Rozdział 9

Czas kary, czas nagrody


Idąc korytarzem John był coraz bardziej zdenerwowany. Przez tę krótką chwilę zdążył sprostować swoje przypuszczenia i zdawał już sobie sprawę z tego, co się tam działo. Jego początkowe wyobrażenia były po części słuszne. I bardzo, ale to bardzo nie podobało mu się to. Nienawidził, kiedy ktoś ignorował jego polecenia, tym bardziej, że wyraźnie powiedział czego oczekuje i wymaga od „opiekunów” niewolnika. Takie zachowanie uznawał za brak szacunku, a od swoich pracowników oczekiwał go w pierwszej kolejności. Dlatego już ciekaw był, jak mężczyzna wytłumaczy się z tego
Wszedł do salonu, a jego kroki były głośne, więc przypuszczał, że jego podwładny szybko zorientuje się o jego obecności. Mylił się jednak. Tamten był zbyt pochłonięty swoim zajęciem, by zwrócić na niego uwagę.
– Co ty, kurwa, robisz? – zapytał głośno i wyraźnie, a pracownik, w którym rozpoznał mężczyznę o imieniu Rokuro, odwrócił się wreszcie w jego stronę. Jego mina wyrażała skrajne zaskoczenie.
John stał tuż za kanapą, na której tamten siedział. Nim mężczyzna w pośpiechu wyłączył telewizor, jeszcze przez chwilę John mógł zobaczyć na ekranie dwójkę ludzi uprawiających seks, w dosyć niewybredny sposób oraz chcąc, nie chcąc, usłyszeć dźwięki wydobywające się z głośników.
Rokuro wstał, wcześniej zasuwając swój rozporek i John już nie musiał nawet słuchać jego odpowiedzi, by wiedzieć co tamten tu przed chwilą wyczyniał.
– Szef tutaj? – mężczyzna mówił szybko, wyraźnie zdenerwowany. – A szef nie miał wrócić za kilka dni? Mógł szef uprzedzić, że...
– Może jeszcze miałem potwierdzić swoje przybycie z tygodniowym wyprzedzeniem? –prychnął, stając się coraz bardziej wściekły po usłyszeniu głupiego gadania swojego pracownika. Gdy spotkał go kilka razy wcześniej wydawał się bardziej inteligentny i zdecydowanie bardziej rozsądny. – Gdzie chłopak? – zapytał, przechodząc do sedna sprawy.
– Chłopak? – Rokuro popatrzył na niego pytająco, dopiero po chwili zdając sobie sprawę z tego, co miał na myśli. – Ach, tak! Jest i chłopak! Śpi w pokoju – odparł, uśmiechając się nerwowo.
– Jak to śpi w pokoju? – powtórzył po nim, lecz głos Johna w tym momencie idealnie prezentował jego złość. Już nawet zapomniał o tym, na czym przyłapał mężczyznę. To nie było teraz aż takie ważne. – Chyba wyraźnie kazałem wam nie spuszczać go z oczu! – wreszcie nie wytrzymał i zaczął krzyczeć. Brakowało mu słów, by opisać nieodpowiedzialność tego mężczyzny. I jego głupotę. Przede wszystkim głupotę.
– Ale szefie, przecież on nigdzie nie ucieknie! – próbował tłumaczyć się Rokuro, odważnie patrząc na swojego szefa. – To szóste piętro, nie dałby rady się wymknąć.
– No tak – John starał się uspokoić. Nie było sensu psuć sobie nerwów na takiego barana. – A nie pomyślałeś o tym, że mógł zechcieć uciec na tamten świat? – Przez chwilę zastanawiał się, czy aby nie użył zbyt trudnej przenośni, biorąc pod uwagę rozgarnięcie swojego podwładnego. Po jego minie zaczynał w to powątpiewać.
Zdołał już przekonać się, że jego niewolnik raczej nie miał zamiaru popełniać samobójstwa. W końcu miał już ku temu sporo okazji, a John upewnił się o tym także, zostawiając go samego w domu na tyle godzin. Jednak w tym wypadku chodziło mu o to, że jego podwładny tak bezczelnie i lekkomyślnie zignorował jego polecenie. Nienawidził, gdy ktoś to robił.
– Na tamten świat? – Teraz John miał ochotę pokazać mu osobiście, na jego własnej skórze, co to oznacza. – A! Tak! – Rokuro jednak w porę zrozumiał, co być może uratowało mu życie, gdyż John porzucił na moment swój pomysł. – Myśli szef, że chciałby się zabić? Chyba aż tak głupi to on nie jest...
„I kto to mówi?” pomyślał John. Czasami żałował, że zatrudniał takich idiotów. Ale tacy jak on, też byli mu potrzebni. W końcu często zadania, które im polecał nie wymagały od ludzi pokroju Rokuro myślenia, a skutecznego działania. Do tej pory mężczyzna w tym drugim spisywał się bez zarzutów.
Widząc wyraźnie niezadowolony i poirytowany wyraz twarzy Johna, Rokuro zabrał się więc za to, co potrafił najlepiej.
– Wybacz szefie. Tak jakoś nie pomyślałem... To ja go może przyprowadzę – powiedział, chcąc jak najszybciej się ulotnić i kiedy Rokuro dostrzegł tylko jak John kiwa głową zniecierpliwiony, natychmiast opuścił salon. Szedł szybko, o mało nie potykając się o własne nogi. Wiedział, że lepiej dla niego, by nie wystawiał już cierpliwości szefa na próbę, gdyż mogło się to skończyć dla niego nieciekawie. Choć jego intelekt w oczach Johna może i pozostawiał wiele do życzenia, to jak widać instynkt samozachowawczy działał bez zarzutów.
Gdy Rokuro wyszedł z salonu, John westchnął, w dalszym ciągu starając się zapanować nad nerwami. Rozejrzał się wokół. Przez chwile pomyślał, że usiądzie, ale porzucił ten pomysł. Na razie wolał sobie postać i rozprostować nogi. To tez pomagało mu pohamować emocje.
„Ciekawe jak zareaguje?” zastanawiał się, myśląc o spotkaniu za swoim niewolnikiem. „Czy będę musiał coś zrobić, czy może jednak obejdzie się bez tego?”.



– Wstawaj! – powiedział głośno mężczyzna, wchodząc do pokoju, w którym znajdował się Aki. Chłopak spał, dopóki nie usłyszał dźwięku gwałtownie otwieranych drzwi i nie zdał sobie sprawy z tego, że znienawidzona przez niego w ostatnich dniach osoba, znowu była w pobliżu. Przez krótką chwilę miał wrażenie, że wolałby się już nie obudzić.
Aki nie wiedział, która była godzina. Kiedy otworzył oczy, zorientował się, że było już jasno. Albo jeszcze jasno... Nie miał pojęcia, jak długo spał. Wiedział jedynie, że niemal przez całą noc nie mógł zmrużyć oka. Zasnął dopiero nad ranem.
Do tej pory, mężczyzna zgwałcił go dwa razy, zawsze nocą, kiedy Aki już kładł się spać. Przychodził wtedy do łóżka, w którym chłopak spał, wślizgiwał się pod kołdrę i zaczynał swoją zabawę, która dla Akiego nie była ani trochę zabawna. Tym bardziej, że wtedy przypominały mu się wszystkie chwile, jakie spędził u swojego byłego pana, a w których równie mocno pragnął wyrwać się i uciec jak najdalej, ale nie mógł. Żadne protesty chłopaka nie pomagały, ani żaden opór z jego strony nie stanowił dla mężczyzny przeszkody. Jednak potrafił to wytrzymać, mimo że czuł się kiepsko ostatecznie poddając się i tłumiąc w sobie wszystko.
„Nie takie rzeczy już przeszedłem” myślał sobie, starając się pocieszyć i o dziwo, trochę mu to pomagało.
Lecz tym razem mężczyzna widocznie nie zjawił się w tym celu.
Aki, gdy tylko opuścił „bezpieczną” krainę snów, od razu został zaatakowany przez dręczące go obawy. Bał się. Najbardziej tego, jak zareaguje pan, kiedy wróci i dowie się o tym, co się tu działo. Zastanawiał się nad tym długo i bliższy był stwierdzeniu, że naprawdę go ta wiadomość rozzłości. W końcu jego własność została naruszona. Powinien się zdenerwować, tak przynajmniej sądził chłopak. I w głębi duszy czuł, że choć było to naprawdę absurdalne, by w swoim położeniu nawet o tym myśleć, cieszyłby się, gdyby tak faktycznie było. Chciał żeby panu zależało na nim, przynajmniej jak na jednej ze swoich rzeczy. Choć sam w sobie nie odnajdywał jednocześnie żadnej wartości.
– Szybko! Wstawaj i pośpiesz się, bo szef przyjechał! – mężczyzna coraz bardziej podnosił głos. W dodatku poszedł do niego i chciał ściągnąć z niego kołdrę, uznając, że to pomoże chłopakowi wstać. – Lepiej nie każ mi znowu powtarzać!
Aki nie wiedział, czy naprawdę to usłyszał, czy już wyobraźnia płatała mu figle, ale na wzmiankę o panu, natychmiast zerwał się z łóżka i przeszedł koło mężczyzny, który na ten widok zrezygnował z wcześniejszego planu. Chłopak momentalnie znalazł się przy krześle, na którym leżały jego ubrania i w mgnieniu oka założył na siebie cały komplet.
– Chodź już – „opiekun” popchnął Akiego, gdy ten przechodził koło niego. Na szczęście nie na tyle mocno, by się przewrócił.
„Pan wrócił? Naprawdę wrócił?” chłopakowi jakoś ciężko było w to uwierzyć. Z jednej strony bardzo chciał, by tak było, z drugiej, śmiertelnie bał się momentu, w którym będzie musiał stanąć przed nim. „Dowiedział się już?” zastanawiał się dalej. „A może dopiero się dowie? Nie, lepiej żeby nie...”.
– I pamiętaj o czym ci mówiłem. Ani słowa szefowi – jego „opiekun” mówił teraz stanowczo, lecz zdecydowanie ciszej. – Inaczej pożałujesz, obiecuję ci to – dodał jeszcze, nim obaj zdążyli przekroczyć próg. Słowa mężczyzny podsunęły chłopakowi myśl, że najwyraźniej pan jeszcze nie zdawał sobie z niczego sprawy. To odrobinę go uspokoiło.
Aki nie obawiał się zbytnio tych gróźb. Prawdę mówiąc, nie robiły one na nim wrażenia, choć mężczyzna starał się już wcześniej, by jasno i ze szczegółami zobrazować chłopakowi, co stanie się z nim, jeśli piśnie choć słówko o tym, co się tu działo. Oczywiście uważał, by nie rozgniewać mężczyzny, bo wiedział, że był bezbronny, a tamten wydawał się osobą , która gdyby chciała, mogłaby zrobić mu krzywdę. Jednak żył w przekonaniu, że dopóki pan o niczym się nie dowie, będzie u niego bezpieczny. Przynajmniej do momentu, dopóki pan sobie tego zażyczy. Aki natomiast nie miał zamiaru z własnej woli go uświadamiać.
Szedł coraz wolniej i mężczyzna znów zaczął go popychać, by przyspieszył. Nie mieli jednak zbyt dużej odległości do pokonania, dlatego Aki już wkrótce zobaczył, że to co mówił tamten było prawdą.
Pan czekał w salonie, siedząc w fotelu, a na jego twarzy malował się grymas niezadowolenia. Chłopak sądził, że nawet jeśli pan nie wiedział o tym wszystkim, o czym wolałby, by nie dowiedział się nigdy, to wcale nie oznaczało, że Akiego czekało teraz gorące powitanie. Po długiej rozłące nie wiedział, czego się spodziewać. A jeśli pan był nie w humorze, mogło wydarzyć się wszystko.



W końcu zdecydował się usiąść, mając wrażenie, że przyprowadzanie chłopaka przez Rokuro, przeciąga się. Choć kiedy pomyślał o tym, że skoro jego niewolnik spał, mogło uświadomił sobie, że mogło to potrwać chwilę. Za to nie mając przed oczami tego wkurzającego idioty, jak najdelikatniej nazywał go w myślach John, jego pokłady cierpliwości zdawały się być niewyczerpane. Przynajmniej w tym momencie.
Rozsiadł się wygodnie, a chwilę później już usłyszał kroki. Rokuro wszedł do salonu, przed sobą prowadząc blondwłosego chłopaka. To bez wątpienia był niewolnik Johna. Mężczyzna stwierdził nawet, że wyglądał prawie tak, jak go zapamiętał. Prawie.
– Jest i chłopak – zakomunikował mu Rokura, widocznie starając się, by jego głos brzmiał uprzejmie.
– Dobrze, teraz spieprzaj – polecił mu John, znacznie mniej uprzejmie, jednak jego pracownik wciąż nie ruszył się z miejsca. Stał niedaleko, za niewolnikiem, jak gdyby chciał się osłonić chłopakiem przed ewentualnym atakiem Johna. Również tym słownym.
– Co szefa ugryzło? – zapytał przymilnie, tym razem już bez wątpienia starając się podlizać Johnowi. I to był błąd.
Szef obdarzył go zimnym spojrzeniem, którego nie zatrzymała nawet tarcza w postaci chłopaka.
– Wypierdalaj – powtórzył John, nadając swojej wypowiedzi odpowiedni ton. Rokuro tylko kiwnął mu głową nie wiadomo czy na pożegnanie, czy może po prostu przytakując, po czym najszybciej jak potrafił, nie oglądając się więcej za siebie, wyszedł z mieszkania. Nawet buty założył już za drzwiami.
– W-witaj p-panie – niewolnik przywitał go dopiero teraz, jąkając się.
John przyjrzał mu się dokładnie, kiedy ten stał tak przed nim, ze wzrokiem wbitym w podłogę. Starał się dostrzec zmiany, które rzuciły mu się w oczy już podczas pierwszego spojrzenia na chłopaka. Już po krótkiej chwili stwierdził z zadowoleniem, że wie, czym było to „prawie”, które odróżniało obecny obraz niewolnika od tego, który John zapisał sobie w pamięci, kiedy widział go po raz ostatni.
John był pewny, że chłopak był blady, jeszcze bardziej niż zwykle. Miał też podkrążone oczy, widocznie wskazujące na niedostatek snu. Przez chwilę odrobinę go to zdziwiło, bo przecież z tego co twierdził Rokuro, chłopak spał jeszcze przed chwilą. Czyżby w nocy miał jakieś inne zajęcie? Taka myśl przeszła przez głowę Johna, ale porzucił ją szybko, bo wydała mu się mało istotna, przynajmniej na razie.
John patrząc na swojego niewolnika, domyślał się jednak innej przyczyny, stojącej za jego takim a nie innym wyglądem. I odczuwał z tego powodu satysfakcję. Widział, że chłopak stojący przed nim bał się. Co więcej, był przerażony i mógł wyczuć to również w jego przestraszonym spojrzeniu, które tamten jakby starał się ukryć.
Mężczyzna był zadowolony. Wszystko wskazywało na to, że chłopak odczuwał wobec niego respekt. Może nawet większy niż przedtem, sądząc po zachowaniu. A tego najbardziej oczekiwał.
Nie wiedział, czym to mogło być spowodowane. Rozłąką? Może tak działał na niego widok swojego pana po tak długim czasie? Może tak właśnie zachowywali się niewolnicy? A może Rokuro coś mu nagadał? Może oprócz obijania się, jego pracownik jednak zapewnił chłopakowi dyscyplinę, która teraz przynosiła owoce? Było to na tyle prawdopodobne, że John uznał takie przypuszczenia za prawdopodobne. Mając na uwadze jednak, by później w jakiś sposób potwierdzić je.
– Witaj – odpowiedział, po czym zaraz dodał. – Spójrz na mnie.
Chłopak wyraźnie zlękniony wykonał polecenie. Wtedy John zajrzał w głąb jego zielonych oczu i ujrzał tam to, co spodziewał się zobaczyć. Strach chłopaka nie mógł być udawany. Co do tego mężczyzna nie miał wątpliwości. Nie sądził, by jego niewolnik potrafił tak grać.
– Boisz się czegoś w tej chwili? – zapytał John, wciąż niemal przeszywając chłopaka wzrokiem. Był ciekaw jaką to odpowiedź usłyszy od niego.
– T-tak, panie – niewolnik choć powoli widocznie zaczynał panować nad sobą. John zapomniał jednak, że nie mógł oczekiwać od niego zbytniego gadulstwa. Chłopak nigdy nie mówił więcej niż to było konieczne, ale tym razem John chciał wyciągnąć z jego ust coś ponad to stwierdzenie.
– Czego się boisz? – spytał więc.
– Boję się, że nie będziesz ze mnie zadowolony, panie – odparł po dłuższej chwili niewolnik. John pozwolił mu zastanowić się, przy czym widział, że chłopak myślał intensywnie. Nie wiedział, czy to co mówił, było prawdą, ale ciężko mu było to wywnioskować.
– Jeśli będziesz okazywał mi szacunek i wykonywał polecenia jak należy, nie masz się czego obawiać – zapewnił go John. Sądził, że dobry pomysłem będzie oznajmienie tego chłopakowi w tej sytuacji. Zresztą, John właśnie tak myślał. Do takich wniosków doszedł podczas wyjazdu. Wymagał od swojego niewolnika szacunku i posłuszeństwa. Nie miał zamiaru też karać go, jeśli to nie było konieczne. Choć „konieczne” w jego słowniku miał bardzo szerokie znaczenie.
– Dziękuję, panie – John po tych słowach chłopaka uświadomił sobie, że wreszcie jego głos brzmiał pewniej, nawet jeśli nie zauważył, by tamtemu ulżyło.
– Przez cały czas pilnował cię ten mężczyzna, który był tu dzisiaj? – Domyślał się, że mógł być ktoś jeszcze, bo w końcu ostatnio wiele się działo.
– Nie, panie. Były jeszcze dwie osoby – odpowiedział.
Zastanawiał się kogo Histao mógł przysłać. Uznał, że zapyta go również o to, kiedy się z nim spotka. Chciał się tego dowiedzieć, choćby czystej ciekawości.
– Nie wyglądasz na szczęśliwego z mojego powrotu... – Tym razem John chciał trochę podpuścić chłopaka, by sprawdzić, czy uda mu się wywołać jakąś inną reakcję.
– Nie, panie! Cieszę się! Cieszę się bardzo, że jesteś! – „Udało się” przyznał John w myślach, gdy chłopak zaczął gorąco zapewniać go o tym. Mężczyzna był nawet skłonny uwierzyć mu, widząc z jakim zapałem to robił.
W pewnym momencie przypomniał sobie o czymś.
– Poleciłem, żeby dostarczono ci nowe rzeczy. – Zrobił to kilka dni temu, telefonując do jednego ze swoich podwładnych. Choć znów nie był pewny, co mogło być potrzebne chłopakowi, zdał się ponownie na pracownika. Tego samego, co za pierwszym razem, więc przynajmniej miał nadzieję, że wybierze on odpowiedni rozmiar, mniej więcej znając już wzrost nastolatka. – Dostałeś je?
– Tak, panie. Wczoraj – odrzekł od razu.
John był usatysfakcjonowany tą odpowiedzią. Przynajmniej oznaczało to, że miał jeszcze ludzi, którym mógł bez obaw polecić takie delikatne zadania.
Właśnie zastanawiał się nad tym, o co jeszcze chciałby zapytać swojego niewolnika, bo ta rozmowa zaczynała podobać mu się coraz bardziej, kiedy zadzwoniła jego komórka. John wyciągnął ją z kieszeni i odebrał bez większego marudzenia, widząc na wyświetlaczu, kto dzwonił.
– Tak, słucham?
– John, dzwonię dopiero teraz, bo nie miałem zasięgu. Cholerne zadupie – głos rozmówcy John brzmiał na naprawdę niezadowolony. – Nieważne. W każdym razie, mamy dziewczynę i już postarałem się o to, by ukryć ją w bezpiecznym miejscu.
– W porządku. Nie było żadnych problemów? – zapytał John, uśmiechając się pod nosem.
– Nie. Wszystko poszło dobrze. O dziwo, bo myślałem, że jak zwykle ci idioci coś spieprzą.
– Widocznie mieli szczęście – zażartował. – Dałeś już znać „tatusiowi”?
– Jeszcze nie. Właśnie myślę, kto jest w pobliżu i mógłby tam podjechać. Przydałby się ktoś bardziej elokwentny, żeby wytłumaczył facetowi ze szczegółami w jakiej sytuacji przez swoją głupotę się znajduje i co musi zrobić, żebyśmy teraz okazali mu łaskę. Chociaż może nie trzeba mu już tego tłumaczyć? Jak zobaczył co się stało w jego domu, na pewno sam do tego doszedł.
– Chyba że okaże się, że nie zależy mu na córce tak, jak się nam wydawało – John pomyślał, że taka sytuacja też była możliwa. Wtedy nie pozostałoby im już nic innego jak posunięcie się do ostateczności.
– Nie – Histao zaprzeczył zdecydowanie. – Jestem pewny, że teraz zgodzi się na wszystko. A tak zmieniając temat, jak tam spotkanie z rodzinką? Chociaż sądząc po twoim tonie tym razem chyba nie skoczyliście sobie z twoim ojcem do gardeł.
– Nie ma o czym gadać – Na twarzy Johna pojawił się grymas na samo wspomnienie tego rodzinnego spotkania. – Tym razem tylko zrzędzili i truli, na szczęście udało mi się przekonać ich do paru ciekawych przedsięwzięć. Ale, jak to się mówi, oby nigdy więcej.
– Jak uważasz – John był pewny, że nawet jeśli nie mógł tego zobaczyć, Hisato uśmiechnął się rozbawiony. Jego nie bawiło to ani trochę. – Dobra, kończę. Dalej będę szukał kogoś wolnego, kto by się nadawał, a jak nie, wyślę kogokolwiek. Trudno. Sam nie dam rady, bo zejdzie mi pewnie jeszcze do jutra. W razie czego będę dzwonił... jak będę miał zasięg. Ta pipidówa zaczyna mi już działać na nerwy.
– Wyobrażam sobie.
Rozłączył się, wcześniej żegnając się z nim krótko. Telefon od Hisato sprawił, że humor mu się poprawił i to znacznie. Dobrze było wiedzieć, że wszystko, przynajmniej w tym wypadku, szło po ich myśli. Miał nadzieję, że tak pójdzie już do końca i załatwią sprawę raz dwa, bez żadnych problemów. I tak miał już za dużo na głowie.
Wstał, wcześniej chowając telefon do kieszeni, gdzie zazwyczaj go trzymał. Podszedł do chłopaka, który nawet nie ruszył się o krok. Od początku stał w tym samym miejscu, nawet podczas jego rozmowy telefonicznej. „Bardzo dobrze” myślał John. „Niech czeka aż pozwolę mu się ruszyć”.
Będąc tuż przed swoim niewolnikiem, John ujął w dłoń jego podbródek i uniósł do góry. Teraz chłopak nie miał wyjścia i nie mógł już uciec mu nigdzie wzrokiem. Musiał patrzeć się prosto w jego oczy.
– Nie wyglądasz za dobrze. Źle spałeś? – zapytał, przyglądając się jego doskonale widocznym sińcom pod oczami.
– Tak, panie. Nie najlepiej – odparł.
– Nie najlepiej? Dlaczego? – John zapytał ponownie, nie dając za wygraną. Musiał przyznać, że ten oszczędny sposób w jaki odpowiadał mu chłopak nie irytował go, a odrobinę bawił. Nawet jeśli domyślał się, że nie było w nim nic śmiesznego. Czyżby to również było wyćwiczone zachowanie każdego niewolnika?
– Nie mogłem w nocy zasnąć, panie.
– Z jakiego powodu?
– Bo... dużo myślałem, panie.
– O czym tak myślałeś? – John uznał, że to stawało się coraz ciekawsze.
– O tym, kiedy wrócisz, panie.
– Jak widzisz, wróciłem. Co masz zamiar teraz zrobić?
– Co tylko zechcesz, panie.
Puścił go i westchnął. Po raz kolejny kończyło się to tak samo. Już słyszał kiedyś taką odpowiedź od niego. Niewolnik znowu ukazywał mu swoją uległość. Ale ona wcale nie drażniła Johna, wprost przeciwnie. Do tej pory podobało mu się to bezgraniczne oddanie, jakie deklarował chłopak. Nawet jeśli wiedział, że musiał mówić to, co mówił.
Mężczyzna spojrzał na swój zegarek, który nosił na ręce. Najwyższa pora, by zabrał stąd chłopaka i wracał do siebie. Chciał, by niewolnik pojechał z nim do domu, choć wiedział, że za kilka dni Mark miał wrócić. Tym razem jednak jego brat na pewno nie odważyłby się przyjechać bez zapowiedzi, a John chciał mieć chłopaka przy sobie. Wiedział, że nie będzie miał czasu jeździć do tego mieszkania, a miał zamiar coś wreszcie zrobić z chłopakiem. To „coś” nie było jeszcze do końca określone, ale przychodziły mu do głowy pewne pomysły, jak na razie dosyć prowizoryczne, ale zawsze.
John położył dłoń na głowie niewolnika i pogłaskał go, czochrając mu włosy. Znowu przeszło mu przez myśl, że powinien mu je obciąć. Oczywiście, nie sam. Obiecał sobie jednak, że jeśli będzie miał czas, jakoś rozwiąże ten problem.
– W sypialni, w szafie powinna być duża walizka – zaczął powoli, wciąż go głaskając. Był pewny, że kiedy wyciągał rękę, chłopak przestraszył się jeszcze bardziej. „Pewnie myślał, że go uderzę. Ale nie tym razem. Jest czas kary, jest też czas nagrody” do głowy przyszedł mu cytat z filmu, jaki kiedyś obejrzał. – Pójdziesz teraz i spakujesz do niej wszystkie swoje rzeczy. Wracamy do domu – poinformował go. Starał się doszukać na twarzy chłopaka jakiejś reakcji, ale bezskutecznie. – No, idź już – powiedział, zdejmując rękę z głowy chłopaka.
– Tak, panie – odparł, po czym natychmiast wyszedł z salonu.
John w tym czasie najpierw udał się do łazienki, z wiadomych powodów. Potem wrócił do salonu i usiadł na fotelu. Kanapa nie wydawała mu się w tamtym momencie zbyt zachęcająca po tym, co Rokuro na niej wyprawiał. Zadzwonił do jednego ze swoich pracowników, upewniając się, co ze sprawą, którą tamten miał się zająć. Gdy dowiedział się, że mężczyzna załatwił już co było trzeba, poczuł, że może dobry humor tego dnia, nie popsuje mu się tak łatwo. Jak na razie wszystko szło po jego myśli. Nie chciał myśleć o tym, że wkrótce mogło to się zmienić.
Poszedł do pokoju, gdzie znajdował się jego niewolnik. John stanął w progu, przyglądając się jak chłopak szybko pakował rzeczy do walizki, którą widocznie udało mu się znaleźć. Kiedy tamten zauważył jednak swojego pana, porzucił czynność jaką wykonywał, spoglądając na Johna niepewnie.
– Panie? Czy mogę czymś ci służyć? – zapytał grzecznie, najwyraźniej myśląc, że jego pan chciał, by zrobił coś jeszcze.
– Nie, nie. Pakuj się – odpowiedział John, wciąż nie zmieniając pozycji.
Chłopak wrócił do układania rzeczy w walizce i szło to mu bardzo sprawnie. Nawet John był pod wrażeniem, jak prędko się uwijał.
Wreszcie niewolnik zamknął walizkę, a John zauważył jeszcze, że nie miał aż tylu rzeczy ile myślał, że tamten miał. „Może powinienem mu kupić coś jeszcze?” zastanowił się, przypominając sobie, że powinien dbać o chłopaka, skoro do niego należał. W końcu nawet o zwierzęta się dba, a John stwierdził, że ktoś, kogo życie było w jego rękach, nie może przynosić mu wstydu także swoim wyglądem. Nawet, jeśli nikt poza nim, nie będzie go oglądał.
– Bierz ją i wychodzimy – powiedział, wyrywając się z zamyślenia. Chłopak w tym czasie czekał po prostu, nie przerywając mu. Teraz jednak podniósł walizkę i podszedł do Johna. Bagaż musiał nie być zbyt ciężki, bo wyglądało na to, że chłopak nie wkładał za dużo wysiłku w uniesienie jej.
Wyszli z mieszkania. John zamknął drzwi i następnie poprowadził swojego niewolnika do windy. Przy okazji przypomniało mu się, jak jeszcze niedawno szedł z nim w odwrotnym kierunku.
Zjechali windą na parking podziemny. Stamtąd poszli prosto do samochodu Johna zaparkowanego na jego stałym miejscu. Mężczyzna nacisnął guzik w pilocie, odblokowując zamki pojazdu, po czym poszedł z niewolnikiem na tył auta.
– Wkładaj – polecił chłopakowi, a ten bez najmniejszego problemu zrobił to. Walizka naprawdę musiała być lekka. Choć John miał zamiar tym razem pomóc chłopakowi, w razie gdyby było inaczej.
Gdy uporali się z bagażem, John podszedł z chłopakiem do drzwi od strony pasażera. Kazał mu wsiąść, po czym zapiął mu kajdanki, wcześniej każąc mu odwrócić się i wyciągnąć ręce do tyłu. Zapiął go jeszcze pasami, nie zważając na to w jak niewygodnej pozycji chłopak się teraz znajdował. „Bezpieczeństwa nigdy za wiele” myślał sobie, chociaż nie sądził, by jego niewolnik miał zamiar uciekać.
John zamknął drzwi auta już po chwili zajmując miejsce po stronie kierowcy. Nim odpalił silnik, dla pewności włączył jeszcze blokadę zamków. Czuł, że przesadzał z tym wszystkim, ale jednocześnie wiedział, że przecież ta przesada nie raz uratowała mu już życie.
Wyjechał z parkingu i włączył się do ruchu drogowego, po czym obrał odpowiednią trasę do swojego domu.
Tak jak poprzednio, chłopak po prostu patrzył się przez szybę obserwując mijane samochody i budynki. Wyglądał na pochłoniętego tym, choć może po prostu zamyślił się. John także zaczął zastanawiać się nad wieloma rzeczami. Także nad tym, co powinien zrobić po powrocie do domu. Jak miał postąpić z chłopakiem? Chciał by wreszcie posłużył mu jakoś, ale znalezienie czegoś właściwego w tej sytuacji dla niego, nie było proste.
Wreszcie wymyślił co zrobi, choć zajęło mu to niemal całą drogę powrotną. John ucieszył się, bo w końcu podjął jakąś decyzję. Wiedział już nawet od czego zacznie. „Że też wcześniej na to nie wpadłem!” myślał sobie, uśmiechając się pod nosem. „Skoro to mój niewolnik, wykorzystam go w taki sposób, w jaki ja będę chciał”. Była kluczowa myśl, która choć, że tak prosta, sprawiła, że John wreszcie mógł odetchnąć z ulgą. Bo do tej pory ten brak pomysłów ciążył mu. Teraz jednak miało się wiele zmienić.
Zaparkował przed swoją rezydencją, zauważając. Mógł wjechać do garażu, ale nie chciało mu się już tego robić. Jeszcze siedząc w aucie odpiął chłopakowi pasy i wtedy ten, jakby nagle ocknął się, odwracając twarz w stronę swojego pana.
– O czym tak myślisz? – zapytał John zaciekawiony.
– O... o niczym, panie – odezwał się. Wyglądał na zmęczonego, choć podróż nie była długa. John zauważył też jak wzdrygnął się, orientując się, jakiej właśnie odpowiedzi udzielił swojemu panu.
– Jak to o niczym? Widziałem, że wyraźnie rozmyślałeś nad czymś. Wiesz, że nie lubię kłamstw, więc lepiej powiedz prawdę. – Mężczyzna ani trochę nie był zły, choć powiedział to trochę groźnie.
– Przepraszam, panie. Proszę, wybacz mi. – Można było wyczuć, że chłopak przejął się tym. W jego glosie słychać było skruchę. – Myślałem o tym, że... jestem śpiący, panie. Ale ja przecież nie liczę się. Jeszce raz, bardzo cię przepraszam. Proszę, wybacz mi – Bladość i zmęczenie malujące się na twarzy chłopaka sprawiły, że John już nawet nie miał ochoty myśleć o tym, by go ukarać, nawet jeśli to co mówił, wciąż mijało się z prawdą.
– Już dobrze. Nieważne. Tym razem ci daruję – oznajmił mu władczo, tak, by chłopak zrozumiał, że okazuje mu łaskę. – Co nie znaczy, że następnym razem ominie cię kara. Zapamiętaj to dobrze.
– Tak, panie. Rozumiem. Dziękuję.
John wysiadł z samochodu. Kiedy rozkuł chłopaka, kazał mu wziąć bagaż i już zaraz szli do rezydencji. Mężczyzna poczuł, że naprawdę dobrze czuje się z tym, że wreszcie wraca do domu. Tu mógł odetchnąć, choć wiedział, że praca i tak go dopadnie prędzej czy później.
Gdy tylko przekroczył próg, zauważył swoją służąca. Starsza kobieta powitała go zachrypniętym głosem, jednocześnie patrząc na chłopaka wrogo.
– Jak dobrze, że pan już wrócił! Proszę poczekać – podeszła do niego, a John zatrzymał się, widząc, że miała dla niego jakąś wiadomość.
– Słucham – powiedział, śmiejąc się w duchu, bo zdążył już zauważyć spojrzenie jakie kierowała na jego niewolnika. Nie wiedział, czemu ta kobieta tak go nie lubiła.
– Jakiś mężczyzna czeka na pana w gabinecie. Przyszedł ponad pół godziny temu i nalegał na spotkanie z panem, a jak powiedziałam mu, że nie wiadomo, kiedy pan wróci, on zawziął się i powiedział, że i tak na pana poczeka. Niewychowany typ – oznajmiła mu, wyraźnie oburzona. – Mówił też, że ma panu coś ważnego do przekazania. Nie wiem co. Ale już pozwoliłam mu wejść, skoro to coś ważnego podobno...
– Dobrze. Zaraz do niego pójdę – odparł John. – Przedstawił się?
– Nie. Albo tak! Tak, tak! Zaraz sobie przypomnę. Miał jakieś takie długie nazwisko... Shimohira? Shimamura? A może Shimanouichi? Nie pamiętam – stwierdziła w końcu.
John nie przypominał sobie, by znał kogokolwiek posiadającym którekolwiek z wymienionych nazwisk.
– Proszę iść do niego i powiedzieć, że już jestem – poprosił. Ciekawiło go, co to za ważną sprawę miał do niego jakiś nieznajomy. – Za parę minut przyjdę. Idziemy – Ostatnie słowo skierowane było do jego niewolnika, który dźwigając walizkę, już zaraz poszedł posłusznie za swoim panem, wprost do jego sypialni.  
-----------------------------------------------------------------------------
Zdaję sobie sprawę z tego, że zawaliłam i jest mi bardzo, ale to bardzo wstyd. Do tego stopnia, że kolejny rozdział mam zamiar dodać już w niedzielę, żeby jakoś to Wam zrekompensować. Więc nie bijcie, dobrze? ^^
Tak jak obiecałam, jest więcej Johna i Akiego. Wszystko wskazuje też na to, że w kolejnym będzie podobnie :) 
To chyba najdłuższy rozdział jaki napisałam do tej pory, choć jakoś tego nie czuję. W ogóle, sama nie wiem co o nim myśleć, dlatego będę wdzięczna za opinie :) Komentujcie śmiało ^^

36 komentarzy:

  1. Nareszcie ! Dziś co pół godziny wchodziłam na bloga. Boski rozdział.. Nie mogę sie doczekać następnego :3 Oby wena Cię nie opuściła ! Uwielbiam to opowiadanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz! Mam nadzieję, że wena mnie nie opuści :) Jak na razie mam sporo pomysłów, muszę tylko wykorzystać je w odpowiednim czasie. Pozdrawiam! ;)

      Usuń
  2. buuu, nie dowiedział się :(
    Liczę na to, że John pozna prawdę. Weny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh, ja również na to liczę! :')

      Usuń
    2. Może pozna, może nie pozna. Na razie wszystko działa na niekorzyść Akiego :P W końcu kto by mu tam uwierzył..

      Usuń
  3. A ja myślałam że po powrocie Pana ktoś zostanie wykastrowany i czekam na to z utęsknieniem:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym chciała to zobaczyć hahahah

      Usuń
    2. Hahaha :D To by było zbyt piękne. Ale może w odpowiednim czasie, Rokuro dostanie jakąś nauczkę :)

      Usuń
  4. Rozdział bardzo mi się podobał :D Jestem szczególnie ciekawa, co John zrobi ze swoim uroczym niewolnikiem, jakie ,,zastosowanie" dla niego znalazł?
    Ponadto, zastanawia mnie kim jest tajemniczy jegomość, wspomniany w końcówce rozdziału...
    Już nie mogę doczekać się niedzieli! ^3^
    A co do kwestii długości, ja również nie czuję, aby ta część była najdłuższa. Po prostu, dla mnie twoje opowiadanie jest tak dobre, że nim się obejrze, już kończę rozdział.
    Cóż, pozdrawiam i życzę weny :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ufff... cieszę się :)
      Z tym "zastosowaniem", jak napisałaś, nie należy spodziewać się niczego niezwykłego. To będzie bardziej zwykła rzecz, niż może się wydawać :)
      Kim jest mężczyzna, okaże się już w 10 rozdziale.
      Dziękuję bardzo i pozdrawiam serdecznie! :)

      Usuń
  5. Mi się tam podoba rozdział. Czekam na więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz! Pozdrawiam i zapraszam już wkrótce :)

      Usuń
  6. Opowiadanie fajny ale ten rozdział był najnudniejszy i dla mnie już w połowie czytania mógłby się skończyć. Mam nadzieje że następny będzie lepszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz! :)
      Muszę w takim razie postarać się, by kolejne nie były już takie nudne. Mam nadzieję, że mi się uda :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Wczoraj przeczytałam ale dzisiaj dopiero skomentuję ;p W ogóle to chyba pierwszy komentarz jaki dała do tego opowiadania ale bardzo mi się podoba. Szczerze nie przepadam za tego typu relacjami Pan-niewolnik bo wszystko jest pisane na jedno kopyto. Niby ten niewolnik nie chce być ze swoim panem i go nienawidzi ale później wychodzi na to ,że i tak na niego leci i to jest takie sztuczne. U Ciebie jest inaczej i to mi się podoba. Od początku jest powiedziane . że Aki przeszedł "szkolenie" , które zmieniło go diametralnie z normalnego nastolatka w uległą osóbke całkowicie zdominowaną przez swojego pana. I to jest bardziej realistyczne niż takie: nie dam ci ale ci i tak dam ;p. Dla Akiego najważniejsze jest żeby jego Pan był szczęśliwy a nie udawanie jakiegoś sztucznego buntu i tym podobne. Mam nadzieje ,że ogarnęłaś o co mi chodzi :D Co do rozdziału nie spodziewałam się takiego obrotu sytuacji , była pewna ,że John nakryję ich na czymś innym a tu ten zboczeniec pornole ogląd jakby było mu jeszcze mało... . Mam nadzieje ,że John dowie o tym gwałcie i stosownie ukaże tego pożal się boże ochroniarza za dychę. Ciekawa jestem kim jest ten człowiek o nazwisku, które nie potrafię wymówić . No nic czekam na 26 :D
    Pozdrawiam i dużo wenny życzę.;)
    Katarina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo cieszę się, że moje opowiadanie podoba Ci się :) Od początku chciałam napisać coś o panu i niewolniku, co troszkę odbiegałoby od innych historii tego typu. Dlatego też nie skupiłam się wyłącznie na nich, choć oni tutaj są oczywiście najważniejsi :)
      Co do zachowania Akiego, jest dokładnie tak jak piszesz. Przez tresurę zmienił się nie do poznania, bo w końcu wcześniej był zwyczajnym nastolatkiem. To z resztą też mam zamiar pokazać w przyszłości :)
      Tak, myślę, że zrozumiałam.
      Jak już pisałam wcześniej, to byłoby zbyt piękne, gdyby ich nakrył. Poza tym, John nie jest rycerzem na białym koniu, który przybywa, by uratować Akiego. Może i chłopakowi by się dostało, gdyby zastał ich wtedy, więc może to i lepiej...
      Myślę, że raczej nikt nie domyślił się kim może być ten człowiek, bo nie ma skąd, ale mam nadzieję, że przynajmniej małym zaskoczeniem będzie to, czego chce od Johna :D
      Dziękuję i pozdrawiam serdecznie! ^^

      Usuń
  8. Dobra no. POmyslalam ze dam jakiś znak czy cos ze czytam i skomentuje no bo to byłoby fair gdy oczekuje tego samego.
    Za błędy przepraszam- jestem na telefonie i nie chce mi się ich poprawiać ani ortograficznych ani interpunkcyjnych. Rozumiesz.. len gigant xd
    Dobra
    Znaczne od tego ze sam pomysł na fabule mi się bardzooooo podoba, jest dość wyjątkowy i ciekawie zaprezentowany.
    John jest niesamowity w moich oczach gdyż mimo tych czynów których dokonal, jego zaowodu i tak dalej nie wie jakim być panem w stosunku do niewolnika, akiego.
    Aki to,slodziak. Wyobrazam go sobie i jest po prostu uroczy. Taki,slodziak a tyle rzeczy zrobił..w sensie. Jego,zajęcie. Właściwie to to nie niewolnik tylko prostytutka. No,sama nie wiem. Chłopak bardzo miesza mi w głowie.
    Akcja rozwija się powolnie.. dla mnie bardzo, ale dzięki nowym watkom i postacią to nie jest nudne.
    Nie jestem dobra w pisaniu opinii.
    Ogólnie opowiadanie jest jednym z moich ulubionych i chociaż jest kilka błędów (ha, komu się nie zdarzają) które są wręcz niezauważalne to to nie przeszkadza.
    HMmm.. długość idealna
    Styl perfekcyjny
    Opisy bezbłędne
    Kocham twój styl, kocham twą twórczość, to opowiadanie. Kocham ciebie.
    Pozdrawiam i życzę weny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no i mam nadzieje ze rozdział pojawi się w niedziele ;>

      Usuń
    2. Bardzo dziękuję za komentarz i wyrażenie swojej opinii :) W porządku, nie zwracam zbyt dużej uwagi na błędy. Przynajmniej w komentarzach (żeby nie było, że w tekście też:P).
      Jeśli chodzi o Johna ma on prawo nie wiedzieć jak zajmować się niewolnikiem. Myślę, że mordowanie ludzi i przewodzenie mafii nie przygotowało go do tego za dobrze. Gdyby chciał Akiego torturować, zabić, czy wykorzystać go do jakichś celów związanych ze swoim zawodem, wtedy nie miałby problemów. Ale jak widać coś takiego nie wchodzi w grę. W dodatku wolałby, by zbyt wiele osób nie dowiedziało się o nim. Nie chce też gwałcić go, więc na razie jest w kropce. Ale być może wreszcie wymyśli do czego mógłby mu się chłopak przydać i użyje go w odpowiedni sposób :)
      Co do Akiego masz zupełną rację. Można porównać go do prostytutki, choć niewolnikiem jest niewątpliwie. Zwłaszcza, biorąc pod uwagę, że odebrano mu na amen wolność i musi być bezwzględnie posuszny panu :)
      O matko, takie wyznania na koniec xD Listy miłosne możesz wysyłać na maila... oczywiście żartuję, ale strasznie się cieszę za takie pochwały ^^
      Tak, rozdział będzie w niedzielę na pewno.
      Dziękuję raz jeszcze i pozdrawiam cieplutko! :)

      Usuń
  9. Cudownie! Nie mogę doczekać się niedzieli! :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Najlepsze yaoi jakie znalazlam do tej pory w internecie (a troche ich juz czytalam)!
    Udalo Ci sie stworzyc moim zdaniem bardzo ciekawe postacie. Calkowicie zgadzam sie z Anonimowy 23 lipca 2015 12:50 - tez mi sie nie podoba ze w innych historiach zawsze niewolnik zachowuje sie tak samo - raz sie buntuje, raz nie, a ostatecznie i tak leci na wlasciciela. A tu Aki jest zupelnie inny i tez mi sie wydaje ze jest to bardziej realistyczne i przede wszystkim orginalne! Pewnie czlowiek po takich przejsciach jak on tak by sie wlasnie zachowywal. Do tego tez bardzo ciekawa jest tez postac Johna. To ze kupil niewolnik pod wplywem impulsu i sam nie wie co dalej. I to ze nie jest ani aniolem, ani potworem co dodaje mu rowniez realizmu.

    Super udalo Ci sie rowniez osadzic historie w swiecie - wiekszosc opowiadan jakie czytam to mam wrazenie ze dzieja sie gdzies na pustyni. A tu John ma jednak swoje zycie, rodzine, problemy i jego swiat nie kreci sie wkolo niewolnika. Do tego obecnosc duzej liczby bohaterow drugo- i trzecioplanowych. Chociaz sama wole czytac o Johnie i Akim to jednak te inne postacie bardzo urozmaicaja opowiadanie.

    Bardzo mi sie rownie podoba Twoj styl - bardzo przyjemnie sie czyta.
    Teraz nie moge sie doczekac kolejnej czesci. Najbardziej mnie ciekawi do czego John chce wykorzystac Akiego - mam nadzieje ze to bedzie w nastepnej czesci :) Ciekawie tez czy wyjdzie na jaw sprawa gwaltow.
    Strasznie mi dlugi wyszedl ten komentarz :) Ale chcialam opisac jak bardzo mi sie podoba Twoje opowiadanie.
    Zycze duzo weny i nie moge sie doczekac niedzieli :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej! Dziękuję bardzo za tak miłe słowa! Strasznie się ucieszyłam czytając po przeczytaniu twojego komentarza :) Choć sama nie uważam mojego opowiadania za aż takie dobre. Jest wiele lepszych :)
      Akiemu zrobiono takie pranie mózgu, że nie ma prawa się buntować. Nie dość, że boi się konsekwencji, to jeszcze naprawdę uważa pana za swojego właściciela, a siebie, za jego własność. W głowie nie mieści mu się obecnie, by sprzeciwić się panu, a nawet krzywo na niego spojrzeć, a bunt to już w ogóle nie wchodzi w grę. Przynajmniej, przeciw panu. Jak można było zauważyć ostatnio, nie jest tak, że godzi się tez na wszystko, co ludzie mu serwują. Wcale nie zgadzał się na to, co chciał zrobić mu Rokuro, jednak w tym wypadku bunt i próba ucieczki nic nie dały.
      W dodatku kiedy przestał pragnąć jedynie śmierci, powolutku marzy sobie i to powstrzymuje go przed samobójstwem.
      Z tym kupnem niewolnika przez Johna, zdaję sobie sprawę, że troszkę naciąganie to wyszło :P Choć mam nadzieję, że jego późniejsze zachowanie wychodzi już trochę bardziej realistycznie.
      Osobiście gdybym musiała pisać tylko o Johnie i Akim, ta historia zbrzydłaby mi już po paru rozdziałach :P Ileż można o jednym i tym samym. Dlatego uważam, że inne postacie są potrzeba, a poza tym, choć teraz nie widać tego aż tak bardzo, wszystkie wątki o których piszę, zostaną dokończone w przyszłości :) I wiele z nich, również tych pozornie nie związanych z Akim, wpłynie na niego w mniejszym czy w większym stopniu. Dlatego nie myślę, że są niepotrzebne. Są konieczne dla fabuły.
      Mam wiele zastrzeżeń do swojego stylu, ale liczę na to, że uda mi się jeszcze nad nim popracować, również poprzez obecne opowiadanie :)
      Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam serdecznie! Mam nadzieję, że kolejne rozdziały Cię nie zawiodą :)

      Usuń
  11. Spodziewałam się czegoś całkiem innego, a tutaj nagle takie zaskoczenie.
    Chociaż rozdział trochę nudny i nadal brakuje mi tego czegoś, ale i tak jest to jeden z lepszych blogów które ostatnio czytałam i czytam :3
    Podoba mi się długi rozwój akcji i realistyka :3
    Za to wielkie plus :3
    Dużo weny i czekam na next ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To było całkowicie zamierzone ^^ I jeśli piszesz, że Cię zaskoczyłam, to uważam cel za osiągnięty :P
      Jak już pisałam gdzieś wcześniej, postaram się, by następne rozdziały były ciekawsze :) Ale cieszę się, że o tym wspominasz, bo przynajmniej wiem, co muszę poprawić :)
      Dziękuję i pozdrawiam! ^^

      Usuń
  12. Ohayo
    Jej nareszcie nie mogłam się doczekac ale jest 9 rozdział :)
    Wiedziałam że mogę na Ciebie liczyć
    i tak jak mówiłam Aki jest przeslodki...
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, hej! ^^
      Cieszę się, że Cię nie zawiodłam :) Czytając takie komentarze mam jeszcze więcej motywacji do pisania ^^
      Pozdrawiam!

      Usuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ech, wiedziałam, że storllujesz, to by było zbyt piękne, gdy John przyłapał Rokuro z Akim i zrobił tam krwawą łaźnię, a po tytule już naprawdę miałam nadzieję, że tak będzie. Ale muszę przyznać, że mnie zaskoczyłaś na plus, bo to porno bardziej jest na miejscu niż, gdyby Rokuro sprowadził sobie prostytutkę. Chyba nawet on tak głupi nie jest, żeby obcej osobie pokazywać niewolnika szefa, a prawdopodobieństwo, że na to Aki mógłby naskarżyć/ napomknąć mimochodem, też jest większe niż z tym gwałtem.
    Rozdział może jest i najdłuższy, ale mi wydał się najkrótszy ze wszystkich. Ja w ogóle w miarę czytania czuję coraz większy niedosyt, gdyby to była gotowa powieść, pewnie łyknęłabym ją w jeden wieczór.
    Podoba mi się jak wykreowałaś Rokuro – moim zdaniem balansuje na granicy przerysowania, ale wciąż jest wiarygodny i w dobrym stylu. Jestem w stanie bez problemu uwierzyć, że facet rzeczywiście sądzi, że Aki się przestraszy i nic nie powie, a jeśli nawet szef się dowie to niewolnik nie znaczy dla niego tyle, by robić o to dużą aferę. Ponad to w poprzednim rozdziale budził u mnie głownie odrazę, teraz bardziej politowanie. Podoba mi się, że nie jest jakiś szczególnie arogancji w stosunku do Johna i, że próbował się podlizywać.
    „odparł uśmiechając się nerwowo.” – przecinek po odparł.
    „To szóste piętro, nie dałby rade się wymknąć.” – rady.
    „Do tej pory, mężczyzna w tym drugim spisywał się bez zarzutów.” – bez przecinka.
    To, że Aki chciał, by John zdenerwował się na wieść o gwałcie jest słodkie ^v^
    To, że nie przejął się groźbami Rokuro też. Po tym piekle u Akumy raczej mało co będzie robiło na nim wrażenie, poza tym co mu taki tam facet może zrobić, kiedy pan jest pod ręką.
    A John tak ładnie Rokuro wywalił z mieszkania ^v^. W ogóle ta scena taka genialna. Jak się facet Akim zasłaniał XD
    „Rokuro wszedł do salonu, przed sobą prowadząc blond włosego chłopaka. To bez wątpienia był niewolnik Johna.” – blondwłosego razem. A w ogóle to ten fragment w pierwszej chwili wydał mi się dziwny, ale zaraz uświadomiłam sobie, że John już trochę Akiego nie widział, a i wcześniej nie za bardzo miał okazję, żeby się porządnie napatrzeć. Tak jak przedmówczyni zauważyła, Aki nie znajduje w centrum jego uwagi i moim zdaniem to gigantyczny plus tej historii.

    OdpowiedzUsuń
  16. A teraz się będę rozwodzić jak ja widzę ich relację. Już wcześniej gdzieś pisałam, że widać miedzy nimi dystans. W tym rozdziale ten dystans urósł w moich oczach do rozmiaru oceanu i trochę mnie to przyznam demotywuje, bo o ile się coś nie zadzieje, to oni się do siebie będą jeszcze długo, długo zbierać. Aki widzi Johna bardziej jako „pana” niż osobę z krwi i kości, i nie ma się co dziwić, bo faceta praktycznie nie zna, nie miał szans poznać i może go tylko podstawić pod jakiś tam oczekiwany schemat. Z Johnem sytuacja jest podobna, aczkolwiek on akurat ma większe pole do popisu, z tym że to Aki nie bardzo daje się poznać – jego odpowiedzi są zdawkowe i jak sam John zauważył zawierają tylko i wyłącznie odpowiedź na pytanie, wszelkie informacje wręcz trzeba wydzierać Akiemu z gardła. Ale będzie fajnie jak się Aki kapnie, że może pozwolić sobie na więcej, no i oczywiście, kiedy John na to więcej mu pozwoli.
    Gdzieś pisałaś, że pan jest dla Akiego niczym bóg. Ja tego za bardzo nie widzę, z drugiej strony nic też nie wskazuje na to by było inaczej, ale w tym rozdziale wygląda na to, że Aki mimo wszystko bardzo, a może i nawet bardziej ceni swoje życie, bo ewidentnie Johna okłamał. Jaram się tym strasznie, szczerze mówiąc. Bo półprawda półprawdą, ale dzieciak z rozmysłem zataił przed Johnem ten gwałt i jestem prawie pewna, że jak to wyjdzie na jaw, to mu się bardziej lub mniej oberwie. John naprawdę musiałby dużo dobrej woli mieć, żeby go przynajmniej nie ochrzanić. A jaram się tym tak, dlatego że, czytając rozmowę w mieszkaniu, zastanawiałam się, czy, gdyby John zapytał wprost (działo się coś/ zrobił ci coś ktoś/ co robiłeś?), Aki powiedziałby mu co się działo. I doszłam do wniosku, że tak, a tu proszę. Wygląda na to, że marzenie stoi wyżej w hierarchii od pana XP.
    I jak ja bym chciała, żeby oni już „byli razem”. Bo zmiana ich relacji jest tak strasznie trudna, a ja ma przeczucie, że tak bardzo dobrze będzie się to czytać, że mnie roznosi. Poza tym uwielbiam jak bohaterowie w takich zawiłych związkach zaczynają mówić do siebie na ty. Jasne, że John do Akiego może się zwracać, jak mu się podoba, ale fajnie będzie jak zacznie myśleć o nim bardziej osobowo, a jak Aki do Johna będzie wyjeżdżał po imieniu, to dopiero będzie zabawa XD. Już widzę, jak ojciec Johna na to zareaguje XP. A rodzice Akiego… Na dodatek jeszcze między Akim i Johnem jest spora różnica wieku – strzelam, że osiem lat minimum, bo jako szef mafii John nie może być za młody. Chłopcy na zdjęciach są mali, ale to pojęcie względne, więc John mógłby mieć w porywach od pięciu (skoro między nim i Markiem była widoczna różnica, to na pewno nie mniej) do dziesięciu lat (może z hakiem, ale prawie na pewno mniej skoro na innym zdjęciu był wieku szkolnym i dało się go łatwo rozpoznać). Nie wiadomo ile czasu upłynęło, ale z tego co mówił Mark, można strzelać, że siostra jest już dorosła, albo niedługo dorosła będzie. Gdybam, że John młodszy od Hisato nie jest (a jeśli jest to raczej nie dużo), więc może mieć tak od dwudziestu pięciu/ sześciu do trzydziestu paru lat. Tak, właśnie urządziła sobie analizę, ile potencjalny partner życiowy głównego bohatera może mieć lat. Proszę, napisz wreszcie ile konkretnie.
    Jakoś nie mam problemu z widzeniem w Akim siedemnastolatka, co ogólnie w yaoicach zdarza mi się rzadko, bo potencjalny uke zwykle zachowuje się jakby był małym dzieckiem/ zniewieściałą panienką. Aki zachowuje się tak bezosobowo i bezpłciowo (to komplement w tym wypadku), ale nie mam wątpliwości, że siedemnastoletni młody facet w takiej sytuacji mógłby się tak zachowywać i mieć takie przemyślenia. Jakoś tak objawiło mi się to przy scenie, kiedy Aki się pakował (nie wiem czemu, ale w niej bardzo wyraźnie widziałam w nim prawie dorosłego chłopaka). W ogóle ten moment jakiś taki romantyczny mi się wydał. No i fajnie, że Aki jest taki rozgarnięty i nie robisz z niego zapłakanej, przesłodzonej popierdółki.

    OdpowiedzUsuń
  17. „John stwierdził, że ktoś, kogo życie było w jego rękach, nie może przynosić mu wstydu także swoim wyglądem. Nawet, jeśli nikt poza nim, nie będzie go oglądał.” – podoba mi się to podejście ^^
    W ogóle podejście Johna mi się podoba. Niby nie wie co właściwie z Akim począć i nie bardzo ma czas na to, żeby się nim zajmować, pierwszy raz ma do czynienia z seksualnym niewolnikiem, ale nie jest w tej sytuacji zagubiony, nie peszy się w rozmowach, nie trzęsie nad Akim jak nad jajkiem i, nawet gdy zachowanie Akiego go dziwi, nie jest szczególnie skonsternowany. Podoba mi się też to, że Johnowi ten układ się podoba i, że z miejsca nie postanowił Akiego „naprawiać”. Teraz skojarzyło mi się to z obserwowaniem naturalnego zachowania zwierzęcia, zamiast próbować je tresować (tylko że jakby na odwrót).
    „Skoro to mój niewolnik, wykorzystam go w taki sposób, w jaki ja będę chciał” – w pierwszej chwili pomyślałam, że każe mu sprzątać. Ale od tego ma służbę, więc raczej mało prawdopodobne.
    Lubię tą służącą Johna. Taka fajna postać trzecioplanowa z charakterem.
    Mnie rozdział wcale nudny się nie wydał, ale moim konikiem są związki między ludzkie, a tu jest o nich sporo. Zwłaszcza w dialogach jest dużo o charakterze Johna i jego podejściu do różnych ludzi. Przy czym uważam, że, o ile opisy sytuacji czasem wychodzą nieco kanciaste, tak dialogi są po prostu genialne. Żywe i naturalne, oddają charakter postaci, moim zdaniem są kolejnym ogromnym atutem tego opowiadania.
    A z takich uwag mocno subiektywnych: w tym rozdziale trochę brakowało mi przemyśleń Akiego (przy czym nie mówię, że masz je wszędzie wciskać, bo to raczej jest spowodowane tym, że historia się w odcinkach ukazuje), bo jego postać opisywana z perspektywy Johna wydaje mi się zdecydowanie bardziej monotonna, nudnawa, niż gdy patrzy się na nią z jej własnej perspektywy. Wypada też blado przy Johnie przedstawianym ze strony Akiego. Nie wiem czy jasno to napisałam, jakby co to doprecyzuję. I wcale nie uważam, by to było złe, raczej ciekawe i podejrzewam, że z rozwojem relacji między nimi bardzo się zmieni, więc, proszę, nie sugeruj się tym za bardzo przy pisaniu.
    No, i już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału. Szczerze mówiąc w dzień, kiedy ma wyjść następna część kompletnie nie jestem w stanie skupić się na czymś konstruktywnym. A teraz jeszcze fabuła się rozwija i coraz bardziej te mafijne sprawki się klarują, więc tym bardziej ciekawi mnie rozwój historii. Mam nadzieję, że wena Ci dopisuje. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha! :D Prawda? Nie mogło być tak pięknie i słodko, bo to byłoby za wcześnie na takie akcje ^^ Na krwawą łaźnię jeszcze przyjdzie czas, nie koniecznie z Rokuro w roli głównej.
      Tak, Rokuro inteligencją nie zaskakuje, ale nie jest też totalnym głąbem. Ostatecznie jednak wyszedł mi mniej rozgarnięty niż planowałam, ale postanowiłam pozostawić go już takim. Wydaje mi się, że pewnie myśli właśnie w ten sposób, jeśli chodzi o te groźby kierowane do Akiego. Nie chce, żeby coś powiedział, ale jeśli tak się stanie, to nie sądzi, że będzie miał z tego zbyt duże kłopoty. Do Johna jako do szefa odzywał się tak a nie inaczej, bo wiedział już, że go wkurzył. I był na tyle rozsądny, by wycofać się w porę. Choć z tym podlizywaniem też trochę zaryzykował.
      Błędy poprawione ;3 Dziękuję bardzo!
      Hehehe :D Bo Aki jest słodki. A tak na poważnie. Aki, nawet jeśli boi się do tego przyznać, a może i pomyśleć, podś‌wiadomi na pewno chce, by komuś na nim zależało. W końcu choć uważa się za kompletne zero, wciąż jest człowiekiem. "To, że nie przejął się groźbami Rokuro też. Po tym piekle u Akumy raczej mało co będzie robiło na nim
      wrażenie, poza tym co mu taki tam facet może zrobić, kiedy pan jest pod ręką" - Dokładnie! W końcu pewnie nawet on wątpi w to, że Rokuro mógłby znać jakieś gorsze tortury od Akumy. A gdyby go nie zabił, mógł znieść naprawdę wiele. Przyjazd Johna tez zrobił swoje, bo skoro pan już był na miejscu, raczej nie oddałby swojej własności Rokuro, by ten mógł z nią zrobić co chce. Więc czym się przejmować? :P
      John już nie mógł na niego patrzeć i obawiał się, że zarazi się od niego głupotą, więc go wywalił, zanim zdecydował się wyciągnąć broń :P
      Właśnie z tym blondwłosym to nie wiem! Wszystkie programy mi to podkreślają i zastanawiałam się nawet, czy takie słowo istnieje :P (ale ufam Ci, więc poprawiam). W ogóle, nie lubię odróżniać bohaterów po kolorze włosów, ale tam mi wyjątkowo pasowało.
      Ponad dwa tygodnie rozłąki, a wcześniej widział go zawsze tak jakoś nie za długo. Miał prawo żeby się zastanawiać nad tym, czy dobrze go zapamiętał ^^
      No to teraz ja napiszę trochę o tym dystansie. Już od początku był on wielkości oceanu, przynajmniej w moich oczach ^^ Oboje są jak niebo i ziemia. Nie mają ze sobą praktycznie nic wspólnego, poza tym, że Aki należy do Johna. Ale skoro teraz John chce poświęcić mu więcej czasu, a ja planuję parę ciekawych sytuacji, które dadzą im obu do myślenia, wydaje mi się, że ich relacja zacznie się zmieniać. Oczywiście, nie będzie tak, że nie ma nic i nagle obaj kochają się szalenie. Postaram się by było to w miarę wiarygodne, ale też nie chcę czekać do końca opowiadania z tym :P Może w Akim w końcu coś pęknie i wyjdzie z tego swojego kokonu? I może wtedy i z Johnem coś się stanie? Na pewno potrzeba im jeszcze czasu i sprzyjających okoliczności.

      Usuń
    2. Może nie do końca jak Bóg, ale na pewno jak toś, komu oddajesz się zupełnie i nie jesteś w stanie się sprzeciwić. Jak ktoś kto jest ponad tobą i twoje życie zależy całkowicie od niego. Myślę, że Aki gdyby John spytał go o to wprost, nie odważyłby się skłamać i wyznałby prawdę mimo wszystko. Z drugiej strony nie chciał, by John się dowiedział. Aki w swych odpowiedziach nigdy nie był zbyt wylewny, dlatego też i teraz nie rozgadał się za bardzo. Myślę, że do głowy nie przyszło mu okłamywanie pana i prawdopodobnie uznał, że nie powiedzenie Johnowi o tym nie jest żadnym kłamstwem. Możliwe, że zrobił to trochę podświadomie, starając się jedynie przetrwać jakoś tę sytuację. Na pytanie czego się boi odpowiedział "Boję się, że nie będziesz ze mnie zadowolony, panie". Można myśleć tutaj, że okłamał go. Ale można też wziąć pod uwagę to, że faktycznie to przyszło mu w tamtym momencie do głowy i powiedział, to ze strachu :) W każdym razie, jeśli wyda się co się tam stało, dowiemy się też, jak Aki wytłumaczy sobie to, czego nie powiedział od razu panu :)
      Czy marzenie stoi wyżej w hierarchii od pana? Przede wszystkim Aki chce przeżyć i to stoi obecnie najwyżej. Spełnienie marzenie sprawia, że chce żyć i nie popełnia samobójstwa, więc myślę, że tak. Że to marzenie jest jednak ważniejsze :)
      "a ja ma przeczucie, że tak bardzo dobrze będzie się to czytać, że mnie roznosi" - To teraz ja się boję, że spieprzę i nie uda mi się sprostać Twoim oczekiwaniom ^^
      "Poza tym uwielbiam jak bohaterowie w takich zawiłych związkach zaczynają mówić do siebie na ty" - w rozdziale 11 będzie ciakawa sytuacja co do tego :P
      "Już widzę, jak ojciec Johna na to zareaguje XP. A rodzice Akiego… " - aż chciałabym coś zdradzić i tak mi trochę smutno, że nie mogę, bo nie będzie niespodzianki ;3
      Nie. Nie zdradzę jeszcze, ile John ma lat. Wiem, że to wkurzające, ale będę milczeć :)
      Po tym co Aki już przeszedł, raczej nie ma prawa zachowywać się jak taki dzieciak. Według mnie, to wszystko sprawiło, że raczej wydoroślał, wciąż jednak pozostając nastolatkiem.
      "W ogóle ten moment jakiś taki romantyczny mi się wydał" - akurat o tym, że to romantyczny moment nie pomyślałam, ale jeśli tak go odebrałaś, to dobrze :D

      Usuń
    3. "No i fajnie, że Aki jest taki rozgarnięty i nie robisz z niego zapłakanej, przesłodzonej popierdółki" - nawet nie wiesz jak wielką ochotę mam czasem napisać o nim coś, jako o takim przesłodzonym, wiecznie zarumienionym chłopczyku xD xD xD Ale nie, bez przesady. Nie szalejmy tak ^^
      O wygląd swojego niewolnika John wkrótce też zadba. Bo te włosy go już wkurzają!!! xD
      Może gdyby John byłby normalnym, prawym człowiekiem chciałby naprawiać Akiego. Ale skoro kupił go za swoje ciężko zarobione pieniążki, no i choć może nawet nie popiera tego, szkoda mu go oddawać i wypuszczać go z rąk. Zwłaszcza, że w jego oczach to słodki, ładny chłopczyk, na którego przynajmniej może sobie popatrzeć dla rozrywki. A w końcu wymyśli co z nim zrobić.
      " w pierwszej chwili pomyślałam, że każe mu sprzątać" - sprzątać może nie, ale nie spodziewaj się za wiele. To nie będzie nic wyjątkowego. Coś zwyczajnego. Naprawdę.
      co do służącej - na początku miała być swoim przeciwieństwem, ale po co? Lepiej dobijać Akiego jak się da, prawda? :P (i widziałam jakiś film z taką służącą. Spodobała mi się).
      Hmm... może i masz rację. Postać Akiego opisywana z perspektywy JOhna na pewno nie jest zbyt ciekawa. Bo co on może zobaczyć? Posłusznego mu chłopaka, który robi to co mu każe, prawie nie odzywa się nieproszony, a jak się odzywa, to nie mówi za wiele i raczej nieciekawie... Nuda po prosu. Ale do tego rozdziału nie pasowała mi perspektywa Akiego w większej ilości. Może to i błąd, ale już teraz nic z tym nie zrobię. Kolejny rozdział przemyślę lepiej.
      O matko! Po przeczytaniu czegoś takiego będę się cieszyć jeszcze przez kilka dni xD
      Mafijne sprawki na moment zejdą na dalszy plan, choć nadal będą. Teraz pojawi się na jakiś czas ktoś inny ;3
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko! ^^

      Usuń
  18. Witam,
    przez chwilę nie wiedziałam co jest grane, bo przecież Josh miał wejść do mieszkania, w momencie w którym obecny opiekun Akiego się nim zabawia, a później się wszystko wyjaśniło, buu niech Josh się o tym dowie, i ukaże Rykuuto, ten nawet groził Akiemu, jak coś piśnie, co wymyślił Josh i kto to jest w jego gabinecie...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń