Rozdział 12

Burza i zły wróż Aki 


Wysoki chłopak w czarnym garniturze nie wyróżniał się na tle innych, mimo to Aki od razu zwrócił na niego uwagę. Doskonale znał jego sylwetkę i mógł rozpoznać ją nawet, jeśli stał odwrócony tyłem. Poza tym, ciemnobrązowy kolor jego włosów i nawet charakterystyczny sposób w jaki stał, zapisał się w pamięci Akiego jako jeden z jego największych koszmarów. Jeden, którego nienawidził najbardziej. Jeden z trójki.
Takumi. To właśnie on okazał się być osobą, przez którą chłopak zbladł jak papier, a serce niemal stanęło mu na moment w piersi. Zaraz jednak Aki zaczął rozglądać się nerwowo, szukając wzrokiem, kogoś, kto w końcu powinien towarzyszyć niewolnikowi. W tamtej chwili chłopak zapomniał nawet o tym, że przecież miał się pilnować, bo pan stał tuż obok.
Nie minęło wiele czasu, dosłownie minuta, kiedy Aki wreszcie zorientował się w sytuacji na tyle, by uspokoić się i zacząć na nowo myśleć racjonalnie.
Ani śladu jego byłego pana, ani śladu Akumy.
Takumi najwidoczniej został sprzedany, choć gdy Aki był jeszcze w tamtym okropnym miejscu, nic nie wskazywało na to, by Akuma to planował. Przynajmniej chłopak nie słyszał żadnych plotek na ten temat. Ale ich pan należał do osób nieprzewidywalnych i nigdy nie było wiadomo, co wymyśli. Teraz jednak, gdy Takumi najpierw dostał w twarz od jakiegoś mężczyzny, a następnie uklęknął przed nim pokornie, Aki domyślił się, że był tutaj ze swoim nowym właścicielem. Ani przez moment nie zrobiło mu się go szkoda, wprost przeciwnie. Czuł satysfakcję.
Kiedy ich spojrzenie skrzyżowały się na moment i chłopak ponownie ujrzał jego oczy, w pamięci przywołując ich ciemnoszary kolor, zadrżał. Nawet z tej odległości był pewien, że Takumi uśmiechał się do niego drwiąco, zapewne przypominając sobie te wszystkie rzeczy, do których zmuszał biednego, bezbronnego chłopaka, gdy jeszcze obaj należeli do jednego pana.



John wkroczył pewnie do ogrodu, rozglądając się z zaciekawieniem. Na razie nic go szczególnie nie zaskoczyło, bo przyjęcie na pierwszy rzut oka nie wyglądało inaczej niż przyjęcia na świeżym powietrzu, na jakich bywał.
Tym razem zdecydował się zabrać ze sobą ochroniarzy. Wolał nie ryzykować po tym, co przydarzyło mu się jeszcze tego samego dnia. Zwłaszcza, że miał tylko niejasny zarys tego z jakimi ludźmi mógł mieć tutaj do czynienia i w dodatku nie wydawało mu się, by miejsce, w jakim się teraz znajdował, należało do najbezpieczniejszych w mieście.
Andavel pojawił się szybciej niż John przypuszczał. Jak na swoje lata musiał mieć dobry wzrok, skoro wypatrzył go tak szybko.
Staruszek podszedł do niego wraz ze swoimi „gorylami” i powitał go serdecznie, jak prawdziwego przyjaciela. W odczuciu Johna, z każdym spotkaniem zachowanie tego człowieka stawało się coraz bardziej podejrzane.
– Witaj John! Jak dobrze cię widzieć! Już straciłem nadzieję na to, że się pojawisz, a tu taka miła niespodzianka! – Całe szczecie nie próbował obdarzyć go przyjacielskim objęciem i jedynie uścisnęli sobie ręce. „Jeszcze tego by brakowało” pomyślał John, z ulgą stwierdzając, że najgorsze miał już za sobą. Nie przestawał mieć się jednak na baczności ani na chwilę. – Jak dobrze, że
dotarłeś w jednym kawałku. Słyszałem, że miałeś dzisiaj niemiły wypadek.
Zaskoczyło go to, że Andavel wiedział o dzisiejszym zamachu na jego życie.
– Również cieszę się, że udało mi się przybyć – uśmiechnął się trochę wymuszenie, ale liczył na to, że jego nowy przyjaciel nie zwróci na to najmniejszej uwagi. – Poza tym, dziękuję za zaproszenie. Choć zaskoczyło mnie ono, doceniam wyróżnienie, panie Andavel.
– Ależ John, po co ta formalność? – zaśmiał się krótko. – Chyba powinienem wyjaśnić ci od razu, że na to przyjęcie zaprosiłem same zaufane osoby, poza tym, w tobie chciałbym mieć przyjaciela. Tak będzie najlepiej jeśli weźmiemy pod uwagę dalszy ciąg naszej znajomości i to jak wiele możemy razem zdziałać. Dlatego najlepiej będzie jeśli przejdziemy na „ty”. Od tej pory możesz zwracać się do mnie po prostu Francesco, uwierz mi, że będę czuł się przez to zaszczycony.
„Dalszy ciąg naszej znajomości i to jak wiele możemy razem zdziałać ” powtórzył John w myślach, starając się odnaleźć właściwe znaczenie tych słów. „Ten facet coś kombinuje i nawet się z tym nie kryje. Ale jeśli tak chce pogrywać, proszę bardzo. Może i jest krok przede mną, ale jeszcze zobaczymy, kto ostatecznie będzie zwycięzcą. Drogi Francesco, nie będę tańczył jak mi zagrasz. Wkrótce nadejdzie pora na mój ruch”.
– Oczywiście. Skoro tak sobie życzysz Francesco, nie mam nic przeciwko. Pozwól tylko, że zapytam, skąd wiedziałeś o moim wypadku?
– Och, to cię gnębi – w tym momencie John miał wrażenie, że ujrzał jakiś tajemniczy błysk w jego oczach. Zaraz jednak doszedł do wniosku, że mu się przewidziało. – Nie ma w tym nic dziwnego. W moim przypadku, muszę mieć oczy i uszy wszędzie, dlatego informacje szybko do mnie docierają. Wiesz, co mam na myśli?
– Tak, wiem – odpowiedział, zdając sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie staruszek wiedział o wszystkim co działo się w mieście i to chwilę po zajściu.
Kątem oka John zauważył jak jego niewolnik patrzył gdzieś w głąb ogrodu, wydając się przy tym naprawdę przejętym. Odruchowo mężczyzna powędrował wzrokiem w tamtym kierunku, ale nie zauważył niczego nadzwyczajnego, więc szybko stracił zainteresowanie. Nie miał czasu upominać chłopaka, bo Andavel znów mówił do niego, dlatego John skupił się na nim.
– Widzę, że przyszedłeś ze swoim niewolnikiem, bardzo dobrze – mężczyzna spostrzegł jak Andavel zlustrował chłopaka wzrokiem. – Wygląda na to, że moje przeczucia co do ciebie były trafne. Od początku wiedziałem, że pasujesz do nas, John i że ta zabawa ci się spodoba – uśmiechnął się lekko, widocznie zadowolony z siebie. – To była dobra decyzja.
– Panie Andavel... – powiedział ochroniarz, który zjawił się obok nich tuż przed chwilą.
– Tak? – zapytał staruszek. Ochroniarz zbliżył się do niego i zaczął mówić coś szeptem, pochylając się nad nim. Andavel pokiwał głową i westchnął, po czym odprawił go.
– Wybacz John, ale muszę się czymś zająć. To sprawa nie cierpiąca zwłoki – tłumaczył, choć przecież nie musiał. – Wrócę niebawem, a do tej pory John, śmiało, korzystaj z przyjęcia i baw się dobrze! – zachęcił go wesoło i zaraz już oddalił się wraz ze swoją obstawą, idąc w kierunku hotelu.
John natomiast popatrzył na swojego niewolnika, który w tym momencie spoglądał już na niego.
– Zauważyłeś wcześniej coś ciekawego? – zapytał. – Widziałem jak się czemuś przyglądałeś. A może komuś?
– Przepraszam, panie – odparł chłopak natychmiast, choć w głosie Johna nie słychać było przecież żadnego oskarżenia. Widocznie zrobił to zapobiegawczo.
John zignorował to, w końcu nie o to mu chodziło. Jednak wtedy, nagle coś zaświtało mu w głowie. W końcu byli tutaj, na przyjęciu pełnym innych właścicieli z ich niewolnikami. John powiązał fakty i zadał kolejne pytanie, patrząc prosto w oczy chłopaka.
– Zobaczyłeś kogoś znajomego? – Pomyślał sobie, że może chłopak rozpoznał kogoś. W końcu było to możliwe.
– Tak panie, rozpoznałem – odpowiedział niepewnie jego niewolnik.
John już miał zamiar dowiedzieć się kogo dokładnie, ale zauważył, że ktoś zbliżał się do nich.
– Porozmawiamy o tym później – poinformował go. – A teraz uważaj – dodał jeszcze i zmierzył wzrokiem nieznanego mu, starszego mężczyznę, z którym chwilę później przywitał się. Zwrócił też uwagę na młodego chłopaka, który mu towarzyszył.
Pociemniało nieco, bo słońce zaczęły zasłaniać naciągające chmury. Wiatr nieodczuwalny wcześniej, teraz również przybrał na sile i zrobiło się przez to nieco chłodniej.
John zdał sobie sprawę, że po raz pierwszy rozmawia z innym właścicielem niewolnika. Chyba że Andavel również posiadał jakiegoś. Będzie musiał go później o to zapytać. Swoją drogą, dlaczego wcześniej nie przyszło mu to do głowy?



Aki jako pierwszy odwrócił wzrok, nie wytrzymując spojrzenia Takumiego. Zresztą, nie uważał tego za żadną bitwę, dlatego też nie zależało mu na zwycięstwie, jeśli nawet miałby to w ten sposób odbierać.
Teraz był z panem i nawet jeśli kiedyś Aki uważał Takumiego za zagrożenie, obecnie tamten niewiele mógł mu zrobić. Po prostu musiał trzymać się pana, wtedy wszystko powinno być dobrze. Będzie bezpieczny...
Troszkę zdziwił sam siebie tym stwierdzeniem, bo z jednej strony było dla niego oczywiste, jednak z drugiej, brzmiało nieco nieswojo. Wciąż zbyt słabo znał pana, by móc przewidzieć jego działania. Niestety. Lecz intuicja podpowiadała mu, by w tej kwestii odrobinę mu zaufać.
Mimo wszystko, złe przeczucie nie opuszczało go na krok. Starał się nie myśleć o nich, ale coś w środku cały czas nie dawało mu spokoju. Nie potrafił jednak określić co to było.
Patrzył na pana, kiedy odszedł staruszek, z którym tamten rozmawiał. Chłopak widział już kiedyś tego starszego, eleganckiego mężczyznę. Chwilę zajęło mu, by przypomnieć to sobie, ale teraz wiedział już, że spotkał go jeszcze podczas swojego pobytu u Akumy. Pamiętał, że gdy pewnego razu mijał go na korytarzu prowadzącym do „biura” jego byłego pana, staruszek wydał mu się naprawdę niesympatyczną i niebezpieczną osobą.
Lecz to wszystko nie było ważne. Aki z trudem powstrzymywał uśmiech, jaki pojawił się na jego twarzy zaledwie kilka sekund temu. Z trudem udało mu się to i pan ujrzał już jego zwyczajny wyraz twarzy, w głębi serca jednak chłopak wciąż się cieszył.
– Przepraszam, panie – odpowiedział wyuczoną formułką, kiedy pan zwrócił mu uwagę, że wcześniej Aki gapił się na gości. Przecież przestrzegał go przed tym, powinien o tym pamiętać.
Nawet mimo tego że złamał zakaz pana, nie czuł się winny. Jego właściciel także nie wydawał się ani trochę zdenerwowany z tego powodu i Aki widział, i czuł, że pan nie miał mu tego za złe. Poza tym, głowę zaprzątało mu zupełnie coś innego. Nie, nie był to fakt odkrycia na przyjęciu obecności Takumiego. Nie tym razem. Teraz Aki nie mógł wyrzucić sobie z głowy tego, co usłyszał podczas rozmowy pana. „Pan ma na imię John!” powtarzał w myślach podekscytowany. Niezwykle cieszył się, że wreszcie udało mu się tego dowiedzieć. Wcześniej zastanawiał się jak pan mógłby się nazywać, ale nie miał kompletnie żadnego pomysłu, skoro pan był przecież obcokrajowcem. „John! Pan ma na imię John! Jak ładnie!” myślał dalej.
Jego entuzjazm opadł powoli, gdy uświadomił sobie inną sprawę. „Chociaż... może to tylko taki pseudonim? Jak Wielkiego Akumy?”. To zbiło go z tropu. „Ale to zawsze coś...” pocieszał się.
Kelner podszedł do mężczyzn, którzy rozmawiali już od dobrych kilku minut. Aki obserwował jak pan wziął szklankę z jakimś napojem o karmelowym kolorze z tacy i spróbował go, kiedy jego rozmówca, zdecydowanie starszy od pana, opowiadał mu o tym, jak to jest pełen podziwu dla zorganizowanego w europejskim stylu przyjęcia na jakim się właśnie znajdowali.
– Nie piję już od dobrych kilku lat i prawdę mówiąc jestem dumny z siebie – wyznał w pewnym momencie panu, a Akiemu te słowa z jakiegoś powodu utkwiły w pamięci, przy okazji przywołując bardzo bolesne wspomnienia.
Zdążył już przyjrzeć się niewolnikowi obcego mężczyzny. Nie musiał zastanawiać się długo czy też zgadywać, by go rozpoznać. Jego wzrok i zachowanie w stosunku do osoby, z którą przyszedł, zdradzały wszystko. Niewolnik był niewiele starszy od Akiego, na oko może o rok lub dwa, jednak zdecydowanie wyższy i lepiej zbudowany. Ubrany był w ciemnogranatowy garnitur i ciemną koszulę, a Aki z cichym zadowoleniem przyznał w myślach, że ten wyglądał gorzej od niego. Chłopak miał jasną, lecz nie bladą cerę i kruczoczarne włosy, a po dłuższym spojrzeniu Aki ocenił, że był całkiem przystojny. Zastanawiało go jednak trochę to, co dostrzegł na jego twarzy. Malowało się na niej przerażenie, strach, prawdziwy niepokój. Choć chłopak widocznie starł się z całych sił panować nad sobą, Aki zauważył, że tamten zachowywał się nienaturalnie nerwowo. Miał delikatne sińce pod oczami, ale to nic nie znaczyło. Przyglądał mu się dalej, oczywiście starając się robić to dyskretnie i wreszcie, po jakimś czasie, dostrzegł siniaka na szyi chłopaka, wystającego spod kołnierzyka koszuli a także plaster na dłoni. Oczywiście, mogły to być skutki nieszczęśliwego wypadku, ale Aki wiedział za dobrze, że było to zupełnie coś innego. Zwłaszcza, kiedy jakiś czas później usłyszał, co tamten wygadywał.
Mógł posłać chłopakowi współczujące spojrzenie i może nawet zrobiłby to, jednak musiał martwić się o siebie. Gdyby zauważył to pan, albo i pan tamtego... mimo wszystko, to by mu nie pomogło, a Aki mógł za to oberwać. Nigdy nic nie wiadomo. Lepiej uważać.
– Niech pan pozwoli mi się mu przyjrzeć...
Poczuł dłoń na swoim ramieniu, ale była to tylko dłoń pana. Gestem kazał chłopakowi przestąpić krok do przodu i stanąć obok siebie, co też uczynił.
– No, no, no... – mężczyzna pokiwał głową, uśmiechając się nieznacznie. Aki spojrzał w innym kierunku, byleby nie widzieć jego wzroku na sobie. Wystarczyło, że czuł go i to już wprawiało go w stan gotowości do obrony. Już zbyt dobrze wiedział co oznaczało, gdy ktoś patrzył się na niego w ten sposób i nienawidził tego szczerze. Jednak pan chciał, by tamten go obejrzał. Musiał więc zaakceptować i znieść to jakoś, nawet jeśli mu się to nie podobało. – Bardzo dobry towar. Muszę przyznać, że wygląda niezwykle atrakcyjnie.
Chmury spowiły już niemal całe niebo, tak, że pomimo tego, iż było to dopiero popołudnie, latarnie okazały się być nieocenione.



– Widzę, że poznałeś już mojego przyjaciela – Andavel wrócił już, a jego humor tego dnia wydawał się niezachwiany.
– Tak, właśnie sobie gawędzimy – odparł John. Wciąż trzymał dłoń na ramieniu chłopaka i wydawało mu się to jak najbardziej na miejscu, gdyż przyjaciel Andavela nie podobał mu się ani trochę. Po krótkiej rozmowie nie mógł oprzeć się wrażeniu, że to jakiś zboczeniec-sadysta.
Puścił chłopaka dopiero po chwili, gdy uznał, że wystarczy.
– Świetnie, naprawdę świetnie – mówił Francesco, jak gdyby naprawdę tak uważał. – Ale teraz wybacz mi Kazuo, zabieram Johna. Chciałbym go komuś przedstawić.
– W porządku, idźcie, idźcie – zaśmiał się tamten przyjaźnie, po czym dodał. – O, widzę, że Jirou już przyszedł. Przywitam się z nim.
Mężczyzna wraz ze swoim niewolnikiem i ochroniarzem poszli w odwrotnym do nich kierunku. John szedł za Andavelem, który zapewniał go, że „nie pożałuje” swojego przybycia tutaj, czego z kolei on nie był taki pewny.
Orkiestra usytuowana na drewnianym podeście pomiędzy drzewami ozdobnymi, przygrywała cicho jakąś subtelną melodię. John idąc, zwrócił uwagę na to, jakie piękne rośliny znajdowały się w ogrodzie Andavela. Nie znał się na ogrodnictwie, więc nie miał pojęcia jak mogły się nazywać. Mimo tego, uważał, że były naprawdę ładne. Ale jak mogłoby być inaczej? W końcu właściciel tego przybytku jak widać dbał o wszystkie szczegóły. W oddali dostrzegł też mały staw z krótkim molo, na końcu którego znajdowała się altanka. Uznał to za ciekawy pomysł.
Po drodze, gdy mijali kelnera, John odstawił mu na tacę pustą już szklankę. Musiał przyznać, że whisky z lodem jakie zaserwowano smakowało wyśmienicie, o czym nie zapomniał wspomnieć Andavelowi.
Odwrócił się, by kątem oka sprawdzić, czy jego niewolnik szedł za nim. Oczywiście, tak było. W końcu jego ochroniarze mieli też za zadanie pilnowanie chłopaka. Specjalnie zwrócił się o nich z tą małą prośbą nim jeszcze wyjechali z domu.
Staruszek poprowadził Johna do grupki osób, w której stał także pewien mężczyzna w średnim wieku. John nie rozpoznał go od razu, gdyż ten odwrócony był do nich tyłem. Dopiero, gdy Andavel przywitał go i zaczął przedstawiać ich sobie, do Johna dotarło, z kim miał właśnie do czynienia. I bardzo, ale to bardzo to go zaskoczyło.
– Tak się składa, że my już się znamy, panie Andavel – odezwał się mężczyzna, uśmiechając się krzywo.
– Och, rozumiem. To nawet lepiej – mówił staruszek, niezmieszany jego odpowiedzią. – Pomyślałem, że wasza dwójka może mieć wiele wspólnych tematów i...
John nie słuchał go już, mierząc się wzrokiem z mężczyzną z charakterystycznym wąsikiem. Morita. Jeden z szefów mafii z którymi John rywalizował o władzę w mieście. Ale co więcej, jeden z podejrzanych o dzisiejszy zamach na niego. Nie miał pewności, że wybuch był sprawką ludzi tego człowieka, ale w końcu nie wiedział także, czy tak nie było. A teraz Andavel przedstawia mu go, twierdząc, że mają sporo wspólnych tematów. „Co to, to na pewno” pomyślał John, układając już sobie w głowie plan.
Nie zauważył jak grupka ludzi, która wcześniej towarzyszyła Moricie rozpłynęła się ukradkiem, jak gdyby wyczuwając wiszące w powietrzu spięcie i chcąc go uniknąć.
– Wybaczcie – oznajmił wreszcie Andavel. – Muszę przywitać się jeszcze z innymi gośćmi. Zostawię was samych, na pewno chcecie porozmawiać.
Francesco jak powiedział, tak też zrobił i już po chwili John z Moritą zostali sami. „Coś ty znowu wymyślił, Andavel?” zastanawiał się John, wyczuwając, że było to jak najbardziej celowe działanie ze strony staruszka, lecz nie miał na to zbyt wiele czasu.
– Nie sądziłem, że pana tu spotkam – Morita mimo wcześniejszych przypuszczeń Johna wcale nie wydawał się być do niego aż tak wrogo nastawiony, a jego uprzejmość nie wyglądała na szczególnie wymuszoną. Przynajmniej na razie. – Pan Andavel nic mi o tym nie wspominał. Poza tym, nie sądziłem, że gustuje pan w tego typu rzeczach.
– Mógłbym powiedzieć to samo – John dopiero teraz zorientował się, że za mężczyzną, obok jego ochroniarza, stał chłopak o ciemnobrązowych włosach, który najpewniej pełnił tutaj wiadomą funkcję.
– Słyszałem, że miał pan dzisiaj bardzo nieprzyjemną przygodę – zaczął, a John słuchał go teraz w skupieniu, czekając na to, co powie, bo bardzo go to interesowało. – Ale, choć może pan myśleć inaczej, zapewniam, że nie miałem z tym nic wspólnego.
– Doprawdy?
– Tak – John wcale nie wierzył jego zapewnieniom, bo i nie miał powodu. – Co więcej, jeśli miałbym zgadywać czyja to robota, wskazałbym na Daizo.
– Dziękuję za tę sugestię. Na pewno bardzo mi ona pomoże – powiedział z nieskrywaną ironią w głosie.
– Rozumiem, panie Willing, że nie ma pan żadnego powodu by mi wierzyć. Jednak i tak ostrzegę pana. Daizo coś knuje. Założę się też, że ma jakiś plan i przygotowuje się do czegoś na większą skalę.
– Skąd pan może to wiedzieć? – zapytał John, czując, że tym razem Morita może mieć rację. Wcześniej już doszły go słuchy o kilku podejrzanych zdarzeniach na terenie miasta, a wszystko wskazywało na to, że stała za nimi jedna osoba. Najpewniej właśnie była nią osoba, o której mieli przyjemność rozmawiać.
Tym razem Morita obejrzał się, widocznie sprawdzając, czy ktoś inny jeszcze nie przysłuchuje się ich rozmowie.
– W ostatnim czasie mnie i moim ludziom zaczęły przytrafiać się podobne rzeczy. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale tutaj w grę wchodzą ostatnie dwa tygodnie. Wcześniej Daizo nigdy nie był aż tak aktywny. To musi coś oznaczać – Morita zawahał się. Milczał chwilę, po czym powiedział jeszcze. – Dlatego chciałbym przedstawić panu pewną ofertę. Miałem zwrócić się z tym do pana w ciąg kilku najbliższych dni, ale że spotkaliśmy się teraz...
John już domyślał się, czego ta oferta miała dotyczyć. Co więcej, zastanowiła go opowieść Mority i przypuszczenia o poważnych planach Daizo. To wszystko nie brzmiało dobrze i zapowiadało nadejście ciężkich czasów dla nich wszystkich. Nie przypuszczał, że to akurat Daizo będzie chciał wypowiedzieć mu otwartą wojnę i postawić wszystko na jedną kartę. Czyżby miał jakiegoś asa w rękawie, że porywał się na coś takiego? Jednego John był pewny. Musiał to sobie dobrze przemyśleć, a to miejsce nie było odpowiednie na takie negocjacje.
– To chyba nie najlepsza pora na takie rzeczy, panie Morita – rzekł poważnie. – Powinniśmy porozmawiać o tym innym razem.
Tamten uśmiechnął się lekko, wiedząc, że nawet jeśli John teraz nie chciał o tym rozmawiać, na pewno udało mu się zainteresować go tą propozycją i sprawić, że nie mógł odrzucić jej od razu. A to wróżyło bardzo dobrze.
– Chyba ma pan rację. Jeszcze wrócimy do tego w odpowiednim czasie – Morita spojrzał porozumiewawczo na kelnera, a ten akurat zobaczył jego wzrok i od razu zrozumiał co powinien zrobić. Zbliżył się do nich z tacą, a mężczyźni poczęstowali się alkoholem. – W takim razie, zmieniając temat, zajmijmy się tym, po co obaj tutaj przyszliśmy.
Przywołał gestem swojego niewolnika, a ten stanął zaraz przy nim, patrząc na czubki butów.
– To mój najnowszy nabytek. Takumi – Morita zaprezentował swojego niewolnika z nieukrywaną dumą. – Całkiem interesujący, nieprawdaż? – Nie oczekiwał potwierdzenia, natomiast sam jeszcze zapytał zaraz. – Domyślam się, że tamten to twój okaz? – kiwnął głową, wskazując na blondyna.
– Tak – John również kazał chłopakowi podejść bliżej. Ta sytuacja bardzo mu w tym momencie odpowiadała. Przynajmniej udało mu się przełożyć rozmowę o ofercie Mority, co było mu na rękę. – Kupiłem go dosyć niedawno. Ma na imię Aki.
John zauważył, że jego niewolnik z jakiegoś powodu wyglądał na zdenerwowanego. Po chwili jednak wrażenie to minęło.
– Ma pan jeszcze innych, czy ten jest jedyny? – zapytał, a słysząc odpowiedź, mówił dalej. – Ja posiadam jeszcze jednego, ale zaczyna mi się już nudzić i zastanawiam się, co z nim zrobić... Ale to nieważne. Od kogo pan go kupił?
John zastanowił się chwilę, by zrozumieć pytanie. „No tak” przypomniało mu się wreszcie i pojął, że wiedział, o kim mowa. Początkowo nie skojarzył o kogo chodziło, ale szybko to do niego dotarło.
– Wielki Akuma, chyba tak go nazywają.
– Ach! No proszę! – John usłyszał entuzjazm w jego głosie. – Takumiego też nabyłem od niego. Trzeba przyznać, że nie na darmo ten człowiek ma taką doskonałą opinię. Wcześniej nie wierzyłem, ale teraz i ja uważam, że to jeden z najlepszych.
– Tak, oczywiście – Choć nie miał jeszcze wyrobionej opinii o Akumie, a poza tym, nie bardzo wiedział co powinien oceniać, skoro jak na razie niewolnik na nic mu się nie zdał, postanowił nie okazywać tego.
Nagle obaj poczuli na swoich twarzach mocniejszy podmuch wiatru, po którym na ziemię zaczęły docierać coraz większe krople deszczu.
– Pada? – zdziwił się Morita, a John podzielał tym razem jego odczucia. Żaden z nich nie spodziewał się, że dzisiejsza piękna pogoda mogłaby się popsuć. Wszyscy uznali chmury, które nadeszły wcześniej, za przelotne i niegroźne.
Rozejrzeli się wokół. Inni goście również wydawali się zdezorientowani, Andavel szybko jednak przejął kontrolę nad sytuacją.
– Drodzy państwo, zapraszam do środka – mówił, wskazując ręką na hotel. – Deszcz nieco pokrzyżował nam plany, ale bez obaw, sala już jest gotowa, także tam będziemy kontynuować.
– W takim razie chodźmy i my – zaproponował John, po czym obaj szybkim krokiem ruszyli w stronę wejścia do budynku, czyniąc to samo, co reszta gości.
Deszcz przybierał na sile posyłając na ziemię coraz większe krople, z coraz większą prędkością. Kelnerzy z parasolami już ruszyli gościom na pomoc, ale i tak parę osób zdobyło się na bieg, by uniknąć nadmiernego zmoknięcia.
Wreszcie usłyszeli huk, a ciemne niebo rozjaśnił piorun.



Początkowo trochę się przestraszył. W końcu to chyba był najgorszy ze scenariuszy, jaki Aki przewidział na ten moment. Miał nadzieję, że ominie szerokim łukiem Takumiego i nie będzie musiał zbliżać się do niego przez całe przyjęcie. Stało się jednak inaczej. Pan poszedł z tym nieprzyjemnym staruszkiem wprost ku Takumiego, a dokładniej ku jego panu, który rozmawiał z innymi ludźmi. Aki wyczuł szybko, że pan widocznie nie przepadał za właścicielem jego „starego przyjaciela” i wcale się temu nie dziwił.
Potem przysłuchiwał się rozmowie, która nawet go interesowała i z zadowoleniem przyznał, że chyba rozumiał o czym była mowa. To miało coś wspólnego z tym, że samochód pana wybuchł i z gangami, o których słyszał wcześniej w samochodzie, kiedy to ktoś po nich przyjechał. Rozpoznał nawet nazwiska, jakie kierowca wtedy wymienił. Był także ciekaw, co takiego chciał zaproponować panu tamten mężczyzna oraz tego, co człowiek, ten Daizo, knuł. Aki miał nadzieję, że panu nic już nie groziło...
Widział jak Takumi posyłał mu te swoje spojrzenia i uśmiechał się do niego w paskudny sposób. Starał się nie reagować. Wiedział, że Takumi zaczepiał go i chciał go wyłączenie sprowokować, żeby zrobił coś głupiego i pan go ukarał. To było trudne, ale Aki nie dał się i choć mocno tłumił w sobie bardzo negatywne uczucia, nie pozwolił wyprowadzić się z równowagi.
Znów ucieszył się, kiedy udało mu się zdobyć jeszcze jedną informację o panu. Po raz kolejny nie wiedział, czy była prawdziwa, ale zakładał, że tak. „Czyli pan musi mieć na nazwisko Willing. John Willing. Ciekawe, czy faktycznie tak się nazywa? Może niedługo to się potwierdzi, albo coś...” myśląc o tym, na chwilę udało mu się zapomnieć o Takumim. Jednak znów musiał się z nim zmierzyć, gdy pan i pan drugiego niewolnika, zaczęli ich sobie prezentować. Aki poczuł się wtedy ogromnie zestresowany. Bał się, że zrobi coś nie tak, że nie będzie potrafił przypilnować się odpowiednio. Lecz okazało się, że jego obawy się nie spełniły. Pomogło mu to, że Takumi stal ze wzrokiem wbitym w ziemię i nie posyłał mu już żadnych uśmieszków. Sam też miał lekko opuszczoną głowę i starał się nie patrzeć zbytnio na tamtego mężczyznę, więc wszystko szło gładko.
Na wzmiankę o Wialkim Akumie poczuł się spięty, teraz miał jednak pewność, że jego były pan nie uczestniczył w tym przyjęciu. „Całe szczęście. Mam nadzieję, że już go nie zobaczę. Nie chcę tam wrócić” myślał sobie.
Choć wcześniej nikt się tego nie spodziewał, rozpadało się na dobre, wtedy też wszyscy zaczęli uciekać do hotelu. Goście nie mieli ochoty moknąć, więc starali się czym prędzej schronić przed spadającymi na nich kroplami wody.
Aki podążał za panem, próbując nadążyć za nim i nie poślizgnąć się na mokrej trawie w swoich nowych butach. Dwójka ochroniarzy cały czas pilnowała go, był tego świadomy. Jeden z nich, idący tuż obok niego, raz nawet podtrzymał go, kiedy ten potknął się i o mały włos nie upadł.
Przez tą nagłą ewakuację, zrobiło się małe zamieszanie. Aki przez myśl przeszło, że ta sytuacja aż prosi się, żeby wydarzyło się teraz coś złego. Jak się okazało chwilę później, chłopak, jak chciałoby się powiedzieć, wykrakał.
Kiedy zagrzmiało potężnie, Aki przymknął na chwilę oczy. Nie bał się burzy, ale bardzo jej nie lubił, szczególnie tego strasznego huku. Zaraz po tym, kiedy na niebie przez sekundę można było zobaczyć długą błyskawicę, do uszu chłopaka dobiegły głośne krzyki.
– Niewolnik! Ucieka!
– Łapcie go! Szybko! Szybko! Nie pozwólcie mu uciec!
– Złapcie go! Złapcie niewolnika!
– Tam jest! Już! Szybko!
Aki obejrzał się przez ramię i miał wrażenie, że w oddali mignęła mu jakaś sylwetka, jednak nie był pewny, czy to przypadkiem nie przewidzenie. Potem chłopak poczuł już tylko, jak ktoś chwyta go mocno, nawet odrobinę za mocno, za rękę i ciągnie do środka hotelu, przez otwarte drzwi. Tym kimś okazał się być pan, który puścił go, gdy znaleźli się już w wielkiej sali.
– Nawet o tym nie myśl – powiedział do niego chwilę później. Wszyscy goście dotarli już do wnętrza budynku i teraz żartowali sobie z niespodziewanej ulewy lub też narzekali.
– Tak panie, nigdy w życiu – zapewnił Aki, a pana to widać zadowoliło.
– Ciekawe do kogo należał ten ptaszek, który uciekł? – zastanawiał się na głos mężczyzna, do którego pan zwracał się Morita. – Złapią go?
– Zaraz się dowiemy, niech pan patrzy. – Pan wskazał na wejście, przez które kilku przemokniętych do suchej nitki ochroniarzy, wprowadzało właśnie wierzgającego się na wszystkie strony i wciąż usiłującego się wyrwać, niewolnika.
Aki patrzył na niego i czuł wyłącznie odrazę.

-----------------------------------------------------------------------------
Wróciłam ^^
Jak widzicie przyjęcie trwa, a w następnym rozdziale zobaczymy dalszą jego część. Zdradzę też, że Aki podejmie ważną decyzję i ruszy do działania :) John z kolei dowie się wielu ważnych rzeczy o niewolnikach i może zdecyduje się skusić na pewną ciekawą propozycję (dotyczącą Akiego). 
No, to tyle ode mnie :) Mam nadzieję, że rozdział się podobał, choć sama nie jestem do końca zadowolona :P

29 komentarzy:

  1. JAPIERDZIELE!! TA EUFORIA NA NOWY ROZDZIAŁ!!
    BIORĘ SIĘ ZA CZYTANIE!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojezu rozdzial wow! NIE WIEM CO NEI NAPADLO ZEBY KOMENTOWAC. ZAZWYCZAJ TEGO NIE ROBIE BO NIE UMIEM ALE PO PROSTU CZASEM SILA WYZSZA ZMUSZA. WYBACZ BLEDY. NIE CHCE MI SIE ICH POPRAWIAC. KURCZE. SZKODA ZE AKI NIE BOI SIE BURZY BO JOHN MOLBY GO POCIESZC *HEHEEHEHE* I OGOLNIE ZASTANAWIAM SIE KIEDY DOJDZIE DO JAKIEGOS ZBLIZENIA I KIEDY AKI STANIE SIE TAKI.. NORMALNIEJSZY /OCZYWISCIE JESLI TAKIE COS PLANUJESZ* CHODZI O TO ZE JA W GLOWIE MAM JUZ POMYSL TAKIE SWOJE ZIEJ JAKBY TO OPOWIADANIE MOGBY SIE SKONCZYC ALE ZOSTAWIE JE DLA SIEBIE I PO PROSTU BEDE CZYTAC TO CO NAPISZESZ. JESTEM CIEKAWA ILE BEDZIE MIEC ROZDZIALOW TO OPOWIADANIE? NO I OGOLNIE CO PLANUESZ... KURCZE TO JEDNO Z MOICH ULUBIONYCH I NO PO PORSTU KOCHAM JE!! PIEKNE OPISY, WYDARZENIA I POMYSL.. OGOLNIE SUPER.
      POZDRAWIAM

      NAWET NIE CZYTAM SWOJEGO KOMENTARZA BO SIE BOJE HAHA XD MAM NADZIEJE ZE ZROZUMIESZ O CO MI CHODZI I W OGOLE..
      POZDRAWIAM
      PINA

      Usuń
    2. TO BYL NAJCHAOTYCZNIEJSZY KOMENTARZ JAKI KIEDYKOLWIEK NAPISALAM... NIEWAQZNE

      Usuń
    3. Dziękuję, że jednak zdecydowałaś się skomentować :) Myślę, że jesteśmy już gdzieś w połowie opowiadania. A Aki może nie boi się burzy, ale ma swoje inne lęki, jeśli Cię to zadowoli :) Co do zbliżenia - cały czas zbliżają się do siebie ^^
      Pozdrawiam cieplutko ^^

      Usuń
  2. Stałam sir twoja fanka od 2 dni !!!!!! Kocham aikiego i Johna :3
    Powiedz proszę kiedy będzie kolejny rozdział?
    Myiuki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie przybliżone daty umieszczam w ramce po lewej, także możesz sobie zawsze sprawdzić :)
      Cieszę się w takim razie z nowej fanki ^^
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Nareszcie :D
    Rozdział genialny. ta akcja z ucieczką niewolnika była całkiem ciekawa :D Czekam na cd..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Tę ucieczkę niewolnika planowałam jeszcze zanim pomyślałam o przyjęciu, ale wydaje mi się, że w końcu dobrze wyszło, że umieściłam ją tutaj :P

      Usuń
  4. No i teraz jestem ciekawa, masakraaa.-. Dobrze, że Aki jest tak wierny Johnowi, bo nie zniosłabym jego kary czy coś xd Fajnie, że fabula rozkręca się w kilku kierunkach, czekam na kolejny rozdział ~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aki jest mu aż nazbyt wierny ^^ Ale i jego kara może nie ominąć i to wkrótce.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Po przeczytaniu poprzedniego rozdziału zastanawiałam się czy znów ztrollujesz, czy jednak Aki zobaczył tam Akumę. I szczerze mówiąc, choć ta opcja z Takumim (nie konkretnie z nim, ale z którym z chłopaków) przyszła mi do głowy, byłam pewna, że to jednak będzie Akuma lub ewentualnie któreś z rodziców Akiego – nie liczyłam na to, ale wyobrażanie sobie tego było zabawne :D

    W ogóle masz pojęcia ile razy odświeżałam wczoraj stronę, zanim dodałaś rozdział? Jakieś pięćset razy za dużo. A ta odautorska zachęta na koniec… Jajo zniosę czekając na kolejny wpis =n=

    Wracając do poprzedniego rozdziału:

    Strój Akiego na przyjęcie – wow. Tak bardzo liczyłam na ten garnitur i tak bardzo mnie nim usatysfakcjonowałaś, że bardziej się nie da. Doceniam dopasowany do garnituru krawat i zapinanie pierwszego guzika, a także fakt, że nie odziałaś Akiego w żadne sukienkowate fatałaszki, koronki, jedwabne szatki ani nic równie zniewieściałego.

    Wybuchający samochód mnie zaskoczył i podoba mi się bardzo. Całe te mafijne sprawki mi się podobają (o Moricie jeszcze będę się rozwodzić), aczkolwiek zastanawiam się czy jesteś z tych autorów co lubią zostawić za sobą kilka trupów i czy mam się martwić o bohaterów. No i John jest bardziej zainteresowany swoimi interesami niż Akim, co jest bardzo realistyczne i dobre z literackiego punktu widzenia, ale szalenie upierdliwe z punktu widzenia yaoistek. Już nie mogę doczekać się zakończenia tej historii, a akcja ledwo się rozkręca.
    Podoba mi się reakcja Johna na to wysadzone auto. Konkretnie to jak wykalkulował, jakich kłopotów narobiłoby mu spotkanie Akiego z policją. Swoją drogą ciekawi mnie czy w takiej sytuacji Aki zdecydowałby się jednak na wyjście zdroworozsądkowe i rzuciłby na policjantów błagając o ratunek.

    Uroczy wydał mi się fragment, kiedy leźli przez tamto centrum handlowe i John pomyślał, że dobrze, że Aki jest na tyle rozsądny, by nie nazywać go panem w miejscu publicznym. Aż chce się, żeby częściej razem wychodzili :)
    I fajnie, że John potem wypytywał Akiego, czy nikt ich nie śledził itp. Te krótkie wymiany zdań między nimi tak bardzo dają nadzieję na to, że kiedyś ich relacje staną się względnie normalne, chociaż tempo z jakim rozwija się fabuła wskazuje, że na to trzeba będzie jeszcze długo czekać.
    Reakcja Akiego na wybuch też została fajnie napisana. Nie wyróżnia się za bardzo, ale jest naturalna. Do tego to była chyba najnormalniejsza reakcja Akiego na cokolwiek z tego co już się pojawiło (nie licząc retrospekcji). W sensie, że kiedy martwi się tym wybuchem brzmi jak przeciętny człowiek i nie widać aż tak tego zrycia psychicznego.
    To że potem czuł się nieswojo w centrum handlowym też ładnie obrazuje w jakiej separacji od społeczeństwa żyje.

    Powinnam jakoś skomentować scenę, gdy Aki myśli sobie jaki John jest cudny i przystojny, a potem ma przebłysk normalności, że to dziwne zachwycać się facetem, który kupił go na nielegalnej aukcji za kupę forsy. To jest jedna z tych scen które są świetnie napisane i wykwalifikowany psycholog pewnie miałby masę rzeczy do powiedzenia na ten temat, ale ja kompletnie nie wiem, z której strony ją ugryźć. Osobiście identyfikuję się z pesymistycznym podejście Akiego, który zakładał, że trafi do kogoś obrzydliwego. Sama też tak mam, że zwykle spodziewam się najgorszego, a potem nie jestem rozczarowana. Dobrze, że John się Akiemu podoba – to już jakaś podstawa do wspólnego porozumienia. Ten krótki akapicik, w którym Aki uświadamia sobie, jak chore jest by się Johnem zachwycał w połączeniu ze scenami z poprzedniego rozdziału, kiedy był śpiący i miał przebłyski jakiejś tam inicjatywy, sprawiły, że zastanawiam się, czy John nieświadomie nie ma na Akiego dobrego wpływu. To miłe jeśli patrzeć na to jak na fundament potencjalnego związku, ale jeśli Aki za szybko zacznie podskakiwać i John brutalnie go usadzi, to wszystko zacznie się od nowa i mam nieprzyjemne wrażenie, że byłabyś w stanie to zrobić. Ale jakby co, to zdaję sobie sprawę, że za mało jeszcze się działo, by uznać ten dobry wpływ za realny albo chociaż znaczący.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poza tym w limuzynie John był niemal czuły i bardzo mnie to cieszy ^v^ Czekam aż do końca się przełamie. Nie jestem pewna czy już o tym nie pisałam, ale powtórzyć nie zaszkodzi – ogromnie ciekawi mnie reakcja Johna na ten klub miłośników niewolnictwa. Czy przyjęcie mu się spodoba i zaostrzy dyscyplinę, czy wręcz przeciwnie, stwierdzi, że to banda chorych ludzi i, że nie ma ochoty się z nimi identyfikować, po czym puści Akiego samopas. Dobra, obie opcje brzmią mało prawdopodobnie.

      Ale to co pisałaś w komentarzach i pod rozdziałem jest wysoce rozpraszające. Boże, już nie mogę się doczekać, żeby przeczytać coś wymyśliła. I „Aki zabierze się za Johna”? Ja już widzę jak wyskakuje do nie go z tekstem: „Panie, bez urazy, ale to dziwne, że żeś mnie jeszcze nie wydupczył” i za cholerę nie jestem w stanie przewidzieć reakcji Johna. Pewnie by dzieciakowi przywalił, bo to byłaby tak absurdalna sytuacja, że to chyba tylko argument siły by jej podołał.
      I to że ta impreza wpłynie na Akiego… Bo że wpłynie na Johna to oczywiste, ale Akiego? Aż boję się spekulować. Powie Johnowi o gwałcie (to by było dobre)? Coś związanego z Takumim (nie lubię gnojka, ale jego historię też bym chętnie poznała, bo z jakiegoś powodu przecież stał się taką wredną gangreną)? Skoro Takumi pojawił się Moritą, który wydaje się raczej ważną postacią, to pewnie jeszcze się przewinie. Albo coś z tym dzieciakiem, który uciekł (do tego jeszcze wrócę potem). „John może zdecyduje się skusić na pewną ciekawą propozycję (dotyczącą Akiego)” – jakbym miała strzelać to powiedziałabym, że się z kimś wymieni niewolnikami na noc czy coś w tym stylu, ale wątpię by John się nie zgodził, raczej mając świadomość, że Aki zostanie zgwałcony, a on sam pewnie nic seksualnego z pożyczonym niewolnikiem by nie zrobił. Drugi strzał to by było coś z Takumim, albo Takumi wyrucha Akiego, albo Aki Takumiego. Trzecia opcja – sama nie wiem, ale myśli niebezpiecznie krążą mi wokół tych orgiastycznych imprez ze „Spartakusa”, a przecież to nie musi być nic związanego z seksem, równie dobrze John może skupić się na propozycję zrobienia Akiemu tatuażu, albo odesłania go do domu/rodziców, bo to jednak zbyt upierdliwe zajmować się nim.

      A tak trochę z innej beczki – planujesz rozwijać jakieś inne „romanse”? Jak choćby Mority z Takumim albo coś z Renem i Yukio, albo Hisato?

      Andavel – biorąc pod uwagę, że facet nawet nie kryje się za bardzo z tym, że ma do Johna interes, zakładam, że raczej nie planuje czegoś przeciw niemu, ale ten interes wcale nie musi się Johnowi podobać. No i ciekawe jak/czy ten interes jest związany z zamachem na samochód Johna i czy to rzeczywiście Daizo za tym stoi czy jednak Morita ściemnia, wolałabym, żeby nie ściemniał, bo jakoś tak polubiłam faceta. Poczułam nieprzyjemną satysfakcję, kiedy dał Takumiemu w twarz.
      Tak poza tym Morita wydaje się w porządku, co nieco mnie niepokoi, bo może się okazać, że jest kompletnie na odwrót i że to on chce śmierci Johna. Pocieszam się, że jest jeszcze ten trzeci podejrzany i wciąż mało wiadomo o porachunkach między mafiami.

      Aki poznał imię Johna. Jeee! Pierwszy krok do tego, by zaczął mówić do niego po imieniu XD

      Moment z uciekającym niewolnikiem był świetny. I jeszcze tak fajnie nikt chyba na poważnie się tym nie przejął, ot takie tam spontaniczne urozmaicenie wieczoru, o którym można podyskutować, tak jakby na imprezie nagle wysadziło korki, które szybko zostały naprawione, więc była chwila dyskomfortu, ale taka bardziej zabawna niż realnie psująca zabawę. No i ostatnie zdanie – genialne, mocne, bardzo uczuciowe ^^

      Taki chaotyczny ten komentarz mam wrażenie i pewnie co czymś zapomniałam. Niemniej z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział, weny!

      Usuń
    2. Mógłby zobaczyć Akumę, ale pomyślałam, że to jeszcze nie pora na to. Jeszcze będzie okazja. Na razie to zbyt namieszałoby w fabule :) W sumie mogłabym w końcu napisać coś o rodzicach Akiego... Hmm... muszę nad tym pomyśleć.
      Wybacz ^^ Naprawdę staram się jak najszybciej pisać, ale po prostu czasem nie mogę przeskoczyć pewnych rzeczy. Potem jeszcze zawsze ze dwa razy sprawdzam rozdział, przez co też trochę mi schodzi.
      Garnitur musiał być! Chociaż przez moment miałam szalony pomysł ubrania Akiegi w jakieś obcisłe ciuszki, powstrzymałam się. W garniturze jednak bardziej mu do twarzy (ile się naszukałam o tych garniturach. Naczytałam się o takich rzeczach, o jakich nie miałam wcześniej pojęcia. To było straszne, moda jest straszna T.T)
      Wybuchy są najlepsze! ^^ Trupy też są fajne, ale jestem z tych, którzy znają umiar. Co do Johna, jego zainteresowanie niedługo powinno się zwiększyć. Nadal jednak interesy będą zajmować mu pół życia. Jak już w to wdepnął, to łatwo się z tego nie wypląta.
      Bo John to rozsądny facet! W końcu z jakiegoś powodu jest tym szefem ^^ Aki - myślę, że zdrowy rozsądek podpowiedziałby mu coś odwrotnego.
      Będą częściej wychodzić razem. Oj, będą ^^ Te ich rozmowy to jak do tej pory jedyna szansa na to, by w jakiś sposób zbliżyli się do siebie choć trochę. Poza tym, John lubi sobie pogadać ze swoim niewolnikiem, bo wie, że raczej nie powie niczego, co by go zbytnio wkurzyło :P
      Reakcja Akigo - cóż, przeraził się tego, co mogło się z nim stać. Myślę, że to całkiem normalne. Tak samo jak to, że trudno mu się po tak długim czasie odnaleźć wśród zwykłych, normalnych ludzi.
      Obawiałabym się, co by powiedział na to wykwalifikowany psycholog :P Sama myślę po prostu, że nawet po tym praniu mózgu, Aki zachował jakieś resztki siebie, że zostały ukryte one gdzieś głęboko w nim i od czasu do czasu odzywają się, raczej nie proszone. To, że Aki spodziewał się, że trafi do kogoś takiego, było sprawką Akumy, który nastawiał go i przygotowywał na najgorsze (no bo musiał dbać o markę, nie? :P). Dlatego też, że spodziewał się jakiegoś obrzydliwego faceta, gdy zobaczył, że jego pan jest przystojnym, zadbanym mężczyzną, wcale nie takim starym, na pewno zaskoczyło go to pozytywnie :)
      Sama nie wiem, co myśleć o tym wpływie. Może coś w tym jest :)
      John miał zabawę. Trochę tak, jakby głaskał swojego psiaka, ale zawsze to coś :P
      Tak naprawdę reakcja Johna na innych właścicieli jest do przewidzenia, jak sądzę. Noo.. mogę się troszkę mylić.
      „Aki zabierze się za Johna” - jest tak, jak piszę. Zabierze się i koniec! xD
      Nie zdradzę tego, z jakiego powodu wpłynie na Akiego. To niespodzianka. Poniekąd jesteś na dobrym tropie.
      „John może zdecyduje się skusić na pewną ciekawą propozycję (dotyczącą Akiego)” - Tutaj słowem kluczem jest "może" xD
      Co do innych romansów - tak, planuję je rozwijać. Tylko będą one takie poboczne, na razie muszę się skupić na Johnie i Akim, bo to mój priorytet. No i do jednego z planowanych romansów brakuje mi jak na razie postaci :P
      Andavel to człowiek zagadka i niech tak na razie pozostanie. John w końcu odkryje o co chodzi temu staruszkowi, ale na razie nie będę zdradzać żądnych szczegółów. A ten zamach to głębsza intryga, tyle tylko powiem ^^
      Hahaha :D Nie sądziłam, że ktoś zwróci uwagę na to, jak Morita walnął Takumiego. Ale cieszę się, że miałaś z tego satysfakcję. Ja też trochę miałam :)
      Nie tylko poznał imię Johna, ale nawet jego nazwisko! Robi postępy :D
      Kto by się przejmował obcym niewolnikiem? Poza tym, wszyscy wiedzieli, że nie ucieknie daleko, bo ochrona jednak by na to nie pozwoliła. Nie miał też za bardzo dokąd uciekać, to inna sprawa.
      (też wydaje mi się, że miałam napisać coś jeszcze, ale wyleciało mi z głowy)
      Dziękuję Ci za kolejny piękny komentarz i pozdrawiam serdecznie! ;3

      Usuń
  6. Fajnie fajnie ale jak znam zycie bal opiszesz w 5 rozdzialach... Nic sie nie dzieje czuje ze sens balu bedzie za 2,rozdzialy. Krotko jest coraz gozej nie tyle czekalam na to. Moglabys rozkrecic to a knie rozciagac

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W 5 to może nie... Ale z tym sensem balu pewnie masz rację. Na skutki trzeba poczekać.
      Postaram się jakoś rozkręcić akcję. Zobaczymy, czy coś z tego wyjdzie :)

      Usuń
  7. Widząc ogromny komentarz powyżej aż mnie mdli, ponieważ sama nie potrafiłabym aż tyle z siebie wykrzesać, Matko Boska. Pozdrowienia dla komentatorów, którzy umieją napisać wypracowanie w tym białym kwadraciku.
    Dlaczego nie zauważyłam, że jest nowy rozdział...? Dowiedziałam się, kiedy wpadłam przeczytać odpowiedzi.
    Z każdym rozdziałem mam nowe pytania i nie mogę się doczekać, kiedy zostaną rozwiane. To przez to, że źle ucinasz rodziały! Przestań! Ja chcę chociaż poznać imię uciekiniera! A tym bardzie informację na temat niewolników... Ta wzmianka w notce autorskiej była bardzo niepotrzebna, cicho bądź, bo znów mnie gryzie xD
    Chyba podążam bezmyślnie za stadem, bowiem w ostatnim rozdziale pomyślałam sobie, że Aki na pewno nie zobaczył Akumy, a później zobaczyłam komentarz w stylu 'to będzie Akuma' i uwierzyłam. Już nie wiem, co mam sobie wyobrażać teraz, jeśli chodzi o końcówkę tego rozdziału, ale tym razem nie czytam komentarzy, bo potem źle mi, że 'nie zgadłam'. Oglądałam dziś... dobra, wczoraj, 'Kill your darlings' (gejowy Hari Pota, jacie) i przypomniał mi, że 'pierwsza myśl jest najlepsza'. Ale co to tutaj ma do rzeczy to nie do końca wiem, plus rysowanie, układanie choreografii i oglądanie filmu równa się 'nic nie wiesz z filmu'.
    Może ten rozdział nie był jakiś świetny i nic szczególnego się tutaj nie działo, ale jestem pewna, że wynagrodzisz nam to w kolejnym!
    Pozdrowienia ode mnie i od moich lesbijskich myszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zawsze ważna jest długość, a treść. Bardzo cieszę się z każdego komentarza, czy to tego długiego, czy króciutkiego :)
      Źle ucinam rozdziały? Buuu... a wydawało mi się, że w dobry momencie kończę ^^
      Dobrze, już jestem cicho. Już milczę jak grób...
      Albo nie :D
      Możesz sobie wyobrażać co chcesz ) W końcu co będzie, dowiesz się wkrótce ^^
      Nie oglądałam tego nigdy, ale popieram powiedzenie o tej pierwszej myśli. Zazwyczaj się do niego stosuję :P
      Też mam wrażenie, że to jeden z gorszysz i mam nadzieję, że kolejny wyjdzie mi lepiej :)
      Dlaczego "lesbijskich myszy"?
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam! :)

      Usuń
  8. Jak wszyscy pisza to ja tez :) Jak na moj gust rozdzial slabszy niz poprzedni. Nadal dobrze napisany i ciekawy, ale ja najbardziej lubie jak jest duzo interakcji Johna z Akim (czy Akiego z Johnem), a tu tego raczej nie ma. Zaskoczylas mnie tym Takumim :) Bylam przekonan ze jednak bedzie Akuma.
    Ja, w przeciwienstwie do niektorych osob co pisaly wczesniej, nie czekam az Aki stanie sie normalny i bedzie miec normalne relacje z Johnem. To by moim zdaniem bylo bardzo dziwne po tym jak te relacje wygladaja teraz. Mam nadzieje ze nie poprowadzisz akcji w ta strone :)
    Twoj komentarz na dole bardzo mnie zaciekawil i teraz z niecierpliwie czekam na nastepny rozdzial :) Mam nadzieje tylko ze nic zlego Akiego nie spotka. Tez w dzien kiedy ma sie ukazac co chwile wchodze na strone i sprawdzam czy juz jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama uważam, że wyszedł trochę gorzej :P Choć na przyjęciu nie ma zbyt dużej szansy na ich interakcję. Tam jak nigdzie indziej John musi pokazać się jako właściciel z prawdziwego zdarzenia. Za to po przyjęciu znów będą mieli dla siebie więcej czasu :)
      Na Akumę jeszcze przyjdzie pora. Takumi to tak na początek :D
      Cóż, ich relacje na pewno będą się zmieniać. Zobaczymy jak bardzo :)
      W sumie to tak sobie napisałam ten komentarz, nawet nie sądziłam, że ktoś czyta te moje przypiski :P
      Pozdrawiam serdecznie! ^^

      Usuń
  9. Dlaczego opisujesz tą samą rzecz z dwóch perspektyw? To sprawia, że nie chce mi się czytać, serio, i pomijam połowę. Pomyśl o tym. A druga rzecz to tempo. Wszystko mega wolno się dzieje, za długie opisy itd. nie chcę żebyś czułą się urażona tylko popracowała nad tymi mankatami :) żebyś pisała jeszcze lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opis tej samej rzeczy z dwóch perspektyw ja uwazam wlasnie za wielka zalete tego opowiadania. I z tego co pamietam pare osob pisalo w komentarzach ze tez im sie to podoba. Moze rzeczywiscie to nie wplywa pozytywnie na tempo akcji, ale czy to ono jest tu najwazniejsze? Dla mnie najwazniejszy jest opis przezyc bohaterow i ich przemyslenia czemu wlasnie bardzo sluza dwie perspektywy. Ale kazdy lubi cos innego :) Widac po prostu masz inny gust i nie ma w tym nic dziwnego :) Ja uwazam ze autorka nie powinna zmieniac stylu pisania.

      Wilga

      Usuń
    2. Opisuję tę samą rzecz z dwóch perspektyw, ponieważ tak założyłam sobie już na początku i taką formę opowiadania wybrałam. W ten sposób chciałam bardziej przybliżyć to, co odczuwają i myślą poszczególni bohaterowie. Dlatego to akurat ta na pewno nie zmieni się :)
      Z tempem jak najbardziej się zgodzę. Staram się pracować nad nim, może jeszcze w przyszłości uda mi się to poprawić.
      Ale że opisy za długie? Ja cały czas mam wrażenie, że za krótkie są :P
      Dziękuję za komentarz, dziękuję też Wildze (faktycznie, po to stosuję te dwie perspektywy). Pozdrawiam serdecznie! ^^

      Usuń
  10. Jak dla mnie zajebiste i z niecierpliwością czekam na następne.
    konekochan

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Mam nadzieję, że kolejne rozdziały też Ci się spodobają :)

      Usuń
  11. To dzisiaj rozdziału nie będzie?

    OdpowiedzUsuń
  12. Wspaniałe nic odjąć nic ująć ;D

    ~Azusa

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej,
    więc to jeden z niewolników Akumy, który był u niego "uprzywilejowany" ale Akumy zabrakło na takim przyjęciu? Josh, Aki nawet nie zamierza uciekać ani coś, dowiedział się kilku rzeczy o swoim panu, Francesco też mi się nie podoba...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń