Rozdział 1

Wyjście Awaryjne


Pięciogwiazdkowy Hotel Andavel cieszył się sporą popularnością wśród klienteli z najwyższej półki. Dzięki znakomitej renomie jego częstymi gośćmi byli zamożni i powszechnie znani ludzie, jak politycy czy celebryci. Byli nimi także ludzie bogaci i równie, a może nawet bardziej wpływowi, choć rozpoznawalni dla węższego i zdecydowanie bardziej okrojonego grona.
Tego wieczoru znajdowali się w nim przedstawiciele zarówno pierwszej, jak i drugiej kategorii. Za sprawą pana Ijiri – właściciela wielu banków i innych dochodowych placówek – odbywał się tam właśnie bal, zorganizowany z okazji szesnastych urodzin jego córki, Kari. Jak można się domyśleć, szybko świętowanie stało się tylko przykrywką dla prowadzenia różnego rodzaju interesów. Co jednak nie przeszkadzało sporej części osób korzystać z okazji do zabawy i śmiało zajmowali oni znaczną część parkietu.
Na bal ten zaproszony został także John. I choć rzadko bywał na tego typu imprezach, tym razem postanowił się tam pojawić. Oczywiście, nie dla samej chęci rozrywki. On, tak jak i inni, miał swoje ukryte motywy.
Ubrany w elegancki smoking, do którego założył nawet muszkę, stał właśnie przy stole, na którym, w bogato zdobionych półmiskach, leżały owoce. W ręku trzymał kieliszek szampana i prowadził początkowo luźną pogawędkę z jakimś starszym mężczyzną, którego akurat nie znał. Obok Johna, oprócz jego ochroniarza, stała jeszcze kobieta, która była jego partnerką na tym balu. Jej także nie znał. Wynajął ją, by mieć jakąś towarzyszkę. W końcu nie wypadało tutaj przyjść samemu. Kobieta jednak wyraźnie nudziła się, a on nie miał najmniejszej ochoty zajmować się nią.
– Także rozumie pan – mówił wiekowy staruszek – w życiu bywa różnie. Raz jest dobrze, a raz źle. Ale najważniejsze, żeby mieć jakieś tylne wyjście, kiedy to źle nadejdzie. – Tutaj uśmiechnął się do niego znacząco. – Dosłownie i w przenośni.
– Tak, tak... – przytakiwał mu od niechcenia, choć powoli zaczynał tracić cierpliwość. Słuchanie tej jego gadki, męczyło go, ale wiedział, że nie może ot, tak sobie odejść. Zdążył już zorientować się, że ten facet był jakąś bardzo ważną osobistością. Vip wśród vipów, jak to mówią. Przy takich osobach należało postępować ostrożnie.
– John, może pójdziemy zatańczyć? – szepnęła mu do ucha kobieta. Orkiestra właśnie zaczęła grać jakąś skoczniejszą muzykę i widać było, że z chęcią potańczyłaby, zamiast stać jak kołek.
– Nie, zamknij się i czekaj – odparł stanowczo, czując się coraz bardziej wytrącony z równowagi.
– Pan powinien wziąć sobie moje słowa do serca. Ja wiem, że wy, młodzi, jeszcze wielu rzeczy nie rozumiecie, ale i na was przyjdzie pora. – Wyglądało na to, że wyczerpał temat i teraz sobie pójdzie, ale nie. John jednak  nie miał tyle szczęścia. – Niech pan pozwoli na chwilę – powiedział nagle staruszek i machnął do niego, by poszedł za nim.
John, wiedziony głównie ciekawością, tak właśnie zrobił. Wyszedł z nim na korytarz, którego nie przypominał sobie, by wcześniej widział, a gdzie było znacznie mniej osób. Tylko od czasu do czasu ktoś tamtędy przechodził.
Kate, jego partnerka, wyszła oczywiście za nim, podobnie jak ochroniarz, który podążał za swoim szefem jak cień.
– No, tutaj możemy porozmawiać swobodniej –  stwierdził starszy pan i usiadł na sofie stojącej pod ścianą. Widocznie zmęczył się już.
– A o czym chciałby pan jeszcze porozmawiać? – zapytał John, który jednak nie miał zamiaru się przysiadać.
– Już mówię – popatrzył na niego z uśmiechem. – Polubiłem cię i mam dla ciebie pewną propozycję. – Tym razem John popatrzył na niego zdziwiony i zaciekawiony jednocześnie. – Hahaha! – zaśmiał się krótko, trochę charcząc. – Widzę, że udało mi się zainteresować ciebie, John.
– Tak, muszę przyznać, że czuję się zaintrygowany.
– To dobrze. Bardzo dobrze... – mówiąc to, wyciągnął coś zza marynarki. –  Już mówię o co chodzi – uśmiechnął się tajemniczo. – John, chciałem pokazać ci moje awaryjne wyjście. Te, o którym wspominałem ci wcześniej.
W tym momencie staruszek wyciągnął do niego rękę i podał mu tajemniczy przedmiot. John odebrał go od niego i przyjrzał się uważnie, próbując zgadnąć co to.
– Maska? – zdziwił się teraz jeszcze bardziej. Tajemniczym przedmiotem okazała się prosta, materiałowa, czarna maska na oczy, jaką często zakładało się podczas karnawału. W lewej części miała jedynie wyszyty jakiś znak złotą nicią, ale nie miał pojęcia co on oznaczał.
– Tak, maska – odrzekł widocznie z siebie zadowolony. – I przepustka jednocześnie – dodał zaraz szybko. – Nie, to żaden żart! – zawołał rozbawiony, widząc jego minę. – A teraz słuchaj. Powiem ci, jak jej użyć, żebyś zobaczył to, co chcę ci pokazać...


Odesłał kobietę do domu, bo nie miał zamiaru się z nią wciąż uganiać. Wraz ze swoim ochroniarzem, szedł właśnie schodami w dół, tak jak kazał mu pan Andavel. Przynajmniej wiedział wreszcie z kim miał do czniania. Cóż, dobrze, że w porę rozpoznał w nim naprawdę ważną osobę. Lepiej, że miał w nim przyjaciela a nie wroga. Tacy zawsze mogą się przydać. 
Wcześniej przeszli przez ukryte za ogromnym obrazem wejście. Wyglądało na to, że wszystko było doskonale zorganizowane i zakamuflowane przed niepożądanymi osobami. Czym zresztą staruszek nie omieszkał mu się wcześniej pochwalić.
Andavel opowiedział mu o wyjątkowym zdarzeniu, jakie dzisiejszego wieczoru miało miejsce w podziemiach hotelu i które odbywało się tam regularnie. Licytacja, jednak nie skradzionych dzieł sztuki czy innych wartościowych przedmiotów. Tam dokąd zmierzał, na aukcję wystawiano... ludzi. Żywych ludzi, którzy dzięki dzięki innym ludziom, zostali wytresowani na niewolników, których tacy jak on, mogli sobie, dla własnej rozrywki, czy innych celów, kupić.
John słyszał o takich miejscach, ale nigdy w żadnym nie był. I jakoś nieszczególnie go do tego ciągnęło, bo nie był zwolennikiem takich praktyk. Lubił, kiedy ludzie czuli wobec niego respekt, a nawet, kiedy się go bali. Miał wielu podwładnych, którym mógł rozkazywać i którzy prawdopodobnie zrobiliby praktycznie wszystko, gdyby im kazał. Ale niewolnicy... nie potrafił sobie tego wyobrazić. Dlatego też z tym większą ciekawością chciał się przekonać na własne oczy, jak wyglądała taka licytacja. Zastanawiał się, czy naprawdę aż tyle osób w niej uczestniczyło.
Andavel wspomniał coś, że na tej dzisiejszej wystawiać będą szczególny rodzaj niewolników. Podobno byli oni wcześniej przygotowani do zaspokajania wszelkich potrzeb swojego pana, zwłaszcza tych seksualnych. Kiedy staruszek mu o tym wspominał, nie potrafił oprzeć się wrażeniu, że to go szczególnie cieszyło. "Stary zboczeniec" pomyślał. Ale teraz przestał zaprzątać sobie tym głowę.
Kiedy znaleźli się wreszcie na dole, przeszli przez kolejne drzwi i od razu otoczyła ich grupka umięśnionych mężczyzn. John, nim to zrobili, tak jak polecił im starzec, nałożył maskę na twarz.
Byli teraz na szerokim korytarzu, który wyglądał dosyć nieprzyjemnie. Zwykły, betonowy, bez pomalowanych ścian czy ułożonych podłóg. Jedyną ciekawą rzeczą na nim, było to, że znajdowało się tutaj bardzo wiele drzwi.
– Hasło? – zapytali groźnie, a John zauważył, że niektórzy z nich już trzymali ręce na swoich pistoletach. Widocznie, każdego kto tu wszedł i nie znał hasła, zabijali na miejscu.
– Florencja – powiedział spokojnie, pewnym głosem.
– Kto to? – spytał jeszcze jeden z nich, wskazując na ochroniarza, ale widząc znak na jego masce, powiedział zaraz, o niebo uprzejmiej. –  Proszę za mną.
Zaprowadził ich pod jedne z drzwi. Znajdowała się na nich wymalowana czarną farbą liczba: 33. Mięśniak otworzył je, zapraszając ich do środka. Podał mu jeszcze coś, co przypominało telefon komórkowy z klawiaturą, do wpisywania cyfr. John wziął to od niego, na razie nie zastanawiając się nad przeznaczeniem tej rzeczy.
– Życzę miłego wieczoru – z tymi słowami zostawił ich samych i zamknął za nimi drzwi.
John rozejrzał się, choć tu, gdzie teraz się znajdowali, panował półmrok.
Zrobił kilka kroków i znów rozejrzał się wokół. Zewsząd dochodziły do niego ożywione głosy.
Znajdował się teraz w miejscu, które przypominało balkon w teatrze. Stała tutaj sofa, dwa fotele i stolik kawowy. Wszystko wyglądające niezwykle luksusowo, zwłaszcza, jeśli wciąż w pamięci miało się wygląd korytarza.
John podszedł do barierki. Zobaczył z każdej strony identyczne balkony, otaczające coś, w rodzaju sceny, która położona była nisko, w dole. Była oświetlona i doskonale widoczna. Oparł się więc o barierkę i przyglądał się, co też się tam działo.
Na scenie zauważył kilkunastu chłopaków, młodszych i starszych, którzy z założonymi kajdankami i obrożami na szyjach, z których zwisały łańcuch, klęczeli na niej. Kilku z nich zupełnie pozbawionych było ubrań, choć większość miała na sobie bieliznę. Głowy mieli spuszczone i patrzyli się w ziemię. Tuż obok nich widział jakichś ludzi z karabinami. Ci zapewne ich pilnowali. Nie trudno było to zgadnąć.
Przed nimi, z mikrofonem w ręku, chodził mężczyzna, także z maską na twarzy i gestykulując intensywnie, opowiadał jakąś historię. Widocznie zabawną, bo słychać było śmiechy. Zapewne to on był prowadzącym imprezy.
– Dobrze, drodzy państwo! Po tym krótkim przerywniku, przechodzimy dalej – mówił mężczyzna. Dwójka potężnie zbudowanych mężczyzn w tej samej chwili wprowadziła na scenę kolejnego chłopaka. Prowadzący zaczął o nim opowiadać, jak gdyby przedstawiał jakiś produkt. – Jak widzicie państwo, to nie byle jaki towar! Pochodzi wprost ze słonecznej Grecji, o czym świadczyć może jego pięknie opalona skóra! Proszę państwa, czy widzieliście kiedyś tak... – ciągnął dalej prezentację. John przyjrzał się dokładnie chłopakowi. Wyglądał na spokojnego. Zastanawiał się, czy podają im wcześniej jakieś narkotyki, żeby nie próbowali robić niczego głupiego...
– Widzicie, drodzy państwo! To jedyna taka okazja! A teraz, rozpocznijmy licytację! Zachęcam do chwycenia za piloty i wszystkich, którzy jeszcze się wahają.
"Piloty?" pomyślał John i spojrzał na przedmiot, który wciąż trzymał w dłoni. Już wiedział, do czego służył.
Znów oparł się o barierkę i przyglądał się licytacji. Kolejne liczby wyświetlały się na sporej tablicy stojącej w pobliżu prowadzącego. Wreszcie chłopaka sprzedano za dosyć dużą kwotę i dołączył do innych niewolników, klęczących na ziemi.
– Szanowni państwo! – zawołał wesoło prowadzący. – Jeszcze tylko trzy licytacje dzielą nas od zakończenia tego niezwykłego i ekscytującego wieczoru! Czuję się więc w obowiązku, żeby umilić wam go do końca, z tą samą przyjemnością. Dlatego teraz, pozwólcie, że przejdziemy do następnej!
Tym razem na scenę wyprowadzono młodego chłopaka, który na oko miał może piętnaście lat. Tak jak poprzedni niewolnik, patrzył on przed siebie ze spokojem, jakby już pogodził się z tą sytuacją. Kiedy jednak zatrzymał się, John zauważył, że jednak nie było to prawdą. Jemu, w przeciwieństwie do "Greka", trzęsły się kolana, choć widocznie starał się nad tym zapanować.
– Zdradzę państwu, że ten oto towar, pochodzi od najlepszego tresera! Sam Wielki Akuma zajął się nim osobiście! Za kulisami wyznał mi też, że długo zastanawiał się czy wystawić go na aukcję, czy może pozostawić dla siebie... – Aukcjoner zaczął jakąś nową opowieść, której John nie słuchał.
Wciąż przyglądał się uważnie chłopakowi, tym razem przez lornetkę, którą znalazł przed chwilą. Jasne, trochę przydługie blond włosy i niewinny wyraz twarzy sprawiały, że wyglądał jak aniołek. Chłopak miał też zielone oczy, które pięknie prezentowały się na tle jego bladej cery. Był niski. Teraz też to zauważył. Co też rzucało się w oczy, był w całości ubrany. Miał na sobie ciemną bluzę z długimi rękawami i długie spodnie. John zastanawiał się, skąd to wyróżnienie, skoro inni mieli na sobie tylko bieliznę.
– Kto da więcej! Kto da więcej! Mili państwo, rozpocznijmy licytację!
Na tablicy zaczęły ukazywać się kolejne liczby, a prowadzący robił swoje.
– Dwadzieścia tysięcy, po raz pierwszy...
Dostrzegł, jak chłopak nieśmiało uniósł głowę do góry, ale zaraz ją opuścił.
"A może by tak..." przeszło Johnowi przez myśl, ale od razu uznał, że to przecież śmieszne. On i niewolnicy... Też coś!
– Dwadzieścia tysięcy po raz drugi! Pamiętajcie państwo, to dzieło Wielkiego Akumy! – krzyczał do mikrofonu.
Kwota wciąż rosła i to kilkadziesiąt razy, a John przyłapał się na tym, że wciąż wpatrywał się intensywnie w chłopaka.
Wreszcie, wiedziony impulsem, wziął pilota do rąk i wpisał swoją stawkę, która zaraz ukazała się na tablicy.
– Sześćdziesiąt tysięcy po raz pierwszy! Sześćdziesiąt... – mówił prowadzący, zachęcając jednocześnie do dalszej licytacji. Ale nikt go nie przebił. – Sześćdziesiąt tysięcy po raz trzeci! Sprzedany szanownej osobie z numerem 33! Gratuluję zakupu!
Po tych słowach John rzucił  pilota na sofę i skierował się do drzwi.
– Załatw to – zwrócił się do ochroniarza, który wiedział doskonale o co chodziło.
John wyszedł na korytarz i ruszył do schodów. Kiedy wspinał się po nich, zdjął maskę z twarzy i niedbale włożył ją do kieszeni. Niedługo potem był już na górze, na korytarzu, którym wrócił na salę balową. Nie miał już jednak ochoty na zabawę i wyszedł stamtąd prędko.
Czując chłodne, nocne powietrze na twarzy, poczuł się przyjemne orzeźwiony.
Szofer otworzył mu drzwi limuzyny i John wszedł do środka, rozsiadając się na wygodnie na siedzeniu.
"Co mnie podkusiło?" zastanawiał się. Nie miał pojęcia, czemu to zrobił. Co więcej, nie wiedział, co teraz pocznie ze swoim nowo nabytym niewolnikiem.
Siedział i czekał, próbując poskładać myśli. "Wyjście awaryjne, tak?" Nie rozumiał, jak niby to co zobaczył miało być wyjściem awaryjnym staruszka. "Może po prostu zwariował na stare lata?".



Oczywiście, że się bał. Był wręcz przerażony! Starał się jak mógł zapanować nad trzęsącymi się ze strachu kolanami, ale nic mu z tego nie wychodziło. Tylu ludzi patrzyło na niego i oceniało jak jakiś przedmiot. W tym momencie zresztą faktycznie nim był, bo i wszyscy wokół nie uważali go za nic więcej, jak zwykłą rzecz. Czuł się zażenowany i zawstydzony, ale nie mógł uciec. Pilnowali go, obserwując bacznie i gdyby tylko spróbował, złapaliby go natychmiast. Musiał patrzeć się przed siebie, tak jak mu kazali. Kiedy przez chwilę się zapomniał i spojrzał do góry, przestraszył się jeszcze bardziej i opuścił głowę, mając nadzieję, że go już za to nie ukarają. Nie wiedział, co mogliby mu zrobić, ale wolał się nie przekonać.
"Żeby tylko nie kupił mnie żaden tłusty, obleśny facet. Błagam, niech przynajmniej wygląda znośnie..." modlił się, kiedy prowadzący powtarzał kolejną kwotę. 
"Ani żaden psychopata, sadysta czy... Błagam! Niech chociaż ktoś normalny! Chociaż trochę!" Wiedział, że niezależnie od tego do kogo trafi, będzie musiał robić co mu tamten każe, ale miał nadzieję, że przynajmniej tym razem los będzie dla niego łaskawszy. Choć aż bał się co jeszcze może go czekać, kiedy trafiłby do kogoś gorszego od jego pana. Czy w ogóle mógł być ktoś jeszcze gorszy? Wielki Akuma... śmieszył go ten pseudonim, zanim nie przekonał się, jakim demonem faktycznie potrafił być ten człowiek. 
Wreszcie sprzedano go. 
"Sześćdziesiąt tysięcy, sporo" Uśmiechnął się w duchu. "Przynajmniej trochę za mnie zapłacili" Sam nie wiedział, dlaczego go to ucieszyło. Może dlatego, że jednak przedstawiał jakąś wartość. Szkoda tylko, że wyrażoną w ten sposób. 
Poprowadzili go do klęczących na ziemi niewolników i musiał z nimi czekać do końca licytacji. Na szczęście to już nie trwało długo, bo po nim licytowano jeszcze tylko dwóch chłopców. Co go jeszcze bardziej ucieszyło, ich sprzedano o wiele taniej.
Potem wprowadzili ich do wielkiej sali. Jego pan podszedł do niego i spojrzał zadowolony.
– Bardzo dobrze! Niedługo ktoś cię odbierze. Pamiętaj, żeby być posłusznym. Nie chciałbym, żeby oddali mi cię z powrotem... 
– Tak, panie – odpowiedział mu, a ten uśmiechnął się do niego jak zawsze, na co przeszedł go dreszcz. 
Jego pan zaraz zaczął rozmawiać z jakimś obcym człowiekiem. Zobaczył jak w końcu uścisnęli sobie dłonie. Widocznie transakcja się dokonała. Zaskoczyło go, jak szybko się to odbyło. 
– Pójdziesz z tym człowiekiem. Zaprowadzi cię do twojego nowego pana – powiedział tylko i Aki zaraz podążył za wysokim, łysawym mężczyzną.
"Czyli to jeszcze nie on" myślał, idąc przed nim. Nie miałby nic przeciwko, gdyby okazało się, że był teraz własnością tego faceta. Nie wyglądał najgorzej. 
Nieznajomy trzymał rękę na jego ramieniu, nie pozwalając mu uciec. Wcześniej odpięli mu już obrożę i zdjęli kajdanki, ale zdążył zauważyć, że tamten miał przy sobie pistolet. Wiedział, że nie zawaha się, jeśli zacznie uciekać. Doskonale znał takich jak on. 
Wyprowadził go na zewnątrz, z tyłu budynku. Zadrżał, czując chłód. Chociaż miał na sobie ubranie, było ono naprawdę cienkie. 
"Ciekawe, jaki on będzie?" zastanawiał się. "Czy zrobi to od razu? Czy będzie się nade mną znęcał? Jak będzie chciał to robić? Ciekawe, czy ma już jakichś innych... Może nie każe mi robić tego z nimi... Tylko żeby nie kaleczył mnie! Już wolę, żeby brał mnie kilka razy dziennie..." Jego myśli wprawiały go w coraz większą panikę. Tam, u swojego byłego pana, przynajmniej wiedział już, czego mógł się spodziewać. Teraz, ta niewiadoma, doprowadzała go do szaleństwa.
W końcu dotarli do czarnej limuzyny. Był ciekawy, czy jego pan czekał w środku, czy dopiero go do niego zawiozą. Ale wtedy chyba nie przyjeżdżali by po niego takim ładnym samochodem...
– Wskakuj – ochroniarz odezwał się do niego po raz pierwszy odkąd z nim poszedł.
Chłopak posłusznie wszedł do środka przez otwarte drzwi, a tamten zaraz je za nim zamknął.
Wewnątrz go zobaczył. "Czy to już mój pan?" zastanawiał się. "Niech to będzie on..."
Mężczyzna, już od pierwszej chwili, wydał mu się bardzo przystojny. Miał półdługie, ciemne włosy i intensywnie niebieskie oczy. Ubrany był w elegancki, świetnie dopasowany do jego sylwetki, smoking. Wyglądał na zadbanego i nie był raczej stary. "Proszę, niech to będzie on. Jeśli by tak wyglądał, to byłoby przynajmniej chociaż trochę mniej obrzydliwe. Chociaż... zawsze jeszcze może się okazać niewyżytym sadystą..." Wiedział, że pomimo ładnego wyglądu, mógł być znacznie gorszy od kogoś mniej urodziwego. Tak jak jego były pan. Wyglądał naprawdę bosko, ale to co robił...
Nie zdążył się mu dłużej przyjrzeć, bo mężczyzna zaraz poklepał miejsce obok siebie, każąc mu tam usiąść. 
– Witaj – powiedział. – Wygląda na to, że teraz należysz do mnie. 
– Witaj, panie – odparł i tak jak został wytresowany, opuścił pokornie głowę.
"Czyli jednak to on" przeszło mu przez myśl. Choć nadal się bał i sądził, że będzie tego bardzo żałował, cieszył się, że jego nowy pan przynajmniej dobrze wyglądał. Dla kogoś postronnego, to mogłoby się wydać śmieszne, ale dla Akiego, było to bardzo ważne. "A jeśli jest takim wariatem, jak on?" Niepokój jednak wciąż go nie opuszczał. 

18 komentarzy:

  1. Dobra, skoro w końcu mogę skomentować, to daję, mimo iż nie jestem w tym dobra. :) Możesz być dumny/na. Przeczytałam wszystko bez pomijania, a jak na mnie to czasami nie lada wyczyn. Masz fajny styl pisania, że aż mnie zazdro bierze. Żeby tak pisać muszę jeszcze sporo poćwiczyć, więc wiadomo... na razie wychodzi mi to drętwo. No, ale miało być o rozdziale. Zapowiada się całkiem ciekawie, jeśli porównać do innych opowiadań o niewolnikach. W sumie już bym mogła capnąć drógi rozdział. Facet, który kupił ,,aniołka" wydaje się fajnym gościem. Ciekawe na jak długo. Xd a teraz ide pisać dyktando. Weny życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze się, nawet nie wiesz jak bardzo :)
      Tyle pochwał ^^ Dziękuję :*
      Od razu uprzedzam, że to nie będzie typowe opowiadanie o niewolnikach. Mam swój pomysł i liczę na to, że mi wyjdzie.
      Lubisz Johna? O, jak miło ^^ Ciekawe na jak długo... dokładnie!
      Dziękuję jeszcze raz i pozdrawiam!

      Usuń
  2. Witam^-*
    Bardzo podoba mi się twoje opowiadanie - lubię taką tematykę. Skończyłaś w takim momencie, że teraz jestem ciekawa co będzie dalej.. ^
    Zapraszam na mojego bloga^ shiroki-yuutsu-yaoi.blogspot.com
    Pozdrawiam i czekam na ciąg dalszy *-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheh :) Czyli chyba w dobrym momencie skończyłam :D
      Na pewno zajrzę.
      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz!

      Usuń
  3. Opowiadanie bardzo mi się podoba. Nie mogę doczekać się dalszych rozdziałów. Świetnie piszesz, dzięki czemu świat przedstawiony wydaje mi się bardzo realistyczny.
    Ściskam mocno, pozdrawiam i życzę weny ^^
    Shiro

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa! :)
      Staram się, by wszystko było jak najbardziej realistyczne, ale nie zawsze mi to wychodzi...
      W każdym razie zapraszam na kolejne rozdziały (kiedy się ukażą).
      Pozdrawiam! ^^

      Usuń
  4. Witam ^^

    Twoje opowiadanie bardzo mnie zainteresowało :D
    Za moment zabieram się za następny rozdział. Ciekawe jaki naprawdę jest jego Pan.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam!
      Cieszę się bardzo. Zależało mi na tym, żeby kogoś nim zainteresować ^^
      Jaki jest pan Akiego? Dowiesz się już wkrótce! Zapraszam do kolejnych rozdziałów!

      Usuń
  5. Opowiadanie naprawdę robi się ciekawe. Coś czuję, że będzie inne od tej całej rzeszy opowiadań o ostrym seksie pana i niewolnika :3 Chociaż... Takimi to bym nie pogardziła :P
    A tak poważnie - miło jest móc przeczytać wreszcie opowiadanie, w którym niewolnictwo będzie przedstawione w odrobinę inny sposób :3
    Wenyy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że będzie inne. To by było nudne, gdyby było takie jak reszta, prawda? :)
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  6. Ła.1 rozdział mi się podoba. Ciekawe się dalsza akcja rozkręci ale pewnie tak samo fajnie.
    John jak na początek wydaje się fajny. Ciacho z niego. Ale z.reszty postaci też ciacha
    Fajne opowiadanie stworzyłaś
    .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się i dziękuję za komentarz! :)
      Mam nadzieję, że się rozkręci i będę się starała zrobić tak, żeby jednak nie zanudzić nikogo :P

      Usuń
  7. Biedny ;-;
    Mam nadzieję, że seme będzie dal niego dobry, a nie...
    Ach to ma być miłość z tego i już!
    Btw podoba mi się bardzo jak na razie ~~

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej,
    bardzo ciekawy rozdział wciąga, przeczytałam jednym tchem, John wydaje się nawet dobra osobą, ale i też trochę niebezpieczną…
    Multum weny życzę…
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  9. Aaaaa!! Świetny rozdział! Zachęciłaś mnie jeszcze bardziej! Uciekam czytać twoje dzieło dalej!

    OdpowiedzUsuń
  10. Genialne :) Uwielbiam niewolników <3 Aki jest uroczy lecę czytać dalej :))

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej,
    bardzo ciekawie zapowiada się to opowiadanie, rozdział wciąga i to bardzo, podobają mi się takie klimaty, przeczytałam jednym tchem, John wydaje się nawet dobra osobą, ale i też trochę niebezpieczną…
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej,
    trafiłam dopiero co tutaj, o tak te klimaty bardzo mi się podobają, John nie wydaje się taką złą osobą, więc Aki może będzie szczęśliwy mimo że jest niewolnikiwm, ale pozory lubią mylić...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń