Rozdział 2

Mam na imię Aki, panie

Aki miał ochotę znów na niego spojrzeć i upewnić się, jaki wyraz gościł na twarzy jego nowego pana. Zastanawiał się, co ten o nim myślał. Jednak już gdy wchodził do samochodu, wiedział, że będzie musiał bardzo uważać. Nie miał w końcu pojęcia kim był ten człowiek i jakie miał co do niego plany. Tresura jakiej został poddany nauczyła go, by zawsze mieć się na baczności i to była najlepsza lekcja, jaką z niej wyciągnął. Dlatego zdawał sobie sprawę z tego, że musi pilnować się jak nigdy wcześniej i nie robić nic, co mogłoby rozgniewać jego nabywcę. I choć jeszcze tamten nie przedstawił mu żadnych zasad, wolał od razu zachowywać się tak, by nie zasłużyć sobie na karę. "Uważaj Aki, uważaj!" powtarzał sobie w myślach.
Chłopak patrzył więc na swoje kolana, czekając na to, co zrobi lub powie mężczyzna. Czas dłużył mu się niemiłosiernie i czuł się strasznie poddenerwowany, lecz nie okazywał tego. Jego twarz była niczym maska, z której nic nie dało się wyczytać. Trzymał wszystkie emocje wewnątrz, nie pozwalając im wyjść na światło dzienne. Przez te kilka krótkich chwil, które jemu wydawały się wiecznością, zdążył już przerobić w głowie chyba każdy możliwy scenariusz, jaki mógł się zaraz wydarzyć. Nie pomogło mu to jednak, bo choć tego nie chciał, w jego myślach dominowały te najgorsze i najbardziej pesymistyczne.


John patrzył na chłopaka przez cały czas, uważnie obserwując jego zachowanie. Wydało mu się ono trochę... przesadzone. Przywykł do tego, że ludzie okazywali mu szacunek w najróżniejszy sposób i często unikali jego wzroku, bali się go, a nawet błagali na kolanach o życie. Ale to w jaki sposób robił to chłopak było takie wymuszone i nienaturalne, że aż sam przez chwilę poczuł się dziwnie niezręcznie. Uczucie to jednak minęło bezpowrotnie, kiedy przypomniał sobie z kim miał do czynienia. Niewolnik. Wytresowany niewolnik.
Jechał tak, nie odzywając się do niego, bo i na razie nie wiedział, o czym chciałby z nim pomówić. I czy w ogóle miał na to ochotę. Jeszcze nie przywykł do myśli, że go kupił i teraz należał do niego. Powoli docierało to do Johna, lecz na razie skupiał się na fakcie, że życie tego chłopca było teraz w jego rękach.
Nim zdążył wreszcie zebrać myśli, dojechali na miejsce. Limuzyna zaparkowała w pobliżu wejścia do hotelu, na sporym parkingu. John miał już zarezerwowany pokój w miejscu, w którym odbywał się bal, ale nie był zachwycony myślą, że obok niego będą nocować potencjalni wrogowie. Dlatego też wcześniej postarał się o pokój w hotelu o nazwie "Del Maar", w którym zawsze nocował, gdy musiał zostać w mieście. Można powiedzieć, że był już jego stałym bywalcem.
Drzwi otworzył mu szofer i wtedy dopiero John zwrócił się do chłopaka.
– Wysiadaj.
Zrobił to, co mu kazał i John opuścił samochód tuż za nim. Przez myśl przeszło mu, czy tamten aby na pewno nie będzie próbował uciekać, ale kiedy tylko wyszedł, zobaczył, że stoi koło limuzyny, wpatrzony w swoje buty.
Nie musiał długo czekać, a zaraz podszedł do niego jeden z jego ludzi. Przywitał go i zapytał, czy nie wydarzyło się nic ciekawego pod jego nieobecność. Może na przykład ktoś był na tyle odważny i głupi, żeby wypowiadać mu wojnę?
– Nie szefie. Cisza i spokój – zapewnił go mężczyzna. Z zaciekawieniem spoglądał na chłopaka, z którym przyjechał. Widocznie nie miał żadnego pomysłu kim on mógł być.
– Załatw mu jakieś rzeczy i podrzuć je potem do mojego pokoju – mówiąc to, skinął głową na chłopaka, w geście, że o niego właśnie chodzi.
– Jakie rzeczy? – pytał tamten, nie wiedząc co konkretnie jego szef miał na myśli.
– Jakieś ubrania... – zaczął wymieniać. – Podstawowe rzeczy – podsumował wszystko na koniec. – I postaraj się zrobić to w miarę szybko.
– Oczywiście, szefie. W takim razie już się zbieram – mężczyzna, wciąż wyraźnie zaskoczony, odszedł w stronę zaparkowanych samochodów.
– Chodź – John powiedział natomiast do chłopaka, który stał ciągle w miejscu i ani trochę nie wyglądało na to, by planował jakąkolwiek ucieczkę.
Ruszył w kierunku wejścia do hotelu, a chłopak szedł obok. John próbował wyczytać coś z jego twarzy, ale kompletnie nie wiedział jak zinterpretować jego wyraz. Zresztą, nigdy nie był w tym mistrzem.
Weszli do środka, po czym przeszli przez wielki hol, z ogromnym kryształowym żyrandolem, wiszącym na suficie. John miał przy sobie kartę, więc od razu skierowali się do windy. Wjechali nią na piąte piętro, które było zarazem ostatnim piętrem budynku. Bez słowa przeszedł przez dług korytarz, aż wreszcie stanął przed jednymi z drzwi i otworzył je.
Skinieniem nakazał chłopakowi wejść pierwszemu, co też tamten zrobił. Zapalił światło, zamknął drzwi i przeszedł wraz z nim do niedużego, ale elegancko urządzonego, salonu.
Usiadł na kanapie pokrytej tapicerką z ciemnej skóry i pierwsze co zrobił, to odpiął muszkę i rzucił ją gdzieś w kąt. Strasznie mu ona przez ten cały czas przeszkadzała. Potem dopiero ściągnął marynarkę i przewiesił ją przez oparcie. Rozpiął kilka guzików koszuli, po czym uświadomił sobie nagle, że chłopak stał gdzieś z boku. Tym razem jednak złapał go na tym, że tamten przypatrywał się mu. Lecz nie skomentował tego.
– Stań, tam – nakazał mu, wskazując ręką przestrzeń naprzeciwko. Chłopak ustawił się w tamtym miejscu i zaraz znowu zaczął patrzeć w podłogę.
John, kiedy teraz wreszcie poczuł się trochę swobodniej, mógł spokojnie myśleć. Jeszcze nie miał planów co zrobi z chłopakiem, ale chciał się na razie czegoś o nim dowiedzieć. Postanowił więc wypytać go o parę rzeczy, zaczynając od tych podstawowych.
– Jak masz na imię? – zadał pytanie, rozsiadając się wygodniej. – I patrz na mnie normalnie, jak do ciebie mówię, bo strasznie mnie to wkurza – dodał zaraz.
– Tak, panie. Wybacz mi – odpowiedział chłopak i popatrzył na niego, unikając jednak jego wzroku. – Mam na imię Aki.
– Ile masz lat? – kontynuował, przypatrując mu się uważnie. Pomijając fakt, że był po prostu ciekawy, widok chłopaka był bardzo przyjemny, więc nie miał oporów przed robieniem tego. 
– Siedemnaście, panie.
– Siedemnaście? – John zdziwił się. – Wyglądasz na mniej.
Tamten nic nie powiedział, jakby nie był pewny, czy powinien w ogóle się odezwać.
– Na pewno masz tyle? – chciał się upewnić. – Musisz wiedzieć, że niczego nienawidzę tak bardzo jak kłamstwa. Zapamiętaj to sobie. – Jego ostatnie zdanie, choć tego nie planował, zabrzmiało jak groźba.
– Tak, panie. Zapamiętałem. Naprawdę mam tyle lat – zapewniał go z pokerową twarzą, na której wciąż nie dało się dopatrzeć emocji. 
– Ciekawe... – Przyjrzał mu się i po dłuższej chwili musiał przyznać, że Aki faktycznie mógł tyle mieć. Jego delikatne rysy twarzy były bardzo mylące. – Od kiedy jesteś tym... niewolnikiem?
– Od ponad dwóch lat, panie.
"Dwa lata?" pomyślał. "I od tych dwóch lat, tresowali go, jak to mówił tamten facet? Ciężko to sobie wyobrazić. Ciekawe, na czym ta tresura polegała...".
– A wcześniej?
– Wcześniej nie byłem nim, panie – chłopak popatrzył na niego pytająco. Chyba nie do końca rozumiał czego jego pan chciał się dowiedzieć i czy poprawnie udzielił mu odpowiedzi.
Johnowi z kolei przeszło przez myśl, że to raczej musiało być trudne przypominać sobie o tym, jak kiedyś było się wolnym. Ale nie przejął się tym, bo mało go obchodziły jego uczucia.
Nie miał ochoty już drążyć tego tematu, gdyż w tym momencie nie interesował go on na tyle. Było za to coś, co miał ochotę sprawdzić natychmiast. Uśmiechnął się pod nosem, na myśl o tym.
– Skoro teraz należysz do mnie, zrobisz wszystko co ci każę? – zapytał, choć zabrzmiało to bardziej jak stwierdzenie.
– Tak, panie – zapewnił posłusznie.
I właśnie wtedy Johnowi przyszły do głowy najróżniejsze rzeczy. O niektóre z nich nigdy wcześniej by się nawet nie podejrzewał... Tylko co tak naprawdę chciał, by zrobił dla niego niewolnik? Musiał się jeszcze dobrze zastanowić, a na razie miał zamiar poprzestać na tym, że trochę "wypróbuje" jego oddanie wobec siebie.
Popatrzył na niego władczym wzrokiem i poważnym tonem powiedział:
– Ściągnij mi buty.
Czekał chwilę na to, co zrobi chłopak. Zacznie protestować, czy może wykona jego rozkaz bez mrugnięcia okiem, tak jak do tej pory? Nim zdążył się nad tym dłużej zastanowić, Aki wstał i podszedł do niego powoli. Przykucnął u jego stóp i już zaraz zaczął rozwiązywać sznurówki eleganckich, wypastowanych na błysk butów Johna. Gdy to zrobił, uniósł trochę jego nogę, by ściągnąć mu najpierw prawy "lakierek", zaraz potem czyniąc to samo z lewym.
Mężczyzna przypatrywał mu się w zdumieniu, jednak nie pozwolił, by chłopak to dostrzegł. Wyglądało na to, że rzeczywiście Aki był wobec niego zupełnie uległy i zrobiłby wszystko, co tylko by mu rozkazał. Ale to była dopiero pierwsza próba, a John nie miał zamiaru na niej poprzestać.
Gdy chłopak zdjął już buty z jego stóp, podniósł się i stanął koło niego, widocznie czekając na dalsze rozkazy. John tym razem miał już przygotowane kolejne polecenie, więc nie musiał namyślać się długo.
– Dobrze. Teraz zdejmij swoją bluzę.
Gdy nakazał mu to, nagle przypomniał sobie o dwóch rzeczach. Pierwszą z nich było to, co powiedział mu wcześniej staruszek. Że tego wieczoru na aukcji sprzedawano niewolników, którzy wyszkoleni byli w seksualnym zaspokajaniu swoich panów. Johnowi ciężko było uwierzyć, że chłopak, który stał przed nim i wyglądał tak uroczo i niewinnie, bo innych słów, które by go lepiej opisywały, nie znajdował, mógłby być kimś takim. Jednak zdawał sobie sprawę, że pozory mylą i wiedział, że najprawdopodobniej Andavel go nie okłamał, bo i nie miałby w tym żadnego celu. A myśląc o tym dłużej, dochodził do wniosku, że na pewno celowo ci "treserzy" wyszukiwali chłopców o takim wyglądzie.
Drugą rzeczą natomiast było to, że na aukcji Aki jako jedyny wśród niewolników był w całości ubrany. Teraz znów zaciekawił się, skąd to wyróżnienie. Dlatego też, zapytał o to chłopaka.
– Dlaczego podczas aukcji, jako jedyny miałeś na sobie ubranie?
Aki akurat rozsunął już suwak bluzy i miał zamiar ściągnąć ją, gdy usłyszał pytanie. Nie przerywając tej czynności, odpowiedział od razu.
– Bo tak rozkazał mi mój były pan, panie – Johna nieco rozbawiło to, jak chłopak za każdym razem, gdy zwracał się do niego, nazywał go swoim panem. Ale musiał przyznać, że podobało mu się to. Dzięki temu czuł nad nim władzę. – Zawsze tak sprzedaje swoich niewolników – wytłumaczył mu, wyczuwając, że tego właśnie od niego oczekiwał.
"Wielki Akuma" John przypomniał sobie jego pseudonim. Podejrzewał, że to była jakaś wizytówka i na pewno coś, na co mógł sobie pozwolić tylko ze względu na sporą sławę w tym interesie.
Aki zdjął właśnie bluzę i trzymał ją w ręku. Miał teraz na sobie czarną, prostą koszulkę z krótkim rękawkiem. John przyglądając mu się, zdołał dostrzec blizny na jego ręce i zastanowiło go, czy były one pamiątką po tresurze, czy czymś innym.
Szybko jednak dał sobie spokój z bliznami i skupił się na tym, że chłopak ponownie wykonał jego polecenie bez słowa sprzeciwu. Wszystko wskazywało na to, że jego podejrzenia były słuszne.
– Odłóż bluzę i uklęknij.
Aki natychmiast opadł na kolana, bluzę kładąc obok siebie na podłodze. John zauważył, że chłopak widocznie odruchowo już zaczął spoglądać w dół, ale zaraz niepewnie popatrzył na niego, wciąż starając się jednak unikać jego wzroku.
Na ustach Johna pojawił się chytry uśmieszek. Teraz w końcu dotarło do niego, że nastolatek był jego własnością i mógł z nim zrobić cokolwiek. Wszystko!
"Może to jednak nie był taki zły pomysł, żeby go kupić?" pomyślał.
Usłyszał pukanie do drzwi i domyślił się, że to jego człowiek. Wstał niechętnie, bo wygodnie mu się siedziało i nim wyszedł z salonu, rzucił do chłopaka:
– Czekaj na mnie i nigdzie się nie ruszaj.
Po chwili był już przy drzwiach i odebrał od mężczyzny niedużą torbę.
– To chyba wszystko. Wydaje mi się, że o niczym nie zapomniałem – mówił tamten.
– Świetnie. Dobrze się spisałeś – podziękował. Był pod wrażeniem, że mężczyzna załatwił to tak szybko, ale to było mu naprawdę na rękę.
– Szefie, a kim właściwie jest ten chłopak? – zapytał, widocznie zaciekawiony.
John uśmiechnął się pogardliwie.
– Nikim ważnym. Nie zawracaj sobie tym głowy. Ale gdybyś widział, że próbuje opuścić ten pokój beze mnie... mówiąc krótko, nie pozwól mu uciec – polecił mu tonem, jakim zawsze wydawał rozkazy podwładnym.
– Jasne, szefie.
Pożegnał się z nim, zamknął drzwi i z torbą w ręku wrócił do salonu. Wiedział, że jego człowiek pilnował wyjścia z pokoju, więc ani teraz, ani podczas snu nie będzie musiał obawiać się ucieczki chłopaka.
Będąc już koło kanapy, rzucił torbę obok wciąż klęczącego na podłodze Akiego. Tamten nawet nie drgnął.
– To są twoje rzeczy – powiedział od niechcenia. Nie usiadł  z powrotem na kanapie, bo miał na ten moment inne plany.
– Tak, panie – przytaknął mu, na znak, że zrozumiał.
– Teraz pójdę wziąć kąpiel, a ty czekaj tu na mnie. Możesz już przestać klęczeć. Ale nawet nie myśl o ucieczce, bo zapewniam cię, że to niemożliwe. I lepiej dla ciebie, żebyś uwierzył mi na słowo, niż przekonał się o tym na własnej skórze – zagroził.
– Tak, panie – potwierdził znowu i podniósł się z klęczek.
John przeszedł obok niego i udał się do łazienki, zadowolony z siebie. Chyba naprawdę zaczynał wchodzić w swoją rolę. Tylko czy była ona na pewno odpowiednia dla niego?


Stał przed kanapą, z pokornie spuszczoną głową. Wcześniej nawet przez chwilę nie pomyślał o ucieczce, wiedząc, że mogłoby się to skończyć naprawdę źle. Podejrzewał, że nawet jeśli teraz nikt nie przystawiał mu broni do głowy, byli przygotowanie w razie, gdyby chciał się stąd wyrwać. "Nie jestem taki głupi" myślał tylko.
Spojrzał na niego niepewnie, kiedy ten mu nakazał. Zdziwiło go to. Jego były pan nigdy nie pozwalał mu na siebie patrzeć podczas rozmowy. Czuł się przez to skrępowany i jeszcze bardziej przestraszony. Teraz jednak mógł obejrzeć go sobie w całości i znów musiał przyznać, że mężczyzna był bardzo przystojny. A gdy zdjął marynarkę i rozpiął kilka guzików koszuli, podobał mu się jeszcze bardziej. "Chyba przynajmniej pod tym względem mi się udało" stwierdził, uśmiechając się w duchu. Cały czas obawiał się jednak tego, co z nim zaraz zrobi. Czuł, że teraz już się nie wywinie i nadchodził moment, w którym będzie musiał wykorzystać swoje umiejętności...
Lecz na razie odpowiadał tylko posłusznie na pytania, starając się wyczuć, jakim człowiekiem był jego nowy pan. Chciał też poznać jego zachowanie, by móc mu się jak najbardziej przypodobać i jak najdłużej móc unikać kary. Jak na razie jeszcze nie uderzył go, ani nie napomniał, więc Aki miał nadzieję, że robił wszystko jak należy. 
– Odłóż bluzę i uklęknij – nakazał mu pan w końcu. 
– Tak, panie. 
Nie ociągając się, wykonał to polecenie. Już kiedy mężczyzna kazał ściągnąć mu bluzę, wydawało mu się, że zaraz się zacznie. A teraz, kiedy klęczał przed nim, myślał już tylko o jednym. "Zaraz każe mi zrobić sobie loda... albo coś takiego" stresował się i jego myśli krążyły tylko wokół tego tematu "Ciekawe czy ma dużego? A jak mu się nie spodoba jak to robię? Jak nie będę potrafił go zadowolić?". Zamartwiał się tak dalej, czując na sobie jego wzrok. Wreszcie jednak usłyszeli pukanie do drzwi i Aki na chwilę odetchnął z ulgą, gdy mężczyzna wstał, by otworzyć. 
Nie miał odwagi nawet ruszyć się o milimetr, a tym bardziej podnieść się z klęczek bez pozwolenia. Czekał więc na niego, coraz bardziej zdenerwowany oczekując nieuniknionego. I choć cały drżał w środku, na jego twarzy nie dało się tego dostrzec. 
Kiedy jego pan rzucił torbę, która upadła tuż obok, również się nie ruszył. Spojrzał na nią tylko kątem oka. "Moje rzeczy?" Od razu zastanawiał się co było w środku. Jakie to ubrania będzie musiał założyć tym razem?
– Teraz pójdę wziąć kąpiel, a ty czekaj tu na mnie. Możesz już przestać klęczeć. Ale nawet nie myśl o ucieczce, bo zapewniam cię, że to niemożliwe. I lepiej dla ciebie, żebyś uwierzył mi na słowo, niż przekonał się o tym na własnej skórze...
– Tak, panie.
W tej chwili jeszcze bardziej niż wcześniej nie miał zamiaru uciekać. Wiedział o ochroniarzu stojącym za drzwiami i musiałby być chyba niespełna rozumu, żeby próbować stąd się wymknąć.
Stał w miejscu i spoglądał na torbę. Z łazienki dobiegał go szum wody. Czekał na powrót swojego pana. 
"Więc tym razem mi się upiekło" myślał i trochę cieszył się, że na razie jeszcze nie musiał tego robić. Choć z drugiej strony wydawało mu się, że gdyby wreszcie wypełnił swoją rolę i miałby już za sobą stosunek z panem, może wtedy poczułby się trochę spokojniejszy. 
"Ale to pewnie nie potrwa długo." 

----------------------------------------------------------------------------------------------
Ech, rozdział miał być tydzień temu, ale zostałam wplątana w pewien projekt (niezupełnie z własnej woli) i nie dałam rady. Jednak dzisiaj udało mi się go dokończyć i mam nadzieję, że wyszedł nie tak strasznie. Jak na razie nie dzieje się wiele, ale obiecuję, że niedługo będzie ciekawiej :)

20 komentarzy:

  1. Huhuhu pierwsza ^^
    Sama się zdziwiłam moją reakcją na ten tydzień opóźnienia. Wchodziłam na bloga codziennie i sprawdzałam, czy nie dodałaś rozdziału :')
    I tak...notka była w miarę spokojna, podobało mi się jak John 'testował' Akiego. O jejciu...ciekawi mnie jeszcze, co działo się z Akim, zanim został niewolnikiem ;00
    Cała historia bardzo mnie wciągnęła i z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział *.*
    Ściskam i pozdrawiam,
    Shiro ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję! Wygrałaś... suszarkę!
      A tak na serio. Bardzo mi miło czytać coś takiego. Nawet nie wiesz jak mnie to cieszy ^^
      Mam nadzieję, że spokojna nie znaczy nudna :P John jeszcze nie do końca odnajduje się w swojej roli. Ciekawe, czy się wyrobi, prawda?
      Planuję powoli ujawniać przeszłość Akiego i fakty o Johnie, ale wiadomo, nie tak od razu zdradzę wszystko. Bo nie będzie ciekawie :)
      Ściskam także i pozdrawiam!

      Usuń
  2. Ojoj, jak ja lubię takie klimaty;^
    Aki jaki słodziak*-* Ale trochę mi go szkoda... w końcu nie wiadomo co John będzie od niego chciał..:>
    Jak już przeczytałam "teraz zdejmij swoją bluzę" to myślałam, że coś się wydarzy. No ale z niecierpliwością czekam na następny rozdział. ~~

    Pozdrawiam i życzę weny<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha :D No nareszcie komuś szkoda mojego biednego Akiego :P
      To było celowe. Chociaż dla Akiego lepiej, by nic się nie wydarzyło. Zobaczymy jak długo będzie miał szczęście :D
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  3. Robi się coraz ciekawiej. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału :)
    Zastanawia mnie, co było za nim Aki został niewolnikiem.

    Pozdrawiam,
    Merkuriuszka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za nim został niewolnikiem... nie był nim :P Oczywiście przeszłość Akiego zostanie w końcu opowiedziana, choć nie od razu będzie można dowiedzieć się wszystkiego. Liczę na to, że jednak dotrwasz do tego momentu. Będę musiała się postarać, żeby nie zanudzić Cię zbytnio :P
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Opowiadanie coraz bardziej mnie wciąga, więc nie sądzę, żebyś mnie zanudziła! :)

      Usuń
  4. Coraz lepiej Ci idzie. Chociaż tak jak i ja, nie jesteś za dobra w wyrabianiu się w terminie. XD Ale mniejsza z tym. W sumie liczę na coś sado-maso, bo na to mi to wygląda. Fajnie by było gdyby jakieś mocniejsze sceny były już na początku, bo to jednocześnie dalej może być ciekawe, jeśli zostanie dobrze poprowadzone. No, ale co ja będę układać tu w głowie swój scenariusz. XD Powiem tyle, że jest bardzo ciekawie i przeczytałam wszystko, zarówno jak i pierwszy rozdział. Do zobaczenia przy kolejnym rozdziale. :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Coraz lepiej Ci idzie. Chociaż tak jak i ja, nie jesteś za dobra w wyrabianiu się w terminie. XD Ale mniejsza z tym. W sumie liczę na coś sado-maso, bo na to mi to wygląda. Fajnie by było gdyby jakieś mocniejsze sceny były już na początku, bo to jednocześnie dalej może być ciekawe, jeśli zostanie dobrze poprowadzone. No, ale co ja będę układać tu w głowie swój scenariusz. XD Powiem tyle, że jest bardzo ciekawie i przeczytałam wszystko, zarówno jak i pierwszy rozdział. Do zobaczenia przy kolejnym rozdziale. :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, że nie gorzej, bo się trochę tego obawiałam :P
      Nooo... kazali mi siedzieć w bibliotekach i szukać jakichś dziwnych artykułów... Okrutni. Dobrze, że wreszcie to skończyłam.
      Zdradzę Ci, że w kolejnym rozdziale będzie mocniejsza scena. Ale pewnie nie taka, jakiej się wszyscy spodziewają :P
      Mam plan i nie zawaham się go spełnić. Mam tylko nadzieję, że nikt się zbytnio nie zawiedzie :P
      Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Ejejejejeejejej!!! Gdzie następny rozdział?! DAWAĆ, ALE JUŻ!!!
    Bardzo mi się podoba. Mam nadzieję, że będzie już tylko coraz lepiej i lepiej! John wydaje się być trochę dziwny. Liczę na to, że w przyszłości napiszesz więcej o jego przeszłości :) Nie wspominając już o Akim. TYLE PYTAŃ! ,,Jak stał się niewolnikiem", ,,kim był, zanim stał się niewolnikiem", ,,Jak DOKŁADNIE wyglądała tresura"... Tyyyle pytań...
    Pozostaje mi życzyć weny i mieć nadzieję, iż otrzymam odpowiedzi już niedługo - w następnym rozdziale!
    Do następnego razu! :)

    // chamska reklama: http://nie-tylko-yaoi-czlowiek-zyje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, niedługo dodam następny. Nie ma się co denerwować :P
      Cieszę się, że Ci się podoba? Ale dlaczego John wydaje Ci się dziwny (nie mówię, że taki nie jest, ale jestem ciekawa twojego zdania :D ).
      Myślę, że większość z tych pytań w końcu zostanie wyjaśniona, ale wszystko po kolei.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  7. http://merkuriuszka.blogspot.com/2015/04/liebster-award.html - Zostałaś nominowana do Liebster award

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam pytanko kiedy będzie nowy rozdział? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po lewej stronie bloga jest "Tablica", na której zapisuję daty pojawienia się kolejnych rozdziałów. A rozdział 3 przewidywany jest na 3 maja :)

      Usuń
  9. Coraz ciekawiej, coraz lepiej :3
    Biedny Aki... Co on musiał przeżyć, że jest taki przewrażliwiony ;-;
    Żal mi go...
    Trzymaj się! ><

    OdpowiedzUsuń
  10. Witam,
    John już trochę się wczuł w rolę pana, świetnie, że są i odczucia Akiego....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej,
    świetnie, że umieszczasz też odczucia Akiego, jak widać Josh już się trochę wczół rolę pana...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej,
    o są odczucia Akiego bardzo dobrze, Josh już się trochę wczół się w swoją rolę...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń