Rozdział 13

Nie ma ryzyka, nie ma zabawy


Nie było osoby, która nie patrzyłaby w tym momencie z zainteresowaniem na nieposłusznego niewolnika, wciąż bezskutecznie starającego się wyrwać z rąk ochroniarzy. Zdawali sobie sprawę, że takie zachowanie nie mogło pozostać bez kary i desperacja w jego spojrzeniu oraz zapalczywość w próbie wyswobodzenia się, była jak najbardziej uzasadniona. Rozmowy umilkły, a oczy wszystkich skierowały się na wściekłego mężczyznę idącego w stronę chłopaka. Wyglądał jak gepard, który zaraz miał dogonić swoją ofiarę i rzucić się na nią, by rozszarpać na strzępy i pożreć.
Aki myślał sobie, że ten niewolnik musiał być naprawdę głupi, skoro wydawało mu się, że ucieknie podczas przyjęcia. To było bardzo nierozsądne i nie wiedział, jak chłopak mógł zdecydować się na tak bezsensowne posunięcie. Co on sobie wyobrażał? Że zdoła wymknąć się niepostrzeżenie? Że ci wszyscy liczni ochroniarze niczego nie zauważą? Poza tym, uciekać od swojego pana? „Przecież tak nie można!”krzyczał głos w jego głowie. „Tak nie powinno się robić! Nigdy! Pod żadnym pozorem!”.
Niewolnik wyglądał na jakieś dwadzieścia dwa, może trzy, lata, choć mógł mieć więcej, bo drobna budowa ciała i łagodne rysy twarzy pewnie nieco oszukiwały z jego prawdziwym wiekiem. Za to jasna karnacja i czarne, półdługie włosy przypominały Akiemu kogoś, choć nie potrafił przypomnieć sobie wtedy kogo dokładnie.
Ochroniarze trzymali chłopaka mocno, a ten wciąż nie opadał z sił i starał uwolnić się, nawet pomimo beznadziejności sytuacji. Wściekły, czerwony na twarzy, pulchny mężczyzna, w którym Aki od razu rozpoznał właściciela chłopaka, w końcu dotarł do niego i pierwszym co zrobił, było uderzenie nieposłusznego młodzieńca w twarz. Tuż za mężczyzną stał jego „goryl”, gotowy do działania, jeśli tylko jego szef wydałby mu polecenie.
– Zostaw mnie! Puśćcie mnie! – krzyczał niewolnik. – Muszę biec! Szybko! Muszę! Puśćcie!
Akiego zaskoczyło, że po uderzeniu chłopak nie tylko nie przestał się rzucać i nie ukorzył się przed swoim panem, ale dodatkowo intensywniej szarpał się i miotał.
– Ty niewdzięczniku! Ty śmieciu! Ty gnido! – wrzeszczał mężczyzna, rozwścieczony do granic możliwości, a przy każdym kolejnym zawołaniu, chłopak wciąż dostawał pięścią w twarz. Musiało być to o tyle bolesne, że na palcu właściciela znajdował się sygnet, który zdążył już pozostawić na policzkach chłopaka rany. Powolnie sączyła się z nich krew. – Szmato! Kundlu! Jesteś zwykłym ścierwem! Gównem! Za dobrze cię traktowałem, łajzo jedna! Za dobrym panem byłem dla ciebie! I widzicie go, jak mi się odwdzięcza?! A to kurwa!
Chłopak uciszył się, przerażony. Widać krzyki pana dotarły do niego i wreszcie zorientował się, co działo się wokół. Akiemu przez moment zrobiło się go szkoda, kiedy dało się zobaczyć, jak na jego twarz wstąpiło zrozumienie pomieszane z paniką. Szybko przypomniał sobie jednak jego występek i już go nie żałował. Nawet jeśli wyglądał w tamtej chwili tak rozpaczliwie, tak żałośnie...
Dla niego nie było już ratunku i wszyscy zdawali sobie z tego sprawę. On sam również. Najwyraźniej postanowił więc zachować resztki godności i przestał się szarpać. Zamknął też oczy i czekał na to co nastąpi, wysłuchując przekleństw swojego pana i dumnie znosząc jego kolejne uderzenia, nie tylko słowne.
Najwyraźniej to jeszcze bardziej rozgniewało mężczyznę. Widać oczekiwał, że niewolnik zacznie błagać go o litość, to jednak nie nastąpiło. Chłopak pogodzony z losem, z zamkniętymi oczami i zakrwawioną twarzą, podtrzymywany był przez ochroniarzy, bo pewnie gdyby nie to, nie potrafiłby już ustać o własnych siłach. Niepocieszony właściciel, czując, że to raziło w jego honor i być może było obrazą dla jego osoby, nie mógł pozostawić tego w ten sposób. Postanowił wymierzyć mu srogą karę od razu.
– Puśćcie go – polecił ochroniarzom. Ci domyślając się, co miało nastąpić chwilę później, odsunęli się od chłopaka.
Ten jak można się było spodziewać, opadł na kolana. Nie próbował już uciekać, bo wiedział, że nie miałby dokąd. W tym momencie nie miało to już najmniejszego sensu. Mimo że nie był w stanie podnieść się, uniósł głowę i otworzył oczy, hardo patrząc prosto w oczy swojego pana, jak gdyby odkrył ważną prawdę u kresu swojego życia i to dawało mu nad nim przewagę. Mężczyzna natomiast zdążył już odebrać broń od swojego ochroniarza.
– Powinieneś mi być wdzięczny za taką łaskę, chłopcze – powiedział, po czy wycelował w niewolnika i strzelił w niego. Wśród gości dało się słyszeć głośne szepty.
W tym momencie Aki zamknął oczy i spojrzał na własne buty, byleby tylko nie widzieć, jak ciało chłopaka opada bezwładnie na marmurową podłogę, a z rany po kuli zaczyna wypływać czerwona krew. Nie wiedział tego, ale prawie wszyscy niewolnicy postąpili podobnie. Żaden z nich nie miał ochoty patrzeć na śmierć kogoś, kto w końcu był taki jak oni. W ich spojrzeniach dało się dostrzec strach. W końcu każdy z nich mógł być na miejscu tamtego, a ta perspektywa napawała ich lękiem.
– Tak kończą śmiecie! – zawołał mężczyzna, kopiąc z pogardą martwe ciało. Chwilę patrzył na nie, oceniając swoje dzieło, a potem opuścił salę i wyszedł z hotelu, nie pożegnawszy się nawet z gospodarzem. Widocznie nie obchodziło go, czy ten nietakt zostanie mu wybaczony.
Aki poczuł jak pan klepie go po ramieniu i usłyszał jak szepcze, by ruszył się z miejsca. Zrobił to, a wtedy odważył się spojrzeć na miejsce, gdzie znajdowało się ciało chłopaka. Ochroniarze już je wynosili, a sprzątaczki ruszyły, by zająć się resztą. W hotelu wszystko musiało działać jak w szwajcarskim zegarku. I działało.
Podążył wraz z panem, który trzymał mu dłoń na ramieniu, do jakiejś grupki osób. Pan zaczął rozmawiać z nimi, a Aki chcąc nie chcąc słyszał, jak ludzie komentują wcześniejsze zajście. Nie potrafił zrozumieć czemu, ale wyglądało na to, że goście traktowali to jak jeszcze jedną atrakcję wieczoru.
Aki wciąż trwał w przekonaniu, że tamten niewolnik, którego imienia nie znał i pewnie nigdy już nie pozna, zasłużył sobie na taki los. „W końcu nikt mu nie kazał uciekać, prawda? Powinien wiedzieć, jak to się skończy” myślał, ale i tak się bał. Nawet jeśli nie wyobrażał sobie, że mógłby być na miejscu tamtego. W końcu on nie miał zamiaru uciekać. Nigdy nie porwałby się na coś tak szalonego!
Po głowie chodziło mu jednak coś innego. Właściciel tamtego niewolnika tak łatwo zakończył jego żywot. Ukarał go najgorszą z możliwych kar bez głębszego zastanowienia, więc widocznie nie znaczył dla niego aż tak wiele. Zresztą, dlaczego miałby znaczyć? W końcu był tylko bezwartościowym niewolnikiem, podobnie jak Aki. Tacy jak on nie liczyli się, byli niczym rzecz, przedmiot, z którą można zrobić co się chce i posłużyć się nią na każdy sposób, w zależności od gustu. Chłopak posmutniał, oczywiście nie pozwalając, by pan zauważył cokolwiek. „Co się ze mną stanie?” zaczął się zastanawiać. Nie wiedział jak skończy, a możliwości było tysiące. „Jak długo będę mógł służyć panu?” Już kiedyś myślał nad tym, ale nie doszedł do niczego. Nie wpadł na żadną optymistyczną wersję, żaden happy end nie pojawiał się nawet w jego odległych marzeniach. Co kiedy pan się nim znudzi? Mógł założyć, że jeśli dobrze by poszło, spędziłby u pana nawet parę lat. Ale co później? Co stanie się z nim, kiedy będzie już starszy? Przecież pewnie przestanie podobać się panu. Stara zabawka nie ma już w końcu takiej wartości jak nowa, ładna. Czy pan zabije go wtedy tak jak właściciel nieposłusznego niewolnika? Czy może sprzeda? Znajdzie dla niego inne zajęcie i wciąż pozwoli sobie służyć na inny sposób?
Pierwsza opcja, niestety, wydawała się Akiemu najbardziej prawdopodobna. Wyglądało na to, że nie czekała go żadna świetlana przyszłość. Mógł tylko mieć nadzieję, że pan przynajmniej zlituje się nad nim i zabije go szybko, tak jak umarł tego wieczoru tamten niewolnik.
„Aki, przestań! Przecież jeszcze nie umierasz!” zawołał w myślach i by nie zadręczać się tym więcej, zaczął przysłuchiwać się uważnie rozmowie jaką prowadził pan z innymi gośćmi.



Patrzył na chłopaka, którego wprowadzała trójka zziajanych, lecz widocznie zadowolonych z siebie ochroniarzy. Wzrok Mority, zaciekawiony, także podążył w tym samym kierunku.
Wtedy, przy wejściu, gdy usłyszał krzyki, przyszło mu na myśl, że to może jego niewolnik uciekał. Odwrócił się natychmiast, by to sprawdzić, dlatego też szybko rozwiał swoje obawy. Mimo tego, przestrzegł go, ku pamięci, gdy tylko znaleźli się już w hotelu.
John widział, jak właściciel zabił nieposłusznego niewolnika i choć może nie był zbyt doświadczony w tych sprawach, nie uważał tego za najlepsze rozwiązanie. Domyślał się, że za takie zachowanie jak najbardziej należała się chłopakowi kara, jednak scenę, jaką zrobił nieznany mu mężczyzna, uważał za nieprzemyślaną i przesadzoną. Po pierwsze, uznał takie zachowanie za zbyt porywcze i nieostrożne. Gdyby właściciel tamtego niewolnika rzeczywiście musiał pozbawiać go życia, John był zdania, że powinien zrobić to w innym miejscu, nie tutaj, na oczach wszystkich. Widoki tego typu nie były mu straszne, wręcz przeciwnie, można powiedzieć, że miał je na porządku dziennym. John sądził jednak, że taka publiczna egzekucja była ryzykowna i naprawdę nierozsądna. Ktoś zawsze mógł to później wykorzystać. Ale cóż, stało się.
Po wszystkim zerknął na swojego niewolnika i krótko zastanawiał się, czy chłopak byłby zdolny do ucieczki. Myślał też nad tym, co on zrobiłby, gdyby do tego doszło? Być może również wściekłby się tak bardzo, że nie zdołałby zapanować nad swoim zachowaniem, podobnie jak tamten mężczyzna. Ostatecznie doszedł do wniosku, że gdyby zezłościł się do tego stopnia, mógłby zrobić coś, czego teraz nie potrafił przewidzieć. Liczył jednak na to, że zachowałby więcej zdrowego rozsądku niż człowiek, po którego szaleństwach właśnie sprzątano.
Jego niewolnik także wyglądał na zamyślonego. Nie dziwił się mu. W końcu pewnie nachodziło go sporo refleksji, po tym co zobaczył. John przypuszczał także, że chłopak był mniej odporny na tego typu obrazki i musiało go to dotknąć.
Tylko co tak naprawdę jego, Johna, to obchodziło?
Poklepał chłopaka po ramieniu, by przywrócić go do realnego świata i kazał mu ruszyć się, bo wyglądał, jakby zapuścił korzenie w podłodze. Całe szczęście ten zareagował szybko i nie musiał więcej go upominać.
Orkiestra, która wreszcie na nowo się zorganizowała, znów zaczęła przygrywać spokojną, relaksującą melodię, która tylko zachęcała do pogaduszek.

John już od jakiegoś czasu rozmawiał z innymi gośćmi, którzy po początkowym ożywieniu ze względu na wcześniejsze wydarzenia, uspokoili się nieco. Tylko parę minut minęło nim wymienili się komentarzami na temat niespodziewanej burzy i przede wszystkim, atrakcji w postaci próby ucieczki i późniejszego ukarania niesfornego niewolnika.
– Dobrze zrobił – stwierdził starszy mężczyzna z siwą brodą. – Nie miał innego wyjścia.
– Takie rzeczy trzeba odpowiednio karać – dodał inny, tonem znawcy. – Poza tym, widowisko było przednie! – zachwycił się.
– A ja uważam, że mógł się nieco pohamować – stwierdził facet o nazwisku Shobo. Przytaknęło mu kilku innych gości, stojących obok.
Jak widać, zdania w tej kwestii były podzielone.
Rozmowa szybko zboczyła na inne tematy, oczywiście wciąż mówiono przede wszystkim o niewolnikach. Nie można było w końcu zapominać, że właśnie po to większość osób zawitała na przyjęcie i to było jego głównym celem. John przypomniawszy sobie o swoim pierwotnym celu, jakim było zdobycie informacji o Andavelu, próbował zadawać pytania lub ostrożnie naprowadzać pogawędkę na inne tory, ale jego wysiłki spełzły na niczym. Większość osób wydawała się po prostu wiedzieć tyle, co on, czyli praktycznie nic. Reszta najwyraźniej miała ochotę na dyskusję o innych rzeczach, niekoniecznie tych, które interesowały Johna. Jedynym, co udało mu się wyciągnąć, było to, że Andavel od kilku lat organizował u siebie licytacje niewolników, był bardziej bogaty i wpływowy niż na to wyglądał, do Japonii przybył jeszcze za młodu, a jego żona zmarła jakiś czas temu. Ktoś powiedział mu także, że Andavel chyba miał dziecko, prawdopodobnie syna, ale nic o nim nie było wiadomo, bo sam staruszek nigdy o nim nie wspominał. Nic konkretnego, a na pewno nic, co mogłoby mu się przydać.
Zrezygnowany wziął z tacy kelnera kolejną szklaneczkę whisky i znów dołączył do grupki osób, w której znał jedynie Moritę, a kojarzył wysokiego mężczyznę z garbatym nosem, który był dyrektorem jednej z większych firm w mieście.
Początkowo przysłuchiwał się jak mężczyźni debatowali nad tym, jaka kara powinna spotkać niewolnika, który z postąpi wbrew rozkazowi swojego pana. John nie wiedział jaki miał być to rozkaz, bo za późno przyłączył się do rozmowy. Zaskoczyło go za to, jak wymyślne kary wymieniali i z jakim przejęciem upierali się przy swojej racji. Gdy zapytali go o zdanie na ten temat, udało mu się wykręcić od odpowiedzi, popierając stanowisko jednego z mężczyzn, które wydawało mu się najbardziej zbliżone do jego własnej opinii. Jako jedyne nie miało ono seksualnego wymiaru. Pominął już to, że było w zamian dosyć brutalne. Jakoś wybrnąć musiał, a jak później się okazało, jego wybór był właściwy.
– Panie Willing, a pan nie planuje czasem pozbyć się swojego niewolnika? Z chęcią mogę go przygarnąć – Pytanie to zadane nagle przez mężczyznę stojącego obok, zaskoczyło Johna. Widział jak tamten patrzył się na jego niewolnika i wcale mu się to nie podobało. Zwłaszcza, że, jak sam wcześniej zdążył się już pochwalić, po ostatniej karze „jego własność nie była w stanie się ruszyć”.
– Nie, panie Taka. Jeszcze nie – odmówił. Nawet jeśli zdecydowałby się sprzedać, to na pewno nie temu facetowi. Wyglądał jak typowy, podstarzały biznesmen, który używa niewolników, by się dowartościować, czując, że ma nad nimi władzę, bo w rzeczywistości nikt się z nim nie liczył. Poza tym, wydawał mu się całkowicie pozbawiony taktu, a jego żarty wywoływały u Johna niesmak.
– Ale niech pan pamięta, w razie czego, myślę, że się dogadamy – John posłał mu uprzejmy uśmiech, lecz w środku wcale nie życzył mu tak dobrze.
Do grupki w której stał John, podszedł kolejny osobnik, wyróżniający się znacznie pośród tłumu, nie tylko za sprawą kolorowej marynarki, jaką miał na sobie. Od razu rzucało się w oczy to, jak prowadził ze sobą swojego niewolnika. Nastolatek, który nim niewątpliwie był, miał na szyi założoną obrożę ozdobioną drogimi kamieniami, do której przyczepiona była smycz. Jego właściciel trzymał jej koniec w ręku i ciągnął za sobą biednego chłopaka. „Jak psa” pomyślał John.
– Panie Asano! – zawołał mężczyzna o nazwisku Noguchi, do faceta ze smyczą. – Czy to pana nowy nabytek?
– Tak, nowiutki, wczoraj mi go dostarczono – mówił, po czym dodał z pogardą. – Ale jak na razie nie sprawdza się za dobrze w swojej roli.
– Niech zgadnę, ma na imię Yuki?
– Oczywiście, że tak. A jakże by inaczej? – wszyscy mężczyźni stojący w grupce zaśmiali się, John więc także się uśmiechnął, choć nie rozumiał sensu żartu. Jeśli to w ogóle był żart.
Johnowi udało się dowiedzieć co zabawnego było w tej sytuacji jakiś czas później. Historia pana Asano była krótka. Po prostu każdego ze swoich niewolników, którzy nawiasem mówiąc, bardzo szybko się zmieniali, bo ich pan nie wiedział, co to umiar, nazywał tym samym imieniem – Yuki – bo twierdził, że nie ma sensu wysilać się i zapamiętywać ich imion. Oprócz tego uważał, że w ten sposób poniży ich jeszcze bardziej i nie ukrywał, że bardzo go to cieszyło.
– Dobrze, panowie. Myślę, że pora już panów przeprosić – zaczął Noguchi. – Panie Asano?
– O! Dobrze, że mi przypomniałeś. Całkowicie zapomniałbym o naszym małym rytuale – słowa te brzmiały dla Johna bardzo tajemniczo, bo znów nie miał pojęcia, jaki „rytuał” tamten miał na myśli. Mógł tylko przypuszczać, o co chodziło.
Noguchi wraz z Asano po tym jak już przeprosili, odłączyli się od reszty i ruszyli wraz ze swoimi niewolnikami, do wyjścia z sali. Wątpił jednak, by opuścili przyjęcie, był raczej skłonny twierdzić, że udali się w jakieś ustronne miejsce.
John starał się zachować twarz i nie dać poznać po sobie zakłopotania, co wychodziło mu świetnie. Nie sądził, by ktokolwiek się zorientował, że jako jedyny tutaj był nie w temacie. Zresztą, miał wrażenie, że większości niewiele to obchodziło.
Mężczyźni rozmawiali jeszcze o, jak John sądził, typowych na takich spotkaniach sprawach. Mówili o seksie z niewolnikami, nowych gadżetach, które miały umilić im zabawę, o preferowanych pozycjach, a nawet, co wydawało się Johnowi nie do pomyślenia, o sposobach na podtrzymanie swojej męskości, nawet w podeszłym wieku. Nie uważał się za pruderyjnego, lecz to w jaki sposób wyrażali się ci mężczyźni i to, co opowiadali, sprawiało, że uznawał ich za prawdziwych dewiantów.
„Dziwacy są wszędzie” starał się pocieszać i robić dobrą minę do złej gry.
– Może w takim razie podpowiecie mi panowie, jak mógłbym sobie trochę urozmaicić zabawę, bo ostatnio brak mi pomysłów i nuda zaczyna mi doskwierać. – Harada, człowiek Andavela, poprosił pozostałych o radę, na co ci od razu służyli pomocą.
– Może powinien pan spróbować podduszania? Ostatnio zacząłem to praktykować i bardzo sobie chwalę. Jednak trzeba trochę się pilnować, bo łatwo przesadzić...
– I dlatego tylu twoich niewolników ostatnio wylądowało w piachu? – To pytanie pozostało zbyte wymownym milczeniem.
– Ja tam zawsze uważałem, że najlepszym lekarstwem na nudę, jest gorące żelazo. Później niestety taki osobnik nie wygląda zbyt ciekawie, ale zabawa jest przednia! Gorący wosk też spisuje się nieźle.
– Nie, to już, prawdę mówiąc, zbrzydło mi. Potrzebuję jakiegoś świeżego pomysłu.
– W takim razie co pan powie na tak modny ostatnio „złoty deszczyk”? Osobiście preferuję go w nieco ulepszonej wersji i tylko w odpowiednich warunkach, ale podobno teraz wszyscy to robią.
– Tak, słyszałem, jednak to nie moje klimaty. To za mało... emocjonujące.
– Ja z kolei ostatnio lubię sobie popatrzeć. Wiecie panowie, każę wszystkim moim niewolnikom zabawiać się ze sobą, a ja tylko patrzę i instruuję ich. I ewentualnie wchodzę w odpowiednim momencie. Jednak najbardziej uwielbiam, urządzać między nimi małe zawody. Wtedy, gdy są tak cudownie zdesperowani... to najpiękniejszy widok na świecie! Nawet nie spodziewalibyście się panowie, ile taka prosta rzecz może sprawiać uciechy po tych wszystkich udziwnieniach. Czasem myślę sobie, że pora powrócić właśnie do klasycznych metod.
– I tak z całą piątką? – zdziwił się ktoś. – Daje pan radę zapanować nad nimi sam, czy ktoś panu pomaga?
– Nie, z całą szóstką – tamten uśmiechnął się paskudnie. – Niedawno kupiłem jeszcze jednego do kolekcji. Ale tak, radzę sobie sam. Nie chcę się tu przechwalać, ale mam swoje niezawodne sposoby.
– To rzeczywiście musi wyglądać niesamowicie...
To był zaledwie bardzo niewinny początek. Mężczyźni dopiero zaczynali się rozkręcać, a z każdym kolejnym pomysłem John miał ochotę złapać się za głowę. Na szczęście tamci byli zbyt pochłonięci rozmową, by zwracać uwagę na to, że John tylko od czasu do czasu wtrącał jakieś uwagi, milcząc przez większą część tej rozmowy. Jedynym plusem tego, że pozostał w ich kręgu, było to, że poznał wiele nowych technik i metod, o których wcześniej nigdy nie słyszał. Wyczytał też między wierszami kilka przydatnych wskazówek jak powinno obchodzić się z niewolnikiem.
Jego poświęcenie nie było więc całkowicie bezużyteczne.



Sala, w której znajdowali się obecnie, imponowała wielkością i zachwycała wystrojem. Wnętrze rozświetlały wielkie, zwisające z sufitu, kryształowe żyrandole, które będąc zapalne, błyszczały tak pięknie, że Aki mógłby wpatrywać się w nie godzinami. Na białych ścianach znajdowały się płaskorzeźby, w których chłopak, nie na próżno, dopatrywał się ludzi w różnych sytuacjach. Gdzieniegdzie widać było także złote zdobienia, a Aki ciekawy był, czy to faktycznie złoto, czy tylko imitacja. W pomieszczeniu, jak i na korytarzu nie brakowało też wysokich, masywnych kolumn, które nadawały wnętrzu doniosłości, podłogi z jasnego marmuru wypolerowanej tak, że niemal lśniącej, oraz grubych, ciężkich zasłon, upiętych w jakiś fantastyczny, wymyślny sposób.
Aki ucieszył się, kiedy oddalili się od Takumiego i jego pana. Choć chłopak już nie zwracał uwagi na Akiego, tylko uważał, by nie narazić się swojemu panu, który zaczął zwracać na niego większą uwagę, on wciąż wolał trzymać się jak najdalej od tamtego, czyli jak sądził, jak najdalej od kłopotów.
Pan znów rozmawiał ze starszym mężczyzną, za którym Aki od początku nie przepadał. Coś mu się w nim nie podobało, coś odrzucało go od niego. Wszystko jednak wskazywało na to, że to właśnie ten człowiek był tu gospodarzem, co wykluczało możliwość pominięcia spotkania z nim, nawet wielokrotnego. W dodatku wyglądało na to, że pan i staruszek byli dobrymi znajomymi, co odrobinę nie podobało się chłopakowi. Jednak nie miał przecież nic do gadania, a jego opinia zupełnie się nie liczyła.
Aki przysłuchiwał się ich rozmowie. W końcu nie miał tutaj nic innego do roboty, choć z chęcią, do której bał się przyznać przed samym sobą, popodziwiałby rzeźby na korytarzu, wydające mu się niezwykłe. Ale musiał służyć panu, być przy nim i uważać, by znów mu nie podpaść.
– Pozwól, że zapytam Francesco, bo zastanawiam się nad tym już od pewnego czasu. Czy ty posiadasz jakiegoś niewolnika? – Pan, dał znać kelnerowi, który zbliżył się do nich, że nie ma ochoty na przekąski, więc tamten poszedł dalej.
– Nie, nie – zaprzeczył mężczyzna i zaśmiał się krótko. – Jestem już na to za stary. To zupełnie nie dla mnie. Mnie pozostały już tylko interesy. – Nie wydawał się być tym zbytnio przygnębiony. – Jeśli masz jeszcze jakieś pytania John, to śmiało, nie krępuj się.
– Właściwie to zastanawiam się, czy gdybym chciał sprzedać swojego niewolnika, to czy istnieje taka możliwość?
W tym momencie Aki poczuł, jakby zmysły mu się wyostrzyły. Zaczął słuchać jeszcze uważniej, w końcu zrozumiał, że chodziło o niego. Przypuszczał, że pan nie miał obecnie żadnego innego niewolnika, choć mógł się mylić. Tylko dlaczego pan chciałby go sprzedawać? Czyżby Aki znudził się mu? Był nieodpowiedni? Nie podobał się już panu? Jednego był pewny, jego życie wisiało na włosku.
– Tak, oczywiście – odparł staruszek z uśmiechem. – W razie czego nawet mogę się tym zająć i załatwić wszystko. Ale co się dzieje? Nie jesteś zadowolony z niego? Źle się sprawuje? – dopytywał się.
– Nie. Chciałem się tylko zorientować, jak to wygląda, w razie, gdyby naszedł mnie taki pomysł – odrzekł pan gładko, odpowiadając z nieznacznym uśmiechem.
– Ach, rozumiem – staruszek pokiwał głową, zaraz jednak jakby coś sobie przypomniał. – Właśnie, John. A może masz chciałbyś kupić sobie jeszcze jednego niewolnika? Zbliża się kolejna licytacja. Może masz ochotę przyjść?
– Może... muszę to przemyśleć.
„Czyli pan chce sobie sprawić kogoś jeszcze!” krzyczał głowie w głowie chłopaka. „To nie dobrze, to bardzo niedobrze!” myślał rozpaczliwie. W jego sytuacji każdy kolejny niewolnik zakupiony przez pana oznaczał jedno: zawiodłeś i muszę sprawić sobie kogoś innego, bo ty jesteś dla mnie zupełnie bezużyteczny.
– No tak, w końcu jesteś zajętym człowiekiem. Wiedz jednak, że zawsze jesteś tutaj mile widziany.
– Dziękuję, zapamiętam to sobie.
„O nie, o nie, o nie!” Aki o mały włos nie wypowiedział tego na głos. To co usłyszał naprawdę go zaniepokoiło. Przeraził się, zwłaszcza, że jeszcze niedawno pan rozmawiając z innymi gośćmi, na pytanie, czy nie chce go im sprzedać, odpowiedział bardzo podejrzanie „jeszcze nie”. A to oznaczało, że zamierza to zrobić, może nawet wkrótce. Aki bardzo bał się tego. Nie chciał, by pan go sprzedawał. Choć jeszcze nie poznał go zbyt dobrze, chciał zostać z nim. W końcu jak na razie nie było tak źle... Ale nawet pomijając ten fakt, myśl o tym, że znów musiałby przechodzić przez ten ogromny stres, że znów musiałby najeść się tyle strachu, paraliżowała go. Tym razem mógł nie mieć tyle szczęścia. Osoba, do której przyszłoby mu trafić, mogła być naprawdę upiorna. I nie chodziło tu tylko o wygląd, ale przede wszystkim o upodobania. Po tym, czego nasłuchał się Aki w rozmowie tamtych mężczyzn, chłopak wiedział, że musiałby użyć wszystkiego, czego nauczył go Akuma, a i to mogłoby ich jeszcze nie zadowolić. Obecny pan przy nich, nie wydawał się taki zły...
A jeśli pan kupiłby jeszcze jednego niewolnika? To również nie brzmiało dobrze. W końcu odkąd pan kupił Akigo, nie wykorzystał go zbytnio, prawdę mówiąc, prawie się do niego nie zbliżał. Od początku chłopakowi wydawało się to dziwne, ale teraz wiedział już, że naprawdę musiał nie spełniać oczekiwań pana, skoro tak się zachowywał. „To na pewno przez tamto” myślał, przypominając sobie sytuacje, w których, według niego, nie spisał się tak, jak powinien. „Zawiodłem go i teraz nie ma nawet ochoty mnie tknąć. Co ja narobiłem... Aki, jak mogłeś być tak głupi!”.
Szybko zdał sobie sprawę, że jeśli czegoś nie zrobi, skończy się to dla niego bardzo źle. Musiał coś wymyślić i to natychmiast, póki pan jeszcze nie zdecydował się ostatecznie na żaden krok.



Podano szampana, co oznaczało, że przyjęcie zbliżało się ku końcowi. Nie trzeba było długo czekać, by kelnerzy zniknęli i przestali pałętać się wśród gości, których jak na razie, nie ubywało. John po krótkiej wymianie zdań z człowiekiem, który radził mu, jak skutecznie utrzymywać hierarchię wśród gromadki niewolników oraz co zrobić, by dłużej móc, jak to on ujął „baraszkować ze swoim pupilkiem”, czuł, że był już naprawdę zmęczony. Cieszył się więc z faktu, że już niedługo, a będzie mógł wrócić do domu i odpocząć. Pragnął już tylko wyjść stąd i pozostawi to wszystko za sobą.
Znów został zaczepiony przez Andavela, co tym razem przyjął z ulgą, bo miał już dosyć słuchania o nowym, fantastycznym sposobie wykorzystywania koralików analnych, które polecał mu mężczyzna, wyraźnie zafascynowany jego niewolnikiem. Nie zainteresowała go również propozycja trójkąta, która z kolei miała dotyczyć jego samego. Zaskoczyło go to i zdziwiło, kiedy Kyubei, syn bogacza z sąsiedniego miasta, trochę starszy od niego, zaczął puszczać mu oczka, uśmiechać się dziwnie i co najstraszniejsze, otwarcie z nim flirtować! John uznał to za bezczelność i nie zapominając mu o tym wspomnieć, dodając jeszcze parę niewybrednych słów, które wyraźnie zaskoczyły tamtego, oddalił się na bezpieczną odległość. Wciąż jednak czuł na sobie jego wzrok, przez co miał ochotę ubrudzić dziś sobie ręce i używając argumentu siły, wbić mu do głowy, że nie był i nie będzie przychylny jego propozycji.
John musiał przyznać, że przyjęcie to przysporzyło mu wielu wrażeń, niekoniecznie takich, jak by oczekiwał. Lecz teraz, jedyne o czym myślał, było to, by jak najszybciej się stąd ulotnić. Dlatego też gdy Andavel zagadnął do niego, w planach miał już pożegnanie się i opuszczenie imprezy. Gdy tylko staruszek pozwolił mu dojść do słowa, John od razu przeszedł do konkretów.
– Dziękuję, że znalazłeś czas, by się tutaj zjawić – Andavel nie wyglądał na zaskoczonego, ani na zawiedzionego, tym, że John już opuszcza jego przybytek. –Mam nadzieję, że dobrze się dziś bawiłeś.
– Tak, oczywiście, wspaniałe przyjęcie – powiedział uprzejmie John i miał już zamiar odejść, kiedy Andavel znów się odezwał.
– Nie chciałbym cię zatrzymywać, ale zapomniałem wspomnieć ci wcześniej, że choć przyjęcie dobiega końca, to jeszcze nie koniec zabawy. Może masz jednak ochotę w niej uczestniczyć?
– W zabawie? – zapytał John, nie do końca rozumiejąc, co Francesco chciał mu przekazać. – Jakiego typu zabawę masz na myśli? – Po tym czego tutaj John się nasłuchał, do głowy przychodziły mu same orgie i inne całkiem zboczone rzeczy.
Andavel roześmiał się.
– Ależ John, nie patrz tak na mnie – powiedział żartobliwie. – To tylko niewinna zabawa.
– Na czym polega?
– To nic szczególnego, więc nie masz się czym martwić. Zazwyczaj kończy się jedynie na wymianie niewolnikami, dla urozmaicenia. Goście bardzo sobie chwalą tę rozrywkę. Na górze przygotowałem kilka pokoi, właśnie dla tego celu – Andavel po chwili namysłu dodał jeszcze. – Jednak jest też inna grupa, która ostatnio gra w zabawną grę. Nazywają ją „Zgadnij kto”, ale nie wiem dokładnie na czym polega. Jeśli zdecydowałbyś się, mógłbym się tego dowiedzieć. To jak John, nie skusisz się? – mrugnął do niego porozumiewawczo, uśmiechając się wesoło.
– Nie, dziękuję Francesco, ale muszę odmówić – odparł zdecydowanie, lecz w dalszym ciągu kulturalnie.
– Oczywiście, rozumiem. W takim razie, do zobaczenia John, Mam nadzieję, że wkrótce znów się spotkamy.
Okazało się, że nie był osamotniony, bo tuż za nim hotel zaczęli opuszczać także inni goście. „Jednak nie wszyscy chcą się bawić” zadrwił w myślach, przypominając sobie propozycje Andavela.

Wracał już do domu, siedząc na wygodnym fotelu swojej limuzyny. Deszcz przestał już padać, grzmoty ustąpiły i wszystko wskazywało na to, że burza minęła. Na zewnątrz zrobiło się za to znacznie chłodniej.
John był pewien jednego, to przyjęcie dało mu do myślenia. Choć zdecydowaną większość rzeczy, jakie usłyszał z ust właścicieli innych niewolników uważał za szaleństwo i czystą bzdurę, było kilka takich, które wydały mu się całkiem rozsądne. Co więcej, miał zamiar wypróbować niektóre pomysły i wcielić w życie pewne koncepcje, jakie obmyślił sobie słuchając tej całej paplaniny, na którą był skazany przez ostatnie kilka godzin.
Nie dowiedział się o Andavelu tego, czego oczekiwał. Nie zdobył praktycznie żadnych nowych informacji, jednak nie zamierzał się poddać. Był zbyt zmęczony, by o tym myśleć, ale obiecał sobie, że użyje wszelkich sposobów, by przechytrzyć Francesco Andavela. Będzie musiał także zobaczyć się z Moritą, co również oznaczało nadchodzące problemy. „Wygląda na to, że zbliża się pracowity okres” myślał.
W pewnym momencie przypomniało mu się coś mało istotnego, jednak interesującego, dlatego zapytał od razu, mimo znużenia.
– Pamiętasz, spytałem cię wcześniej, kogo rozpoznałeś na początku przyjęcia? Kto to był? – Jego niewolnik również wyglądał na wykończonego. Gdy zadał mu pytanie, ten spojrzał na niego zmęczonym wzrokiem, w którym John spostrzegł także niepokój. Nie miał siły zastanawiać się, skąd on się brał.
– Tak, panie. Zauważyłem wtedy niewolnika, którego znałem kiedyś, zanim trafiłem do ciebie. Takumiego – odpowiedział szczerze. John widział, że nie kłamał.
– To niewolnik Mority? – Zdziwił się, przypominając sobie, że już słyszał to imię.
– Na to wygląda, panie.
– Przysuń się – polecił mu, co tamten wykonał od razu. John objął wtedy chłopaka ramieniem, dodatkowo przyciągając go do siebie. Nie wiedział, czemu to zrobił. Miał na to ochotę, nic więcej. – To twój przyjaciel?
– Nie panie, to nie mój przyjaciel – chłopak wydawał się bardzo pewny tego, co mówił.
– Podobało ci się przyjęcie? – John nagle zmienił temat.
– Tak, było tam bardzo ładnie, panie – „dyplomatyczna odpowiedź” pomyślał John.
– Chciałbyś jeszcze kiedyś pójść na takie? – Jak na razie sam nie planował ponownego uczestnictwa w tego typu imprezie, ale był ciekawy, jak chłopak zareaguje tym razem.
Niewolnik widocznie zawahał się.
– Jeśli takie będzie twoje polecenie panie, zrobię co rozkażesz. – Johna nie zaskoczyło to, co powiedział nastolatek. Spodziewał się po nim właśnie takiej odpowiedzi.
„Chyba zaczynam rozumieć jak to działa” przeszło mu przez myśl. John musiał przyznać, że choć posiadanie niewolnika sprawiało mu sporo problemów, dostrzegał także lepsze strony takiego stanu rzeczy. „Może powinienem spróbować czegoś, o czym mówili tamci dziwacy. Może to nie aż takie wariactwo?”.



Aki umył się już, bo pan po powrocie do domu od razu kazał mu pójść pod prysznic, a potem kłaść się spać. Chłopak zastosował się do jego poleceń, z niemałą radością, bo był już zmęczony nie tylko wieczorem, ale i całym dniem, w którym wiele się wydarzyło.
Leżał już w łóżku, czysty i pachnący czekając na pana, który właśnie brał prysznic. Nie spał, bo w głowie miał istny chaos. Milion myśli na minutę krążyło mu po niej, a przewodziła im ta, mówiąca, że jeśli szybko czegoś nie zrobi, marny jego los. Aki bał się coraz bardziej i nie próbował już nawet doszukiwać się w zachowaniu pana pozytywnie wróżących gestów. Analizował, wciąż od początku, każde ich spotkanie, a rachunek niezmiennie wychodził niebezpiecznie ujemny. Zdał sobie sprawę z tego, że pan tracił zainteresowanie jego osobą, a być może powoli miał go dosyć. W końcu gdyby było inaczej, nie stroniłby tak od niego. „Przecież ani razu jeszcze mnie nie wziął!” martwił się. „Musiałem już na początku mu podpaść. Tak, Aki. Na pewno to dlatego. Na pewno już na początku go zdenerwowałeś i sprawiłeś, że czuje do ciebie odrazę. Brzydzi się ciebie...”. Gdy o tym pomyślał, na moment w jego oczach stanęły łzy. Przełknął jednak smutek. Nie miał czasu na użalanie się nad sobą.
Tym razem, choć leżał przy tym samym brzegu łóżka co zwykle, odwrócił się do jego środka. W ten sposób miał widzieć pana, gdy ten już przyjdzie. Albo raczej chciał, by to pan go widział...
Udało mu się przypomnieć sobie słowa Akumy, które ten wypowiedział do niego na jednym ze swoich licznych wykładów, mających miejsce podczas tresury. Wtedy nie traktował ich jeszcze poważnie, bo nie potrafił wyobrazić sobie, że po tym piekle miałby trafić do kolejnego. Jednak przy następnej okazji, wziął je sobie do serca.
„Aki, mój drogi, musisz zrobić wszystko. Dosłownie wszystko, by przypodobać się swojemu panu. Nie myśl, że to takie proste! Nikt nie powiedział, że nawet jeżeli cię kupi, nie rozczaruje się tobą szybko, czy też nie znudzi. Nigdy nie wiadomo na jakiego pana trafisz. Może akurat twój będzie bardzo wybredny? Wtedy nawet jeden szczegół, jedno niewłaściwe zachowanie, a skreśli cię na zawsze! Przecież jesteś nikim, Aki. Jesteś bezwartościowym śmieciem, zdanym na łaskę swojego pana. Tak łatwo cię zastąpić. Łatwiej niż możesz przypuszczać. Nie wierzysz mi? Ktokolwiek może okazać się lepszy od ciebie i twój pan będzie doskonale o tym wiedział. Jeśli nie ty, będzie następny. To bardzo proste, zrozum. Ale ja powiem ci, co musisz wtedy zrobić. Bo w takim wypadku nie masz wyboru. Będziesz musiał zaryzykować. Za-ry-zy-ko-wać! Rozumiesz? Postawić wszystko na jedną kartę. Tylko to może cię uratować! Ale nie mam zamiaru teraz cię co do tego przekonywać. Będziesz zdecydowany, jeśli w danej chwili domyślisz się, że albo to, albo...”.
Aki przeczuwał, że ta chwila właśnie nadeszła. Wiedział, że to jedyna okazja, by jeszcze raz spróbować przypodobać się panu. Może jeszcze udałoby się sprawić, że pan zainteresuje się nim na nowo? Chociaż na jakiś czas. „Teraz albo nigdy, drugiej szansy nie będzie” mówił do siebie w myślach, by dodać sobie odwagi.
Aki usłyszał, jak pan otwiera drzwi łazienki i wychodzi z niej. Widział jak jego właściciel nachylił się nad lampką, by zgasić światło i jak po tym położył się w łóżku, przykrywając się kołdrą. Pan leżał teraz zwrócony w jego stronę, jednak go nie dotykał. Tym razem nie zapytał też, czemu chłopak jeszcze nie spał, choć widział, że wcześniej miał otwarte oczy.
„Teraz albo nigdy” pomyślał i wziął głębszy oddech.
– Panie, czy... mogę zadać ci pytanie? – zapytał cicho i nieśmiało.
– Pytaj – otrzymał w odpowiedzi. Znów naszył go wątpliwości, ale perspektywa jego żałosnej przyszłości, jaka miała nastąpić jeśli nic nie zrobi, pokonała strach i udało mu się przemóc.
– Panie – zaczął, lecz potem kontynuował już bardzo niepewnie, jąkając się. – P-panie, czy m-może nie miałbyś ochoty... na mnie?  

-----------------------------------------------------------------------------
Pechowy rozdział - w końcu 13. Mam nadzieję, że nie okazał się jednak taki zły. Skróciłam nieco przyjęcie i pominęłam wcześniej zaplanowaną scenę, by szybciej przejść do tego, do czego zabieram się już od dawna. Mimo tego rozdział i tak wyszedł dłuższy, niż sądziłam. 
Na końcu możecie przeczytać, jak Aki wreszcie podjął desperacką próbę ratowania się. Co na to John, dowiecie się już w kolejnym rozdziale.
(Pewnie znowu jestem Polsatem, tak? Cokolwiek by to nie znaczyło :P)

37 komentarzy:

  1. Mnie rozdział bardzo się podoba, jak zwykle z resztą, a 13 to moja ulubiona liczba i przesądna też raczej nie jestem :P
    Zakończenie mnie rozwaliło. Zastanawiam się czy zdecydujesz się w końcu na seksy, choć czego by John teraz nie powiedział czy by nie zrobił i tak będzie ciekawie.
    Na razie ode mnie tyle, rozpiszę się bardziej, gdy będę miała jakiś ludzki dostęp do komputera.
    Póki co pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :)
      Też nie jestem zbytnio przesądna, ale wolę uważać ^^
      No... kurcze... seksy jakieś kiedyś muszą być, w końcu. Ale czy już teraz? :P
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  2. Dobra, nie będę jedyna, wiem, ale muszę to powiedzieć - Serio? Skończyć w TAKIM momencie? xd
    Rozdział ogólnie świetny, jeden z lepszych. Dobrze, że nie przeciągnęłaś tego przyjęcia.
    „Przecież ani razu jeszcze mnie nie wziął!” Aki, jesteś idealny dzięki tej kwestii <3
    Czekam na Yukio :c
    Weny ~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio. Jestem jak najbardziej poważna. To już koniec.
      Stwierdziłam, że nie ma co przeciągać. Jest jeszcze cała masa spraw, którymi muszę się zająć, więc nie ma co przedłużać.
      Co do tej kwestii... A tak mi się napisało xD
      Yukio będzie w następnym.
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  3. Właśnie
    ..kończyć w takim momencie tenshi? Hahah. Mam 100 myśli na.minute co bd dalej i pewnie mnie zaskoczysz. Rozdział fajny :))) czekam na następny. I tęsknię za hisatkiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hisatek też będzie w następnym :)
      No co? Lubię kończyć w takich momentach... ale popracuję nad tym. Może się powstrzymam następnym razem :P
      Pozdrawiam! ^^

      Usuń
  4. Super rodzial :) Rowniez moim zdaniem jeden z lepszych. A to zakonczenie :) Nawet nie chce sie domyslac co sie stanie, bo pewnie znowu Ty wymyslic cos innego i bedzie niespodzianka

    Podoba mi sie tez ze w koncu Aki zaczal sie zastanawiac czemu jego pan nic z nim nie robi. Poczatkowo sie temu dziwil ale pozniej jakby przestal o tym myslec. Mi to jakis rzucalo sie w oczy.

    Przez to zakoczenie bede czekac teraz z niecierpliwoscia na nastepny. Zycze weny aby byl jak najszybciej :)

    Wilga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy jeden z lepszych, to akurat nie wiem :P Mam inne typy. Ale cieszę się, że się podoba :)
      Ich relacja teraz zacznie się robić coraz bardziej ciekawa. Zwłaszcza, że Aki tak łatwo się nie podda ^^
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Bardzo szybko nowy rozdział, albo to ja ostatni przeczytałam nieco później x3
    Faceci na przyjęciu rzeczywiście wydawali się mi nieco obleśni - biedni chłopcy, którzy musieli znosić ich 'hobby'. Mimo wszystko troszkę szkoda, że John nie zaciekawił się tym, co dzieje się nieco później, w kolejnym punkcie spotkania. Mam nadzieję, że zostanie nam to przedstawione w najbliższym czasie.
    Nie mogę się doczekać reakcji Johna! Aki miał powód, by się o siebie nieco martwić, słysząc wszystkie opowiastki gości.
    Pozdrawiam :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej przeczytałaś później... tak mi się wydaje :P Bo zawsze jakoś tak nie udaje mi się dodać w porę...
      Właśnie! Obleśni i nieprzyjemni! Masz racje, biedni chłopcy. Mnie też ich szkoda :(
      Prawda? Jak pisałam gdzieś wcześniej, John to taki nierozrywkowy człowiek. Mógłby być bardziej towarzyski, a nie, tak się odizolowuje :P
      John zareaguje normalnie, jak to John. Chociaż...
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  6. Serce się kraje po tych przemyśleniach Akiego, mam nadzieję że to się dla niego w końcu dobrze skończy. Eh. Teraz będzie dręczyć mnie pytanie... John skorzysta czy nie?! Do diabła, to dla mnie niezła próba cierpliwości żeby czekać teraz na kolejny rozdział :P. Weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze skończy? Oczywiście, że nie.Nacierpi się swoje, a potem dead!
      Żartuję sobie :P
      Ech, czyżbym naprawdę wystawiała ludzi na taką próbę?:P
      Dziękuję i pozdrawiam! ;3

      Usuń
  7. Cześć!
    Jestem tu pierwszy raz, więc rozgadam się.
    1. Szablon - jak dla mnie masakra. Ale ja wybredna może jestem. Przede wszystkim wywal to czerwone cudo dookoła i poszerz okno tekstowe. Tło bym dała mniej kontrastowe, bo te kropki męczą.
    2. Tekst - trochę nietrafionej interpunkcji było,ale nie aż tak strasznie nachalnie. Trochę mnie uderzyło to, że bez względu na to, kim aktualnie piszesz, słownictwo i styl są takie same. A powinny być chociaż trochę inne.
    3. Rozdział - nie ukrywam, że nie znam wcześniejszych rozdziałów, jednak było tutaj na tyle wyjaśnień, że mniej więcej wiem, o co chodzi. Parę momentów typu "kyahahaha" też znalazłam, ale ostatnio wszędzie szukam aluzji, więc już mam dobrego nosa. No nic, jakbyś miała wersję "papierową", to podrzuć linkę do pliku. No i informuj mnie na bieżąco o rozdziałach, bo ja czytam "na żądanie".
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie - Kuroneko kotnasluzbie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, hej!
      Gadaj śmiało, nie przeszkadza mi to ^^
      Szablon mam zamiar zmienić. Choć nie uważam, że z tymi kolorami tak źle jest. Mnie na przykład, strasznie literki się zlewają, jak mam ciemne na jasnym tle... ale zobaczę, co da się zrobić. Postaram się, by kolejny był bardziej estetyczny. Mam już nawet na niego pomysł :)
      Co do punktu drugiego - jestem tylko totalną amatorką, nie wymagaj zbyt wiele ^^
      To znaczy, że przeczytałaś tylko ten rozdział? Smuteczek. Wydaje mi się, że akurat tutaj za wiele wyjaśnień nie było :(
      Nie mam żadnej wersji "papierowej". Bo domyślam się, że chodzi ci o jakiś pdf, czy coś w tym stylu.
      Postaram się informować.
      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz :)

      Usuń
    2. Dobra, ale jak mam Cię informować, to musisz mi powiedzieć konkretnie gdzie, bo na Twoim blogu jakieś groźby widzę.

      Usuń
  8. Mam nadzieję, że nie poczułaś się urażona, za to, że nazwałam Cię Polsatem :D Po prostu kończysz w tak ciekawych momentach xD
    A na poważnie, to rozdział bardzo mi się podobał (myślałam, że będą jakieś skomplikowane tortury, ale to, że właściciel zabił swojego niewolnika było dla mnie zaskoczeniem). Rozmowa właścicieli niewolników była bardzo ciekawa.
    Życzę weny !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że nie. Zdziwiło mnie to po prostu, bo nie słyszałam jeszcze takiego określania xD Ale teraz w końcu rozumiem o co chodzi.
      Wkurzył się, to nie chciało mu się już zastanawiać nad torturami :P Mam wrażenie, że właśnie ta rozmowa nie wyszła mi najlepiej :P
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  9. Hej ^^
    Dawno mnie tu nie było, głównie przez wakacje i brak czasu.
    Ale już jestem i nadrobiłam zaległości :3
    Co do rozdziału, jak zwykle udany. 13 wbrew pozorom nie jest aż tak pechowa :D
    Po całym tym przyjęciu, które już na początek wydało mi się ciut podejrzane, spodziewałam się czegoś, czego można by określić jednym słowem: WOW. Jakiś niespodziewany zwrot akcji.
    No i proszę - jest.
    Niewolnik, który próbował uciec chwycił mnie za serduszko. Myślałam, że po jego złapaniu będą jakieś tortury czy coś w tym guście, ale jego pan go po prostu zabił. Domyślam się, że żałował ani trochę.
    Reszta przyjęcia wypadła dość spokojnie, ale to takie w stylu tego opowiadania. Akcja rozwija się powoli i wszystko jest dokładnie przemyślane - przynajmniej takie odnoszę wrażenie :)
    Końcówka rozdziału rozwala. Zżera mnie ciekawość, co będzie dalej. Czy John skorzysta..? A może nie? Nie będę spekulować na ten temat, gdyż pewnie i tak się nie domyślę ;p
    Kończąc, chciałam Cię zapytać, ile mniej więcej planujesz rozdziałów? :3 I czy gdy nastąpi koniec tego opowiadania, napiszesz coś jeszcze? Mam nadzieję, że tak :D Z przyjemnością będę czytywać każde teksty w twoim wykonaniu.
    Pozdrawiam cieplusio i ściskam mocno!

    PS. Wcześniej nie zwróciłam na to uwagi, ale strasznie podobają mi się piosenki w tej liście odtwarzania na górze :) Nie miałabym nic przeciwko, gdybyś dodała do niej jeszcze parę nutek, gdyż widocznie mamy podobny gust muzyczny ^^

    Weny! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, hej!
      Jak najbardziej rozumiem. Sama nie mam czasu na nic...
      Cieszę się, że aż tak pechowa nie jest, bo po ostatnim już myślałam, że się stoczę ostatecznie.
      Tego się nikt nie spodziewał, prawda? Prawda? *.*
      Oczywiście, że nie żałował. Niewolnika? Pfff....
      Jeden trup na jedno przyjęcie wystarczy. Z takiego założenia wyszłam. No i John nie chciał dołączyć do after party i się zabawić :( Taki mało rozrywkowy człowiek z niego :( :( :(
      Według mnie bardzo łatwo się domyślić tego, co nastąpi.
      Myślę, że to mniej więcej połowa. Jeszcze drugie tyle?

      Ooo! Jak super, że lubisz moją małą playlistę! Chciałam znaleźć coś co pasowałoby klimatem do opowiadania i znalazłam ^^ Raczej nic więcej nie dodam, chociaż... musiałabym poszukać bardziej.

      Dziękuję i pozdrawiam cieplutko! ^^

      Usuń
  10. Kiedy następny rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedy rozdział????

    OdpowiedzUsuń
  12. Wy no wtorek jest a rozdziału jak nie było tak nie ma :(((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdział będzie 14/15 września, tak jak napisałam już z resztą na tablicy.

      Niezalogowana TenshiLULU

      Usuń
  13. Od wczoraj sprawdzam stronę średnio co 20 min, w trakcie pracy włącznie. Zabijasz mnie kobieto... Co dalej, co dalej?!

    Czekam do północy, potem otwieram bunt ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widze ze nie tylko ja co chwile sprawdzam strone kiedy ma sie ukazac rozdzial :)

      Wilga

      Usuń
    2. Pewnie koło północy będzie :((

      Usuń
    3. Przepraszam, dzisiaj już rozdziału nie będzie. Dodam go już jutro, o 20.
      TenshiLULU

      Usuń
  14. Jak ja nie lubie nie słownych autorów...człowieka się niecierpliwi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. TenshiLULU - niesłowny autor nr 1. Czy jest ktoś, kto mnie kiedyś przebije? ^^

      Usuń
  15. I czo mniał być rozdział a go nadal nie ma...

    OdpowiedzUsuń
  16. No dobra... gdyby nie to, że zakochałam się w opowiadaniu to trafiłby mnie szlag...

    OdpowiedzUsuń
  17. Odpowiedzi
    1. Wstawiam rozdział, bez sprawdzania go. Aż się boję, ile tam jest błędów...

      Usuń
  18. Bardzo przyjemny rozdział i w sumie dobre zakończenie :3
    Chociaż ci wszyscy bogacze, to tacy obrzydliwcy, że uuuhhh ;-;

    OdpowiedzUsuń
  19. Hej,
    John naprawdę myśli o pozbyciu się Akiego, ciekawe jaka będzie jego odpowiedź, przyjęcie dobrze opisane, mi też się wydaje, że ukaranie tego niewolnika to za bardzo okrutne, a jeśli już to nie powinien go zabijać na przyjęciu...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń