Rozdział 7

To nie mój pan!


Już na pierwszy rzut oka widać było, że mieszkanie to w niczym nie przypominało domu pana. Nie wyglądało na to, by często tu bywał, bo wszystko było idealnie ułożone, a na wieszaku, który stał tuż obok, Aki zauważył warstwę kurzu. Poza tym, wystrój był nowoczesny i minimalistyczny, a porównując go do wyglądu rezydencji, w której znajdowali się jeszcze niedawno, wypadał raczej nudno i nieciekawie.
W pewnym momencie pan popchnął go na ścianę, na co Aki początkowo zląkł się. Zupełnie nie spodziewał się tego. Akurat zamyślił się, próbując odgadnąć po co pan go tutaj sprowadził i co miał zamiar z nim zrobić. „Czyli po to...” nie musiał już myśleć dłużej, bo wydało mu się to jasne.
Chwilę później pan już go całował. Aki przymknął oczy, by móc się skupić. Miał przy tym nadzieję, że przez to nie narazi się panu. Skoro wreszcie otrzymał szansę by naprawić swój ostatni błąd, chciał teraz spisać się jak najlepiej tylko potrafił. Obiecał sobie już wcześniej, że następnym razem zrobi wszystko, żeby zadowolić pana , a gdy teraz nadarzała się okazja, musiał ją wykorzystać. Bo mogła być jego ostatnią...
Nie do końca wiedział, czego pan od niego oczekiwał. Wciąż nie potrafił domyślić się, co sprawiłoby mu największą radość, bo przez ten krótki czas, jaki z nim spędził, nie udało mu się tego odgadnąć. Postanowił jednak zaryzykować, choć bał się, że to źle się dla niego skończy. Ale wydawało mu się, że i tak nie miał wyboru.
Rozchylił delikatnie usta i odwzajemniał pocałunki najlepiej jak potrafił. Starał się usatysfakcjonować pana. Mógł poczuć teraz jego zapach i wydawał mu się on jeszcze intensywniejszy niż do tej pory. Mimo tego Aki uważał go za bardzo ładny.
Pan zabrał już ręce z jego ramion i teraz położył je na talii Akiego. Czując ten dotyk, Akiego z jakiegoś powodu przeszedł dreszcz. Znowu zaczął się denerwować, na moment nawet wstrzymał oddech. Jednak wiedział, że nie mógł pozwolić sobie teraz na lęk i musiał go jeśli nie wyeliminować, to jak najlepiej ukryć. Już zaraz okazało się, że udało mu się to i to z niezłym skutkiem.
Aki poczuł teraz jak pan wsunął mu ręce pod koszulkę i położył je na jego bokach. Dłonie pana były ciepłe i Akiemu wydało się to miłe. Jednak nie odczuwał żadnej większej przyjemności. Skupiał się jak mógł na wykonaniu swojego zadania. Musiał wypełnić powinność i dla niego nie była to żadna zabawa ani rozrywka. Zdawał sobie sprawę, nie, on był w stu procentach pewny i nie myślał nawet inaczej, że był to jego obowiązek. Ważny obowiązek, od którego zależało jego życie. Dlatego nie mógł sobie pozwolić na ponowne rozczarowanie swojego właściciela.
Pan przeniósł dłonie na biodra Akiego, który chwilę po tym zorientował się, że pan zdążył już przesunąć je na jego pośladki. Przerwał także pocałunek, by zacząć teraz lizać i zostawiać mokre pocałunki na szyi chłopaka. Aki wtedy uniósł brodę odrobinę do góry, wydając przy tym z siebie cichutkie jęknięcie. Oczywiście, jedno z tych, które miał wytrenowane do perfekcji i które brzmiało bardzo wiarygodnie. W końcu skupiał się na odgrywaniu jak najlepiej swojej roili.
Pan kontynuował, a Aki w myślach odetchnął z ulgą, czując, że chyba wszystko szło jak należy. Intuicja podpowiadała mu teraz, że najlepiej będzie, jeśli pójdzie w tym kierunku. Choć nie wiedział co preferował pan, czuł, że teraz powinien po prostu odwzajemniać jego pieszczoty i przekonująco udawać, że bardzo mu się to podoba. Albo nawet, że był zachwycony. „Pan to chyba ten typ...” myślał. „Tylko czy ma teraz ochotę na coś jeszcze, czy może pójdzie dalej?”zastanawiał się, wzdychając cicho, błogo, jednak niezbyt nachalnie.
Pan ponownie wpił się w jego usta, wcześniej pozostawiając mu na zgięciu szyi widoczną malinkę. Objął go w pasie i przyciągnął do siebie. Aki wtedy położył dłonie na koszuli pana, na wysokości jego klatki piersiowej, przy czym przez myśl przeszło mu, że pierwszy raz sam go dotykał. Całował go zachłannie, tak, że Aki w pewnym momencie aż czuł jego pożądanie, ale wtedy pan niespodziewanie przerwał. Zakończył pocałunek, puścił go i odsunął się o krok.
Aki nie otworzył oczu od razu, dopiero po chwili odważył się na to. Był naprawdę zaniepokojony. Czyżby znowu zrobił coś nie tak?
– Dobrze – usłyszał jednak. – Idź do salonu, muszę coś zrobić.
– T-tak, panie – odparł, jąkając się.
Natychmiast zabrał się za wykonywanie polecenia, próbując szybko przeanalizować sytuację. Pan nie wyglądał na wściekłego. Wprost przeciwnie. Kiedy spojrzał na niego gdy odchodził, wydawało mu się, że był odrobinę zadowolony. No i powiedział do niego „dobrze”, więc może faktycznie tak było?
Myśli te uspokajały Akiego i dzięki temu tylko z lekką obawą czekał na pana, który zamknął się w jednym z pokoi. Dopiero, gdy po paru minutach pan wyszedł, obawa ta zyskała na mocy, jednak nie aż tak bardzo. Nie czuł w końcu aż tak wielkiego strachu jak jeszcze niedawno, kiedy myślał, że pan chce z nim skończyć.
Pan wrócił, powoli zbliżając się i rozsiadł się na sofie. Akiemu polecił, by usiadł na dywanie. Na szczęście był on bardzo miękki i puchaty, więc nie miał na co narzekać i oczywiście posłusznie wykonał rozkaz. Zresztą, wykonałby go tak samo posłusznie, gdyby ten kazał mu usiąść w choćby w błocie.
Aki spojrzał na pana. Wydawało mu się, że widzi nieznaczny uśmiech na jego twarzy. Czy to oznaczało, że naprawdę wszystko było w jak najlepszym porządku?
– Od tej pory, przez jakiś czas zostaniesz tutaj – mówił pan, patrząc na niewolnika. Nawet jego głos wydawał się zadowolony i Aki uspokoił się wreszcie. – Jest parę spraw, którymi muszę się zająć, więc... zresztą. Tak jak powiedziałem. Teraz będziesz w tym mieszkaniu.
– Tak, panie – Aki odniósł wrażenie, że pan oczekuje, że się odezwie, więc to zrobił.
– Oczywiście, nie zostawię cię tutaj samego. Ktoś będzie cię pilnował, więc nawet nie marz o ucieczce.
– Nawet mi to nie przeszło przez myśl, panie.
– Na to liczę. Nie chciałbym, żeby na razie coś ci się stało. W końcu zapłaciłem za ciebie dosyć dużo – wcale nie brzmiał, jakby przejmował się wydaną kwotą.
– Dziękuję, panie. – Po tych słowach, pan przywołał go gestem dłoni. Aki więc podszedł i tak jak tamten chciał, usiadł u jego stóp. Wtedy pan pogłaskał go po głowie, czochrając mu przy tym włosy.
– Będzie trzeba coś zrobić z twoją fryzurą. Nie pasują ci takie. Są strasznie długie... – stwierdził i uśmiechnął się, na co Aki także delikatnie uniósł kąciki ust.
– Trzeba będzie... – pan nie dokończył, bo zadzwonił jego telefon. Z nieodgadnioną miną wyciągnął go z kieszeni i odebrał.
– Tak, Hisato? – zaczął rozmawiać przez komórkę, kładąc wolną dłoń na głowie Akiego i głaszcząc go lekko. – Kiedy to było? Tak. A gdzie? Jesteś pewny? Dużo? Nie, nie dzwoniłem. Dobrze. Będę tam niedługo. Zajmij się tym do tej pory.
Pan rozłączył się i popatrzył na Akiego, odgarniając mu jeszcze grzywkę z czoła. Milczał przez parę sekund.
– Ani chwili spokoju – westchnął. Zabrał dłoń z głowy chłopaka i podparł się na niej o sofę. – Trudno.
Wstał. Rozejrzał się po salonie, jakby czegoś szukał.
– Czekaj – zwrócił się do Akiego i poszedł gdzieś, do któregoś z pokoi.
Wrócił po chwili, w rękach trzymając kajdanki. Przez moment Aki miał pustkę w głowie na ich widok „Co pan chce z nimi zrobić?” myślał, a wyobraźnia podpowiadała mu różne wyuzdane sceny. Lecz szybko przekonał się, że chyba za bardzo go poniosło...
– Twojego stróża jeszcze nie ma, a nie mogę cię tak zostawić. Wstań i odwróć się – Aki zrobił to co pan mu kazał. Stanął tyłem do niego i pozwolił, by pan zapiął kajdanki na jego rękach.
– A teraz masz usiąść na sofie i grzecznie czekać aż ktoś nie przyjdzie. Za chwilę powinien się zjawić, ale lepiej nie kusić losu, zgadzasz się ze mną? – spojrzał na niego wyczekująco.
– Tak, panie.
– Kluczyk kładę tutaj. Jak ktoś już do ciebie przyjdzie, powiedz mu, że ma cię rozkuć – oznajmił, odkładając kluczyk na najwyższą półkę z książkami, by chłopak sam nie był w stanie sobie go ściągnąć. – Wychodzę. Pamiętaj, żeby zachowywać się odpowiednio – powiedział na koniec.
Chwilę później Aki odprowadził wzrokiem pana, po czym został sam w mieszkaniu. Nie miał zamiaru ruszać się z tej sofy dopóki ten ktoś, kto miał przyjść, nie pojawi się i go nie rozkuje. Ponadto, nie potrafiłby zdjąć kajdanek w żaden sposób, więc co miał robić?



Zazwyczaj jadał samotnie przy ogromnym stole w jadalni. Pomieszczenie to urządził tak, by poranki, które często były niezbyt przyjemne, stawały się choć trochę bardziej znośne. Dlatego właśnie, żeby umilić sobie każdy gorszy początek dnia, zgromadził w jadalni swoje ulubione rzeźby, malowidła i inne ozdoby. Podczas posiłku najbardziej lubił przypatrywać się abstrakcyjnemu obrazowi namalowanemu w ciepłych barwach, w którym pomiędzy kęsami zawsze starał się odnaleźć jakiś sens, ale nigdy mu się to nie udawało. Chociaż miał co do niego kilka koncepcji.
Kilka dni minęło odkąd po raz ostatni widział swojego niewolnika. Od czasu, kiedy zostawił go wtedy w mieszkaniu, nie pojawił się tam ani razu. Nie miał czasu. Musiał zając się ważnymi sprawami, zwłaszcza zacieraniem śladów po swojej nie do końca legalnej działalności, bo z informacji jakie otrzymał, wyglądało na to, że policja wpadła na pewien trop. A on nie mógł ryzykować. Na szczęście, miał już wszystko pod kontrolą.
Tego poranka, jak i w ciągu kilku ostatnich, towarzystwo zapewniał mu brat, który z jakiegoś powodu podczas pobytu u niego, widocznie postawił sobie za cel opowiedzenie mu całego swojego życia.
– … i wtedy pomyślałem sobie, że ty tak właśnie byś zrobił, dlatego zgodziłem się! – zawołał, gestykulując przy tym i o mało nie rozlewając swojej kawy. Oczywiście z dodatkiem kilku kostek cukru, bo gorzki smak go odpychał.
– Cieszę się, Mark – powiedział od niechcenia, bo naprawdę niewiele go to obchodziło. – Dzisiaj też się gdzieś wybierasz?
– Dzisiaj? – popatrzył na niego pytająco, a John nie miał pojęcia, co ten wzrok oznaczał. – John! Właśnie! Muszę ci o czymś powiedzieć. Tylko proszę, nie denerwuj się, dobrze?
– Dobrze – zapewnił go, choć wiedział, że może spodziewać się teraz czegoś, co go wyprowadzi z równowagi. Mark był w końcu w tym mistrzem. – O co chodzi?
– Bo widzisz... – „Nie Mark, tylko nie patrz tak na mnie” błagał w myślach zauważając, że brat przybierał tę minę zbitego psa, która sprawiała, że John do tej pory jeszcze go nie zabił. Jeśli Mark był mistrzem doprowadzaniu jego nerwówy na granice wytrzymałości, był nim także we wzbudzaniu w nim litości. Jako jedyny posiadał tę umiejętność. A John nienawidził tej swojej słabości do niego. – Dzwonili rodzice. I dziś już wyjeżdżam, żeby dołączyć do nich.
– Rozumiem – Nie odetchnął z ulgą. Wiedział, że było coś jeszcze.
– Tylko... John, oni chcą żebyś pojechał ze mną. – W końcu postawił sprawę jasno. Widać było, że bał się reakcji swojego starszego brata. I słusznie.
– Czy oni oszaleli?! – wrzasnął, powstrzymując się, przed uderzeniem pięścią w stół. – Nie mam czasu na głupoty! Przekaż im, że nie, nie mam czasu na sentymenty a grób dziadków odwiedzę innym razem, jak akurat będę w okolicy. – „Czyli nigdy” dodał w myślach.
– Ale John! Proszę cię! – Nie dał za wygraną, choć czuł, że to była ostatnia rzecz, jaką brat miałby ochotę zrobić. – Ten jeden raz mógłbyś znaleźć trochę czasu. Przecież nie zajmie ci to aż tak długo. A nie widziałeś się z nimi od lat...
– Tym lepiej, Mark. Z ojcem dogaduję się świetnie, jeśli tylko nie muszę z nim rozmawiać twarzą w twarz. Inaczej kończy się to katastrofą. Wiesz, że zawsze zaczyna tę swoją głupią gadkę. A matka tylko mu wtóruje – zdążył już się uspokoić na tyle, by zniżyć głos do normalnego tonu. – Nie mam ochoty na awantury i „wydziedziczanie” mnie po raz kolejny – mówiąc to, skrzywił się.
– Wiesz, że oni tylko tak mówią. To starzy ludzie i chcieliby po prostu, żebyś robił to co oni ci każą, a nie to, co ty chcesz. – Wiedział, że tym razem Mark miał rację. Zresztą, zdawał sobie doskonale sprawę z tego, dlaczego jego rodzice tak się zachowują i nie brał ich słów na poważnie. Jednak mimo to, wciąż wolał ich unikać. – John, proszę, pojedź ze mną.
– Nie ma mowy – odmówił kategorycznie.
Wrócił do posiłku i przez parę minut obaj jedli w milczeniu. Z jakiegoś powodu danie, które początkowo uznał za pyszne, teraz przestało mu smakować. John widział doskonale zawód, jaki malował się na twarzy brata. Zamyślił się, wpatrując się w niego.
Nienawidził tego. Wreszcie zrozumiał, dlaczego Mark przyjechał do niego tak nagle. To rodzice to wszystko zaplanowali. Wiedzieli, że im odmówiłby od razu nawet ich nie wysłuchując do końca, dlatego posłużyli się Markiem. Kazali mu tu przyjechać pod byle pretekstem i przekonać go do spotkania z nimi. Cwani jak zawsze. I równie wkurzający i niebezpieczni.
– Czego chcą? – odezwał się w końcu.
Mark spojrzał na niego, uśmiechając się niepewnie.
– Ojciec ma jakiś nowy pomysł. Pytałem, ale stwierdził, że dowiem się, kiedy ty się dowiesz. Nie chciał mi nic zdradzić, chociaż próbowałem coś od niego wyciągnąć. Po prostu chciał wyjawić ci go osobiście – powiedział, a John zobaczył na jego twarzy wyraźną ulgę. Wiedział, że bart nie lubił niczego przed nim ukrywać. Musiało mu to ciążyć. – No i...
– Tak? – zainteresował się nagle.
– Podsłuchałem jak matka rozmawiała z ojcem i mówiła mu, że muszą wreszcie poprosić cię, żebyś – zawahał się na moment. – No, żebyś przekonał mnie.
– Do czego? – John nie wiedział, co tamten ma na myśli.
– John, przecież wiesz! – oburzył się. – Ja nie chcę wchodzić w to. Nie chcę, jak to ojciec mówił wcześniej, „wejść do branży”! Ty wiesz najlepiej, że nie nadaję się do tego... A on planuje oddać wszystko w moje ręce i chce, żebym zajął jego miejsce.
John pomimo niezbyt szczęśliwej miny brata, zaśmiał się. Bawił go ten ciągły upór ojca, pomimo że doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że żadnego mafiozy z Marka nie będzie.
– Cóż, to masz problem Mark, bo on nie odpuści tak łatwo.
– Wiem... Ale dlaczego Emily nie może tym się zająć? Ona nadaje się do tego świetnie! – Mark wydawał się być coraz bardziej załamany.
– Dobrze Mark, pojadę z tobą – Zmienił zdanie widząc, że jednak powinien w końcu porozmawiać z ojcem twarzą w twarz.
– Pojedziesz? John! Dziękuję! – zawołał, rozpromieniając się nagle. – A będę potem mógł wrócić do ciebie jeszcze na kilka dni?
– Tak, tak... – mruknął, już nawet go nie słuchając. Choć gdyby zorientował się w porę, na pewno nie zgodziłby się na to, bo wiedziałby, że będzie żałować.
John zastanawiał się teraz, jak przebiegnie jego spotkanie z rodzicami, których nie widział na oczy już dobrych parę lat.  



Pan nie pojawiał się przez kolejne dni. Aki nie pozostał jednak sam. Przez cały czas towarzyszył mu człowiek, który praktycznie nie spuszczał go z oka. Zimnym spojrzeniem obserwował wszystko, co Aki robił i nie pozwalał mu przebywać nigdzie samemu dłużej niż minutę. Nawet w toalecie. Jednak Akiemu nie przeszkadzało to zbytnio. Już od dawna nie wiedział przecież co oznaczało słowo „prywatność”, a u byłego pana nie miał lepszych warunków. No i poza tym, że „ochroniarz” obserwował każdy jego krok, nie robił nic, za co mógłby mieć do niego pretensje. Uderzył go tylko raz, widocznie dla zasady. Nawet to, że kiedy wychodził i związywał go, nie było niczym uciążliwym, bo Aki wiedział, że robił to, by mieć pewność, że jego więzień nie ucieknie. Rozumiał, że tamten nie chciał mieć problemów.
Niewyobrażalną niespodzianką i tym, z czego Aki ogromnie się cieszył, było to, że mężczyzna pozwalał mu oglądać telewizję. Za to może nawet odrobinę go polubił.
Aki domyślał się, że tamten otrzymał wyraźne polecenia, których skrupulatnie przestrzegał. Mężczyzna nie odzywał się do niego, chyba, że chciał, żeby coś zrobił, gdzieś podszedł, lub zabraniał mu czegoś. Albo też groził. Lecz żadne groźby nie były potrzebne. Aki był spokojny i nie stwarzał problemów. Nie miał zamiaru niepotrzebnie kombinować czy bawić się w samobójcę i próbować uciekać. Wyczekiwał tylko dnia, w którym pan nagle się zjawi. Bo sądził, że taki w końcu nadejdzie.
Odliczał dni, od tego, w którym pan opuścił mieszkanie. Szybko zdążył już przyzwyczaić się do nowej sytuacji, bo była dla niego naprawdę wygodna. Jednak dokładnie w czternastym dniu nieobecności pana, coś się zmieniło. Gdy się obudził, jeszcze niczego się nie spodziewał. To stało się dopiero po śniadaniu. Wtedy to usłyszał dzwonek do drzwi. Jego strażnik nie wydawał się ani trochę zaskoczony, więc widocznie spodziewał się kogoś.
Aki akurat czytał jakąś książkę, którą na chwilę zamknął. Mężczyzna odłożył gazetę na stolik kawowy i podniósł się ze skórzanego fotela.
– Siedź grzecznie – nakazał mu i poszedł otworzyć.
Aki siedział na sofie i nasłuchiwał. Nie usłyszał za wiele, bo rozmowa prowadzona była na korytarzu, w dodatku cicho. Dopiero po kilku minutach dotarł do niego dźwięk zamykanych drzwi. Wpatrywał się w wejście do salonu, spodziewając się zaraz zobaczyć swojego stróża, ale zamiast niego ujrzał zupełnie kogoś innego. Do salonu wszedł młody chłopak, może nawet w jego wieku. Miał tak jak on, blond włosy, choć na tym podobieństwa się kończyły. Aki od razu zorientował się, że był od niego wyższy. Zdziwił go natomiast uśmiech, jaki malował się na ustach nieznajomego.
– Cześć – powiedział tamten, siadając w fotelu. Dopiero wtedy przełożył przez głowę pasek torby i ściągnął ją. Wyjął ze środka jakiś przedmiot, położył sobie na kolanach, po czym torbę ułożył na podłodze, opierając ją o fotel. – Tak się złożyło, że dzisiaj to ja będę cię pilnował. Ale nie martw się, będzie dobrze. Na pewno się dogadamy.
Aki nie przywitał się z nim. Patrzył za to jednocześnie zdezorientowany i zaciekawiony. „On ma mnie pilnować?” myślał. „Kim on może być?”. Czuł, że nie był to przypadkowy nastolatek ściągnięty z ulicy. Coś mu podpowiadało, że mógł być on równie niebezpieczny jak mężczyzna, którego zmienił.
Aki prawie podskoczył słysząc nagle bardzo głośną, denerwującą melodię. Obejrzał się wokół, a gdy znów popatrzył na chłopaka, było już cicho. Muzyka wcześniej wydobywała się z przedmiotu, który tamten trzymał. Aki sądził wcześniej, że to telefon, jednak teraz wiedział już, że była to konsola.
– Sorry, zapomniałem ściszyć – odezwał się chłopak, włączając sobie grę. Minęła chwila, nim zwrócił się do niego znowu. – Jak masz na imię?
– Aki – odpowiedział. Trochę dziwnie było mu zwracać się do kogoś bez wyćwiczonej końcówki. Poza tym, dawno z nikim nie rozmawiał.
– Ja mam na imię Yukio – mówił tamten. – Ile masz lat? Wyglądasz na kogoś w moim wieku.
– Siedemnaście – odparł. Choć nie był to pan, starał się brzmieć uprzejmie. Poza tym, wolał nie ryzykować.
– Czyli miałem rację! – zawołał wesoło i spojrzał na Akiego z uśmiechem. – Jesteśmy rówieśnikami! Tylko powiedz mi, co ty tu robisz? Pan Ogai powiedział mi tylko tyle, że szef kazał cię pilnować. – Mówiąc to, wyglądał na niezadowolonego, ale tylko przez moment. – Jesteś jakimś jego krewnym? Nie, czekaj, to raczej nie to. A może... może... – zastanawiał się, przykładając palec do ust. – Może potrzebuje cię, żeby na przykład... szantażować kogoś! No, powiedz mi!
– Nie powinienem o tym rozmawiać – powiedział. Jeśli chłopak nie wiedział kim był dla pana, nie powinien usłyszeć tego od niego. To była jedna z zasad, które wpoił mu jeszcze jego były pan. „Jeśli ktoś nie wie, że jesteś niewolnikiem, może dowiedzieć się o tym tylko wtedy, jeśli taka będzie wola twojego pana” Aki potrząsnął głową, bo w myślach usłyszał głos Wielkiego Akumy wypowiadającego te słowa do niego. A to nie było nic przyjemnego, wprost przeciwnie. Wolałby nigdy nie słyszeć go znowu.
Aki wiedział, że postąpił słusznie, bał się tylko trochę, jak zareaguje chłopak.
– Tak? Czemu? – dopytywał się. – Czemu nie możesz o tym rozmawiać? Ty jesteś tutaj zamknięty, a ja cię pilnuję. Mnie możesz powiedzieć.
– Przepraszam. Nie mogę – odparł krótko lecz zdecydowanie.
Yukio popatrzył się na niego, przechylając głowę na bok. Jego uśmiech nie zmalał ani trochę.
– Nooo... no dobrze, jak tam chcesz. – Aki zdziwił się, że tak łatwo odpuścił, skoro jeszcze przed chwilą tak chciał to wiedzieć. – Ale dobry z ciebie chłopiec. – Znów wrócił do swojej gry. Po chwili znowu zadał mu pytanie. – Grasz w Fire Burst?
– Nie – odpowiedział. Nigdy nie miał psp i nawet nie słyszał o tej grze wcześniej.
– Nie grasz, bo nie lubisz czy nie grałeś w nią nigdy?
– Nie grałem w nią nigdy.
– Matko, ale z ciebie trzeba wszystko wyciągać – westchnął. – Jakiś mało rozmowny jesteś. Ale jak tam sobie chcesz...
Aki nie odezwał się. Nawet nie wiedział, co miałby na to odpowiedzieć.
Chłopak w pewnym momencie odłożył konsolę na stolik i poparzył na niego.
– Jak chcesz, to możesz zagrać. Tylko nie popsuj , bo się pogniewam. – Ziewnął i już nie zwracając uwagi na chłopaka, rozłożył się w fotelu, zarzucając nogi na stolik. – Ostatnio mało spałem. Ciągle czegoś ode mnie chcą – narzekał, mówiąc z przymkniętymi powiekami. – Nie masz nic przeciwko, żebym się trochę przespał?
– Nie – zaprzeczył.
– Tak myślałem. – Chłopak znowu ziewnął. – To ja się prześpię. Tylko Aki, nie wykorzystuj tego i nie próbuj uciekać. Ani nie rzucaj się na mnie. Zapomniałem broni. Musiałbym skręcić ci kark...
Aki otworzył szeroko oczy i spojrzał na niego. To mógł być zwykły żart i pewnie był. Jednak sposób w jaki chłopak to powiedział, sprawił, że zrozumiał, że lepiej na niego uważać. Widocznie dobrze postąpił, starając się go nie zdenerwować. Choć byli w tym samym wieku, czuł, że i on miał jakąś swoją tajemnicę i był zupełnie kimś innym, niż wskazywałby na to jego wygląd czy trochę dziecinne zachowanie.
Czuł, że ten chłopak nie zawahałby się, by go zamordować.


– Jesteś dziwny – stwierdził Yukio. Jedli właśnie podwieczorek, na który składał się budyń, jaki chłopak znalazł w lodówce. Choć był wieczór, obudził się niedawno. A przynajmniej niedawno wstał, bo Aki miał wrażenie, że choć wydawało się, by tamten spał, tak naprawdę wciąż czuwał i pilnował go.
Aki popatrzył na niego pytająco, choć nie miał takiego zamiaru. Był ciekawy, dlaczego Yukio tak uważał.
– Jesteś jakiś taki... cichy, spokojny. Za spokojny. To dziwne! – zawołał, po czym zlizał budyń z łyżeczki. – Boisz się mnie? – zapytał jak najbardziej serio. – Tak szczerze, no powiedz – zachęcał go.
– Tak – powiedział. Może nie do końca bał się go, ale coś mu w chłopaku nie pasowało. Dlatego wolał odpowiedzieć twierdząco.
– Hmm... może to przez to, że cię trochę wcześniej nastraszyłem – zamyślił się na chwilę. – No ale musiałem! Żebyś... no wiesz zresztą. Nie uciekał. I tak by ci się nie udało. Ale nie zabiłbym cię przecież, skoro mam cię pilnować – poklepał chłopaka po ramieniu, śmiejąc się. Siedział teraz na sofie obok niego. – Aki, jak to jest być takim niewolnikiem? – zapytał nagle.
Aki spojrzał na niego nic nie rozumiejąc. „Dlaczego pytał mnie o to wcześniej, skoro wiedział?! I kto tu jest dziwny?” myślał sobie.
Yukio uśmiechnął się szerzej.
– No tak – przypomniał sobie. – Nie fochaj się Aki! Tak sobie chciałem zobaczyć co mi powiesz... Wiesz, byłem ciekawy czy się przyznasz czy nie... – Aki jakoś mu nie wierzył. Czuł, że miał w tym inny cel, ale nie wiedział jaki. – Dobra, głupio z mojej strony. Sorry. Już ok?
Dziwił się, że Yukio tak swobodnie z nim rozmawiał. Przecież on był dla niego więźniem. Nie musiał go przepraszać ani być dla niego miłym. W ogóle, to, że ktokolwiek był dla Akiego miłym czy nawet uprzejmym, było nieco... nienaturalne? Przez ostatnie lata przywykł już do tego, że był czymś, nawet nie kimś, z czym nie warto się liczyć. Sam zaczął też tak myśleć o sobie i nie stawiał się już nawet na równi z innymi ludźmi. Bo jedynym człowiekiem miał być dla niego pan. A jak mógłby równać się z panem?
– Tak – uśmiechnął się leciutko.
– To jak to jest nim być? – zapytał znowu. Aki czuł jak oczy chłopaka wlepione są w niego. Chyba zależało mu na tej odpowiedzi.
– Dobrze – powiedział tylko.
– No co ty? – westchnął Yukio. – Czekaj, bo ci uwierzę. Pewnie każą ci tak gadać, tak?
Aki patrzył na niego zakłopotany. Co chciał od niego usłyszeć? Przecież nie mógł mówić prawdy!
– Ech, dobra, skończmy ten temat. Powiem ci tylko tyle, że na twoim miejscu uciekłbym przy pierwszej lepszej okazji. Albo się zabił. Bo takie życie to nie życie...
„Takie życie to nie życie” powtórzył Aki w myślach. „Nie, on się myli. Nie ma racji. To też życie. Bo przecież... ja wciąż żyję. Jestem tutaj, więc żyję”. W tym momencie przypomniał sobie o swoim marzeniu, które było jedynym powodem, dla którego nie pragnął już ze sobą skończyć. Przez cały czas miał je gdzieś w głowie i choć na co dzień nie myślał o nim, wiedział przecież, że było tam. I należało tylko do niego. Znów uśmiechnął się delikatnie. Może było to głupie z jego strony. Bo jednak żeby je spełnić, musiałby być wolnym. Musiałby przestać być niewolnikiem i żyć jak inni ludzie. W jego obecnej sytuacji raczej nie było mowy o czymś takim. To po prostu niemożliwe. Pan nigdy nie pozwoliłby mu spełnić swojego pięknego marzenia, bo Aki należał do niego i nie było powodu, żeby się nim przejmował. Jednak Aki wierzył w to, że jeszcze kiedyś mu się uda. Może nie teraz, ale kiedyś, w przyszłości. Jego marzenie nie zniknie, pozostanie przy nim. Nie ważne, ile czasu upłynie. Wierzył, że zamiast poddać się, musi czekać na odpowiednią okazje. A kiedy ona nadejdzie, zrobić wszystko, by ją wykorzystać. Nawet, jeśli na zawsze pozostać by miał już niewolnikiem.


Yukio nie spędził z Akim zbyt wiele czasu. Już kolejnego dnia zastąpił go inny mężczyzna, którego imię znał dzięki temu pierwszemu. Według blondyna, jego nowy strażnik miał na imię Rokuro, jednak tamten nie wiedział o nim nic więcej, bo spotkał go może ze dwa razy i nawet nie rozmawiał z nim dłużej. Aki znowu więc nie wiedział czego się spodziewać i żałował, że nie pilnował go pierwszy z jego stróży. No i niepokoiło go trochę to, że pan wciąż nie wracał. Zastanawiał się nawet czemu.
Jak każdego dnia Aki przebywał w salonie. Oglądał telewizję, bo Yukio wcześniej nie miał nic przeciwko i nawet sam mu to zaproponował z nudów. Mężczyzna, który pojawił się w pomieszczeniu po wyjściu chłopaka, tylko zlustrował Akiego wzrokiem. Nie odezwał się do niego. Widocznie również nie miał zamiaru z nim rozmawiać. Akiemu to nie przeszkadzało, nawet wolał, by tak było.
Rokuro, jak zdążył ocenić Aki, był mężczyzną w średnim wieku, z lekką nadwagą. Na jego twarzy od razu rzucał się w oczy kilkudniowy zarost, który zakłócała szeroka blizna na policzku. Poza tym, nie wyróżniał się niczym. Nawet ubrany był zwyczajnie w proste, praktyczne jeansy i cienką, bawełnianą bluzkę.
Godziny mijały i choć jak na razie było spokojnie, Aki już wyczuł, że ma kłopoty. Mężczyzna wciąż gapił się na niego, ale nie tak jak choćby ten, który pilnował go na początku. Aki doskonale znał ten wzrok. Widział go nie raz. Spojrzenie Rokuro było przesycone pożądaniem, a to nie wróżyło niczego dobrego.
„Może wie kim jestem i chce skorzystać?”myślał. „Ale ja przecież należę do pana!”.
Postanowił przejmować się tym jak najmniej, bo cóż mógł na to poradzić, ale jednocześnie starał się uważać na to, by go nie prowokować. By nie dawać mu pretekstu ani nie wyprowadzać z równowagi. Wiedział, że jeśli tamten będzie chciał mu coś zrobić, to pewnie nie będzie w stanie się obronić, ale robił co mógł, by do niczego nie doszło. Lecz gdzieś w środku czuł, że jego los był przesądzony, bo tamten podjął już decyzję.
Do późnego wieczora, wszystko wydawało się być w porządku. Aki wziął bardzo szybki prysznic i przebrał się do spania. Położył się w łóżku, w jednym z pokoi i po prostu spróbował zasnąć tak jak robił to przez te wszystkie dni. Ale denerwował się za bardzo, by choćby poczuć się sennym.
Niestety, wkrótce okazało się, że jego obawy były uzasadnione.
W nocy mężczyzna przyszedł do niego. Nie byłoby w tym nic nowego, gdyby nie to, że Rokuro wszedł do łóżka i od razu zaczął dobierać się do jego bokserek. Jednak, kiedy tylko go dotknął, Aki po raz pierwszy od niepamiętnego już dla niego czasu, postanowił zaprotestować.
– Nie! – zawołał. Wyszarpał się z jego objęcia i postanowił uciec do łazienki. Chciał się tam zamknąć, cokolwiek... Wszystko, byle nie to.
„To nie pan! To nie mój pan!” myślał. „Pan nie kazał mi się z nim pieprzyć! No i... pan nie wydawał się osobą, która by mu na to pozwoliła. Chociaż nie wiem... Może i pozwoliłby...”. Aki tak strasznie tego nie chciał. Nie chciał, by ktoś taki go dotykał. „Gdyby to chociaż było polecenie pana... A co jeśli mu się to nie spodoba? Jeśli będzie zły? Ne mogę go rozczarować” Ta myśl najbardziej sprowokowała go do ucieczki.
Wyskoczył z łóżka i zaczął biec do łazienki. Wybiegł z pokoju. Wtedy jednak poczuł, że ktoś szarpnął go za rękę. Mocno. Aki zachwiał się, stracił równowagę i przewrócił się, upadając na dywan.
Rokuro go dopadł. Podniósł chłopaka i zaciągnął z powrotem do pokoju. Aki szarpał się, starał wyrwać, złapać czegokolwiek, byleby tylko się uwolnić. Nawet gryzł go i kopał, ale bezskutecznie. Mężczyzna w końcu rzucił go na łóżko, ściągnął z Akiego ubrania i przygwoździł swoim ciałem tak, że ten już nie miał jak uciec. Jeszcze przez jakiś czas protestował i opierał się, jak najbardziej utrudniając mu sprawę. Nic to jednak nie dało.
Aki był zły. Łzy leciały mu z oczu, bo czuł ogromną frustrację. Nie chodziło już o to, że ten obleśny facet chciał go zgwałcić. To nie miało aż takiego znaczenia. Zdarzało mu się to już bardzo wiele razy i choć nie był też na to zupełnie obojętny, potrafił to znieść. Ważniejsze było to, że przecież należał teraz do pana. Co jeśli po tym pan tak wścieknie się, że uzna go za kompletnie bezwartościowego? Co, jeśli ukarze go? Albo zabije? Aki nie chciał umierać!
Minęło jeszcze trochę czasu, ale mężczyzna, mimo drobnych niedogodności, w końcu dopiął swego. 

-----------------------------------------------------------------------------
Miał być wieczór, jest noc. Tym razem jednak to przez małe kłopoty techniczne. Ostatnio internet lubi wyłączyć mi się na kilka godzin... 
Ważne jednak, że w ogóle udało się zrobić to jeszcze dzisiaj :) Mam nadzieję, że rozdział podobał się Wam.

12 komentarzy:

  1. Ech, nienawidzę rozpoczynać czytać nieukończonych opowiadań, bo przy kolejnych rozdziałach nie mam pojęcia, co się działo wcześniej, ale nie mogłam się powstrzymać. Potrzebowałam opowiadania o takiej tematyce :'))
    Pierwszy bardzo rozdział skojarzył mi się z Okane ga Nai, czy jak to się tam pisze, bo nienawidzę tego yaoica. W ogóle nie lubię anime o tej tematyce. Opowiadania to co innego x3
    Czyta się bardzo przyjemnie, choć Aki momentami mnie irytuje - wiem jednak, że on właśnie taki ma być, jakoś przetrwam. Za to polubiłam Johna i liczę na to, że jeszcze bardziej wyrobisz mu charakterek :33
    W ciągu tych siedmiu rozdziałów pojawiały się liczne literówki, których oto ta wspaniała ja nigdy nie zapamięta lub zapisze, żeby poinformować :'))
    Czekam na dalszy rozwój sytuacji i co w końcu John zrobi z Akim.

    --
    bytaasteful.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się w takim razie, że zdecydowałaś się rozpocząć czytać moje :)
      Okane ga Nai nie znam, choć sprawdzę co to. O tej tematyce w ogóle nie oglądałam żadnego anime :P Czytałam tylko kiedyś jakąś mangę.
      Aki może Cię irytować. W końcu jego osobowość w tym momencie jest naprawdę nieciekawa i nudna. John to co innego. Myślę, że jeszcze trochę się zmieni.
      Tak, literówki na pewno są. Ciężko mi je poprawić, chociaż czytam i czytam, i staram się wyłapać.
      A co ma zrobić? xD
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam! :)

      Usuń
  2. Playlista dobra i pasuję i poproszę tytuł 1 utworu, bo mi bardzo przypadł do gustu ^^
    Co do rozdziału, to trochę za mało naszego pana i ta końcówka...
    Dlaczego ten oblech musiał go zgwałcić...
    Niech John każe go zabić, proszę!
    Teraz przejdźmy do Akiego, chciałabym, żeby stał już się wesołym chłopcem i mógł żyć beztrosko choć wiem, że nawet jeśli to nastąpi to za długi czas.
    A no i jeszcze nas John, niech on w końcu zrobi się dla niego miły.
    Jestem także ciekawa tytułowego marzenia :3
    No nic pozostaje czekać na next i życzyć ci weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy utwór to Mad World Gary'ego Julesa. To dobrze, że pasuje, bo długo ją kompletowałam ^^
      Noo... cóż. Tak już musiało być, niestety. Co do Akiego, to nie takie proste. Stanie się wesołym chłopcem w jego wypadku będzie naprawdę trudne.
      John może zrobi się kiedyś milszy. Byleby tylko nie zrobił się gorszy, prawda? :P
      Dziękuję i pozdrawiam! :)

      Usuń
  3. Przeczytałam rozdział, wściekłam się, że taki krótki, po czym zorientowałam się, że jest dłuższy od szóstego =_=
    Przeczytałam go od razu, ale ostatnio zauważyłam, że za pierwszym razem przelatuję tekst za szybko, byle wiedzieć co się stanie, a potem przy drugim sporo rzeczy wychwytuję, więc nie wzięłam się za ten komentarz od razu.
    I dziś sporo gdybania będzie i mam fazę, więc będzie długo.
    A czekając na notkę urządziłam sobie analizę piosenek z playlisty. Moim zdaniem wszystkie bardzo pasują do klimatu opowiadania, ale jak zaczęłam się wgryzać w teksty to trochę niepokojące rzeczy mi powychodziły. Zwłaszcza w „Mad World”, który interpretowałam z perspektywy Akiego, z tym tekstem, że w najlepszych snach jakie miał umierał, to się trochę zaniepokoiłam, zwłaszcza, że Akiemu jego marzenie się przyśniło. No ale z tego rozdziału ewidentnie wynika, że to na szczęście nie to i jednak to marzenie jest czymś przyjemnym.
    I mam nadzieję, że to opowiadanie zmierza w stronę „Lovesong”, nie ważne czy interpretować tę piosenkę od strony Johna czy Akiego ^^
    Do innych piosenek też mam jakieś tam przemyślenia, ale już sobie daruję pisanie o tym, bo to sumie nic odkrywczego nie jest. I mam nadzieję, że Cię nie przerażę tym zaangażowaniem, bo aż mi samej głupio, że się tak na tę historię nakręcam =_=”
    No ale rozdział:
    Podoba mi się opis mieszkania. Krótki jest i treściwy.
    Podoba mi się ten motyw, że Aki zamknął oczy, żeby się skupić i zastanawia się czy John się czasem o to nie zirytuje, a Johnowi było to zupełnie na rękę. W ogóle w tej scenie tak pięknie widać niezrozumienie między nimi i potworną różnicę w odbieraniu tej samej sytuacji. Z jednej strony John, który usprawiedliwia się przed samym sobą i czerpie przyjemność z pocałunku, a z drugiej Aki, który tak rozpaczliwie stara się sprostać oczekiwaniom Johna (których na dodatek nie zna) traktując to wszystko jak zwykły obowiązek typu obrobienie wyjątkowo ważnej acz upierdliwej pracy domowej. To jeden z tych momentów, które pokazują jak bardzo Aki jest spaczony psychicznie i szalenie podoba mi się to jak konsekwentnie prowadzisz tę konwencję. Dla Akiego całe to podporządkowanie jest oczywiste i na porządku dziennym i to widać nie tylko po jego przemyśleniach, ale też postawie i zachowaniu.
    A przy drugim czytaniu zachowanie Akiego skojarzyło mi się z grą aktora podczas kręcenia sceny do filmu, kiedy stara się wczuć w sytuację, która w rzeczywistości nie ma miejsca, a do tego musi improwizować, bo nie widział jeszcze scenariusza. „W końcu skupiał się na odgrywaniu jak najlepiej swojej roili” – głównie przez to zdanie, a za pierwszym razem w ogóle nie zwróciłam na nie uwagi. A potem jak John się nagle odsunął to aż usłyszałam w głowie reżyserskie „cięcie! Mamy to!”. XP
    Skomentowałabym jakoś to, że Aki odważył się dotknąć Johna, ale to chyba jedna z tych małych scen, które po prostu cieszą. Wydaje mi się jednak, że spokojnie mogłaś nie wspominać o tym wprost, w sensie bez tego napomknięcia: „przy czym przez myśl przeszło mu, że pierwszy raz sam go dotykał”, spokojnie dałoby radę się obejść, choć z drugiej strony pasuje do ogólnego tonu przemyśleń Akiego.
    A to „dobrze” Johna zabrzmiało jak do psa, nie wiem czy zamierzenie, ale fajnie wyszło. ^^
    To jak Aki próbuje analizować Johna jest urocze. I ciekawe przy okazji. I dobrze się to czyta.

    OdpowiedzUsuń
  4. Poza tym John ewidentnie wziął sobie do serca wskazówki Andavela i nie ma z tym problemów. Fajnie. I zastanawiałam się czy o tym pisać, bo mi się narzuciło dopiero przy dłuższym posiedzeniu, ale znów się przyczepię. Scena, kiedy John każe Akiemu usiąść na dywanie jest super, jednak moim zdaniem trochę za często podkreślasz posłuszeństwo Akiego. Ten komentarz, że w błocie też by siadł, jakby mu pan kazał, podoba mi się, ale generalnie jest zbędny, bo Aki całą swoją postawą manifestuje, że na życzenie pana to i psią kupę by zjadł. Co w sumie się bardzo chwali, że to po nim widać tak samo z siebie. I uwaga jest bardziej ogólna niż do tej konkretnej sytuacji.
    „Ani chwili spokoju” – dokładnie to samo pomyślałam, kiedy ten telefon zadzwonił.
    „Co pan chce z nimi zrobić? myślał, a wyobraźnia podpowiadała mu różne wyuzdane sceny. Lecz szybko przekonał się, że chyba za bardzo go poniosło...” – ten fragment też mi się bardzo podoba.
    Fragment w jadalni, o tym, że John lubi kontemplować działa sztuki przy śniadaniu, też mi się podoba, dzięki temu John się bardziej żywy staje.
    „- Cieszę się, Mark – powiedział od niechcenia, bo naprawdę niewiele go to obchodziło” – tu by się przydało dodać, że to John powiedział, bo z poprzednich zdań wynika, że to Mark jest tu podmiotem. W ogóle w tej rozmowie braci podmioty się trochę mieszają.
    Ten tekst o wydziedziczaniu Johna po raz kolejny też mi spodobał, zwłaszcza gdy wyobraziłam sobie jak by to miało wyglądać ^^.
    „Wrócił do posiłku i przez parę minut oboje jedli w milczeniu” – obaj, bo faceci.
    Emily – czyżby ten niemowlak w różowym wdzianku ze zdjęcia. Tak, cofałam się do piątego rozdziału, żeby to sprawdzić. Coś mi się widzi, że babkę polubię.
    Ech, nie wiem co o Marku myśleć. Wydaje się znacznie bardziej skomplikowany niż chcesz to pokazać. Wygląda na to, że siedzi pod pantoflem rodziców, ale nie ma problemu z manipulowaniem Johnem, przy czym oni obaj zdają się doskonale zdawać z tego sprawę. Ta słabość też dodaje Johnowi ludzkiego charakteru. Poza tym w Marku moim zadaniem jest coś takiego fałszywego, oślizgłego, co sprawia, że jest intrygujący.
    W ogóle a propos Marka, jakiś czas temu przez krótką chwilę miałam pomysł, że być może to on jest Akumą, ale od razu sobie uświadomiłam, że ochroniarz Johna rozmawiał z Akumą i raczej poznałby, że to brat szefa. A poza tym w ogóle pomysł bez sensu, mało prawdopodobny.
    Widać różnicę w stosunku Johna do różnych ludzi, inaczej rozmawia z bratem, z podwładnymi, inaczej zwraca się do Akiego. Przy czym wciąż widać, że to ta sama osoba, nie ma jakichś dziwnych zmian charakteru. Różne osoby też różnie na Johna reagują. Szczególnie podoba mi się tu zależność między Johnem i jego podwładnymi oraz między Johnem i Akim. Bo położenie w gruncie rzeczy jest podobne. Podejrzewam, że gdyby John się uparł mógłby zmieszać z błotem któregokolwiek ze swoich podwładnych i wprost nikt by mu złego słowa nie powiedział (może poza Hisato), a mimo to żaden nie płaszczy się jakoś szczególnie przed nim i nie pragnie tak panicznie go zadowolić. Jasne, szacunek i posłuszeństwo są, ale takie sytuacje, które bez najmniejszego sprzeciwu przechodzą z Akim, raczej nie przeszłyby prawdopodobnie z większością podwładnych Johna. Nie mam pojęcia czy wyraziłam się jasno. Jakby co to doprecyzuję.
    „Zimnym spojrzeniem obserwował wszystko, co Aki robił i nie pozwalał mu przebywać nigdzie dłużej niż minutę” – chyba samemu nigdzie mu nie pozwalał przebywać.
    „Jego strażnik nie wydawał się być ani trochę zaskoczony” – bez być.
    Yukio jest nie mniej intrygujący od Mark, obaj z resztą przypadli mi do gustu, ale Yukio z tą swoją gadatliwością i uśmiechami jest niepokojący na zupełnie innej zasadzie. W Marku jest coś wężowatego, w Yukio – kociego albo lisiego. Przy czym, jeśli chodzi o Marka, to nie zdziwiłabym się, gdyby to była tylko moja galopująca nadinterpretacja. Nie mniej Yukio wydaje się mimo wszystko mniej nieprzewidywalny niż Mark czy nawet John.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest coś takiego, że naprawdę ciężko mi uzmysłowić sobie, że Aki i Yukio są w tym samym wieku. I nie mam pojęcia z czego to wynika. Kolosalne różnice charakterów może?
    Powinnam jakoś ich rozmowę skomentować. Fajnie budujesz ich charaktery. Dobrze, że Aki nie chlapie ozorem o tym kim jest i szczerze mówiąc, aż mnie zdziwiła rozwaga z jaką podszedł do tego niewygodnego pytania. Albo rozwaga Akumy, który go uczył. Ech, serio, coraz lepiej widać, że ten facet, tresując Akiego, naprawdę wiedział co robi.
    Przyjemnie się czyta Akiego w konfrontacji z kimś poza Johnem (co nie zmienia faktu, że jego rozmowy z Johnem to wciąż moje ulubione sceny). Fajnie się wtedy dystansuje. Yukio ciągle go zagadywał, a Aki ledwie odpowiadał, mimo wszystko starając się Yukio nie zdenerwować. Niby podobnie jak z Johnem, ale jakby na kompletnie innych zasadach.
    „Dlaczego pytał mnie o to wcześniej, skoro wiedział?! I kto tu jest dziwny?” – a w tym zdaniu wyczuwam przebłysk dawnej buntowniczej natury Akiego ^^
    A ten fragment, gdzie Yukio pyta jak to jest być niewolnikiem wyszedł tak ironicznie-smutno.
    Marzenie Akiego – moim zdaniem sprawia wrażenie dokładnie takie jak pomyślał sobie Aki. Jak się czyta to się wcale nie pamięta, że główny bohater ma jakieś tam marzenie, które go powstrzymuje przed samobójstwem, ale ono gdzieś tam jest i się raz na jakiś czas pojawia. I mnie bardzo ciekawi co to za marzenie i czy John pomoże Akiemu je spełnić, czy Aki je spełni na własną rękę, albo możesz strolować i Aki stwierdzi, że jest z Johnem taki szczęśliwy, że to marzenie nie jest już ważne i nigdy się nie dowiemy co to było. Proszę, nie rób tego.
    Przy okazji maiłam chwilę grozy, bo uświadomiłam sobie, że równie dobrze Aki może wcale się w Johnie nie zakochać. Jakby nie patrzeć alternatyw ma sporo, z samym Akumą na czele, bo to w końcu dość klasyczny motyw, że zgnębiony niewolnik wraca do swego gnębiciela, stwierdzając, że jest w nim zakochany. Szczerze muszę przyznać, że ja ten motyw lubię, ale Johna też lubię i nie chciałaby, żeby Aki się na niego wyparł. A już zwłaszcza nie na rzecz Akumy. Na szczęście raczej się na taki obrót spraw nie zanosi, ale kto Cię tam wie...
    Tego że Aki zostanie zgwałcony nie przez Johna się kompletnie nie spodziewałam, a już na pewno nie tym etapie historii. A teraz tak dużo rzeczy może się wydarzyć, że aż mnie trzęsie. Przede wszystkim mam wrażenie, że będziesz złośliwa i John nie dowie się o tym jeszcze w najbliższym rozdziale, bo będzie się bujał z rodzicami. Ciekawe czy będzie pyskował, czy jednak spuści z tonu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mniej pewnie prędzej czy później John dowie się, że jego kupiony za kupę kasy niewolnik został zgwałcony. Normalnie bym stwierdziła, że najoczywistszym rozwiązaniem byłoby gwałciciela ukatrupić/sponiewierać, choćby tylko dla przykładu. Zwłaszcza, że John jako szef mafii raczej takiej zniewagi nie zostawiłby bez odzewu. Rozwiązanie, które mnie najbardziej by się podobało, to pozwolenie Akiemu wpakować facetowi kulkę w jaja albo coś podobnego, jednak coś takiego na tym etapie byłoby dość ryzykowne z perspektywy Johna. Ja bym miała radochę, bo ich relacje w oczywisty sposób mogłyby ulec ociepleniu (chyba że Aki jednak znienawidziłby Johna za zmuszanie go takich brutalnych rzeczy), ale z drugiej Aki mógłby poczuć się zbyt pewnie i zachciałoby mu się wpakować taką kulkę Johnowi. Może coś takiego przy Akumie odwalą ^^
    Z drugiej strony John może nie dowiedzieć się o tym gwałcie teraz, ale dopiero kiedyś tam w przyszłości. Bo skąd miałby wiedzieć? Aki boi się, że John się na niego wścieknie (po tresurze Akumy, to myślenie wydaje się bardzo na miejscu, takie branie winy na siebie), więc raczej nie naskarży przy pierwszej lepszej okazji. Rokuro też się przecież nie przyzna. Co ten facet sobie w ogóle myślał? Jasne, Aki raczej będzie milczał, ale skąd on mógł to wiedzieć. Zamierza Akiego zaszantażować? Wmówić, że John nie miał nic przeciwko? No co on sobie myślał? Że szef go nie sponiewiera, gdy się dowie? Mam nadzieję, że John to zrobi. A bardziej mnie interesuje co zrobi z Akim. Czy się zastosuje do rad Andavela i zbeszta Akiego z góry na dół, czy jednak sumienie mu nie pozwoli i będą się tulić. Dobra, niekoniecznie tulić, ale mogliby, no.
    No i Aki mógłby powiedzieć o tym gwałcie następnemu opiekunie (jeśli jakiś będzie) albo Yukio (jeśli się jeszcze spotkają) i John dowiedziałby się od osoby trzeciej. Albo sam się kapnie, ale Rokuro już naprawdę musiałby być idiotą, żeby jakieś bardzo widoczne ślady zostawić.
    A najlepsze jest to, że tu wszystko wydaje się ważne i ten ciąg przyczynowo skutkowy jest zachowanym, a ten gwałt, mimo że krótko opisany, wydaje się ważny na tyle, by potem była z tego grubsza afera. Nie mogę się doczekać ^^
    Dobra, tym razem trochę pojechałam z tym komentarzem. Tak naprawdę, to gdybym nie komentowała to bym tego wszystkiego aż tak się nad tym wszystkim nie zastanawiała, ale ja rzadko kiedy cokolwiek komentuję, więc, gdy już to robię, wolę iść na całość.
    Pozdrawiam i weny życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję Ci za tak długi komentarz, a nawet kilka, dzięki którym postanowiłam zmienić nieco bieg wydarzeń w moim opowiadaniu :) Poza tym, nie powstrzymuj się, pisz ile masz ochotę. Ja zawsze z chęcią czytam twoje komentarze i sprawiają mi one wiele radości. Ostatnio nawet dzięki nim wzięłam się w garść i zaczęłam pisać, bo pomyślałam, że warto się postarać, skoro jest dla kogo. Jeśli ktoś tak się angażuje pisząc komentarze, to ja muszę być jeszcze lepsza, by nie zawieść jego oczekiwań! :)
      Zdradzę Ci, że wszystkie piosenki z playlisty coś oznaczają i odnoszą się do różnych osób. Oczywiście, głównie do Akiego i Johna. Wiadomo :) Ale dokąd ono zmierza, tego już nie powiem, bo to ma być niespodzianka!
      Opis mieszkania - Stwierdziłam, że nie ma co się nad nim akurat rozpisywać, ale z drugiej strony pominąć też nie można było, więc tak zostało.
      Co do Akiego masz zupełną rację. Jest spaczony psychicznie i odbiera wszystko zupełnie inaczej niż John. Stara się zachowywać tak, jak wpojono mu przez te dwa, ciężkie lata. Przez ten czas Akuma dokonał wszelkich starań, by zrobić z niego idealnego niewolnika. Dlatego psychika Akiego nie mogłaby pozostać nienaruszona po tym co przeszedł.
      Ciekawe skojarzenie z tym aktorem i kręceniem sceny. Akurat nie myślałam o tym podczas pisania, ale rzeczywiście pasuje doskonale do tego momentu, jeśli odbierać by to w ten sposób. ^^
      Przy tym dotknięciu uznałam, że jednak lepiej będzie to podkreślić. W innym wypadku obawiałam się, że sporo osób mogłoby to pominąć. A bardzo chciałam tego uniknąć :)
      Tak, tu mnie masz xD To właśnie miało brzmieć tak, jakby John mówił do swojego pieska ( a zauważyłaś jak go pięknie głaskał? *.*). Ale w pozytywnym sensie, bo pieski bardzo lubię :P
      Analizowanie Johna przez Akiego to warunek jego przetrwania, więc nasz niewolnik musi to robić na okrągło. Przynajmniej przy Akumie musiał. Przy Johnie mógłby w sumie przystopować, ale cóż. Nawyk się wyrobił.
      Przyczepiaj się, przyczepiaj. nie widzę w tym nic złego. I nawet masz z tym trochę racji. Czasem przesadzam z podkreślaniem posłuszeństwa Akiego. Musze popracować nad wyważeniem tego w odpowiedni sposób :P
      "„Ani chwili spokoju” – dokładnie to samo pomyślałam, kiedy ten telefon zadzwonił." - Może nie widać tego za bardzo, ale John to naprawdę zajęty człowiek z racji prowadzonej przez niego działalności.
      "W ogóle w tej rozmowie braci podmioty się trochę mieszają." - Kurcze, no nie wiem co zrobić. Mam jakiś problem z tym, bo nie wyczuwam tego tak bardzo, z racji tego, że już mam wyobrażenie tej sceny w głowie. No i nie wiem jak to poprawić... Masz jakiś pomysł?

      Usuń
    2. Hehehe :D Ojciec bardzo lubi wydziedziczać Johna. Ale jak widać jeszcze nigdy nie wprowadził swoich gróźb w życie :D
      Emily faktycznie była na zdjęciu. Jak na razie nie mam wobec niej zbyt wiele planów, ale kiedyś pojawi się i ona.
      Mark fałszywy? Niee, ja nic o tym nie wiem... Z resztą, siedzę już cicho bo powiem za wiele xD Ale zdecydowanie Akuma to nie on. Akuma to Akuma.
      Co do tego masz zupełną rację. W końcu oni tylko dla niego pracują. Robią to dla pieniędzy, a Aki - bo nie ma wyboru. John ma wpływy i władzę, ale nie jest Bogiem. A dla Akiego mógłby nim być, choć sam nie jest tego świadomy. Za to z Hisato jest jeszcze inna sytuacja. Niby pracuje dla Johna, ale ich relacje są szczególne, co mam zamiar jeszcze kiedyś pokazać.
      Yukio... o nim chyba nie ma sensu bym pisała, bo wszystko co chciałam do tej pory o nim ukazać, ukazałam w tym rozdziale. A na resztę przyjdzie jeszcze czas. To ważna postać i pojawi się nie raz :) I dobrze, że pamiętasz o tym, że to rówieśnicy. W sumie to można by się zastanowić, czy Aki nie byłby podobny do Yukio, gdyby jego losy potoczyły się inaczej, prawda? :)
      Akuma to profesjonalista i nie sprzedaje wybrakowanego towaru. Pomyślał o wszystkim... prawie :P
      "A ten fragment, gdzie Yukio pyta jak to jest być niewolnikiem wyszedł tak ironicznie-smutno." - Mission Completed :P
      Co do marzenia Akiego, chłopak na razie i tak nie może go spełnić. Nie ma na to najmniejszych szans i dobrze o tym wie. Ale kto zabroni mu marzyć? Chyba tylko to mu pozostało. Jedyna rzecz naprawdę jego. Celowo na razie nie ujawniam jakie Aki ma marzenie. To kolejna niespodzianka :) Ale myślę, że jeszcze trochę i łatwo będzie się tego domyślić :)
      Zakochany w Akumie? To chyba by się nie zdarzyło nawet jakby Akiemu się jakiś syndrom sztokholmski przytrafił albo coś w tym stylu :P Nie, mogę Cię zapewnić, że tutaj nic takiego nie mam miejsca. Chyba że wcześniej sama zwariuję i uznam, że Akie zasługuje na wieczne potępienie. Albo że skończą mi się pomysły. Albo będę chciała nagle zaskoczyć czytelników... w sumie xD Inne opcje są oczywiście możliwe, a jest ich wiele.
      Jeśli chodzi o ten gwałt, to to, co się teraz stanie pozostawię w tajemnicy. Ale podoba mi się Twój tok myślenia ^^ Za to przypuszczam, że Rokuro to prosty facet, który myśli nie ta częścią ciała co potrzeba i jest zbyt pewny siebie. Poza tym, chyba uznał Akiego za kogoś innego niż powinien...
      "Dobra, niekoniecznie tulić, ale mogliby, no." - też bym chciała, żeby w końcu było jakieś tulenie! ;3 Ale na tym etapie to trudne...
      Wciąż mam wrażenie, że powinnam odpowiedzieć jeszcze staranniej na Twój komentarz, ale już nie wiem co pisać ^^
      Dziękuję jeszcze raz i pozdrawiam Cię serdecznie! ;3

      Usuń
    3. O! I dziękuję jeszcze za wskazanie błędów :) Już poprawiłam :)

      Usuń
  7. Witam,
    czemu Josh się nie pojawia, to znaczy, ze jego ochroniarze wiedzą kim jest Aki, jak można przerwać w takim momencie, ciekawe co na to Josh, jak zareaguje, czy uzna, że mógł to zrobić...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń