Rozdział 3

Witamy w piekle

Leżał na starym, brudnym i dziurawym materacu, na którym gdzieniegdzie dostrzec można było zaschnięte plamki krwi. Parę poduszek, znajdujących się obok, było zakurzone i pogryzione przez szczury. Nie miał na sobie ubrań. Ktoś musiał rozebrać go, gdy jeszcze był nieprzytomny. Nagość sprawiała, że drżał z zimna, ale i to, że czuł wstyd, potworne upokorzenie, jak również strach, podsycany niepewnością. Nie miał pojęcia, co się tutaj działo i co wydarzy się, po tym, jak jakiś obcy chłopak wyszedł stąd bez słowa, gdy tylko się obudził, pozostawiając go zupełnie samego.
Aki miał na szyi metalową obrożę, którą otworzyć można było wyłącznie za pomocą klucza. Próbował ją za wszelką cenę ściągnąć i uwolnić się, ale obręcz ani drgnęła. Co więcej, przyczepiony był do niej gruby, dosyć ciężki łańcuch, przytwierdzony z kolei do zaczepu w podłodze. Mógł przez to zrobić co najwyżej parę kroków. Jak mocno by nie próbował, nie było możliwości, by się wyrwał.
Znajdował się w jakimś sporym pomieszczeniu. Niestety nie był to pokój w pięciogwiazdkowym hotelu, bo i w żaden sposób nie przywodził na myśl luksusów. Bardziej przypominał zwykłą piwnicę, w której śmierdziało stęchlizną, a na skórze czuć było wilgoć. Gołe mury, betonowa podłoga, żarówki tlące się mdłym światłem bez żadnego klosza, schody i dwa małe okna prawie pod sufitem, w których dostrzegł kraty. To wszystko nie wróżyło najlepiej i napawało chłopaka jeszcze większym lękiem.
"A może to tylko jakiś głupi żart? Może zaraz wszystko się wyjaśni?" myślał, choć czuł, że to bardzo naiwne.
Po kolejnej próbie wyswobodzenia się, która nic nie dała, a tylko sprawiła, że się zmęczył i stracił resztki nadziei, usiadł na materacu, podkulając nogi i obejmując je rękoma. Wciąż drżał, teraz jednak nie wiedział czy tylko z zimna, czy również ze strachu.
Czekał, bo nie miał wyboru.
Jak się tu znalazł? Nie miał pewności. Kiedy próbował sobie przypomnieć, w głowie odnajdywał tylko czarne plamy, a ogromny stres nie pomagał mu w myśleniu. Wydawało mu się za to, że spędził tu już bardzo wiele czasu. A teraz, gdy czekał, dłużyło mu się jeszcze bardziej.
W końcu usłyszał jak drzwi u góry schodów otwierają się. Później słyszał kroki. Aki czuł, wtedy, jakby serce miało mu zaraz wyskoczyć z piersi. Umierał ze strachu.
W końcu stanął przed nim mężczyzna w średnim wieku i piątka chłopaków, trochę starszych od Akiego. Kiedy tylko nieznajomy facet machnął ręką, cała reszta uklęknęła obok niego ze spuszczoną głową. Dla Akiego wyglądało to przerażająco. Jak obrazek z jakiegoś horroru. Ale nawet pomimo tego, że cały trząsł się, powtarzał sobie w duchu, że musi być silny i szybko to wyjaśnić. I uwolnić się, oczywiście.
– Proszę, proszę... – mężczyzna uśmiechał się w obrzydliwy dla Akiego sposób, cały czas lustrując wzrokiem jego nagie ciało. Chłopak starał się dłońmi zasłonić swoje intymne miejsce. Czuł się koszmarnie upokorzony, a ze wstydu jego twarz była czerwona. – Wreszcie się obudziłeś, Aki. To dobrze. Akurat wróciłem ze spotkania. Będziemy mogli zacząć od razu.
Mężczyzna ubrany był w elegancki, czarny garnitur, pod którym założoną miał śnieżnobiałą, rozpiętą z kilku pierwszych guzików, koszulę. Był wysoki, a Akiemu siedzącemu na materacu wydawał się jeszcze wyższy niż w rzeczywistości. Nawet pomimo wytwornego ubioru bez problemu dało się zauważyć, że był to człowiek silny, dobrze zbudowany. Mógł imponować wyglądem wielu osobom. Miał krótkie, czarne włosy, idealnie ułożone. Jego oczy były ciemne, a zimne spojrzenie przeszywało człowieka na wylot.
Mimo tego Aki od razu poczuł do niego niechęć. Według niego, coś było z nim nie tak.
Zbierając w sobie resztki odwagi, której miał naprawdę niewiele, chłopak postanowił dowiedzieć się wreszcie co to wszystko znaczyło.
– Kim pan jest? I co ja tu robię? Skąd zna pan moje imię? Dlaczego jestem tu uwięziony? Co to za miejsce? O co panu chodzi? – zasypał go pytaniami. – Uwolnij mnie! Zdejmij to! – prosił zaraz zrozpaczony.
Na twarzy mężczyzny wystąpił grymas niezadowolenia. Widocznie nie podobało mu się to, że chłopak tyle gadał.
– Wszystko co musisz wiedzieć to to, że ja jestem twoim panem, a ty moim niewolnikiem. Twoje życie należy teraz do mnie, więc masz robić to, co ci każę.
– Ale co to-
– Cisza! – wrzasnął, przerywając mu. Teraz wydawał się naprawdę wściekły.
Nie miał pojęcia o co chodziło temu facetowi. On? Niewolnikiem? To był jakiś żart? Jakaś gra? Przecież takie rzeczy działy się tylko w filmach. W prawdziwym świecie to przecież niedopuszczalne!
– Natychmiast mnie uwolnij! – krzyczał, czując nagły przypływ złości. Wstał i rzucił się w jego stronę, ale upadł, czując pociągnięcie łańcucha. Wtedy podniósł się na kolana i dalej krzyczał do niego. – To nie jest śmieszne! Zdejmij to ze mnie! Przecież to jest przestępstwo! Nie można tak więzić ludzi! To jest karalne! Będą mnie szukać! Zobaczysz! Opowiem o tobie policji i pójdziesz siedzieć!
Jego pan jednak wysłuchując tych wrzasków, nawet nie wyglądał już na wściekłego. Wprost przeciwnie, wydawało się, że bawiło go to. Patrzył na zdenerwowanego chłopaka z pogardliwym uśmiechem, zupełnie nic sobie nie robiąc z jego gróźb.
W końcu westchnął, jak gdyby już go to znudziło.
– Skończyłeś? – zapytał lekceważąco, kiedy chłopak akurat łapał oddech. Aki tylko spojrzał na niego nie wiedząc co myśleć. Mężczyzna ani trochę nie przejął się jego pogróżkami, a przecież powinien! Był w lekkim szoku. – Możesz krzyczeć, ale nic ci to nie da. Nikt cię tu nie usłyszy i zapewniam cię, że nikt cię nie znajdzie. Bo i nie szukają cię, Aki. Pogódź się z tym szybko i współpracuj. To ci się najbardziej opłaci – stwierdził lekko. W tym samym czasie podszedł do kąta, w którym stało krzesło i ustawił je sobie w pobliżu chłopaka. Oczywiście tam, gdzie tamten nie sięgał. – Po prostu poddaj się i bądź mi posłuszny, a zobaczysz, że to wcale nie takie złe, prawda? Co chłopaki?
– Tak, panie – odpowiedzieli mu chórem, wciąż trzymając opuszczone głowy.
– Dobrze, to zaczynajmy. Wiecie co macie robić – powiedział, gdy już siedział wygodnie z założoną jedną nogą na drugą.
Usłyszał od nich tę samą odpowiedź. Cała piątka jak na rozkaz wstała i zaczęła zdejmować swoje ubrania. Bez żadnych oporów czy choćby cienia protestu.
– Co? Co się dzieje? Co wy chcecie zrobić? – Aki patrzył na to przerażony, nie wiedząc, co się szykuje. Cofnął się gwałtownie i niemal wcisnął w ścianę, byleby być od nich jak najdalej. Osłonił się rękami, gotowy do walki. – Jesteś chory! Wy wszyscy jesteście! Świry! Wariaci! Zostawicie mnie w spokoju! Zostawcie!
Kiedy skończyli się rozbierać, natychmiast podeszli do Akiego. Dwójka z nich złapała go za ramiona i przeciągnęła na środek materaca.
– Zostawcie mnie! Puśćcie! Puśćcie! – Chłopak bronił się przed tym. Szarpał się, próbował się im przeciwstawić, ale byli od niego znacznie silniejsi. Później przycisnęli go rękoma do materaca, by nie mógł zmienić pozycji. Aki spanikował już teraz i nie kontrolował się. Czuł, że za wszelką cenę musiał coś zrobić, bo inaczej źle się to skończy. Dostał nagłego przypływu energii, chyba z powodu adrenaliny i ze wszystkich sił starał się podnieść. Kiedy to nic nie dało zaczął kopać i miotać się na wszystkie strony. Wtedy dwójce chłopaków pomógł trzeci i Aki pozostał bez najmniejszych szans na wyswobodzenie się. Nie mógł nawet zasłaniać się już rękoma, co go okropnie zawstydzało.
Z jego oczu pociekły łzy. Zaczął płakać i dziwił się tylko, że nastąpiło to dopiero teraz. Chyba do tej pory naprawdę wierzył, że może jeszcze ktoś mu pomoże, że może zdoła uciec... Ale teraz, kiedy wiedział już, że nic takiego się nie wydarzy, poczuł prawdziwą bezsilność i załamał się, choć na razie tylko na moment. Jedyne co robił to instynktownie ściskał nogi mocno ze sobą złączone i błagał w myślach, żeby to był tylko zły sen.
– No już, szybko! Nie guzdrajcie się tak! – krzyczał do nich zniecierpliwiony mężczyzna, który przez cały czas wszystko obserwował. – Satoshi, ty się zajmij nim pierwszy! I zrób to jak należy, bo wiesz co cię czeka! – napomniał go i chłopak, który do tej pory stał koło Akiego, teraz przyklęknął obok niego.
– Nie, proszę! Zrobię co chcecie, tylko nie to! – krzyczał, domyślając się co chcą zrobić. – Błagam! Zrobię wszystko! Nie róbcie tego! Proszę... – nikt go nie słuchał. 
Z pomocą ostatniego wolnego niewolnika, siłą rozłączyli jego nogi, które tak uporczywie trzymał razem. Chłopak o imieniu Satoshi przyklęknął wtedy pomiędzy jego udami. Nie czekając dłużej, złapał Akiego za pośladki i uniósł lekko do góry. Ten drugi najpierw wsunął mu poduszkę pod biodra, a potem przytrzymywał jego nogi, by chłopak nie mógł ich kopać. Bo cały czas próbował.
– Szybciej! Szybciej! – popędzał ich Pan. – Ile jeszcze mam czekać?
Niewolnik przysunął się bliżej do Akiego i zaraz wszedł w niego, wsuwając swojego członka coraz głębiej. Chłopak wrzasnął. Jeszcze nigdy w życiu nie czuł takiego niewyobrażalnego bólu. Miał wrażenie, że coś rozrywa go w środku i coraz bardziej wydawało mu się, że to jednak prawda. Szlochał głośno, pragnąc tylko, by przestało boleć. Ale to nie był koniec. Niewolnik zaczął poruszać się w nim, wywołując u chłopaka jeszcze większe cierpienie. Aki był niemal pewien, że krwawił, jednak nie mógł tego sprawdzić. Zacisnął tylko mocno oczy, by nie patrzeć więcej co z nim robił. Nie chciał tego widzieć. Chciał myśleć, że to tylko koszmar. Poniżony do granic możliwości, pozbawiony wszelkiej nadziei, nie miał już sił, by choć próbować się opierać.
Wył z bólu, wciąż szlochając i niemal dławiąc się łzami, kiedy niewolnik poruszał się w nim coraz szybciej. Trwało to jakiś czas, aż w końcu poczuł coś dziwnego i zaraz po tym niewolnik wyszedł z niego. Przy okazji z chłopaka wyciekło wtedy trochę krwi, która dodatkowo pobrudziła materac.
Aki nie otwierał oczu, wciąż trzymał powieki mocno zaciśnięte, ale miał nadzieję, że to już koniec. Przez te wrzaski, oddychał ciężko, z trudem łapiąc powietrze. Nie miał już sił na cokolwiek, w dodatku ból go nie opuszczał. Przez moment pomyślał sobie, że w tym momencie naprawdę chciałby umrzeć.
"Błagam, zabijcie mnie. Zlitujcie się i dobijcie mnie tutaj. Błagam..."
– Pięknie! – Mężczyzna z zadowolenia aż klasnął w dłonie. – To teraz twoja kolej Jun! Nie ociągaj się tak! Szybciej! Nie mam całego dnia!
Aki aż otworzył oczy słysząc to, bo nie dowierzał. To... to jeszcze nie był koniec? Przecież to i tak było dla niego za wiele.
Jednak stało się to, czego najbardziej się obawiał. Niewolnicy zamienili się miejscami i już po chwili, tym razem ten o imieniu Jun, wszedł w niego, sprawiając mu tym jeszcze większy ból niż poprzednio.
Aki znów zacisnął powieki. Czuł, że już tego nie wytrzyma. Robiło mu się słabo i miał wrażenie, że zaraz zemdleje. Tak nawet byłoby lepiej.
Jednak to się nie zdarzyło. Tego dnia chłopak został zgwałcony dwukrotnie i już myślał, że naprawdę umrze. Lecz nie taki był plan jego pana. Wydarzenia z tego dnia stanowiły dopiero początek męki, jaką przeżył podczas pobytu u Wielkiego Akumy i zmieniły go nieodwracalnie. Ciągłe upokarzanie stało się jego chlebem powszednim, a ból, różnego rodzaju, towarzyszył mu niemal przez cały czas, jaki tam spędził. Bity, poniżany, zmuszany do rozmaitych rzeczy, na które nikt z własnej woli nie zgodziłby się, stał się wreszcie posłuszny jak baranek. Byleby tylko przetrwać to wszystko i choć przez parę chwil zapomnieć o swym cierpieniu.
Tresura wreszcie przyniosła rezultaty. Teraz Aki, nie był już tym samym Akim. Kim więc się stał?


Usiadł na chwilę w fotelu, ale wstał z niego momentalnie i z powrotem stanął obok stolika. Niby jego nowy pan pozwolił mu przestać klęczeć, ale nie wspominał o niczym więcej. Dlatego chłopak nie był pewny co miał teraz robić. "A jeśli mnie sprawdza?" zastanawiał się, a ta myśl ani trochę mu się nie spodobała.
Czekał więc po prostu rozglądając się po pięknym salonie. Przez kilka długich chwil podziwiał wielki obraz wiszący na ścianie. Potem odważył się przykucnąć i odsunąć zamek torby, ale na wierzchu leżały jedynie ubrania. Wyglądały normalnie.
Aki jednak nie musiał czekać długo. Dziesięć minut później usłyszał jak pan wychodził z łazienki. Wstał więc i odwrócił się w jego stronę. Patrzył jak szedł do niego, ale starał się nie spoglądać w jego oczy.
Mężczyzna miał na sobie jedynie ręcznik przewiązany przez biodra. Jego włosy były wciąż mokre, a z końcówek skapywały kropelki wody.
Kiedy podszedł bliżej chłopaka, miał niepojętą dla Akiego minę. Na jego twarzy chłopak zauważy delikatny uśmiech, ale nie wiedział, co on mógł oznaczać. Choć kojarzył mu się tylko z jednym...
– Bierz swoje rzeczy i idź się umyć – powiedział do niego, a Aki natychmiast podniósł torbę z podłogi i skierował się do łazienki. "Czyli to tak. Pewnie brzydził się mnie wcześniej. W końcu nie może wiedzieć co robiłem zanim mnie wylicytował, dlatego każe mi się umyć" myślał. W końcu to wszystko układało mu się w całość. "Czyli kiedy skończę, to... Tak. Wtedy to nastąpi".
Chłopak zatrzymał się nagle i odwrócił jeszcze w stronę mężczyzny.
– Panie, czy mogę zadać ci pytanie? – starał się, by jego głos brzmiał jak najbardziej uniżenie.
– Tak, pytaj – odparł tamten, patrząc na niego zaciekawionym wzrokiem. W końcu po raz pierwszy chłopak odezwał się bez jego pozwolenia.
– Jak dużo mam czasu na kąpiel, panie? – Aki musiał to wiedzieć. Zbyt wiele razy karano go za to, że siedział w łazience za długo, dlatego odpowiedź na to pytanie była dla niego bardzo istotna.
– Jak dużo czasu? – Mężczyzna wydawał się nieco zbity z tropu. Nie spodziewał się takiego pytania. Dla niego było ono naprawdę dziwne, ale postanowił dać mu odpowiedź, rzucając co mu pierwsze przyszło do głowy. – Masz pół godziny.
– Dziękuję, panie. To już pójdę – Aki szybko poszedł do łazienki i tylko przymknął drzwi, nie zamykając się od środka. Kiedy w łazience rozbierał się ze swoich ubrań, na jego twarzy gościł olbrzymi uśmiech. Teraz mógł to robić, bo Pan go nie widział. A Aki cieszył się, bo już od dawna nie pozwolono mu tak długo brać kąpieli. W dodatku w tak przyjemnych warunkach i samemu...
Nim wszedł do wanny, przeszukał jeszcze dokładnie torbę. Oprócz ubrań, w środku znalazł też szczoteczkę do zębów, mydło i inne rzeczy, które mogły mu się przydać.
Szybko umył zęby, a potem wszedł do wanny i starał się zrelaksować chociaż przez chwilę. Po głowie krążyły mu jednak różne myśli i nie zupełnie mu się to udało.
Po jakimś czasie wyszedł z wody i wytarł się ręcznikiem do sucha. Założył ubrania, które znalazł w torbie, choć spodnie okazały się być na niego nieco za duże.
Gdy był już gotowy, stanął przed drzwiami łazienki. Wziął kilka głębokich wdechów, by uspokoić się. Denerwował się bardzo. W końcu TEN moment nadchodził, a Aki nie lubił, kiedy nie wiedział czego ma się spodziewać.
Może i stałby tak jeszcze, gdyby nie bał się, że pół godziny już minęło. Wreszcie otworzył drzwi i wyszedł, zabierając swoje rzeczy ze sobą.
Pana nie było już w salonie. Domyślił się, że znajdzie go w sypialni, dlatego tam też poszedł.
Zapukał.
– Wchodź, wchodź! – usłyszał i wtedy wszedł ostrożnie.
– Jestem panie – odezwał się, widząc swojego pana siedzącego przy biurku w samych bokserkach. Mężczyzna pisał coś, wpatrzony w ekran laptopa, ale kiedy chłopak wszedł do pokoju, zamknął go i odwrócił się w jego stronę. – Panie, jakie masz teraz dla mnie rozkazy? – zapytał chłopak, pochylając lekko głowę i wpatrując się w podłogę. To był jego nawyk, a je niełatwo pokonać. Zmusił się jednak, by popatrzeć w stronę pana. Nie chciał go rozgniewać, szczególnie teraz.
"Seks na łóżku czy na biurku?" zgadywał Aki, mając w głowie tylko takie pomysły. "A może na podłodze? Chyba że jest bardziej pomysłowy..."
– Teraz? – Mężczyzna wstał i poszedł w kierunku łóżka. – A teraz idziemy spać. Późno już i jestem zmęczony. – Odsunął kołdrę, po czym wszedł do łóżka. Oparł się o poduszki, pozostając w pozycji półsiedzącej. – Ale chyba nie masz zamiaru tak spać? – powiedział, widząc, że chłopak był w pełni ubrany. – Rozbieraj się i chodź tu. Będziesz spał ze mną – Uśmiechnął się do niego z jakimś błyskiem w oku.
– Tak, panie – "Czyli jednak na łóżku" myślał.
Położył torbę pod ścianą i zaczął zdejmować ubrania. Przyzwyczaił się do tego, że ktoś patrzył, kiedy to robił, a mimo to czuł lekkie skrępowanie. W niczym mu ono jednak nie przeszkadzało. Zdjął prawie wszystko i już miał ściągnąć także bokserki, kiedy usłyszał głos pana.
– Możesz je zostawić. Chyba że lubisz spać nago – Aki miał wrażenie, że pan zaśmiał się, gdy to mówił. Nie wiedział tylko, co go tak rozbawiło. Ale wolał, by tak było i by mężczyzna miał jak najlepszy humor. Bo to lepiej dla niego.
– Tak, panie. W takim razie zostawię je, jeśli pozwolisz – powiedział trochę nieśmiało.
Zaraz po tym podszedł do łóżka, a mężczyzna poklepał miejsce obok siebie. Aki odsunął sobie kołdrę i położył się tam. Był teraz czujny jak nigdy i trochę spięty. Starał się dostrzec każdy gest mężczyzny, każdy ruch, by móc przewidzieć co zrobi. Było to o tyle ważne, bo od tego zależało, co Aki będzie musiał zrobić i jak zareagować, by zadowolić swojego pana. Wiedział, że musi dać z siebie wszystko i spełnić każdą jego zachciankę. Jakakolwiek by nie była.
Pan jednak znów go zaskoczył.
– Dobranoc – powiedział mężczyzna. Ułożył głowę na poduszce i odwrócił się do niego plecami. Zaraz potem zgasił lampkę nocną, stojącą na szafce przy łóżku i w sypialni zrobiło się ciemno.
– Dobranoc, panie – odparł automatycznie.
Aki był już teraz zupełnie zdezorientowany. Nie wiedział o co chodziło. Co to w ogóle miało być? Czyżby nie miał zamiaru niczego z nim robić? Nie chciał się z nim zabawić? Jak to?
"Nie Aki, nie możesz tak myśleć. Gdyby tak było, nie kupowałby cię. A przecież po to istniejesz. Od tego tu jesteś" mówił do siebie w myślach. "Pewnie po prostu dziś nie ma ochoty. Jego wybór. Ty nie masz nic do gadania".
Leżał i czekał, bo nie był pewny, czy może pan nie zmieni zdania. Lecz gdy w końcu usłyszał jego równy oddech, zdał sobie sprawę, że mężczyzna zasnął. Postanowił więc zrobić to samo. Długo nie mógł zmrużyć oka, bo czuł się strasznie niespokojny. Aż wreszcie, po kilku godzinach, wyczerpany wydarzeniami tego dnia, zasnął.
Obudził się dopiero rano, czując na swoim udzie ciepłą rękę pana, która przesuwała się po nim powoli, to w górę, to w dół. 
Aki nie otworzył nawet oczu. Czekał.  
"Zaczęło się" pomyślał i nie wiedział, czy się cieszyć, czy bać. 


Bar "Taboo" nie słynął z dobrej opinii, szczególnie ze względu na podejrzane typy, które często tam się kręciły. Stałym bywalcom, czującym wieczne pragnienie, nie przeszkadzało to jednak ani trochę, by gościć tam co wieczór. 
Wysoki mężczyzna w czarnej kurtce, z kapturem założonym na głowę, przeszedł przez salę, nawet nie rozglądając się po niej. Gdy mijał jeden ze stolików, na którym leżała popielniczka, zgasił w niej papierosa. Później skierował się prosto do schodów i wszedł na piętro, na które zresztą mieli wstęp wyłącznie pracownicy. On nim nie był.
Ściągnął kaptur, bo zrobiło mu się gorąco i przeszedł przez korytarz. Bez pukania wszedł do jednego z pokoi. 
– Gdzie jest Ren? – rzucił już od progu. Zamknął za sobą drzwi i stanął nad chłopakiem, który siedział na łóżku i czytał książkę. 
– O, dobry wieczór panie Hisato! – Nastolatek o blond włosach uśmiechnął się do niego rozbrajająco i odłożył powieść na bok. – Nie mam pojęcia. 
Mężczyzna prychnął wściekły. Podszedł do okna, odsunął firankę i wyjrzał przez nie. Na zewnątrz było zbyt ciemno, by coś zobaczyć. 
– Nie wiesz dlaczego nie odbiera? – zapytał, odwracając się do niego. 
– Może nie chce z panem rozmawiać? – odpowiedział mu pytaniem. Teraz śmiały się nawet jego piękne, duże, niebieskie oczy. 
– W takim razie znajdź go! NATYCHMIAST! – krzyczał rozwścieczony. Ten słodki uśmieszek chłopaka tylko go prowokował. – Masz go znaleźć i przyprowadzić do mnie! I żebyś nie miał wątpliwości, to jest twoje nowe zadanie!
– Czemu znowu ja? – marudził, robiąc obrażoną minę. – Właśnie sobie czytałem fajną książkę. A pan nie musi tak krzyczeć... noo... Przecież ja nie wiem gdzie może być... Co to ja jestem...
Widząc gniewny wzrok mężczyzny, wstał jednak i założył kurtkę, która wisiała na wieszaku przy drzwiach. 
– W sumie to poczekam tutaj. – Hisato odsunął sobie krzesło od biurka i usiadł na nim. – Yukio. Pośpiesz się.
Chłopak już złapał za klamkę i miał wyjść, ale odwrócił się jeszcze. Na jego twarzy znów gościł promienny uśmiech. Nie potrafił długo się gniewać.
– A jeśli Ren ma randkę? To co wtedy? – zapytał żartem. Wiedział, że takie przeciąganie sprawy zdenerwuje Hisato. Ale lubił się z nim drażnić. 
– Nawet jak znajdziesz go w łóżku pieprzącego się z jakąś dziwką, masz go przyprowadzić do mnie – odparł z perfidnym uśmieszkiem. – I to szybko. Robota czeka.
Chłopak już nic nie odpowiedział. Westchnął tylko i przewrócił oczami, po czym wyruszył na poszukiwanie Rena. Już po raz kolejny w tym miesiącu. 

16 komentarzy:

  1. Rozdział mi się podoba... Najlepsze jest to, że ten cały ,,pan" chce tak dobrze... a wychodzi mu na odwrót :D Rozbrajające są przy tym myśli Akiego :D
    Hisato i tak dalej... ten fragment jest nie do końca zrozumiały. Kim oni byli? :/
    Wspomnienia Akiego były... Awww :3
    Wenyy :D

    // chamska reklama: nie-tylko-yaoi-czlowiek-zyje.blogspot.com (różne opowiadania yaoi, czasem yuri. Jedne słodkie, jedne ,,normalne", inne brutalne... dla każdego coś dobrego :3 )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha :D Trochę mu nie wychodzi, fakt.
      To z tym Hisato to był dopiero wstęp do wątku z nimi, czyli z "pracownikami" Johna. Mówiąc inaczej, z członkami jego mafii, którzy będą pojawiać się coraz częściej.
      Dziękuję i pozdrawiam! :D

      // A na tego twojego bloga już się czaję od jakiegoś czasu ^^ Wkrótce pewnie się ujawnię :P

      Usuń
  2. Ah, te wasze ograniczenia wiekowe. >.< awfnuasiawfnubagh oszaleję. Dobra, rozdział był fajny, ciekawy i jak zwykle zazdroszczę Ci stylu pisania. Mam nadzieję, że to w miarę szybko się rozwinie, bo czekać mi się nie chce. Ale póki co, z tego co już jest, to zapowiada się coraz lepiej. / W. Blandenoure

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz! :)Wolę włączyć, niż się bać o to, że mi bloga usuną :P Jeszcze te ostatnie zawirowania z nową polityką... Ech, lepiej nie ryzykować.
      Hehehe, dzięki :) Rozwinie się... tak mi się wydaje.

      Usuń
  3. Właśnie skończyłam czytać 3 rozdział i bardzo mi się podobał. Współczuję Akiemu. Ciężko miał u poprzedniego Pana. Mam nadzieję, że ten będzie zupełnie inny :)
    Historia coraz bardziej mi się podoba i czekam na kolejny rozdział! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mu współczuję ^^ Ale jaki będzie jego nowy pan, to się jeszcze okaże.
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  4. Tak jak po przeczytaniu drugiego rozdziału - jest mi szkoda Akiego :< Jest taki...uległy i jego zachowanie jest takie..no kurde, nie wiem jak to napisać.. jest jak niewolnik. Jego poprzedni pan był okropny /./ Ale John wydaje się normalny, lubię go*-*
    Pozdrawiam<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachowuje się jak typowy niewolnik, bo tak został wytresowany. Ale kto wie... może jeszcze wróci do ludzkiego stanu. Kiedyś :)
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  5. Biedny Aki ;-; Poza tym cały rozdział bardzo mi się podobał, choć pod koniec taki trochę nie-ogar xD
    Hmm...Ciekawi mnie, co John ma zamiar zrobić Akiemu :x Ugh, oby tylko nie był dla niego zuy ;-;
    Ściskam i pozdrawiam,
    Shiro :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha :D Chyba nie wyszła mi ta końcówka, skoro już druga osoba mówi, że jej nie ogarnia. Następnym razem będę musiała jakoś inaczej to zrobić :)
      Taaak, John ma zamiar zrobić Akiemu bardzo złe rzeczy. Bardzo złe!
      Pozdrawiam i także ściskam mocno!

      Usuń
  6. Rozdział 3 dobry tak jak pozostałość. Końcówka jak.dla mnie jest zrozumiała. Wszysko idzie w.dobrym kierunku. Czekam na kolejny rozdziałek :)))

    OdpowiedzUsuń
  7. No i gdzie kolejny rozdział? Czekam już cały dzień :<

    OdpowiedzUsuń
  8. Zaczyna się :3
    Ale po tym na początku...
    Nienawidzę takich zwyrodnialców w opowiadaniach ;-;
    Samo w sobie jednak, opowiadanie naprawdę dobre ~~

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam,
    pan stara się być miłym, choć jak na razie wychodzi mu to odwrotnie, Aki wielkie piekło przeżył u Akumy, rozmyślenia Akiego są świetne, ale nie ma co się dziwić po tym co przeżył....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej,
    świetny rozdział, pan stara się być miłym, choć na razie wychodzi mu to odwrotnie, nasz Aki wielkie piekło przeżył u Akumy, rozmyślenia Akiego są świetne przedstawione, ale nie ma co się dziwić po tym co przeżył...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej,
    rozdział jest świetny, jak widać pan stara się być miłym dla Akiego, choć jak na razie wychodzi mu to jednak całkiem odwrotnie, Aki przeżył wielkie piekło u Akumy, rozmyślenia Akiego bardzo dobrze przedstawiasz, ale nie ma co się dziwić jego rozmyślaniom po tym co przeżył...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń