Rozdział 4

Niewolnik czy wciąż... Człowiek?


Leżał w przyciemnionym pokoju. Leniwe promienie poranka nie zdążyły jeszcze w całości przebić się przez stylowe lecz cienkie zasłony. Jak się okazuje, nawet luksus ma swoje wady.
Ze snu wybudził go koszmar, którego teraz za nic nie potrafił sobie odtworzyć w głowie. Chwilę wpatrywał się w sufit, zaraz jednak przypominając sobie, że przecież nie był w łóżku sam. Po ostatniej nocy, ktoś jeszcze powinien mu towarzyszyć. Choć w nieco innym charakterze niż mógłby się tego spodziewać.
Przekręcił się na bok i zobaczył go. Spał odwrócony do niego plecami, oddychając równo. Na pierwszy rzut oka wydawał się taki zrelaksowany. John uniósł się na łokciach, by móc przyjrzeć się dokładniej jego twarzy. Chłopak miał delikatne rysy, nieco kobiece. Jego cera była blada, jak domyślał się mężczyzna, pewnie przez to, że rzadko bywał na słońcu. Jeśli w ogóle wychodził na zewnątrz.
Przesunął się jeszcze nieco w jego stronę. Ostrożnie, tak, by go nie zbudzić. Przydługa blond grzywka opadała chłopakowi na oczy. Wyglądało to pociesznie. Przyglądając mu się dokładniej, John jednak coś zauważył. Jego różowe usta był ściśnięte mocno, a na czole, pod grzywką, dało się zobaczyć wyraźną zmarszczkę. Chyba jednak chłopak nie był tak odprężony jak założył na początku. John stwierdził teraz, że nastolatek był spięty, a jego sen nie tak spokojny jak sądził.
Mimo tego, gdy tak patrzył na niego, z każdą chwilą miał coraz większą ochotę dotknąć go. Nie mógł zaprzeczyć, że chłopak mu się podobał. Teraz, kiedy miał więcej czasu by go obejrzeć, nastolatek wydawał mu się jeszcze bardziej pociągający. Z czystym sumieniem mógł nazwać go ślicznym i nie byłaby to przesada. Kiedy zobaczył go wczoraj, przyszło mu na myśl, że wyglądał jak aniołek. I teraz też tak uważał. Chłopak sprawiał wrażenie takiego... niewinnego i uroczo rozkosznego, że Johnowi ciężko było się oprzeć. Po kilku minutach doszło do niego wreszcie, że nawet nie ma zamiaru dłużej się powstrzymywać.
Podniósł kołdrę i powoli odkrył chłopaka. Nie wiedział czemu wciąż uważał, by go nie obudzić. Nastolatek mruknął coś niewyraźnie przez sen, ale nie otworzył oczu.
Ułożył kołdrę za sobą, odkrywając też siebie przy okazji. Chłopak miał założone jedynie bokserki, które widocznie nie pasowały na niego, będąc za duże. John zwrócił uwagę na to, że był bardzo szczupły. Może nie wychudzony, ale już na pierwszy rzut oka dało się zobaczyć jego żebra. Lecz zauważył też coś, co jeszcze bardziej mu się nie spodobało. Na jego udach spostrzegł podłużne blizny. I to nie pojedyncze. Było ich sporo. Od razu rzucił okiem na ręce chłopaka. Tam też je znalazł, na co skrzywił się z niesmakiem. Blizny szpeciły to piękne ciało, jak rysy drogocenny kamień. "Skąd one się wzięły?" przeszło mu przez myśl. Szybko jednak uczucie niechęci minęło i przestał się nad tym zastanawiać, kiedy tylko spojrzał na jego cudowną twarz. Znów ogarnęła go ogromna chęć dotknięcia go.
Już bez wahania położył dłoń na udzie chłopaka. Poczuł, że było chłodne, natomiast jego skóra była przyjemnie gładka. Kilka razy przejechał ręką po nodze nastolatka i wtedy poczuł silną ochotę na więcej. Przysunął się do niego tak, że leżał tuż przy nim. Znowu uniósł się trochę i zrobił to, co pragnął zrobić już wczoraj, ale się nie odważył. Zbliżył swoją twarz do chłopaka i musnął ustami jego policzek. Potem już wszystko potoczyło się szybko. Zaczął całować jego twarz, wpijając się zachłannie w te słodkie usta, kiedy tylko na nie natrafił. Chłopak wtedy wreszcie otworzył oczy, choć John nie zwracał na to większej uwagi. Na chwilę odrywając się od jego ust, zmienił pozycję, przewracając chłopaka na plecy. Znowu zatopił się w jego wargach, jednocześnie dotykając jego ciała. Wodził dłońmi po klatce piersiowej chłopaka, zjeżdżając na brzuch, potem na biodra...
W tym momencie pożądał go. Miał na niego ochotę, tak wielką, że jeszcze tylko moment dzielił go od tego, by posunąć się dalej, dając upust swoim pragnieniom.
"W końcu to mój niewolnik..." myślał, teraz już bez problemu zdając sobie sprawę z tego, co naprawdę to oznaczało. Nagle z niezwykłą intensywnością i nad wyraz jasno dotarło do niego znaczenie tego słowa. W końcu kupił go! Zapłacił za niego i to duże pieniądze! Od tej pory należał wyłącznie do niego! Tylko do niego. Dlatego teraz mógł zrobić z nim wszystko, na co miał ochotę. A ochotę miał właśnie na niego, a konkretniej na jego ciało. Mógł zaspokoić się, bez żadnych oporów. Mógł ulżyć sobie i nikt nie będzie miał mu tego za złe. Nawet on sam nie będzie mieć. Wczoraj niewolnik nie stawiał żadnego oporu i tak pięknie wykonywał wszystkie jego rozkazy. Do tego zastał wytresowany... do tego był stworzony! To tylko niewolnik. Nie ważny, nic nie znaczący niewolnik. Przecież nie będzie mu to przeszkadzać. Został do tego przygotowany i to miał właśnie robić. Zadowalać swojego pana. Sprawiać mu przyjemność w taki sposób, w jaki tylko ten sobie zażyczy. Taki był jego los, jego przeznaczenie...
Chłopak nie protestował nawet przez moment, kiedy dotykał go. Nie zrobił nic, by wyrazić choć cień sprzeciwu. Miał nawet wrażenie, że odwzajemniał jego pocałunki. W końcu bez protestów rozchylił wargi, by zrobić mu dostęp do wnętrza swoich ust.
John zdał sobie sprawę, że był już naprawdę podniecony. Dał się ponieść pożądaniu i pragnął go. Chciał zrobić to jak najszybciej. Chciał mieć go jeszcze więcej. Płonął chęcią, by już teraz, w tym momencie, wejść w niego i przynieść sobie ulgę. Czuł, że jego własne ciało było temu jak najbardziej przychylne, dlatego już zaraz próbował zsunąć chłopakowi bieliznę, wciąż jednak nie  odrywając się od jego ust.
Wtedy zobaczył je. 
Pierwszy raz zwrócił uwagę na oczy chłopaka, na jego spojrzenie. Te przepiękne, zielone oczka patrzyły na niego tak... pusto. Nie wyrażając zupełnie nic. Jakby było mu wszystko jedno, jakby zupełnie wyłączył emocje. Emanowała z nich obojętność, totalna bierność i rezygnacja. Kompletne poddanie, wyrażające jedynie całkowitą uległość. John patrząc w nie wiedział, że wszystko o czym myślał wcześniej było prawdą. Mógłby zrobić w tym momencie naprawdę wszystko, cokolwiek by mu tylko przyszło do głowy i nie wywołałoby to w tych przerażających oczach chłopaka najmniejszego uczucia. Wreszcie to zrozumiał. Gdyby chciał, chłopak pewnie udawałby cokolwiek tylko John by zapragnął. Odwzajemniałby jego pieszczoty. Pokazywał, jak bardzo podoba mu się, jęcząc  i krzycząc błogo. Zacząłby angażować się w taki sposób, w jaki Johnowi pasowałby najbardziej. Ale to wszystko było tak wstrząsająco nieprawdziwe, że John poczuł nagle obrzydzenie. "Jak tania dziwka..." dotarło do niego. W jednym momencie myślał już wyłącznie o tym, jak bardzo było to odrażające i wstrętne.
Na chwilę znieruchomiał, odrywając się od chłopaka. Potem po prostu podniósł się i zszedł z łóżka bez słowa. Nie spiesząc się, znalazł odpowiednie ubrania i wyszedł, kierując się do łazienki.


Nawet gdyby to była najobrzydliwsza rzecz na świecie... Nawet, gdyby wywoływała w nim mdłości i miał wrażenie, że prędzej zginie niż się na to zgodzi. Nawet wtedy zrobiłby to. W końcu tresura nauczyła go, by pokonywać swoje ograniczenia. Głęboko wyryła w jego wnętrzu, by nie mieć żadnych oporów. Wpoiła, że bariery można i trzeba pokonywać, i to w ułamku sekundy, nie wahając się długo. A przynajmniej na tyle krótko, by nie wprawić w złość swojego pana.
Aki starał jak najbardziej rozluźnić się, choć denerwował się i to bardzo. Na tyle, że doszło do tego, że zaczął denerwować się tym, że nie potrafił się uspokoić. Błędne koło. Na szczęście to nie trwało ono długo.
Jego zadaniem było zadowolić pana. Sprawić mu przyjemność i nie zasłużyć na karę. Taki był jego cel. A teraz w końcu do tego doszło, stało się to, czego się spodziewał. Sporo musiał na to czekać, ale przynajmniej wreszcie pan zachowywał się tak, jak powinien... to jest, tak, jak Aki wyobrażał sobie, że powinien się zachowywać.
Pan stawał się coraz bardziej zdecydowany, a on poddawał mu się jak tylko mógł. Nie próbował robić niczego na własną rękę. W końcu nie dostał takiego polecenia. Jego były pan, zawsze w takich sytuacjach nakazywał mu czekać. Tak też miał zamiar postępować. Ale jednocześnie był gotowy na każdy rozkaz nowego pana. Jedno jego skinienie i był przygotowany na to, by wypełnić go w stu procentach, jak tylko najlepiej potrafił.
Odwzajemniał jego pocałunki, ale ani z nich, ani z jego dotyku, ani w ogóle, nie odczuwał żadnej przyjemności. Cóż, był tylko niewolnikiem. Nie musiał. Zresztą, przecież on nawet nie chciał tego i robił to tylko po to, by nie zostać ukaranym. Wszystko się wokół tego kręciło. Cały jego obecny świat! Trochę śmieszna wydała mu się myśl, że pan podobał mu się wcześniej. Uważał, że był naprawdę przystojny. I wciąż tak myślał. Ale nawet to nie zmieniało faktu, że teraz Aki zachowywał się automatycznie. Robił to, co podczas tresury. "Wyłączał" się, starając się jednocześnie myśleć o czymś innym i nie skupiać na tym za bardzo. Czuwał, by w razie czegoś wykonać rozkaz i poddawał się zachciankom pana, ale jakaś część niego była w tym momencie nieobecna. Jakby oddzielał od siebie niewielki, ale ważny fragment duszy, by uratować go przed zbrukaniem.
Pragnął tylko tego, by to jak najszybciej się skończyło. Chciał, by pan użył sobie, zaspokoił swoje pragnienia i dał mu spokój, zadowolony wracając do swoich obowiązków. Tylko tyle. To chyba nie tak wiele?
Ale kiedy pan faktycznie przestał, Aki wcale nie poczuł się lepiej. Ocknął się, kiedy pan skończył go całować i zszedł z niego. Wtedy jeszcze nie do końca rozumiał co się działo. Zdał sobie sprawę dopiero, kiedy pan wstał i zabierając ubrania wyszedł z sypialni. Nie odezwał się przy tym nawet słowem, co było jeszcze bardziej niepokojące.
Aki zastanawiał się intensywnie. Co zrobił nie tak? Dlaczego pan przestał tak nagle? Co się stało? Dlaczego w jednej chwili zrezygnował? Czy czymś go zdenerwował? Czy może zezłościł go?
Jednak nie miał czasu na rozmyślania. Trzeba było działać. 
Już zaraz zerwał się z łóżka i wybiegł z sypialni za panem. Zdążył zobaczyć jeszcze, jak ten zamykał drzwi od łazienki. Wtedy Aki upadł na kolana i przerażony do granic możliwości, szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w nie jak w wyrocznię. Cały drżał ze strachu, dlatego objął się ramionami. Bał się niesamowicie, nie wiedząc, co go teraz czeka. Spanikowany, nieświadomy swojego losu, miał łzy w oczach, jednak bał się nawet zapłakać, a co dopiero wydać jakikolwiek dźwięk.
"Aki, coś ty narobił... coś ty zrobił Aki..." myślał, czekając na swój wyrok. "To przecież... to nie mogło się stać! Co zrobiłeś źle? Nie spisałeś się, Aki! Wszystko spieprzyłeś! To twoja wina, Aki! Aki, jak mogłeś! Jak mogłeś! Jak mogłeś!" wyrzucał sobie, trzęsąc się w obawie przed swoim losem.


Woda spływająca po jego ciele, nie pomogła mu oczyścić myśli. To było naiwne z jego strony, że miał na to nadzieję. W życiu nic nie idzie tak łatwo.
Wyszedł spod prysznica i wytarł się do sucha puszystym ręcznikiem. Nie spieszył się, bo i nie miał po co. Myśli kotłowały się w jego głowie, nachodząc jedna na drugą, ale ciało nie reagowało na to w podobny sposób. Kiedy w jego umyśle trwała prawdziwa burza, na zewnątrz nic na to nie wskazywało.
Leniwie ubrał się, powoli zapinając kolejne guziki koszuli. Przeczesał swoje ciemne włosy, które wcześniej wysuszył suszarką. Zawsze przeszkadzał mu hałas, jaki wydawała, ale tym razem nawet go nie zauważył. Przejrzał się jeszcze w lustrze i ocenił, że "tak, może tak wyjść do ludzi", więc nie pozostało mu już nic innego, jak opuścić łazienkę.
Tak też zrobił.
Otworzył drzwi i kiedy tylko przestąpił parę kroków, został zaskoczony przez niewolnika. Chłopak zatrzymał go, rzucając się mu do stóp i obejmując jego nogi.
– Panie, błagam! Nie każ mnie! Zrobię co tylko zechcesz! Postaram się bardziej! Będziesz ze mnie zadowolony, obiecuję! Daj mi tylko drugą szansę! Błagam cię, panie! – Gdzieś w środku swoich żali, chłopak zaczął płakać, co zaraz przerodziło się w jeszcze większy szloch. John spojrzał na dół i zobaczył tylko opuszczoną głowę, czując zaraz jak niewolnik całuje jego stopy, mocząc je przy okazji spływającymi z policzków łzami. Widział jak jego ciało drżało. Czyżby ze strachu?
"O co mu chodzi?" zastanawiał się mężczyzna. "Czego on ode mnie chce? O czym on znowu mówi? Zwariował?"John nie potrafił zrozumieć zachowania chłopaka. Jeszcze nie skojarzył faktów i nie zorientował się, co wywołało u niewolnika aż taką reakcję.
– Panie, jestem nikim, ale błagam cię, tylko ten jeden raz. Jeden jedyny raz, daruj mi! Albo chociaż nie bądź zbyt surowy! Błagam panie, ja nie wiedziałem! Nie wiedziałem, że robię coś... ale to moja wina! Jestem bezwartościowym psem, dla którego nie ma usprawiedliwienia... ale błagam cię panie! Błagam! – Na moment uniósł głowę i John mógł zobaczyć jego zaczerwienione od płaczu oczy i spanikowaną, zdesperowaną twarz.
"On nic nie zrobił" John wiedział to. Nareszcie udało mu się wywnioskować z jego słów, że chłopak po prostu błagał go o to, by nie karał go. Nawet jeśli nic nie zrobił... To było straszne. I odpychające.
A John naprawdę nie miał teraz ochoty nawet patrzeć na niego, a tym bardziej z nim rozmawiać. Czuł okropną złość. Jednak nie na niewolnika leżącego u jego stóp, a na samego siebie.
Brzydził się sobą i tym co zrobił, i usiłował zrobić. Nie potrafił wybaczyć sobie tego, jak dał się ponieść. Czuł potężną niechęć i odrazę do siebie za to, że chciał wykorzystać chłopaka. Bezbronnego chłopaka, który zrobiłby cokolwiek by mu kazał...
Tak. Już nie niewolnika, a chłopaka. Żywego, z krwi i kości. Który nie jest tylko zabaweczką, a człowiekiem, tak jak on. Bo John zrozumiał to, co trapiło go tak bardzo aż do teraz. Sam był mordercą. Zabił wiele osób. Skazał na śmierć jeszcze więcej. Nie wahał się nigdy skrzywdzić niewinnych ludzi, jeśli to miało pomóc mu w osiągnięciu celu. Prawo interpretował na swój sposób, jednak miał swoje zasady, których przestrzegał. Nie mógł ich tak po prostu złamać. Nie potrafił zaprzeczyć samemu sobie. To by go skreśliło w jego własnych oczach. Straciłby szacunek do siebie. A na to pozwolić nie mógł.
Nie był dobrym człowiekiem, bo do takiego brakowało mu niewyobrażalnie dużo. Ale nie miał złudzeń i nigdy też za takiego się nie uważał. Nawet nie próbował. Jedno natomiast wiedział na pewno i to dlatego teraz czuł się jak śmieć, jak świnia, jak ostatni skurwysyn... Nie mógł kogoś zgwałcić. Ręka nie zadrżałaby mu gdyby miał go zabić, ale nie potrafił pieprzyć się z nim, kiedy tamten nie wykazywał do tego najmniejszej chęci. Nie pasowało mu to. Nawet jeśli chłopak nie protestował i poddawał się mu, on nie potrafił zinterpretować tego inaczej niż gwałt. A do tego nie mógł się posunąć. Miał swój honor, jeśli w jego przypadku wciąż można było to tak nazywać.
"Tak nisko jeszcze nie upadłem..."
– Błagam panie... błagam... – chłopak wciąż łkał, zalewając się łzami. Ciągle też leżał u jego stóp i zupełnie pozbawiony dumy, poniżał się, uniżenie całował jego stopy. – Błagam...
– Zamknij się! – wrzasnął John nagle. Niewolnik zamilkł w jednej chwili i słychać było tylko jak starał się stłumić szloch. – Uspokój się i puść mnie natychmiast – powiedział już ciszej. Chłopak wykonał jego polecenie w mgnieniu oka, puszczając jego nogi i odsuwając się od niego troszeczkę. Wciąż jeszcze siedział na ziemi ze spuszczoną głową. Jak jakiś pies... – Słuchaj mnie teraz. Wychodzę załatwić parę spraw. Ty masz iść i ubrać się, spakować swoje rzeczy i czekać w sypialni. Niedługo ktoś po ciebie przyjdzie i zawiezie cię do mnie. Masz robić wszystko, co każe ci osoba, która po ciebie przyjdzie – mówił stanowczo. – Zrozumiałeś?
– Tak, panie – odparł błyskawicznie.
– Świetnie. A teraz wstawaj i rób co ci kazałem.
John poszedł szybko do sypialni po parę rzeczy. Do spotkania zostało jeszcze sporo czasu, ale chciał wyjść stąd jak najszybciej. Mimo tego, kiedy chował komórkę i portfel do swojej skórzanej teczki, czuł ulgę. Miał wrażenie, że zrobił dobrze. Mógł teraz odetchnąć. Wyrzuty sumienia minęły, więc uspokoił się i wiedział, że postąpił jak należy. Przynajmniej tyle.
Wyszedł zaraz, instruując ochroniarza stojącego pod drzwiami co i jak. Potem udał się załatwiać swoje sprawy, wcześniej zahaczając o restaurację. Umierał z głodu.


Był załamany. Miał ochotę siąść o płakać, co też w sumie robił.
Kiedy pan wyszedł, ubrał się i spakował, tak jak mu kazał. Potem usiadł na łóżku i zaczął wpatrywać się w przeciwległą ścianę. Jednak gdyby ktoś spytał go jaki ona miała kolor, nie potrafiłby odpowiedzieć.
Myślał o wszystkim i o niczym. Na zmianę bał się i cieszył. Czuł, że niedługo chyba zwariuje, ale z drugiej strony było mu wszystko jedno. Nie miał pojęcia co się z nim działo. Jedyną wyraźnie odznaczającą się w jego głowie myślą, było "Nie chcę kary... nie chcę, żeby bolało...".
Ile czasu spędził w takim stanie? Nie wiedział. Oprzytomniał dopiero, kiedy ktoś zaczął szarpać go za ramię. Mocno.
– Ej, ty! Nie mam czasu na zabawę! Chodź, idziemy! – wołał do niego zdenerwowany głos.
Aki spojrzał na niego. To nie był mężczyzna, którego spotkał dzień wcześniej. Ten wyglądał bardzo poważnie i... groźnie. Dlatego też nie miał zamiaru z nim zadzierać.
Kiwnął głową i zszedł z łóżka, biorąc swoją torbę.
– I żadnych numerów – zaznaczył mężczyzna, kiedy wyprowadzał go z pokoju.
Aki szedł obok niego i tylko śmiał się w duchu. Akurat "numery" były ostatnią rzeczą o jełkiej teraz myślał.
Szybko opuścili hotel i znaleźli się na parkingu. Był wczesny poranek i na zewnątrz było jeszcze dosyć chłodno. Aki zadrżał z zimna.
Mężczyzna zaprowadził go do samochodu. Zwykłe, czarne auto, niczym nie wyróżniające się spośród wielu. Chłopak zgadywał, że należało do samego mężczyzny.
Otworzył mu drzwi po stronie pasażera i kazał wsiąść. Aki tak też zrobił, po czym zapiął pasy.
Zaraz jechali już główną ulicą, jakiś czas później wyjeżdżając z miasta.
Całą drogę mężczyzna milczał, więc Aki także nie miał powodu się odzywać. Patrzył tylko w szybę, użalając się nad swoim losem. Podziwiał właśnie rząd drzew, który mijali, kiedy to przypomniał sobie o czymś. Jego sen. Jego marzenie.
"Aki, nie możesz się poddać" powiedział do siebie i poczuł, jak na nowo wypełnia go nadzieja. Może nie jakaś silna, ale jej mały promyczek, znowu gdzieś się w nim zagnieździł.
Uśmiechnął się lekko pod nosem.
"Dam radę... jakoś"
Niestety, jego entuzjazm szybko się wypalał.
Dotarli na miejsce godzinę, może dwie, później. Na polecenie mężczyzny wysiadł z samochodu i ujrzał przed sobą wielką rezydencję, otoczoną ogromnym ogrodem. Nie miał jednak czasu jej podziwiać, bo jego "strażnik" pociągnął go za sobą, wkurzony.
– Nie stój jak słup, jak do ciebie mówię! – denerwował się. – Mówiłem, nie mam czasu na głupoty.
Wprowadził Akiego do środka i zaprowadził go po schodach na piętro. Tam, przeszedł z nim długim korytarzem i otworzył jedne z drzwi. Popchnął go do środka, tak, że Aki o mały włos a by się przewrócił.
– Masz tu siedzieć i czekać. Tylko spróbuj stąd wyjść, to gorzko pożałujesz – wysyczał groźnie. I nie było potrzeby mówić niczego więcej, bo Aki zrozumiał i uwierzył mu natychmiast. Aż za bardzo.
Mężczyzna wyszedł, trzaskając drzwiami, a chłopak rozejrzał się. Znajdował się widocznie w czyimś gabinecie. Wskazywały na to półki z książkami i solidne biurko z wygodnym krzesłem.
– Pewnie pana... – powiedział cicho do siebie i westchnął.
Podszedł do sofy stojącej pod ścianą i usiadł na niej, torbę kładąc przy nogach na podłodze. Miał czekać, więc czekał.
Czas płynął, a on rozglądał się po pomieszczeniu, podziwiając wiszące na ścianach obrazy. W pewnym momencie wstał i podszedł do półek z książkami, zaczynając czytać napisy na ich grzbietach. Jednak godziny mijały, a on nie dość, że był głodny, spragniony, zestresowany, to jeszcze powoli odczuwał nudę.
W końcu, kiedy przejrzał już chyba wszystko co było możliwe, usiadł z powrotem na sofę. Podparł głowę na rękach i czekał dalej.
Nagle usłyszał kroki na korytarzu. Ktoś szedł szybko w tę stronę. Usłyszał jeszcze głos wydający komuś jakieś polecenie i rozpoznał w nim głos... pana.
Wyprostował się i spojrzał na drzwi. Znowu zaczął się bać. Strach i niepewność powróciły i dały o sobie znać na nowo. Aki nerwowo przełknął ślinę, choć zaschło mu w gardle.
"Pan pewnie teraz przyjdzie dać mi karę..." myślał. "Przyjdzie i zrobi mi coś, co zapamiętam do końca życia... jeśli przeżyję." Spodziewał się najgorszego. Czegoś najbardziej wymyślnego, bolesnego i potwornie nieprzyjemnego. Czegoś co sprawi, że jak zwykle pożałuje, że się urodził.
Znowu czuł, jak trzęsie się ze strachu. Dlaczego nie potrafił nad tym zapanować?
Odliczał sekundy do tego, aż pan otworzy drzwi i wejdzie tutaj.
...4...3...2...1...
"Błagam... nie chcę, żeby bolało... Nie chcę czuć tego znowu..."
Nawet jeśli wiedział, że był w stanie znieść potworne tortury, to tak bardzo bał się tego. Zrobiłby wszystko, by tylko jakoś to ominąć.
Wziął głęboki wdech i w ostatniej chwili udało mu się zapanować nad drżeniem swojego ciała. Tylko w jego oczach wciąż gościł strach.
Spuścił wzrok, by nie patrzeć w oczy pana. Nie chciał widzieć w nich gniewu. Wtedy mógłby nie wytrzymać i ponownie spanikować.
Pan podszedł do niego powoli i usiadł obok na sofie. Miał taką nieprzeniknioną minę, że Aki nie potrafił odgadnąć o czym myślał. Przypomniał sobie tylko swojego byłego pana i przyszło mu do głowy, że on miał taki wyraz twarzy, kiedy zaraz miał go uderzyć. Tak, właśnie to by zrobił. Tak to zawsze się kończyło... w najlepszym wypadku.
Kiedy Aki zauważył jak pan podnosi rękę, mocno zacisnął powieki przygotowując się na nadejście ciosu.

----------------------------------------------------------------------------------------------
Nie spisałam się z tym terminem. Przyznaję się bez bicia, bo w końcu dwa razu go przekładałam. Cóż, najpierw miałam urodziny, a w kolejnym tygodniu, w prezencie zasypali mnie toną nauki... Nienawidzę tego okresu przed wakacjami.
Po tym rozdziale kończy się pewien etap i od tej pory będzie już troszkę inaczej...

34 komentarze:

  1. Happy... rozdział :)yey doczekałam sie..w takim momencie kończyć.smutas.. rozdział mi sie podobał :) czekam na kolejny ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz i za to, że czekałaś! :)
      Nie smutaj, gdzieś skończyć było trzeba :P
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. tiaa... albo go rąbnie, albo pogłasia po policzku... :P
    Nie wysilę się, jeśli chodzi o komentarz, wyybaacz. Rozdział mi się bardzo podobał. Czekam na ten etap...
    Spóźnione ,,sto lat"! :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jest jakaś trzecia opcja? I tak nie powiem ;3
      Wybaczam.
      Dziękuję za życzonka!

      Usuń
  3. Kolejny rewelacyjny rozdział, świetnie piszesz, już nie mogę doczekać się następnego rozdziału :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, chociaż akurat mam wrażenie, że wyszedł mi najgorzej z dotychczasowych. Ale jeszcze się poprawię! :)

      Usuń
  4. Jak dobrze, że nasz Pan jest... dobry :3
    Ale ta panika Akiego...
    Aż meh tak smutno się na serduszku mi robi ;-;
    Weny i z wielką niecierpliwością czekam na next!
    Zaintrygowałaś mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyt taki znowu dobry to ja nie wiem :P To się jeszcze okaże.
      Nie smutaj, Przyjdzie taki czas, że Aki jeszcze nie będzie panikował. Kiedyś Na pewno. Chyba...
      Dziękuję pięknie za komentarz od Ciebie! :) Cieszę się bardzo, że Cię zaintrygowałam ^^

      Usuń
    2. Jako skalter i Bóg wie, kto jeszcze, widziałam wszystkie te komentarze. Meeh. Nadal Yuki od Nany Chan jest jedynym ukesiem na świecie, jakiemu współczuję (doobra, tego od Sabate przynajmniej toleruję). Lulciu, męcz Akiego jak Lajos Isiaka, plosęęę...

      Usuń
    3. O nie! Stalker! Chować się!
      ( hehehe! )
      Yukiemu też współczuję i zawsze trzymam za niego kciuki, żeby wziął się w garść i walczył!
      Co do Akiego (weeeźźź... nie przypominaj mi Lajosa, mam go dosyć na dzisiaj! @##@$@#$!), to u niego sytuacja jest trochę inna... Chociaż może jeszcze uda mi się wywołać współczucie dla niego. Tylko, chyba nie umiem jeszcze na tyle dobrze pisać T.T Ale będę się starać!
      Trzymaj za mnie kciuki :)

      Usuń
    4. Trzymaj za mnie kciuki, abym Ci odpowiedziała na komentarz w ostatnim rozdziale pierwszej części ,,Hellady". Czemu nikt poza mną i Damianem nie lubi Lajosa? :( CZEMU? On jest boski... A to zgwałci, a to umyje, a to nakarmi, a to pobije... :P Ja z Isiaka powinnam zrobić taką posłuszną laleczkę... Ale to byłoby tragiczne... Byłby już pizdą do kwadratu -.-
      JA CHCĘ JESZCZE TEGO DAWNEGO PANA AKIEGO!!!
      A U NANY CHCĘ COLINA!!! :P

      Usuń
    5. Ej no! Takiego ładnego komcia Ci napisałam, więc nie narzekaj. Włożyłam w niego wiele pracy i całe moje serduszko! ;3
      ( Bo Lajos to skurwiel do potęgi, a ja nie lubię takich... chyba że po kilku rozdziałach gryzą ziemię od spodu :P)
      Zdradzę Ci, że dawny pan Akiego jeszcze się pojawi i to nie raz, bo mam zamiar jeszcze sporo o przeszłości mojego Akisia napisać!

      Usuń
    6. Ale komentarz piękny! Właśnie drukuję i będę wieszać na ścianie. Serio. To nie jest sarkazm. Chcę takich komciów więcej <3
      To przyznawać się, że mi z ,,Hellady" wyjdą z trzy lub cztery części...? :P Możesz podesłać mi swój e-mail, gdyż Hellada jest... tak trochę... zawieszona (co, jak nie komentują, to pewnie mają w dupie, zatem skupiam się na innych opkach!). Tobie jakieś-tam fragmenty mogę nabazgrać :3 Bez Lajosa. Lajos będzie pewnie w 15. rozdziale drugiej części...
      W sumie... To jest ta magia. KOCHAM, gdy ludzie czytają Helladę i zachwycają się Isiakiem i Tanem... a później jest PIĘTNASTY rozdział :D
      DAAAAJ MI TEGOOO PAAANAAA!!!

      Usuń
    7. No nie wiem... jak jakieś pieniążki mi podeślesz to się zastanowię... Hehehe!
      Żartuję. Jak mnie natchnie, to się postaram o kolejny taki. Ale to nie takie proste, oj nie! Ale że 3-4 częśći? Szalejesz. Mój email to: tenshilulu@gmail.com ( a może masz gg?) Możesz przesyłać mi rozdzialiki i listy miłosne ile chcesz.
      "Lajos będzie pewnie w 15. rozdziale drugiej części..." dokończ, że martwy, to będę świętować cały dzień xD
      Ej no... bardzo się po tym 15 rozdziale wkurzyłam. Ale i tak Tanatos stoi u mnie wyżej w hierarchii niż Lajos, który leży pod ziemią :P
      Ty to jednak taka mała, niepozorna sadystka jesteś! Ja to wiem. Przejrzałam Cię! ;3

      Usuń
    8. Ja, sadystka? ODKRYŁAŚ AMERYKĘ :P A przed napisaniem przeze mnie nowego rozdziału masz jeszcze Lajosa&Chrysipposa i chyba z 5 rozdziałów drugiej części. Nowy napiszę pewnie w lipcu...
      Lajos i Aratos będą mieć koalicję :P

      Usuń
    9. Nosz kurcze, a myślałam, że jestem taka wyjątkowa...
      Pewnie, pewnie... przeczytam jak znowu będę miała trochę czasu. No i jeszcze czekam na nowe rozdziały Słodkiej!
      Poza tym, sama chciałam wziąć się w końcu za mojego drugiego blogaska, ale też pewnie napiszę coś tam w wakacje.
      No i muszę napisać porządny kolejny rozdział tego! tyle rzeczy do zrobienia, a tak mało czasu T.T

      Usuń
  5. Witam,
    droga autorko, właśnie tutaj trafiłam, i jak na razie przeczytałam zaledwie kawałek (brak czasu), ale już mnie to bardzo zainteresowało, i jak znajdę tą odrobinkę czasu to przeczytam, tego możesz być pewna, jak i tego, że każdy rozdzialik skomentuję... już tematyka mnie bardzo zainteresowała...
    Multum weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam!
      Dziękuję za komentarz Droga Basiu i mam nadzieję, że się nie zawiedziesz.
      Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  6. Lubię taką tematykę, dlatego wpadając na Twojego bloga miałam nadzieję na coś dobrego; całe szczęście - nie zawiodłam się. Czytało się przyjemnie, a w odpowiednich momentach wzbudzało skrajne emocje o co przecież chodzi w każdym opowiadaniu. Ostatnie zdanie z pewnością zachęca, by zaczekać na kolejny rozdział i to właśnie zrobię. Dużo weny życzę!

    Zapraszam: www.w-martwym-ciele.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skrajne emocje? O jak dobrze! Bo już myślałam, że wprost przeciwnie :P
      Dziękuję bardzo!

      Usuń
  7. Przyznam szczerze, że kiedy przeczytałam opis byłam trochę sceptyczna. Motyw pana i niewolnika lubię w najbardziej sztampowej odsłonie, więc wieść, że Aki jest już wytresowany nieco mnie odstraszyła, ale kiedy człowiek ma fazę, niedobór fajnych opowiadań w internecie i robi wszystko, żeby się nie uczyć, to nie wybrzydza za bardzo. I bardzo dobrze, bo historia od pierwszego rozdziału przypadła mi do gustu.
    Będę się trochę czepiać, ale generalnie to przeczytałam dwa razy(niektóre fragmenty nawet więcej) i bardzo mi się podoba, więc proszę, byś się nie zrażała.

    Zaczynając od pozytywów, uważam, że szablon jest bardzo ładny, przejrzysty i tekst świetnie się na nim czyta.

    W prologu brakuje kropki “Bałby się, że go wyśmieją Z resztą, i tak nie miał komu”
    Moim zdaniem prolog jest trochę patetyczny, ale nie razi to za bardzo, ani nie jest śmieszne.

    W tytule pierwszego rozdziału “Awaryjne” małą literą.

    “- A o czym chciałby pan jeszcze porozmawiać? - zapytał John, który jednak nie miał zamiaru się przysiadać.
    - Już mówię - popatrzył na niego z uśmiechem.” - to brzmi tak jakby John popatrzył na staruszka z uśmiechem. Niby wiadomo o co chodzi, ale jak się te podmioty gubią, gdy jest mowa o dwóch facetach, to trochę burzy płynność czytania. Później w kilku innych miejscach też nie uściślasz o kim dokładnie mowa.

    “Tym razem John popatrzył na niego zdziwiony i zaciekawiony jednocześnie. - Hahaha! - zaśmiał się krótko, trochę charcząc.” Na przykład tu.

    Albo tu “Jeszcze nie przywykł do myśli, że go kupił i teraz należał do niego.“ Brzmi jakby to John należał teraz do Akiego. Przy okazji zdanie wyrwane z ogólnie bardzo wdzięcznego fragmentu. Trochę rozwodzę się nad tym później.

    Wahałam się czy to napisać, bo przyjemne nie jest, a Tobie raczej nie zależy na poważnym oddawaniu rzeczywistości, no ale dobra. Czepiam się cen niewolników. Niby nie uściśliłaś waluty, ale jeśli to euro, dolary czy coś podobnego, to, delikatnie ujmując, są trochę wygórowane. Wiem, że w praktycznie wszystkich opowiadaniach lecą takie liczby, ale jak kiedyś pogooglałam na ten temat okazało się, że człowiek na czarnym rynku to zaskakująco tani towar. Od kilkudziesięciu (!) dolarów do kilkudziesięciu tysięcy. W Indiach ponoć krowa potrafi był ok. sześć razy droższa od kobiety. Już pomijam, że bardziej opłacałoby się zgarnąć dzieciaka spod szkoły albo z ulicy.

    Jeśli chodzi o licytację, to skojarzyła mi się ze sceną z “Uprowadzonej” XP. Oglądałam to dość dawno, więc może to mylne, wrażenie, niemniej poda mi się sposób w jaki ją opisałaś.

    Podoba mi się też, że mimo dość tradycyjnego prowadzenia fabuły, zmieniasz schematyczne elementy. Jak choćby to o czym wspominałam na początku - Aki już jest wytresowany i w sumie wie lepiej co powinien robić od Johna. Albo to, że podczas licytacji był ubrany zamiast świecić gołym tyłkiem. Albo nawet, że John wysługuje się ochroniarzem zamiast samemu się wysilać. Super że zostaje zaproszony na licytację przez osobę trzecią i nie jest nie wiadomo jak obeznany z takimi sytuacjami. No i dobrze to o nim świadczy jako potencjalnym tru lofie XD.

    OdpowiedzUsuń
  8. Przemyślenia Akiego są bezbłędne. Czyta się je cudownie - z jednej strony są rozkoszne, z drugiej budzą grozę. Moim zadnie jak do tej pory to najlepsze fragmenty historii. Zwłaszcza to zastanawianie się czy już, czy zaraz, czy loda, czy na biurku, jednak w łóżku, a może jeszcze zmieni zdanie.
    Poza tym wydaje mi się, że zarówno Aki jak i John są niezwykle wiarygodni. Aki niby jest pogodzony z sytuacją, ale wciąż się boi, a seks z obcym facetem (choćby i super przystojnym) go nie podnieca i kojarzy się jednoznacznie źle.
    John czuje się dziwnie z tym, że nagle zorganizował sobie niewolnika i zmierziło go, że tak po prostu mógłby z nim zrobić wszystko co dusza zapragnie, a dzieciak nie będzie protestował. A z drugiej strony nie robisz z niego ciepłej kluseczki, która rozpływa się nad chłopaczkiem jaki to on biedny. Widać, że facet swoje za uszami ma i twardo stąpa po ziemi. To jak sprawnie odnajduje się w nowej sytuacji też jest super. Piję tu do sceny w samochodzie, kiedy szybko przestaje go dziwić uległość chłopaka i w hotelu, kiedy go testuje.
    Cała scena w hotelu z drugiego rozdziału jest moim zdaniem ładnie i plastycznie opisana. Do niej między innymi wracałam kilka razy.
    Jedyna nieścisłość to, to że w opisie opowiadania napisałaś, że Aki trenowany był od półtora roku, a w opowiadaniu piszesz o dwóch latach.
    “Johna nieco rozbawiło to, jak chłopak za każdym razem, gdy zwracał się do niego, nazywał go swoim panem. Ale musiał przyznać, że podobało mu się to.“ A mi się podoba sposób w jaki John o tym myśli ^^.

    Porównując gwałt z retrospekcji i mizianie w tym rozdziale, moim zdaniem to drugie lepiej działa na wyobraźnię. Wydaje mi się też, że ten drugi opis jest zdecydowanie pewniejszy. Objętościowo są chyba podobne, mimo że w retrospekcji o wiele więcej się wydarzyło. Nie to, żeby to była jakaś wada czy zaleta, raczej luźna uwaga.

    “Już zaraz zerwał się z łóżka i wybiegł z sypialni za panem. Zdążył zobaczyć jeszcze, jak ten zamykał drzwi od łazienki. Wtedy Aki upadł na kolana i przerażony do granic możliwości, szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w nie jak w wyrocznię. [...] To twoja wina, Aki! Aki, jak mogłeś! Jak mogłeś! Jak mogłeś!" wyrzucał sobie, trzęsąc się w obawie przed swoim losem.” Uwielbiam ten moment.
    A potem John jest tak wspaniale zdezorientowany, jak mu się Aki rzuca do stóp.

    Podoba mi się też to, że zapowiada się kilka wątków. Mam nadzieję, że Akuma nie zniknie tak po prostu, tak samo jak staruszek:
    “‘Siedział i czekał, próbując poskładać myśli. "Wyjście awaryjne, tak?" Nie rozumiał, jak niby to co zobaczył miało być wyjściem awaryjnym staruszka. "Może po prostu zwariował na stare lata?".” - Mam nadzieję, że ten fragment zapowiada jakiś fajny motyw, bo relacja tego dziadka i Johna ma duży potencjał.
    Mam nadzieję, że nie ta mafia nie skończy się na tym, że jest mafią i nic poza tym. Aczkolwiek myślę, że za dobrze piszesz, by po prostu ten wątek olać.
    Póki co fragment z pracownikami Johna najmniej przypadł mi do gustu, co nie zmienia faktu, że mi się podobał i czekam aż się rozwinie.

    No i na sam koniec: Czy Johnowi i Akiemu na obrazkach w “bohaterach” z rozmysłem jako jedynym nie widać całych twarzy?

    Pozdrawiam i życzę dużo weny, bo już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam!
    Widząc twój komentarz już się przestraszyłam, że zjedziesz moje opko od góry do dołu i aż mnie zdziwiło, że jest jednak pozytywny ^^
    Naprawdę czytałaś po dwa razy niektóre fragmenty? Nie wierzę. :P

    Po pierwsze - wiem, czego po tej tematyce spodziewają się ludzie (i cały czas walczę z tym, żeby być jednak nie dać się i pozostać wierną swojemu pomysłowi). Ale ja od początku zaznaczałam, że to będzie coś troszkę innego... Nie chcę zrobić z Johna typowego sadysty, ani z Akiego chłopczyka, który jest tylko pretekstem do seksów po kątach. Chociaż z drugiej strony powiedzmy sobie szczerze - jakiejś wielkiej głębi też to opowiadanie nie ma. Moim celem jest to w jakiś sposób wypośrodkować (mam też inne, ale nie ma sensu się tu o nich rozpisywać). No i naiwnie chcę wprowadzić jakąś fabułę :P

    Szablonu tak bardzo nie chciało mi się robić (poza tym, tak strasznie nie lubię używać programów graficznych), że poszłam po najmniejszej linii oporu i stworzyłam takie minimalistyczne coś. Ważne, że jest przejrzysty, tak jak napisałaś. Na tym najbardziej mi zależało.

    Dziękuję za zwrócenie uwagi na błędy. W wolnej chwili poprawię je na pewno. Staram się uważać i sprawdzać tekst kilka razy przed dodaniem, ale nie potrafię wyłapać wszystkiego.

    No proszę! Cieszę się, że napisałaś mi o tych podmiotach w dialogach. Postaram się zwracać na to większą uwagę.
    Chociaż nie wiem, czy na pewno tytuł tego rozdziału powinien być z małej litery.

    Prolog jest patetyczny. Bardzo. Nie mam zamiaru zaprzeczać. Dlatego muszę się pilnować, żeby z reszty nie zrobić czegoś takiego. Jak zacznę, to daj mi znać :P

    Co do cen niewolników - mój błąd. Nie miałam zielonego pojęcia jaką cenę wpisać. Myślałam nad tym sporo i w końcu postanowiłam nie rozwodzić się nad tym dłużej (właśnie dlatego też nie podałam waluty. Hmm... a jakby to były jeny? Muszę to przeliczyć zaraz). A powinnam, jak tak teraz sobie myślę. Może jeszcze warto to zmienić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie oglądałam tego filmu. Choć muszę zobaczyć, skoro jest tam coś takiego. W sumie to nie wiem co kierowało mną, kiedy opisywałam tę licytację. Chyba miało to być coś na wzór zgromadzenia jakiejś sekty... z innego filmu? :P

      A myślałam, że te przemyślenia są wkurzające... Chyba nie będę się ich w takim razie pozbywać w kolejnym rozdziale ^^

      Pisząc zarówno o Akim jak i o Johnie, staram się uwzględniać to, że kim by się nie stali, wciąż pozostają ludźmi. Nawet jeśli otoczenie i sytuacja ich zmieniły, to wydaje mi się, że niektóre rzeczy są niezmienne, jak choćby to, że nie da się całkowicie wymazać pierwotnych instynktów :P
      Dobra, nie czytaj tego, tego wcześniej nie było xD

      Ojej! I znowu wydawało mi się, że trochę spieprzyłam sprawę z tą sceną w hotelu, bo miałam zamiar poprowadzić ją nieco inaczej. A tu proszę! Jednak się podoba!

      Hmm...mój zamysł był taki, że Aki był niewolnikiem od dwóch lat, a trenowali go od półtora roku. Co więc robił przez to zaginione pół roku? Kurcze, wypadałoby to wyjaśnić, nie? ^^

      To dobrze! W retrospekcji chciałam opisać to wszystko jak najbardziej "sucho". Ale i tak nie wyszło. Nigdy nie wychodzi. Za to "mizianie", jak to określiłaś, miało być bardzo ważnym fragmentem, który na wyobraźnię miał zadziałać. Chociaż tutaj plan się powiódł!

      Ten zdezorientowany John chyba nie najlepiej wypadł... Jeśli miałabym go tłumaczyć, po protu myślał o czymś innym i zachowanie Akiego w tamtym momencie było dla niego czymś takim troszkę absurdalnym (no bo w końcu John przez moment nawet nie pomyślał o tym, że Aki może czuć, że zrobił coś źle). Dopiero kiedy zaczął myśleć o tym co chłopak mówił do niego, zrozumiał.

      Co do wątków to tak, będzie kilka. Akuma nie zniknie, staruszek nie zniknie jeszcze bardziej (bo to jedna z ważniejszych postaci, choć niepozorna) i dopiero w przyszłości okaże się, co tak naprawdę miał na myśli (ewentualnie, czy może na poważnie zwariował :P). Mafia też odegra swoją rolę (no bo tak właściwie czym jest ta mafia, nie? :P ) i właśnie tutaj pracownicy Johna, choć nie tylko oni, będą mieli kluczowe znaczenie. Fragment o nich był tylko wprowadzeniem, ale pojawiła się tam mała informacja, która będzie miała wpływ na resztę.

      Tak! To celowe. Niech każdy wyobraża ich sobie tak jak chce :P W sumie mogłabym dać sobie spokój z tymi obrazkami w ogóle, ale no... pomagają mi samej przypomnieć sobie o paru rzeczach. Długo by tłumaczyć (wiem, że to takie niefajne, wiem...).

      Bardzo dziękuję za taki wyczerpujący komentarz! I żeby było jasne - cieszę się, gdy ktoś wskazuje mi błędy lub nawet zwraca mi uwagę na to, że to co piszę to totalna głupota i żebym się ogarnęła. Lepiej dowiedzieć się o tym wcześniej, kiedy jest jeszcze jakaś szansa na poprawnie się, prawda? :) (chyba że już nie ma żadnego ratunku, to wtedy może się zrobić trochę smutno :P).
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  10. W końcu znalazłam jakieś dobre yaoi do czytania. Jesteś genialna! uwielbiam Cię, pisz dalej. Czekam na dalsze rozdziały z niecierpliwością! Pozdrawiam i życzę duużo weny :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko! :D Dziękuję! Nie jestem genialna, ale miło przeczytać coś takiego ^^
      Również pozdrawiam cię serdecznie!

      Usuń
  11. Już któryś raz tak mam, że trzasnęłam długi komentarz i autor myślał, że zjadę, ale ja akurat jestem z tych osób, którym jak się nie podoba to zostawiają i zwyczajnie nie czytają ^^

    Cieszę się, że nie chcesz zrobić z Johna totalnego sadysty, bo mi psychopaci już trochę się nudzić zaczynają. Poza tym łatwo zapędzić się z nimi w przesadę, z której ciężko wybrnąć.
    No i fabuła zawsze spoko XD

    Co do tytułu pierwszego rozdziału też zastanawiałam się czy zwrócić na to uwagę, bo w sumie nie wiedziałam czy potraktowałaś to jako nazwę własną, a poza tym reszta tytułów jest poprawna.
    Z prologiem bym nie przesadzała. Moim zdaniem od tego jest, żeby trochę popłynąć, a na tę podniosłość zwróciłam uwagę dopiero przy drugim czytaniu. Poza tym jest krótki, więc to nie męczy.

    Jakby były jeny to by wyszło 4000 dolarów z hakiem, na euro 3600 z hakiem, więc trochę biednie w tej sytuacji. Pokombinowanie z tym raczej nie zaszkodzi.

    Dla mnie przemyślenia bohatera nigdy nie są nudne, chyba że robią się BARDZO monotematyczne. Jeśli chodzi o Johna i Akiego to dla mnie póki co są największym plusem opowiadania. Zwłaszcza kiedy tę samą sytuację opisujesz z dwóch perspektyw i można ich wrażenia skonfrontować. Zwykle nie lubię tego zabiegu, ponieważ w pewnym momencie czytanie dwa razy tego samego z drobnymi tylko zmianami po prostu robi się nudne. Gdy na początku perspektywa podczas licytacji przeniosła się na Akiego, miałam taki zgrzyt w pierwszej chwili, ale potem okazało się, że bardzo fajnie ci to wychodzi. Nie nachalnie, nie powtarzasz się, nie opisujesz dwa razy tych samych czynności tylko skupiasz się bardziej na przemyśleniach tej drugiej strony. I przy licytacji, i w łóżku wyszło super.

    Z tym niewychodzeniem to doskonale wiem o co chodzi. W głowie wszystko wygląda idealnie, ale jak człowiek zacznie pisać, wychodzi nie tak jak być miało. A potem ludzie się zachwycają i nie wiadomo czy oni tak naprawdę czy po prostu nie chcą demotywować. Mizianie jako ważny moment moim zdaniem absolutnie ci wyszedł i widać, że ta scena nie wzięła się tam z czapy.

    No i myślę, że zdezorientowany John też wyszedł. Raczej widać, że w pierwszej chwili nie wie o co chłopakowi chodzi. Jak się wkurzył to też jasne jest, że nie bezpośrednio na Akiego. Przy okazji przyszło mi do głowy, że ta reakcja fajnie pokazuje jego temperament. Bo w sumie jakby był mniej zdecydowanym czy spokojniejszym człowiekiem, pewnie by się przestraszył i zaczął dzieciaka uspokajać.

    Na wątki się cieszę bardzo. Wszystkie na pewno nie przypadną mi do gustu, ale z tego co zauważyłam w romansidłach wszelkiej maści jeśli skupiać się tylko na głównej parze, w pewnym momencie następuje po prostu zmęczenie materiału.
    Przyznam, że na staruszka z początku nie zwróciłam uwagi. Ot jakiś dziadzio potrzebny, żeby John mógł kupić Akiego. I dopiero jak drugi raz czytałam przyszło mi do głowy, że w sumie coś może być na rzeczy, bo i John komentował, że dobrze mieć z takiego człowieka przyjaciela, a potem się zastanawiał nad tym wyjściem awaryjnym, które na dodatek było podkreślone w tytule. ^^
    A propos tytułów, to marzenie Akiego mam nadzieję, że też będzie grube. Cicho o tym na razie i mało, żeby coś bardziej gdybać, więc liczę tylko, że nie zniechęcisz się do tego opowiadania zanim wszystko się wyjaśni, bo to zawsze boli najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
  12. Rozdział jest rewelacyjny. Dobrze, że pan Akiego w porę się powstrzymał. Ciekawe jak dalej między nimi rozwiną się relacje :) Nie mogę się już doczekać następnego rozdziału.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hyhyhy... No zobaczymy jak ta relacja się rozwinie :D
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  13. Yyyy dziś miał być rozdział!!!!

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeszcze trochę trzeba poczekać :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam! Myślałam, że wyrobię się, a tu zaczęłam coś zmieniać i nie wyszło :(

      Usuń
  15. Witam,
    och zastanawiałam się co zrobi Josh, może będzie go dość dobrze traktował, Aki i ta jego panika wspaniale opisana....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń