Rozdział 11

Ostrzeżenie, czyli jak zadrzeć z panem


Niewolnik wciąż spał, gdy John obudził się nagle, dzięki okropnemu koszmarowi, przez który z ulgą otworzył oczy. Był już ranek, a dzień zapowiadał się na słoneczny i gorący. Mężczyzna mógł tak przypuszczać, widząc za oknem bezchmurne, błękitne niebo, które wróżyło ładną pogodę. Choć mógł się mylić, w końcu nie był ekspertem, a aura bywała kapryśna.
Nawet kiedy John usiadł na brzegu łóżka i przeciągnął się, chłopak dalej spał spokojnie. Odwrócił się przez ramię i popatrzył na jego senną twarz, która w tej sytuacji wydała się Johnowi jeszcze bardziej urocza. W tym momencie wyglądał na rozluźnionego i zrelaksowanego. Musiał być wczoraj naprawdę zmęczony, pomyślał John. Stwierdził więc, że pozwoli swojemu niewolnikowi pospać jeszcze trochę. Obecnie i tak na nic mu się nie mógł przydać.
Tak też zrobił. Dopiero po ponad godzinie, gdy wrócił do sypialni, obudził chłopaka. Kazał mu się przygotować do wyjścia, po czym dał mu jeszcze chwilę na zjedzenie śniadania. Sam w tym czasie skontaktował się z człowiekiem, który miał coś dla niego załatwić. Nic trudnego, tylko drobna przysługa, jaką było zdobycie informacji o pewnym człowieku. Niestety tym razem John nie otrzymał dobrych wieści. Mężczyzna, o którym chciał dowiedzieć się paru rzeczy, już nie żył. Nie był więc użyteczny w żadnym stopniu. To odrobinę komplikowało sprawy, ale takie sytuacje też się zdarzały. „Trudno” pomyślał. „Trzeba będzie znaleźć kogoś innego”.
Wreszcie, gdy Johnowi nie pozostało już nic do zrobienia, a chłopak był gotowy, wraz z nim wsiadł do jednego ze swoich ulubionych samochodów, czarnego maserati, który wyróżniał się na japońskich drogach.
– Jeden fałszywy ruch, a możesz sobie wyobrazić, jak to się dla ciebie skończy – powiedział, odpalając silnik auta. – A jeśli nie możesz, to z chęcią ci o tym opowiem. Co ty na to?
– Nie trzeba, panie. Rozumiem bardzo dobrze.
Tym razem postanowił zaryzykować i nie skuł rąk chłopaka, ani nie skrępował go w żaden sposób. Jedyne co zrobił, to kazał mu zapiąć pasy. John chciał zobaczyć, jak jego niewolnik będzie się zachowywał. Do tej pory nie dał mu żadnych powodów, by obawiał się jego ucieczki. Lecz mężczyzna nie był głupi i wiedział, że jeśli nadarzy się odpowiednia okazja, chłopak może spróbować zwiać. Mimo tego, musiał wiedzieć, na jak wiele może mu pozwolić. Chciał więc wystawić go na próbę. Oczywiście, cały czas miał wszystko pod kontrolą.
Przez całą drogę miał oko na chłopaka. Lecz ten, ku zadowoleniu Johna, ani myślał robić cokolwiek, co wzbudziłoby wątpliwości mężczyzny. Siedział grzecznie, patrzył przez szybę i nawet nie kręcił się zbytnio w fotelu.
Kiedy po ponad godzinie dojechali do miasta, John przemyślał wszystko jeszcze raz. Nie powinno być żadnego problemu. Założył, że chłopak nie zechce w jego obecności robić niczego głupiego. Jednak gdyby do tego doszło, John już wiedział, jak na to zareagować...
Zatrzymał się na sporym parkingu obok budynku. Niestety, wszystkie miejsca w pobliżu wejść były zajęte, dlatego zaparkował trochę dalej. Ale to nic. Na szczęście nie robiło mu to żadnej różnicy. Mógł się przejść te parę kroków.
Gdy zgasił silnik, uznał, że dobrze będzie jeszcze poinformować swojego niewolnika o tym, jak powinien się w tym momencie zachowywać.
– Pójdziemy teraz do sklepu – mówił, zwrócony w stronę chłopaka. Tamten patrzył na niego, jak zwykle unikając jego wzroku. Ale teraz to nie było ważne, więc John to zignorował. – Najlepiej jeśli w ogóle nie będziesz się odzywał, póki wyraźnie ci tego nie nakażę. Masz też uważnie słuchać moich poleceń i nawet nie myśl o tym, żeby w jakiś sposób zwracać na siebie uwagę kogokolwiek. Zrozumiałeś, co mam na myśli?
– Tak, panie – odrzekł chłopak spokojnie.
– Świetnie. W takim razie chodźmy. Trzymaj się blisko mnie.
Wysiadł z samochodu i zamknął drzwi. Jego niewolnik zrobił to samo i szybko podszedł do Johna. Wtedy mężczyzna nacisnął przycisk w pilocie, by ostatecznie zabezpieczyć auto. Schował pilota do kieszeni spodni i wówczas spokojnie poprowadził już chłopaka do sklepu o francuskiej nazwie Laurent Vêtements. Markę tę John poznał jeszcze w swoim rodzinnym kraju i jak widać, ona również zdążyła dotrzeć tu, do Japonii.
W środku powitał ich starszy, lecz elegancki mężczyzna z idealnie przystrzyżoną, farbowaną na ciemno brodą i cienkim wąsikiem pod nosem. Doskonale wpasowywał się w wystrój salonu z ubraniami, w jakim pracował. Wnętrze sklepu urządzane było stylowo, zgodnie z obecnie panującą modą. Dominowały odcienie fioletu, biel i srebro. Od razu, nawet bez wcześniejszego spojrzenia na ceny, które i tak nie znajdowały się na metkach ubrań, można było zauważyć, że miejsce to nie było przeznaczone dla przeciętnego zjadacza chleba. Już od progu porażało gustownymi dekoracjami, które dobrane były tak, by klient bez żadnych wątpliwości mógł określić cały sklep mianem luksusowego. Podłoga lśniła i miało się wrażenie, że można się w niej przejrzeć równie skutecznie jak w lutrach, zajmujących całą jedną z wewnętrznych ścian. Nigdzie nie było widać natomiast wieszaków. Jedynie manekiny z ubraniami, ustawione w rzędach w centralnej z części sklepu.
Johnowi nie podobał się taki sposób prezentowania towarów, tym bardziej, że większość asortymentu można było ujrzeć wcześniej jedynie w katalogach, leżących w metalowych koszach, oczywiście nie zwyczajnych, a o przedziwnych, oryginalnych kształtach, które stały na stolikach przy sofach. Mężczyzna uważał, że za dużo czasu zabierało znalezienie czegokolwiek, dlatego rzadko tu przychodził. Jednak tym razem nie miał zamiaru samemu szukać. Chciał wykorzystać fakt, że wyręczyć go w tym mogła tutejsza obsługa, co, jak sądził, zaoszczędzi mu i czasu, i nerwów.
Wytłumaczył staruszkowi, czego potrzebują, a dokładniej, czego i na jaką okazję potrzebuje chłopak. Wtedy mężczyzna zaprowadził ich na sofę, umieszczoną przed przebieralnią. Oprócz ich, w sklepie nie widać było innych klientów.
– Proszę poczekać chwilę – powiedział, po czym zniknął w głębi salonu.
– Pamiętaj o tym, o czym ci mówiłem – szepnął John do chłopaka, gdy obaj siedzieli na sofie. Wcześniej skinieniem głowy dał znać, że on również ma usiąść.
Nie minęły dwie minuty, gdy John zauważył kobietę idącą w ich kierunku. Była dosyć młoda, ładna i zgrabna. Pomimo butów na wysokich obcasach, poruszała się swobodnie, jakby było to dla niej całkowicie naturalne. W dodatku na jej twarz gościł śliczny uśmiech, ani trochę nie wyglądający na wymuszony.
– Dzień dobry – przywitała się i ukłoniła, jak wcześniej staruszek, po czym po krótkiej rozmowie o tym, czego oczekują oraz zaproponowaniu im czegoś do picia, zostawiła ich znów samych. Oczywiście, w rozmowie brał udział wyłącznie John. Jego niewolnik siedział cicho, tylko patrząc na nich. Kobieta nie zwróciła na to najmniejszej uwagi, a nawet jeśli zwróciła, nie dała tego po sobie poznać.
Tym razem czekali trochę dłużej. Po kilku minutach kobieta wróciła w towarzystwie innej pracownicy. Tamta, również młoda, choć wyglądająca bardzo przeciętnie, wiozła ze sobą wieszak na kółkach, z zawieszonymi na nim różnymi ubraniami.
– Zapraszam pana do przymierzali – zwróciła się z uśmiechem do chłopaka, lecz ten ruszył się dopiero, gdy John szepnął do niego cicho – Idź.
Niewolnik spokojnie wszedł do przymierzalni. Mężczyzna odprowadził go wzrokiem, jednak nie miał żadnych zastrzeżeń co do jego zachowania. Być może tamten wziął sobie do serca wcześniejszą przestrogę.
Kobieta, ta o ślicznym, według Johna, uśmiechu, wybrała z wieszaka jakieś ubrania i podała je chłopakowi. Potem szczelnie zasunęła purpurową firanę uprzedzając nastolatka, że w razie problemów z założeniem którejkolwiek z części garderoby, służy pomocą. Sposób w jaki to powiedziała niespodziewanie przywiódł Johnowi na myśl sekretarkę, która często zwracała się do niego podobnym tonem. Oczywiście, na pewno nie mówiła wtedy o ubraniach. Choć znając tę kobietę, może i miałaby takie pomysły...
Po kilku minutach chłopak odsłonił zasłonę i wyszedł przed przymierzalnię prezentując Johnowi siebie w eleganckim stroju. Kobieta zaczęła zachwalać jak idealnie pasował on do „modela”. Mężczyzna natomiast siedząc wygodnie na sofie, mierzył niewolnika wzrokiem od góry do dołu, dumając nad kreacją. Jego uwadze nie uszło też, że w takim wydaniu chłopak wyglądał naprawdę dobrze. Do twarzy było mu w tych dopasowanych, stylowych ubraniach, a nie w za dużych spodniach i typowej, sportowej bluzie czy prostej, nudnej koszulce. Choć przypuszczał, że każdy lepiej wypadałby w tak drogim i nowym ubraniu, w dodatku dobieranym przez stylistkę. Za coś jej płacili.
– Nie – skomentował wreszcie. Po minie chłopaka niewiele mógł stwierdzić, ale wydawało mu się, że tamten odetchnął z ulgą słysząc to. – Zbyt rażące w oczy. Proszę poszukać czegoś bardziej klasycznego i w stonowanych kolorach. – John uznał, że jego niewolnik nie powinien mieć na sobie niebieskiego garnituru, który choć pasował do nastolatka i zapewne był ostatnim krzykiem mody, zwłaszcza wśród młodzieży, nie nadawał się na tę okazję. Przynajmniej on miał takie zdanie. Nie obchodziło go, co na ten temat do powiedzenia miała stylistka, która najprawdopodobniej była w tej kwestii lepiej poinformowana. Wybór należał do niego i to on będzie się z nim musiał pokazać.
Na szczęście kobieta posiadała już spore doświadczenie i wiedziała co robić.
– Oczywiście. Zaraz znajdziemy coś innego – odparła łagodnie, miłym dla ucha głosem.
Tak jak powiedziała, już po chwili szukała dla chłopaka nowego ubioru. Pamiętała o uwagach swojego klienta i w skupieniu dobierała kolejne części garderoby. Gdy udało jej się po raz kolejny skompletować wszystko, ponownie zaprosiła nastolatka do przymierzalni, znów wręczając mu strój i zapewniając, że będzie wyglądał w nim świetnie.
Tak było w istocie. Chłopak w każdym z zaproponowanych mu strojów wyglądał wyśmienicie, niczym prawdziwy model. Gdyby nie odrobinę zbyt niski wzrost, możliwe, że mógłby nawet nim zostać. Był przystojny, a jego delikatna uroda nie odbierała mu atrakcyjności, wprost przeciwnie. Miło było na niego popatrzeć i John był pewny, że w normalnych warunkach, miałby spore powodzenie wśród dziewczyn.
Niemało czasu minęło, nim po wielokrotnej zmianie stroju i przymiarce najróżniejszych fasonów ubrań w rozmaitych kombinacjach, John w końcu zdecydował się na zakup ubrania na przyjęcie dla swojego niewolnika.
– Tak. To mi się podoba. Idealnie. Bierzemy – poinformował kobietę, która od jakiegoś czasu wpatrywała się w niego wyczekująco. Mężczyzna nie wiedziało o tym, ale przez takich klientów jak on, zaczynała powątpiewać w dobry gust społeczeństwa. Choć ostatecznie przecież to ona „zwyciężyła”, nie poddając się i prezentując mu kreację, która jak najbardziej wpisywała się w jej zmysł estetyczny.
Chłopak stał teraz przed Johnem ubrany w taliowany, jasnogranatowy garnitur z gładkiego materiału. Spod marynarki, w której nastolatek zapiął właśnie pierwszy z dwóch guzików, widać było jasną koszulę, jednak nie miała ona barwy czystej bieli, bo pod odpowiednim światłem dało się zobaczyć niewielką domieszkę niebieskiego odcienia. Nie mogło również zabraknąć wąskiego krawatu dopasowanego do garnituru, który swym zielonym kolorem podkreślał kolor oczu chłopaka. Buty natomiast, jakie znajdowały się na jego stopach, były klasyczne i bardzo proste, lecz idealnie współgrały z całością.
John patrzył z zadowoleniem na efekt osiągnięty przez kobietę. Bardzo podobało mu się to, że garnitur, w którym chłopak stał przed nim, nie akcentował zbytnio bladej cery chłopaka i choć podkreślał jego sylwetkę, nie eksponował zanadto nadmiernej chudości, która dla mężczyzna była jednym z mniej lubianych elementów wyglądu niewolnika. Musiał przyznać, że stylistka jednak znała się na rzeczy. W myślach zwracał właśnie honor kobiecie, którego jakiś czas temu zdążył już jej pozbawić. Poza tym, również w myślach, gratulował jej profesjonalnego podejścia. Według niego na pochwałę zasługiwało to, że kobieta ignorowała fakt, że chłopak zupełnie się nie odzywał, nie wyrażał własnego zdania i to on, John, zamiast niego decydował o wszystkim. Może przywykła już do tego typu relacji u klientów, jakich obsługiwała? A może po prostu była na tyle rozsądna, by nie mieszać się w cudze sprawy i skupiać się na wykonywaniu jak należy swojej roboty.
Zazwyczaj John nie przepadał za zakupami. Nie lubił długo rozmyślać nad tym, co powinien wybrać, a co nie. Dlatego też posługiwał się prostym sposobem, który nigdy go nie zawodził. Patrzył na rzecz i albo podobała mu się ona, albo wręcz przeciwnie. Dzięki temu w kilka sekund potrafił zdecydować czy jego poszukiwania właśnie się zakończyły lub ewentualnie będzie musiał pomęczyć się jeszcze. Tym razem jednak zrobił wyjątek, bo i okazja była szczególna. Dlatego po raz pierwszy od bardzo dawna spędził w sklepie tyle czasu. Jednak nie żałował. Czuł satysfakcję, widząc, że jego niewolnik będzie prezentował się na przyjęciu doskonale. Strojem na pewno nie przyniesie mu wstydu w towarzystwie. Gorzej z zachowaniem, ale nie martwił się o to. Był dobrej myśli. Jakoś będzie musiał sobie poradzić.
– Podoba ci się? – zapytał chłopaka, gdy po raz kolejny dzisiaj, zostali sami, mając na myśli oczywiście garnitur. – Dobrze się w nim czujesz? Odpowiedz szczerze.
– Tak, panie. Bardzo mi się podoba, Jest piękny – odrzekł cicho, wyczuwając, że nadal nie powinien zwracać na siebie uwagi. – Czuję się w nim dobrze, panie – dodał jeszcze, a na jego twarzy dało się zauważyć, choć starał się to ukryć, ekscytację.
To zapewnienie wystarczyło Johnowi. Po minie chłopaka mógł stwierdzić, że tamten mówił prawdę. Choć prawdopodobnie nawet jeśli jego niewolnik zaprzeczyłby w którejkolwiek kwestii, teraz nie miałoby to dla mężczyzny znaczenia. Lecz ucieszył się trochę, słysząc, że strój jaki mu wybrał, pasował na nastolatka i podobał się mu.
Ze sklepu nie wyszli jeszcze przez dobre kilkanaście minut. John wiedział, że miał szczęście, znajdując dla chłopaka garnitur w idealnym rozmiarze, zwłaszcza, że przyjęcie odbywało się już tego dnia. Nie rozmyślał jednak nad tym dłużej. Gdy kobiety wróciły z zapakowanym już strojem, kazał niewolnikowi wziąć go. Sam wybrał spinki do koszuli, jedne z tych, które podsunęła mu stylistka i dopiero wtedy zapłacił za wszystko. Wydał dużo. Nawet więcej niż się spodziewał, ale to nie odgrywało żadnej roli. Ważne, że odczuwał satysfakcję z zakupu, który już zdążył mu przypaść do gustu.
Opuścili sklep gorąco pożegnani przez obsługę, która już zapraszała ich do ponownych odwiedzin. Nie odeszli jednak daleko, kiedy John zauważył coś.
– Czekaj, stój – powiedział, do niewolnika. Ten zatrzymał się i spojrzał na niego. – Wracamy.
W porę zorientował się, że nie miał przy sobie swojej komórki. Rzadko zwracał na nią uwagę, ale tym razem, zupełnie przez przypadek, zdał sobie sprawę z tego, że jego kieszeń była nienaturalnie pusta. Gdyby zbiegiem okoliczności nie pomyślał o tym, by nim odjadą zadzwonić do swojego szofera, którego wciąż zapomniał poinformować, że dziś będzie musiał popracować, z całą pewnością odkryłby bark telefonu dopiero w domu.
Błyskawicznie przeanalizował sytuację i wiedział, że komórkę zostawił na stoliku przy sofie, na której wcześniej spędził sporo czasu.
Zawrócił szybko i pamiętając o tym, by nie spuszczać z oczu swojego niewolnika, ponownie wkroczył do salonu Laurent Vêtements. Chłopak wszedł przed nim, niosąc ze sobą zakupy.
Gdy tylko pojawili się wewnątrz, staruszek popatrzył na nich niepewnie i John widział, że tamten bez dwóch zdań obawiał się, by nie wrócili z pretensjami lub, co gorsza, nie mieli zamiaru reklamować towaru. Lecz kiedy John wyjaśnił mu dlaczego tak szybko pojawił się ponownie, tamten uśmiechem poprowadził go do miejsca, gdzie John siedział wcześniej. Telefon wciąż tam był, spokojnie leżąc sobie na stoliku i czekając na niego.
– W naszym sklepie nic nie ginie – zapewnił go mężczyzna. John jednak nie miał ochoty wysłuchiwać go dłużej, więc rzucił parę słów na pożegnanie, po czym skierował się do wyjścia.
Tak jak wcześniej, prowadził chłopaka odrobinę przed sobą. W ten sposób łatwiej i wygodniej mógł go kontrolować. Przemieszczanie również stawało się łatwiejsze, bo cały czas miał go w zasięgu wzroku.
Nim dotarli do drzwi, wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko, tak, że John musiał wykazać się zdecydowanym i sprawnym podejmowaniem decyzji. Jak się okazało, spisał się świetnie, wychodząc z niej cało.
John nie zdążył nawet chwycić za klamkę, kiedy usłyszał głośny, przenikliwy huk, niemal rozdzierający powietrze. Przez chwilę miał wrażenie, że to budynek w którym się znajdowali, wyleciał w powietrze i za moment ocknie się po drugiej stronie, może nawet skacząc po chmurkach jak tłuściutki aniołek, którego widział w kreskówce oglądanej w dzieciństwie. Nie zdążył już pomyśleć o tym, że w jego przypadku, chmurki odpadały i co najwyżej mógł liczyć na ognie piekielne, kiedy oprócz wybuchu usłyszał przeraźliwy krzyk i pisk.
Wyszedł na zewnątrz, mając pewne przeczucie. Podpowiadało mu ono, by natychmiast spojrzeć w kierunku parkingu, co też zrobił. Oprócz tego, że jakaś kobieta biegła stamtąd spanikowana, wrzeszcząc na całe gardło, ujrzał czarną, obficie wzbijającą się ku niebu chmurę dymu. Ludzie zaczęli wybiegać z budynków, sprawdzając co się działo. Niektórzy uciekali w popłochu, inni stali zaciekawieni. Zamieszanie powiększało się z każdą chwilą. Ktoś krzyczał by dzwonić po straż pożarną, ktoś inny, że po pogotowie.
Nie minęło kilka minut, kiedy zdołał poczuć zapach smolistego dymu. Wiatr sam przywiódł go do jego nosa. Lecz wtedy zdążył już dawno chwycić za ramię swojego niewolnika i szybko, nie odwracając się więcej, szybkim krokiem podążył w kierunku odwrotnym do tego, gdzie znajdował się parking.
Nie musiał być geniuszem, by wiedzieć, co właśnie się wydarzyło. Dym dobiegał dokładnie z miejsca, gdzie zapamiętał, że pozostawił samochód. Z całą pewnością nie był to przypadek. Tylko idiota myślałby tak, zważywszy na to, kim John by i jak wielu osobom mogło zależeć na jego śmierci.
Rozejrzał się wokół, szukając wzrokiem czegoś podejrzanego. Zwłaszcza osób, które mogłyby w tym momencie wyglądać na stanowiące zagrożenie. Jeśli zauważyłyby, że nie wykonały do końca swojego zadania, mogłyby jeszcze próbować to zmienić. Wtedy John byłby wciąż na celowniku.
Ale nic nie rzuciło mu się w oczy, a nie była to odpowiednia pora do dalszych poszukiwań.
– Szybko – mówił do nastolatka. – Pośpiesz się.
Przeszli po trawniku pomiędzy budynkami, by jak najprędzej dojść do ulicy. John w dalszym ciągu ciągnął chłopaka za ramię Temu drugiemu podążanie za mężczyzną w takim tempie znacznie utrudniał garnitur zapakowany do pokrowca i pakunek z butami. Choć niezbyt ciężkie, ważyły swoje, ale przede wszystkim były niewygodne w noszeniu ich w rękach.
– Nie guzdraj się tak – powiedział, ale zdawał sobie sprawę z tego, że niewolnik już nie miał jak się pośpieszyć.
Gdy wydostali się spomiędzy budynków, przeszli przez chodnik, a następnie przez drogę, która była w tym czasie pusta. Następnie John pociągnął chłopaka w kierunku skrzyżowania. Spieszył się. Chciał oddalić się stamtąd jak najbardziej, nim przybędzie policja. Normalnie zostałby tam, by załatwić tę sprawę i od razu zeznać wymijająco, że nie miał pojęcia co się stał i dlaczego samochód należący do niego wybuchł na parkingu, kiedy on był w sklepie. Raczej wątpił w to, że poniósłby jakieś konsekwencje, za to miałby już za sobą pytania gliniarzy. Teraz jednak musiał pośpieszyć się. Sytuacja miałaby się zupełnie inaczej, gdyby zaleziono go teraz z młodym, obcym chłopakiem, który nawet nie byłby w stanie się wylegitymować. Wtedy jego bajeczki mogłaby wydać się panom w mundurach bardzo podejrzane i po nitce do kłębka, coś by znaleźli. Choćby to, że chłopak ten prawdopodobnie nawet nie wiedział w jakim mieście się znajdował i co robił tutaj, z nim.
Czuł, jak na skórze pojawiały mu się kropelki potu. Nie dość, że było gorąco, to zdenerwowanie też robiło swoje.
Kiedy dotarli do skrzyżowania, John bez wahania skręcił w lewo, w stronę dużego centrum handlowego, wlokąc za sobą niewolnika. Spojrzał na jego twarz i dopiero teraz zorientował się, jak zdezorientowany i przestraszony był chłopak. Nie zrobiło to na nim wrażenia.
Wreszcie znaleźli się w pobliżu budynku, do którego jednocześnie wchodziła i wychodziła z niego cała masa ludzi. John puścił chłopaka, by nie ściągać na nich większego zainteresowania, bo i tak już przyciągali spojrzenia przechodniów. Nie miał głowy do tego, by zastanawiać się, czym to było spowodowane. Skutecznie to ignorował.
– Uspokój się już. Idź blisko mnie i nie oddalaj się nigdzie – polecił mu, na co chłopak pokiwał głową. „Świetnie” myślał John. Przynajmniej wiedział, że jego niewolnik był na tyle rozsądny, by tutaj, gdzie mogli usłyszeć ich obcy ludzie, nie nazywać go swoim panem.
Weszli do środka, a raczej wpłynęli wraz z tłumem, w który udało im się ostatecznie wtopić. Gdy przechadzali się alejką w centrum handlowym, już nie budzili takiego zaciekawienia ludzi.
John znalazł jakąś wolną ławkę, choć wcześniej miał wrażenie, że to graniczyło z cudem. Bez wahania usiadł na niej i to samo kazał zrobić chłopakowi. Popatrzył przed siebie. Z wystawy sklepowej przemawiał do niego napis „WYPRZEDAŻ! WSZYSTKO -50%”. Powiódł wzorkiem na kolejną „TOTALNA WYPRZEDAŻ!!!” głosił wielki tekst zamieszony na szybie, jak i na następnej na którą spojrzał „OKAZJA!TYLKO DZIŚ! -70%, -50%, -45%”.
To wyjaśniało, skąd tutaj takie tłumy. „Ludzie poszaleli” myślał.
Do tej pory nawet John był zdenerwowany. W końcu nie codziennie zdarzały mu się takie „wystrzałowe” niespodzianki. Myśl, że mógł być w środku była naprawdę paskudna, choć nie to było głównym powodem jego nerwów. Czuł wściekłość dlatego, że ktoś odważył się posunąć tak daleko. Ktoś był na tyle głupi i odważny, że nie bał się zorganizować zamachu na niego, Johna i w dodatku wcielić swój plan w życie. Jego złość podsycało to, że nie wiedział, kto mógł za tym stać. Strasznie go to drażniło. Nie mógł przez to do końca zaplanować swojej zemsty.
– Poczekamy tu chwilę – mówił do niewolnika, nie wiedząc czemu, powoli starając się uspokoić. Wiedział, że nie było sensu zbyt długo o tym rozmyślać. Należało działać. – Potem jedziemy dalej. Potrzebny nam jakiś transport...
Nie miał zamiaru ulegać, ktokolwiek nie stałby za wcześniejszym wybuchem. A już na pewno, nie zmieniłby przez to planów. Nie mógł pozwolić, by ktoś kto to zrobił, czuł satysfakcję widząc, że dał się zastraszyć. Bo i nie dał się, choć nie przeszedł obok tego też zupełnie obojętnie. Mimo tego, nie bał się i nie dopuści do tego, by ktokolwiek sądził inaczej.
Wyciągnął telefon i zadzwonił. Była to krótka i konkretna rozmowa, bo nie miał ochoty wdawać się teraz w szczegóły.
Oparł się wygodniej i spojrzał na niewolnika. Przynajmniej on nie denerwował go teraz. Prawdę mówiąc, zachowywał się tak, że John nie miał ku temu żadnych zastrzeżeń.
– Widziałeś po drodze, by ktoś nas śledził? Kogoś, kto wyglądał podejrzanie? – cicho zapytał chłopaka, pochylając się trochę do niego, by ten mógł go usłyszeć.
– Nie, panie – odparł szeptem. John nie rozczarował się, bo nie spodziewał się nawet innej odpowiedzi.
„Kto mógł podłożyć ten cholerny ładunek?” zastanawiał się. Przez moment przypatrywał się przechodzącym ludziom. Większość z nich niosła ze sobą wielkie torby wypełnione po brzegi różnymi rzeczami. „Kto to mógł być? Kto się odważył?” Im dłużej myślał, nasuwało mu się coraz więcej przypuszczeń, jednak nikogo nie mógł być pewny. Miał wielu wrogów. To mógł być każdy z nich.
„Nieważne kto” uznał w końcu. „Dorwę ich. Dorwę i zabiję, ale nie od razu. Jeszcze pożałują, że ze mną zadarli”.



Początkowo nie miał pojęcia co się stało. Usłyszał wybuch i przez sekundę miał wrażenie, jakby ziemia się zatrzęsła. A może tylko mu się zdawało? Tak, na pewno...
Pan nagle szarpnął nim i zaczął ciągnąć gdzieś za sobą. Wydał się przy tym strasznie zdenerwowany, co przestraszyło Akiego. Nie, wcale nie uważał, że to on coś przeskrobał. Nie tym razem. Pilnował się przez cały czas i nie popełnił żadnego błędu. Mimo to miał złe przeczucia.
Szedł posłusznie i choć palce pana wpijały mu się mocno w skórę, co trochę bolało, nie odważył się na żaden grymas. Tak naprawdę, nawet tego nie zauważył. Zbyt zaabsorbowany był próbą zorientowania się w sytuacji. Gdy odwrócił się i spojrzał na parking, na którym zobaczył kłęby dymu, wydawało mu się, że chyba zrozumiał co wydarzyło się przed momentem, kiedy to usłyszał ten niesamowity hałas.
„Samochód eksplodował. Samochód pana” pomyślał i czuł, że się nie mylił.
Przeszedł go dreszcz na myśl, że mógłby być w środku, wtedy, gdy nastąpił wybuch. Zginąłby na miejscu! I to tak straszną, potworną śmiercią! „Takie coś... jak bardzo musiałby boleć?” Miał wrażenie, że chyba aż pobladł wyobrażając sobie jak jego ciało rozrywane jest na kawałki. „Nie Aki, skończ z tym! Skończ! I najlepiej nie wracaj do tego! Nigdy! Pomyśl o czymś przyjemnym...”
Na moment zapanował chaos, kiedy ludzie zaczęli krzyczeć i biegać wszędzie. Cieszył się, że oddalali się stamtąd. Miał wrażenie, że niebezpieczeństwo z każdym krokiem mijało i teraz już wszystko będzie dobrze.
Pan wciąż go popędzał i Aki starał się iść jak najszybciej, ale ubrania, które niósł, zawadzały mu i sprawiały, że nie mógł przyspieszyć już bardziej. Mimo to włożył resztki sił w wykonanie polecenia.
Zastanawiał się, co się dokładnie stało. W końcu samochody nie wybuchają ot, tak sobie. To nie było normalne. Ktoś musiał mu pomóc... „Pan ma jakichś wrogów?” Odpowiedź na to pytanie wydała mu się oczywista, gdy dym wciąż unoszący się z parkingu przypominał mu o tym potwornym huku. „Ale dlaczego ktoś chciałby go zabić? Co pan musiał zrobić, że spotkało go coś takiego? Jak bardzo się naraził? Czyżby pan zadawał się z jakimiś niebezpiecznymi osobami?” myślał, idąc tam, dokąd prowadził go pan. Nie miał pojęcia gdzie.
Dotarli do sporego centrum handlowego. Aki wciąż nie mógł się uspokoić, choć starał się. Serce wciąż biło mu szybko, ale nie wiedział, czy to przez adrenalinę, czy może zmęczył się przez tempo narzucone przez pana.
Odetchnął, kiedy usiadł na ławce. Ubrania położył obok, mógł więc odpocząć, na chwilę nie przejmując się ich niesieniem. Powoli czuł się coraz spokojniejszy, bo wydawało mu się, że tutaj, w towarzystwie pana, był bezpieczny.
„Kiedy ja ostatnio byłem w takim miejscu?” myślał, rozglądając się wokół. Podziwiał kolorowe wystawy sklepowe i patrzył na ludzi, którzy mijali ich. Słyszał muzykę, ale nie rozpoznawał jej. Musiał to być jakiś nowy hit, bo piosenka była skoczna i energiczna, a wokalistka, której również nie kojarzył, miała przyjemny głos. Te wszystkie kolory, zapachy, dźwięki wydawały mu się jakieś obce. Obecność takiej ilości ludzi przytłaczała go. Widocznie odwykł od przebywania w tłumie. A przecież kiedyś bywał w takich miejscach i to często! Dlaczego więc czuł się tutaj tak obco? Jakby tu nie pasował.
„Nie jestem jak ci ludzie. Już nie...”
Spojrzał na pana, by przestać myśleć o przygnębiających rzeczach. Pan też wyglądał na coraz mniej zdenerwowanego, co ucieszyło Akiego. Może przez to przynajmniej nie oberwie się mu. Miał taką nadzieję.
Pan zadał mu pytanie, pochylając się tak, że Aki poczuł jego oddech na swojej twarzy. Musiał udzielić przeczącej odpowiedzi. Wcześniej nawet nie pomyślał o tym, że ktoś mógł ich śledzić gdy szli tutaj. Ale to było możliwe. Jednak pan nie wyglądał, by bał się czy przejmował. Teraz widział na jego twarzy jedynie irytację, co sprawiało, że Aki, nawet jeśli obawiał się, że ci ludzie, przez których samochód wybuchł, wciąż chcieli zrobić im, to znaczy panu, krzywdę, czuł, że jeśli będzie z panem, nic mu się nie stanie.
Aki spojrzał na pokrowiec leżący na ławce, obok niego. Uśmiechnął się delikatnie. Pan nie mógł tego zauważyć, bo zajęty był rozmową przez telefon. Chłopakowi bardzo podobał się strój, jaki mu wybrał i to, jak się w nim prezentował. Wiedział, że to trochę samolubne, ale w przymierzalni patrząc w lustro uznał, że w tym garniturze wyglądał naprawdę ładnie. Liczył na to, że pan również tak pomyślał. To było ważne, by wciąż mu się podobał. Aki skrycie bał się, że znudzi się panu, a nie miał pojęcia co stanie się z nim, gdy to nastąpi. „Oby nigdy do tego nie doszło” myślał. „Muszę zrobić wszystko, by pan był ze mnie zadowolony i nie chciał się mnie pozbyć. Wszystko...”

Kilkanaście minut później Aki jechał już samochodem, siedząc z panem na tylnym siedzeniu. Auto to nie było tak ładne jak to, którym dotarli do miasta, ale również nie wyglądało najgorzej. Było w nim za to znacznie mniej miejsca niż w tym pana.
Mężczyznę, który po nich przyjechał, Aki widział po raz pierwszy. Z pewnością zapamiętałby ciemne włosy i zimne, niczym lód spojrzenie, jakie dostrzegł w lusterku, gdy tylko raz się w nie spojrzał. Pech chciał, że kierowca również w tamtym momencie patrzył w to samo lusterko, przyglądając się chłopakowi z zainteresowaniem. Mężczyzna trochę przerażał Akiego, bo sprawiał wrażenie kogoś bardzo groźnego, z kim nigdy wolałby nie mieć do czynienia.
Pomimo tego mężczyzna odzywał się ze sporym szacunkiem do pana. Gdy rozmawiali o wcześniejszej eksplozji, Aki nasłuchiwał, czy przypadkiem nie wiedzą, kto za nią stał. Bardzo go to ciekawiło.
– Ren? Masz jakiś pomysł? – zapytał pan. Aki patrzył w szybę, ale słuchał o czym mówili.
– Nie, szefie. To mógł być każdy. Może ci od Daizo? Mority? Albo ludzie Araty? Ale wydaje mi się, że to sprawka gangu Ichimaru. Oni tam lubią wybuchy. Tylko żeby zaczynać z nami? To głupota w ich wypadku...
– To nie Ichimaru. Nie mieliby z tego żadnych korzyści. Ten wybuch, to było ostrzeżenie, Ren.
– Co masz na myśli, szefie?
– Wątpię, by ktoś tak to spieprzył. Chyba, że wzięli się za to kompletni idioci. Ale nie sądzę. Nie wierzę, że mógłbym mieć tyle szczęście. Gdyby ci, którzy to zrobili, chcieli mnie zabić, już pewnie bym nie żył.
„Jaki ostrzeżenie? Gangu?” pomyślał Aki. Pierwszy raz słyszał te imiona... czy nazwy, bo nie był pewny nawet, czym dokładnie były. „Pan jest wplątany w takie rzeczy? Nie.. niemożliwe” Aki wolałby w to nie wierzyć. Ale intuicja i rozsądek podpowiadały mu, że to jak najbardziej prawda i że jego pan najprawdopodobniej bardzo ściśle powiązany był z gangami, przestępcami i z czymś nielegalnym. Czym? Aki jeszcze nie wiedział, ale coś, pewnie intuicja, podpowiadało mu, że wkrótce się dowie. Jeśli oczywiście, dożyje do tego czasu.
Nim udało im się dotrzeć do domu, pan kazał mężczyźnie jeszcze zatrzymać się w jednym miejscu. Ren został w samochodzie, a Aki wraz z panem udali się do salonu fryzjerskiego. Chłopak był tym trochę zaskoczony, ale przypomniał sobie o przyjęciu. Już zdążył o nim zapomnieć, kiedy jego myśli zajęte były czymś innym.
Nie spędzili tam zbyt wiele czasu. Fryzjer uwinął się raz dwa, skracając włosy chłopaka. Wcześniej jeszcze zdążył pochwalić ich kolor i skrytykować fakt, że były trochę zniszczone, zwłaszcza ich końcówki. Zaproponował mu nawet inną fryzurę, która według niego, lepiej pasowałaby do twarzy chłopaka, ale pan nie zgodził się na to. Jego właściciel cały czas siedział w fotelu i pilnował go. Aki widział jego odbicie w lustrze, ale to nie robiło mu różnicy. Tak czy inaczej, siedziałby równie grzecznie jak siedział w tamtej chwili, czekając aż fryzjer skończy swoją robotę. Nie przeszło mu przez myśl, by próbować „porozumieć się” z mężczyzną z nożyczkami. Gdyby pan to wiedział, pewnie patrzyłby na chłopaka inaczej.
Aki czuł się niesamowicie, gdy wychodził z salonu. Choć przecież nic to nie znaczyło, cieszył się, że będzie mógł założyć takie piękne ubrania. Był również szczęśliwy z powodu skrócenia włosów. Ale tak naprawdę, największą radość wywoływała u niego myśl, że pan zajął się nim. Zadbał o niego!

Czysty, świeży, pachnący i przebrany w nowe ubrania siedział już w czarnej limuzynie, tej samej, którą miał okazję jechać, gdy z licytacji trafił do swojego właściciela. Pan znajdował się tuż obok Akiego, a chłopak przez ułamek sekundy miał wrażenie, że niemal czuje dumę, patrząc na niego. Nigdy będąc u Akumy nie pomyślał nawet, że jego przyszły pan mógłby wyglądać tak dobrze. Zazwyczaj był pesymistą i wyobrażał sobie z lekkim przestrachem jak trafia do jakiegoś wielkiego, tłustego oblecha. Dlatego szczególnie dzisiaj, kiedy pan wyglądał tak cudownie, Aki widząc go jeszcze przed chwilą, nie mógł oderwać od niego wzroku. „Prawdziwy mężczyzna” myślał. „Taki przystojny! Ciekawe ile może mieć lat? Na pewno jest młodszy od mojego byłego pana. Nie wygląda zbyt staro...”.
Później, kiedy się opamiętał, wstydził się swojego zachowania, bo w końcu to jego pan i wiedział, że takie myśli były nie na miejscu. Takie rzeczy nie powinny go interesować. Miał za zadanie służyć, szanować pana, być oddanym, a cała reszta nie miała znaczenia. Bo tylko to miało zapewnić mu przetrwanie.
Tylko przez chwilę coś cichutko podpowiadało mu, że to śmieszne i odrażające zachwycać się człowiekiem, który był jego właścicielem, mógł z nim robić co chciał, a on musiał okazywać mu bezwzględne posłuszeństwo. Że to chore...
„Nie! Aki nie myśl tak! To pan! Twój pan!” uciszył ten stłumiony głosik natychmiast, tak jak to robił zawsze, kiedy ten się pojawiał. Nawet jeśli zdarzało się to bardzo nieczęsto, Aki czuł, jakby był nieproszonym gościem w jego głowie. „Nawet twój były pan mówił, że tak powinno być. Że pan ma być dla ciebie najważniejszy! Jedyny! Masz mu się całkowicie poświęcić. To nic złego, że uważasz, że jest zachwycający. To normalne”. Wmawiając to sobie, szybko zapomniał o nagłym przebłysku rozsądku. Od razu też poczuł się lepiej. Nie chciał myśleć w inny sposób, bo to sprawiało, że uprzytomniał sobie w jak beznadziejnej sytuacji się znajdował, a to bolało. Lepiej było odpuścić, nie pamiętać, stosować się do zasad Akumy, nawet jeśli były szalone i w ten sposób pozostać przy zdrowych zmysłach. Może i był to pewnego rodzaju paradoks, ale Aki nie zastanawiał się nad tym dłużej.
Skupił się na przyjęciu, na które jechali. „Ciekawe, co się tam wydarzy? Dlaczego pan chce mnie tam zabrać. Mam nadzieję, że to nie jedno z tych przyjęć, na których będę musiał robić te wszystkie rzeczy, których się uczyłem. Ale jeśli nie, to co będę tam robił?”.
– Wyglądasz dobrze, ale pamiętasz jak masz się zachowywać? – Pan położył rękę na kolanie Akiego, na co ten lekko się wzdrygnął. Zamyślił się i dlatego to go zaskoczyło. Ale szybko oswoił się z tym, nawet kiedy pan zaczął wykonywać okrężne ruchy dłonią, na całym jego udzie.
– Tak, panie. Mam nie przynieść ci wstydu – pamiętał o tym doskonale i nie miał zamiaru postępować inaczej.
– Dokładnie. W innym wypadku, czeka cię kara i nie będę miał litości. Nie zapominaj o tym – głos pana brzmiał stanowczo, ale Aki nie wyczuł w nim złości.
– Nie zapomnę, panie – odparł. Chłopak nie wiedział, jaką karę pan przyszykował mu w razie, gdyby zawiódł, ale Aki nie chciał się przekonać. O nie!
– Świetnie – mówił pan. – Po prostu, jak do tej pory, trzymaj się blisko mnie i nie mów niczego bez mojego pozwolenia. Nie gap się na innych gości. Nie rób głupich min. I oczywiście pamiętaj, że należysz do mnie. Nie masz prawa słuchać poleceń kogoś innego. Nawet jeśli ktoś by ci coś proponował, dla ciebie to nie ma znaczenia. Jedyną osobą, której masz być posłuszny, jestem ja. Innych ignoruj.
– Tak, panie. Oczywiście. – Akurat to było dla Akiego jasne jak słońce.
Nagle jego właściciel zabrał swą dłoń z jego uda. Chwycił teraz rękę chłopaka. Położył ją tym razem na swojej nodze i zaczął głaskać kciukiem. Gdy Aki spojrzał niepewnie na niego, patrzył gdzieś przed siebie i wyglądał, jakby zastanawiał się nad czymś. Oprócz tego, wydawał się być w dobrym humorze. „Może przez to przyjęcie?” myślał Aki.
– Przypomnij mi, jak masz na imię – pan odezwał się w końcu, teraz już spoglądając wprost na niego.
– Mam na imię Aki, panie – odpowiedział chłopak. Nie było dla niego zaskoczeniem, że pan pytał o to. W końcu dlaczego miałby pamiętać imię swojego niewolnika? Ale może teraz to się zmieni...
– Aki... – powtórzył pan wolno, jakby do siebie i znów zamyślił się na moment. – Pasuje do ciebie.
Chłopak czekał, nie wiedząc, czy powinien coś odpowiedzieć. Prawdę mówiąc, nie wiedział co miałby odrzec.
Nie musiał.
– Z tego co wiem, japońskie imiona zawsze coś oznaczają. Twoje też coś oznacza? – Czyżby pan miał ochotę z nim porozmawiać? Nie często to robił...
– Moje znaczy „jesień”, panie.
– Jesień? Czyli urodziłeś się o tej porze roku? To dlatego?
– Tak, panie – Na tej odpowiedzi Akiego ich rozmowa zakończyła się. Pan poinformował go jeszcze, że zbliżają się do ich celu i żeby się przygotował, po czym na chwilę zamilkł.

Dojechali na miejsce, lecz nim wysiedl z limuzyny, pan kazał jeszcze odwrócić się Akiemu przodem do niego. Poprawił chłopakowi krawat i dopiero wtedy pozwolił wyjść z samochodu otwartymi przez szofera drzwiami.
Gdy chłopak stanął przed autem, zobaczył jak z zaparkowanej w pobliżu innej limuzyny ktoś wysiadał, zapewne kolejni goście. Ich ubiór świadczył o tym, że przybyli tutaj w tym samym celu.
– Idziemy – pan położył dłoń na jego plecach i popchnął lekko.
Aki poszedł tam, gdzie pan go kierował. Tuż za nimi podążali dwaj muskularni mężczyźni, którzy byli ochroniarzami pana. Jednego z nich Aki pamiętał. To jego jako pierwszego poznał w dniu, w którym został kupiony.
Przeszli przez parking, który chłopakowi wydawał się znajomy, podobnie jak hotel Andavel. Nie weszli jednak do środka wielkiego budynku, a wkroczyli na szeroką ścieżkę, wyłożoną kolorowymi, betonowymi płytami. Po obu jej stronach rosły kwiaty lub krzewy o ciekawych kształtach. Ścieżka ta poprowadziła ich wzdłuż zachodniej ściany budynku, aż wreszcie dotarli do rozległego ogrodu. Aki nie wiedział jak duży on mógł być, ale wydawał się naprawdę wielki.
Jakiś staruszek zbliżał się do nich w asyście swoich ochroniarzy. Chłopak był pewny, że gdzieś go już spotkał. Ale to stało się mało ważne, kiedy zauważył niedaleko kogoś innego.
Aki pobladł i na moment zrobiło mu się słabo. Chyba nawet zakręciło mu się w głowie.
Chłopak ujrzawszy dobrze sobie znaną twarz, czuł już, że z tego przyjęcia nie mogło wyniknąć nic dobrego. Przynajmniej dla niego.
-----------------------------------------------------------------------------
Wyszło jakoś dłużej niż zwykle. Ale musiałam tutaj zmieścić już wszystko co sobie zapanowałam, żeby w przyszłym rozdziale skupić się na czymś innym. Na czym? Na przyjęciu ^^
Od razu wyjaśniam, że nie znam się na modzie damskiej, a na męskiej to już praktycznie w ogóle. Poczytałam trochę i mam nadzieję, że nie popełniłam żadnych rażących błędów w tej kwestii. Poza tym, jeśli chodzi o marki samochodów, także nie jestem ekspertem. Ale ten maserati ładnie wyglądał na zdjęciach (quattroporte, jeśli ktoś jest ciekawy :P)... no... aż go szkoda ^^
Pozostała mi jeszcze jedna sprawa na koniec. Chodzi o moje spóźnienie z publikacją rozdziału. Przepraszam za nie, zwłaszcza tych, którzy poczuli się w ten sposób przeze mnie zlekceważeni. Naprawdę nie miałam takiego zamiaru. Po prostu wypadł mi niespodziewany wyjazd, jeszcze nim zdążyłam ukończyć rozdział. Wakacje trwają i żal było nie skorzystać, zwłaszcza, że w tym roku rzadko gdziekolwiek bywałam... 
W każdym razie, zapraszam na następny już niebawem. Impreza się rozkręci i myślę, że będzie wesoło :)

28 komentarzy:

  1. Jeej, ciekawe kogo Aki zobaczył :c W każdym razie rozdział świetny, zwłaszcza ich ostatnia rozmowa. Coś się w Johnie przełamuje :') Czekam na więcej <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jeszcze nie przełamuje się tak bardzo, ale wkrótce na pewno to się stanie ;) A imię Akiego wybrałam właśnie ze względu na to znaczenie :)

      Usuń
  2. e ja tam nie chce chyba wiedzieć jadę na wakacje o...

    OdpowiedzUsuń
  3. Naprawdę dobrze piszesz, chociaż jak dla mnie trochę za dużo opisów przemyśleń bohaterów a za mało akcji. Czasem trafi się w jakimś zdaniu zbędny przecinek, ale poza tym jest naprawdę nieźle. Aki to ciekawa postać i bardzo interesuje mnie jego przeszłość sprzed porwania. Nie mogę się doczekać następnej części. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Nie uważam, żeby opisów było za dużo, za to zgadzam się w stu procentach z tym, że trochę brakuje tu akcji :P Ale pracuję nad tym (ech, chociaż chyba tego nie widać :P). Aki przed porwaniem też miał ciekawą przeszłość! Powolutku, powolutku wszystko się wyjaśni.
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  4. Bardzo ciekawy rozdzial. Moim zdaniem nawet lepszy niz ostatni :) Podoba mi sie ze sprawa "pracy" Johna i Akiego sie troche zaczela zazebiac jak pisalas ze bedzie. Naprawde ciekawie to wyszlo. I caly ten wybuch urozmaicil akcje.
    Bardzo fajna tez rozmowa Johna z Akim pod koniec ("Nie rob min" :) ).
    Czy dobrze zgaduje ze Aki zobaczyl Akume? Dla mnie jak zastanawialam sie co bedzie na tym przyjeciu jakos naturalne wydaje sie, ze on tam bedzie - w koncu to czlowiek bardzo z tego srodowiska, wiec jakby moglo go zabraknac? Jesli nawet Aki zobaczyl kogos innego to i tak wydaje mi sie ze Akuma powinien tam byc?

    Zycze weny i super rozdzia :) I nadal podtrzymuje zdanie ze to moim zdaniem najlepsze opowiadanie yaoi jakie czytam/czytalam. A sporo grzebie sobie w internecie i wyszukuje roznych nowych opowiadan. Jestem ciekawa kiedy w koncu John "zabierze sie" za Akiego bo kiedys to chyba nastapi? :)

    Wilga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomnialam dopisac:
      "tedy mężczyzna zaprowadził ich sofę, " - jak John byl z Akim w sklepie, dosc na poczatku. Brakuje chyba jakiegos "na", "do" czy cos.

      "Skupił się na przyjęciu, na które jechali. „Ciekawe, co tam wydarzy?" " - przemyslenia Akiego pod koniec. Brakuje chyba "się"?

      Wilga

      Usuń
    2. Cieszę się, że tak uważasz. W sumie też tak myślę :P
      Ten wybuch wiele znaczy, poza tym, wybuchy są fajne ^^ Jeśli chodzi o tę ostatnią rozmowę Johna z Akim, John starał się przekazać mu wszystko, co według niego byłoby niewskazane, żeby później chłopak nie szalał sobie za bardzo. A miny są ważne! :D
      Będę milczeć jak grób kogo zobaczył. Przekonasz się sama w następnym rozdziale.
      John "zabierze się" za Akiego, a raczej Aki "zabierze się" za Johna już wkrótce. Ta impreza wiele zmieni i każdy z nich wyjdzie z niej z nowymi przemyśleniami i postanowieniami. Zwłaszcza Aki xD xD xD (tak, mam niedobry plan!)
      Dziękuję za wskazanie błędów. Musiałam pozjadać te wyrazy jak poprawiałam zdania :)
      Pozdrawiam i mam nadzieję, że kolejne rozdziały Cię nie zawiodą :)

      Usuń
  5. Aki pewnie zobaczyl Akume xd

    OdpowiedzUsuń
  6. ...
    ...
    ...
    Końcówka... o *** ale jazda. Jestem prawie pewna kto tam stoi... tak w 70% choć mogę się mylić. Czekam na next :3

    OdpowiedzUsuń
  7. Będzie się działo :P ... czekam niecierpliwie. To jasne, że Aki zobaczył swojego byłego pana, no w 99% jestem przekonana ;). Weny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt. Będzie się działo. Planuję rozkręcić tę imprezkę :D
      Dziękuję i pozdrawiam! :)

      Usuń
  8. Rozdział jak zwykle boski i bardzo ciekawy. Mam tylko nadzieję że na tym przyjęciu nic nie zrobią naszemu Akiemu ;-;
    Weny i czekam na next! ♥♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę tego obiecać :x Ale cieszę się, że się podoba.
      Dziękuję i pozdrawiam serdecznie! :)

      Usuń
  9. Jakim Polsatem trzeba być żeby kończyć w takim momencie? A na poważnie to rozdział wydał mi się trochę dziwny przez te centrum handlowe, ale oprócz tego było dobrze i ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem Polsatem? O.o Tego jeszcze nie słyszałam ^^ Ale uważam, że to był świetny moment na zakończenie rozdziału! (Ale co to znaczy, że jestem Polsatem?)
      Cieszę się, że Ci się podobało :) Ale co dziwnego było w centrum handlowym? Chodzi o to, że Aki był wśród ludzi, czy to, że mógł sobie uciec bardzo łatwo, ale tego nie zrobił? xD Jestem ciekawa :)

      Usuń
  10. No czekam i czekam, aż pojawi się nowy rozdział :P już dużo czasu minęło i nic. Zakończyłaś w naprawdę ciekawym momencie i mam nadzieję, że już się niedługo doczekam :P. To jedno z moich ulubionych opowiadań. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałam odzyskać komputer, ale rozdział w końcu jest :)
      Cieszę się, że lubisz moje opowiadanko. To wiele dla mnie znaczy ;3
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  11. Podoba mi się, że prowadzisz akcję z dwóch perspektyw, przez co jesteśmy w stanie zobaczyć jak różnią się poglądy wobec zachowań obu bohaterów. Szczególnie próby Johna, który stara się być stanowczy, a w głębi siebie nie do końca wie, co ma robić.
    Mimo wszystko bardzo gryzie mnie pytanie, czy John dowie się, co działo się z Akim podczas jego nieobecności x3 Pozostaje mi tylko czekać. Ciekawi mnie także, co zaplanowałaś na owe przyjęcie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miło, że Ci się podoba ^^ Właśnie taki miałam cel stosując dwie perspektywy. Chciałam pokazać co myśli sobie zarówno Aki, jak i John. Ten drugi powoli przyzwyczaja się do swojej nowej roli i czuje się w niej coraz lepiej. A biedny Aki jest coraz bardziej zdezorientowany...
      Nie powiem :x To się jeszcze okaże! :D
      Na przyjęcie zaplanowałam wiele atrakcji, jeśli można ich się spodziewać na takim przyjęciu. W drugiej części imprezy będzie zabawnie :D

      Usuń
  12. Dzisiaj odkryłam to opowiadanie... i nawet na spacerze z psem czytałam na telefonie kolejne rozdziały. Wciąga. Niezdrowo wciąga. I to jest w tym najlepsze.
    Ciekawi mnie co będzie dalej... Mam dziwne wrażenie, że owo przyjęcie będzie miało jakiś chory charakter.
    Dziękuję za to opowiadanie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak miło czytać takie komentarze ^^ Aż wzięłam się do pisania :D Chociaż nie wiem, czy to dobrze, jeśli wciąga niezdrowo... Hmm...
      Chory? Nie, czemu? W końcu kulturalni ludzie spotkają się i sobie pogadają. Co z tego, że mają niewolników? To przecież taki normalne xD
      To ja dziękuję za to, że je czytasz :)

      Usuń
  13. Kiedy będzie kolejny rozdział ???? Jestem podjarana aczkolwiek nie ukrywam ze skakałabym z radości gdyby miedzy nimi zrodziło sie uczucie *w*

    Myiuki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już jest :P
      Powiem Ci w sekrecie, że uczucie będzie. Jakie? Tego nie powiem xD Ale możesz się domyślić.
      Tak naprawdę, jesteśmy już gdzieś w połowie, więc niebawem wszystko musi się rozegrać...

      Usuń
  14. Hej,
    kogo zobaczył Aki? chyba nie Akume, najpierw wybór ubrań, potem ten wybuch, ciekawe kto za tym stoi...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń