Rozdział 14

Jeśli powiem ci prawdę panie, zabijesz mnie


W potwornym napięciu oczekiwał na to, co zrobić miał pan. Jednak sekundy mijały i wydawały mu się długie niczym całe godziny, a wciąż z ust jego właściciela nie padała żadna odpowiedź. Wreszcie zauważył jak pan wyciąga rękę w jego stronę. Obserwował w ciemności jej zarys, który powoli zbliżał się do niego. Aki poczuł w końcu dłoń pana na swoim czerwonym od zdenerwowania policzku. Choć myślał, że ten ruch miał zaraz zamienić się w cios, tak się nie stało. Pan, tak jak już wcześniej to robił, pogłaskał go po głowie delikatnie. I gdyby nie to, o co przed chwilą odważył się zapytać, Aki może nawet uznałby to za całkiem przyjemne. Teraz jednak nie wiedział, co o tym myśleć. Nie miał pojęcia, co ten gest oznaczał.
– Śpij, a nie myśl o głupotach – usłyszał wreszcie głos pana, który wprawił go w osłupienie. Minęła długa chwila, nim sens tych słów dotarł do chłopaka. Spodziewał się wszystkiego, ale nie czegoś takiego.
– P-panie? – wyjąkał jeszcze zdezorientowany, myśląc, że może się przesłyszał. Wciąż był w szoku.
– Powiedziałem, że masz już spać, więc lepiej słuchaj co do ciebie mówię, bo spotka cię coś bardzo nieprzyjemnego. – „Kara” tylko tyle przeszło Akiemu przez myśl. – Wrócimy do tego jutro – dodał pan jeszcze.
Mimo swoich słów, pan wydawał się bardzo spokojny. Aki nie czuł w jego głosie ani gniewu, ani odrazy, ani nawet cienia irytacji. Chłopak zupełnie nie wiedział już, co było grane, za to wzmianka o karze przekonała go, by nie zapędzać się za daleko. Wiedział, że musiał odpuścić. Nie miał wyjścia. Brnięcie dalej nie zapowiadało nic innego, niż przykre konsekwencje.
„Pan mnie już nie chce?” zastanawiał się. „Już tak... w ogóle? Nawet trochę? Nie podobam mu się wcale?”. Miał miliony myśli w głowie, a sił brakowało mu nawet na to, by się załamać. Prawdę mówiąc, choć bardzo go to niepokoiło, w duchu wciąż się nie poddał.
Pan głaskał go jeszcze chwilę po głowie, po czym Aki poczuł, jak ręka zjeżdża po jego ciele aż do biodra. Wtedy pan zabrał dłoń i wsunął pod poduszkę, co było znakiem, że pora spać.
„Czyżby wszystko już było stracone? To już koniec?” myślał dalej. „Co ze mną będzie? Co to wszystko oznacza? Co się tutaj dzieje!”.
Aki miał wrażenie, że jak tak dalej pójdzie, już do reszty zwariuje i że z tym stwierdzeniem wcale nie przesadza.



Po wczorajszej burzy nie pozostał żaden ślad. Ulice od rana zdążyły już wyschnąć na wiór, a słońce, które świeciło tego popołudnia jak oszalałe, najwidoczniej nie miało zamiaru przestać. Wyglądało na to, że fala upałów ostatecznie dotarła do miasta.
– Gorąco mi – marudził Shouta, siedzący w fotelu. Westchnął ciężko, spoglądając już po raz kolejny w ciągu ostatnich sekund na zegarek.
Okupowali właśnie „biuro” Hisato, czekając na jego przybycie.
– Która godzina? – zapytał Ren, opierający się o ścianę.
– Yyy... – mężczyzna zmieszał się, po czym musiał ponownie spojrzeć na zegarek. – Dziesięć po pierwszej.
Yukio, który bez skrępowania zajmował miejsce Hisato przy biurku, nawet nie spojrzał na nich. Pochłonięty był swoją komórką, od której wyświetlacza nie odwracał wzroku.
– Tak się zastanawiam, jak myślicie, kto to mógł być? – zapytał Shouta, a z jego twarzy na chwilę zniknęła mina męczennika.
– Chodzi ci o zamach na szefa? Nie mam pojęcia – Ren wzruszył ramionami.
– Nie wiem, ale na pewno nie Ichimaru – mówiąc to, najmłodszy z mężczyzn nawet nie podniósł wzroku znad telefonu.
– Dlaczego nie? W końcu to „szaleni głupcy” – powiedział Shouta z ironią w głosie. – Nie zdziwiłbym się, gdyby to byli oni. Są nieobliczalni.
– Nie... – Yukio pokręcił przecząco głową. – Oni tak naprawdę zawsze wiedzą co robią. Tylko wy nie wiecie po co.
– Ty pewnie wiesz? – zakpił Ren.
Yukio wreszcie spojrzał na niego i uśmiechnął się słodko. Jak zwykle nie dał się sprowokować starszemu, co z kolei wyprowadzało tamtego z równowagi.
– Nie, nie wiem. Dlaczego miałbym wiedzieć?
Mężczyzna w odpowiedzi machnął ręką.
– Mnie się wydaje, że to Daizo. Albo Morita.
– Albo Arata – odezwał się Shouta. – Jeśli to byłby on albo Morita, to... nie, wolę na razie tak nie myśleć. W każdym razie, trzeba czekać na kolejny ruch. Dostaliśmy po tym jakieś wiadomości?
– Z tego co mi wiadomo, żadnych.
– Kiepsko to wygląda... – podsumował Shouta. Wyciągnął się w fotelu, po czym ziewnął. Zamyślił się, albo przynajmniej na to wyglądało, bo zaczął patrzeć w sufit jak obłąkany i nic już nie mówił. Ale to u niego było najzupełniej normalne.
Ren powoli przeszedł koło niego, nawet nie starając się przerywać mu tej pochłaniającej czynności. Podszedł do biurka i usiadł na jego brzegu, patrząc na Yukio. Chłopak znów zajęty był telefonem, jak gdyby nic innego na świecie nie istniało.
– Yukio – zagadnął Ren, ale chłopak nie zareagował. Mimo tego mężczyzna kontynuował – Kiedy przyjechałem po szefa, był z nim jakiś chłopak. Wiesz co to za jeden?
– Nie, nie wiem. A co? – wyglądało na to, że nawet w takim stanie Yukio doskonale wiedział co się wokół niego działo.
– Nic, po prostu zastanawiam się kto to. Czy to jakiś krewny szefa? Syn raczej nie, bo wyglądał na kogoś w twoim wieku, a szef jest jeszcze za młody na tak duże dzieci. Może jakiś brat? Kuzyn? – Ren zamyślił się na chwilę, po czym z perfidnym uśmiechem dodał jeszcze – No chyba, że szef lubi takich...
– Ren, a co ty się tak tym interesujesz? – zapytał Shouta, wcinając mu się w słowo i prostując się w fotelu. – Znowu sobie kogoś upatrzyłeś? Przyznaj się, spodobał ci się ten chłopak!
– Nie, no co ty. Oczywiście, że nie – Ren zaprzeczył.
– Powinieneś sobie w końcu kogoś znaleźć, bo ostatnio gadasz strasznie dziwne rzeczy – stwierdził Yukio spokojnie. Shouta tylko przewrócił oczami, widząc, że znowu się zaczyna. Nie miał zamiaru się w to wtrącać. Skupił się na zabawie swoim pistoletem, który chwilę wcześniej wyciągnął. Jakie szczęście, że to nie na niego Ren się uwziął, bo już dawno straciłby cierpliwość. Czasami dziwił się, że blondyn, będąc tak młody, miał jej tak wiele.
– No to może umówisz się ze mną? – zapytał Ren, pochylając się do niego.
– Nie – Yukio popatrzył na niego poważnie. – Przecież już mówiłem ci, że nie jestem taki jak ty.
Ren odsunął się, teatralnie robiąc smutną minę.
– Nie patrz tak na mnie, bo zastrzelę na miejscu! – zawołał Shouta, widząc odwracającego się w jego stronę Rena. Żeby mężczyzna zrozumiał, wycelował w niego bronią, którą akurat miał w ręku. – Wiem, że jestem przystojny jak diabli, ale moja odpowiedź brzmi: nigdy w życiu!
Ren spojrzał na niego jak na wariata, gdyż było oczywiste, że komu jak komu, ale jemu nigdy nie złożyłby takiej propozycji.
W tym momencie drzwi otworzyły się i wszyscy spojrzeli w tamtym kierunku. Nawet Yukio zainteresował się tym, kto przybył. Od razu schował telefon do kieszeni widząc kto to.
– Dobrze się bawicie? – zapytał Hisato z przekąsem. W odpowiedzi otrzymał rzucone przez Shoutę „świetnie!”, Ren natomiast milczał, wracając na swoją bezpieczną pozycję pod ścianą. Hisato zamknął za sobą drzwi i podszedł do biurka, siadając na miejscu, które Yukio mu ustąpił.
– Udało się wam załatwić dokumenty, o które prosiłem? – zwrócił się z tym pytaniem do Yukio i Shouty, do których należało to zadanie. Do Rena z kolei odezwał się zdecydowanie mniej przyjemnym tonem, patrząc na niego krzywo – Co ty tu robisz?
– Przechodziłem i wstąpiłem na moment. Mogę sobie pójść, jeśli tak ci przeszkadzam – odpowiedział neutralnie, widocznie nie mając zamiaru wszczynać kłótni.
– Za dużo czasu masz... zresztą, nieważne – Hisato również nie był w nastroju do dogryzania podwładnemu, dlatego szybko dał mu spokój. – To co z tymi dokumentami?
Shouta podniósł leżącą przed nim na biurku teczkę i podał ją Hisato. Ten odebrał je, pytając – Mieliście jakieś problemy ze zdobyciem ich? Nikt was nie nakrył?
– Nie, żadnych – odparł rzeczowo. – Masz dla nas coś jeszcze?
– Właściwie to tak – oznajmił, na co Yukio westchnął. Widocznie liczył na to, że resztę dnia będzie miał wolną, ale niestety nie zapowiadało się na to. Hisato zaczął tłumaczyć szybko i rzeczowo, nie zwracając uwagi na minę blondyna – Trzeba śledzić Deushiego. Wiecie kto to?
Odparli twierdząco. W końcu był to jeden z ich głównych informatorów, doskonale wiedzieli więc, o kogo chodzi, nawet jeśli wcześniej nie spotkali się z nim osobiście.
– Dobrze. Jak już mówiłem, musicie śledzić go i sprawdzić co robi. Podobno dzisiaj ma się spotkać z kimś, kto ma mu dać informacje. Sprawdzicie czy po tym skontaktuje się z nami, czy podzieli się nimi z kimś jeszcze.
– Myśli pan, że współpracuje jeszcze z kimś innym?
– Takie mam podejrzenia. Jeśli okaże się, że za naszymi plecami współpracuje z inną mafią, będziecie musieli wyciągnąć z niego wszystko. Rozumiecie?
– Tak – potwierdzili.
– Ja się na to nie piszę – oznajmił Ren. – Śledzenie to nie moja działka. – Wstał i ruszył do wyjścia, kiedy Hisato go nie zatrzymywał i czym prędzej opuścił pomieszczenie.
– Moja też nie... – próbował wykręcić się Shouta, ale widząc wzrok szefa, zrezygnował. Yukio nawet nie próbował protestować. – No dobra, niech będzie.



Wczorajsze pytanie chłopaka cholernie go zaskoczyło! Nie spodziewał się z jego strony czegoś takiego. Nie sądził, że jego niewolnik zdobędzie się na tak wielką śmiałość, ani że w ogóle wyjdzie z tego typu pomysłem. Myślał, że ktoś taki jak on raczej będzie siedział cicho i wykonywał to, co mu poleci, niż sam zapyta go o cokolwiek tak bezpośrednio.
Nie był tym urażony. I nawet bawiło go trochę, że nawet chłopak zaczął odczuwać w jak dziwacznej sytuacji się znajduje. W końcu na pewno sądził, że skoro John kupił go sobie, to powinien z niego korzystać i spełniać swoje zachcianki. A tu nic! Zero! Co za pan z niego?
Zaśmiał się pod nosem, myśląc o tym.
Mimo wszystko, wciąż uważał, że postępuje słusznie.
Nie potrafił być zły na chłopaka, gdy wyczuł w jego głosie tak ogromną desperację. Zastanawiał się tylko, czym ona mogła być spowodowana? Czemu jego niewolnik zaproponował, mu to tak nagle? Czyżby to przez to, czego nasłuchał się na przyjęciu?
John miał wielką ochotę skorzystać z jego propozycji, oj miał! Jednak wiedział, że nic by mu to nie dało, a później żałowałby tego, co zrobił. Mimo wszystko, słowa niewolnika brzmiały bardzo kusząco i chcąc nie chcąc, zapadły mu w pamięć.
W dodatku sen, który miał w nocy... Śniło mu się, że jednak zgodził się, przyznał, że ma na niego ochotę i to większą, niż może sobie wyobrazić. A potem już bez żadnych oporów robił to, co chciał zrobić od początku. Zajął się chłopakiem tak, jak na to zasługiwał i wsłuchiwał się w jego zachęcające jęki. Tak, to był bardzo przyjemny sen, z którego z niezadowoleniem się obudził.
John wiedział, że to już najwyższa pora na podjęcie odpowiednich kroków. To co usłyszał na przyjęciu od innych właścicieli niewolników, w przeważającej części było dla niego nie do zaakceptowania. Wiedział, że ani znęcanie się nad chłopakiem, ani gwałt na nim nie przyniesie mu satysfakcji. To było po prostu nie dla niego.
Ale chłopak był tutaj, w jego domu i musiał wreszcie coś z nim począć. Jego niewolnik stanowił ogromną pokusę, ale nie mógł jej ulec. Nawet pomimo tych wszystkich brudnych myśli, nie mógł ustąpić. Był świadomy, że najlepiej zrobiłby, w końcu podejmując jakąś decyzję co do jego przeznaczenia. Tylko co tak naprawdę chłopak mógł robić? Czym mógłby się zająć?
Nie wiedział o nim za wiele. Praktycznie nic. Wcześniej sądził, że mógłby powierzyć mu jakieś prace domowe lub jakieś zwyczajne, proste zajęcia. Musiał się jednak liczyć z tym, że po pierwsze, chłopaka należało mieć cały czas na oku – nie mógł pozostawić go samopas. To byłoby zbyt niebezpieczne. Po drugie, nie mógł mieć też zbyt dużego kontaktu z ludźmi z zewnątrz. Kto wie, czy nie poprosiłby kogoś o pomoc, lub czy ktoś sam nie odkryłby kim chłopak był i nie postanowił z jakiegoś powodu go uwolnić. Zagrożenie istniało na każdym kroku.
Pomiędzy myślami o tym, jakie zadanie powierzyć niewolnikowi, do głowy znów przyszły mu pomysły innego typu. Ponownie wrócił we wspomnieniach do poprzedniej nocy. „Przecież sam mi to zaproponował! Nie prosiłem go o to. Nic nie sugerowałem...W tym wypadku, czy to aby nie zmienia wszystkiego?”. Pomyślał o tym, że może chłopak sam miał ochotę na seks. Może zapytał go o to w nadziei, że John się zgodzi? Może liczył na jakiś numerek, bo brakowało mu tego? Kto wie, patrząc na to z tej perspektywy, może niewolnicy nawet potrzebują tego od czasu do czasu?
„Dajmy na to, zgodziłbym się. Skoro on tego chciał, to już nie byłby gwałt...” John pomyślał, że może źle zrobił odmawiając. Gdyby tego nie zrobił, jego sen mógłby stać się rzeczywistością...
Posuwające się coraz dalej myśli, przerwało nagłe pukanie do drzwi. Przyjął je z ulgą, bo poczuł, że chyba zaczyna zapędzać się za daleko w swoich fantazjach.
Służąca weszła do gabinetu, gdy tylko zaprosił ją do środka. Przyniosła mu pocztę, którą odebrał od niej i podziękował. Potem, gdy kobieta wyszła, już nie myślał o chłopaku.
Szybko przejrzał koperty i jedna rzuciła mu się w oczy. Już miał ją otworzyć, kiedy usłyszał dźwięk przychodzącego smsa. Zdziwiony, wziął telefon do ręki i odczytał ją szybko.
„Wczoraj zostałeś zaproszony do zabawy. To dopiero początek. Następnym razem, będziemy poważni. Już niedługo miasto będzie nasze, a wy wszyscy będziecie martwi. Nadchodzą dni zmian”
John chwilę jeszcze wpatrywał się w wyświetlacz, po czym prychnął.
– Miałem racje – powiedział do siebie i zaśmiał się.
Sms nie był podpisany, ale John czuł, że odpowiedź na to, kto wysłał wiadomość, miał pod ręką. I nie mylił się. Gdy otworzył kopertę, która wcześniej wydała mu się podejrzana, w środku odnalazł to, czego szukał. Na białej kartce formatu A4 wydrukowany był wielki, czarny symbol. Charakterystyczny znak był dobrze mu znanym podpisem przeciwnej grupy. Teraz mógł już oficjalnie nazywać ich swoimi wrogami.
„A więc Daizo, tak?” uśmiechnął się. Tak naprawdę wcale go to nie bawiło, bo sprawa była bardzo poważna, ale przynajmniej wiedział na czym stoi. Wiedział, z kim musiał będzie się zmierzyć. „Wreszcie się ujawnili”.
Miał rację co do tego, że tamten wybuch był ostrzeżeniem. Zaskoczeniem było jedynie to, kto wypowiadał mu wojnę. Po Daizo oczekiwałby bardziej otwartej deklaracji, jednak to nie była pora, by dumać nad tym.
Chwycił za telefon. Musiał czym prędzej zadzwonić do Hisato i poinformować go o tym, co mu się właśnie przytrafiło. Będą musieli zastanowić się, jak się tym zająć. Należało też ustalić jakiś plan. Potem, niestety, powinien skontaktować się też ze swoim ojcem.
Wyglądało na to, że humor tego dnia nie będzie mu już dopisywał. Choć może się mylił?



Zaparkowali samochód na dużym parkingu przed supermarketem, tak jak zrobił mężczyzna, którego mieli śledzić. Byli na obrzeżach miasta, w niezbyt ciekawej dzielnicy. W dodatku teren nieoficjalnie należał do ludzi Mority,co czyniło go jeszcze bardziej niebezpiecznym.
– Myślisz, że faktycznie nas zdradził? – zapytał Yukio, w tym momencie już zachowując powagę i w pełni skupiając się na misji.
– To się okaże – stwierdził Shouta, po czym powiedział jeszcze – Deushi wyszedł. Chodźmy.
Gdy mężczyzna wyszedł z auta, poszli za nim, zachowując bezpieczną odległość. Od razu okazało się, że ich cel szedł właśnie na spotkanie, bo ruszył w odwrotnym kierunku niż wejście do sklepu. Na zakupy na pewno się nie wybierał.
Podążali za nim licząc na to, że mężczyzna nie zorientuje się, że był śledzony. Jak na razie Deushi, choć wciąż rozglądał się nerwowo i jego zachowanie było bardzo podejrzane, nie zauważył ich. Oni z kolei starali się nie rzucać w oczy i uważać, by nie zgubić go. To drugie raczej nie było trudne, bo nie przebyli zbyt długiej drogi, kiedy mężczyzna wszedł do jednego z domów. Nie mieli wyjścia, musieli poczekać na zewnątrz.
Dom, przed którym stali, nie wyróżniał się niczym spośród innych, jakie znajdowały się w tym miejscu. Po wyjściu z blokowisk, znaleźli się pomiędzy szeregami niemal jednakowych domków jednorodzinnych. W ogrodzie domu, który obserwowali, za niewysokim płotem, zauważyli kobietę, podśpiewującą sobie pod nosem i rozwieszającą pranie. Gdy w końcu wywiesiła wielki ręcznik w kwiaty, podniosła z trawy kosz i wróciła z nim do domu, wcześniej jeszcze spoglądając na pranie krytycznym wzrokiem i oceniając, czy na pewno pod wpływem silniejszego podmuchu wiatru nie spadnie ze sznurków.
Kilkanaście minut później, znów zobaczyli Deushiego. Wyszedł z domu i od razu zaczął iść drogą, którą przyszedł, tym razem wyglądając na bardziej zrelaksowanego. Najpewniej wracał już do swojego samochodu. Widocznie spotkanie, które miał odbyć wcześniej, tak go stresowało. Teraz jak gdyby patrzyli na innego człowieka.
Yukio i Shouta ruszyli za nim. To nie był jeszcze koniec ich misji, musieli dalej śledzić mężczyznę, by sprawdzić, z kim jeszcze się spotka.
Bez problemu doszli aż do parkingu, na którym stało więcej aut, niż kiedy go opuszczali. Widocznie o tej godzinie ruch tutaj się zwiększał i więcej osób odwiedzało sklep.
Deushi powoli szedł do samochodu, już wcześniej zaczynając grzebać w kieszeniach w poszukiwaniu kluczy. Zajęło mu to tyle czasu, że wydobył je dopiero, gdy stanął przed drzwiami swojego pojazdu. Yukio w tym czasie zdążył już usiąść w aucie Shouty na miejscu pasażera, a jego kolega zapiął już nawet pasy. Czekali aż mężczyzna wyjedzie z parkingu, by móc podążyć za nim.
Początkowo ani Shouta, ani Yukio, choć obserwowali Deushiego w lusterkach, nie zauważyli jak jakaś zakapturzona postać, z chustką czy szalikiem zasłaniającą jej twarz aż do oczu, zbliżała się mężczyzny. Musiała iść schowana za rzędem samochodów i dobrze wiedzieć, że ktoś może ją obserwować. Zorientowali się dopiero, kiedy osoba ta znalazła się tuż przy zdziwionym Deushim, zdecydowanie za blisko niego. Widzieli plecy napastnika w długiej bluzie z kapturem oraz jak chwilę szarpał się z Deushim. Potem zobaczyli jak ta podejrzana postać ucieka szybko, a mężczyzna będący ich celem osuwa się na beton, jedną ręką starając się podtrzymać samochodu, drugą natomiast trzymając na brzuchu. Materiał jego koszuli szybko nasiąkał krwią, a on już po chwili nie miał siły ustać na nogach i ostatecznie zsunął się, oddychając szybko i ciężko.
– Kurwa – zaklął Shouta i starł ręką pot z czoła. – Jeszcze tego nam brakowało.
– Może powinniśmy coś zrobić? – zapytał Yukio, patrząc na kolegę.
– Tak, odjechać stąd jak najszybciej. – Mówiąc to, już odpalił silnik, a chwilę później już wyjeżdżał z parkingu.
Jechali drogą, przez kilka minut nie odzywając się nawet słowem. Dobrze wiedzieli, że gdy Hisato się o tym dowie, będzie bardzo niezadowolony. A to oznaczało, że dostanie im się i będą musieli wysłuchiwać jego narzekań przez długi czas.
– Kto to mógł być? – odezwał się Yukio, który próbował zrozumieć co właściwie tam się stało.
– Tego nie wiem – Shouta wciąż był poddenerwowany. – Wiem za to, że to na pewno nie był zwykły przypadek.
– Masz na myśli, że...
– Tak, dokładnie tak – po tych słowach w samochodzie znów zapadła cisza.



John po raz kolejny tego dnia siedział w gabinecie, lecz tym razem, dla odmiany, zajmował sofę, a nie fotel przy biurku. Co by nie mówić, gabinet był właśnie tym miejscem w domu, w którym najbardziej lubił przebywać. Miał wrażenie, że tutaj lepiej mu się myśli.
Wieczorem miał spotkać się z Hisato, by dokładniej domówić sytuację. Ojciec natomiast okazał się tym razem mniej irytujący niż zwykle i sam zdziwił się z takiego obrotu sprawy. Wszyscy byli zgodni co do jednego – należało przygotować się na wszelkie okoliczności i zająć się tym najszybciej, jak to możliwe. John wciąż też zastanawiał się, czy nie powinien jeszcze raz rozważyć propozycji Mority i jak na razie doszedł do wniosku, że musi przynajmniej raz jeszcze z nim pomówić.
W tej chwili jednak nie pozostawało mu już nic do zrobienia. Kazał sprowadzić na teren swojej posiadłości więcej ludzi, by zwiększyć ochronę i upewnił się, że wszystko miał pod kontrolą, także w mieście. Do wieczora mógł więc zająć się sobą, jednak przede wszystkim, miał zamiar zająć się swoim niewolnikiem. Wiedział, że należało w końcu z nim porozmawiać i wyjaśnić parę kwestii. John chciał także rozwiać swoje wątpliwości, by mieć czysty umysł, kiedy będzie musiał skupić się opracowywaniem planu.
Niewolnik stał przed nim, a John widział, że chłopak denerwował się i czekał niespokojnie na to, aż coś powie. Wyglądał tak atrakcyjnie, jak w jego śnie, choć tam przecież pozbawiony był ubrań, jakie obecnie miał na sobie.
John postanowił nie przedłużać napiętej atmosfery.
– Czy masz mi coś do powiedzenia? – zapytał.
Niewolnik spojrzał na niego przejęty, ale wyglądało na to, że nie wiedział, co jego właściciel miał na myśli. Pokornie jednak spuścił głowę, sądząc, że tego właśnie oczekuje John.
– Wybacz mi, panie – mówił skruszony. – Zasłużyłem na karę.
John machnął ręką, co miało znaczyć, by tamten dał spokój.
– Nie o to mi chodzi – poinformował go. – Nie musisz mnie przepraszać. Nie jestem na ciebie wściekły.
John popatrzył uważnie na chłopaka. Niewolnik miał taką minę, jakby nic z tego nie rozumiał. On natomiast pojął, że tak niczego nie osiągnie. Zorientował się, że powinien mówić wprost, bez żadnych podchodów, bo w ten sposób, chłopak interpretował wszystko na opak. Przynajmniej John odnosił takie wrażenie.
– Chcę, żebyś powiedział mi, skąd wzięło się twoje wczorajsze pytanie? Dlaczego zapytałeś mnie o coś takiego?
Tym razem chłopak nie odpowiedział od razu, a John mógł przysiąc, że widzi, jak niewolnik walczył z myślami. Jego bój jednak nie trwał w nieskończoność i wreszcie, nim John zdążył się zniecierpliwić, tamten odezwał się.
– Ja... ja tylko chciałem sprawić przyjemność swojemu panu – mówił niepewnie. – Przepraszam za moją głupotę, panie. Powinienem znać swoje miejsce. Błagam, wybacz mi.
Nie. Coś było nie tak. Johnowi zdecydowanie coś tu nie pasowało. Choć to co mówił miało sens, Był pewny, że chłopak coś kręcił. Ta odpowiedź brzmiała mu jak te wszystkie z wyuczonych formułek chłopaka, jakich do tej pory się nasłuchał. Miał wrażenie, że coś przed nim ukrywał. To było tylko przeczucie, ale mimo wszystko, John i tak postanowił wyciągnąć z niego więcej.
– Taak – zakpił. – A teraz powiedz mi, jaki był prawdziwy powód – zaryzykował, nie mając pewności, czy faktycznie było coś poza tym. Przypominając sobie jednak desperację jaką czuł od chłopaka wczoraj, po prostu wiedział, że nie mogła być ona przypadkowa. – Pamiętaj, że jeśli teraz powiesz mi prawdę, ominie cię kara. Jeśli natomiast mnie okłamiesz, bardzo mnie to zdenerwuje. Bardzo.
Chłopak łyknął haczyk. Przeraził się na wzmiankę o karze i było widać to gołym okiem. Teraz John był już pewien, że trafił z przypuszczeniem o tym, że niewolnik nie powiedział mu całej prawdy. Słusznie postąpił, słuchając swojej intuicji.
– P-panie... – zaczął ze strachem. – Ale... ale jak powiem ci p-prawdę, to... to zabijesz mnie...
„Czyżby chodziło o coś poważnego?” pomyślał John. Wydawało mu się, że reakcja chłopaka choć oczekiwana, była trochę zbyt silna.
– Nie zabiję cię – zapewnił go. Cokolwiek by mu nie powiedział, nie sądził, że musiałby to zrobić. – Chyba nie wątpisz w słowa swojego pana?
– Nie! Oczywiście, że nie, panie!
– W takim razie słucham – oznajmił John, patrząc na niego wyczekująco.
– Bo panie, ja... – mówił, a głos mu drżał. Jednak słuchał go uważnie, nie przerywając. – Ja wiem, że nie mam prawa tak nawet myśleć. W końcu jestem nikim. Panie, ale ja... boję się, że nie jesteś ze mnie zadowolony. Że jestem dla ciebie bezużyteczny. I że... że brzydzisz się mną, panie.
John popatrzył na niego, jak gdyby ten był niespełna rozumu. Chłopak z kolei sprawiał wrażenie gotowego na to, że jego właściciel za to co powiedział, naprawdę go zabije. John przez chwilę myślał, że tak jak kiedyś niewolnik zacznie szlochać i tak jak kiedyś, rzuci mu się do stóp, błagając o wybaczenie. Nic takiego jednak nie nastąpiło, chłopak nie uronił nawet jednej łzy, choć był naprawdę przerażony.
John myślał nad tym, co powinien zrobić. Jak w tej chwili powinien się zachować? Ukarać go, jak przystało na surowego pana? Czy może zrobić coś zupełnie innego? Tylko co innego mógłby zrobić? Zastanawiał się i doszedł do wniosku, że przecież nie ma go za co karać. W jego odczuciu chłopak nie powiedział niczego, co wskazywałby na brak szacunku do niego, czy było wyrazem nieposłuszeństwa. Wprost przeciwnie. Szybko podjął więc decyzję, która wydawała mu się jedyną słuszną.
– Posłuchaj mnie – gdy to powiedział, chłopak podniósł nieco wzrok, wcześniej wbity w podłogę. – Nie brzydzę się tobą – „Nawet nigdy nie przeszło mi to przez myśl. Za to wiele innych rzeczy, jak najbardziej”. – W dodatku, jestem z ciebie zadowolony... jak do tej pory. Nie jesteś też dla mnie bezużyteczny. Zapewniam cię, że jak na razie dobrze mi służysz.
John nie wiedział, co na to powiedzieliby inni właściciele niewolników. Większość z tych, z którymi miał do czynienia ostatnio, pewnie stwierdziłaby, że oszalał, chwaląc tak swojego niewolnika. Ale John uważał, że tym razem było to najlepsze rozwiązanie. Tym razem kara nie byłaby odpowiednia. Nie zawsze jest.
– Naprawdę, panie? – zapytał chłopak z niedowierzaniem.
– Tak, naprawdę – John uśmiechnął się lekko, z zadowoleniem patrząc, jak przerażenie u jego niewolnika mijało stopniowo.
– Dziękuję, panie. Dziękuję – mówił. – Dziękuję...
Znów zaczął zastanawiać się, czy chłopak wtedy faktycznie z własnej woli nie proponował mu seksu. Skoro martwił się o to, czy John się nim nie brzydził... Teraz mężczyzna miał jeszcze więcej wątpliwości.
– Powiedz mi – nagle przypomniało mu się to, o co przede wszystkim miał się zapytać chłopaka. – Czy potrafisz robić masaż?
– Tak panie, potrafię – odparł chłopak, a John wyczuł w jego głosie nie tylko ulgę, ale i drobną radość.
– Świetnie, w takim razie zaraz to sprawdzimy, a jeśli dobrze ci pójdzie, będziesz się tym zajmował.
– Tak panie, będzie jak każesz.
John miał w zanadrzu jeszcze jedną, awaryjną propozycję, w razie gdyby okazało się, że jego niewolnik jednak na masażu się nie znał. Ale skoro podobno był szkolony, John podejrzewał, że na pewno nauczono go też tego, by mógł potem w ten sposób sprawiać przyjemność swojemu panu. Lecz skoro okazało się, że chłopak posiadał tę umiejętność, sprawy przybierały bardzo korzystny obrót.
Musiał jeszcze tylko wypróbować jak naprawdę jego niewolnik spisze się w nowej roli. Czuł, że świetnie będzie mu ona pasować i nie sądził, by musiał zastanawiać się dalej, co z nim począć. Teraz miał już wobec niego idealny plan i wiedział, w jakim kierunku powinien podążyć. 
Był bardzo zadowolony z tego, że przynajmniej w tej sprawie, rzeczy zaczynały się układać.



Yukio opowiedział Hisato ze szczegółami, co wydarzyło się podczas misji, która zakończyła się niepowodzeniem. Ich szef tak jak mogli się spodziewać, był piekielnie wściekły i nie powstrzymywał się od bardzo wyszukanych epitetów jednak nie płynących w ich kierunku. To ich zaskoczyło. To, że nie zbluzgał ich od góry do dołu, było bardzo niespodziewane i odrobinę dziwne.
– Jak zwykle wszystko musi się spieprzyć! – krzyknął jeszcze.
Stosunkowo szybko jednak Hisato wziął się w garść i w miarę uspokoił. Zaraz znów rozmawiał z nimi, starając dowiedzieć się więcej. Ale Yukio powiedział mu już wszystko.
– Czyli nie widzieliście, kto to był? – zapytał po raz kolejny.
– Nie, nie widzieliśmy jego twarzy. A masz jakieś podejrzenia? – Shouta czuł, że ich szef czegoś im nie powiedział. Oraz to, że jego przypuszczenia mogły być bardzo zbliżone do tych, które sam miał.
– Bardzo mi się to nie podoba. Za dużo ostatnio tych zbiegów okoliczności – rzekł Hisato w odpowiedzi, nie dodając już nic więcej. Zamyślił się tylko, nie zdradzając nikomu swoich podejrzeń i pozostawiając domysły dla siebie.

-----------------------------------------------------------------------------
EDIT: Rozdział poprawiony. Mam nadzieję, że teraz jest w nim już mniej błędów, a przynajmniej, że nie rzucają się w oczy tak jak wcześniej. Dziękuję osobom, które zwróciły mi na nie uwagę.
Poza tym, poprawiłam pewien fragment (króciutki, także bez obaw – dosłownie dwa zdania), w którym dzięki komentarzowi Suguri, znalazłam błąd w fabule. Myślę, że teraz jest już lepiej :)

24 komentarze:

  1. Zaglądałam na bloga co 20 min. a tu Nowy Rozdział!A już myślałam że się popłaczę,bo brakowało mi Ciebie:).
    Akcja posuwa się powoli do przodu i jest ciekawie.Lubię tego typu opowiadania,a Twoje jest naprawdę ciekawe. Ale niestety-zawsze jest jakieś ale-mam zastrzeżenia :
    1 Co do szyku w zdaniach.
    2 Zwroty ubrał buty-buty się zakłada a ubiera spodnie, bluzę
    3 O chłopcach,facetach mówimy -oni,obaj,i w pierwszym akapicie rozmowa trzech gangsterów-trzech nie trójki.
    Niestety masz kłopot ze słowem pisanym-i są to niestety podstawowe błędy dziecka z podstawówki.Potrzebujesz pomocy(.Chyba brak nauczycieli języka polskiego z pasją do których ja miałam jakoś szczęście.)Albo proszę rozejrzyj się za betą.
    Twoje opowiadanie lubię i to bardzo i czekam zawsze na następne części.Życzę Dużo Wiernych Fanów,Dużo Komentarzy-miłych i grzecznych,a także Aby Wen Cię nie Opuścił !!!
    Obiecuję komentować częściej niż do tej pory(klawiatura jednak nie gryzie,tylko daleko leży).Mam nadzieję ,że Cię nie uraziłam-nie taki był mój zamiar.Angela.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, cieszę się, że brakowało Ci mnie. Od razu zaznaczę, że nigdzie nie odeszłam. Mam jeszcze sporo rozdziałów do napisania ^^
      Jeśli możesz, wskaż mi proszę te błędy, chętnie je poprawię. Kurcze, zawsze zapominam się w kwestii tych ubrań i butów :P "Trójkę" oczywiście zaraz poprawię.
      Dalej trochę się przyczepię. Robię błędy i nie zaprzeczę, sporo ich. Staram się sprawdzać tekst, ale nie zawsze wyłapuję wszystko (tego nie sprawdzałam jeszcze, z pewnych powodów). Czy to "błędy dziecka z podstawówki"? Nie mnie, która je robi, oceniać, ale sądzę, że aż tak źle nie jest. Beta pewnie by mi się przydała, ale myślę, że nikt by ze mną nie wytrwał...
      Dziękuję bardzo za komentarz i pozdrawiam! ^^

      Usuń
    2. Niestety robisz błędy-ale kto ich nie robi.A z dziecka z podstawówki się nie wycofam-każdy ma swoje zdania,chyba.
      Niektóre zdania są trochę eemmmmm dziwne-jak zdanie z pokojówką.A błędy jeżeli je znajdę-na pewno je wypiszę.
      W sumie chciałabym zostać Twoją betą ale ja mam kłopot z techniką i komp mnie nieraz zaskakuje.Myślę że nie jesteś tak Zła jak mówisz.:).
      To chyba tyle.Kolorowych snów.Angela.

      Usuń
    3. Ja się odniosę tylko do punktu drugiego, bo zakłada się i buty, i spodnie i bluzę. A ubrać można się W spodnie i bluzę, bo konstrukcja "ubrać spodnie" zakłada, że włożyło się spodniom np. majtki i sweter.
      I szczerze mówiąc (wiem, że to trochę paranoja, ale na ten błąd jestem szczególnie wyczulona) obleciałam na szybko przed chwilą wszystkie rozdziały i nigdzie tego błędu nie znalazłam. W zasadzie nigdzie nic nie zauważyłam o wkładaniu/ ubieraniu butów (o zdejmowaniu owszem XP czy też coś, że ktoś jakieś tam buty miał na sobie), więc w sumie nie jestem pewna czy dobrze zrozumiałam o co Ci z tymi zwrotami chodziło.
      I moim zdaniem błędy nie są aż tak tragiczne jak u dziecka z podstawówki ^^"

      Usuń
    4. @Angela
      wiesz, że to trochę hipokryzja, kiedy jej się czepiasz o błędy, a sama robisz?
      @Tenshi Lulu
      jestem pewna, że jest całe mnóstwo osób, które miałyby dość cierpliwości do sprawdzania, a błędy typu problemy z płcią grupy osób (tzn oboje/obydwaj i tym podobne) są na co drugim blogu - nie oznacza to jednak, że nie należy się tym przejmować. Również u wielu osób w wieku 25+ widać takie błędy. Z jakiegoś powodu tego typu słowa stanowią problem - dlaczego? Nie wiem, bo ja raczej nie z tych, co robią błędy.
      A teraz do rozdziału... Znaczy seksu nie będzie?... Buu... Ale muszę przyznać, że coraz bardziej podobają mi się relacje John-Aki. Czasem trochę mnie irytują te sytuacje dookoła, ale rozumiem ich potrzebę więc nie narzekam :)
      Pozdrawiam i życzę weny, czasu, czego Ci tam potrzeba

      Lexi
      lexidee.blogspot.com / aleksandradee.deviantart.com

      Usuń
    5. @Suguri
      Nie przeglądałam wszystkich rozdziałów, ale mógł mi się gdzieś taki błąd zdarzyć. Jeśli nie - tym lepiej ^^

      @Lexi D.
      Czuję, że poważnie wystawiałabym ich cierpliwość na próbę :P Ale na pewno taka osoba by mi się przydała. Zastanowię się... może nawet poszukam kogoś?

      Seksu w tym rozdziale nie było, ale wkrótce coś będzie. Wciąż walczę z sobą o to, czy zastosować się do pierwotnego pomysłu, czy wykorzystać nowy :P Wybór jest trudny.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń
  2. Uch, to co teraz napiszę, pewnie będzie bardzo niepopularne, ale ja chyba jednak nie jestem zwolenniczą akcji sensacyjno-kryminalnych w tego typu opowiadaniach/ romansidłach ^^”. I nie chodzi bynajmniej o to, że jest źle/nieciekawie/nudno. To raczej moja bardzo subiektywna opinia, że jednak wolę te psychologizujące rozważania, przemyślenia i bardzo powolne „docieranie się” bohaterów. I nadal obstaję przy tym, że sceny z Akim i Johnem są moimi ulubionymi :D
    A w ogóle to mam dziś wenę, więc będę się ostro czepiać, mam nadzieję, że darujesz.
    „Teraz jednak nie wiedział, co tym myśleć” – w pierwszym akapicie, brakuje „o”.
    Reakcja Johna na propozycję Akiego, była bardzo w stylu Johna, poza tym że powinien być przecinek po „śpij”. Chociaż ja tam jednak liczyłam na te seksy, to rzeczywiście do przewidzenia było, że John nie skorzysta. Podoba mi się to jak ta scena wyszła, zwłaszcza moment, kiedy John pogłaskał Akiego po głowie, a potem zjechał na jego biodro.
    „pan wydawał się być bardzo spokojny” – bez „być”.
    „[…] po czym Aki poczuł jak ręka pana przejeżdżająca po jego ciele aż do biodra.” – „zjeżdża” i przecinek przed „jak”. A doprecyzowanie, że ręka należała do pana moim zdaniem jest niekonieczne, sama ręka, by wystarczyła.
    „Wtedy pan zabrał dłoń z chłopaka i wsunął pod poduszkę, co było znakiem, że pora spać.” – tu się stylu przyczepię. Bo ten „pan” w jednym zdaniu z „chłopakiem” mi się gryzie. „Pan” w narracji pojawia się głównie w momentach pisanych mocno z perspektywy Akiego, dlatego, gdy zaraz jest ten „chłopak” też niby pisany ze strony Akiego, to jakoś mi to nie pasuje.
    Scena w biurze:
    „- Która godzina? - zapytał Ren, opierający się o ścianę.
    - Yyy... - mężczyzna zmieszał się, po czym musiał ponownie spojrzeć na zegarek. - Dziesięć po pierwszej.” – fajne to, takie życiowe ^v^

    „Yukio pokiwał przecząco głową” – pokręcił/potrząsną przecząco, pokiwać można twierdząco.
    Tak po tych przekomarzaniach Rena z Yukio nie jestem pewna, czy chcę, żeby oni byli razem, czy jednak żeby Ren był z Hisato. Chyba jednak to drugie skoro Yukio „nie jest taki jak Ren”, cokolwiek by to konkretnie nie znaczyło. Poza tym mam takie nieprzyjemne wrażenie, że zamierzasz, któregoś z nich zamordować.
    „[…] zagadnął Ren, ale chłopak nie zareagował. Mimo tego kontynuował” – tu trzeba dać, że Ren kontynuował, bo z podmiotów wynika, że „chłopak”.
    W ogóle fajnie, że Yukio taki dyskretny nawet przy współpracownikach.
    „wyglądał na kogoś w twoim wieku, a szef jest jeszcze za młody na takie dzieci” – Bezpiecznie szacując, John ma mniej niż 37 lat.
    „- Ren, a co ty się tak tym interesujesz? - zapytał Shouta, prostując się w fotelu. - Znowu sobie kogoś upatrzyłeś? Przyznaj się, spodobał ci się ten chłopak!
    - Nie, no co ty. Oczywiście, że nie – zaprzeczył.” – Ren zaprzeczył.

    A tak poza tym to fajny dialog i to, że się Ren zastanawia, kim jest Aki też. Dobrze, że chłopak jest zauważany przez otoczenie i jego nagłe pojawienie się nie przeszło bez echa, choć i tak jak widać dyskrecja jest, skoro w sumie sporo osób Akiego widziało (ochroniarz Johna przecież był z nim nawet na aukcji), ale za bardzo o tym nie pieją. Normalnie pewnie bym się takiej sytuacji przyczepiła, ale to mafia jest, dobrze, że nie mielą ozorami jak ciotki na bazarze.
    Podoba mi się, że panowie okazują Hisato szacunek w nie tak bardzo ostentacyjny i służalczy sposób. Przy czym ten respekt widać, nawet biorąc pod uwagę, że (poza Yukio chyba) mówią do niego na ty.
    No i przyczepię się tego zadania ze śledzeniem Deushiego. Chodzi o to, że skoro Shouta i Yukio często się z nim spotykają to dość niebezpiecznie jest zlecanie im śledzenie go – większa szansa, że facet ich rozpozna i kapnie się, że coś jest nie tak. Jasne, że da się to logicznie obronić, ale sytuacja mimo wszystko jest trochę naciągana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. „Nie był się tym urażony” – bez „się” albo „czuł” zamiast „był”.

      „Zaśmiał się pod nosem myśląc o tym” – przecinek po „nosem”.

      To w pewnym sensie miłe, że John i Aki obaj czują się niezręcznie w obecnym układzie. Niby z czego innego to wynika w obu przypadkach, ale zawsze to jakaś cecha wspólna. I cieszę się, że Aki podoba się Johnowi, bo jakby się nie podobał, to by naprawdę ciężko było wiarygodnie wykrzesać między nimi głębsze uczucia (liczę na takie). Mokry sen Johna mnie ucieszył ^v^ i został moim zdaniem całkiem zgrabnie ujęty w tych kilku zdaniach. Jeśli chodzi o mokre sny to bardziej kojarzą mi się jednak z pełnym opisem stosunku (i to gdziekolwiek, nie tylko w opowiadaniach internetowych, ale też w powieściach), a potem autor dowala, że to jednak był tylko sen, więc takie krótkie napomknięcie to taki całkiem sympatyczny powiew świeżości.

      Mam mieszane uczucia co to tej wiadomości od Daizo. W ogóle to nie do końca pasuje mi to ujawnienie się od razu, no ale to przestępczość zorganizowana, a z tego co się orientuję (a słabo się orientuję) te wojny między mafiami jednak dość jawne są, kto się z kim tłucze. Druga rzecz to to, że tę widomość mógł wysłać w zasadzie każdy, żeby Daizo wrobić (Morita od razu mi przychodzi do głowy, ale mam nadzieję, że jak już to to nie on, bo polubiłam dziada =.=”) – „Po Daizo oczekiwałby bardziej otwartej deklaracji” – zwłaszcza w zestawieniu z tym zdaniem to tak podejrzanie wygląda. Choć w sumie wysadzenia samochodu uważam za dość otwartą deklarację XP.

      W sumie chciałabym już poznać rodziców Johna. Wcześniej jakoś o tym nie myślałam, ale zaczęłam sobie imaginować co, by było, gdyby rodzice Johna poznali Akiego i ta sytuacja wydaje się równie kuriozalna co rodzice Akiego poznający Johna. Albo rodzice Akiego poznający rodziców Johna. Na ślubie synów dajmy na to XD

      Śledzenia też się będę zaraz czepiać. Ale tylko trochę. Opis był dość zachowawczy, bez jakichś potencjalnie niebezpiecznych udziwnień, co nie jest złe, poza tym zauważyłam, że zachowujesz jedność czasu w narracji, w sensie tam gdzie aż korci o wciśnięcie czasu teraźniejszego, jest zachowany ten czas przeszły, to się chwali. Mam nadzieję, że do babki, do której poszedł Deushi, jeszcze Souta z Yukio wrócą/ zostaną posłani, żeby wypytać czego informator od niej chciał. W ogóle to była jego dziewczyna? Siostra? Jakaś jego informatorka? Denerwował się, więc raczej to spotkanie było ważne. Mam nadzieję, że nie nadinterpretuję w tym momencie faktów. I, serio, gdyby to była cała powieść w ogóle nie wracałabym uwagi na takie szczegóły, tylko czytała dalej, bez takich kontemplacji.

      „Deushi powoli szedł do swojego samochodu, już wcześniej zaczynając grzebać w swoich kieszeniach w poszukiwaniu kluczy.” – tu spokojnie mogło by się obejść bez „swojego” przy samochodzie (chociaż tutaj raczej ujdzie w tłoku) i „swoich” przy kieszeniach (tu już mniej, bo wiadomo, że nie w cudzych).

      No i się czepnę: dlaczego Yukio i Shouta nie gonili tej osoby, która dźgnęła Deushiego? W sensie nawet nie próbowali jej złapać, a mogli za nią pobiec/pojechać samochodem, skopać/rozjechać, wcisnąć do bagażnika i zawieźć do Hisato na przepytywanie. Na pewno Hisato byłby jeszcze mniej wkurzony, gdyby przywieźli mu mordercę, a nie tak z pustymi rękami przyczłapali. A tak swoją drogą to Hisato musiał być bardzo zestresowany, skoro nie opierniczył ich z góry na dół – przynajmniej ja to tak odbieram.

      Usuń
    2. No i mój ulubiony fragment tego rozdziału :) – rozmowa Johna z Akim. Moim zdaniem widać w niej jak się posunęły ich relacje. Do tej pory niby nic większego się między nimi nie działo, ale tutaj widać, że te drobniutkie kroczki jednak zrobiły swoje, bo jednak ta rozmowa wydaje się o wiele cieplejsza/bardziej emocjonalna/uczuciowa, niż np. przy ich pierwszym spotkaniu. No i rozmawiają pełnymi zdaniami i John brzmi tak całkiem, całkiem sympatycznie.

      „Nie. Coś było nie tak. Zdecydowanie coś mu tu nie pasowało.” – tu też trzeba zaznać, że Johnowi nie pasowało, bo wcześniej mówił Aki.

      Opcja z masażem mi się podoba. Odpowiednio nienudna, niebanalna, z podtekstami, ale potencjalnie bez jednoznacznych ruchów. Dobry wybór. No i się Aki nie będzie szlajał samopas po domu, jakby to było, gdyby John kazał mu coś sprzątać czy coś podobnego. Poza tym ciekawi mnie ta propozycja awaryjna.

      A tak z rzeczy postronnych i moich kolejnych dzikich fantazji odnośnie fabuły, to fajnie by było, gdyby się okazało, że Daizo jest tatkiem Akiego i się dowiedział, że John mu syna kupił i się o to wkurzył, i w zasadzie o to rozkręcił aferę ^v^. Albo przynajmniej, żeby ci rodzice też byli z mafii, bo Aki słyszał jak John o Daizo mówi, to by się chłopak raczej kapnął, że mu ojca obgadują (no chyba że to pseudonim). W każdym razie stawiam na coś takiego, skoro pisałaś, że to wszystko ładnie się złoży. Ale, żeby nie było, jestem otwarta na wszystko co napiszesz.

      Ale jak to, że już połowa? Jeszcze tyle rzeczy niewyjaśnionych, a to już połowa? Ja to by jeszcze poczytała tak ze trzydzieści rozdziałów co najmniej, bylebyś skończyła.

      A w odniesieniu do tego co napisałam na początku – ja wiem, że to od początku nie zapowiadało się na romansidło i bardzo mi to pasuje. Ta historia mogłaby być mocno przesłodzona, a tak te momenty bardziej fabularne ostudzają atmosferę.

      A tak już kompletnie na koniec: kiedy skomentowałam siódmy rozdział (ten co Rokuro zgwałcił Akiego), napisałaś, że trochę zmienisz bieg wydarzeń. Zdradzisz o co mniej więcej chodziło?

      Pozdrawiam! Oby wena dopisywała.

      PS. I bez przesady, nie jesteś aż tak niesłowna. Znam blogi autorek, którym dosłownie nigdy nie udało się dotrzymać obiecanego terminu. I to miłe w pewnym sensie, że się ludzie denerwują, nawet gdy się spóźniasz kilkanaście minut z rozdziałem ^^

      Usuń
    3. W porządku, nie każdy musi być i doskonale to rozumiem. Ale zobaczysz jak ładnie pomogą te wątki Akiemu i Johnowi zbliżyć się do siebie ^^ Mam fajny plan... przynajmniej tak mi się wydaje xD
      Czepiaj się, czepiaj. Jak już kiedyś pisałam, to dobrze, jeśli ktoś wskazuje mi błędy czy mówi, kiedy napiszę jakąś głupotę. Przynajmniej wtedy wiem na czym stoję, bo czasami tak od razu tego nie widzę.
      Co do tej reakcji Johna - no przecież! :D W końcu to John, mówiłam, że to wszystko jest do przewidzenia xD Ale zdradzę Ci, że on też trochę zacznie kombinować i zobaczymy co z tego wyjdzie. (a to z tym głaskaniem miałam wywalić, ale jakoś tak zostawiłam... chyba dobrze zrobiłam ^^)
      "Yukio pokiwał przecząco głową” – pokręcił/potrząsną przecząco, pokiwać można twierdząco" prawda, sama prawda. Aż się dziwię, że tak napisałam teraz (żaba mi się przypomniała...) ^^
      Słowa Yukio "nie jest taki jak Ren" mogły mieć różne znaczenie. No i nie wiadomo, czy oni będą razem.
      Ja i uśmiercanie kogokolwiek? Nie, dlaczego? :P
      Pojawienie się Akiego u Johna, nawet jeśli tego nie widać na razie, naprawdę nie przeszło bez echa. Na pewno nie obyło się bez plotek, ale przecież nie będą o tym rozmawiać przy Johnie :)
      Histao stoi naprawdę wysoko w hierarchii, więc mają powód, by go szanować. A Yukio jest raczej uprzejmy dla wszystkich... no, prawie dla wszystkich :)
      Tutaj faktycznie mogłam popełnić błąd. Załóżmy, że po prostu Hisato nie miał nikogo pod ręką, a nie było czasu, by szukać kogoś odpowiedniego. Zaufał, że oni sobie poradzą. Poza tym, nie opisałam tego jak trzeba. Chodziło mi, że oni tak, spotykali się z nim, ale wcale nie tak często i to nie byli tylko wyłącznie oni. Zrobiłam spory błąd... i to poważny. Niedobrze.
      Chociaż i tak to naciągane, sama to widzę. Spowodowane to było tym, że w ostatniej chwili zmieniłam pomysł na ten fragment i nie dopracowałam go do końca. Moja wina. Będę musiała uważać, by teraz już nie spieszyć się tak i następnym razem posiedzieć więcej nad tymi fragmentami.

      Usuń
    4. Nie widziałam sensu opisywania całego snu Johna, dlatego tylko krótko go streściłam. Może jeszcze w przyszłości pokuszę się o jakieś dokładniejsze fantazje. Zobaczymy ^^
      John czekał na wiadomość, to ją otrzymał. Niby wybuch był tą otwartą deklaracją, ale brakowało w nim takiego jasnego znaku kto to zrobił. Jakiegoś podpisu. Teraz już wszystko jest ^^ Gdyby stało się inaczej i załóżmy, że wojna rozpoczęła by się znienacka, bo tak też mogłoby być, wtedy jasne by było, że to nie Daizo. (kurcze, mam gorączkę i coś nieskładnie mi te tłumaczenia wychodzą :P). W każdym razie chodzi mi o to, że wcale nie musiało to następować tak jawnie. Któraś z mafii mogłaby po prostu zaatakować pewnego dnia, niespodziewanie, ale to właśnie nie byłoby w stylu Daizo. Wtedy John mógłby przypuszczać, że to był prawdziwy zamach i miał ogromne szczęście, że nie zginął w nim.
      W sumie to nie wiem czy pokażę rodziców Johna. Nie miałam tego w planach, ale... muszę nad tym pomyśleć. Może gdzieś mi będą pasować :)
      To całe śledzenie było najmniej ważne w tym fragmencie, więc nie chciałam się nad tym rozpisywać. Jedyne co się liczy, to to, że Deushi zginął. Shouta i Yukio nie zaczęli gonić napastnika, bo to było zbyt niebezpieczne. Byli na obcym terenie, a to wyglądało tak, jakby ktoś wiedział, że oni śledzą tamtego i tylko czekał na okazję, by go zabić i by nie przekazał im tych informacji. Mogliby przez to wpaść w pułapkę. Poza tym, sporo ludzi było w sklepie, ktoś szybko zauważyłby trupa. Zbiegowisko było im nie potrzebne, bo ktoś mógłby wezwać policję i nawet jeśli byliby tylko świadkami, to byłoby im nie na rękę, bo mają swoje na sumieniu.
      Hisato miał swoje powody, by być zestresowanym ^^ Już wkrótce będzie o tym więcej.
      Relacje Johna i Akiego na pewno poszły do przodu :) John poznał już trochę chłopaka i zna już niektóre jego zachowania, podobnie Aki.
      Mnie też opcja z masażem się podoba ^^ Hahaha :D Aki się będzie mógł wykazać. Opcja awaryjna nie jest godna wspominania. Zbyt nudna :)
      Obiecałam na początku, że o rodzicach Akiego też będzie, więc będzie coś na pewno. Ale nie zdradzę co :D
      Tak mi się wydaje, że to już połowa. Chociaż nie mam zamiaru specjalnie skracać wątków, żeby się wyrobić, dlatego jeśli wyjdzie więcej, no to wyjdzie więcej.
      Przyjdzie czas, że Aki i Johntak często ze sobą, że jeszcze to wszystkim zbrzydnie :P
      O co mi wtedy chodziło? Hmm... A tak, już wiem! Ale nie, nie mogę tego napisać, bo za wiele by to zdradziło.
      Cieszę się, że jednak nie uważasz mnie za tak bardzo niesłowną. Sama myślę o sobie coraz gorzej :P
      Jestem Ci bardzo wdzięczna za wskazanie błędów. Poprawię je i postaram się zwracać na nie większą uwagę :)
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko! ;3

      Usuń
    5. Hejka.Widzę że mój komentarz wywołał spory odzew.To dobrze,bo to oznacza że ten blog ma czytelników,którzy czytają i przypisy.
      Popełniłam błąd przy spodnich,fakt.Ale kto błędów nie popełnia.A wiele opowiadań nie czytam-bo tam aż się roi od błędów!Jeżeli wiele autorów popełnia błędy-to reszta autorów też powinna pokazywać swoją obojętność co do słowa pisanego?No nie bardzo.Jeżeli ktoś skoczył z 10 piętra na głowę-to Tenshi Lulu też powinna?
      A buty były przy wybieraniu garnituru dla Akiego na przyjęcie,po prostu wtedy tego nie skomentowałam.I tyle.
      Co do fabuły-trudno się przyczepiać bo to powieść autora.A jak zachowują się gangsterzy-wszyscy się spodziewają po nich Zła.Ale ludzie są różni.Chętnie przeczytam następne części.Tensh Lulu-życzę nadal Dużo Weny.Angela.

      Usuń
    6. ale jest różnica pomiędzy napisaniem "tu masz błąd" a "piszesz jak dzieciak w podstawówce" -_- podczas, gdy Ty nie umiesz nawet poprawnie używać znaków interpunkcyjnych

      Usuń
  3. Coś czuję, że scenę seksu otrzymamy dopiero, kiedy z naszego uke zrobi się znowu normalny człowiek, a nie zwykły niewolnik.
    Mam też cały czas nadzieję, na ogromny i przepiękny happy end <3
    Marzę o nim :3

    Dzięki wielkie za tak przyjemny rozdzialik i dużo weny życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pfff.... happy end? Kto by tam chciał happy end? :P Nie ma to jak parę trupków na końcu...
      Dziękuję. Wena się przyda :)

      Usuń
  4. Popieram Nanę Chan <3 Chociaż może ten masaż nam to jakoś wynagrodzi.
    Co do poprawiania błędów - ie popadajmy w paranoję. Każdy jakieś popełnia i możemy tylko dyskutować na ich temat.
    Czekam na kolejny, weny ~~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. + Świetny nowy szablon <3

      Usuń
    2. Na temat seksow się nie wypowiem. Nie zdradzę, kiedy będą :P A masaż będzie przyjemny... jak to masaż.
      Dzięki! Namęczyłam się nieźle nad tym szablonem, ale nawet mi się podoba :)

      Usuń
  5. :) Hej, czytam już wersję poprawioną i błędów nie widać.

    Nareszcie upragniony rozdział, który zakończył się nieoczekiwanie :P, John okazał się lepszym człowiekiem, niż ten za jakiego go miałam do tej pory.

    Uważam, że naprawdę dobrze piszesz, potrafisz zagrać na emocjach :). Ten dialog pomiędzy panem i niewolnikiem rozgrzał mi serce, heh. Czekam niecierpliwie,

    oby następna część pojawiła się szybciej :)

    Weny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie! Jak już zaczynasz myśleć, że z Johna taki dobry człowiek, to muszę to zmienić :P Tak być nie może! :P
      Mnie wydaje się, że dialogi mi raczej sztuczne wychodzą. Ale cieszę się, że tak piszesz ^^

      Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Jak już grzebiesz w ustawieniach wyglądu to tylko kilka małych uwag:
    * bardzo fajna czcionka, tylko nie łapie Ci polskich znaków, a one napisane inną czcionką wyglądają dziwnie
    * po co i archiwum, i spis treści, skoro masz tu jedno opowiadanie? Zostawiłabym tylko jedno - i to raczej spis treści
    * pomyśl, czy nie lepiej byłoby dać jeden pasek boczny, zamiast dwóch - nawet trochę szerszy, jeśli będzie trzeba - zyskałabyś sporo miejsca wszerz
    * przyciski na gadżecie "strony" mogłyby być szersze - masz dużo miejsca wolnego, a w ten sposób nazwy zmieściłyby się w jednej linii i cały gadżet byłby krótszy
    A poza tym szablon jest bardzo fajny - estetyczny :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za rady! :)
      Z czcionką mam wielki problem, bo jak mi już jakaś pasuje, to wtedy nie ma polskich znaków. Ale może poszukam jeszcze jakiejś, bo to faktycznie nie wygląda za dobrze.
      Archiwum jest mi potrzebne do życia, bez niego umrę, a moje opko wraz ze mną! T.T Poza tym, jest parę wpisów, których w spisie treści się nie znajdzie. I będzie więcej ^^
      Co do tego paska bocznego - zawsze, na wszystkich wcześniejszych blogach, miałam właśnie taki dwukolumnowy układ, z pojedynczym paskiem bocznym... Chciałam sobie odmienić trochę...
      No ale... ale... z tym stronami to tak specjalnie...
      Dobra, nie będę się tłumaczyć :P Powiedzmy, że wszystko (oprócz tej czcionki) jest tak, jak sobie założyłam. Miałam taki szalony pomysł i go zrealizowałam. I wiem, że Twoje rady są naprawdę dobre i wiem, że ładnie by wyglądało, gdybym się do nich zastosowała, ale uprałam się przy swoim :P A jak się człowiek zaprze... no wiesz o co chodzi ^^
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. spoko, u mnie to tylko takie graficzne zboczenie zawodowe ;)
      jeśli tak Ci zależy na tej czcionce to poszukaj w necie, czy ktoś nie dorobił do niej polskich znaków, bo nie wierzę, że jesteś jedyna, której akurat ta czcionka przypadła do gustu :)

      Usuń
  7. Hej,
    więc nie wszyscy wiedzą kim jest Aki, Yukio lubię go, a może Josh wprowadzi go do mafii? a jego opiekunem byłby Yukio, poznał go są w tym samym wieku...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń