Rozdział 6

To nie gwałt

Jedzenie, które przyniosła mu służąca pana, już zniknęło. Aki zjadł wszystko ze smakiem i musiał przyznać, że nawet jeśli nie byłby tak potwornie głodny jak przecież był, wchłonąłby wszystko, żeby się nie zmarnowało. Albo może dlatego, że nie potrafiłby się oprzeć.
Odłożył tacę na podłogę i znowu wziął w dłonie książkę. Nie była ona może najlepszą czytaną przez niego powieścią, ale wciągnęła go. Do takiego stopnia, że kiedy popatrzył na stojący na szafce nocnej zegarek, z zaskoczeniem zauważył, że minęło sporo czasu. Zorientował się też, że przez siedzenie tak długo w jednej pozycji, całe ciało mu zdrętwiało. Odłożył więc książkę na łóżko. Zaczął przeciągać się, a kiedy skończył, stwierdził, że pochodzi jeszcze trochę po pokoju, żeby rozprostować nogi. Nie zapominał o tym, że miał zachowywać się cicho, dlatego ostrożnie stąpał zarówno po miękkim i puszystym dywanie, jak i po drewnianej podłodze. Jeszcze raz zajrzał do garderoby i popatrzył sobie na rzeczy pana. Podobały mu się zwłaszcza jego eleganckie garnitury, których miał naprawdę dużo. Wrócił do sypialni i znowu przyjrzał się zdjęciom. Przypomniała mu się jego matka, za którą bardzo tęsknił, ale wiedział, że nie może się pogrążać we wspomnieniach, bo zwariuje. Potem podszedł do okna i nie odsuwając firanki, popatrzył na zewnątrz. Nie zobaczył wiele. Jedynie drzewa i inne roślinki. W oddali ciągnął się las, już lekko szarawy z racji pory.
Wrócił na łóżko i usiadł na nim trochę wygodniej. Zapalił lampkę stojącą na szafce i kontynuował czytanie do momentu, kiedy strony w książce nie skończyły się mu. Ponownie zerknął na zegarek. Był już późny wieczór. W pokoju zrobiło się ciemno, a na zewnątrz słonce zupełnie już zaszło.
Nim zdążył pomyśleć co powinien teraz zrobić, usłyszał szczęk zamka i drzwi pokoju otworzyły się. Jego oczom ukazała się jednak tylko niemiła służąca.
Chłopak obserwował ją w milczeniu. Kobieta bez słowa podeszła do niego i podała mu tacę. Tym razem znajdowała się na niej jedynie kanapka na talerzyku i kubek kakao. Kiedy Aki wziął ją do rąk, służąca podniosła poprzednią tackę z pustymi naczyniami z podłogi i dopiero wtedy odezwała się swoim nieprzyjemnym głosem.
– Masz zjeść kolację. – Jedną ręką pogrzebała w kieszeni i wyciągnęła z niej złożoną na pół kartkę papieru. Położyła ją na tacce, bo chłopak nie miał jak już jej odebrać. – A to wiadomość od szefa. – Mina kobiety wskazywała na to, że już zdążyła ją przeczytać i doskonale wiedziała, co było w niej zawarte.
Nie wydawała się być zadowolona z obecności chłopaka, ani z faktu, że musiała do niego przychodzić. Szybko więc wyszła, zamykając go w sypialni.
Aki, gdy kobieta poszła sobie, od razu odłożył kolację na szafkę i rozłożył kartkę, by odczytać wiadomość. Był ogromnie ciekawy co pan mu napisał.

„Zjedz, umyj się i połóż się już spać. I pamiętaj o czym ci mówiłem.
Twój Pan."

Treść odrobinę go zawiodła, bo liczył na coś więcej. Choć nie wiedział dokładnie na co. Szybko skarcił się w myślach, za to, że pozwolił sobie mieć jakieś oczekiwania co do pana.
Coś jednak w tej krótkiej wiadomości przykuło uwagę Akiego. Tym czymś był podpis pana, który od razu rzucał się w oczy i to z bardzo prostego powodu. Cała wiadomość napisana była w ojczystym języku Akiego, natomiast dwa ostatnie słowa – po angielsku. Chłopak nie miał problemów z rozszyfrowaniem ich, bo angielski znał całkiem dobrze. Przyjrzał się uważniej temu jak litery pisane przez pana różniły się od równo zapisanych znaków. Te pierwsze były mocno pochylone w prawo, a samo pismo schludne i wyglądające na bardzo eleganckie.
Aki od początku wiedział, że pan był obcokrajowcem, ale ten fakt nie był dla niego szczególnie ważny. Teraz jednak zaczął zastanawiać się, z jakiego kraju pochodził. „Skoro podpisał się po angielsku... Anglia? USA? Może Australia? Ciekawe...” zamyślił się.
Jedząc kolację wciąż zastanawiał się nad tym. Był też ciekawy, dlaczego pan podpisał się akurat w ten sposób. Czy to też coś znaczyło?
Po wypiciu kakao, odłożył kubek i poszedł do swojej torby, zaczynając w niej grzebać. Wyciągnął potrzebne mu rzeczy i stosując się do poleceń pana, poszedł się wykąpać. Uśmiechał się, gdy napuszczał wody do wanny. Nie pozwolił sobie jednak na wylegiwanie się zbyt długo w ciepłej wodzie. Szybko umył się i zaraz wyszedł, nie wiedząc, kiedy pan może wrócić. Założył czystą bieliznę i poskładał swoje rzeczy, które po wyjściu z łazienki, schował do torby. Potem przyszedł czas na ostatnie polecenie. Miał położyć się spać, co też zrobił, wcześniej gasząc lampkę. Kiedy rozłożył się cały na łóżku, dopiero wtedy poczuł jak bardzo wygodne było. Po paru minutach jednak zsunął się na brzeg, w poprzedniej pozycji czując się trochę niepewnie. „Tak jest znacznie lepiej” pomyślał sobie, zamykając oczy. „Ciekawe, kiedy pan wreszcie wróci?”
Nie dotrwał do tej chwili, bo już zaraz zasnął.
Obudził się, słysząc jak ktoś zapala światło w sypialni. Otworzył oczy i odwrócił się, by sprawdzić kto to. Tym razem nie była to niemiła służąca, a jego pan, we własnej osobie. Aki zauważył, że chyba nie był w najlepszym humorze, w dodatku miał dosyć niezadowoloną minę.
– Witaj, panie – odezwał się, choć początkowo miał w planie udawać, że spał. Ale pan zauważył go już, więc nie było sensu.
– Śpij – powiedział tylko. Aki od razu powrócił do poprzedniej pozycji i zamknął oczy. Na razie jednak nie potrafił zasnąć.
Słyszał jak pan chodził po sypialni, jak zdejmował ubrania i jak wreszcie zamknął drzwi łazienki. Potem rozpoznał szum wody i wiedział, że pan właśnie brał kąpiel. Aki leżał, wciąż nasłuchując.
Po jakimś czasie pan wyszedł z łazienki.
– Nie śpisz, prawda? – zapytał, widocznie zauważył jak Aki się porusza.
– Nie, panie – odparł zgodnie z prawdą.
Pan zgasił światło i wszedł do łóżka, nakrywając się kołdrą. Był blisko Akiego, ale nie dotykał go.
– Śpij już – polecił mu po raz ostatni, choć Aki miał wrażenie, że przez moment chciał powiedzieć coś innego.
Aki wciąż leżał odwrócony do pana plecami. Nie mógł go więc zobaczyć. W pewnym momencie poczuł jednak jak pan przysuwa się bliżej niego i obejmuje go ramieniem. Aki na chwilę wstrzymał oddech, czekając na ciąg dalszy. Ale nie nadszedł. Na tym się skończyło. Po paru minutach usłyszał już tylko równy oddech pana i był pewny, że ten już zasnął. Sam jeszcze długo nie mógł zmrużyć oka, ale i na niego wreszcie przyszła pora.
Rano, gdy się obudził, Aki szybko zorientował się, że pana nie było w sypialni. Usiadł na brzegu łóżka i przetarł oczy ręką. Wstał i obszedł łóżko, kierując się do łazienki, ale wtedy zauważył na szafce kartkę. Od razu pomyślał, że może pan znowu zostawił mu wiadomość. I tak też było.
„Siedź cicho i czekaj dopóki nie wrócę” – dokładnie te słowa zawierał liścik.
Po przeczytaniu tego, z niewyjaśnionych dla siebie powodów, poczuł się zawiedziony. Lecz chyba wyłącznie dlatego, że znowu będzie musiał siedzieć tu i czekać, i... nudzić się. Trochę inaczej wyobrażał sobie jak to wszystko będzie wyglądało, kiedy wreszcie zostanie kupiony. Wielki Akuma, jego były pan, przygotował go na coś innego. Tylko czy aby na pewno powinien narzekać? Wciąż zadawał sobie to pytanie. „Jak na razie przecież jest lepiej niż się spodziewałeś. Lepiej jak nawet nudzisz się i czekasz na pana, niż gdyby on był tutaj i musiałbyś martwić się o to, jak powinieneś postąpić. Albo usługiwać mu.” myślał sobie. „Może mam szczęście? A może to tylko początek?”.


Od przyjazdu brata John wciąż chodził spięty i zdenerwowany. Co go podkusiło, żeby wtedy kupować tego chłopaka? Przez to miał tylko więcej problemów na głowie, a on do niczego mu nie był potrzebny! W dodatku Mark wprosił się do jego domu jak gdyby nigdy nic i John musiał ukrywać niewolnika, żeby braciszek go nie zauważył. Co jak co, ale nie mógł dopuścić, by ta dwójka się spotkała. I może jego własna sypialnia nie była najlepszym miejscem do przetrzymywania chłopaka, ale jedynym rozsądnym, jakie przychodziło mu w tamtej chwili do głowy. Na razie. Bo powinien wywieźć go jak najdalej, jak najszybciej to możliwe. I miał zamiar zrobić to jeszcze dzisiaj, tak jak sobie zaplanował. Tym razem jednak nie chciał zlecać tego nikomu innemu. A to wyłącznie dlatego, że miał zamiar zrobić coś jeszcze przy okazji...
– Kurwa mać – mruknął pod nosem, siedząc nad księgą przychodów i rozchodów w swoim „nieoficjalnym” biurze. Z księgą akurat było wszystko w porządku. Idealnie ukrywała to, co chciał zataić. Musiał przyznać, że człowiek, któremu polecił stworzenie jej, znał się na rzeczy.
Jeden problem mniej. Pozostawała jeszcze tylko kwestia jego brata i tego co z nim zrobić, by zyskać trochę czasu.
– Wejść – powiedział, słysząc pukanie do drzwi. „Dziwne. Kto to może być?” przeszło mu przez myśl, bo nikogo się nie spodziewał. W dodatku powiedział wcześniej, by mu teraz nie przeszkadzano.
– Cześć, John – przywitała się z nim kobieta, która właśnie weszła do biura i spokojnym krokiem podeszła do fotela znajdującego się po drugiej stronie jego biurka. Usiadła na nim z gracją, jaka Johnowi wydała się w tym wypadku śmieszna. Rozpoznał ją od razu. W końcu była to panienka do towarzystwa, z którą ostatnio poszedł na feralny bal. Miała na imię Kate, jeśli dobrze pamiętał.
– Czego chcesz? – odparł, chowając księgę rachunkową do szuflady i nie zawracając sobie głowy grzecznościami. Poza tym, gdy tylko spostrzegł jaki uśmieszek malował się na twarzy kobiety, od razu zorientował się, że ta coś kombinuje. I że zaraz zdenerwuje go ona jeszcze bardziej. Dlatego też nie miał ochoty przeciągać tego co nieuniknione.
– Mam od razu przejść do rzeczy, tak? – zapytała, zakładając nogę na nogę. – W porządku, niech będzie. Załatwmy to szybko. – Przysunęła się z fotelem do biurka i położyła łokcie na blacie, pochylając się przy tym w stronę Johna. – Wiem o wszystkim. Wtedy na balu usłyszałam wszystko o czym gadałeś z tym staruchem, a nawet więcej. O tym całym nielegalnym interesie, o handlu ludźmi... – zaczęła mówić jak nakręcona. Ale John już po niecałej minucie słyszał w swojej głowie tylko nic nie wartą paplaninę typu „Bla bla bla...”.
Westchnął i pokiwał głową. Kobieta wciąż mówiła, widocznie bardzo zadowolona z siebie. Dotarło do niego tylko zdanie, w którym wspomniała coś, że ma jej zapłacić.
Czyli przyszła go szantażować. To, tak jak przypuszczał już wcześniej, sprawiło, że zdenerwował się jeszcze bardziej. „Nie dość, że Mark mnie wkurwia. Akurat teraz musiała jeszcze pojawić się ona i drażnić mnie bardziej! Czy ci ludzie nigdy nie dadzą mi świętego spokoju?”
– Naprawdę myślisz, że coś zdziałasz? – przerwał jej nagle, jednak nie podnosząc głosu. – Jesteś tylko trochę bardziej luksusową dziwką. I tak nikt ci nie uwierzy.
Wtedy kobieta uśmiechnęła się tryumfalnie.
– Tu cię zdziwię! – zawołała. – Mam dowód, więc nie wymigasz się. Nagrałam was... – znowu zaczęła gadać, ale John naprawdę już nie miał najmniejszej ochoty wysłuchiwać tego.
„Czemu nie kazałem jej zabić wcześniej? Powinienem pozbyć się jej od razu” wyrzucał sobie. „Upierdliwa baba. John, Co się z tobą ostatnio dzieje?”
Wstał znudzony, kiwając głową na znak, że jej słucha. Kobieta wciąż ględziła coś o jakichś taśmach, pluskwach czy czymś w tym rodzaju... John już nie był zainteresowany.
– Mów, mów... – mruknął, przechodząc koło niej. Ta odwróciła się, podążając za nim wzrokiem i nie przestając mówić nawet na moment.
John w tym czasie powoli przeszedł na drugą stronę pomieszczenia i podszedł do wysokiej, metalowej komody. Odsunął jedną z szuflad, a potem już szybko i sprawnie wyciągnął z niej swój pistolet z tłumikiem. Wprawnym ruchem odbezpieczył go, odwrócił się i wyciągnął ramię w stronę kobiety, po czym pociągnął za spust nim tamta zdążyła krzyknąć. Strzelił dwa razy, dla pewności i trafił ją prosto w głowę.
„Jest Kate, nie ma Kate” powiedział w myślach i ten głupi i nieśmieszny żarcik paradoksalnie poprawił mu humor, bo aż uśmiechnął się lekko.
Ciało kobiety zsunęło się z fotela na podłogę i wtedy John westchnął, widząc, że trochę nabrudził. Nawet trochę bardziej niż trochę, bo z głowy kobiety na podłogę teraz dopiero zaczęła wypływać krew, tworząc powiększającą się z każdym momentem kałużę. Jednak gorsze było to, że czerwone ślady krwi, czy może nawet i nie samej krwi, zauważył na leżącej na biurku marynarce.
„Do wyrzucenia” stwierdził, spisując już swoje ubranie na straty.
Wyszedł z biura na korytarz i zaczął iść nim, szukając pierwszych lepszych naiwnych. Akurat zauważył idącego w jego stronę Hisato.
– Co to były za strzały? – zapytał tamten, zatrzymując się przed nim. W ręku trzymał zapalniczkę i pudełko papierosów. Widocznie szedł zapalić. – Coś się dzieje, John?
– Nic ważnego. Musiałem tylko pozbyć się małej, irytującej dziwki – odparł obojętnie. – Za to dobrze, że cię widzę. Hisato, zgarnij jakichś nowych i każ im posprzątać tego śmiecia. Niech się przyzwyczajają do widoków.
– No dobra, zaraz to załatwię – kiwnął głową i popatrzył na niego ze zrozumieniem.
W tym momencie John poczuł w swojej kieszeni wibracje i zaraz usłyszał dobrze znaną sobie melodię. Wyciągnął telefon, a Hisato w tym czasie odszedł już w drugą stronę. John spojrzał ze zrezygnowaniem na wyświetlacz, ale odebrał. „Nawet tu nie mam chwili dla siebie” pomyślał jeszcze zniechęcony.
– Tak, Mark? – powiedział do komórki. Starał się, by zabrzmiało to uprzejmie.
– Słuchaj bracie. Głupio wyszło, ale chciałem pojechać w jedno miejsce. Wiem, że jesteś zajęty, dlatego pojadę sam. Nie będę ciągać cię po całym mieście... no wiesz, nie ma sensu. Chciałem pozwiedzać, zobaczyć to i owo. No i nie chcę stwarzać ci więcej problemów. I tak już wprosiłem się bez zapowiedzi... Przepraszam cie strasznie, bo byliśmy w końcu umówieni. Chyba nie masz nic przeciwko? Bo jak tak, to jednak poczekam na ciebie...
– Nie, nie Mark – przerwał mu, bojąc się, że tamten jeszcze się rozmyśli. – Jeśli chcesz, to spokojnie możesz jechać beze mnie. Faktycznie mam jeszcze sporo pracy i pewnie trochę to potrwa, zanim dam radę się wyrwać.
– Naprawdę? Dzięki John! – słychać było, że jego brat ucieszył się. Możliwe, że jeszcze bardziej niż on sam. – W takim razie pewnie wrócę dopiero wieczorem. Nie czekaj na mnie z kolacją! – zawołał wesoło. – Do zobaczenia! – Po tych słowach Mark rozłączył się.
John natomiast poczuł jak jego smutki odpływają w siną dal.


Pan wrócił wczesnym popołudniem, kiedy czytanie nowej książki już powoli zaczęło go nudzić. Na jego widok ucieszył się trochę, lecz automatycznie powróciły też jego obawy. Wciąż nie mógł być pewny, czego powinien się spodziewać. Mimo wszystko ciekawy był, co przyniesie nowy dzień, z nowym panem.
– Co robiłeś dzisiaj? – zapytał pan, gdy wyszedł z łazienki a Aki nie mógł oprzeć się wrażeniu, że pytanie to było podchwytliwe. Odłożył książkę i stanął przed łóżkiem.
– Czekałem na ciebie, panie – odpowiedział więc, pochylając lekko głowę. Wciąż widział jednak jak pan patrzył na niego w milczeniu.
– I co ja mam z tobą zrobić? – mówił, podchodząc do niego.
Aki nie wiedział co pan miał na myśli. Przypuszczał jedynie, że uważał go za bezużytecznego i nie wartego wydanych na niego pieniędzy po tym, co stało się ostatnio.
– Co tylko zechcesz, panie – odparł pokornie. Podniósł wzrok i udało mu się akurat dostrzec, jak kąciki ust wykrzywiły się w ledwo zauważalnym uśmiechu. Co to oznaczało? Nie miał pojęcia.
Pan natomiast stanął przed nim. Wyciągnął dłoń w jego stronę, którą następnie pogłaskał go pogłowie.
– A gdybym chciał cię teraz zabić? – pan dopytywał się dalej, nie zdejmując ręki z głowy Akiego.
Ten opuścił wzrok, czując się niepewnie. „A jeśli pan mówi poważnie?” przeszło mu przez myśl i zaniepokoiło go to bardzo. Poczuł jak po jego plecach przechodzi dreszcz. W końcu nie wiedział jakim człowiekiem był pan. Czy był zdolny do morderstwa? Czy już robił to kiedyś? Aki nie znał odpowiedzi na te pytania, ale miał złe przeczucia. Nie miał pojęcia, czy pan planował teraz zabić go, czy też nie, ale coś w jego głosie sprawiło, że czuł, że nie żartował.
– Moje życie należy do ciebie, panie – odpowiedział w końcu, ciszej niż zwykle. Ta sytuacja sprawiała, że bał się coraz bardziej.
– A ty? Chciałbyś zabić mnie? – powiedział w końcu. Pytanie to tak zdziwiło Akiego, że automatycznie podniósł wzrok i spojrzał na pana. I chyba po raz pierwszy odkąd do niego trafił, popatrzył mu prosto w oczy. Od razu zauważył ich intensywnie niebieski kolor i stwierdził, że były naprawdę... piękne. Nawet jeśli widniała w nich teraz złość. – Nie myślałeś nad tym, kiedy spaliśmy obok siebie? Nie zastanawiałeś się nad tym, jak to zrobisz? Co? Może chciałbyś udusić mnie poduszką? Albo użyć czegoś ostrego? Nie jest tak? Wbić mi to prosto w serce? – mówiąc to pan złapał Akiego za włosy i szarpnął nimi mocno, tak, że Aki syknął z bólu, instynktownie zbliżając się do niego, by mniej bolało.
– Nie panie – użył całej swojej siły woli, by nie podnosić głosu. – Nie chciałbym. Nigdy o tym nie pomyślałem – wypowiedział te słowa jeszcze raz patrząc w oczy pana. Wszystko to co mówił teraz, było prawdą, co właśnie sobie uświadomił. Nigdy nawet nie przeszło mu przez myśl, że mógłby spróbować zrobić coś wbrew woli pana, a co dopiero, że mógłby próbować go zabić. Aki wiedział, że był jego własnością. Należał do niego! Nie mógłby tego zrobić... bo jak niby?To było dla niego nie do pomyślenia!
Pan jeszcze raz szarpnął za jego włosy, tym razem popychając go do tyłu. Gdy puścił Akiego, ten przewrócił się i upadł na łóżko. Przynajmniej miał miękkie lądowanie. Od razu spojrzał na pana, chcąc wiedzięc co ten ma zamiar teraz zrobić, ale ujrzał jak odwraca się do niego plecami. Poszedł do garderoby i Aki słyszał zaraz szelest materiału.
– Spakuj swoje rzeczy do torby, jeśli masz coś w innym miejscu! – krzyczał do niego zdrugiego pomieszczenia. – Zaraz wychodzimy!
„Wychodzimy? Jak to?” Aki usiadł prosto na brzegu łóżka. Wiedział doskonale, że wszystkie rzeczy, jakie otrzymał od pana, poza ubraniami, które miał na sobie, leżały w torbie. Dla pewności jednak szybko poszedł do łazienki, zerknął, czy może jakimś dziwnym trafem zostawił tam choćby szczoteczkę do zębów, ale nic nie znalazł. Wrócił do pokoju i usiadł z powrotem na łóżku.
„Ciekawe dokąd wychodzimy?” zastanawiał się. „Chyba nie ma zamiaru wywieźć mnie gdzieś i... zabić?” Kiedy o tym pomyślał, aż zrobiło mu się słabo. Przed oczami miał obraz jak pan najpierw każe mu wykopać sobie grób, potem pan strzela do niego, a jego ciało bezwładnie wpada do głębokiej, ciemnej dziury.
„Nie, nie, nie, Aki! Nie myśl tak! To na pewno nie to!” próbował się pocieszyć. „Ale zgadzałoby się, po tej rozmowie... Jeszcze kazał mi zabrać rzeczy... O, nie!”
Pan w tym czasie zdążył już wyjść z garderoby. Miał teraz na sobie inną koszulę oraz jeansy w miejscu wcześniejszych spodni garniturowych. W tym stroju wyglądał nieco młodziej, choć Aki akurat myślał teraz o poważniejszych rzeczach niż wiek czy wygląd pana.
– Wstawaj i bierz torbę – polecił mu. Aki natychmiast zrobił to i już po chwili stał w pobliżu niego z bagażem w ręku. Patrzył na niego przerażonym wzrokiem. – Przenoszę cię w inne miejsce.
„Czyli...” Skoro przenosi go w inne miejsce, to raczej nie ma zamiaru go zabić. Chyba że okłamuje go, by nie panikował i próbował uciekać. Aki z jakiegoś powodu wierzył jednak w tę pierwszą wersję i dziękował z całego serca panu, że jednak nie chce go uśmiercać.
Miał nadzieję, że nie był w tym momencie zbyt naiwny.


John prowadząc samochód zdążył się już trochę uspokoić. Wcześniej słowa chłopaka przypomniały mu o rozmowie z Andavelem i miał wrażenie, że jego niewolnik staje się zbyt rozpuszczony, tak jak tamten mu powiedział. Znał konsekwencje jakie mogły z tego płynąć, więc zdenerwował się trochę. Chyba poświęcał mu za mało czasu. Zwierząt nie powinno zostawiać się na tak długo samych, nawet w zamknięciu, więc sądził, że niewolników także. Pewnie tamten zaczynał czuć się zbyt swobodnie, bo nie było go przy nim i mógł robić co chciał. Tak przynajmniej przypuszczał. Dlatego musiał coś z tym zrobić, zanim zupełnie wyrwie się spod kontroli.
Ale nie teraz. Teraz ważniejszą rzeczą było, by wywieźć niewolnika z domu, by Mark przypadkiem na niego nie trafił.
Przemyślał to już wcześniej. Wszystkie miejsca w domu odpadały, nawet piwnica. Mark jakimś cudem mógł tam trafić, choćby pod pretekstem poszukiwania czegoś. To by było nawet do niego podobne. Zawsze lubił wchodzić tam, gdzie nie powinien. Pokój Johna tymczasowo był najbezpieczniejszym miejscem, bo już gdy byli dziećmi postarał się o to, by wpoić mu, że do sypialni starszego brata wstępu po prostu nie ma. Ale John nie mógł ryzykować. Firma odpadała, tak samo jak siedziba jego „organizacji”. Za dużo ludzi dowiedziałby się o tym, a tego nie chciał. Ale nie było tak źle. Znalazł wreszcie idealne miejsce, doskonałe go trzymania w nim niewolnika. Było nim mieszkanie Johna, w którym kiedyś spotykał się z różnymi osobami, zawsze jednak w tym samym celu. Jedyne czego będzie potrzebował to jakiejś osoby, która przypilnuje dla niego chłopaka. Ale to nie stanowiło już problemu.
Do tej pory jechał, nie odzywając się do niego. Niewolnik siedział w fotelu obok, bo John chciał go mieć na oku. Jedyne co zrobił, to związał mu ręce i przywiązał do fotela od strony drzwi, żeby przypadkiem nie przyszło mu do głowy coś głupiego. Ale chłopak jak na razie po prostu patrzył się w przednią szybę, obserwując drogę i nie wyglądało na to, by cokolwiek planował.
– Co czytałeś, kiedy przyszedłem? – zapytał John wreszcie, kiedy przemyślał już sobie wszystko i znudziło mu się siedzenie w ciszy. – Bo widziałem, że jednak zdecydowałeś się poczytać.
Chłopak odwrócił głowę w jego stronę. John katem oka dostrzegł jak przez chwilę myśli, pewnie próbując przypomnieć sobie tytuł.
– „Zwierciadło 3078” – odpowiedział w końcu.
– Lubisz czytać takie książki? – Sam już zdążył przez nią przebrnąć i przypominał sobie, że to chyba było jakieś fantasy.
– Tak, panie – odpowiedział niewolnik. – Bardzo lubię.
Zadał mu jeszcze parę nic nie znaczących pytań, na które chłopak udzielał mu raczej zdawkowych odpowiedzi. Zauważył jednak jak tamten ostrożnie dobierał słowa i jak za każdym razem starał się, by nie powiedzieć czegoś niestosownego. Mógł to stwierdzić po tym jak posłusznie i grzecznie mówił, oraz jak od czasu do czasu wahał się nad odpowiedzią.
Po jakimś czasie wreszcie dojechali na miejsce. John wjechał na parking w podziemiach wysokiego budynku. Zaparkował samochód na swoim stałym miejscu, po czym wysiadł i okrążył go, by dostać się do chłopaka. Rozwiązał go, wcześniej oczywiście przypominając mu, co go czeka, jeśli spróbuje jakichkolwiek sztuczek. Widząc strach w oczach chłopaka był całkiem zadowolony z efektu, jaki wywołał, zwłaszcza, kiedy tamten ujrzał jego pistolet. Jak widać rekwizyty w takim wypadku były jak najbardziej użyteczne.
– Bierz torbę i idziemy – powiedział i już zaraz zamknął samochód, wciskając odpowiedni przycisk w pilocie. Potem poszedł wraz z chłopakiem do windy. Przez cały czas obejmował go ramieniem, bardziej dla kaprysu niż dlatego, bo martwił się, że może mu uciec.
Wjechali na dwunaste piętro wieżowca, gdzie znajdowało się jego mieszkanie. Przeszli korytarzem, na którym nie spotkali nikogo, co akurat Johnowi było na rękę.
Gdy dotarli pod odpowiedni numer, John otworzył drzwi i popchnął chłopaka do środka. Sam wszedł powoli, od razu zamykając za sobą. Gdy się odwrócił, popatrzył na nastolatka. Ten stał zaledwie krok od niego i niepewnie omiatał wzrokiem wnętrze mieszkania, jakby nie wiedział, czy wolno mu było na nie patrzeć.
Wydał się przy tym Johnowi taki niewinny. Jak jakiś mały, bezbronny kotek, który jeszcze nie bardzo wie co i jak. I nawet jeśli wiedział, że chłopak na pewno niewinny przestał być już dawno temu, nie mógł oprzeć się temu wrażeniu.
Podszedł do niego i kładąc dłonie na obu jego ramionach, popchnął go na ścianę. Zauważył zaskoczenie na twarzy chłopaka. Pewnie się tego w tym momencie nie spodziewał. Jednak jak zwykle John nie dostrzegł z jego strony nawet cienia protestu.
Pochylił się nad niewolnikiem. Jedną dłonią odgarnął mu przydługą grzywkę z twarzy, po czym znów przyparł go do ściany. Powoli zbliżył swoją twarz do jego, już po chwili przyciskając usta do jego kusząco różowych warg. Znów ujrzał uległość w jego zielonych oczach, które tym razem niewolnik po chwili przymknął, co tylko ułatwiało mu sprawę. John wsunął swój język do wnętrza jego ust, kiedy chłopak delikatnie je rozchylił. Już po chwili kontynuował pocałunek, który z każdym momentem stawał się coraz bardziej namiętny.
„Przecież taki pocałunek to nic... Chłopakowi nic się nie stanie. To tylko mały, nic nie znaczący pocałunek, nic więcej. To nie gwałt.” stwierdził, starając się usprawiedliwić swoje zachowanie przed samym sobą. I wychodziło mu to świetnie, bo smakując jego usta nie czuł żadnych wyrzutów sumienia, a jedynie czystą przyjemność.


Czekali, siedząc w jednym z wielu pomieszczeń ich głównej „bazy”. Sala, w której się znajdowali przypominała graciarnię, bo była w niej upchana cała masa najróżniejszych rzeczy. Pod ścianą stała sterta katonów, które właściwie nie wiadomo co zawierały. Najprawdopodobniej jakieś śmieci, ale żadnemu z nich nie chciało się tego sprawdzać. Jedną z ciekawszych rzeczy tutaj była stara szafa grająca, niestety popsuta. Blondyn jednak miał nikłą nadzieję, że może uda mu się kiedyś przekonać kogoś, by zerknął na nią.
Plusem tego miejsca było natomiast to, że mało osób chciało tu zaglądać. Mieli więc spokój.
– Ren, powiesz mi w końcu, gdzie tak ostatnio ciągle znikasz? – zapytał Yukio, który siedział w fotelu, z nogami przerzuconymi przez podłokietnik. Nawet na chwilę nie oderwał wzroku od pada, na którym grał w swoją ulubioną gierkę.
Mężczyzna leżący na stole bilardowym i czytający, lub udający, że czyta, gazetę, ziewnął, nim odpowiedział mu krótko i zwięźle.
– Nie.
Chłopak zrobił obrażoną minę.
– Nie chcesz to nie mów, ale przynajmniej nie znikaj jak masz robotę, bo potem to mnie każą cię szukać! W sumie sam nie wiem czemu... – Przecież jedynie trochę częściej niż inni z nim pracował. Nawet nie znał go za dobrze. Skąd niby miał wiedzieć, dokąd on chodził? – A nie wiesz może dlaczego Takeru dzisiaj z nami nie idzie? Wcześniej mówili coś, że nam pomoże... Co, Ren? – Tym razem spauzował grę i popatrzył na mężczyznę.
– Nie mam pojęcia. Też nic nie wiem – odparł od razu. – Hisato pewnie miał dla niego coś ważniejszego – stwierdził. W końcu to było bardzo prawdopodobne. – A tak właściwie skoro tak bardzo wkurza cię to, że musisz mnie szukać, dlaczego nie powiesz mu, żeby wysłał kogoś innego?
– Mówiłem mu i to nie raz! – zawołał zirytowany. – Ale on chyba robi mi na złość. Nie lubi mnie...
Ren nic nie odpowiedział, tylko westchnął. Czasami denerwowało go, że musiał pracować z takim dzieciakiem.
– Ren, a może ty masz kogoś, co? – Yukio uśmiechnął się, czując, że to mogło o to chodzić. – Spotykasz się z kimś?
– A jeśli tak, to co? – rzucił tamten obojętnie.
– Noo... nic. Ale spotykaj się z tą osobą jak będziesz miał wolne, a nie, jak mamy planować akcję...
Ren nagle złożył gazetę i niedbale rzucił ją gdzieś za siebie. Przekręcił się na bok, patrząc teraz uważnie na chłopaka.
– Jesteś zazdrosny? – spytał.
– Ja? Dlaczego miałbym być o ciebie zazdrosny? – Jeśli zaskoczenie, jakie malowało się teraz na twarzy chłopaka nie było prawdziwe, to musiał być naprawdę dobrym aktorem.
Ren natomiast uśmiechnął się pod nosem.
– Cały czas jestem wolny – poinformował go.
– To nie moja sprawa – mruknął Yukio i znów skupił się na grze.
– Dobrze, dobrze... – powiedział bardziej do siebie. Wciąż wpatrywał się w chłopaka z uśmieszkiem na twarzy.
Komórka Yukio leżąca koło niego na fotelu, zadzwoniła nagle. Chłopak odebrał ją szybko.
Gdy rozmówca rozłączył się, chłopak od razu zwrócił się do Rena.
– Ok, Shouta powiedział, że nasz cel wyjechał z domu. Powinniśmy się już zbierać.
– No wreszcie! Ileż można czekać – westchnął i zszedł ze stołu. Podchodząc do drzwi zapytał jeszcze. – Może wpadniesz do mnie jak skończymy?
Minęła krótka chwila, w której chłopak zastanowił się nad tym, po czym odparł.
– Chciałbyś – uśmiechnął się do niego szeroko, po czym minął go i poszedł przodem.

----------------------------------------------------------------------------------------
Tym razem rozdział jest na czas. Jednak nie zdążyłam go sprawdzić więcej niż raz. Dlatego mogą pojawić się w nim błędy.

14 komentarzy:

  1. Ohayo;)
    Świetne! Cóż tu dużo mówić...
    Czekam na następny rozdział z niecierpliwością i na to co się stanie między Akim a jego panem.
    PS. Aki jest strasznie slodki ; D
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! :) Czy taki słodki? No nie wiem... Aki, jak to Aki :D
      Hahaha! Tyle rzeczy może się wydarzyć teraz między nimi. Ciekawe co to będzie ^^
      Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam serdecznie! ;3

      Usuń
  2. No ładne tak chować przed bratem zabawki, chyba że brat jest niedobry i niszczy je:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie zabaweczki jak ta, lepiej jednak chować przed młodszym braciszkiem. Kto wie, co mógłby z taką zrobić ;3

      Usuń
  3. Rozdział. No wkońcu mogę dodać komentarz bo wcześniej był jakiś problem. Przeczytałam go z uśmiechem na ustach. Mam motylki w brzuchu hahah.To był idealny deser :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że deser smakował ^^ Na tym właśnie mi zależało.

      Usuń
  4. Jakoś nie mogłam wziąć się za ten komentarz. Nie chcę za dużo nasłodzić, ale czepić się też nie za bardzo mam czego. Najchętniej napisałabym Ci coś mega motywującego, bo czekanie dwa tygodnie na rozdział, który choćby nie wiem jak długi by nie był to i tak pozostawi niedosyt, jest strasznie frustrujące.

    Ten komentarz to taki mało merytoryczny będzie i mocno subiektywny, ale mam nadzieję, że mi darujesz.

    Po pierwsze sceny Akiego i Johna - uwielbiam je, są cudowne, przy czym nie do końca wiem o co mi tu chodzi. Takie napięcie w nich jest, ale nie erotyczne, tylko bardziej wynikające z tego, że nie wiadomo co Johnowi zachce się zaraz zrobić. Bo póki co Aki zachowuje się w sposób raczej przewidywalny (i nie jest to wada). No i niby nic strasznego się nie dzieje, ale atmosfera trochę jakby człowiek siedział na niewypale.
    Dialogi między nimi są fajne. Wszystkie. Ja generalnie lubię, kiedy bohaterowie ze sobą gadają, zwłaszcza jeśli ich relacje są tak skomplikowane/patologiczne/nietypowe jak w tym wypadku. Dlatego żałuję, że się w rozmowę w samochodzie głębiej nie wgryzłaś. Ale nic to. Ta w sypialni co John zadawał dziwne pytania była w bardzo przyjemny sposób dziwna i paradoksalnie dzięki niej bardziej Johna lubię.
    W ogóle John to na razie mój ulubiony bohater tego opowiadania. Bardzo przyjemnie rysujesz jego charakter. I nie to, żeby charakter wydawał się przyjemny, bo tak nie jest, ale miło się o nim czyta. Ta scena w mieszkaniu, ze strony Johna wyglądała intrygująco. To jak usprawiedliwiał sobie pocałunek i, że łatwiej mu było, gdy Aki zamknął oczy. Ja wiem, że to patologia, ale i tak ładnie o tym piszesz.
    Scena w biurze z Kate tak samo. Z Johna coraz bardziej robi się socjopatyczny szef mafii ^v^. I fajnie, że o Kate nie zapomniałaś. Szczerze, to kompletnie niczego się po niej nie spodziewałam, dlatego jej ponowne pojawienie się miło mnie zaskoczyło. Co prawda szybko znikła, ale to nie szkodzi, bo sytuacja w dobrym świetle przedstawia Johna (w kontekście literackim). Te taśmy co ona tam niby miała zostały, więc coś się może jeszcze z nich urodzić, no ale…
    I jeśli chodzi o tę scenę to skoro John miał pistolet z tłumikiem nie jestem pewna, czy Histao będąc gdzieś tak dalej na korytarzu, usłyszałby strzały.
    A jeszcze przy okazji tej sceny z Kate, bardzo spodobało mi się zdanie, w którym piszesz, że gracja z jaką ona usiadła wydała się Johnowi śmieszna. W ogóle to opowiadanie byłoby samo z siebie bardzo smaczne, ale dajesz tu i ówdzie takie elementy, że się człowiek jeszcze bardziej cieszy podczas czytania, jak to zdanie właśnie. Albo to, że Aki w samochodzie siedział obok Johna, że John go objął w łóżku i potem w budynku. Takie niby pierdoły, a w gruncie rzeczy sporo zmieniają.
    Mark - nie ukrywam, że liczyłam na więcej, a tak znów trzeba będzie czekać. No, ale po tym co już jest - wydawało mi się po reakcjach Johna z poprzedniego rozdziału, że Mark to będzie taki wybitnie irytujący młodszy braciszek, rozpieszczony jak dziadowski bicz, pchający się wszędzie z paluchami. A w gruncie rzeczy on się całkiem sympatyczny wydaje. Więc jestem jakby skonsternowana, bo wyszło trochę jakby to Mark był “tym dobrym”, a John tą czarną owcą rodziny, która nie chce się integrować i trzeba się dopraszać, żeby raczyła zadzwonić w święta. Mi by taki układ bardzo pasował, ale w sumie gdybam na podstawie prawie niczego, więc jeszcze poczytamy to zobaczymy. Jeszcze co do rodziny to chyba nie było to powiedziane wprost, ale wnioskuję, że albo też siedzą w biznesie, albo przynajmniej niektórzy z nich wiedzą czym się John zajmuje. W sensie John, kiedy myśli, że brat miałby się dowiedzieć o Akim, bardziej to rozważa w kategoriach, że będzie wstyd, niż że brat się przerazi i poleci na policję. No i przeciętny człowiek raczej by się oburzył, że facet znalazł sobie chłopaka w wieku licealnym (opcjonalnie, że jest gejem) i raczej by nie pomyślał, że brat kupił sobie niewolnika na hiper nielegalnej aukcji. Ech, analiz mi się zachciało =_=”. Jak głupoty piszę, to mnie popraw po prostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wracając do Johna i Akiego to ta scena w sypialni przed wyjazdem to w sumie dobra jest i wypadałoby się nad nią bardziej pochylić. Ale zanim, bo potem zapomnę - notka, którą sobie Aki analizował. Ewidentnie ważna rzecz, ale kompletnie nie wiem jak się do niej odnieść, poza tym że nawiązanie do pochodzenia bohaterów się chwali. Będę się ekscytować jak się ta kwestia rozwinie. Ach, no i John zna języki, a ja lubię jak bohaterowie się orientują w językach.
      Dobra, to już do tej rozmowy - matko, ale trzeba mieć pranie mózgu, żeby ani razu nie wyobrazić sobie, że morduję się faceta, który cię kupił jak zwierzątko, przetrzymuje i próbował zgwałcić. I jakie to się wydaje wiarygodne, w kontekście tego co Aki przeszedł, zwłaszcza, że z Johnem to on w porównaniu do Akumy ma całkiem lekko. I wątpliwości Akiego czy John byłby w stanie zabić i czy już kogoś zabił, zaraz po tej scenie w biurze z Kate to po prostu rozkoszne były.
      A ta scena między innymi pokazuje jak wielkimi niewiadomymi oni są dla siebie nawzajem i jest to cokolwiek ekscytujące.
      Odpowiedzi Akiego na pytania były tak cudownie zachowawcze i neutralne. A potem obawy Johna, że za bardzo pobłaża chłopakowi też takie bardzo na miejscu, podobnie jak przemyślenia, że z takim niewolnikiem to więcej problemów niż ewentualnych korzyści.
      Wspomnienie matki Akiego - ja wiem, że to było raptem jedno zdanie, ale jeśli ta kobieta żyje to chyba lepiej być nie może. Super by było, gdyby się kiedyś osobiście pojawiła.
      No i podwładni Johna - mam do nich ambiwalentne uczucia. Zanim się rozdział pojawił to myślałam sobie, że fajnie by było, gdyby znów się pojawili, ale kiedy rozdział już zaczęłam czytać to liczyłam, że jednak ich nie będzie, żeby Akiego i Johna było więcej. W każdym razie fragment Renem i Yukio był fajny acz krótki. No ale grunt, że ten wątek z nimi idzie na przód, choć ciężko cokolwiek na razie powiedzieć, bo nawet charaktery mają pobieżnie zarysowane. Przy tym sceny z nimi fajnie odnoszą się do tego mafijnego aspektu opowiadania, który, mimo że nie wysuwa się na pierwszy plan, stanowi świetne klimatyczne tło i nie pozwala zapomnieć, kim są bohaterowie.
      Poza tym się zastanawiam, kto zostanie oddelegowany do pilnowania Akiego i czy w ogóle będzie miało jakieś znaczenie, co tam z Markiem się będzie działo. I mam nadzieję, że nie zniechęcisz się do tego opowiadania zanim nie rozwiniesz relacji Akiego i Johna, bo nie ukrywam, że one najbardziej mnie ciekawią.
      Pozdrawiam i życzę bardzo dużo weny.

      Usuń
    2. Noo... sporo schodzi mi nad napisaniem takiego, choć to może wydawać się dziwne. A ostatnio za bardzo nie miałam czasu i choć chciałam, nie dałam rady wcześniej. Po cichu liczę na to, że w lipcu się to zmieni.

      Oczywiście, że daruję! Tobie bym nie darowała? ;3

      Też lubię, kiedy bohaterowie ze sobą gadają. I na pewno będą gadać coraz więcej. Boję się tylko, żebym z tym nie przesadziła i żeby później nie okazało się, że prawie cały rozdział to jeden wielki dialog. :P

      John zawsze taki był, ale trzeba go lepiej poznać, by się tego dowiedzieć! (wiem, że nie, ale chciałam to napisać ^^). Poza tym coraz lepiej wczuwa się w swoją rolę, a pewne sytuacje tylko mu w tym pomagają.
      Tak, Kate szybko znikła, fakt ;3 (zaginione taśmy, kojarzą mi się z jakąś aferą co kiedyś była. Chociaż one chyba zaginione nie były?) Tu zacytuję Ci mój ulubiony cytat "Wszystko co dobre, to się w bólu rodzi".

      Nie rozumiem... czyli jest niesmaczne? A nie, ok, chyba pojęłam sens ^^
      Tak prawdę mówiąc, wiele z tych rzeczy pisze bez większego zastanowienia, ale dobrze, że pasują! (kurcze, może trzeba było się nie przyznawać?) :P.

      Oj, no... Nie wszystko musi być tak od razu. Mark jeszcze odegra swoją rolę, bo taką do odegrania ma. Jednak potrzeba czasu, by wszystko do siebie pasowało. Jakbym wyskoczyła z tym teraz, pewnie nie byłoby efektu ;3
      Poza tym, dalej masz trochę racji, ale to nie jest jeszcze do końca tak. Jednak jesteś na dobrym tropie ^^ (jakie głupoty, mnie się podoba!)

      Pranie mózgu - słowo klucz (albo słowa) :P Wspominałam już, że Akuma jest całkiem cenionym treserem?

      O rodzinie Akiego w przyszłości będzie sporo, bo to bardzo ważna część opowiadania :)

      Wątek z podwładnymi Johna jest konieczny, bo zmierza do... czegoś. Chociaż na razie niewiele wiadomo... Muszę wymyślić coś, by lepiej nakreślić tych bohaterów. Tu masz całkowitą rację. Na razie słabo mi oni wychodzą :/

      Hahaha :D Wszyscy się nad tym zastanawiają! Nawet ja ^^ Jak na razie przyznaję szczerze, że nie wiem, ale mam mały plan. Muszę tylko przemyśleć, czy się opłaci, bo kandydatów jest wielu.

      Nie zniechęcę się do tego opowiadania. Możesz być spokojna ^^

      Dziękuję za tak wyczerpujący komentarz! Twoje analizy są wspaniałe i miło się czyta, że ktoś zauważa pewne rzeczy ^^ Poza tym, bardzo mi to pomaga.
      Pozdrawiam serdecznie! ;3

      Usuń
    3. O, zapomniałam!
      Jeśli chodzi o ten tłumik, to on raczej nie sprawia, że strzały są bezszelestne. Z tego co widziałam, raczej tylko trochę ograniczają huk...
      Ale nie wiem, nie znam się na tym xD Na YT do broni którą sprawdzałam, z tłumikiem czy bez to nie robiło wielkiej różnicy. Hałas i tak był spory :P

      Usuń
  5. Pierwszy plus rozwój akcji ;3
    Drugi- ciemna strona John'a odkryta i jest cudowna, chociaż to jego usprawiedliwianie się przed sobą niekoniecznie mi się podoba ;-;
    Po trzecie- długość, taki długi rozdział, rozpieszczasz nas <3
    Dzięki za cudowny rozdział ~~
    Pozostaje czekać na więcej!
    Weny <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :3
      Ciemna strona Johna pozwala mu na więcej! Zobaczymy na jak długo.
      A taki mi wyszedł. Jakoś tak... sam z siebie xD
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  6. Witam,
    świetny, no ale Josh i to jego zachowanie jak potraktował Akiego, uznał, że Alvaro miał rację i za bardzo się rozpuścił od razu....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej,
    wspaniały rozdział, no ale to jak Josh potraktował Akiego i to całe jego zachowanie, smutno... uznał, że Alvaro miał rację i za bardzo go rozpuścił od razu...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń