przeczesał jego jasne włosy. Lubił to robić. „Wygląda zupełnie jak taki mały, bezbronny kotek”.
Patrzył jeszcze chwilę, a potem zabrał dłoń. Wciąż siedząc w tym samym miejscu, odpiął zegarek, który nosił na ręce i położył na szafce przy łóżku. Mimo zmęczenia nie był pewny, czy mógł już spokojnie pójść spać, czy może jeszcze powinien coś zrobić. Odnosił wrażenie, że zapomniał o czymś ważnym, co jeszcze tego dnia miał załatwić. Nie potrafił sobie jednak przypomnieć co to mogło być.
Znów spojrzał na chłopaka. Nie wiedział, od jak dawna ten pogrążony był we śnie, ale i tak miał zamiar go obudzić. Jako że chłopak spał na boku, John dotknął jego ramienia i potrząsnął nim zdecydowanie, ale nie za mocno. Niewolnik zaczął się budzić. Mruknął coś niezrozumiałego, po czym wciąż z zamkniętymi oczami odezwał się cicho.
– Ryota, nieee... jeszczeee chwilę... – mamrotał, jednak John teraz zrozumiał z tego co nieco. Znów szarpnął chłopaka, tym razem energiczniej. Niewolnik rozbudził się i wreszcie otworzył oczy. Spojrzał na pana, początkowo widocznie nie rozumiejąc co się dzieje, ale kiedy to do niego dotarło, błyskawicznie spróbował się podnieść. John nie pozwolił mu na to i przytrzymał go, przyciskając do łóżka. Chłopak poddał się z wyraźnym niepokojem.
– Panie? – zapytał lękliwie, patrząc na Johna, jak gdyby szykował się na najgorsze.
Mężczyzna z kolei zignorował to wszystko i zaciekawiony zadał własne pytanie.
– Kim jest Ryota?

-----------------------------------------------------------------------------
Nigdy nie sądziłam, że uda mi się napisać tyle rozdziałów, a tu już 15! Muszę chyba dokładnie wyliczyć ile zostało, bo sporo jeszcze ma się wydarzyć.
Zawsze mam problemy z nadawaniem tytułów rozdziałom, ale tym razem kompletnie nie miałam żadnego pomysłu, więc wyszło jak wyszło :P
Jak zauważyliście zmieniałam szablon. Mam nadzieję, że ten jest milszy dla oka.

Co myślicie o tym rozdziale? Uważacie, że John w końcu się skusi i wykorzysta swoją pozycję, żeby dobrać się do Akiego? Czy jednak będzie potrafił się powstrzymać? ^^

26 komentarzy:

  1. Oj, biedny Aki, napytał sobie biedy???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej nie... Przynajmniej na razie.

      Usuń
    2. Uwielbiam to opowiadanie <3

      Usuń
  2. * "zresztą" a nie "z resztą" ;) pojawia się nawet dwa razy
    * i rzuciła mi się też w oczy literówka "W takim razie włącz ja" - strzelam, że miało być "ją"
    * akapit Ci się też wrzucił w środku zdania: "Ale na razie nie odzywał się nawet słowem, nie chcąc rozpraszać ani jego, ani siebie."
    * może się nie znam ale w tym zdaniu "Nie ośmielił się odchodząc, jeszcze raz zerknąć na nieprzychylnego mu przybysza." jakoś brakuje mi przecinka po "się", bo to przecież "odchodząc" jest wtrąceniem
    * i jeszcze jedna literówka, którą zauważyłam też w poprzedniej notce, ale pewnie już ją poprawiłaś; napisałaś "Histao"
    * "Nie oznaczało to jednak, że mógł robić co mu się podobało." - na moje powinien być przecinek przed "co"
    * "Sprawię, że będzie zachwycony, tak jak dzisiaj" - przecinek po "tak" a nie przed
    * "Zrobię co tylko zechce" - przecinek przed "co"
    * "Będę mu służyć i zrobię wszystko co każe" - jak wyżej
    * "Nie wiedział od jak dawna ten pogrążony był we śnie, ale i tak miał zamiar go obudzić" - po "nie wiedział" przecinek

    Chyba bardzo się spieszyłaś :)
    A ja jestem dzisiaj bardzo czepliwa, przepraszam - napisałam to, co rzuciło mi się w oczy
    Natomiast jeśli chodzi o fabułę to ja jestem jak najbardziej zadowolona z rozwoju sytuacji :) fajnie, ciekawie
    pozdrawiam i życzę weny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie spieszyłam się ^^ i to jest najgorsze :P Nawet czytałam kilka razy i poprawiałam sporo, ale jak widać nie wszystko mi się udało. W ogóle, jak sobie to teraz czytam to nie wiem jak mogłam zrobić takie oczywiste błędy i ich nie zauważyć.
      Nic nie szkodzi, lepiej, że mi to pokazałaś i że mogłam poprawić, niż żeby te błędy sobie były. Mniej wstydu będzie :P
      Cieszę się, że przynajmniej nie zanudzam. Mam nadzieję, że w kolejnych też nie będę. Chcę powoli zacząć wyjaśniać parę rzeczy. Może się uda :)
      Pozdrawiam serdecznie i dziękuję! :)

      Usuń
  3. Rozdział ����masażyk całkiem całkiem
    Tez mnie ciekawi kim jest ryota .trzeba czekać do.przyszłego rozdziału
    No wiesz kończyć w takim momencie :(rozdział fajny
    Niechęć hisatka do akiego mhh ciekawego co z tego wyjdzie .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ryota to... no Ryota :D Powiem o nim wszystko co trzeba w następnym rozdziale.
      Ale chyba nie skończyłam tak najgorzej? Tym razem nic się takiego nie stało ^^
      A Hisato nie lubi Akiego i wcale mu się nie dziwię ^^
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Super rozdział :) Czekam z niecierpliwością na następny. Odnośnie Twojego pytania w podpisie na końcu - ja staram się już niczego nie przewidywać w Twoim opowiadaniu, bo zawsze mam ileś pomysłów, a i tak później dzieję się coś zupełnie zaskakującego :) Więc wolę czekać i po prostu chłonąć to co Ty wymyślasz. Ale wolałabym aby się skusił - nie lubię takich sytuacji, kiedy jedna strona chce, druga strona chce (nie ważne nawet jakie są powody) ale jakoś i tak nic nie robią. Jak dla mnie to irytujące i często się przewija w innych yaoi (z tych co czytałam), a to opowiadanie stawiam sobie za wzór oryginalności :)

    Wilga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff... jak dobrze, że mi wyszedł :)
      Ja już chyba znam odpowiedź na swoje pytanie. Chyba - bo wciąż się waham, czy aby na pewno pójść tą drogą ^^ To takie... nie w moim stylu :P I chyba nikomu się nie spodoba. Za to bardzo chciałabym zrealizować mój pierwszy pomysł. To takie trudne się zdecydować! xD
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  5. Po pierwsze wchodzę to i WOW jak ten blog prześlicznie i przecudownie wygląda.
    Po drugie rozdział jak zwykle poprawny, akcja i fabuła brnie do przodu, a cała sytuacja z mafiami jest cholernie interesująca.
    Po trzecie żal mi trochę nastawienia malca i to jak bardzo ma zrytą banię ;-;
    Po czwarte co do odpowiedzi na mój poprzedni komentarz to trupy mogą być, ale jakby Pan i Aki byli razem to byłabym zachwycona <3
    Po piąte życzę dużooooo weny i czekam na next!~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak miło, że podoba Ci się mój szablonik. Aż coraz mniej żałuję tych godzin spędzonych nad nim :P
      Aki od początku opka miał "zrytą banię" :D Jak bardzo, to jeszcze wyjdzie w praniu.
      Dziękuję i pozdrawiam! ;)

      Usuń
  6. Ostatnio miałam trochę zaległości w czytaniu, ledwo starczało mi czasu na ogarnięcie u siebie, ale wszystko już nadrobiłam ^^
    Rozdział mi się podobał. Był taki... luźny, ale w bardzo dobrym znaczeniu tego słowa. Miałam wrażenie, że razem z Johnem i ja się rozluźniam i mogę w końcu odsapnąć :)
    Tak sobie czytałam i nagle coś do mnie dotarło. Tak konkretnie, chodzi o Akiego. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, co ten cały pobyt u Akumy mu zrobił. Zmienił mu myślenie, osobowość, wszystko. Aki nie jest już normalnym człowiekiem. I to... smutne. Ale, jak już napisałam, zdałam sobie z tego sprawę dopiero dzisiaj, po przeczytaniu rozdziału. Nie wiem, co konkretnego na to wpłynęło. Może to, że było tu dużo rozmyślań Akiego? Tak, to chyba to.
    Ponadto myślę, iż John w końcu ulegnie swoim żądzom i nie będzie się w stanie dłużej powstrzymywać xd

    Mam dokładnie taki sam problem jak ty. Kompletnie nie wiem, jaki tytuł nadawać opowiadaniom/rozdziałom :') A szablon jest naprawdę śliczniusi. Wszystko ze sobą współgra i wygląda super :) Aż miło popatrzeć ^^

    Pozdrawiam cieplusio, ściskam i życzę wenki :33

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, kto jak kto, ale wiem doskonale co to są zaległości w czytaniu :D
      Hehehe :D Mas rację. Pobyt u Akumy zmienił go bardziej, niż można się tego domyślić na pierwszy rzut oka. Nawet już nie chodzi o samo posłuszeństwo względem pana. Zmienił się sposób w jaki postrzega świat, jego cele, no i osobowość.
      Z jednej strony John może ulec swoim żądzom, z drugiej wciąż jest inteligentnym człowiekiem i ma swoje zasady. Zobaczymy, która jego strona zwycięży - czy ta dobra, czy ta zła :D
      Mnie tez się ten szablon podoba, chociaż na początku nie byłam do niego przekonana ^^ Nie lubię zmian... A co do tych tytułów, to najczęściej nie wiem jaki dać i spędzam z pół godziny albo i cały dzień, nad tym, żeby jakiś wymyślić. Chociaż przy paru rozdziałach poszło mi szybko :)
      Dziękuję i pozdrawiam serdecznie! ;3

      Usuń
  7. Chyba jednak bardziej lubiłam poprzedni wygląd bloga, wydawał się taki tajemniczy...
    Scena z masażem przecudowna. Żyję kadzidełkami (rodzina nie bardzo to aprobuje i krzyczą, że nawet kot nasiąknął x3) dlaczego John nie chciał sobie niczego powdychać xD
    Liczę na to, że wkrótce pojawi się jakiś punkt kulminacyjny czy mały zwrot akcji, żeby nie było tak sielankowo.
    Rozmyślania i odzywki Akiego niekiedy doprwadzają do szału, ale to właśnie pokazuje, jak mu przreprali mózg w trakcie przygotowań do jego roli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubiłam poprzedni wygląd i nawet za nim tęsknię ^^ Ale czasami trzeba coś zmienić, a chciałam, żeby było tutaj trochę jaśniej :)
      Kadzidełka są super, byle nie za często :P John nie chciał ich, bo taki miał kaprys. Czasem nawet on tak ma ^^
      Hehehe, eee... tam. Jaki mały punkt kulminacyjny? Niedługo będzie "krwawa łaźnia" i kadzidełko na kadzidełku nie zostanie xD
      Nie, wcale nie spojleruję! Gdzieżbym śmiała!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  8. Czytam już twojego bloga od jakiegoś czasu i poprostu jestem zakochana w tej historii :3 W końcu postanowiłam skomentować (Nie jestem dobra w długich i sensownych komentarzach ;-; Wybacz ^^). Ogólnie strasznie podoba mi się klimat całej historii i to, że uke nie ciota i myśli logicznie xD Trafiłaś w mój pokręcony gust :> Od tej pory będę komentować (chyba) systematycznie ^^
    Życzę ci dużo weny i pozdrawiam! ^^
    Ozzy-chan :3

    OdpowiedzUsuń
  9. o której można sie spodziewać rozdziału ?

    OdpowiedzUsuń
  10. Tez czekam z niecierpliwością następnego rozdziału i podpisuje się pod słowami Ozzy-chan i Dziękuje za czas który poświęcasz by napisać to dla nas niecierpliwych czytelników :-) pozdrawiam Yuki:-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Chyba się dzisiaj nie uda hmm?

    OdpowiedzUsuń
  12. Będzie dzisiaj rozdział??

    OdpowiedzUsuń
  13. Jeszcze nie ma :-(( a czy na niedziele będzie ???

    OdpowiedzUsuń
  14. Kurcze, codziennie wchodze na bloga, nieraz po pare razy. A rozdzialu ciagle nie ma :( Mam nadzieje ze w koncu bedzie :)

    Wilga

    OdpowiedzUsuń
  15. i jak mozna sie dzisiaj spodziewac oppka ?
    tenshi tęsknimy

    OdpowiedzUsuń
  16. Odcięło Ci internet? Ja tu warjuje bo nie ma rozdziału...czekam na dalszy ciąg histori i powróć do nas :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Rewelacyjne opowiadanie. Czytam Twojego bloga od wczoraj i nie mogę się oderwać. Jeszcze tylko jeden rozdział mi został. Mam nadzieję, że opowiadanie będzie baaaardzo długie:) Postać Aki'ego bardzo mi się podoba. Ciekawa jestem kiedy John będzie miał dość tego "tak panie", "nie panie"....i czy uda mu się wciągnąć Aki'ego w normalną rozmowę. Mam nadzieję, że po poznaniu historii Aki'ego wparuje do "ośrodka szkoleniowego" Wielkiego Akumy i zrobi tam jesień średniowiecza... pozdrawiam Lena

    OdpowiedzUsuń
  18. Hej,
    no, no masaż panu się spodobał, Aki taki szczęśliwy, kim jest Routa czyżby tym niewolnikiem, którego spotkał u Akumy...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń