Rozdział 5

Znaj swoje miejsce


Tak bardzo się starał! Cały tydzień powstrzymywał się przed tym, aby czegoś nie powiedzieć i nie zasłużyć na karę. Pilnował się niemal na każdym kroku. Ciągle tylko uważał, żeby nie zrobić czegoś głupiego. Robił tylko to, co mu kazano. Mówił to, co chcieli usłyszeć. Miał się na baczności nawet przy innych niewolnikach, by znowu nie donieśli na niego. A i tak zaciągnięto go do tego przeklętego pomieszczenia!
„Dlaczego zawsze spotyka to właśnie mnie?” zastanawiał się rozgoryczony. „Dlaczego nie ktoś inny? Przecież nic nie zrobiłem!”
Po ostatnim razie ochota Akiego na sprzeciwianie się panu, zmalała i to bardzo. Prawdę mówiąc, spadła do zera. Chłopak obiecał sobie, że zrobi wszystko, żeby znów go to nie spotkało. Bo ostatni raz był dla niego najgorszy ze wszystkich. Przynajmniej tak uważał do tej pory. Wtedy przez klika dni nie mógł się ruszyć z łóżka. Prawie wył z bólu. Prawie – bo zakrywał sobie usta poduszką, żeby nie rozgniewać pana swoim zawodzeniem.
„Następnym razem ukażę cię już tak jak resztę. I obiecuję ci, że zapamiętasz to do końca życia” Tak wtedy powiedział mu pan. I Aki wierzył mu, oj wierzył! Aż za bardzo...
Stał przy ścianie, jak zawsze nagi. Nie mógł usiąść ani nawet przykucnąć, bo łańcuchy i kajdany, które mu założyli, nie pozwalały mu na to. Musiał stać tak, z rękami uniesionymi lekko do góry. Była to bardzo niewygodna pozycja, zwłaszcza, że spędził już w niej chyba z dwie godziny. Czuł, jak ręce mu cierpły a ciało stawało się odrętwiałe. Przestępował z nogi na nogę, ale to nic nie dawało.
Czekał, a z każdą minutą strach w nim wzrastał. Bo jaką karę pan mógł dla niego tym razem przygotować? Jaka mogła być jeszcze gorsza od poprzedniej? Niezależnie od odpowiedzi wiedział, że czekało go niesamowite cierpienie i ból, którego spodziewał się, że mógł już nie znieść.
Wreszcie pan pojawił się. Przyszedł sam. Nie była to żadna nowość, bo czasem tak robił, ale z jakiegoś powodu ucieszył się odrobinkę. Przynajmniej nie będą na niego patrzeć, w tak upokarzającej sytuacji.
– Znowu się tu spotykamy, prawda Aki? – głos pana wydawał się być wesoły.
Czyżby miał dobry humor? Chłopak poczuł przypływ nadziei. Jeszcze wtedy mu się to zdarzało. Później nie był już taki naiwny. Jednak wtedy myślał, że może jeszcze pan zmieni zdanie. Może jeszcze zostawi go w spokoju albo stanie się coś, że mu się upiecze. Albo ktoś go uratuje. Że nadejdzie jakiś wybawiciel...
– Powiedziałabym, żebyś był spokojny, ale pamiętam co obiecałem ci ostatnio. Jak wiesz, ja dotrzymuję raz danego słowa. Więc powiem tylko, że zaraz przekonasz się, co to znaczy nie być mi posłusznym i jak bardzo tego nienawidzę...
Nie musiał mu tego mówić. Aki i tak trząsł się już ze strachu i wpatrywał w niego przerażonymi oczyma. Bał się odezwać. Sama obecność pana sprawiała, że odczuwał lęk. Czuł, że on był kimś, kto miał nad nim władzę, mimo że przez długi czas tak usilnie temu zaprzeczał. Gdy patrzył na niego widział potężnego mężczyznę, jednak nie chodziło tu o budowę ciała, a o to, co mógł mu zrobić. Z każdym dniem zwykły człowiek stawał się w jego oczach wszechmocny, niczym Bóg. Kiedy nachodziła go myśl o tym, nie mógł uwierzyć, jak bardzo koszmarna i nieprawdopodobna ona była.
Pan podszedł do niego z batem, który oglądał już tak wiele razy.
– Weź sobie tę lekcję do serca, Aki! – zawołał i bez zbędnego przeciągania, uderzył w plecy chłopaka z całej siły.
– Dziękuję... panie! – krzyczał Aki za każdym razem, kiedy czuł bat na sobie. To nie był jego pierwszy raz i wiedział, że musiał to robić. Jeśli zapomniałby o tym lub po prostu tego nie mówił, kara byłaby jeszcze dotkliwsza. Tego też zdążył się już dowiedzieć. Na swoje nieszczęście.
– Zacznij liczyć... – polecił mu pan, przy kolejnym zamachu.
– ...Sześć... Aaaaua! Dziękuję panie!
Pot spływał po jego czole, a łzy płynęły z oczu niekontrolowanie. Po kolejnej dziesiątce zaczął modlić się do wszystkich bogów, by to już się skończyło. Bezskutecznie.
Chłosta trwała i wydawało się, że pan już nigdy nie przestanie. Aki po jakimś czasie ledwo co stał na nogach i pewnie upadłby, gdyby nie podtrzymywały go łańcuchy. Plecy bolały go niemiłosiernie i czuł jakby płonęły żywym ogniem. Poza tym poharatana skóra krwawiła i każde kolejne uderzenie sprawiało Akiemu coraz większą mękę.
Błagał by przestał, ale to nic nie dawało. Pan wiedział doskonale co robił.
W końcu Aki zorientował się z lekkim zdziwieniem, że kolejny cios coś długo nie nadchodził. Odwrócił głowę w bok i zobaczył, jak pan podchodzi do wielkiej szafy stojącej pod ścianą.
– Czekaj, czekaj... zabawa zaraz się zacznie. No jakiś ty niecierpliwy, Aki! – powiedział, nawet się do niego nie odwracając.
Kiedy otwierał szafę, zaczął podśpiewywać sobie pod nosem. Później te wszystkie jego piosenki śniły się chłopakowi po nocach, a ich melodie dudniły mu w uszach nawet, kiedy nie było go w pobliżu.
Aki pisnął cicho widząc zawartość szafy. Nie dostrzegał z tej odległości wszystkiego, ale to co zdołał zobaczyć, sprawiło, że strach go niemal sparaliżował. „On naprawdę chce tego użyć? Przecież... zabije mnie” myślał, bo wydawało mu się to niemożliwe, by przeżył spotkanie z tymi... rzeczami. Szybko miał się jednak przekonać, że słowo to zostało już dawno wykreślone ze słownika jego pana. Zwłaszcza, jeśli chodziło o kwestię kar.
– Tak, oto moje zabaweczki. Po raz pierwszy je widzisz, prawda? – mógłby przysiąc, że pan uśmiechnął się wtedy szeroko, choć nie widział tego. – Coś czuję, że jeszcze zdążysz zaprzyjaźnić się z nimi wszystkimi. Tak, Aki! Czuję to bardzo wyraźnie!
Chłopak niedługo upewnił się, że przeczucia pana, jak zawsze zresztą, były słuszne.


Nie musiał długo czekać a poczuł silny cios, jaki został wymierzony w jego twarz. Choć przygotował się na to uderzenie i tak osunął się z brzegu sofy, upadając na podłogę. Automatycznie złapał się za obolałe miejsce, które było gorące w dotyku i mógł przysiąc, że gdyby spojrzał w lustro, zobaczyłby tam wielki, czerwony ślad.
Poczuł ból promieniujący od jego policzka aż po skroń. Jednak co to było dla niego?
„No! Nareszcie zachowuje się normalnie!” ucieszył się Aki, oczywiście nie wyrażając tego w żaden sposób. Nie znaczyło to jednak, że strach minął. Wciąż obawiał się dalszego ciągu swojej kary. Kiedy o tym pomyślał, chyba zbladł na nowo. To przecież dopiero początek. Pan na pewno dopiero się rozkręcał. Wciąż bał się, że zaraz...
– To była właśnie twoja kara, słyszysz?! – zawołał pan. W jego glosie dało się wyczuć złość. – Od tej pory nie zapominaj, kto tu rządzi.
– Tak, panie. Dziękuję, panie – odpowiedział szybko, unosząc na niego wzrok. Nic nie wskazywało na to, że jego pan miał zamiar zrobić coś jeszcze. Aki znów poczuł się zdezorientowany.
„To już koniec? Już? Naprawdę? Przecież... co to w ogóle była za kara?” myślał sobie. Przyrównując ją do kar stosowanych przez jego byłego pana, to wydawało się wręcz nagrodą.
„Nie, na pewno nie” Aki nie mógł uwierzyć. „Coś jeszcze musi być! Ty było tylko jedno uderzenie. Jedno jedyne maleńkie uderzenie...”
– Wstawaj już z tej podłogi – usłyszał kolejne polecenie. Od razu podniósł się i stanął przed nim.
Pan już miał coś powiedzieć. Aki widział jak jego usta drgnęły nieznacznie. Ale w tej samej chwili w gabinecie rozbrzmiała nieco przytłumiona muzyka. Pan włożył rękę do kieszeni swoich spodni i wyciągnął z nich komórkę. Przyłożył telefon do ucha, w tym samym czasie zakładając nogę na nogę i rozsiadając się wygodniej na sofie. Uwadze Akiego nie uszło też to, że pan zdążył wydać z siebie ciche westchnięcie, jakby z irytacji.
Aki stał, obserwując niepewnie pana, jako że nie dostał na razie żadnego innego polecenia. Nie oczekiwał, że ten każe mu wyjść, czy sam wyjdzie. W końcu miał świadomość, że był tylko niewolnikiem i zupełnie nie liczył się.
– Co?! Chyba sobie żartujesz! – Pan nagle wyprostował się, a Aki wtedy spuścił wzrok na podłogę. „Coś go zaskoczyło... Ciekawe co?” pomyślał sobie, ale zaraz zganił się. „To nie twoja sprawa. Nie interesuj się. Ty tu nie jesteś od tego.”
– W dupie mam twoje niespodzianki! Nie masz już pięciu lat, a wyobraź sobie, że ja jestem bardzo zajętym człowiekiem!
Choć Aki starał się o tym nie myśleć, ta rozmowa bardzo go zainteresowała. Tak naprawdę nic przecież o panu nie wiedział. Do tej pory zdążył jedynie wyciągnąć parę wniosków. Po pierwsze, pan był bogaty i to nieźle. Po drugie, musiał być kimś ważnym, skoro był tak bogaty. Po trzecie, nie wydawał się być jeszcze bardzo stary, więc albo miał bogatych rodziców, albo pochodził z bogatej rodziny i dodatkowo odziedziczył to wszystko, albo dorobił się tego w jakiś nielegalny sposób... Inne opcje nie przychodziły mu do głowy w tej kwestii. Za to zdążył się jeszcze zorientować, że pan nie zachowuje się jak typowy pan. I to było jedyną rzeczą, która go tutaj niepokoiła.
– Mark, mój dom to nie jakiś, kurwa, hotel! – teraz już wrzeszczał do telefonu. Jeśli wcześniej był zły, Aki widział, że w tym momencie pan był naprawdę wściekły.


Przed południem wybrał się do „Prezzo”, znanej włoskiej restauracji w centrum miasta. Spotkanie miało odbyć się niedaleko, więc później mógł pójść na nie nawet pieszo, nie będąc zmuszonym martwić się o korki. No i mógł zjeść w spokoju, co także miało znaczenie.
Kazał zaczekać ochroniarzowi gdzieś na zewnątrz. Nie wydawało mu się, że będzie mu tym razem potrzebny.
Kiedy wszedł do środka, odczuł lekki zawód. Lokal urządzony był jak każda typowa luksusowa restauracja, przynajmniej w jego opinii. Wygodne krzesła z kremową tapicerką, białe obrusy na drewnianych stołach, ogromne lustra na ścianach i wszechobecny przepych w dekoracjach – tak w wielkim skrócie dało się opisać wystrój „Prezzo”. A liczył na to, że może tym razem uda mu się poczuć ten śródziemnomorski klimat, jaki tak zachwycił go podczas jego ostatniego pobytu we Włoszech. Lecz widocznie restauracja ta była włoska jedynie z nazwy. „Może chociaż jedzenie będą mieli takie jak trzeba” łudził się.
Wewnątrz nie było zbyt wielu osób. John zauważył na sali jedynie garstkę ludzi, co jednak nie wzbudziło jego podejrzeń. W miejscach tego typu było to raczej naturalne. Zwłaszcza o tej porze dnia.
Pracownik obsługi właśnie prowadził go do stolika, kiedy mężczyzna usłyszał, jak ktoś wołał jego imię.
– John!
Odwrócił się. Zauważył staruszka siedzącego nieopodal i przywołującego go do siebie ręką. Szybko zorientował się, kim był ten człowiek. Dał znać kelnerowi i sam podszedł do starszego mężczyzny, w którym rozpoznał pana Andavela. Nie wiedział, czy powinien cieszyć się, czy wręcz przeciwnie. W końcu poznał go zaledwie wczoraj.
– John, usiądź proszę. Będę zaszczycony, jeśli zechcesz mi towarzyszyć – mówił staruszek, gestem dłoni wskazując wolne krzesło naprzeciwko siebie.
– Skoro tak, nie mogę odmówić – John uśmiechnął się uprzejmie i odsunął sobie krzesło, na którym zaraz usiadł. Zastanawiał się, czy Andavel był tu sam, ale kątem oka dostrzegł jego goryli, którzy umiejętnie starali wtopić się w otoczenie. Przeszło mu przez myśl, że chyba jednak mógł zabrać ze sobą Tony'ego. „O co mu może chodzić?” myślał.
– Proszę, nie krępuj się i zamawiaj – pozwolił mu łaskawie staruszek. Sam męczył się z jakimś ciastem z kremem.
John złożył zamówienie, bez zastanowienia wybierając na chybił trafił to, co polecił mu kelner. Andavel przytaknął tylko zadowolony kiwnięciem głowy i gdy tamten odszedł, nie powstrzymał się, by nie powiedzieć Johnowi, jaką świetną decyzję podjął.
– Swoją drogą, nie sądziłem, że spotkamy się tak szybko – starszy mężczyzna jak i poprzednio nie dał mu dojść do głosu. John czuł, że znowu trochę potrwa, nim dowie się czegoś konkretnego z tej jego paplaniny. A wciąż zastanawiał się o co może mu chodzić. – I to jeszcze w takim miejscu! Uwierz mi, sam przychodzę tu bardzo często, ale nie sądziłem, że ty też. Pamiętam, kiedy pojawiłem się tu po raz pierwszy, jeszcze z moją żoną. Zmarłą już, niestety... – ciągnął dalej. John w tym czasie tylko kulturalnie potakiwał, czekając na odpowiedni moment, by zadać mu nurtujące go pytanie. – ...zbieg okoliczności, prawda?
Andavel zrobił krótką pauzę, by przełknąć kawałek ciasta, lecz w tym czasie kelner przyniósł zamówienie Johna, dlatego też musiał poczekać, aż znów zostaną sami. Jednak kiedy ta chwila nadeszła, staruszek jak na złość kontynuował.
– Nie zapytam cię o wrażenia z wczorajszego wieczoru, ale doszły mnie wieści, że jednak skusiłeś się na pewien towar – „Wreszcie gada do rzeczy” ucieszył się John. Może teraz ta rozmowa pójdzie w dobrym kierunku...
– Tak, dokładnie tak – Zauważając, że nawet gdy byli sami Andavel nie wyrażał się o tym wszystkim wprost, sam również wolał tego nie robić. To musiała być jeszcze większa tajemnica niż się spodziewał.
– Wcześniej nie miałeś do czynienia z takimi... zwierzątkami, prawda? – John z uwagą przysłuchiwał się jego słowom i musiał przyznać, staruszek dobierał je w tym momencie bardzo dokładnie.
– Tak... – potwierdził dla formalności. W końcu i tak mężczyzna o tym wiedział, gdy wczoraj zaoferował mu zaproszenie.
Andavel w tym momencie nachylił się nad stołem, przysuwając nieco w jego stronę. John zrobił więc to samo.
– Dam ci dobrą radę, żebyś nie popełnił błędów, które popełnia wiele takich niedoświadczonych osób jak ty. Zaznaczę też, że potem bardzo żałują... – Zniżył głos, mówiąc teraz prawie szeptem. – Musisz trzymać go na dystans i mieć do niego twardą rękę. Nie możesz pozwolić, by poczuł, że się wahasz. Nigdy. No i przede wszystkim nie dopuść do tego, żebyś zaczął patrzeć na niego inaczej, niż na swoją własność. Pamiętaj, że dla takich jak on nie warto nawet czuć litości. Nie daj się zwieść jego ładnej buźce! W końcu nie bez powodu ją ma. Ci od Wielkiego Akumy zawsze wyróżniają się wyjątkową urodą lub, ewentualnie, umiejętnościami. Inaczej nie byłby tym, kim jest. Nie rozpuść go, bo wtedy, kiedy tylko będzie miał okazję, wbije ci nóż prosto w serce!
– Co pan ma na myśli? – Choć John doskonale rozumiał, chciał usłyszeć to jeszcze raz.
– Po prostu uważaj, John. I spraw, by znał swoje miejsce, a będzie ci dobrze służył. Na tym to wszystko polega.
– Rozumiem. A- – Już miał zapytać go o coś jeszcze, ale ten nagle podniósł się.
– A teraz wybacz mi, obowiązki wzywają. Chętnie pogawędziłbym z tobą dłużej, ale sam wiesz jak to jest. Zapamiętaj sobie moje słowa, John – przestrzegł go po raz ostatni. – To, jak myślę, do zobaczenie wkrótce! – pożegnał się i John nie miał już szansy wypytać go o nic więcej.
Dokończył swoje danie rozmyślając o tym, dlaczego Andavel był dla niego taki... miły, przyjaźnie nastawiony, przyjacielski? Nie mógł pozbyć się myśli, że z jakiegoś powodu uczepił się go. Co więcej, miał wrażenie, że choć nic na to nie wskazywało, miał w tym jakiś cel. Nie znał go, ale tacy jak on niczego nie robili bezinteresownie. To nie ten typ. Szkoda tylko, że John nie potrafił uświadomić sobie, co kierowało tym człowiekiem. 


Rozmowa z Markiem naprawdę wyprowadziła go z równowagi. Nawet jeśli nie widział go prawie od roku, dlaczego musiał pojawiać się właśnie w takiej chwili? Jak zwykle ten idiota wybierał sobie najlepszy moment na przybycie...
John popatrzył na Akiego, który stał przed nim z wzrokiem wlepionym w podłogę. To, że wszystko słyszał, nie wydawało mu się żadnym problemem. Zastanawiał się tylko jak wytłumaczy się swojemu bratu z obecności jakiegoś młodego chłopaka w swoim domu. Nie powie mu przecież, że kupił sobie niewolnika. Miał wrażenie, że w ten sposób ubliżyłby samemu sobie. A musiał dbać o dobrą reputację, zwłaszcza wśród rodziny.
Za chwilę miał tu być, a John nie miał zielonego pojęcia co robić. Dlatego też postanowił wcielić w życie pomysł, który jako pierwszy wpadł mu do głowy. Nawet jeśli nie był on najlepszy czy najrozsądniejszy.
– Słuchaj mnie teraz uważnie – zwrócił się do swojego niewolnika. Niespodziewanie usłyszał charakterystyczny dźwięk. To chłopakowi burczało w brzuchu. Zdziwił się, ale wtedy zrozumiał, że odkąd był u niego, ten nic nie jadł. Całkiem logicznie to wyglądało. – Zaraz zaprowadzę cię do mojej sypialni i masz tam siedzieć dopóki nie wrócę. Ale to nie wszystko. Masz być cicho. Tak jakby cię tam w ogóle nie było, zrozumiałeś?
– Tak, panie. Zrozumiałem – potwierdził chłopak i John przyjął to z ulgą. Każda sekunda w tej chwili miała znaczenie.
– Dobrze, chodź. – John wstał, ale nie wystarczyło mu, że wydał kolejne polecenie. Złapał chłopaka mocno za rękę i pociągnął za sobą, by mieć pewność, że tamten nie będzie się guzdrał.
Wyszli, a John już zaraz otwierał drzwi do swojej sypialni. Znajdowała się ona naprzeciwko gabinetu, więc nie nachodzili się zbytnio. Mężczyzna wprowadził chłopaka do środka i wtedy puścił go. Sam podszedł do komody i wyjął z niej klucz. Już tak dawno go nie używał, że prawie zapomniał, że go posiadał.
– Tak jak mówiłem, masz tu czekać na mnie i być cicho jak mysz pod miotłą. Jeszcze nie wiem kiedy wrócę... Zaraz każę ci przynieść coś do jedzenia – John przypomniał sobie, że w końcu chłopak był głodny. Powinien zadbać o swoją własność. Andavel pewnie by to pochwalił, przeszło mu przez myśl. – Jak chcesz możesz sobie poczytać – Pokazał ręką na książki leżące na szafce przy łóżku. – Ale najważniejsze, żebyś był cicho – zaznaczył. – Bo jak cię usłyszę, inaczej sobie porozmawiamy – zagroził i tym razem naprawdę brał pod uwagę karę tak surową, jaką wymierzał zdrajcom.
Chłopak znowu odpowiedział mu szybko i John patrząc na niego stwierdził, że raczej nie miał się czego obawiać. Jego niewolnik będzie posłuszny i wszystko pójdzie gładko.
Szybkim krokiem opuścił swoją sypialnię, zamykając drzwi na klucz.


„Ciekawe co się stało?” myślał, kiedy pan wyszedł, zamykając drzwi na klucz. „Czy to z powodu tego telefonu? Pewnie to coś ważnego, skoro pan tak się zdenerwował”.
Zaczął rozglądać się po sypialni, która była naprawdę wielka. Sporą jej część zajmowało ogromne, dwuosobowe łóżko, wyglądające na bardzo miękkie i wygodne. „Na pewno następnym razem spiszę się jak należy! Pan będzie zadowolony jak nigdy. Zrobię mu tak dobrze, że jeszcze mnie pochwali” pomyślał optymistycznie na widok mebla, na którym sądził, że będzie odbywał się ich stosunek. Na łożu leżała fioletowa narzuta, idealnie pasująca do pokoju, którego ściany także miały taką barwę. W sypialni nie znajdowało się poza tym zbyt wiele mebli. Jedynie komoda, szafki przy łóżku, na których stały lampki i półka z jakimiś drobiazgami. Na jednej ze ścian wisiał duży obraz przedstawiający jakiś fantastyczny pejzaż. Jednak Aki bardziej niż nim, zainteresował się jeszcze dwojgiem drzwi, znajdującymi się w ścianie, po przeciwnej stronie.
„Pan chyba nie wróci prędko” stwierdził. Zastanowił się jeszcze chwilkę i zdecydował, że zbada, dokąd one prowadzą. Podszedł więc do pierwszych tajemniczych drzwi i otworzył je. Po drugiej stronie zobaczył pomieszczenie z wieszakami na ubrania i półkami wypełnionymi butami, i już wiedział, że była to garderoba. Nie rozczarował się tym, bo niczego się nie spodziewał. Po prostu przyjął to do wiadomości, przy okazji podziwiając piękne garnitury swojego pana. Na pewno było mu w nich do twarzy. Otworzył kolejne drzwi – za nimi kryła się łazienka. 
Wyszedł z niej i wrócił do sypialni. Tym razem podszedł do komody, na której stało kilka ramek ze zdjęciami. Przyjrzał się im dokładnie, żadnego nie dotykając. Na jednym z nich widać było, jak przypuszczał, rodzinę składającą się z rodziców, dwójki małych chłopców, z których jeden był wyraźnie starszy od drugiego i niemowlaka. Ten ostatni to prawdopodobnie dziewczynka, bo miała na sobie różowe ubranka. „Czyżby to była rodzina pana?” przeszło mu przez myśl.
Na innym zdjęciu z kolei Aki dostrzegł młodego chłopaka w wieku szkolnym. To już na pewno był pan, bo podobieństwo było ogromne. W ramce obok znajdowało się zdjęcie mężczyzny i kobiety z dzieckiem. Aki nie miał pomysłu kim mogli być. W ostatniej natomiast ten sam mężczyzna, ale inna kobieta, stali uśmiechnięci, wyciągając przed siebie kieliszki z szampanem, uniesione jakby do toastu. Wydawali się być tacy szczęśliwi...
Chłopak uśmiechnął się lekko, lecz jego uśmiech zbladł, kiedy przypomniał sobie o własnej rodzinie. "Nie myśl o tym Aki. Tylko nie zaczynaj o tym myśleć!" przestrzegał sam siebie.
Ciekawe, czy kiedykolwiek dowie się kim byli ludzie na zdjęciach. Pewnie nie, bo niby skąd? Pan raczej nie zacznie mu opowiadać nagle o swojej rodzinie i znajomych. Aki wiedział, że był tylko niewolnikiem, któremu wydaje się rozkazy i traktuje gorzej od psa, w zależności od nastroju.
Westchnął i podszedł do szafki przy łóżku. Usiadł na jego brzegu i sięgnął po książki leżące na szafce. „Pan pozwolił...” pomyślał i zaczął czytać tytuły oraz opisy znajdujące się na ich tyłach. Zorientował się, że każda z nich była z innego gatunku. Po chwili zastanowienia wybrał jakąś science fiction i wczytał się w pierwszy rozdział.
Niespodziewanie usłyszał szczęk zamka i zaraz potem drzwi do sypialni otworzyły się. Nie zamykając książki, odwrócił głowę w tamtą stronę. „Pan? Nieee, na pewno nie”.
Aki wątpił, by pan już wrócił i miał rację. Do pokoju weszła starsza kobieta ubrana w strój pokojówki. W jednej ręce trzymała tacę z jedzeniem, drugą, zamknęła za sobą drzwi.
– Masz tu jedzenie. Szaf kazał ci przekazać, że masz zjeść wszystko – powiedziała i podała mu do rąk tacę. Chłopak odłożył książkę na łóżko i złapał ją, kładąc sobie na kolanach. Cały czas trzymał tackę, by mu się nie zsunęła.
– Dziękuję – odparł niepewnie. Kobieta popatrzyła się na niego podejrzliwym wzrokiem, jakby był co najmniej jakimś przestępcą.
– Mnie nie dziękuj – rzuciła mu na odchodne, z równie nieprzyjemnym wyrazem twarzy, jaki miała wcześniej. Zaraz też wyszła, zamykając za sobą oczywiście drzwi na klucz.
Aki czując smakowity zapach jedzenia dopiero teraz poczuł jak bardzo był głodny. Patrząc na nie, aż ślinka mu ciekła.
Zaczął jeść łapczywie, jakby od wieków nie miał niczego w ustach.


Schodził właśnie po schodach, przeklinając pod nosem, kiedy usłyszał dźwięk dzwonka do drzwi. Lokaj już szedł otworzyć, jednak John polecił mu, by jednak kazał przygotować pokój gościnny pokojówkom. Służący wrócił więc do pomieszczenia dla służby, by przekazać wiadomość.
John sam otworzył i wpuścił do środka swojego nieproszonego gościa. Niewiele niższy od niego, młody mężczyzna, uśmiechnął się radośnie. Był odrobinę podobny do Johna, choć należało się im obu uważnie przyjrzeć, by to zauważyć. W odróżnieniu od niego, tamten miał jasne włosy i nieco bardziej opaloną cerę. Poza tym był nieco szczuplejszy i mniej muskularny.
Z szerokim uśmiechem mężczyzna od razu przytulił się do Johna, poklepując go dłonią po plecach.
– Witaj, bracie! – mówił wesoło, puszczając go. – Jak ja dawno cię nie widziałem! Nawet nie wiesz jak się stęskniłem! Tak się cieszę, że w końcu udało mi się tu do ciebie zajrzeć!
John w odróżnieniu od brata, nie podzielał jego entuzjazmu i patrzył na niego zirytowanym spojrzeniem.
– Mark, słuchaj...

----------------------------------------------------------------------------------------------
No! Prawie się udało! 
Trochę mi to zajęło, bo jeden z fragmentów jeszcze dzisiaj usunęłam i napisałam od początku, zmieniając go zupełnie. Nie powiem który ^^
Mam nadzieję, że ten rozdział przypadnie wam do gustu. 

19 komentarzy:

  1. Yey. Yupii. Warto było czekać do 1 w nocy.
    Rozdział z początku mnie zmieszał i tak.po.chwili zrozumiałam ze to był powrótdo przeszłości. A.po tem podobało mi się :) i.znów chce kolejny rozdział.. I nowy bohater wprowadzony.ciesze się :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Anonimku za twoją cierpliwość i wytrwałość ^^ Cieszę się, że się nie zawiodłaś :)
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  2. “Poza tym był nieco szczuplejszy i mnie muskularny” - mniej

    “Wydawał się być” - bez “być”.

    “jednak nie chodziło tu o budowę ciała, a o to, mógł mu zrobić.” - “co” uciekło.

    Wczoraj od rana jak głupia co chwila odświeżałam stronę, żeby sprawdzić czy już rozdział dałaś =_=
    Do pierwszej co prawda nie wytrzymałam, ale za to miałam miły poranek ^v^.
    A teraz nie wiem, bo mam pisać, bo głupio mi drugi raz Ci nasłodzić, ale pewnie i tak się na tym skończy.
    Rozdział cały bardzo mi się podoba. To skakanie z sytuacji do sytuacji wychodzi fajnie i ciekawie. W tym przypadku dobrze się uzupełnia.
    W pierwszej chwili na początku miałam taki krótki moment dezorientacji, ale to przyjemne uczycie, zwłaszcza, że praktycznie od razu wiadomo o co chodzi.
    Momenty z Akumą kontrastują z Johnem, dzięki czemu przemyślenia Akiego nie brzmią jak puste słowa.
    Wydaje mi się, że w poprzedniej retrospekcji aż tak tego nie było widać, ale budujesz wokół Akumy otoczkę tajemniczości i im dalej w las tym lepiej to wychodzi. To jak urywasz sceny z nim, zostawisz niedomówienia, skąpy opis zabawek to wszystko nieźle działa na wyobraźnię. Dobry humor tego faceta i swobodny sposób w jaki się wypowiada również. Fakt, że sobie nucił, a później te piosenki śniły się Akiemu po nocach, też budzi grozę. Znaczy, bez przesady, ale klimat jest świetny. Zwłaszcza, te piosenki, to mi się bardzo spodobało ^^. I to, że Aki pilnował się przy innych niewolnikach, żeby na niego nie donieśli.
    Poza tym widać różnice w zachowaniu i przemyśleniach Akiego. Teraz taki skupiony na przetrwaniu, z zachowania kukiełkowaty i posłuszny. Na początku temperamentny i w tym rozdziale pokazany w momencie przejściowym, kiedy już załapał o co chodzi, ale jeszcze ma nadzieję i nie jest aż tak pogodzony z losem. Co więcej w tym stanie wydaje się bardziej stłamszony i nieszczęśliwy niż teraz po całej tresurze. To też fajnie działa ^^.

    No i John go trzasnął. Liczyłam na to. Okej, jak skończyłam czytać poprzedni rozdział to było takie “nie no, pogłaszcze go, na bank”, ale potem przyszła nadzieja, że może jednak da mu po głowie. Przy czym byłam przekonana, że jeśli da mu po głowie, to raczej na zasadzie “ogarnij się, dziecko”, ale potem rozmowa w restauracji tak fajnie uzupełnia tę scenę, że aż kwikłam z radości.
    Cała rozmowa Johna z Alvarem taka świetna. Jak dziadek zaczął o trzymaniu zwierzaka na dystanas, to się zirytowałam i chciałam, żeby się zamknął i nic Johnowi nie mówił, bo potem z tego mogą być nieporozumienia. Więc scena cudowna, daje możliwości i nie mogę się doczekać co tam dalej z tego wyniknie. Zwłaszcza, że nawet nie wiadomo czy dziadek jest “dobry”, “zły” czy pośredni. Ale jaja będą jak się okaże, że z policji XP.
    W ogóle zwrócenie uwagi na to, że jak się za bardzo dzieciaka puści samopas to, rzeczywiście może się ogarnąć i zaciukać właściciela, też bardzo na miejscu. Zwłaszcza, że Aki wydaje się osobą, którą w sprzyjających okolicznościach byłoby na to stać. Jasne teraz jest stłamszony, zdezorientowany, ale skoro nie załamał się zupełnie po tych torturach znaczy, że jaja ma i silny psychicznie też jest, więc to wbijanie noża w serce całkiem do niego pasuje.

    Wspomnienie o rodzinie Johna fajne, mam nadzieję, że motyw przy okazji przyjazdu brata się rozwinie i nie trzeba będzie czekać dziesięciu rozdziałów na kolejną wzmiankę.
    Przyjazd Marka też daje duże pole do popisu i wprost nie mogę się doczekać, co z tym zrobisz. Domysłów już mam dużo, więc będę konfrontować przy następnym rozdziale.
    Poza tym, ja wiem, że to płytkie, ale coraz bardziej interesuje mnie wiek Johna. Domyślam się, że z rozmysłem tego nie podałaś. A ja się zastanawiam, czy różnica jest duża, czy jednak trochę mniejsza. Nie ukrywam, że trzymam kciuki za dużą ^^".
    Pozdrawiam i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wskazanie błędów! Już poprawiłam :)

      Ojej, jak miło czytać, że ktoś tak czeka na rozdział ^^ To naprawdę przyjemne uczucie. Muszę w końcu ogarnąć się i zacząć dodawać je w terminie i o rozsądnych porach.
      (Słodź mi słodź, najwyżej dostanę cukrzycy na miejscu :P)

      Cieszę się, że rozdział Ci się podobał, bo miałam co do niego wiele wątpliwości. Ciągle obawiam się, że przesadzę z tym skakaniem pomiędzy sytuacjami i za bardzo namieszam. Staram się układać je tak, żeby dało się wywnioskować co następuje po czym a co jest tylko wspomnieniami, ale muszę się pilnować :P

      Chciałam pokazać właśnie to, że Aki nie bez powodu obawia się kary. Choć te wspomnienia nie ukazują jeszcze tego tak dokładnie. Jestem jednak bardzo zadowolona z tego, że dostrzegłaś różnicę w jego charakterze (jej! udało się! xD). W końcu Aki nie od zawsze był taki posłuszny i kiedyś zachowywał się zupełnie inaczej. No i próbował się buntować. Przynajmniej początkowo. Dopóki nie zrozumiał, że nie ma sensu.

      Hahaha :D Wydaje mi się, że rozmowa z Alvaro całkowicie wyjaśnia dlaczego John jednak uderzył Akiego. Słowa staruszka dały mu do myślenia. W końcu sam nie miał doświadczenia z niewolnikami, a Alvaro wydawał się wiedzieć o czym gada.
      Nie zdradzę jaki jest "Dziadek" :D Tajemnica!

      O rodzince Johna będzie teraz trochę, chociaż nie mam zamiaru opisywać tego aż tak dokładnie. Bo w przyszłości jeszcze się pojawi, w sumie...
      Co zrobię z Markiem? Cóż, mam pewien plan (a nawet kilka) co do niego, także na pewno będzie bardzo istotną postacią.

      Wiek Johna niedługo też zostanie ujawniony. Ale nie tak od razu. Będzie trzeba się jeszcze trochę domyślać, zanim ostatecznie go potwierdzę :P

      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam serdecznie! :)

      Usuń
  3. Dobry rozdział, fabuła idzie do przodu, a my dowiadujemy się coraz więcej :3
    To będzie na pewno dobre opowiadanie, a mnie osobiście mocno wciągnęło ^^
    Chociaż nie spodziewałam się, że John go uderzy ;-;
    No i jeszcze ten staruszek, źle przeczuwam, bardzo źle...
    Czemu tak bardzo chcę happy end już teraz? XD
    No wiecie Aki odzyskuje godność i przestaje być niewolnikiem, a John się w nim zakochuje i żyli długo i szczęśliwie ><
    Oby tak było! ;3
    Weny i czekam na next ~~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego źle? Taki miły staruszek, tak po przyjacielsku radzi Johnowi co robić... :P
      To dopiero początek, gdzie tam jeszcze do zakończenia. Ale nie zdradzę jakie ono będzie. Nie byłoby wtedy zabawy ;3

      Fajnie, że opowiadanie Cię wciągnęło. Bardzo, bardzo jestem z tego powodu szczęśliwa :D

      Dziękuję i pozdrawiam serdecznie! ^^

      Usuń
  4. Cóż napisać. Rozdział jak zawsze, świetny. Przeczytałam wszystko, chociaż początki średnio mnie zaciekawiły, ale to jedynie przez mój gust. Nie lubię wspomnień. XD Reszta była świetna. Ten Aki mnie rozwala. Niewinny, czy raczej będzie kimś lepszym? No ciekawe, ciekawe. / W. Blandenoure.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W następnym rozdziale powinno być mniej wspomnień, to może bardziej przypadnie Ci do gustu.
      Hmm... Ach, ten Aki xD To się jeszcze okaże.
      Pozdrawiam serdecznie! ^^

      Usuń
  5. Chuj z komentowaniem. Rozdział mi się podobał, prawie miałam kisiel. Ale tylko prawie :( Chcemy. Gwałtu. W. Trybie. Lajos.
    http://nie-tylko-yaoi-czlowiek-zyje.blogspot.com/2015/06/libstery-po-raz-trzeci-oby-nie-ostatni-p.html
    Lel, łap nominację :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz co? Nawet komcia mi żałujesz! O ty, niedobra ty! Zobaczysz, będziesz czegoś chciała xD xD xD
      Dobra, koniec żartów. Teraz będę poważna...
      Albo nie.
      Jakie gwałty? Że u mnie? Gdzie tam...
      Kurcze, jak o tym napisałaś, to wpadł mi do głowy świetny pomysł. Dzięki ^^
      Hahaha, będzie fajnie xD

      Usuń
  6. Siemka nominowałam Cię do Liebster Award!
    http://opowiadania-yaoi-izzi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Witaj. Dodaję do obserwowanych blogów. Świetne, wciągające opowiadanie :).

    Weny życzę!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ohayo
    Jestem pod wrażeniem twojej twórczości i podziwiam Cię za talent, chciałam bym tak pisać:D. Przeczytałam wszystkie rozdziały w 1.5 godzinki z ogromną ciekawością, niecierpliwością wyczekóje następnych rozdziałów. Oczywiście twój blog wędruje u mnie do obserwowanych.
    Proszę pisz dalej życzę Ci ogromnej weny.
    Kocham to opowiadanie ; P
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, hej!
      O matko! Ja i talent? Bez przesady :P Ale naprawdę miło mi czytać coś takiego ^^
      Zapewniam Cię, że pisać dalej będę.
      Pozdrawiam cieplutko! ;3

      Usuń
  9. Kiedy nowy rozdzial.?

    Gab

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sensie, że 7?
      Jeszcze nie wiem. Chciałabym już w przyszłym tygodniu go dodać, ale nie wiem, czy będę miała na pewno tyle czasu, ile się zapowiada. A nie chcę znowu nie dotrzymywać terminu ;3
      Jak będę już wiedzieć dokładnie, na pewno napiszę :)

      Usuń
  10. Witam,
    cóż myślałam, że go jednak nie uderzy, zastanawiam się jak to dalej, jaki będzie John, czy zastosuje się do rady Alvaro czy nie, no w końcu Aki dostał coś do jedzenia....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej,
    wspaniały rozdział, myślałam że jednak go nie uderzy, ciekawi mnie jak to dalej, jaki będzie tak naprawdę John, czy zastosuje się do rady tego Alvaro czy nie, no w końcu Aki dostał coś do jedzenia...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń