Rozdział 10

Zaproszenie do zabawy


„A to kto znowu?” John nie miał pojęcia kim był elegancki mężczyzna siedzący na sofie w gabinecie. Był natomiast pewien, że widział go po raz pierwszy w życiu i nigdy wcześniej go nie spotkał. Mężczyzna wyglądał młodo, a John ocenił, że mógł być co najwyżej w wieku Marka. Nie miał pojęcia, czego mógł chcieć od niego ktoś taki.
John wszedł do pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi. Gdy zbliżał się do sofy, mężczyzna wstał i uśmiechnął się lekko, witając się z nim. Zanim John zdążył zapytać go, czego chce, ten już odezwał się pierwszy, tłumacząc mu wszystko.
– Przepraszam, że tak nalegałem na spotkanie z panem, ale mam panu coś do przekazania – nieznajomy mówił grzecznie, lecz nie z przesadną uprzejmością. – Nazywam się Motoki Shimakage i przyszedłem tutaj w charakterze posłańca. Przysłał mnie pan Andavel z tym oto zaproszeniem, a moim zadaniem było dostarczyć je panu jeszcze dzisiaj – Shimakage wręczył Johnowi sporą, pięknie zdobioną, białą kopertę. Ten wziął ją do rąk ostrożnie.
„Andavel” John powtórzył nazwisko w myślach. „Czego on tym razem może ode mnie chcieć?” zastanawiał się. Czuł jednak, że nie mogło to być nic, z czego powinien się cieszyć.
– Dziękuję – powiedział John ozięble, po czym zapytał podejrzliwie. – Co to za zaproszenie?
– Proszę wybaczyć, ale nie wiem za wiele, a nie chciałbym udzielić panu błędnych informacji. Jestem tylko posłańcem – wzruszył ramionami, nie przejmując się widocznie tym, że ten gest mógł być odebrany jako niegrzeczny. Od początku zresztą zachowywał się dosyć swobodnie. – A teraz jeśli pan pozwoli, chciałbym pożegnać się i już wracać.
– Dobrze, możesz odejść – odparł John, całkowicie tracąc nim zainteresowanie, skoro nie chciał wyjaśnić mu niczego dokładniej. Bo że posłaniec wiedział coś i to wiele więcej niż skłonny był przyznać, John zauważył od razu. Po prostu stwierdził, że reszty dowie się czytając zaproszenie, które otrzymał.
Gdy Shimakage pożegnał się z nim i wyszedł z gabinetu, John od razu usiadł na sofie i rozdarł brzeg koperty. Nic nie robił sobie z tego, że właśnie niszczył piękne zdobienie, które dla wielu mogło uchodzić za małe dzieło sztuki. Z koperty wyciągnął dwie kartki, obie starannie złożone na pół.
Pierwsza z nich, którą odczytał, była zaproszeniem na przyjęcie koktajlowe, o którym wspominał posłaniec. Miało się ono odbyć jutro, o godzinie szesnastej po południu, jak można było się domyślić, w hotelu Andavel, a dokładnie, w jego ogrodach. W zaproszeniu John nie doszukał się niczego nadzwyczajnego, ani tym bardziej niczego, co wzbudzałoby jego wątpliwości. Ot, takie sobie zwyczajne zaproszenie na przyjęcie, jakich otrzymywał setki. Ale czuł, że skoro chodziło o Andavela, a nie o jakiegoś przeciętnego człowieka, do których tamten z pewnością nie należał, musiało być coś jeszcze. W pośpiechu więc rozłożył drugą kartę i uśmiechnął się pod nosem czytając co było na niej zapisane. Wiedział, że coś musiało się za tym kryć. Po prostu czuł to. I tym razem jego przeczucia go nie myliły.

... Wybacz, że przesyłam Ci to zaproszenie tak późno, ale dowiedziałem się, że wyjechałeś i nie sądziłem, że wrócisz prędko. Lecz kiedy dotarły do mnie słuchy o Twoim powrocie, postanowiłem czym prędzej posłać mojego zaufanego człowieka, by dostarczył Ci je jeszcze dziś. Muszę przeprosić Cię za moją nachalność, ale nie ukrywam, że bardzo zależy mi na Twojej obecności, Drogi Johnie.
Jak pewnie domyśliłeś się, przyjęcie to będzie nieco odmienne od tych, na jakich zapewne bywasz na co dzień. Pragnę uprzedzić Cię, że będzie miało ono elitarny charakter i otwarte będzie jedynie dla nielicznych osób. Jedną z nich jesteś oczywiście Ty, John.
Przejdę do sedna, by nie zanudzać Cię w tym liście opowieściami, bo pewnie nie masz ochoty czytać o nich, kiedy jeszcze nie wyjaśniłem Ci, dlaczego tak bardzo zależy mi na tym, byś się zjawił. Otóż, na przyjęciu tym obecne będą osoby, które tak jak i Ty, weszły w posiadanie wyjątkowego, dostępnego dla nielicznych, towaru. Już wiesz co mam na myśli, John? Jestem pewny, że tak właśnie jest. Jako że byłoby to dla Ciebie pierwsze tego typu przyjęcie, dodam jeszcze, że mile widziane jest przybycie wraz z własnością, o której wspomniałem już wcześniej. Oczywiście, nie jest to wymagane, ale na pewno ta opcja przypadnie Ci do gustu.
Jednak bez obaw! Będzie to spotkanie czysto towarzyskie (dopiero na drugim miejscu rozrywkowe; każdy z gości to bardzo kulturalny człowiek) – dodaję, w razie gdybyś miał wątpliwości. Jak zawsze właściciele tych wyjątkowych okazów będą wymieniać się uwagami i rozmawiać o wszystkim, co dotyczy tego typu „hobby”. Dlatego też pragnę zaprosić Cię serdecznie na moje przyjęcie. To niezwykła okazja dla Ciebie, John, by dowiedzieć się wiele i poznać wielu niezwykłych ludzi.

Z wyrazami szacunku,
Francesco Andavel

PS Oczywiście, to w pełni zrozumiałe, jeżeli nie będziesz mógł się pojawić, skoro otrzymałeś to zaproszenie na dzień przed tym wydarzeniem. Wiedz, że nie zmieni to mojego stosunku do Ciebie i na pewno, gdy tylko będę organizował kolejne przyjęcie, nie pominę Cię na liście gości. Będę jednak szczęśliwy, móc powitać Cię na nim.”

Po przeczytaniu listu, do głowy Johna przychodziły przede wszystkim dwa pytania – co Andavel znowu kombinował oraz dlaczego uwziął się na niego i traktował go w ten sposób. John nie zrobił nic, by zasłużyć sobie na jego przyjaźń, więc dlaczego, z jakiegoś niezrozumiałego powodu, ten staruszek okazywał mu tak wielką sympatię? Nie miał na to żadnego pomysłu. Choć jednocześnie wiedział, że mogło przynieść mu to tak wiele korzyści, jak i kłopotów. By uniknąć tych drugich, najlepiej było odpowiadać tym samym i grać z nim w tę śmieszną grę. W dodatku John coraz bardziej chciał przekonać się, dokąd go to doprowadzi. Coraz bardziej pragnął też odkryć jakie były motywy Andavela. Co mogło nim kierować?
Niezbyt długo zajęło mu rozważanie nad tym czy przyjąć zaproszenie. Jeśli chciał wreszcie dowiedzieć się więcej o staruszku, nie pozostawało mu nic innego jak pójść na przyjęcie. To była doskonała okazja, by zdobyć jakieś informacje.
Dłużej rozmyślał nad tym, czy zabrać ze sobą swojego niewolnika. Nie wiedział, jakich ludzi tam spotka i czy przy jego niedoświadczeniu w postępowaniu z niewolnikami przypadkiem nie narazi się na nieprzychylność ich właścicieli. Lecz John w końcu doszedł do wniosku, że nie powinien się niczego obawiać. Może i miał braki w tej kwestii, jednak jego pewność siebie i stanowczość oraz odrobina rozsądku powinna wystarczyć, by przekonać do swojej osoby tamto grono. Poza tym, przybycie z niewolnikiem powinno zwiększyć jego wiarygodność i pomóc w wejściu do towarzystwa. Nie chciał tego zrobić, bo czuł taką potrzebę, ani nie zależało mu na tym, by mieć w nich dobrych znajomych. Sądził jednak, że to byłby przydatne w rozszyfrowywaniu intencji Andavela. Ostatecznie nie szkodziło spróbować.
Podjął decyzję i miał już wychodzić, kiedy usłyszał pukanie do drzwi i odpowiedział na nie krótkim „proszę”, pojawiła się jego służąca.
– Kolacja gotowa – poinformowała go. – Czy mam podawać? – zapytała, patrząc na Johna badawczo, jakby chciała wyczytać z niego, jaką to ważną sprawę miał do jej szefa nieznajomy mężczyzna, który tak jej podpadł.
– Tak, dziękuję. Proszę nakryć dla dwóch osób – powiedział, nie mając zamiaru mówić jej o czymkolwiek. Choć uważał ją za zaufaną osobę, bo pracowała w tym domu już od bardzo dawna i wiedziała o wielu, nawet tych poufnych sprawach, wciąż pozostawały takie, o których wolał z nią nie rozmawiać. Oprócz tego, nie był osobą skłonną do zwierzeń, kimkolwiek nie byłby jego rozmówca. Wyjątki oczywiście zdarzały się, ale były naprawdę nieliczne.
Służąc kiwnęła głową i widocznie rozumiejąc, że to wszystko, wyszła z gabinetu. Nie wyglądała przy tym na zachwyconą.
Johnowi przyszło nagle do głowy, że skoro przyjęcie mało odbyć się już jutro, musiał zorganizować parę rzeczy tak, by zdobyć czas na to wszystko. Wykonał więc parę telefonów. Na koniec poinformował o swojej nieobecności w firmie sekretarkę i poprosił o przesunięcie spotkania, jakie miał zaplanowane na jutro. Ta pomimo tego, że było późno i widocznie już szykowała się do snu, nie miała do niego żadnych pretensji. Znał powód i tym razem cieszył się z tego, bo mógł go w pewien sposób wykorzystać.
Dopiero, kiedy załatwił co musiał, opuścił gabinet i udał się do sypialni.



Sypialnię tę Aki znał już doskonale. Przez czas jaki w niej spędził zdążył napatrzeć się na wszystkie rzeczy, jakie się w niej znajdowały. I choć może wciąż nie był pewny zawartości komody, czy innych zamkniętych szafek, których wcześniej nie odważył się przeszukiwać i nawet nie śmiałby, praktycznie wiedział, co gdzie się znajdowało. Dlatego też teraz, gdy po raz kolejny czekał na pana i rozglądał się po pokoju, nie zauważył, by coś w wystroju uległo zmianie. Może poza koszulą rzuconą niedbale na łóżko, czy pustą szklanką stojącą na szafce nocnej.
Aki już nie bał się tak bardzo. Ochłonął po ponownym spotkaniu z panem i zrozumiawszy, że ten nic nie wiedział o tym, co między nim a mężczyzną o imieniu Rokuro wydarzyło się w ostatnim czasie, był dużo spokojniejszy. Cieszył się z tego, że nic nie wyszło na jaw i miał nadzieję, że pan się nigdy nie dowie. Przerażenie minęło i bladość gościła już na jego twarzy jedynie z powodu niewyspania i wcześniejszego zamartwiania się. Aki czuł się okropnie zmęczony. Miał ochotę pójść do łazienki i przemyć sobie twarz lodowatą wodą, by się rozbudzić. Nie zrobił tego jedynie dlatego, że pan mógł wrócić w każdej chwili. A Akiemu zależało na tym, by widział, że czekał na niego posłusznie, wedle rozkazu. Dzisiaj już zdenerwował go, przez swoją nieostrożność mówiąc nie to, co powinien i nie chciał ponownie mu się czymś narażać. W końcu pan darował mu karę, choć Aki wiedział, że przez brak szacunku, jaki mu okazał, bez dwóch zdań zasłużył na nią.
Zastanawiał się, czy od tej pory będzie tak jak wcześniej. Czy znów będzie musiał spędzać tu całe dnie, spotykając pana jedynie w nocy? Musiał przyznać, że to brzmiało nie najgorzej, choć wiedział, że pewnie przyjdzie mu się nudzić. Chociaż chyba chciałby spędzać trochę więcej czasu z panem. Nawet, jeśli wiedział co to oznaczało.
W pewnym momencie przypomniała mu się rozmowa telefoniczna, jaką pan prowadził w mieszkaniu. Nie zrozumiał z niej wiele. Prawdę mówiąc, prawie że nic. Jedyne, co rzuciło mu się w oczy, to to, że pan otrzymał chyba jakąś dobrą wiadomość, bo potem wyglądał na zadowolonego. I że rozmawiał z jakimś znajomym, bo mówił tak swobodnie.
Podczas swojego pobytu w tamtym mieszkaniu, Aki niczego o panu się nie dowiedział. Oprócz Yukio, jego stróże nie rozmawiali z nim jeśli nie było to konieczne. Pozostała dwójka tylko wydawała mu polecenia. Chłopak jednak doszedł do pewnego wniosku. Nie wiedział tego na pewno, ale miał swoje przypuszczenie. Skoro pan posiadał pracowników, którzy Akiemu wydawali się po prostu groźni i podejrzani, a w dodatku mieli broń, pan musiał być kimś im podobnym. W końcu on też miał pistolet. Ale kim był naprawdę, Aki nie miał pojęcia.
Pan wrócił i zastał Akiego w miejscu, gdzie ten znajdował się, gdy jego właściciel wychodził. Chłopak siedział grzecznie na walizce i walczył z tym, żeby nie zasnąć. Na widok pana jednak trochę się rozbudził.
– Widzę, że spełniłeś moje polecenie... dosłownie – Aki nie wiedział, czy mu się wydawało, czy pan wyglądał na rozbawionego, ale skoro pan był w dobrym humorze, chłopak też czuł się dobrze. Z resztą, skoro pan kazał mu „siadać i czekać na niego, bo zaraz wróci” zrobił właśnie to. „Oczywiście, że zrobiłem co pan kazał. W końcu to mój pan” myślał z lekką dumą, ostatecznie odbierając tamte słowa jako pochwałę.
– To teraz chodź ze mną. Schodzimy na dół – zakomunikował mu pan i już zaraz obaj szli przez szeroki korytarz.
Zeszli po schodach i Aki udał się za panem do sporego pomieszczania, które najpewniej było jadalnią. Chłopak nie wyobrażał sobie, by było czymś innym, skoro na środku znajdował się długi stół, na którym leżały dwa nakrycia oraz kilka półmisków z jedzeniem. Nie był tu jeszcze nigdy, dlatego sporo wrażenie zrobił na nim wystrój. Gdyby mógł, pewnie długo zachwycałby się tymi wszystkimi pięknymi i dziwnymi obrazami oraz rzeźbami. Niektóre z nich wydały się chłopakowi trochę śmieszne, ale równie interesujące. Jednak najbardziej podobała się mu duża, metalowa rzeźba stojąca w rogu. Przedstawiała jakieś fantastyczne stworzenie przypominające mieszankę ptaka, lwa i konia, którego Aki nie potrafił nazwać, ale które od razu go zafascynowało.
Po chwili, gdy pan już zajął miejsce przy stole, Aki wrócił na ziemię, przypominając sobie o drugim nakryciu. „Ciekawe, dla kogo to?” myślał. „Czyżby pan miał gości? A może jeszcze ktoś tu z nim mieszka?” Chłopak nie mógł być co do tego pewny. W końcu podczas jego pobytu tutaj przez większość czasu siedział zamknięty w sypialni pana. Równie dobrze mogło tu mieszkać jeszcze wiele osób, o których nie miałby pojęcia.
Aki podszedł trochę bliżej, stając obok swojego pana. Nie za blisko, nie za daleko. Był oddalony od niego o krok, gotowy służyć mu w każdej chwili.
– Usiądź – odezwał się do niego pan, ręką wskazując krzesło przy nakryciu, o którym rozmyślał chłopak jeszcze chwilę temu.
Aki był w szoku. „Czyżby pan chciał, żebym zjadł z nim przy stole? Tak razem? Ale przecież to...” To wydawało się chłopakowi zupełnie nie do pomyślenia. Niewolnik jedzący wspólnie ze swoim panem? Przecież to nie mieściło mu się w głowie! Coś takiego było zupełnie nierealne w jego wyobrażeniach.
– No już. Siadaj! – powtórzył głośniej pan, widząc, że Aki stał niemal z otwartą buzią i zdziwieniem wymalowanym na twarzy.
Chłopak wreszcie podszedł do wskazanego miejsca, odsunął sobie krzesło i usiadł, wciąż nie dowierzając w to, co się działo. Jeszcze siedząc, patrzył na pana niepewnie, myśląc, że ten zaraz skarci go za to co zrobił, nawrzeszczy na niego i ukaże srogo. Myślał też o tym, że pewnie się przesłyszał. Albo miał omamy ze zmęczenia. „Tak Aki, na pewno tylko wyobraźnia płata ci figle. Zaraz się obudzisz i...” – Jedz wreszcie, bo wystygnie – powiedział pan surowo.
Aki wreszcie zdał sobie sprawę z tego, że to nie żaden sen i wszystko działo się naprawdę. Choć to było niepojęte, pan chciał, by chłopak faktycznie zjadł z nim teraz. Aki czuł się niesamowicie wyróżniony. Chociaż nie wiedział czym zasłużył sobie na taką nagrodę, gdy dotarło do niego co właśnie mu się przytrafia, był tak szczęśliwy, że w jego oczach pojawiły się łzy. Ale mimo tego że szkliły się w nich, Aki powstrzymał je i nie popłynęły po jego policzkach. Wiedział, że to było nie wskazane.
Chłopak zaczął jeść powoli, kulturalnie, by nie narazić się panu i móc jak najdłużej cieszyć się z tego niespodziewanego prezentu.



„Czy dobrze zrobiłem?” zastanawiał się John, jedząc w milczeniu. „Czy przypadkiem nie powinienem się czuć teraz upokorzony? Jestem panem, on moim niewolnikiem. Czy nie rozpuści go to za bardzo? Nie popsuje? Może przyjedzie mu do głowy, że skoro pozwalam mu jeść ze sobą, to będzie mógł teraz pozwalać sobie na więcej?” myślał intensywnie.
John analizował sytuację, starając się dojść do jakichś wniosków i stwierdzić, czy nie popełnił błędu. Zastanawiał się czy nie rozpieszcza za bardzo chłopaka. Nie musiał być geniuszem, by domyślać się, że raczej rzadko pozwalano niewolnikom na coś takiego, jeśli w ogóle pozwalano. Niepewne zachowanie chłopaka, który widocznie nie mógł uwierzyć, że John polecił mu coś takiego, tylko to potwierdzało. John myślał tez o tym, czy aby przypadkiem nie straci w jego oczach. Czy możliwe, by coś takiego pozbawiło go autorytetu?
Rozważył to wszystko i ostatecznie doszedł do wniosku, że dobrze zrobił. Przypomniał sobie przerażenie z jakim powitał go wcześniej niewolnik i uznał, że w razie, gdyby jego obawy się ziściły, potrafiłby sobie z tym poradzić. Każde nieposłuszeństwo, które wydałoby mu się zagrażające jego pozycji, miał zamiar karać bardzo surowo. A jeśli zechciałby, przecież bez żadnego wysiłku zdołałby pokazać mu kto tu rządził, tak, by chłopak zapamiętał już na zawsze.
Przyglądał się niewolnikowi, który jadł spokojnie. Wcześniej zauważył już, że gdy jego zakłopotanie minęło, nastolatek wydawał się ogromnie cieszyć. Tym razem nie udało mu się ukryć tej radości przed Johnem. A mężczyzna obserwował go uważnie, bo nie często widział go takiego.
– Smakuje ci? – zapytał, unosząc lekko kąciki ust. Rozbawiło go to, jak chłopak popatrzył na niego z uwielbieniem. Wcześniej nie zauważył jeszcze u niego takiego spojrzenia. A może po prostu je przegapił?
– Tak, panie. Bardzo. Jest pyszne – odparł chłopak, tym razem wypowiadając nieco więcej niż swoją zwykłą formułkę.
„Mój dom, moje zasady” myślał John. Nie czuł się jak gdyby właśnie złamał tabu. Czuł natomiast, że skoro był panem, miał prawo ustalać co było odpowiednie dla jego niewolnika, a co nie. Nawet jeśli przez krótką chwilę dopadły go wątpliwości, teraz opuściły go zupełnie. Rzadko żałował wcześniej podjętych decyzji. Tym razem również tak było.
Po kolacji John wraz ze swoim niewolnikiem udał się do gabinetu. Nie zamknął drzwi na klucz. Nie widział takiej potrzeby w tym wypadku. Kazał chłopakowi usiąść na sofie, wcześniej dając mu do rąk pierwszą lepszą książkę,jaką wyciągnął ze swojej biblioteczki. Sam natomiast usiadł za biurkiem na wygodnym, stylowym krześle.
John włączył swojego laptopa i zaczął sprawdzać maile. Było ich sporo, jednak musiał odpowiedzieć jedynie na kilka z nich. Reszta mogła poczekać. Podczas gdy zajęty był pisaniem, znalazł czas, by zerkać co chwilę na chłopaka. Ten czytał książkę, jaką mu dał, chociaż widać było, że był już śpiący, bo oczy mu się kleiły. W pewnym momencie mężczyzna zauważył, że niewolnik tylko wpatrywał się w tekst dla niepoznaki, jednocześnie starając się powstrzymać przez zamknięciem oczu. John musiał przyznać, że wyglądało to uroczo, nawet jeśli chłopak był zmęczony i dało się dostrzec po jego wyglądzie. Ale na razie nie miał zamiaru odsyłać go do sypialni.
Gdy wreszcie skończył z mailami, zamknął laptopa. Odsunął się trochę do tyłu wraz z krzesłem. Wtedy zawołał do siebie niewolnika. Ten od razu odłożył książkę i podszedł do niego.
– Usiądź na moich kolanach – polecił mu John.
To co dla niego zaplanował było mało ważne. Zupełnie nieistotne i równie dobrze mogło poczekać do czasu, gdy już wrócą z przyjęcia i zrobi się nieco spokojniej. Jeśli tylko w życiu Johna mogło się wyróżnić coś takiego jak okres spokoju.
Tymczasem jednak John postanowił pozwoli sobie na odrobinę niezobowiązującej rozrywki.



Usiadł na kolanach pana, a ten od razu objął go ręką. Teraz znów był tak blisko. Czuł nawet bijące od pana ciepło. Aki czuł też, że musi pozostać w gotowości. Senność zniknęła gdzieś na moment, a on sam stał się znów czujny jak zawsze w takich sytuacjach. Choć zmęczenie i tak dawało mu się we znaki.
– Byłeś kiedyś na przyjęciu koktajlowym? – zapytał pan, a pytanie to ogromnie zaskoczyło Akiego. Nie bardzo wiedział nawet, co to znaczy „przyjęcie koktajlowe”, chociaż domyślał się, że to jakiś specjalny rodzaj jakiejś eleganckiej imprezy.
– Nie, nigdy panie – odpowiedział, nie mając pojęcia, czemu pan pyta go o takie rzeczy.
– Musisz wiedzieć, że jutro idę na takie. Razem z tobą – oznajmił Akiemu. – Oczywiście, ty wybierasz się tam w roli mojego niewolnika – podkreślił pan.
„Ze mną? Co to będzie za przyjęcie, skoro pan chce pójść ze mną? Jakiego typu to będzie przyjęcie? Chyba... chyba nic z tych rzeczy...” zastanawiał się i trochę zląkł się tym, co przyszło mu do głowy.
– Będziesz potrafił się zachować na takim przyjęciu? – spytał pan znowu.
– Tak, panie. Oczywiście – zapewnił, nawet jeśli nie domyślał się, na co powinien być przygotowany.
– Liczę na to, że mówisz prawdę i nie przyniesiesz mi wstydu.
– Nie przyniosę, panie – mówił, a chcąc zapewnić go o tym jeszcze mocniej, dodał – Nigdy w życiu nie zrobiłbym nic, co przyniosłoby ci wstyd, panie. Zrobię wszystko, byś był ze mnie zadowolony.
Aki trochę dziwił się sobie, że zdobył się na odwagę i powiedział to. Może czując się tak zmęczony był bardziej skłonny do rozmów. A może po prostu nie miał już siły aż tak się pilnować.
Przez moment przeszło mu nawet przez myśl, że z chęcią wtuliłby się w pana, oparł głowę na jego ramieniu i zasnął. Ale szybko opamiętał się. „Aki! O czym ty myślisz!” karcił się w myślach. „To twój pan! Twój pan! Przecież nie mógłbyś zrobić czegoś takiego! Musisz go szanować. Nie możesz robić czegoś tak samolubnego.” aż przestraszył się, myśląc zaraz, co mogłoby się stać. „Pan zabiłby cię. Za taką samowolę... na pewno nie przeżyłbyś tego”.
– Bardzo dobrze – Aki usłyszał głos pana, akurat, gdy skończył napominać samego siebie.
Pan zaraz też zaczął głaskać go po głowie. Ten gest stawał się dla chłopaka coraz bardziej przyjemy i nie przeszkadzał mu ani trochę. Nawet jeśli miał wrażenie, że przecież w podobny sposób głaszcze się psa. To nie miało znaczenia. Aki nie miał nic przeciwko, by pan traktował go jak swoje zwierzątko. Ważne, by był zadowolony. No i przecież... lepiej być takim zwierzątkiem niż zwykłą rzeczą. „To byłoby takie miłe, gdyby panu zależało na mnie chociaż trochę... chociaż troszeczkę” pomyślał znowu. Ale zaraz znów się zbeształ. Nie powinien oczekiwać takich rzeczy. Nie mógł robić sobie nadziei. Był nikim. To było niemożliwe.
Aki zauważył, że pan zastanawiał się nad czymś.
– Tresowano cię także na taką sposobność? – zapytał w końcu.
– Tak, panie. Zostałem wytresowany, by zachowywać się jak należy w różnych okolicznościach – odparł, ostrożnie dobierając słowa.
Nagle przed jego oczami pojawił się obraz jego byłego pana, który dobitnie wpajał mu zasady dobrych manier. Trwało to długo, bo chłopakowi szły one bardzo topornie. Zdecydowanie wolałby o nich zupełnie zapomnieć, jak i o tym, jak wyglądała ta nauka, jednak w tym wypadku mogły się one przydać. Przynajmniej tyle.
Pan wydawał się zadowolony słysząc jego odpowiedź. Zabrał dłoń z głowy chłopaka i teraz obejmował go obiema rękami.
– Jesteś zmęczony, prawda? – Coś w głowie Akiego usilnie próbowało doszukać się w głosie pana choć cienia troski, ale nic takiego nie odnalazło. Jednak nie zawiódł się. Przynajmniej tak myślał. Wiedział, że w innym wypadku byłby naprawdę naiwny.
– Tak, panie.
– W takim razie pójdziesz już spać. Jutro musisz wstać wcześnie – pan poinformował Akiego, po czym puścił go i rozkazał – Zejdź już.
Aki zszedł więc i stanął przed panem czekając na dalsze polecenia. Wtedy pan poprowadził go do sypialni.
– Umyj się i idź już spać. Ja zaraz wrócę – powiedział, nim wyszedł, tym razem zamykając chłopaka wewnątrz pokoju.
Pan wrócił, gdy Aki, już czysty, spał smacznie na brzegu łóżka. Chłopak był tak wykończony, że zasnął niemal od razu, kiedy jego głowa dotknęła poduszki. Nie obudził się nawet, gdy pan brał prysznic w łazience, ani gdy położył się obok niego. Nie wiedział więc też, że pan zasnął, odwrócony do niego plecami.



Po tym jak John zaprowadził niewolnika do sypialni, wrócił jeszcze na moment do swojego gabinetu. Zadzwonił do Hisato, by dowiedzieć się, co z „tatuśkiem” i czy tamten zdołał wysłać kogoś do niego. Rozmowa ta była dosyć ciężka, bo coś ciągle przerywało. Hisato nie kłamał mówiąc, że na tamtym zadupiu były straszne kłopoty z zasięgiem. Ostatecznie jednak John dowiedział się, czego chciał.
Przynajmniej w tej kwestii wszystko szło doskonale. Okazało się, że handlarz bronią, którego córkę porwali, został już poinformowany o tym, że dają mu tydzień na zdobycie dla nich pieniędzy i na dopełnienie warunków wcześniejszej umowy. O dziwo, podobno zgodził się na to bez problemów. John czasami nie mógł wyjść spod wrażenia, jak wszystko staje się możliwe, gdy użyje się odpowiednich argumentów.
Kiedy rozłączył się, odłożył komórkę na biurko. Oparł się plecami o oparcie krzesła i westchnął.
W sypialni czekał na niego jego niewolnik. John uświadomił sobie właśnie, że pomylił się. Myślał, że przez ostatnią rozłąkę będzie mógł teraz spokojniej podchodzić do niewolnika. Że otrzeźwieje z tej dziwnej żądzy jaką odczuwał w stosunku do chłopaka. Oczywiście, nie odczuwał jej zawsze, ale pojawiała się ona często, kiedy tamten był blisko. Na przykład jeszcze niedawno, kiedy niewolnik siedział mu na kolanach. Celowo kazał mu przyjść do siebie i to zrobić, bo chciał sprawdzić, czy wciąż tak na niego reaguje. Wtedy znowu czuł, że chętnie wykorzystałby go w sposób, do jakiego tamten został przeznaczony. Ale wiedział, że nie mógł tego zrobić. Nie mógł temu ulec. Już zdążył przecież ustalić sam ze sobą, że wtedy uznałby siebie za największego śmiecia i straciłby szacunek do siebie samego.
Jednak trochę niepokoił go ten pociąg do niewolnika. Co prawda, chłopak był ładniutki i nie można mu było tego odmówić. A Johnowi jego wygląd bardzo przypadł do gustu. Ale to jeszcze nie znaczyło, że John przez to miał zachowywać się jak jakiś niewyżyty czy niezaspokojony facet. „Jesteś mężczyzną czy nie John?” powtarzał sobie w myślach. „Potrafisz nad tym zapanować i nie mów, że tak nie jest. A jak nie, to prześpij się z kimś odpowiednim i daj już spokój z tym chłopakiem”.
Po tym stwierdzeniu uznał, że niepotrzebnie zawracał sobie głowę takimi bzdurami. Miał przecież większe zmartwienia, jak choćby policja, która deptała mu po piętach. Albo inne mafie, które ostatnio zwiększyły aktywność i próbowały zrobić wszystko, by osłabić jego organizację i najchętniej zlikwidować też samego Johna. Poza tym, musiał jakoś wcielić w życie plan ojca, co jak na razie wydawało się piekielnie trudne. Nie powinien więc przejmować się niewolnikiem, kiedy wokół działo się tyle ważniejszych rzeczy.
Gwałtownie podniósł się z krzesła i energicznym krokiem wyszedł z gabinetu, udając się do sypialni.
Leżąc w łóżku myślał jeszcze o tym, że jutrzejsze przyjęcie zapowiadało się bardzo interesująco.
-----------------------------------------------------------------------------
Nie było łatwo wyrobić się z napisaniem rozdziału w tak krótkim czasie, ale dałam radę :) W sumie pisało mi się go dosyć dobrze, chociaż miałam pewien dylemat.
Jak pewnie się domyślacie, przyjęcie, na które został zaproszony John, sporo namiesza. Andavel już się o to postara. Poza tym, trzeba pamiętać, że kiedy wszystko idzie jak po maśle, w końcu musi się coś spieprzyć. :P
To taka mała zapowiedź ode mnie kolejnych rozdziałów. Ten rozdział jeszcze wyszedł trochę spokojniejszy, jednak akcja znowu się rozkręci. 
Jestem ciekawa waszych opinii, dlatego komentujcie bez obaw. Będę wdzięczna :)

29 komentarzy:

  1. Rozdział świetny, zadowalający i ogólnie bardzo mi się podobał.
    Szczególnie te rozmyślania bohaterów.
    Chociaż sprawa tej imprezy mi się w cale nie podoba, wg ;-;
    No nic...
    Pozostaje czekać na next i życzyć dużo weny
    A i jeszcze jedno. Na ile rozdziałów planujesz to opowiadanie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Impreza będzie fajna, zobaczysz! :P
      Jeszcze nie wiem, ile rozdziałów będzie miało to opowiadanie. Mam rozplanowane najważniejsze wydarzenia, ale dochodzą rzeczy pomiędzy i ciężko to policzyć.
      Dziękuję i pozdrawiam! :)

      Usuń
  2. nie wiem, czy chcę, żeby się popieprzyło... ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż... życie xD
      A tak na serio, jak już się spieprzy, to będzie trzeba ponaprawiać, prawda? ;3

      Usuń
  3. Rozdział jak zawsze interesujący. Przyjęcie wydaje się być ciekawe, zobaczymy ;) Życzę weny i czekam na nexta, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mam nadzieję, że będzie ciekawe ^^ Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  4. heh moge być i czwarta :3
    Już nie mogę się doczekać tego przyjęcia. Aż mam ochotę być na nim xDD Rozdział genialny i czekam na następny.
    Weny życzę :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe :D
      No nie wiem, czy rzeczywiście chciałabyś na nim być ^^
      Dziękuję i pozdrawiam! ;3

      Usuń
  5. Hej :)
    No nie mogę rozwaliło mnie jedno mianowicie to jak John kazał czekać Akiemu a on siał na tej walizce i tak po prostu czekał , uśmiałam się jak nigdy ,zresztą John też :D
    Na tym przyjęciu coś czuje ,ze nie będzie wesoło. Wydaje mi się ,że John w końcu zobaczy tam jak powinien na prawdę traktować swojego niewolnika i albo mu się to spodoba albo wręcz odwrotnie... Szkoda mi tak w ogóle Akiego mam nadzieje ,ze się zmieni i nie będzie taki "bezpłciowy" do końcu chociaż wydaje mi się ,że już jest trochę inny niż na początku chociażby te jego myśl czy nie oprzeć się o pana i pójść spać ,wcześniej było to raczej nie do pomyślenia. Bezpłciowy to nie znacz ,że nudny tylko taki nieobecny :)
    No nic kończę i pozdrawiam i czekam na tą imprezkę, weny życzę.
    Katarina :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, hej!
      Tak, John też się uśmiał, ale no musiał jednak zachować to minimum powagi, żeby nie było :P
      Wesoło może i będzie. To zależy jak na to spojrzeć ^^
      Dobrze zauważyłaś :) Bez obaw. Aki w końcu powoli zacznie bardziej być sobą. Chociaż te myśli, mogły też wynikać ze zmęczenia... :D
      Dziękuję i pozdrawiam! ;3

      Usuń
  6. Bardzo ciekawy rozdzial :) Tylko szkoda ze w sumie tak malo sie akcja posunela :( Liczylam ze wyjasni sie cos z rzeczy z poprzednich rozdzialow (np. do czego John chce uzyc Akiego - stwierdzil jedynie ze to nie takie wazne, albo sprawa gwaltow). Zamiast wyjasnien mamy jednak nowe komplikacje :)
    Najlepiejesze moim zdaniem w tym rozdziale jest to ze jakby powoli zmienia sie relacja miedzy Johnem i Akim - chociaz moze to tylko przypadek? Pan pozwolil Akiemu na cos na co w sumie nie powinien, do tego Aki tez jakby staje sie troche smielszy (chociaz glownie w myslach ale to i tak postep :) ).
    Mi sie najbardziej podobala scena kolacji. Z jednej strony bylo to smieszne jak Aki sie zachwyca "nagroda" (a przeciez to tylko normalny posilek byl), a z drugiej tragiczne.

    Do sprawy przyjecia podchodze jednak troche z dystansem, chociaz zalezy to glownie od tego jak to rozegrasz. Boje sie zeby opowiadanie nie zostalo zepchniete na tory schematow bo to by bylo moim zdaniem troche zmarnowanie ogromnego potencjalu Twojego opowiadania. Chodzi mi o unikanie schematow typu ze niewolnik cos zepsuje lub nie poslucha polecenia, pan sie na niego zdenerwuje i bedzie go karac - w kilku opowiadaniach juz cos takiego czytalam. Albo ogria :) Cos takiego tez da sie ciekawie opisac i moze byc fajnie, ale wolalabym abys znowu zaskoczyla nas jakims orginalnym pomyslem :)

    "Służąc kiwnęła głową i widocznie " - chyba powinna być służąca (pod koniec pierwszego akapitu, kiedy John nic nie powiedzial sluzacej)

    Wilga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powolutku się posuwa na razie, ale w końcu przyspieszy i to znacznie. Niech tylko pewne sprawy się rozkręcą...
      To do czego John chce użyć Akiego naprawdę jest bardzo zwyczajne xD
      Nie zapominajmy o tym, że Aki był wykończony, przez co pozwalał sobie na trochę więcej. Ale racja, powoli zaczyna się zmieniać. Po trochu poznaje swojego pana i dostosowuje się do jego upodobań... No, ale nigdy wszystko nie idzie tak jak powinno ^^
      Aki żył już tyle jako niewolnik, więc cieszy się z takich rzeczy. Ale jak to się mówi: do dobrego, to się człowiek szybko przyzwyczaja. Może więc coś z tego wyniknie?
      O nie! Przejrzałaś mnie!... chociaż nie, nie do końca xD
      Ojej, fatycznie, literówka. Już poprawiam. Dziękuję za zwrócenie uwagi ^^
      Pozdrawiam! ;3

      Usuń
  7. Rozdział genialny, jak zwykle.
    Cóż... tajemniczy mężczyzna, jak się okazało, nie wniósł nic specjalnego do opowiadania. Za to zaproszenie, które miał za zadanie doświadczyć, nakręci akcje. Dla mnie super :) Już nie mg doczekać się tego przyjęcia.
    W rozdziale rozczuliły mnie przemyślenia Akiego. To słodkie, że jednak chciałby znaczyć coś dla swojego pana. Jakoś to rozumiem. Nie miał łatwego życia, więc gdyby Johnowi choć troszkę na nim zależało, na pewno byłaby to bardzo miła odmiana. Tak jak ta wspólna kolacja :)
    Mocny przytulać ode mnie dla Akiego!
    Ciebie też ściskam i pozdrawiam. Weny, kochana! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam namieszać troszeczkę ;3 A przyjęcie mam nadzieję, że wszystkim przypadnie do gustu. Staram się przemyśleć je dobrze i napisać bez pośpiechu, żeby wyszło dobrze.
      Noo! Akiś zasłużył na trochę ciepła, po tym co wycierpiał. W końcu od tak dawna zupełnie nikt się o niego nie troszczył. I to bardziej od dawna, niż się może wydawać...
      Może dlatego jest tak zdesperowany, żeby myśleć tak o swoim panu... Ale może jeszcze kiedyś mu się ułoży? Kto wie, kto wie...?
      Dziękuję <3 Pozdrawiam cieplutko! ;3

      Usuń
  8. Dopiero dziś znalazłam twojego bloga i przed chwilą skończyłam czytać rozdziały, które zostały już opublikowane. Aki ma bardzo mieszany charakter, ale to bardzo dobrze ;) Mnie bardzo ciekawi, kiedy jego pan dowie się o tym gwałcie i w jaki sposób. W końcu Aki nie chciał, ale czy mu uwierzy? I czy w ogóle wszystko wyjdzie na jaw? Ciekawe czemu ten staruch tak interesuje się Johnem. I czemu go zaprosił na te przyjęcie. Wiem, że dowiemy się w kolejnych rozdziałach ;) Opowiadanie świetne i niecierpliwie będę wyczekiwała kolejnego rozdziału.
    Zapraszam również do siebie, choć mam na razie zastój w pisaniu
    http://zepsuta-lalka-yaoi.blogspot.com
    Życzę dużo weny ;)
    Eterna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało mi się Ciebie zainteresować :)
      Z tym gwałtem nie pójdzie tak łatwo. W końcu był tam tylko Aki i Rokuro. To nie będzie proste, by John dowiedział się o tym i w dodatku uwierzył. A nawet jak uwierzy, to ciężko stwierdzić jak to przyjmie...
      Andavel to człowiek pełen tajemnic :) Ale w końcu wszystko się wyjaśni, to mogę zapewnić.
      Dziękuję i pozdrawiam! :)

      Usuń
  9. Wszystkie rozdziały jak na razie przeczytane w jeden dzień :D Twoje opowiadanie jest cudne, podoba mi się jak kształtujesz bohaterów (zwłaszcza Akiego) i budujesz napięcie. Czekam z niecierpliwością na przyjęcie no i na to, czy gwałt na Akim wyjdzie na jaw. Kocham Yukio i mam nadzieję, że będzie go coraz więcej <3 Nie mam się do czego przyczepić, nawet jakbym chciała c:
    A tekst "wkładaj" w poprzednim rozdziale tylko mi nasunął kosmate myśli? xd
    Po prostu wyczekuję kolejnego rozdziału i życzę masy weny <3
    Jak coś zapraszam do mnie : kuroko-no-basuke-yaoi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, nieźle. Bardzo się cieszę :)
      Yukio to ważna postać i na pewno jeszcze się pojawi. Jak dobrze pójdzie, to nawet w przyszłym rozdziale :P
      Żadnych kosmatych myśli w tamtym momencie nie miałam, naprawdę! xD
      Dziękuję i pozdrawiam! ;3

      Usuń
  10. Rozdział bardzo mi się podobał i nie mogę się doczekać kolejnego! *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczekaj do środy. Mam nadzieję, że Cię nie zawiodę ^^

      Usuń
  11. Ech, i znów spóźniona.
    Za każdym razem, gdy piszę Ci komentarz mam wrażenie, że będę się strasznie powtarzać.

    Nie miałam pojęcia czego się spodziewać po wizycie tego tajemniczego gościa, ale bardziej chyba stawiałam na jakieś mafijne sprawunki, dlatego list od Andavela mnie zaskoczył i ucieszył. Fajnie, że dziadek znów wraca na scenę. To intrygująca postać i kompletnie nie wiem czego się po niej spodziewać.
    W ogóle to zaproszenie to taki miły gest, a ponieważ ja wszędzie widzę yaoi, już wyobrażam sobie Andavela podrywającego Johna XP.
    Ciekawi mnie jak przedstawisz to przyjęcie. Czy będzie tylko przyjęcie, czy rozwinie się to w jakąś orgię, a jeśli tak to czy John zdecyduje się na udział (wątpię), czy każe Akiemu brać udział (też wątpię, ale jak dla mnie to ta opcja jest już bardziej prawdopodobna, zwłaszcza jeśli się o coś na chłopaka wkurzy), zechce się pogapić z boku, czy po prostu zgarnie Akiego pod pachę i zrobi strategiczny odwrót. Jak Aki będzie się na przyjęciu zachowywał, był tresowany, więc raczej nie powinien mieć problemów, ale każdemu może się noga podwinąć. A taka konfrontacja niewolnika z kupą obcych ludzi, to zawsze ciekawa sprawa, zwłaszcza że pierwszy raz będę czytała taką z udziałem kogoś kto na takie sytuacje był szykowany.
    Zastanawia mnie też przedstawienie innych właścicieli i ich niewolników. Czy trafi się ktoś podobny do Johna, czy będą jakieś miękkie kluchy, pewnie tacy kanoniczni psychopaci też się pojawią. Mówimy o handlu ludźmi, więc normalni to ci ludzie być nie mogą, ale w opowiadaniu takie stado zboczeńców kontra John jednak wyszłoby płasko. Skoro będą wymieniać się uwagami na temat swoich niewolników to sądzę, że może być naprawdę ciekawie. A co do niewolników, to zabawnie by było gdyby Aki jakiegoś znajomego od Akumy spotkał XD, no i czy oni też będą wszyscy tacy zaszczuci, czy trafią się jakieś bardziej rozbrykane jednostki.

    A te dwa pytania co krążą w głowie Johna, to są bardzo dobre pytania i sama je sobie zadaję. Mam tylko nadzieję, że w tym przypadku ciekawość Johna nie okaże się pierwszym stopniem do piekła.

    „– Kolacja gotowa – poinformowana go. – Czy mam podawać? – zapytała patrząc na Johna […]” – poinformowała i przecinek po zapytała.

    I kolejna patologia, żeby chłopak bał się ruszyć parę kroków do łazienki, jeszcze w zestawieniu z obawami Johna, że się Aki za bardzo rozbestwi to to wychodzi tak smutno-zabawnie. Jakie życie musi byś koszmarne, jak trzeba na każdą najmniejsza pierdołę zwracać uwagę.
    Kolacja, moim zdaniem, była po prostu urocza. Podejście Akiego było przewidywalne, ale wciąż robi wrażenie. To zastanawianie się, czy pan ma gościa i nawet przez myśl mu nie przeszło, że to dla niego. I ten szok, kiedy John kazał mu usiąść XD. I jak przerwał przemyślenia Akiego, każąc mu jeść.

    Wątpliwości Johna też są w tym momencie bardzo na miejscu, biorąc pod uwagę wahanie Akiego, który do tej pory wszystkie polecenia wykonywał bez zastanowienia. Taka nagła konsternacja musiała dać Johnowi do myślenia. Jego podejście na zasadzie „mój dom, moje zasady” też mi się podoba i moim zdaniem bardzo do Johna pasuje. Zastanawia mnie tylko jak to podejście się zmieni. John nie wydaje się osobą, która tak po prostu zmienia zdanie i skoro postanowił w razie czego pokazać Akiemu gdzie jego miejsce, ciężko mi sobie wyobrazić go nagle pozwalającego dzieciakowi na wszystko.

    Śmiałość Akiego zwalam na zmęczenie, ale jego słowa i tak były słodkie. Sądzę też, że nawet śmiertelnie zmęczony, nie pozwoliłby sobie na to przy Akumie, więc jakieś tam drobniutkie kroczki w zbliżaniu się do siebie jednak robią.

    To zdanie, że John zasnął odwrócony do Akiego plecami fajnie składa się ostatnim fragmentem, kiedy John przejmuje się, że chłopak wciąż mu się podoba. Dlatego to spanie plecami paradoksalnie daje temu związkowi więcej nadziei niż, gdyby John zaczął się do Akiego tulić, aczkolwiek tulić też by się mogli niedługo.
    Pozdrawiam i weny życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie szkodzi. Nie przeszkadza mi to ani trochę ^^

      Cieszę się, że list Cię zaskoczył. O to mniej więcej chodziło, chociaż to przyjęcie planowałam niemal od początku. Andavel podrywający Johna? Ciekawe! Hehehe.

      Będę milczeć jak grób. To przyjęcie ma być niespodzianką i nie chcę za wiele zdradzać teraz. Na pewno wydarzy się tam parę rzeczy, dosyć istotnych. Nie, w sumie to bardzo ważnych :D

      O osobach jakie pojawią się na imprezce u Andavela mogę powiedzieć tyle, że będą to bardzo różnorodni ludzie. W końcu nie samymi psychopatami człowiek żyje xD

      Uwierz mi, że John je sobie ciągle zadaje i bardzo go nurtują, dlatego też zgodził się tam pójść. W innym wypadku pewnie by sobie darował, bo stwierdziłby, że to nie dla niego, albo że ma ważniejsze rzeczy na głowie. Bo ma.

      Dzięki, dzięki, już poprawiam :)

      Życie niewolnika to ogólnie jest jedna wielka patologia według mnie. Nie ma w tym nic dobrego. To jak musi uważać na każdy krok jest nie do pomyślenia, ale strach przed karą każe mu pilnować się i nie pozwala zachowywać w sposób, który mógłby sprawić, że na taką zasłuży. Bo Aki najbardziej boi się tej ostatecznej kary, inaczej sam pewnie oszczędziłby sobie tych wszystkich cierpień.

      Aki potrafi być uroczy :P Nie spodziewał się czegoś takiego po panu. Najlepsze, że jest jeszcze tyle rzeczy, jakich się po nim nie spodziewa ^^

      Na pewno nie zacznie nagle pozwalać mu na wszystko. To się nie może wydarzyć. John lubi panować nad sytuacją, kontrolować to, co się dzieje wokół niego. Nienawidzi też, kiedy ktoś narzuca mu swoje zdanie. Dlatego nie pozwoli na to, by ktokolwiek mówił mu jak ma ze swoim niewolnikiem postępować. Może co najwyżej posłuchać dobrej rady, jeśli uzna ją za wartą uwagi lub jeśli ta da mu do myślenia, wyciągnąć jakieś wnioski.

      Przy Akumie, zwłaszcza w końcowej fazie tresury, nie pozwoliłby sobie na nic, nawet jeśli padałby z nóg :P John do tej pory, choć Aki wciąż się obawia, nie zrobił mu nic, co sprawiłoby, że aż tak by się go bał. Tylko potrzeba czasu, żeby to sobie wreszcie uświadomił i pozwolił sobie tak myśleć.

      Aki będzie coraz bardziej słodki! Na swój sposób... Nie chcę zrobić z niego takiego strasznego, typowego ukesia, chociaż to trudne :/

      Hehehe :D Właśnie dlatego położył się tak, a nie przytulił go ^^ A tulić też się będą :D No bo jak to tak bez tego? :D Dniami i nocami myślę nad tym, co zrobić, by ich związek miał jakieś podstawy xD

      Dziękuję bardzo i pozdrawiam cieplutko! ;3

      Usuń
  12. 5 sierpnia, a tu brak rozdziału...ktoś tu nie jest słowny

    OdpowiedzUsuń
  13. Od 21 to jeszcze troche brakowalo do konca srody :) Ostatnio rozdzial pojawil sie kolo 23. No ale fakt faktem juz pozno a kolejnej czesci nie ma :( No nic, przyjdzie sprawdzac jutro a w sumie juz dzis czy sie nowy rozdzial nie pojawil :) Zycze duzo weny.

    Wilga

    OdpowiedzUsuń
  14. Kiedy kolejny rozdział?
    Wciągnęłam się :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ehh..jak rozdziału nie było, tak nie ma. To jest po prostu zwykłe lekceważenie czytelników, mówiąc delikatnie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Bez przesady 4 dni to nie tak dużo a autorka poprostu może nie mieć czasu i wątpie że nas lekceważy przecież nie samym pisaniem żyje

    OdpowiedzUsuń
  17. Szkoda za autorka nie uaktualnila daty kiedy sie rozdzial pojawi bo tak to ja codziennie kilka razy sprawdzam czy moze juz jest :)

    Wilga

    OdpowiedzUsuń
  18. Hej,
    och świetne chciałabym aby Josh jednak traktował dobrze Akiego, może powinien się dowiedzieć co opiekun chłopaka, który się nim miał wtedy opiekować w tym mieszkaniu robił, przecież naruszył jego własność, obawiam się tego przyjęcia co by mogłomsię na nim wydarzyć...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń